Dodaj do ulubionych

Dziennik powrotów Anny

    • monikamalgorzata przygotowanie to podstawa 04.09.06, 21:12
      Podoba mi sie z wrociwszy do Polski postanowilas sie przygotowac do wyjazdu, to
      kamien milowy ktorego tysiace tu przyjezdzajacych nigdy nie zrobi. musze cie
      uprzedzic ze przez ten naplyw Polakow nie jest juz tak egzotycznie jak kiedys
      bywalo, szczegolnie inne nacje nie sa nam zyczliwe, ja tez zaczynalam roznie ale
      wraz z praca kontynuowalam nauke, najpierw jezyka a potem specjalizacji aby
      wreszcie pracowac normalnie, Przyjechalam tu rok wczesniej niz ty od niecalego
      roku pracuje w biurze duzej firmy niedaleko Liverpool Station i nie zaluje ani
      minuty tego ze zostawilam Polske.Niecierpie polskiej mentalnosci, tego ze bez
      odpowiednich kontaktow nic nie zalatwisz, nie nawidze kumoterstwa, tego
      'krakania jak wrony bedac posrod wron'. Od niedawna pisze swoje
      bloga(livingabroad) chcac ujac wszystko co mnie tu spotkalo i spotyka. Ktos tu
      wpisal ze Polacy zyja jak szczury, tak to prawda bo tak chca, nawet pracujac w
      pralni chemicznej chodzilam czasem do muzeum albo do teatru albo jezdzilismy na
      wycieczki poza Londyn. Mysle ze kwestia zycia i spedzania wolnego czasu zalezy
      od mentalnosci, w przypadku Polakow chcialabym uciec od niej jak
      najdalej..........Pozdrawiam
    • angel74 Dziennik powrotów Anny 04.09.06, 22:18
      Wszystko by się nawet i zgadzało gdyby nie fakt że świadczenia to należą się "z
      biegu" - przynajmniej te rodzinne :)
    • september76 Siedze tu juz ponad 2 lata,ale dzieki temu,ze 04.09.06, 23:04
      bylem przez 5 miesiecy przed wejsciem do UE i wrocilem,oszczedzilem sobie
      zludzen bohaterki.Widzialem czasem ludzi wracajacych po pol roku,idealizujacych
      Polske, snujacych wizje kariery,studiow,wlasnych firm.Nikt z tych osob nie
      zrealizowal tych marzen i wiekszosc alo wrocila albo mysli o powrocie.Polska na
      razie nie jest miejscem, gdzie zaklada sie firmy,gdzie boom gospodarczy
      przyciaga ludzi z inicjatywa jak to bylo na poczatku lat 90-tych.
      • monikamalgorzata Re: Siedze tu juz ponad 2 lata,ale dzieki temu,ze 04.09.06, 23:12
        przypuszczam ze jestes moim rocznikiem( '76')nie wiem co robisz, ale
        poprzestajac na jednym i tym samym poziomie zawsze Anglia czy inny kraj bedzie
        ci sie nie podobal, np teraz tysiackrotnie rzadziej spotykam sie z przybyszem z
        Polski ktory chodzi do szkoly angielskiego, wczesniej z wyjatkiem wjazdu na wize
        turystyczna szkola byla przepustka i raz zaplaciwszy wiekszasc do niej chodzila
        ( nie mowie tu o przypadkach tragicznych jak 20 lat siedzenia w UK i ani be ani
        me, tylko o mlodych ludziach po studiach czy bez) teraz nie wazne czy magister
        czy student czy po zawodowej nikt nie chce placic za szkole - bo po co , tylko
        jednostki swiadome wiedza ze bez jezyka ani rusz i po tysiackroc maja racje
        • nikolettajasnowlosa Re: Siedze tu juz ponad 2 lata,ale dzieki temu,ze 04.09.06, 23:24
          dobrze ze dziewczyna sie stara tylko niech nie przesadza z tym godnym zyciem
          kelnerki. znam fure Szkotow w wieku 22-25 lat ktorzy mieszkaja z mama bo ich
          nie stac na kredyt ani wynajecie lokalu w standardzie do jakiego sa
          przyzwyczajeni. a w Londynie ten problem pewnie urasta 3-krotnie...
    • czytelnik111 Angielski na poziomie "advanced" w głowie???? 04.09.06, 23:22
      "Listopad 2004
      Dwieście funtów oszczędności w portfelu, prezenty dla rodziny w bagażu
      podręcznym, angielski na poziomie "advanced" w głowie."

      Potem dziewczyna jeszcze trochę pochodziła na lekcje i co?
      "Przy liście motywacyjnym otworzyłam słownik i wypisałam przyjemne przymiotniki:
      odpowiedzialna, skrupulatna, dokładna, lojalna."
      I gdzie ten "advanced"??????????????????????????
      • hong2 Re: Angielski na poziomie "advanced" w głowie???? 05.09.06, 03:35
        Dokladnie, pracujac w chinskiej restauracji, a chlopak hiszpan :) Ta kobieta sciemnia, albo jest
        oderwana od rzeczywistosci, ma klopoty z wlasciwym punktem odniesienia.
        • marklips Re: Angielski na poziomie "advanced" w głowie?Czy. 05.09.06, 04:19
          hong2 napisał:
          > Dokladnie, pracujac w chinskiej restauracji, a chlopak hiszpan :) Ta kobieta
          sciemnia, albo jest oderwana od rzeczywistosci, ma klopoty z wlasciwym punktem
          odniesienia.Koniec cytatu.
          ____________________________

          Hong,ona z artykulu jest zakochana a zegar biologiczny ma
          swoje prawa.Firmy w Polsce i miejsc pracy i tak w Polsce nie zagwarantuje,
          ale tam zarobi i pomoze Hiszpanowi,statystyke w Hiszpani poprawic,
          a przy okazji nauczy go po polsku aby on mogl sobie konto
          w Banku w Polsce zalozyc i 2 Ha ziemi zakupic i zalozyc
          kursy hiszpanskiego,jesli ma wyksztalcenie.
          Tak jak wiele polskich kobiet,w ciazy, rodza swoje dzieci,
          w ostatniej chwili ....w USA.
          Czyli wilk syty a owca cala.

