galba 02.10.06, 07:20 No, no. Są podpisy Czuchnowskiego, Marszałkowej i Kittela... Speców od moralności i bliskich związków z WSIą. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
regionnews Dziennikarze kontra SDP 02.10.06, 08:50 Stało się coś okropnego - w okresie anarchizacji życia politycznego administracyjnego i moralnego, gdy znajduje się dwóch odważnych dzienikarzy i ujawnia perwersyjne kulisy działalności polityków zasiadających podczs wizyt Jana Pawła II i Benedykta XVI w pierwszych rzędach, atakuje media rzucając bliżej nieokreślone inwektywy, grupa popaprańców podczas nieobecności Szefowej SDP, nie informując Stefana Bratkowskiego wydaje komunikat, skandaliczny komunikat-rodem z PRL. Mój Dziadek zawsze do mnie mówił - "szanuj i dbaj wnuczku o nazwisko, pamietaj - świnią zostaje się zawsze na własne życzenie". Edward Smoliński Odpowiedz Link Zgłoś
m635 Cuchnowski pouczający o moralności? Kpina! 02.10.06, 09:03 Czy to lista współpracowników WSI? Z tego, co wiem jedna z pań pod nim podpisanych to TW SB. Została później wzięta też przez WSI? Bogaty życiorys, choć brakuje w nim jeszcze kropki nad "i"... Odpowiedz Link Zgłoś
antykagan Re: Cuchnowski pouczający o moralności? Kpina! 02.10.06, 14:40 m635 napisał: > Czy to lista współpracowników WSI? > Z tego, co wiem jedna z pań pod nim podpisanych to TW SB. Została później > wzięta też przez WSI? Bogaty życiorys, choć brakuje w nim jeszcze kropki > nad "i"... A ty pisowski śmieciu obrzucasz ludzi oskarżenaimi bo jesteś aanonimowy w internecie? Już niedługo sprzątneimy kazce ekskrementy... a tego psychola Macierewicza trzeba do domu bez klamek zamknąć. Odpowiedz Link Zgłoś
util Galba, jak śmiesz zabierać głos nt. moralności?! 02.10.06, 09:07 Raz mógłbyś stulić buzię w pokorze, zamiast rozsiewać insynuajce i snuć swoje paranoje. Tylko to potrafisz smutasie. Odpowiedz Link Zgłoś
smentuff Dziennikarze kontra SDP 02.10.06, 11:13 Okazuje się, że nie jest ważne, czy to ONI ukradli rower, czy to IM ukradziono. Według nowych standardów IV RP ważne jest, że są ZAMIESZANI w kradzież roweru. Odpowiedz Link Zgłoś
rejtann Wstawić oficjalnie kamery sygnatariuszom 02.10.06, 11:46 Wstawić oficjalnie kamery sygnatariuszom - chyba zgadzają się na te metody? Odpowiedz Link Zgłoś
rejtann Bertold Kittel - Major WSI? 02.10.06, 11:49 "Podczas wczorajszej konferencji prasowej oskarżono wprost, że Bertold Kittel jest majorem Wojskowych Służb Informacyjnych i pobiera z tego tytułu gratyfikację." Odpowiedz Link Zgłoś
rejtann Janina Paradowska Nr na Liście IPN: IPN BU 001134/ 02.10.06, 12:05 Janina Paradowska Nr na Liście IPN: IPN BU 001134/1294 Odpowiedz Link Zgłoś
tatarstan1 Nie po raz pierwszy... 02.10.06, 14:32 ...gdzie był SDP, gdy bandyci napadli na redakcję Gazety Polskiej?! Przedstawiciele SDP mówili wtedy, że to wewnętrzna sprawa redakcji, pokłosie awantury z Piotrem Wierzbickim (tak jak gdyby Piotr Wierzbicki, mimo całego wariactwa, miał coś wspólnego z 20 facetami bez karków). ZAWSZE BĘDĘ POWTARZAĆ: panowie i panie z SDP!!! zanim walniecie znowu jakieś głupie pismo, zastanówcie sie co podpisujecie. Odpowiedz Link Zgłoś
zwiatrem1 Dziennikarze kontra SDP 02.10.06, 18:32 Ot co, ta gawiedz trzesie portkami!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
bokassa Dziennikarze kontra SDP 02.10.06, 18:57 Oto skład Biura Politycznego czwartej władzy sku..onej ponad wszelką miarę,nieuki jak Olejnik i Lis robiące za gwiazdy,opluwacze,następcy Maleszki jak Czuchnowski i reszta ludzkiej mierzwy,zawsze gotowi izwarci przeciwko rodakom,czwarta wladza czy piąta kolumna. Odpowiedz Link Zgłoś
mg2005 Te dziennikarzyny mylą się... 02.10.06, 19:34 - że SDP powinna zawsze bronic dziennikarzy, którzy łamią zasady etyki dziennikarskiej... Odpowiedz Link Zgłoś
hagawlik1 Dziennikarze kontra SDP 02.10.06, 20:37 Towarzystwo nie jest całkowicie moje, ale sprawa słuszna. Popieram ją i mam nadzieję, że przyłączą się do tego moi dawni koledzy z SDPRL - obecnie SDRP. Powinniście zbierać podpisy z poparciem wszystkich dziennikarzy, bez względu na poglądy i przynależność organizacyjną.Henryk Gawlik, emeryt. dziennikarz Odpowiedz Link Zgłoś
bezcenzury1 Oto jak werbowano dziennikarzy 02.10.06, 23:17 Prawo nie pozwala służbom specjalnym werbować agentów spośród kierownictwa mediów publicznych. Szefów mediów prywatnych oraz dziennikarzy – można. Czy agenci są wśród nas? Nikt jak dotąd nie ujawnił współpracy dziennikarzy ze służbami specjalnymi. To dość oczywiste – ani tajne policje, ani ich agenci nie są tym przecież zainteresowani. Faktem jest jednak, że prawo pozwala werbować agentów spośród dziennikarzy, którzy mogą być niekiedy dla tajnych służb bardzo atrakcyjnymi współpracownikami. Ostatnio głośno komentowano zmiany w prawie telekomunikacyjnym, które na telewizje kablowe nakładają enigmatycznie sformułowane obowiązki związane z obronnością kraju. Szczegółowych przepisów nie ma, ale właściciele kablówek uważają, że może chodzić m.in. o kontrolę korespondencji elektronicznej. Rozmaite służby chciałyby też uzyskać na szeroką skalę wgląd w konta e-mailowe. Oficjalnie sprawy nie ma Służby milczą. Porucznik Robert Szczepkowski z Biura Prasowego Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zapewnia, że nic nie wie o zatrudnianiu dziennikarzy w Agencji. Pytany o działania operacyjne mające na celu pozyskiwanie w mediach tajnych współpracowników, cytuje fragment ustawy z 1997 roku o ujawnieniu służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi w latach 1944–1990 osób pełniących funkcje publiczne. Zawiera ona zastrzeżenie, kogo ABW nie może pozyskiwać jako agentów: m.in. władz publicznej telewizji, radia, PAP-u i PAI-u na szczeblu centralnym i regionalnym. Dziennikarzy w tym zestawieniu nie ma. – Ze względu na ograniczenia ustawowe nie udzielamy informacji, czy współpracują z Agencją dziennikarze niewymienieni w tej ustawie – mówi tajemniczo porucznik Szczepkowski. A pytanie, czy w redakcjach są zakładane podsłuchy lub podglądana poczta elektroniczna, zbywa odpowiedzią, że kontrolą operacyjną przeprowadzaną za zgodą Sądu Okręgowego w Warszawie mogą być objęte osoby popełniające najcięższe przestępstwa godzące w bezpieczeństwo wewnętrzne państwa, a nie poszczególne instytucje. – Ze względu na ograniczenia prawne ABW nigdy nie informuje opinii publicznej o realizowanych działaniach operacyjnych, takich jak kontrola korespondencji czy podsłuchy – kończy porucznik. Spekulacje o werbowaniu i podsłuchiwaniu dziennikarzy zdecydowanie ucina również Małgorzata Ossolińska, oficer prasowy Wojskowych Służb Informacyjnych. – To nie leży w kompetencjach naszej służby. Nie werbujemy, bo po co mielibyśmy to robić? – stwierdza. Barbara Uhryn-Markiewicz, rzecznik prasowy ABW w Opolu, mówi o innej współpracy z dziennikarzami: – Podczas rutynowych szkoleń organizowanych przez firmy zewnętrzne wykładowcami bywają dziennikarze, którzy uczą ludzi ze służb swojego rzemiosła. Poznajemy elementy PR: komu najpierw udzielać informacji, jak przeprowadzać konferencje prasowe – zdradza opolska rzeczniczka. Próbują Krzysztof Kozłowski, od 40 lat redaktor „Tygodnika Powszechnego”, pierwszy szef Urzędu Ochrony Państwa, mówi, że w 1990 roku zmieniono styl działania tajnych służb. – Zostawiliśmy wywiad i kontrwywiad, a pozostałe wydziały SB zlikwidowaliśmy. Utworzono w UOP Wydział Analiz, by zbierał informacje oficjalne: ulotki, prasę, a nie działał przez agenturę – stwierdza. Czy mimo to służby specjalne nadal werbują dziennikarzy do współpracy? Wielu twierdzi, że tak. Witold Gadowski, dziennikarz śledczy z TVN-u, opowiada, że próbowano go – jak to określa: ordynarnie i nieskutecznie – zwerbować, gdy pracował w „Gazecie Polskiej”. Jest też przekonany, że do dzisiaj w mediach nie została naruszona agentura Wojskowych Służb Informacyjnych – jedynej formacji, która nie była po 1989 roku weryfikowana. W połowie lat 90. do współpracy namawiano też Annę Marszałek z „Rzeczpospolitej”. – To było humorystyczne, bo w środowisku dziennikarskim znaliśmy tego człowieka z UOP-u i śmialiśmy się z niego, gdyż ze wszystkimi po kolei chciał rozmawiać i robił to dość nieudolnie. Wiem, że proponował też współpracę koleżance z „Życia Warszawy” i innemu znanemu dziennikarzowi – wspomina Marszałek. Co więcej, działo się to w czasie, gdy oficjalnie Gromosław Czempiński, szef UOP-u, deklarował, że podległe mu służby nie chcą wnikać w środowisko mediów. – Miałam zupełnie inne sygnały – utrzymuje Anna Marszałek. Gdy pojawiły się plotki o jej rzekomej współpracy ze służbami, ograniczyła swoje kontakty do oficjalnych wywiadów z kolejnymi szefami ABW lub WSI. Była dziennikarka „Gazety Krakowskiej” Karolina Cwynar-Zubała twierdzi, że w latach 90. UOP próbował zwerbować jej koleżankę z innej redakcji, ale nie zgodziła się pójść na układ: informacja za informacje. Cwynar-Zubała pamięta też z tamtego okresu sprawę terrorysty „Gumisia”, który dzwonił do „GK”. – Oprócz policji w akcję jego ujęcia byli też zaangażowani ludzie z UOP-u i przynajmniej jeden telefon w redakcji był wtedy na podsłuchu – twierdzi dziennikarka. Natomiast Wojciech Czuchnowski, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, wspomina dwa kontakty, które z perspektywy czasu uznaje za próbę werbunku. Pierwszy był na początku lat 90., gdy pracował w krakowskim „Czasie”. Spotkał się na kolacji z dawnym znajomym z Ruchu Wolność i Pokój, który wstąpił do UOP-u. Rozmawiali o ostatnich tekstach prasowych: o biznesmenie, który popadł w tarapaty, oraz o związkach dawnej SB z firmami ochroniarskimi. – Chciałem zapłacić za kolację, ale rozmówca zaprotestował. Zażartowałem, że pewnie zapłaci z funduszu operacyjnego. Potwierdził, że płaci „firma”. Byłem oburzony, bo przyjacielskie spotkanie zamienił na służbowy kontakt – opowiada Czuchnowski. Zerwał znajomość. Drugi przypadek to wezwanie do UOP-u na nieformalne przesłuchanie. Nie podpisał niczego, choć sugerowano, że byłoby to wskazane. Dziennikarz „Wyborczej” przyznaje, że w latach 1999–2000 pracował jako urzędnik w MSWiA przy programie oświęcimskim. Potem wrócił do dziennikarstwa. Twierdzi, że ABW nie próbowała wykorzystać faktu, iż pracował w resorcie. – Teraz mam pięć spraw o naruszenie tajemnicy państwowej, ale chodzę na przesłuchania do ABW bez emocji – mówi Czuchnowski. News za news Tomasz Szymborski z „Rzeczpospolitej” ostrzega z kolei przed tzw. agentami wpływu w redakcjach. – Tacy dziennikarze dostają materiały ze służb i publikują je bez sprawdzenia, czy to nie jest gra ze strony ABW – mówi. Uważa, że takiego agenta pozyskuje się szantażem, np. zatuszowaniem jazdy po pijanemu czy skandalu obyczajowego. – A potem podrzuca mu się gotowe teksty do druku i grozi palcem, gdyby się ociągał z wypełnieniem swojej roli – komentuje Szymborski. – Dając dziennikarzowi tajne materiały, łatwo go zwerbować, mieć na niego haka, a niektóre redakcje nie pytają o źródło pochodzenia wiadomości – uważa Wojciech Czuchnowski z „GW”. Wątpliwości, że niektórzy dziennikarze są na garnuszku służb, nie ma Piotr Pytlakowski z „Polityki”. Uważa, że to widać po wiedzy, jaką dysponują. Nie chce jednak wymieniać nazwisk, bo nikt nikogo nie złapał za rękę. Mimo to jest przekonany, że przez ulubionych dziennikarzy UOP, a teraz ABW załatwia swoje interesy. 213.180.130.201/1233907,720,kioskart.html Odpowiedz Link Zgłoś