d.o.m
16.07.06, 20:46
"By to zmienić, potrzebna jest strategia, systematyczna praca, wysiłek woli i
coś, co Amerykanie nazywają charm offensive, kampania uśmiechów i przyjaznych
gestów. [...] Przyjaciół nie zdobyliśmy żadnych, a przyjaźń dotychczasowych
przyjaciół nie raz i nie dwa wystawialiśmy na trudną próbę."
W polityce nie ma przyjaciół. Są tylko interesy.
Dość mam wysłuchwania jakie to przyjazne gesty powinna
Polska wykonywać, żyby ją na zachodzie "lubili".
Czas przestać się tak bardzo przejmować, że jakiś
zagraniczny pismak zamieści jakieś niepochlebne
komentarze. Przynajmniej nikt nam już nie będzie zarzucał,
że zmarnowaliśmy okazję by siedzieć cicho...