          Jej sie tez przyjemnosci naleza oprocz pieniedzy.
          Przeczytaj moj komentarz o ..moich dzieciach studentach,
          na polskich paszportach....
          Pozdrawiam.Mark Lips
      • lze_elita.71 "W glowie" to chyba znaczy, ze w planach . Lub w 05.09.06, 10:42
        "dreams";)
    • perk Re: Dziennik powrotów Anny 04.09.06, 23:44
      Ku.. mac, plakac sie chce. Wolne panstwo Pl...
    • laks Dziennik powrotów Anny 04.09.06, 23:59
      Od momentu wejscia do UE czytalam juz wiele dziwnych artykulow na temat wyjazdu
      i zycia w Anglii. Myslalam ze to juz sie skonczylo ale jednak nie. Nadal musimy
      czytac jak tam jest strasznie i zle.
      Po przeczytaniu tego artykulu chce mi sie smiac. Co to znaczy ze Polacy ktorzy
      mieszkaja w Londynie nie maja czasu zwiedzac? Ile razy wyjde na przerwe do
      parku co ok dziesiata osoba to Polak. Dla wielu juz skonczyly sie czasy
      charowania i wegetacji. Teraz ludzie z Rosji, Litwy, Lotwy itp zajmuja nasze
      miejsca a my zaczynamy zauwazac ze stac nas na wiecej i mamy wiecej ambicji.
      Ilez ludzi pracuje w biurach, recepcjach a i nawet jako kelnerki ale w
      restauracjach na poziomie. Trzeba wziac sie w garsc, jesli sie zna angielski to
      uwierzyc w to samemu i zaczac dzialac. Jednak najwazniejsza sprawa szukania
      pracy biurowej w Londynie to - praktyka w biurze w Londynie. Jest wiele firm
      ktore przyjma na kilka miesiecy za darmo (np 2 dni w tygodniu). Liczy sie
      jednak to ze po ok 3 miesiacach mozemy z podniesionym czolem szukac pracy
      poprzez jobcenter i z pewnoscia ja znajdziemy. Ale do tego potrzeba troche
      wysilku i wiary w siebie (nie wspominam o angielskim bo to jest oczywiste).
    • boski.zawodowiec kontr artykuł o Polkach w Londynie- warto poczytać 05.09.06, 00:30
      fakty.interia.pl/swiat/news/Mamo_powiedz_mu_%BFe_ja_te%BF_go_kocham,787054,4
      Pieknie prawda:)
    • a.k.wasik Dziennik powrotów Anny 05.09.06, 00:48
      Jedno co niezmiennie mnie doprowadza do wcieklosci to te idylliczne reportaze w TV i prasie - o tej
      ziemi obiecanej w UK. 'W Londynie taksowkarz moze zarobic ?1000 - tygodniowo'. Ekstra - ale ile z
      tegi faktycznie wezmie do domu to juz nie laska poinfomowac? Zycie w UK jest drogie i powiedzialabym
      sredniej jakosci. Mieszkam i pracuje w Londynie od roku - i nie zrozumcie mnie zle - nie narzekam i
      uwielbiam Londyn, ale troche realiow wprowadzmy w ten obrazek!

      Mialam szczescie, ze przyjechalam od razu do pracy (w instytucji rzadowej) - zarabiam powiedzialabym
      srednio - tak samo moj chlopak, choc on i tak zarabia wiecej. I z dwoch pensji jestesmy w stanie
      wynajac duze wygodne mieszkanie, splacac samochod i leciec do Polski 2 -3 razy do roku. Czy stac
      mnie na cos duzo wiecej niz bylo mnie stac w Polsce? Nieszczegolnie. Dlaczego?
      Bo 25% mojej pensji zabieraja podatki (tak jak w Polsce)
      Polowe mojej pensji kosztuje nasze mieszkanie (tak jak w Polsce)
      Do tego council tax, rachunki, zakupy...

      Jesli chcemy wygodnie zyc - niewiele udaje nam sie odlozyc. Jasne - mozna duzo zarobic i oszczedzac
      mieszkajac w pokoju za ?50, ale nie wiem czy to moja definicja zycia...choc rozumiem ludzi, ktorzy sie
      na to decyduja - wyjezdzaja na rok zby zarobic i wrocic (zona, dzieci czekaja...).

      Ja pewnie tez wroce - bo przyszlosc wiaze z Polska - choc moze nie za tych rzadow i nie z workiem
      pelnym kasy...
      • mniklas5 Re: Dziennik powrotów Anny 05.09.06, 02:02
        kazdy z nas ma tylo jedo zycie
    • australopitecus Dziennik powrotów Anny 05.09.06, 02:43
      Zyje poza Polska od dwudziestu paru lat. Mimo to nie jestem przekonany, ze
      dobrze robia ci, ktorzy wola zmywac gary zauroczeni "wysokiemi" zarobkami. Gdy
      sie jest mlodym wszystko jest proste, pociagajace i zabawne. Za dziesiec lat,
      gdy zmywanie sie znudzi i kregoslup zacznie bolec, a z dyplomu i kwalifikacji
      pozostana tylko wspomnienia stana znowu przed problemem co zrobic. Cokolwiek by
      o Polsce nie mowic zmienilo sie tam wiele przez te 16 lat i pewnie za nastepne
      10 bedzie calkiem znosnie, (chyba ze PiS bedzie nadal rzadzi) a stracone przy
      garach lata trudno bedzie "odzyskac". Moje uwagi nie dotycza oczywiscie tych,
      ktorzy za granica zdobywaja doswiadczenie pracujac w swoim zawodzie. To
      zupelnie inny problem i bedzie mial - mysle pozytywny efekt.
    • tom_fed Pani Aniu - bzdury Pani pisze... 05.09.06, 02:54
      Niestety.
      Podobno byla Pani w Londynie (ja aktualnie jestem w Edynburgu).
      Podobno pilnie sie Pani przygotowuje do DRUGIEGO wyjazdu (ja nie musze).

      Ale te bzdury ktore Pani sadzi w artykule to mnie oslabiaja
      (moze bym w nie uwierzyl, gdybym nadal byl w PL)

      Tak wiec, bujac to my - ale nie nas.

      Pozdrawiam
      • mniklas5 Re: do sceptykow 05.09.06, 05:08
        ktorzy pozostali na etapie "mycia garow", Ja tez mylem gary w Kanadzie 15 lat
        tw USA i mu przez pol roku, mie widze w tym niz niezwyklego , nastepnie
        studiowalem MBA i od 10 lat pracuje w firmach amerykanksivh i przez ostatnie
        trzy lata jestem finacial manager , nie uwazam zeby to bylo cozs
        nadzwyczajnego , prosta kolej rzeczy tym ktorym sie chce, , zona dorobilismy
        sie sporego majatku przez te 15 lat, ale przede wszystkim mniej pracujemy i
        wiecej wypoczywamy, teraz zatrudniamy Amerykanow ktorzy 'myja gary' dla nas i
        tez to jest ich etap w zyciu. Gary myja nie tylko Polacy
        • lze_elita.71 A na dokladke powiedz otwarcie: w krajach anglo- 05.09.06, 11:04
          saskich i mycie garow nikogo nie hanbi, jesli sie je myje DOBRZE! A mozna
          zostac celebrity jesli potrafi sie smacznie przygotowac zwyczajne parowki;)
    • pilnikus Re: Dziennik powrotów Anny 05.09.06, 06:55
      Siedzę w Londku już prawie rok i nie mogę się nadziwić dlaczego Polacy łapią się za najprostsze pracę a szczytem ich marzeń jest praca w knajpie (o rany, ale to musi być fajowe...).
      Mam jedynie pare rad dla osób się wybierających:
      -determinacja, determinacja i jeszcze raz determinacja. Jak się chce można znaleźć w miarę prosto prace, ale trzeba chcieć. Irytują mnie osoby, które czepiają się już tutaj siędzących z prośbą o pomoc. Tak naprawdę liczą, że za nich się wszystko zrobi i załatwi, a jak to się mówi to jak sam nie zrobisz to nikt za Ciebie nie zrobi.Tacy najczęściej łapią się byle czego i wracają z podkulonym ogonem.
      -szukajcie pracy w zawodzie lub biurze, najlepiej z Polski. Jeżeli napiszę się dobre CV, to można spodziewać się zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjną (czasem pracodawca pokrywa wszystkie koszta z tym związane). Choć na początku dużej różnicy w zarobkach pomiędzy pracą fizyczną a umysłową nie ma, to ta druga jest zwykle o wiele łatwiejsza, luźna i przyjemna. U mnie w biurzę jest pełen luz, można się spóźnić nawet ponad pół godziny a nikt się nawet nie zorientuję ani nie zwróci uwagi. Relacje w pracy są bardzo w porządku.
      -język, język, język - do znudzenia można powtarzać, ale jest on naprawdę ważny, tak samo jak akcent(!)
      -przyjazd zaplanujcię, bo wyjazd w ciemno z myślą "jakoś to będzie" to najgłupsze co można zrobić.
      Uważam, że naprawdę prosto jest znaleźć pracę w zawodzie. O wiele łatwiej niż za barem, w hotelu czy prostą pracę fizyczną. Najprostszę zawody są raczej wyeksploatowane w Londku i niewarto się tutaj kierować będąc nastawionym na ich szukanie. Jest to chyba najgorszę, co można zrobić, bo przeciętne stawki godzinowe w Londku w przeciągu 2-3 lat spadły o połowe dochodząc do stawki minimalnej. Za nią w Londku jest się w stanie tylko wegetować.
    • anitachica Dziennik powrotów Anny 05.09.06, 08:51
      moj Boze jak dobrze to znam...

      praca za 800 zl, brak sukcesow w poszukiwaniu nowej -w zawodzie, wspomnienia z
      londynu gdzie robilam kanapki i szkolilam angielski... tesknota za normalnym
      zyciem bez liczenia od pierwszego do pierwszego...

      tylko na mnie nikt tam nie czeka...
      luty 2007 - to i dka mnie data powrotu jesli tu dalej nic...
    • felixwb Dziennik powrotów Anny 05.09.06, 10:33
      W całym tekście najbardziej uderza polska chora hierarchia wartości zawodów: w
      dużym skrócie można ją podsumować tak, że w Polsce liczy się tylko ten, kto "ma
      pracę w biurze". Najprawdopodobniej jest to cały czas pokłosie spustoszeń,
      jakie w naszych umysłach poczynił komunizm - urzędnik był zawsze postrzegany
      jako ktoś, kto ma władzę, może coś załatwić, itp. W Anglii znam wiele osób,
      które na codzień parają się pracą fizyczną, a mimo tego nie są postrzegani
      przez sąsiadów czy znajomych jako gorszy gatunek człowieka.

      W Wielkiej Brytanii, ale również w innych krajach Europy Zachodniej, fascynuje
      mnie otwartość społeczeństwa na inność, traktowanie każdego człowieka jako
      kogoś wartościowego, nie posługiwanie się uprzedzeniami i stereotypami, które
      tak powszechne są w polskiej zbiorowej świadomości. W tym zgadzam się w pełni z
      autorką - w Polsce każdy musi wiedzieć, co sąsiad robi, z kim sypia i z kim ma
      dzieci. Ba! W ostatnim czasie podobne zakusy zdaje się zdradzać partia rządząca
      z przyległościami. Dlatego pewnie jeszcze długo do Polski nie wrócimy...

      Chciałbym też rozprawić się z mitem, że Polakom wyjeżdżającym za granicę na
      Polsce nie zależy. Dla przykładu zeszłej jesieni byliśmy oboje z żoną przy
      urnie wyborczej 3 razy - szkoda, że większość polskiej "elity" intelektualnej
      wolała spędzić czas na "grylu" - może w przeciwnym razie nie mielibyśmy przy
      władzy dwóch takich...

      Co do różnic w zarobkach - w Polsce nie zarabiałem najgorzej, tutaj na podobnym
      stanowisku (menedżer ds. zakupów) mam jakieś 3 razy więcej w przeliczeniu. Moja
      żona jednak po rocznym kursie na miejscowym college'u zarabia niemalże tyle
      samo co w Polsce, tyle, że w funtach. W sumie więc wychodzimy finansowo
      znacznie lepiej, zresztą najlepszym tego miernikiem jest fakt, że mieszkając we
      Wrocławiu było nas stać, żeby raz na jakiś czas wyskoczyć w góry lub nad morze,
      w najlepszym razie do Pragi, podczas gdy teraz na weekend możemy się wybrać do
      Paryża, Lizbony czy Barcelony...

      Smutne są też komentarze "prawdziwych Polaków", którzy każdego, kto wyjechał i
      się do tego przyznaje, próbują na forach obrzucać wirtualnymi kamieniami i
      nieco mniej wirtualnymi obelgami. Kładę to jednak na karb postępującej w Polsce
      frustracji i tak niestety ludzkiego uczucia jak zazdrość...

      Pozdrawiam wszystkich uczestników dyskusji, bez względu na miejsce zamieszkania,
      Wojtek
    • titta Re: Dziennik powrotów Anny 05.09.06, 11:05
      "I tu mamy różnicę między Londynem a gdańskim zaściankiem. Tam nikt na nikogo
      > nie patrzy, nie obgaduje. Nikogo nie obchodzi, jak wyglądasz, czy jesteś
      > samotna, czy masz dzieci, czy wronie gniazdo na głowie
      Jak w kazdym duzym miescie, gdzie ludzie sa anonimowi i wykorzenieni - nie ma
      sasiadek co jeszcze babke pamietaly, nie ma ciotek, nie ma rodzicow. Za to
      relacje sa bardzo powieszchowne. W przypadku rodowitych Laondynczykow majacych
      tam tez krewnych i znajomych krolika,to miasto jest takim samym zasciankiem -
      byl ktos na imprezie rodzinnej? Zaraz sie dowie, kto za maz wyszedl, a kto nie
      i dlaczego, ktora kuzynka nie ma gustu, kto ma dobrego fryzjera, a sam setki
      razy bedzie zapytany czy na pewno dobra szkole wybral. Swiat wcale tak bardzo
      sie nie roni.
      Wiele osob wyjezdza i zachwyca sie wolnoscia i egzotyka. Po jakims czasie i to
      staje sie zwykla proza, ludzie ktorych sie lepiej pozna, z ciekawych staja sie
      zwyklymi, ze swoimi slabostkami. Nie mowie, ze to zle. Chodzi mi tylko o to, ze
      to ze nie powinno byc to, ze gdzies jest ciekawiej, celem decyzji o wyjezdzie
      same w sobie, bo po pierwsze, mozna sie rozczarowac, po drugie cale zycie bysmy
      musieli przed czyms uciekac. Wszedzie dobze gdzie nas nie ma?
    • magnusg Kreci cie totalna obojetnosc ludzi i anonimowosc?? 05.09.06, 11:10
      Jestes innym obojetna wszystko jedno w jakiej sytuacji.Pozniej znajduja
      dziadkow, ktorzy lezeli 2 lata w mieszkaniu martwi.Znajduja nie dlatego, ze
      ktos za nimi tesknil czy ze ktos sie o nich martwil, tylko dlatego ze sie
      rozkladaja i potwornie smierdza.
      • lze_elita.71 To i tak lepiej, nizli kilka dzieciecych trupkow w 05.09.06, 13:47
        beczkach po kapuscie, jak sadzisz? Dziadkowie choc swoje przezyli. A
        nieboszczykowi to raczej wszystko jedno, GDZIE sie rozklada:)
    • feasibility Dziennik powrotów Anny 05.09.06, 15:02
      Swietny artykul. Ja tez z tych co wyjechali. Skonczylam studia w 2003 r,
      znalazlam prace w banku w Poznaniu i zaczelam snuc zycie - co tu duzo mowic -
      obrzydliwe - nuda, dluzyzna, brak pieniedzy, presja ze strony otoczenia na -
      rodzine, dzieci. Dostalam awans ale zrezygnowalam - postanowilam wyjechac do
      USA - sama... jak palec... Nie mialam dokad pojsc z lotniska - to byla
      najlepsza decyzja w moim zyciu. Znalazlam kierunek kariery, poznalam
      wspanialych ludzi, sprecyzowalam plany na przyszlosc, jestem szczesliwym
      czlowiekiem, wiem kim jestem i co chce robic- wcale nie musze jak najszybciej
      wyjsc za maz etc, mam przyjaciol w wieku od 20 do 60 lat - kazdy zyje tak jak
      chce i kocha zycie. Niedlugo wracam do Europy ale jeszcze nie do Polski - oj
      nieee.... Nie bede sluchac, ze czas wyjsc za maz, ze homoseksualisci to to samo
      co pedofile i ze zgwalcone kobiety powinny rodzic - nie!!!!
    • koninawburaczkach Dziennik powrotów Anny 05.09.06, 15:30
      Wyjedźmy wszyscy, ludzie, niech tu zostaną same mohery i lepper.

      ---------------------------------
      www.myspace.com/koelhybris
    • nastka.n Dziennik powrotów Anny 05.09.06, 21:38
      Popieram decyzję o wyjeździe i życzę powodzenia wszystkim tym co jadą za
      granicę i tym, którzy w Polsce szukają zatrudnienia. Ja muszę zostać jeszcze
      przynajmniej rok, a boję się, że wtedy na wyjazd będzie już za późno, duża
      konkurencja i problem z językiem.
      • kasiamasia Dziennik powrotów Anny 05.09.06, 23:06
        Czesc Aniu
        kibicuje tobie w twojej decyzji i zycze Tobie(Wam)powodzenia!!!!!!
        Najwazniejsze w zyciu jest to zeby wiedziec kim sie jest i czago sie chce.
        Przestan patrzec na swiat z perspektywy "polskiej" mentalnosci.
        wiekszosci ludziom (specjalnie tym z Warszawy)
        wydaje sie ze zyja w kulturalnym pepku swiata i w kraju o niestworzonych
        mpzliwosciach!!!!!!!!!
        Przykro mi ale to nieprawda!!!!!!
        Urodzilam sie jakies 10 lat za piozno, nie udalo mi sie zalapac na
        dotowane przez panstwo mieszkanie, samochody na talony i
        nie bardzo moglam liczyc na wsparcie rodziny zyjacej w Polsce.
        Natomiast co do rodziny zyjacej za granica uslyszalam
        "pomozemy jezeli przeniesiesz sie na stale do Niemiec"
        w innej sytuacji nie licz na to ze narzekaniem wzbudzisz
        nasza chojnosc..........
        Skonczylam studia magisterkie prawie 20 lat temu (chemiczne)
        Uwazam ze to pewnie trudniejszy kierunek niz to co studiowalas.
        Tak z presja rodziny wyszlam za maz (w wieku prawie 25 lat, sluchajac przez
        ponad 4 lata, ze to nie moranlnie byc/Chodzic z tym samym chlopakiem przez tyle
        lat). Problem polegal na tym ze ten meszczyzna mial 2 oblicza: jedno przed
        slubem a drugie po slubie. Z kochajace, dbajacego zamienil sie w calkowitego
        samoluba i klamce. Przez wszystkie lata wysluchiwalam jakim jest wielkim
        polakiem i patriota, jak to nigdy nie bedzie emigrowal z kraju.
        Jak zaczynalam swoja pierwsza prace moja pensja wynosila $8-10 miesiecznie
        a para spodni lub butow kosztowala conajmiej miesieczna pensje.
        Na mieszkanie czekalo sie 25 lat (ze spoldzielnie miszkaniowej).

        Ku mojemu przerazeniu po 18 miesiacach pobytu w USA (staz naukowy)
        nie wyobrazal sobie powrotu do "polskiego" zascianka......

        Ja tez musze sie przyznac nie wyobrazalam sobie powrotu do kraju:
        Moj oczekiwany przychod bylby $100-150 i moj maz "zaoferowal" mi
        alimenty na 2 letnie dziecko w wysokosci $50(przeciez on nie mogl miec obciazen
        finasowych w swoim nowym amerykanskim zyciu).

        Tutaj miala w miare stala prace z pensja $30K na rok (14 lat temu)
        wystarczajaca na wynajecie mieszkania, oplat za przedszkole i oplacenie rat za
        nowy samochod. Moglam z tych pieniedzy zyc jak czlowiek(z moim dzieckiem)
        i nie martwic sie czy mi wystarczy na jedzienie w danym miesiacu.
        Teraz 14 lat pozniej pracuje w wyuczonym zawodzie z CV(do pozazdroszczenia),
        ma wyjasnina sytuacje wizowa
        mieszkam we wlasnym domu, stac mnie na wyjazd na urlop kazdego roku
        (co drugi rok przyjezdzam do Europy)...... i teraz ja moge w sytuacjach
        krytycznych wspomagac moja rodzine w Europie.
        I to wszystko z jednej pensji, zajmujac sie i wychowujac samotnie syna
        nastolatka.
        Ale mam tez wielu " polskich znajomych", ktorzy tylko ciagle narzekaja,
        ktorzy nigdy nie popracowali nad tym zeby nauczyc mowic sie po angielku
        (nie mowic ze bez akcentu, ale chociaz gramatycznie porawnie),
        ktorzy nigdy nie probowali znalezc pracy w wyuczonym zawodzie.
        NA palcach jednej reki moge policzych tych, ktorzy wrocili do szkoly
        zeby zrobic certyfikaty i ktorzy ne obawiali sie troche popracowac nad swoim
        startem tutaj.
        Nie wiem jak w UK, ale tutaj nie wolno zapytac o twoj status mazenski
        nikogo nie in teresuje twoj status and checi na posiadanie dzieci.
        Minus jest taki ze tylko niektorzy pracodawcy (ci powyzej 50 pracownikow)
        sa zoobligowani do dania tobie urlopu macierzynskiego (6 tygodniowego)
        i jezeli cie stac na bycie bez przychodu mozesz poprosic o kolejne 6 miesiecy.
        ale tutaj tez mozna znalezc zlobki oferujace opeieke nad dzieckiem
        6 tygodniowym. Wiem ze z punktu widzenia Europy jest to nieludzkie.....
        Ale tutaj tez nikt nie patrzy na Ciebie w wieku 45 lat jako bezwartosciowego
        smiecia. Za stary zeby pracowal, za mlody zeby umarl.
        Normalni ludzie, w zawodach z wyzszym wyksztalceniem ucza sie cale zycie
        przeszkalaja douczaja, przekwalifikuja.
        jest to rzecza normalna.

        W moim przypadku nie bardzo wyobrazam sobie powrot do kraju
        jestem za stara...........z polskiego puntktu widzenia
        Nie mam wystarczajacych oszczednosci, zeby wrocic do kraju
        i nie pracowac przez nastepne 40 lat (genetycznie pewnie mam jeszcze tyle
        moji dziadkowie dozyli ponych lat osiemdziesieciu paru)......


        Aniu jeszcze raz zycze tobie sukcesu, i pewnie po paru latach
        bedziesz wiedziala ze jak to w zyciu beda dobre i zle chwile
        Z drugiej strony do Londynu nie jest tak daleko
        rodzice moga cie odwiedzac (i ty ich) mozna wyslac dziecko(dzieci na wakacje
        do Polski i tak miedzy nami nie wiesz jeszcze jak Europa bedzie za 10-15 lat.
        Uwierz mi, wyglada ona kompletnie inaczej niz wygladala z polskiej perspektywy
        przed 1989 rokiem.Wizy do kazdego kraju, paszporty w wydziale paszportowym
        "wypozyczane" na twoj wyjazd tylko za zaproszeniem najblizszej rodziny,
        lub sluzbowy a przyzwoleniem partii politycznej. Oddawane nie pozniej lub 2-3
        dni po powrocie
        z pewlym sprawozdaniem z kim rozmawialas na jakie tematy ...............
        To tak jak opwiadanie mojej siostrzenicy o kartach na wszystko i nawet na
        pieluchy (urodzila sie 21 temu). To tak jak opowiadaniu nam o czasach
        stalinowskich i o II wojnie swiatowej............

        • kawa_i Re: Dziennik powrotów Anny 06.09.06, 17:05
          fajny text. polecam do przeczytania i pozdrawiam autorke.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka