Dodaj do ulubionych

Jak Giertych naraził się Lidze

24.07.06, 07:39
Roman już wie, że TO KONIEC LPR! Próbuje zmienić swój wizerunek, aby znaleźć
się na dobrej pozycji w PiS.

MARSZ PRZECIWKO KLERYKALIZACJI I FASZYZACJI
Obserwuj wątek
              • rujawi Re: No proszę… 24.07.06, 09:49
                "Poseł Robert Strąk: - Ja się z tezami tego wywiadu nie zgadzam. Uważam się za
                kontynuatora myśli Dmowskiego, uważam, że jest aktualna. Nie zgadzam na
                porównywanie książki Dmowskiego z książką Michnika. Dmowski nie wykorzystywał
                Kościoła, wreszcie - był wierzący."

                to prawie jak LPR oni też Kościoła nie wykorzystują:P
                ___
                www.nasznocnik.prv.pl
                  • kasia19765 Romek - i zamki na piasku 24.07.06, 15:54
                    Przecietnemu obywatelowi w tej chwili LPR kojarzy sie z neofaszystanmi i dewotkami.
                    Ani jednych ani drugich wiekszosz spoleczenstwa nie lubi.
                    Trudno teraz byloby zmieniac image.
                    Wiec jakikolwiek wywiad Romana na nic sie zda.
                    • phun Kapitalistyczny Dzihad = Dzihad religijny - !!! 24.07.06, 18:21
                      Globalny dżihad kapitału

                      Wokół książki Arjuna Appaduraia

                      Czy warto zajmować się książkami zawierającymi tezy błędne i irytujące? Czasem
                      warto. Najlepszym tego przykładem jest „Nowoczesność bez granic” wybitnego
                      hinduskiego antropologa Arjuna Appaduraia.

                      Książka ta należy już do kanonu postmodernistycznej teorii społecznej. Ma zatem
                      wszystkie ograniczenia i błędy ponowoczesnej perspektywy – jest hermetyczna,
                      abstrakcyjna, ahistoryczna, czy też ściślej posthistoryczna, absolutyzuje
                      partykularne tożsamości grupowe i zjawiska powierzchowne, a wreszcie ignoruje
                      strukturalne współzależności poszczególnych instancji życia społecznego.

                      A jednak, mimo wszystkich tych wad, jest to praca, która zasługuje na uwagę nie
                      tylko wśród specjalistów. Jej autor przygląda się bowiem jednemu z
                      najważniejszych fenomenów naszych czasów. Analizowane przezeń zjawisko należy
                      zarazem do największych paradoksów współczesności. Dzięki temu „Nowoczesność bez
                      granic” świetnie nadaje się do roli punktu wyjścia do bardzo istotnej debaty, i
                      to zarówno naukowej, jak i politycznej.

                      Appadurai zauważa mianowicie, że globalizacja wcale nie przyczynia się do
                      zjednoczenia świata. Wbrew obietnicom składanym przez jej rzeczników z
                      politycznego i ekonomicznego establishmentu, proces ten wcale nie doprowadził do
                      wygaszenia czy choćby tylko zmniejszenia intensywności nacjonalizmu, rasizmu i
                      szowinizmu plemiennego. Jest wręcz przeciwnie.

                      Odkąd w roku 1989 upadek Bloku Wschodniego umożliwił kapitalizmowi
                      niepowstrzymaną ekspansję w skali globalnej, etniczne konflikty zaczęły
                      gwałtownie przybierać na sile. Przez całe lata 90. dało się zaobserwować
                      następującą prawidłowość – im większe były postępy globalizacji, tym silniej
                      dawały o sobie znać etno-kulturowe separatyzmy i religijne fundamentalizmy. Im
                      gwałtowniejsza ofensywa ekonomicznego neoliberalizmu, tym więcej konfliktów
                      rasowych, tym więcej wspólnotowych partykularyzmów wkraczało na tradycyjną
                      demokratyczną scenę polityczną, zmieniając jej kształt i charakter.

                      Procesy te ogarnęły nie tylko tyleż ogromne, co biedne obszary Trzeciego Świata,
                      ale wkroczyły także do Europy. Po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej
                      Stary Kontynent stał się terenem wojen, czystek etnicznych i działań
                      ludobójczych, które miały miejsce podczas wojny domowej (a właściwie całej serii
                      wojen) w Jugosławii. Co więcej, wbrew popularnym przesądom świat
                      zamerykanizowanej kultury masowej (słynny McŚwiat Benjamina Barbera) nie
                      przeciwstawiał się wcale światu tradycyjnych wartości i kultur lokalnych (czyli
                      temu, co Barber nazwał dżihadem). Przykład jugosłowiański może tu dać wiele do
                      myślenia, albowiem rozbicie tego kraju byłoby niemożliwe, a przynajmniej
                      nieporównanie mniej tragiczne, gdyby nie rola, jaką w tym konflikcie odegrały
                      kraje zachodnie, w których ulokowane są ponadnarodowe kapitały spełniające rolę
                      lokomotyw globalizacji.

                      Książka Appaduraia jest próbą zrozumienia zarysowanego wyżej paradoksu
                      globalizacji. Rozwiązania zaproponowane przez autora wydają się z dzisiejszej
                      perspektywy zupełnie niezadowalające.

                      Zgodnie z postmodernistycznym założeniem, że świat jest tylko tekstem
                      kulturowym, ogranicza on analizę do sfery symbolicznej, absolutyzując nowe sieci
                      kreowania szowinistycznych wyobrażeń (etnoobrazów). W ten sposób uznaje, że za
                      wzrost konfliktów o charakterze etnicznym i religijnym odpowiadają mass media,
                      technologia wideo, kasety oraz Internet. Rozpowszechniają one symbole i idee
                      przynależności wspólnotowej nie tylko w granicach tradycyjnych państw
                      narodowych, ale także w diasporach imigranckich, które pod koniec XX wieku
                      rozrastają się na niespotykaną wcześniej skalę.

                      Skala tego zjawiska wydaje się rzeczywiście bezprecedensowa, ale autor wyciąga z
                      tego zbyt daleko idące wnioski, pozwalając sobie na ignorowanie zupełnie
                      podstawowych poziomów i sił współczesnego świata. Na przykład w ogóle nie
                      zastanawia się, dlaczego współczesne transformacje obalają granice przed
                      kapitałem, a jednocześnie wznoszą je przed ludźmi. Aby to zrobić, musiałby
                      uwzględnić kontekst społeczno-ekonomiczny opisywanych zjawisk. Mówiąc prościej:
                      musiałby postawić w centrum swej analizy kwestię kapitalizmu i jego obecnych
                      przekształceń, nazywanych potocznie globalizacją neoliberalną, a nie ograniczać
                      się do kulturowego wymiaru imigracji. Ujęcie takie znajdujemy dziś w pracach
                      Jonathana Friedmanna, Elizabeth Raty, Samira Amina, Etienne Balibara, Immanuela
                      Wallersteina (co ważne, niektóre z nich są już dostępne w języku polskim).
                      Odpowiedź, jaką proponują ci badacze, ma dwa poziomy: polityczny i teoretyczny.
                      Na poziomie politycznym (a ściślej, na poziomie ekonomii politycznej) musimy
                      zwrócić uwagę, że współczesny kapitalizm z turbodoładowaniem oraz ruchy
                      fundamentalistyczne wyrastają z tego samego podłoża i mają tego samego wroga.
                      Obydwie te siły rozwinęły się wskutek kryzysu nowoczesnego państwa narodowego.
                      Obydwie też dążą do zniszczenia przestrzeni polityki demokratycznej, która
                      ukształtowała się w minionym dwustuleciu w ramach owego państwa. Uformowała się
                      ona w toku dziesięcioleci walk emancypacyjnych prowadzonych przez klasy ludowe.
                      W wyniku oddolnych nacisków wyłoniły się różne postacie kontroli władzy i
                      kapitału, które stanowiły realną przeszkodę dla ekspansji wielkich korporacji,
                      ale też dla wpływów religijnych guru, kacyków plemiennych i nacjonalistycznych
                      wodzów.

                      Ta realna treść nowoczesnej demokracji, którą nazwać można kulturą demokratyczną
                      (albo, za francuskim myślicielem Jacques’em Ranczerem, cywilizacją
                      demokratyczną), stanowi poważne zagrożenie dla partykularyzmów politycznych,
                      etnicznych i ekonomicznych. Okazuje się zatem, że rozbicie nowoczesnych i
                      demokratycznych form życia społecznego jest na rękę zarówno dżihadowi, jak i
                      Mcświatu. Kapitał globalny wręcz potrzebuje pomocy fundamentalistów w tym dziele.

                      Dlaczego? Po pierwsze, ponieważ są oni wrogami wszelkich ruchów lewicowych i
                      pracowniczych, a zatem tych, które formułują swe polityczne projekty na bazie
                      podstawowego konfliktu społeczeństwa kapitalistycznego, konfliktu między pracą a
                      kapitałem. Etniczno-narodowa prawica dostrzega społeczne skutki antagonizmu
                      klasowego, ale nie jest zdolna do identyfikacji ich strukturalnych przyczyn.
                      Dlatego jej przedstawiciele uważają, że bieda i przemoc bierze się z jakiegoś
                      nieokreślonego zła lub działań złych ludzi prowadzących do upadku kultury. A
                      więc ich krytyka panujących stosunków realizowana jest w języku moralnych
                      potępień, apeli oraz odwołań do metafizycznych modeli słusznego ładu społecznego
                      (jego podstawą może być, w zależności od wyznawanej przez nich religii, szariat
                      lub prawo naturalne). Klasycznym przykładem takiego myślenia jest mentalność
                      liderów PiS-u,
                      którzy sądzą, że wystarczy usunąć aferzystów i przestępców z polityki i spółek
                      Skarbu Państwa, a problemy Polski zostaną rozwiązane. Do tej samej kategorii
                      należy zaliczyć skrajną europejską prawicę lansującą tezę, że przyczyną
                      problemów gospodarczych jest napływ obcych na teren starej Unii.

                      Błędnie definiując przyczyny kryzysu społecznego we współczesnym świecie,
                      fundamentaliści wcale nie zamykają drzwi przed ponadgranicznymi cyrkulacjami
                      finansowymi. Czynią to jedynie przed ofiarami owych cyrkulacji, a zatem przed
                      cyrkulacjami ludzi. Tymczasem to właśnie owe ponadgraniczne migracje między
                      Północą a Południem, Wschodem i Zachodem stanowią główne zagrożenie dla
                      rentowności dominujących sektorów globalnego kapitału. Przepływ ludzi może
                      sprawić, że kapitał nie będzie już mógł korzystać z różnic w cenie siły roboczej
                      między poszczególnymi obszarami światowego systemu. Działanie zglobalizowanego
                      prawa wartości, które jest przyczyną pogłębiającej się polaryzacji, zostanie w
                      ten sposób sparaliżowane. Zniknie też podstawa ekonomiczna delokalizacji, czyli
                      przenoszenia produkcji do krajów, w których siła robocza poddana jest
                      drakońskiemu wyzyskowi
                • piekielnica1 Re: No proszę… 24.07.06, 17:47
                  cokebottle napisał:

                  > Choćby nie wiadomo jak wyznawcy GWnianej gazety pozowali to i tak wyłazi z
                  > nich zacofany lewacki fanatyzm i kosmopolityzm.

                  Zawsze to lepsze niż TRWANIE w tym samym zapyziałym i nigdy nie wietrzonym
                  grajdole
        • pulldog Re: Jak Giertych naraził się Lidze 24.07.06, 17:06
          Jak fajnie by bylo gdybysmy mieli dwie partie w kraju: konserwatywna PIS(+LPR) i
          liberalna PO(+SLD,PD). Dzis PO stroni od SLD bardziej dla wlasnego
          bezpieczenstwa niz z powodow ideowych, mogliby ich wziac za mordy tak samo jak
          PIS wzial LPR. Nie wiem tylko gdzie wcisnac pierwszego mulata, bo zwykly
          koniunkturalista i wszedzie mu dobrze. Moze SO powinna sie zbratac z PSLem i
          utworzyc trzecia partie - nurt chlopski? Nie wiem jaka konfiguracja bylaby
          najlepsza, ale wiem, ze przydalaby sie nam globalizacja w polityce. Za duzo jest
          tych wszystkich pajacow, ktorzy obrazaja sie na cos i zakladaja wlasne partie.
    • wkurzon Lidze już dziękujemy 24.07.06, 08:47
      Wice-Roman stanowczo powinien pójść krok dalej, i ogłosić wyprowadzenie
      sztandaru, a majątek oddać papie Rydzykowi na kupno nowego Maybacha - wszak
      przywódca narodu musi jeździć niezłą furą ...
    • 1309alek Re: Jak Giertych naraził się Lidze 24.07.06, 08:50
      Kto to jest Roman,to normalnie nieudacznik,chory z urojenia czlowiek,podejmuje
      decyzje ponizej pasa,podoba mu sie wladza i on niedlugo sprzeda swojego ojca,to
      taki typ czlowieka,ale Kaczynski ma go juz powyzej dziurek w nosie i Roman lada
      dzien wyleci z hukiem.
      • koloratura1 Re: Jak Giertych naraził się Lidze 24.07.06, 11:29
        1309alek napisał:

        > Kto to jest Roman,to normalnie nieudacznik,chory z urojenia czlowiek,podejmuje
        > decyzje ponizej pasa,podoba mu sie wladza i on niedlugo sprzeda swojego ojca,to
        >
        > taki typ czlowieka,ale Kaczynski ma go juz powyzej dziurek w nosie i Roman lada
        >
        > dzien wyleci z hukiem.

        A kto wleci na jego miejsce, żeby zapewnić Kaczyńskiemu możliwość budowania
        PRL-bis, zwanej dla zmyłki RP IV, tj. przegłosowywania różnych bolszewickich ustaw?
    • hehenio To był całkiem ciekawy wywiad... 24.07.06, 09:09
      Rzadko czytuję pana wicepremiera, ale tym razem muszę przyznać, że czytało się
      całkiem przyjemnie. To inteligentny człowiek.

      Może Romuś jest grzeczny, tylko źli koledzy go zwodzą?

      A widać i LPR jest beton partyjny - jak kiedyś w PZPR.
      Czyżby obowiązywała też zasada "centralizmu demokratycznego"?
      • dvoryanin Giertych powiedział poprostu prawde, szkoda, że 24.07.06, 11:33
        wielu jej nie zrozumiało. Mam nadzieje, że zroumieją.

        Najlepszy komentarz dał nieoceniony poseł Wierzejski: "Tez Giertycha broni
        Wierzejski: - Są w LPR doktrynerzy, którzy idą do antykwariatu, kupują
        Dmowskiego dzieła wszystkie, uczą się ich na pamięć i mają przygotowany cytat
        na każdą okazję: o Chinach, Rosji, polskich interesach... a wszystko sprzed 80
        lat. A od Dmowskiego trzeba się uczyć czegoś innego. Realpolitik, czyli
        nieuleganie żadnym sentymentom, i konieczności dbania o interes narodu. Metody
        są zmienne, trzeba się dostosowywać do warunków, połamać stereotypy. To był cel
        tego wywiadu."
      • dvoryanin Tu nie chodzi o tzw. tolerancje, tu chodzi o to, 24.07.06, 11:28
        że wiele osób tego wywiadu nie zrozumiało. A jego celem było to co powiedział
        Wojciech Wierzejski:

        "Tez Giertycha broni Wierzejski: - Są w LPR doktrynerzy, którzy idą do
        antykwariatu, kupują Dmowskiego dzieła wszystkie, uczą się ich na pamięć i mają
        przygotowany cytat na każdą okazję: o Chinach, Rosji, polskich interesach... a
        wszystko sprzed 80 lat. A od Dmowskiego trzeba się uczyć czegoś innego.
        Realpolitik, czyli nieuleganie żadnym sentymentom, i konieczności dbania o
        interes narodu. Metody są zmienne, trzeba się dostosowywać do warunków, połamać
        stereotypy. To był cel tego wywiadu."
      • dvoryanin Gdzie w tym wywiadzie było odcięcie sie od 24.07.06, 11:25
        korzeni.

        To anlepszy komentarz do tego wywiadu: Tez Giertycha broni Wierzejski: - Są w
        LPR doktrynerzy, którzy idą do antykwariatu, kupują Dmowskiego dzieła
        wszystkie, uczą się ich na pamięć i mają przygotowany cytat na każdą okazję: o
        Chinach, Rosji, polskich interesach... a wszystko sprzed 80 lat. A od
        Dmowskiego trzeba się uczyć czegoś innego. Realpolitik, czyli nieuleganie
        żadnym sentymentom, i konieczności dbania o interes narodu. Metody są zmienne,
        trzeba się dostosowywać do warunków, połamać stereotypy. To był cel tego
        wywiadu.
    • dvoryanin Zgadzam się z wypowiedzą posła Wojciecha 24.07.06, 11:23
      Wierzejskiego, ona wystarcza, za najlepszy komentarz do całej sprawy:

      "Tez Giertycha broni Wierzejski: - Są w LPR doktrynerzy, którzy idą do
      antykwariatu, kupują Dmowskiego dzieła wszystkie, uczą się ich na pamięć i mają
      przygotowany cytat na każdą okazję: o Chinach, Rosji, polskich interesach... a
      wszystko sprzed 80 lat. A od Dmowskiego trzeba się uczyć czegoś innego.
      Realpolitik, czyli nieuleganie żadnym sentymentom, i konieczności dbania o
      interes narodu. Metody są zmienne, trzeba się dostosowywać do warunków, połamać
      stereotypy. To był cel tego wywiadu."
    • piezo1 Ojcze Dyrektorze, ratuj LPR! 24.07.06, 11:37
      Hitler miał swojego wiernego Himmlera.
      Giertych ma Wierzejskiego. On należy do topniejącej grupy ideologów LPR-u,
      którzy uważają, że LPR to Giertych. Nikt z LPR-u nie powinien krytykować
      Giertycha, a nawet nie zgadzać się z nim.
      LPR oddalił się od Radyja i żelazna dyscyplina odeszła w niepamięć...
      LPR umiera. Zdycha?
    • michalparadowski Re: Jak Giertych naraził się Lidze 24.07.06, 12:18
      Koalicjanci zaczynają odreagowywać konieczność podporządkowania się PIS-
      owi.Długo nie wytrzymają tego podporządkowania, więc zacznie się niebawem cyrk!
      Czekamy na kolejne występy, także i p.Leppera-wicepremiera, który chyba już też
      zaczął proces odreagowywania. Oszołomy z LPR, chyba nie wiedzą, że ujawniane
      publicznie wewnętrzne spory w ich partii, tylko przyśpieszają już rozpoczęty
      prze PIS, proces ich "trawienia".
      Zostanie więc z LPR, po zakończeniu ww.procesu trawienia wielka kupa.
      Kupa frajerów, co gorsza bezrobotnych!
      Autor:
      Oserwator - baczny

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka