Dodaj do ulubionych

Ślepy zaułek wiary

03.12.06, 18:21
O ile artykul Dawkinsa przyjalem dobrze i zgodzilem sie z jego teza, ze
przeslanki natury religijnej nie powinny ksztaltowac panstwa czy prawa, o
tyle tekst prof.Holowki budzi moje zastrzezenia - jego autor bez potrzeby
radykalizuje postawe Dawkinsa i robi mu tym "niedzwiedzia przysluge".

Przede wszystkim, pojawiaja sie tu sprzecznosci. Autor slusznie zauwaza,
ze "Nauka ma swoje prawa, religia ma swoja tradycje. Sa to nie przystajace
punkty widzenia...", a chwile wczesniej ironizuje: "...na zadnym zdjeciu Duch
Sw sie nie pokazuje, co dowodzi, ze go nie ma". Jesli obszary religii i nauki
sa rozlaczne, to bezsensowne i zabawne jest nie tylko wciskanie argumentow
religijnych do nauki (np kreacjonizm, w ujeciu Giertycha-seniora), ale
rowniez uzywanie metodologii naukowej w obszarze religii (czego dopuszcza sie
autor).

W tekscie pojawiaja sie zadziwiajace tezy, z obszaru jak
najbardziej "naukowego", jak np. "na pytanie o poczatki kultury nie ma wiec
odpowiedzi w zadnej kulturze". Dlaczego nie mozemy sie zblizyc, w miare
rozwoju nauki, do poznania tych prawd? Bo autor w to nie wierzy?

Zupelnie niepotrzebnie uzyl autor argumentow z dziedziny ochrony zycia, a
scislej prawa do aborcji. Przeciwnikom aborcji autor zarzuca "psucie logiki",
jednoczesnie trudno sie doszukac w jego wywodach jakiejs spojnej teorii.
Piszac, ze "prywatna sprawa kobiety jest to, co zrobi ona z plodem, ktory nie
ma jeszcze zdolnosci czucia" okresla arbitralnie (bo przeciez nie "naukowo")
moment powstania istoty ludzkiej. Przeciez mozna podac inne kryteria niz
odczuwanie bodzcow, np. posiadanie genomu okreslajacego istote naszego
gatunku (pojawia sie ow genom, zdaje sie, przy pierwszym podziale komorki,
kilkanascie godzin po wniknieciu plemnika do jaja - prosze o sprostowanie,
jesli sie myle).
A juz najbardziej nie podoba mi sie relatywizm etyczny autora - domaga sie on
jednakowego uznania dla matki dokonujacej abrcji w celu ratowania wlasnego
zycia i dla matki poswiecajacej wlasne zycie dla dziecka. Nawet swiecka etyka
docenia piekno moralne postawy poswiecenia wlasnego zycia dla dobra innego
czlowieka, negowanie tej postawy budzi moj protest.

Obserwuj wątek
    • plarza Ślepy zaułek wiary 03.12.06, 19:39
      Szanowny Panie,
      dziękuję za logiczne i spokojne słowa. Ale pozwoli Pan,że teraz z nimi oraz
      argumentami p.Sosnowskiego zejdę trochę w dół,do szarej, skrzeczącej, polskiej
      codzienności.
      Gratuluję znakomitego w swej prostocie i celności określenia "skromnie
      wierzący". Miano to określa fantastycznie wielu moich znajomych, mających się
      za lepszych, bo "wierzą", doznają łaski itp. Nie obnoszę się ze swoim ateizmem,
      ale też nie ukrywam, kiedy rozmowa zejdzie na tematy światopoglądowe, zaś
      ostatnio w Polsce - niemal na każde. I bywa, że jestem niemal natychmiast
      ewangelizowana. Czynią to osoby różne - od "moherów" po wykształcone i
      zdawałoby się - światłe. Te ostatnie załamują nade mną ręce :"Jakaż jesteś
      uboga!". Pomijam, że to jawna bezczelność, bo ja im tego nie mówię, szanując
      przekonania. Ba, spotkałam się z reakcją wprost niewiarygodną. Otóż powiedziano
      mi, już dwukrotnie:"Jeszcze nigdy nie widziałam ateisty" Proszę się nie dziwić,
      że kazałam się dotknąć!Ale na usta ciśnie się zawsze pytanie - któż jest
      bardziej ubogi? Ja, bo nie doznaję łaski (jakiej, czyjej, po co), czy taki
      ktoś, kto ma wszystko zatrzaśnięte, niczym okładki pewnej, skądinąd ciekawej
      księgi? Ktoś, kto nie dopuszcza nawet myśli, że może są inne światy? Ciekawe,
      jak tłumaczy sobie istnienie innych religii i jednak nieco innych Bogów?
      Ekumenizm na dole nie istnieje. Ateista nie wyważa drzwi otwartych. Tłucze się
      do zatrzaśniętych. Ateista jest dziś gorszym człowiekiem,ułomnym niemal.
      Nigdy nie przestanie mnie dziwić i powoli złościć to, co religia czyni z
      ludźmi, jak ich ubezwłasnowolnia, jak odbiera umiejętność samodzielnego
      myślenia, dociekliwość naukową, osławiona tolerancję dla innych poglądów.
      Przykłady? Codziennie w TV, prasie. Może jeszcze rozumiem, że tej swoistej
      podpórki potrzebują ludzie nie potrafiący sobie radzić z przeciwnościami losu,
      kłopotami i własnymi słabościami. Ale to nie oni wymuszają prawne stosowanie
      zasad religii (jednej) w życiu społeczności, w traktowaniu własnego ciała
      nawet! Bo inaczej skutki są mizerne, to inna rzecz.
      Mam cichą nadzieję, że nie doczekam czasu, kiedy w ankietach i drukach różnych
      pojawi się rubryka - wyznanie. Ale ta nadzieja jest niewielka.
      Dana Jurszewicz
      Ateistka
      (zgadzam się na podanie nazwiska w przypadku druku mojego listu)
      • jerrylee ja też jestem ateistą 03.12.06, 23:52
        W mojej klasie w podstawowce bylo nas kilku, chyba 3, moze 4. W liceum juz
        wiecej, chyba 6, 7 w klasie. Nie bylo zadnych problemow, czasami dyskusje, w
        ktorych starano sie nas przekonac a my ich, ale kazdy pozostal przy swoim
        swiatopogladzie. Znam kilka osob, ktore przestaly wierzyc w Boga w doroslym
        zyciu, nie znam nikogo, kto by uwierzyl nie bedac wychowanym od dziecka, jako
        wierzacy. Z moich doswiadczen wynika, ze my, ateisci, jestemy bardziej
        tolerancyjni od ludzi wierzacych. Mozna zyc uczciwie bez wiary w Boga (w
        Bogow). Ale to sa moje doswiadczenia. Czy ktos to zbadal, jakis socjolog, czy
        psycholog?
        Od dziecka zastanawialo mnie, iz nie sposob rozpoznac wierzacych po ich
        uczynkach, po tym, jak postepuja. Jak to sie ma do ZASAD WIARY?

        Jaroslaw Gutowski
      • przemek05 Re: moze zyjemy w innym kraju... 05.12.06, 00:35
        W srodowisku, w ktorym sie obracam, nikt nie mialby do nikogo pretensji o
        ateizm. Chyba nawet ksieza sie o to nie obrazaja... zreszta zobaczymy: w
        zeszlym roku przyszedl ksiadz po koledzie, a moj ojciec z miejsca przedstawil
        sie jako niewierzacy :-) Zobaczymy czy ksiadz przyjdzie w tym roku. Jak nie -
        to Pani wygrala, jak przyjdzie, to ja gora.
        • fxvi metodologicznie prymitywny ten Holowki teks, musi 05.12.06, 03:10
          byc chyba jakims profesorem uniwersyteckim (poziom bezmyslnoisci i
          niekompetencji metodologicznej). Panie Holowka, prosze o fotografie Mieszka I
          oraz o fotografie fal radiowych radia Zet.
          • liliana77 Holowka WIERZY, ze mitem jest Pan Bog, a wiec 05.12.06, 03:31
            fxvi napisał:
            > metodologicznie prymitywny ten Holowki tekst,
            > byc chyba jakims profesorem uniwersyteckim (poziom bezmyslnoisci i
            > niekompetencji metodologicznej). Panie Holowka, prosze o fotografie Mieszka I
            > oraz o fotografie fal radiowych radia Zet.

            niech zaprezentuje fotografie nieistniejacego Boga, jesli jest taki naukowy czy
            chocby elementarnie filozoficzny. Swoje mniemania bierze za prawde, bo o ile
            wiara jest rodzajem poznania transcednecji (osoby) o tyle niewiara jest tylko
            mniemaniem. Owszem, Holowka drogi/a fxvi jest profesorem mniemanologii na UW
            (szlify profesorskie zdobyl jako lektor KW PZPR...).
            Milego wieczora - L.
            • convalaria1 "Dlaczego nie ma gwozdzi w naszym wiejskim skle- 05.12.06, 03:39
              pie?" - tak po godzinie gledzenia lektora KW PZPR o tym, dlaczego Pan Bog nie
              istnieje i istniec nie moze, zapytal goral obecny na przymusowej prelekcji.
              Lektor (H.?) przez nastepna godzine rownie madrze udowadnial, ze skoro kraj w
              przebudowie i odbudowie i stali duzo potrzeba, to w wiejskim sklepie nie ma i
              nie moze byc gwozdzi. Na to ow goral: "A wlasnie, ze w naszym sklepie gwozdzie
              sa.".
              (fakt opowiadany przez Tischnera)

              =========================
              liliana77 napisała:

              > fxvi napisał:
              > > metodologicznie prymitywny ten Holowki tekst,
              > > byc chyba jakims profesorem uniwersyteckim (poziom bezmyslnoisci i
              > > niekompetencji metodologicznej). Panie Holowka, prosze o fotografie Miesz
              > ka I
              > > oraz o fotografie fal radiowych radia Zet.
              >
              > niech zaprezentuje fotografie nieistniejacego Boga, jesli jest taki naukowy
              czy
              >
              > chocby elementarnie filozoficzny. Swoje mniemania bierze za prawde, bo o ile
              > wiara jest rodzajem poznania transcednecji (osoby) o tyle niewiara jest tylko
              > mniemaniem. Owszem, Holowka drogi/a fxvi jest profesorem mniemanologii na UW
              > (szlify profesorskie zdobyl jako lektor KW PZPR...).
              > Milego wieczora - L.
            • fajka2 Re: Holowka WIERZY, ze mitem jest Pan Bog, a wiec 05.12.06, 13:49
              Rozumieć określenie "fotografia" dosłownie to szczyt głupoty. "Wiara jest
              rodzajem poznania transcednecji ..."
              Znasz jeszcze jakieś inne (poza wiarą) rodzaje poznania transcedencji? Znaczy
              jak metodologicznie: najpierw wiara potem poznanie, czy najpierw poznanie potem
              wiara? To dopiero poziom kompetencji metodologicznej. ".... niewiara jest tylko
              mniemaniem". Mniemaniem, że co? Fajnie Ci wyszło. Wierzący ,wie poznał bowiem,
              a zatem jest wiedzący, a nie wierzący, niewierzący nie poznali, więc nie wiedzą,
              są więc nie tyle niewierzący ile niewiedzący.
              • liliana77 Re: Holowka MNIEMA, ze mitem jest Pan Bog, a wiec 06.12.06, 03:41
                fajka2 napisała:
                > Rozumieć określenie "fotografia" dosłownie to szczyt głupoty.

                fotografia to zapis doswiadczenia; jakie doswiadczenie taka fotografia; Holowka
                zadnej fotografii nie widzial i mniema, ze Boga nie ma

                > "Wiara jest
                > rodzajem poznania transcednecji ..."
                > Znasz jeszcze jakieś inne (poza wiarą) rodzaje poznania transcedencji?

                W spotkaniu z transcendencja (czyms zupelnie innym) trzeba oprzec sie na
                bezpostrednim doswiadczeniu i jego oczywistosci, co filozofia i teologia nazywa
                wiara, a nie na egzystujacej juz w swiecie pojec "teorii".

                > Znaczy
                > jak metodologicznie: najpierw wiara potem poznanie, czy najpierw poznanie
                > potem
                > wiara? To dopiero poziom kompetencji metodologicznej.

                Poznanie ma dwa wymiary wiare i wiedze. Wiara jest zywa obecnscia
                doswiadczenia, wiedza jest "o" czyms, moze miec luzny zawiazek z zywym
                doswiadczweniem (jak czarno-biala fotografia wobec chocby barwnego nie niemego
                filmu czy bezposredniego zycia w sfotograsfowanej sytuacji).

                > ".... niewiara jest tylk o
                > mniemaniem". Mniemaniem, że co? Fajnie Ci wyszło. Wierzący ,wie poznał
                > bowiem,
                > a zatem jest wiedzący, a nie wierzący, niewierzący nie poznali, więc nie
                > wiedzą,
                > są więc nie tyle niewierzący ile niewiedzący.

                Nie miejsce na wyklad abc metodologii, ale jak sie tego abc nie zna, to lepiej
                milczec a nie pisac bzdury, jak wyzej.

                Pozdrowienia od L.

                • scept89 wiedza(nauka) i wiara 06.12.06, 13:15
                  liliana77 napisała:
                  > Poznanie ma dwa wymiary wiare i wiedze.

                  Moze trzymaj sie precyzyjnych stwierdzen. Pojecie "nauka" jest bardziej
                  precyzyjne niz 'wiedza'.

                  Problem z tym twierdzeniem to to ze zaklada to co ma udowodnic. To ze mozemy
                  wymieniac nasze mniej lub bardziej celne przemyslenia weryfikuje uzyteczna
                  prawdziwosc nauki. Jak wyobrazasz sobie rozstrzyganie prawdziwosci stwierdzen
                  wiary? Czy posmiertnie zamienie sie w wielblada, posiade stado hurys czy tez
                  bede brzdegolil na harfie albo przechadzal sie nad Styksem? A moze podejmiesz
                  sie eksperymentu ala 'Wladca much'? Myslisz ze stado bezreligijnych dzieciakow
                  porzuconych na wyspie odtworzy samoistnie jakakolwiek znana nam religie de nowo?
                  Wolne zarty.

                  Poznanie poprzez wiare jest pseudo-poznaniem niezaleznie ile zaklec wypowiesz.
                  • doktor_pankracy /\/\/\/\ Dlaczego ten artykuł jest słaby? /\/\/\ 06.12.06, 22:33
                    Zacząłem czytać z dużym zainteresowaniem, ale tekst rozczarowuje. Zaczyna się od
                    filozofii, a kończy na kiepskiej publicystyce proaborcyjnej. Zdaniem autora
                    stosunek do legislacji w tej kwestii określa świadomość? Znam wielu wierzących o
                    bardzo liberalnym stosunku do prawnych zakazów w tej materii, jak i agnostyków o
                    dość restrykcyjnym podejściu, opartym na naukowej definicji życia z jednej
                    strony (życie trwa od powstania organizmu o swoistym DNA), jak i etyce
                    materialistycznej (najwyższym dobrem człowiek, szerzej: życie - w
                    przeciwieństwie do innych wartości, np. bóg, honor itd.). Poza tym w tekście roi
                    się od błędów merytorycznych z zakresu nauk przyrodniczych, na które autor tak
                    chętnie się powołuje. To są oczywiście błędy warsztatowe, ale, moim zdaniem,
                    wystawiają autorowi złe świadectwo. Krótko: dla ateistów taki tekst to słabe
                    wsparcie, dla wierzących - kiepska motywacja do dyskusji. Poniżej kilka
                    konkretnych uwag:

                    > W każdym razie mamy do wyboru trzy postawy: entuzjasty, skromnie wierzącego i
                    ateisty.

                    Dlaczego trzy? Od razu na wstępie arbitralne stwierdzenie nie poparte rzetelną
                    wiedzą. Postaw w stosunku do pytania o początek i cel istnienia świata (to
                    szersze pojęcie niż wiara w boga/bogów) jest potencjalnie nieskończona ilość.
                    Owszem, większość ludzi w tej, jak i w innych dziedzinach korzysta z gotowych
                    schematów, ale oczywiście jest ich więcej niż trzy. Gdzie autor np. umieszcza
                    agnostyków?

                    > [...] Sosnowski, którego gniewa taka obcesowość, [...] replikuje protestem, że
                    Duchowi Świętemu nie robi się zdjęć. Jak to się nie robi? - muszę na to
                    odpowiedzieć grzmiącym głosem. Robi się cały czas. Tylko na żadnym zdjęciu Duch
                    Święty się nie pokazuje. Co dowodzi, że go nie ma. Na nic tu się nie zda
                    oburzenie i obraza, że taki argument jest wulgarny, bo chodzi o rzeczy święte.

                    W pierwszej chwili sądziłem, że to żartobliwa metafora, ale przeczytałem raz
                    jeszcze i zaczynam się niepokoić, że to na serio. Jako osoba niewierząca
                    mógłbym przytoczyć sporo argumentów przeciwko istnieniu określonych postaci
                    mitycznych, występujących w różnych religiach i wchodzących w bezpośrednie
                    interakcje ze światem materialnym. Ale dowodów na istnienie/nieistnienie bytów
                    niematerialnych, tj. nie mieszczących się pod żadną znaną postacią materii czy
                    energii nie da się wytworzyć na gruncie nauki, która, zgodnie z zasadą brzytwy
                    Ockhama na te tematy w ogóle nie dyskutuje. Po co więc ta komiczna uwaga o
                    fotografii. Nota bene, pewnie umknęło panu profesorowi, że fotografia nie
                    rejestruje też zjawisk takich jak np. promieniowanie elektromagnetyczne lub
                    ciemna materia.

                    > Nauka ma swoje prawa, religia ma swoją tradycję. To są nieprzystające punkty
                    widzenia i próba ich pogodzenia od stuleci spełza na niczym. Nauka chce brać
                    wszystko dosłownie. Religia woli brać wszystko metaforycznie. Mieszanie tych
                    dwóch stylów prowadzi do myślowego zamętu, i jego ofiarą staje się "skromnie
                    wierzący".

                    Obawiam się, że jedną z pierwszych ofiar myślowego zamętu padł prof. Hołówka. Po
                    co godzić religię z wiarą, skoro jedna sobie, druga sobie? Tu nie ma nic do
                    godzenia. Mnie osobiście zacznie bardziej denerwuje Discovery Channel, który
                    potrafi zaraz po emisji programu poświęconego np. technologiom kosmicznym puścić
                    dokument o duchach straszących w zrujnowanym opactwie. To dopiero robi ludziom
                    wodę z mózgów - bynajmniej nie tylko wierzącym.

                    > [skromnie wierzący] zaleca, by dzieci chodziły do szkoły, w której dowiadują
                    się, że świat powstał w Wielkim Wybuchu, ale tylko na lekcjach fizyki. Na
                    lekcjach religii mają słyszeć, że Bóg oddzielił światło od ciemności, wodę od
                    lądu, i to był prawdziwy początek. "Skromnie wierzący" chce dalej, by w szkole
                    nie było za dużo o genetyce, ale tyle, ile trzeba. O Mendlu można mówić, bo
                    dyskusja skończy się na rozważaniach o kolorowych groszkach. O komórkach
                    macierzystych lepiej nie wspominać, bo powstanie sprawa, dlaczego nie wolno
                    traktować zarodków jako źródła ludzkiej tkanki. O inkwizycji wolno wspomnieć,
                    ale tylko na lekcji, podczas której przypomni się także, że Hitler, Stalin i Pol
                    Pot to najgorsi zabójcy.

                    Skąd się biorą takie poglądy? Czy tylko z ignorancji, czy z całkowitej
                    odporności na fakty, które nie zgadzają się z wyznawanym światopoglądem? Nie
                    jestem osobą wierzącą, ale skądinąd wiem, że zgodnie z doktryną kościoła można
                    być wierzącym, przyjmując równocześnie teorie ewolucji, DNA i in. Wiem też, że
                    kościół katolicki dokonał ekspiacji za Inkwizycję. Wszystko to mnie cieszy, bo
                    powoduje, że rosną szeregi ludzi o nowoczesnym światopoglądzie, akceptujących
                    naszą cywilizację i wartości etyczne, z trudem wypracowywane w mrocznej historii
                    naszego kontynentu, ludzi, którzy są w stanie porozumieć się bez względu na
                    stosunek do kwestii wiary. Dlaczego tak bardzo fakt ten nie pasuje prof.
                    Hołówce, że wrzuca do jednego worka wyznawców M.Giertycha (są tacy, poza
                    najbliższą rodziną?) i np. członków niektórych wspólnot protestanckich, gdzie
                    pastorami mogą być kobiety i geje (pisząc o "skromnie wierzących" ma na przecież
                    myśli nie tylko katolików)?

                    > Dlaczego jesteśmy sami w kosmosie? Dlaczego złym ludziom wiedzie się nie
                    gorzej niż dobrym? Jak to możliwe, że w ewolucyjnym rozwoju pojawiają się zmiany
                    skokowe? Czy niewiarygodnie stabilne systemy DNA mogły powstać w wyniku
                    kumulacji przypadkowych zmian w budowie komórki? W istocie, na podobne pytania
                    nie można dać wyczerpujących odpowiedzi. [oraz:]
                    >To prawda, że w teorii ewolucji występują luki. Pewne zmiany w rozwoju gatunków
                    zaszły w stosunkowo krótkim czasie i szybko się rozprzestrzeniły, później, w
                    innych okresach, nie występowały żadne istotne mutacje. Dlaczego tak było? Nikt
                    nie wie i teoria ewolucji tego nie wyjaśnia. Teoria ewolucji nie odpowiada też
                    na pytanie, w jaki sposób powstały protoorgany, więc kreacjoniści próbują
                    przyprzeć biologów do muru.

                    Przepraszam bardzo, ale nauka odnosi się do wszystkich poruszonych tu kwestii w
                    sposób wystarczający, przynajmniej dla laików. Nie wszystkie istniejące
                    odpowiedzi mają charakter ostateczny, niektóre zaproponowane modele są w
                    stosunku do siebie konkurencyjne, ale wszystkie podlegają falsyfikacji, która
                    zawsze ostatecznie wskazuje najbliższe przybliżenie rzeczywistości. Taki jest
                    właśnie urok nauki. Czy tak trudno jest się przygotować merytorycznie, przed
                    napisaniem dużego tekstu do "Wyborczej"? Może i wymaga to nieco wysiłku, ale też
                    buduje zaufanie do autora. W sprawach dotyczących ewolucji polecam:
                    www.ewolucja.org, a we wszelkich pozostałych, (np. teoria gier) – Google.

                    >Przede wszystkim wcale nie wiemy, czy w kosmosie jesteśmy sami. Możemy sobie
                    wyobrazić, że na jakiejś odległej galaktyce rozwinęła się kultura podobna do
                    naszej, tylko stworzona, na przykład, przez wysoko rozwinięte głowonogi lub
                    bezskrzydłe owady z dużymi mózgami. Trudno jednak przypuścić, by takie
                    stworzenia wiedziały cokolwiek więcej o swym pochodzeniu niż my. [...] Nie będą
                    wiedziały, jak wyglądało ich życie, zanim powstała ich kultura. Oni też nie będą
                    mieli zdjęcia Ducha Świętego ani skamieniałości obrazujących tysiące pokoleń ich
                    własnego gatunku z czasów przed powstaniem ich kultury. Na pytanie o początki
                    kultury nie ma więc odpowiedzi w żadnej kulturze i musimy ten fakt zaakceptować.

                    Tak się składa, że jestem archeologiem. Byłbym bardzo zobowiązany, gdyby pan
                    profesor Hołówka wyjaśnił mi, dlaczego uzyskanie odpowiedzi na pytanie o
                    początki kultury jest niemożliwe. Czekam nerwowo na odpowiedź, bo moje życie
                    zawodowe stoi pod znakiem zapytania. Ani chybi, trzeba będzie porzucić
                    archeologię i przekwalifikować się na filozofa. W tym zawodzie, jak widać, nie
                    są potrzebne jakieś szczególne kompetencje. A na marginesie, gdy czytam o
                    cywilizacji wysoko rozwiniętych głowonogów w odległej galaktyce, nie mogę oprzeć
                    się wrażeniu, tekst prof. Hołówki, w porównaniu np. do artykułu Jerzego
                    Sosnowskiego cechuje znaaacznie wyższy poziom a
                    • doktor_pankracy Re: /\/\/\/\ Dlaczego ten artykuł jest słaby? /\ 06.12.06, 23:53
                      ... znacznie wyższy poziom abstrakcji.

                      Poprawiam, bo coś ucieło ostatnie słowo.

                      Pozdrowienia.
                      • nick.crestone Re: /\/\/\/\ Dlaczego ten artykuł jest słaby? /\ 07.12.06, 03:44
                        >> W każdym razie mamy do wyboru trzy postawy: entuzjasty, skromnie wierzącego i
                        ateisty.
                        >Dlaczego trzy

                        Dlatego, że obecny filozof Hołówka był w poprzednim wcieleniu agitatorem PZPR,
                        a na WUML jak i na kursach propagandzistów obowaiazywał jeden schemat:

                        - Dzida bojowa składa się z 3 części - część przednia dzidy bojowej, część
                        środkowa dzidy bojowej, i część tylna dzidy bojowej.

                        - Część przednia dzidy bojowej składa sie z 3 części: część przednia części
                        przedniej dzidy bojowej, część środkowa części przedniej dzidy bojowej, i część
                        tylna części przedniej dzidy bojowej.

                        Itd bez końca...

                        Czym Hołówka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci...
                    • scept89 Occam i Popper 07.12.06, 00:08
                      doktor_pankracy napisał:
                      > > [...] Sosnowski, którego gniewa taka obcesowość, [...] replikuje proteste
                      > m, że
                      > Duchowi Świętemu nie robi się zdjęć. Jak to się nie robi? - muszę na to
                      > odpowiedzieć grzmiącym głosem. Robi się cały czas. Tylko na żadnym zdjęciu Duch
                      > Święty się nie pokazuje. Co dowodzi, że go nie ma. Na nic tu się nie zda
                      > oburzenie i obraza, że taki argument jest wulgarny, bo chodzi o rzeczy święte.
                      >
                      > W pierwszej chwili sądziłem, że to żartobliwa metafora, ale przeczytałem raz
                      > jeszcze i zaczynam się niepokoić, że to na serio. Jako osoba niewierząca
                      > mógłbym przytoczyć sporo argumentów przeciwko istnieniu określonych postaci
                      > mitycznych, występujących w różnych religiach i wchodzących w bezpośrednie
                      > interakcje ze światem materialnym. Ale dowodów na istnienie/nieistnienie bytów
                      > niematerialnych, tj. nie mieszczących się pod żadną znaną postacią materii czy
                      > energii nie da się wytworzyć na gruncie nauki, która, zgodnie z zasadą brzytwy
                      > Ockhama na te tematy w ogóle nie dyskutuje. Po co więc ta komiczna uwaga o
                      > fotografii. Nota bene, pewnie umknęło panu profesorowi, że fotografia nie
                      > rejestruje też zjawisk takich jak np. promieniowanie elektromagnetyczne lub
                      > ciemna materia.

                      1) fotografia to oczywiscie metafora. Nie chodzi o to ze sie do nas dobroduszny
                      brodaty starzec nie usmiecha kiedy teleskopem odpowiednio daleko wypatrujemy.
                      Chodzi o to ze nijakich swiadectw dzialalnosci owego postulowanego boga w nauce
                      nie znajdujemy. Nie tylko brakuje potwierdzen ale przypadkowosc procesu
                      ewolucyjnego falsyfikuje takowe bunczyczne stwierdzenia jak 'na obraz i
                      podobienstwo'.

                      2) brzytwa Occama stwierdza jedynie ze winnismy sie kierowac zasada najbardziej
                      ekonomicznych wyjasnien (nie mnozyc bytow poza potrzebe) a nie ze stwierdzenie
                      'niematerialny bog istnieje' jest poza nauka. Hipoteza ze Twoj BMW porusza sie
                      do przodu bo popychaja go niewidoczne krasnoludki nie jest 'pozanaukowa' tylko
                      zwyczajnie nie-ekonomiczna (postuluje istnienie dodatkowych bytow do wyjasnienia
                      zjawiska) i jest po prostu odrzucana.

                      3) stwierdzenia ktore sa niefalsyfikowalne, takie jak np. 'istnieja krasnale
                      ktore zawsze potrafia sie schowac przed badaczem' mozna mnozyc w nieskonczonosc.
                      Sa one nie tylko poza nauka, one sa w swietle nauki bezsensowne. Aby zawracac
                      sobie glowe super-sprytnymi krasnalami musza one jakos z obserwowalnym nam
                      swiatem oddzialywac i pozostawiac slady.


                      4) jeslibys wystapil z referatem na spotkaniu archeologow iz ziemie Polski 3000
                      lat temu zamieszkiwal 'tajemniczy lud Qpian' ktory to nijakich sladow
                      materialnych nie pozostawil (brak 'zdjec' albo skorup, szkieletow, a nawet
                      wzmianek w pismiennictwie czy legendach jakimkolwiek,) to zostalbys wysmiany.

                      Pozdr.
                      • doktor_pankracy Ockham, Popper i zasada antropiczna 07.12.06, 01:15
                        Dziękuje za Twoje uwagi, chociaż mam wrażenie, że polemizujesz z poglądami
                        innymi niż moje. Zasada brzytwy Ockhama, którą tak dokładnie opisujesz jest dość
                        dobrze znana, i stosowana także przez archeologów, zapewniam. Trochę z przekory,
                        a trochę na zasadzie Advocatus Diaboli (w tym wypadku - raczej Dei) chciałbym
                        jednak skomplikować nieco naszkicowany przez Ciebie obraz.

                        1. Zasady brzytwy O. stosowana jest z konieczności, a nie z wyboru. Bez niej
                        nauka zamieniłaby się w jałowe spekulacje, to oczywiste. Gdybyśmy jednak
                        dysponowali teoretyczną maszyną odpowiadającą na wszystkie nasze pytania, to
                        niepotrzebowaliśmy żadnych brzytew, ani innych ostrych narzędzi, żeby zdobywać
                        wiedzę. To nie są tylko teoretyczne rozważania, ponieważ na gruncie mojej
                        dyscypliny, jak i nauk pokrewnych mogę pokazać wiele przykładów, gdy
                        zastosowanie modelu uproszczonego prowadzi do wniosków fałszywych. Nie ma
                        problemu, gdy startowy, uproszczony model może być zmieniany przez stały
                        przyrost nowych faktów badawczych. Problem pojawia się wtedy, gdy zbyt
                        uproszczony model nie daje żadnych przesłanek do szukania pewnej klasy faktów,
                        które mogłyby go obalić. Żeby nie odnosić się tylko do swojego poletka pozwolę
                        sobię na małą wycieczkę w stronę fizyki. Pewne teorie (np. strun, lub inne,
                        jeszcze bardziej egzotyczne) powstają jako wyraz kontestacji istniejących
                        rozwiązań i zwłaszcza w pierwotnej fazie są wybitnie nadmiarowe. Co gorsza,
                        niektórych z tych teorii nie można na razie sfalsyfikować, ponieważ np.
                        niezbędne do są tego ilości energii, którymi nie obecnie dysponujemy. Jak widać,
                        postęp naukowy wymaga czasem wyłamywania się z popperowskich kanonów. A z tym
                        BMW to akurat nienajlepszy przykład - takie podejście jest nie tylko
                        nieekonomiczne, ale właśnie nienaukowe, ponieważ konstrukcja i sposób działania
                        samochodu nie budzą w nauce kontrowersji, czego nie można powiedzieć o budowie
                        wszechświata, ani o prehistorii człowieka. Poza tym nie lubię BMW :) Natomiast z
                        kolei mój ulubiony przykład twierdzenia niefalsyfikowalnego to teza o Układzie,
                        którego najlepszym dowodem istnienia jest brak dowodów, ponieważ zostały one
                        zniszczone przez Układ :)

                        Wracając do głównego wątku dyskusji:

                        > Chodzi o to ze nijakich swiadectw dzialalnosci owego postulowanego boga w nauce
                        > nie znajdujemy. Nie tylko brakuje potwierdzen ale przypadkowosc procesu
                        > ewolucyjnego falsyfikuje takowe bunczyczne stwierdzenia jak 'na obraz i
                        > podobienstwo'.

                        A jakiego rodzaju świadectwa istnienia Boga nas interesują? Fotografia z
                        autografem (obyś miał racje z tą metaforą, moim zdaniem to było, niestety,
                        serio)? Wyniki badań są ogólnie dostępne, a interpretacja jest w większości
                        sprawą przekonań. Ot, choćby teoria ewolucji. Można interpretować ten proces,
                        jako przypadkowy. Można też wyciągnąć wniosek, że fakt stopniowego komplikowania
                        się organizmów przypadkiem nie jest. Zdziwiłbyś się pewnie, gdybyś wiedział, że
                        wielu naukowców, także, a może nawet przede wszystkim niewierzących, uważa, że o
                        przypadku nie ma tu mowy. Polecam: pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_antropiczna

                        pozdrawiam.



                        • m_16 Re: Ockham, Popper i zasada antropiczna 07.12.06, 12:52
                          1. Ale czy teorie w rodzaju teorii strun, mogą być zaliczone do wiedzy
                          naukowej?
                          To raczej hipotezy, które aspirują do miana wiedzy. Nawet ich rzecznicy nie
                          będą twierdzić, że są one po prostu naukowe, mówi się się raczej o teoriach
                          w "formie larwalnej". Więc można sądzić, że to nie nauka co najwyżej proto-
                          nauka, która może zasługuje na studiowanie, póki co na akceptację nie
                          zasługuje. O tyle zaś, o ile te teorie są naukowe, można sądzić że naukowość
                          zawdzięczają one swemu by tak rzec "potencjałowi matematycznemu i
                          spekulatywnemu". Teizm może mieć wymiar spekulatywny, ale matematyczny nie
                          bardzo, bo trzebaby Boga opisywać przy pomocy równań. Zatem kolejny argument
                          przeciwko wykorzystywaniu tegotypu przykładów jako usprawiedliwiających teizm.
                          Wspólczesne teorie nauki są zaś raczej falsyfikowalne.
                          2.Przykład z BMW jest ciekawy, rzecz w tym, jednak że: 1. teiści chcą
                          teistycznymi hipotezami zastąpić także stosunkowo dobrze dowiedzione teorie
                          naukowe 2. wiesz jak działa twoje BMW? Nieprawda-rzecze teista- nie wiesz!
                          Przecież reakcja spalania benzyny i ruch elektronów wymagają wytłumaczenia. Że
                          takie są właściwości fizyczne? A czemu takie właśnie? Bo są krasnoludki, które
                          je zrobiły, albo które tak właśnie sterują naszą fizyką??? Innymi słowy: zawsze
                          można powiedzieć, że naukowe wytłumaczenie, wymaga wytłumaczenia głębszego
                          ponadnaukowego itp. Ale własnie o już nie jest naukowe ani racjonalne, bo tego
                          typu postępowania albo skutkowałyby agnostycyzmem (skoro każde wyjaśnienie
                          wymaga wyjaśnienia to nie dojdziemy do wyjaśnienia ostatecznego) albo
                          arbitralnego uznania jakiejś metafizycznej (bóg/krasnoludek) przyczyny za
                          ostateczną.
                          3. Czemu właściwie stwierdzenie że ewolucją rządzi przypadek miałoby być
                          interpretacją a nie faktem, przynajmniej w świetle obecnych ustaleń.
                          • doktor_pankracy Re: Ockham, Popper i zasada antropiczna 07.12.06, 14:59
                            > 1. Ale czy teorie w rodzaju teorii strun, mogą być zaliczone do wiedzy
                            > naukowej?
                            > To raczej hipotezy, które aspirują do miana wiedzy. [...] O tyle zaś, o ile te
                            teorie są naukowe, można sądzić że naukowość
                            > zawdzięczają one swemu by tak rzec "potencjałowi matematycznemu i
                            > spekulatywnemu".

                            Przepraszam bardzo, ale "potencjał matematyczno-spekulatywny" nie dowodzi
                            niczego i na pewno nie gwarantuje "naukowości" danej teorii. Teoria strun jest
                            akceptowana jako jedno z możliwych rozwiązań sprzeczności tkwiących w
                            obowiązujących modelach budowy wszechświata, ponieważ spełnia założenia hipotezy
                            naukowej, tj:
                            1. daje możliwość zinterpretowania faktów badawczych już znanych
                            2. pozwala na czynienie pewnych przewidywań, a tym samym
                            3. daje nadzieję, na możliwość swojej falsyfikacji (wg. niektórych opinii - do
                            2008, a więc na pewno szybciej, niż wypracujemy wspólne stanowisko w sprawie wiary:)
                            Polecam: pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_superstrun

                            Wspomniałem o tym tylko po to, by ostudzić zapał apologetów brzytwy Ockhama -
                            owszem, nawet na gruncie oficjalnej nauki tworzy się "byty ponad potrzeby",
                            ponieważ inaczej nie pokonamy ograniczeń lub sprzeczności obowiązujących modeli.
                            Oczywiście, takich przykładów można podać znacznie więcej. Należy też zauważyć,
                            że w dziedzinie nauk przyrodniczych, czy humanistycznych z natury rzeczy
                            obowiązujące teorie nie są obudowane tak bogatym aparatem matematycznym, a
                            jednak nikt im nie czyni z tego zarzutu.

                            > 2.Przykład z BMW jest ciekawy[...]

                            Przykład z BMW jest nietrafiony z wielu powodów. Głównie jednak dlatego, że
                            sprowadza dyskusje na manowce, sugerując, że osoby wierzące automatycznie muszą
                            kwestionować powszechnie przyjęte metody poznania. Dlaczego, skoro ateista
                            akceptuje światopogląd naukowy i istnienie elektronów, to wierzący miałby go
                            kwestionować? Problem nie leży w odpowiedzi na pytanie jak działa samochód, ale
                            po co. Tam, gdzie ateista widzi przypadkowość lub ścisły determinizm, tam
                            wierzący dostrzega element szerszego planu. Jest to problem przekonań
                            niefalsyfikowalnych - zgoda, ale i nie będących w kolizji ze światopoglądem
                            naukowym. Nauka jest tylko metodą poznawania otaczającego nasz świata, a nie
                            religią, nie odnosi więc do kwestii ocennych. Tak wygląda to z mojego punktu
                            widzenia - niewierzącego naukowca. W dyskusji wierzących z niewierzącymi
                            proponuję zawieszenie broni oparte na wzajemnym szacunku i usuwaniu uprzedzeń,
                            widocznych dziś po obu stronach.

                            > 3. Czemu właściwie stwierdzenie że ewolucją rządzi przypadek miałoby być
                            > interpretacją a nie faktem, przynajmniej w świetle obecnych ustaleń.

                            Bardzo interesujący problem, raczej jednak nadaje się na wykład, niż na krótką
                            odpowiedź w poście. Żeby nie sprawić wrażenia, że wymiguję się od odpowiedzi,
                            poruszę jeden aspekt tego zagadnienia. Nazwijmy go "problemem skali". Wyobraźmy
                            sobie, że hipotetyczna cywilizacja głowonogów obserwuje Ziemię za pomocą
                            zaawansowanej aparatury, jednak ze względu na ograniczenia techniczne obserwacje
                            te dotyczą bardzo małej skali, powiedzmy - subatomowej. Aparatura pokazuje np.
                            drgania elektronów w komorze spalania naszego wiśniowego BMW. Zapewne głowonogi
                            po żmudnych obserwacjach doszłyby do wielu cennych wniosków o istotnym znaczeniu
                            naukowym. Mało prawdopodobne jednak, żeby udało im się wydedukować na tej
                            podstawie istnienie silnika, samochodu i wreszcie nas, wracających z urlopu w
                            Zakopanem.
                            Problem skali dotyczy nie tylko głowonogów, wyimaginowanych mocą wyobraźni prof.
                            Hołówki. Dotyczy analizy wielu zjawisk otaczającego nas wszechświata. Ewolucja z
                            zasady nie zachodzi przypadkowo - przypadkowe są tylko mutacje (pozytywne,
                            letalne, neutralne oraz tzw. założycielskie), natomiast ich selekcja jest
                            wynikiem kierunkowego procesu dostosowania się do środowiska. Trudno byłoby
                            także przyjąć, że proces przemian środowiska, ukierunkowujący ewolucję jest
                            przypadkowy, ponieważ warunkują go cykliczne zjawiska trwającej równolegle
                            ewolucji wszechświata, jak również zjawiska wywoływane przez ewoluujące
                            organizmy. Tylko mocno naciągając, gdy ograniczymy się do tzw. dryfu
                            genetycznego, tj. kumulowania się drobnych mutacji neutralnych, możemy mówić o
                            pewnej przypadkowości ewolucji. Ale gdy spojrzymy na proces w skali makro, tj.
                            od wielkiego wybuchu, poprzez uformowanie się takich warunków, które umożliwiły
                            powstanie życia, aż po powstanie istot zdolnych do prowadzenia tej dyskusji to
                            nie da się nie zauważyć wyraźnej tendencji do powstawania form o wzrastającej
                            komplikacji i coraz wyższym potencjale informacyjnym. Proces ten jest
                            odwrotnością zachodzącej równolegle entropii. Nie jest również banalny, ponieważ
                            z punktu widzenia strategii ewolucyjnej komplikacja nie zawsze jest najbardziej
                            opłacalna - póki co wirusów i bakterii jest więcej niż ludzi. Pojęcie
                            "przypadku", poza najbardziej podstawowym poziomem organizacji materii (zasada
                            nieoznaczoności Heisenberga) z reguły maskuje nasze ograniczenia poznawcze. Tam,
                            gdzie udaje się wychwycić tendencję, tam pojęcie przypadku przestaje być
                            użyteczne. Natomiast interpretacja wspomnianej tendencji może być różnoraka.
                            Niekonieczne religijna, chociaż akurat w tym aspekcie rozważania naukowe biegną
                            bardzo blisko granicy oddzielającej naukę od wiary. Polecam jeszcze raz:
                            pl.wikipedia.org/wiki/Zasada_antropiczna
                            • m_16 Re: Ockham, Popper i zasada antropiczna 07.12.06, 17:13
                              1. Rzecz w tym, że nie jest dla mnie jasne, w jaki sposób dokładnie uzasadniasz
                              potrzebę odchodzenia od brzytwy Ockhama (bo jak rozumiem zgadzamy się że teorie
                              naukowe muszą ostatecznie poddawać się falsyfikacji). Kontrowersja dotyczy więc
                              jedynie, tego, czy w nauce dopuszcza się teorie nadmiarowe. Pisałeś, że teorie
                              superstrun są nadmiarowe. Rzecz w tym, że nawet na podanych przez Ciebie
                              stronach wikipedii przedstawia się jako mające większą siłę eksplanacyjną. Nie
                              tyle więc łamałyby one brzytwę Ockhama co by ją obchodziły, tzn. nie mnożyłyby
                              bytóe ponad potrzebę lecz zakładałyby większe potrzeby. Oczywiście można pytać,
                              czy i teizm w podobny sposób, nie może oczekiwać naszego uznania, może on też
                              wyjaśnia więcej niż normalne teorie naukowe. W takim przypadku jednakże
                              formułuje się po prostu nowe propozycje eksperymentów. Jesli teoria bowiem
                              więcej wyjaśnia to powinniśmy być zdolni zaproponować więcej eksperymentów ją
                              potwierdzających/falsyfikujących. Jeśli nie jesteśmy w stanie tego zrobić
                              wtedy ścinamy ją brzytwą Ockhama.
                              2. Rzecz w tym, że ty zdajesz się zakładać pewien podział fakultetów: nauka
                              odpowiada na pytania: "jak coś się dzieje?" i "dlaczego coś się dzieje" (choć i
                              to dyskusyjne". Natomiast religia pyta: "po co?". Być może masz rację , ale
                              pewne argumenty wskazują inaczej. Przede wszystkim, odpowiedź na pytanie po co,
                              implikuje wypowiedzenie pewnych twierdzeń, mających charakter opisowy. Samo
                              pytanie po co zakłada być może istnienie inteligentnego kreatora,
                              wyznaczającego cel. Ale istnienie tego kreatora i sposób w jaki on działa
                              podpada pod pytania "jak" i "co". Teista też wypowiada się w sposób
                              przypominająćy stwierdzanie pewnych faktów: "istnieje Bóg", "Bóg działa". Być
                              może nie są to fakty w naukowym sensie, ale wobec tego czym są te twierdzenia?
                              Komentarzem do postulatów teleologicznych? Ale jak uzasadnionym i w jaki sposób
                              w ogóle sensownym, skoro religia nie mówi "jak" oraz "co". Z drugieej strony
                              nnie jestem pewien czy nauka nie pyta o cele? Być może pytałaby gdyby jakieś
                              zostały przez nią poznane (a niekoniecznie nie mogą).
                              3. Nie wiem do końca w jakim sensie ewolucja nie jest przypadkowa. Fakt że
                              wpływają na nią takie czynniki jak warunki środowiska, czy już istniejące
                              organizmy, nie świadczy o konieczności, bo pierwsze czynniki są przypadkowe, a
                              drugie zależą właśnie od ewolucji. Raczej prawa przyrody wyznaczają pewne
                              warunki brzegowe, w ramach których zachodzą pewne procesy. Nie musi to jednak
                              oznaczać, że ewolucja zaszła z konieczności, ani że z konieczności przybrała
                              taki a nie inny kształt. Co do zasady antropicznej, to wśród jej interpretacji
                              znajdują się też koncepcje mówiące o ewolucji praw fizyki, lub o wielości
                              światów, koncepcje oddające jeszcze więcej pola pzypadkowi. Ważne że niektóre z
                              tych koncepcji aspirują do miana naukowych, zatem o ile się kiedyś takimi staną
                              (i zostaną potwierdzone), to sprawa przypadkowości świata przestanie być
                              interpretacją a stanie się faktem naukowym.
                              • doktor_pankracy Re: Ockham, Popper i zasada antropiczna 08.12.06, 02:02
                                > Rzecz w tym, że nie jest dla mnie jasne, w jaki sposób dokładnie uzasadniasz
                                potrzebę odchodzenia od brzytwy Ockhama (bo jak rozumiem zgadzamy się że teorie
                                naukowe muszą ostatecznie poddawać się falsyfikacji)

                                Zgadzamy się w 99% :) Odnośnie falsyfikowalności hipotez, zauważ:
                                1. Zdarza się, że przełomowe hipotezy formułowane są z pełną świadomością
                                niemożliwości ich sfalsyfikowania na obecnym etapie wiedzy. Choćby wspomniany
                                przez scepta89 BigBang Theory, sformułowana w 1949, a potwierdzona przez
                                satelitę COBE dopiero w 1989 (lambda.gsfc.nasa.gov/product/cobe/).
                                Oczywiście, nikt tego satelity nie zaprojektował w momencie formułowania
                                hipotezy, nikt też nie był w stanie podać kiedy hipoteza będzie mogła być
                                sfalsyfikowana. Jednak była ona interesująca, wiec grono zwolenników (i
                                przeciwników) szukało możliwości jej sfalsyfikowania. Wygląda to na brzydką
                                szczerbę w brzytwie.
                                2. To czy dana teoria może zostać sfalsyfikowana i w jaki sposób jest również
                                problemem badawczym, czasem bardzo skomplikowanym. Szczególnie dobrze jest to
                                widoczne w algorytmice przy zadaniach związanych z oszacowaniem złożoności
                                obliczeniowej. A więc często jest tak: najpierw teoria, potem badanie szans
                                falsyfikacji. Szukaniem dowodu na Wielkie Twierdzenie Fermata zajmowano się 300
                                lat, także po oszacowaniu, że złożoność obliczeniowa problemu uniemożliwia
                                wyprowadzenie dowodu w sensownym czasie. Na szczęście nie wszyscy przestraszyli
                                się ostrej brzytwy.

                                > Rzecz w tym, że ty zdajesz się zakładać pewien podział fakultetów: nauka
                                odpowiada na pytania: "jak coś się dzieje?" i "dlaczego coś się dzieje".

                                Nie chciałbym, żeby dyskusja zeszła na jałowy tor zabaw językowych. Nie wydaje
                                mi się, żeby wnosiły one coś nowego do dychotomii między opisem rzeczywistości,
                                jaki kreuje nauka, a interpretacją tej rzeczywistości, jaką zajmuje się
                                filozofia czy różne teologie. Odrębność tych sfer może być czasem rozmyta, gdy
                                naukowe "dlaczego?" w odniesieniu do najbardziej fundamentalnych aspektów mikro-
                                i makro-wszechświata niebezpiecznie zbliża się do "po co?", albo wtedy, gdy
                                zwolennicy jakiejś doktryny filozoficznej lub religijnej próbują tłumaczyć "jak"
                                ich transcendencje oddziaływają ze światem realnym.

                                > Nie wiem do końca w jakim sensie ewolucja nie jest przypadkowa. Fakt że
                                wpływają na nią takie czynniki jak warunki środowiska, czy już istniejące
                                organizmy, nie świadczy o konieczności, bo pierwsze czynniki są przypadkowe [...]

                                Na jakiej podstawie zakładasz, że warunki środowiska są przypadkowe, bo zgodzisz
                                się, że jest to założenie? Jeżeli pojęcie "środowisko" potraktujemy nieco
                                szerzej, to natrafiamy na problem stałych fizycznych, określających konstrukcję
                                wszechświata w taki sposób, by mogło w nim powstać życie. Można to zjawisko
                                różnie interpretować, ale trudno nie zauważyć, że w tej sytuacji powstanie życia
                                jest zjawiskiem jeśli nie koniecznym, to wysoce prawdopodobnym, a na pewno
                                nieprzypadkowym.

                                Co do zasady antropicznej, to wśród jej interpretacji znajdują się też koncepcje
                                mówiące o ewolucji praw fizyki, lub o wielości światów, koncepcje oddające
                                jeszcze więcej pola pzypadkowi. Ważne że niektóre z tych koncepcji aspirują do
                                miana naukowych, zatem o ile się kiedyś takimi staną (i zostaną potwierdzone),
                                to sprawa przypadkowości świata przestanie być interpretacją a stanie się faktem
                                naukowym.

                                Twardy fakt, to konstrukcja wszechświata sprzyjająca powstaniu życia. Reszta,
                                to, jak sam piszesz, interpretacja. Jeśli czegoś nie przekręcam, to zgodnie z
                                Twoimi poglądami hipotezy istnienia równoległych wszechświatów abiotycznych -
                                dopóki ktoś nie obmyśli metod ich falsyfikacji - powinny być obcięte tą samą
                                zardzewiałą brzytwą, którą sprzątnięto Zeusa. Ja byłbym tu bardziej
                                tolerancyjny, ale tolerancja musi oczywiście działać w obie strony...

                                pozdrawiam,
                                • m_16 Re: Ockham, Popper i zasada antropiczna 09.12.06, 18:30
                                  1. Ale o ile się nie mylę pierwsze badania potwierdzające Wielki Wybuch miały
                                  miejsce już w 1964 roku, nadto istotne jest to w zasadzie tylko to czy teoria
                                  jest od kiedy można mówić o teorii jako o czymś "obowiązującym", z naukowego
                                  punktu widzenia. Jeśli nie została potwierdzona to jest hipotezą, której można
                                  przeciwatawić inną hipotezę. Aż do roku 1964 dużą rolę odgrywały i inne
                                  konkurencyjne teorie wyjaśniające pochodzenie świata. Ale to nie podważa
                                  brzytwy. W jaki sposób bowiem pomnożono tu byty ponad to co konieczne do
                                  wyjasnienia? Co do twierdzenia Fermata, to do momentu podania dowodu nie bylo
                                  ono po prostu twierdzeniem w ścisłym sensie tego słoa. Mogłoby się okazać że
                                  pewne liczby spełniające warunki tego twierdzania nie spełniają jego konkluzji.

                                  Nie chciałbym, żeby dyskusja zeszła na jałowy tor zabaw językowych. Nie wydaje
                                  > mi się, żeby wnosiły one coś nowego do dychotomii między opisem
                                  rzeczywistości,
                                  > jaki kreuje nauka, a interpretacją tej rzeczywistości, jaką zajmuje się
                                  > filozofia czy różne teologie. Odrębność tych sfer może być czasem rozmyta, gdy
                                  > naukowe "dlaczego?" w odniesieniu do najbardziej fundamentalnych aspektów
                                  mikro
                                  > -
                                  > i makro-wszechświata niebezpiecznie zbliża się do "po co?", albo wtedy, gdy
                                  > zwolennicy jakiejś doktryny filozoficznej lub religijnej próbują
                                  tłumaczyć "jak
                                  > "
                                  > ich transcendencje oddziaływają ze światem realnym.


                                  2. Rzecz właśnie w tym, że jeśli to rozróżnienie (na opisującą naukę i
                                  interpretującą teologię)bywa niekiedy rozmyte, to może jest rozróżnieniem
                                  błędnym. Jeśli np. to co mówi religia da się sprowadzić do jakiś sądów
                                  logicznych, to trudno mi sobie wyobrazić, w jaki sposób niektóre z nich nie
                                  miałyby być opisowe. Jak sprowadzić religijne stwierdzenie o istnieniu Boga,
                                  tylko do jakiegoś zdania sprawozdającego cel?? A z drugiej strony nauka też
                                  zakłada pewne wartości icele, choć może tylko względne.
                                  3. To prawda, że w powstaniu życia odegrały rolę stałe włąsciwości świata. Ale
                                  to nie znaczy że było to zdarzenie nieprzypadkowe. Rzucam kostką wypadło mi 6 -
                                  czy to przypadek? Chyba tak, ale przecież tu też były pełne stałe , np. to że
                                  kostka miała 6 ścianek. Mówiąc o przypadku nie mam na myśli procesu zupełnie
                                  nie zdeterminowanego. POwstanie życia jest wtedy nieprzypadkowe gdy pokaże się
                                  że włąsciwości świata przesadzają z (1) koniecznością, lub z (2)bardzo dużym
                                  prawdopodobieństwem, że to życia musiało powstać. Ale to nie jest chyba wcale
                                  jasne. Ty piszesz jakbyś był przekonany co do (2), ale na czym się opierasz?
                                  Zasada antropiczna raczej nie wystarcza bo ona dotyczy warunków koniecznych a
                                  nie wystarczających dla powstania życia.
                            • scept89 Re: szersze plany (Turbo-Krasnale) 07.12.06, 23:05
                              doktor_pankracy napisał:

                              > > 2.Przykład z BMW jest ciekawy[...]
                              >
                              > Przykład z BMW jest nietrafiony z wielu powodów. Głównie jednak dlatego, że
                              > sprowadza dyskusje na manowce, sugerując, że osoby wierzące automatycznie
                              > muszą kwestionować powszechnie przyjęte metody poznania.

                              Alez oczywiscie ze kwestionuja i kwestionowanie owo jest traktowane jako dogmat.
                              Jesli napiszesz ze 'nauka nie zaobserwowala zmartwychstania' (niezaprzeczalny
                              fakt naukowy -> pomijamy wybudzenia ze spiaczek cukrzycowych etc.) to co,
                              chrzescijanie zmodyfikuja odczytywanie Nowego Testamentu na metaforyczne?


                              Jest to klasyczna dominacja credo vs ratio. Rozciaga sie to na wspolczesne czasy
                              np. w naukach spolecznych (patrz gdakanie prezerwatywowe).

                              Nawet kiedy o ewolucje chodzi to ludze nie stali sie ludzmi na skutek ewolucji
                              tylko wtedy kiedy wlepiono im dusze. Jak na razie autorytety religijne milcza na
                              jakim ewolucyjnym etapie dusze owa nam wlepiono. Oczywiscie kiedy o rozwoj mozgu
                              u hominidow to jest prawie ze ciaglosc:

                              pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Hominins_2002.png
                              tak ze trudno na okreslony punkt dla duszy wlepienia stosowny sie zdecydowac.


                              >Problem nie leży w odpowiedzi na pytanie jak działa samochód, ale
                              > po co.

                              To oczywiste. Popychanie samochodu wybranej marki stwarza niewyslowiona wrecz
                              przyjemnosc popychajacemu go Turbo-Krasnalowi. Przyjemnosci owej Turbo-Krasnal
                              nie osiagnie bez sprawnie dzialajacego ukladu napedowego, zlosci sie wtedy i
                              przestaje popychac samochod. Dlatego tez turbo-krasnalisci utrzymuja obiekt
                              kultowy na czterech kolach w najwyzszym porzadku i zdolnym do jazdy. Co wiecej
                              poniewaz uszkodzenie Swiatyni Na Kolach sprawia bol Turbo-Krasnalowi jezdza oni
                              ostroznie i zawsze na swiatlach. Zycie kierowcow byloby zdecydowanie lepsze
                              gdyby wszyscy stali sie wyznawcami turbo-krasnalizmu i religijnie przestrzegali
                              w/w dogmatow.

                              Masz wyjasnienie z celem, praktycznym zastosowaniem oraz zaleceniami etycznymi a
                              nawet misje ewangelizacyjna.

                              Bardziej powaznie:
                              a) odpowiedz na pytanie 'po co' udzielana przez religie jest zwykle zerowa. "Bog
                              tak chcial" absolutnie nic nie wyjasnia, czy jest to smierc najblizszych czy
                              prawa rzadzace ruchami galaktyk.

                              b) dosrubowanie zalecen etycznych nie zmienia sensownosci powolywania bostw w
                              pierwszym rzedzie.

                              c) korzystny wplyw na spoleczenstwo takze nijak sie ma do prawdziwosci
                              religijnych/para-religijnych stwierdzen.

                              Pozdrawiam






                              • doktor_pankracy Re: szersze plany (Turbo-Krasnale) 08.12.06, 03:19
                                > Alez oczywiscie ze kwestionuja i kwestionowanie owo jest traktowane jako
                                dogmat. Jesli napiszesz ze 'nauka nie zaobserwowala zmartwychstania'
                                (niezaprzeczalny fakt naukowy -> pomijamy wybudzenia ze spiaczek cukrzycowych
                                etc.) to co, chrzescijanie zmodyfikuja odczytywanie Nowego Testamentu na
                                metaforyczne?

                                Cóż, dyskusję można toczyć na pewnej płaszczyźnie. Jeżeli spotkam
                                fundamentalistę, nie będę przekonywać go, że potop niekoniecznie musiał wyglądać
                                tak, jak opisuje to Biblia. Jeżeli będę rozmawiał ze "skromnie wierzącym",
                                możemy wymienić uwagi nt. katastrofy, jaką wywołało powstanie Morza Czarnego na
                                obszarze gęsto zasiedlonym przez cywilizacje rolnicze. Zgodzimy się pewnie co do
                                faktów, być może będziemy się różnić w interpretacjach. Istnieje wiele
                                ideologii, filozofii życiowych czy religii, które nie wykluczają naukowego
                                paradygmatu poznawczego. O poglądach fundamentalistycznych nie warto dyskutować.

                                > Jest to klasyczna dominacja credo vs ratio. Rozciaga sie to na wspolczesne czasy

                                Ależ oczywiście. Tylko, że to nie dotyczy tylko osób wierzących. Indoktrynacja i
                                zaszczepianie apriorycznych przekonań dotyczy bardzo wielu grup społecznych,
                                także całkowicie zlaicyzowanych. Pouczające mogą być tu być losy pokolenia '68,
                                albo ewolucja poglądów europejskich ekologów, którzy dopiero w ostatnich latach
                                zaczynają nieśmiało przepraszać się z energetyką jądrową, czy zauważać np.
                                niekorzystny wpływ elektrowni wiatrowych na środowisko.

                                > Oczywiscie kiedy o rozwoj mozg u hominidow to jest prawie ze ciaglosc [...]

                                A tu bym był akurat ostrożny. W trakcie rozwoju naszego gatunku mieliśmy co
                                najmniej dwa ewolucyjne "wąskie gardła": najpierw fuzja centryczna, gdy z 48
                                małpich chromosomów jak Deus ex machina powstało 46 ludzkich (w genomie
                                konkretnego, jednego osobnika), co korelowane jest zgrubnie z powstaniem rodzaju
                                Homo, a potem grupka pierwotnych Homo Sapiens, wśród których żyła wspólna
                                pramatka wszystkich współczesnych ludzi (gdzieś między 500 a 150 tys lat temu).
                                Mieliśmy też co najmniej jedną rewolucję kulturalną, ok 35 tys lat temu w
                                populacji Homo sapiens sapiens, związaną z powstaniem sztuki naskalnej i
                                pierwszych wyraźnych śladów religii związanej z kultem Magna Mater. Ewolucja
                                jest procesem złożonym i nie zawsze powolnym, jak widać.

                                samochód, turbo krasnale, itp.:

                                Czemu mają służyć takie przykłady? Z życia można podać znacznie więcej
                                prawdziwych przykładów powstawania absurdalnych przekonań, a nawet rozbudowanych
                                ideologii, obudowanych aparatem kultu (i czasem też przymusu). Niektóre z takich
                                ideologii mogą być deklaratywnie w pełni materialistyczne (np. komunizm),
                                niektóre - para-religijne (scjentolodzy), jeszcze inne - światopoglądowo
                                obojętne (np. feng-shui). Wyznawanie tego rodzaju przekonań zaburza w mniejszym
                                lub większym stopniu postrzeganie rzeczywistości, do każdego da się zastosować
                                zdania opisane przez Ciebie w punktach a-c. Czy z tego powodu należy potępiać
                                np. deistów, agnostyków i wszystkich tych, którzy nie wykluczają istnienia
                                zjawisk leżących poza aktualnym zasięgiem poznania naukowego?
                                • scept89 hominidy & mozg 11.12.06, 00:48
                                  > > Oczywiscie kiedy o rozwoj mozg u hominidow to jest prawie ze ciaglosc [..
                                  > .]
                                  >
                                  > A tu bym był akurat ostrożny. W trakcie rozwoju naszego gatunku mieliśmy co
                                  > najmniej dwa ewolucyjne "wąskie gardła": najpierw fuzja centryczna, gdy z 48
                                  > małpich chromosomów jak Deus ex machina powstało 46 ludzkich (w genomie
                                  > konkretnego, jednego osobnika), co korelowane jest zgrubnie z powstaniem rodzaj
                                  > u
                                  > Homo, a potem grupka pierwotnych Homo Sapiens, wśród których żyła wspólna
                                  > pramatka wszystkich współczesnych ludzi (gdzieś między 500 a 150 tys lat temu).
                                  > Mieliśmy też co najmniej jedną rewolucję kulturalną, ok 35 tys lat temu w
                                  > populacji Homo sapiens sapiens, związaną z powstaniem sztuki naskalnej i
                                  > pierwszych wyraźnych śladów religii związanej z kultem Magna Mater. Ewolucja
                                  > jest procesem złożonym i nie zawsze powolnym, jak widać.

                                  Rozdzial lini czlowieka i szympansa nastapil ok 5 milionow lat temu. Izolacja
                                  rozrodcza nie musiala byc pelna (i tak na prawde na szczescie nie wiemy czy
                                  takowa jest). W tym artykule znajdziesz datowanie fuzji chromosomowej:
                                  www.genome.org/cgi/content/full/12/11/1651
                                  a tu waskich gardel:
                                  courses.bio.psu.edu/fall2003/Anth-Biol460/sub1/kaessmannpaabo2002.pdf
                                  Zgoda ze istnieja punkty nie-ciagle (pierwsze narzedzia, pierwsze malowidla
                                  etc.). Pytanie tylko gdzie konczy sie genetyka a zaczyna kultura. Watpliwe
                                  abysmy mieli gen X odpowiadajacy za malowidla i kulty, natomiast jest bardziej
                                  IMHO prawdopodobne ze po uksztaltowaniu odpowiednio skomplikowanego,
                                  zdeterminowanego genetycznie (i zywieniowo) mozgu ten ostatni uzyskuje zdolnosc
                                  wyciagniecia sie niejako za wlasne sznurowki na wyzszy poziom (o rozwoj kulury
                                  mi chodzi).

                                • scept89 Re: szersze plany (Turbo-Krasnale) 11.12.06, 01:39

                                  > samochód, turbo krasnale, itp.:
                                  >
                                  > Czemu mają służyć takie przykłady? Z życia można podać znacznie więcej
                                  > prawdziwych przykładów powstawania absurdalnych przekonań, a nawet rozbudowanyc
                                  > h
                                  > ideologii, obudowanych aparatem kultu (i czasem też przymusu). Niektóre z takic
                                  > h
                                  > ideologii mogą być deklaratywnie w pełni materialistyczne (np. komunizm),
                                  > niektóre - para-religijne (scjentolodzy), jeszcze inne - światopoglądowo
                                  > obojętne (np. feng-shui). Wyznawanie tego rodzaju przekonań zaburza w mniejszym
                                  > lub większym stopniu postrzeganie rzeczywistości, do każdego da się zastosować
                                  > zdania opisane przez Ciebie w punktach a-c

                                  Dzieki za kolejne, lepsze bo zakorzenione w rzeczywistosci przyklady. Sam
                                  pisales o odpowedzian na pytanie 'po co?' jako odrozniajace wiekszosc stwierdzen
                                  naukowych od stwierdzen religijnych dlatego uznalem ze warto zredukowac
                                  absurdalnie stwierdzenia (nie Twoje drogi Doktorze P.) iz wystarczy doczepic
                                  pinkty a-c a juz o zgodnosc z rzeczywistoscia nie musimy sie martwic.

                                  >Czy z tego powodu należy potępiać
                                  > np. deistów, agnostyków i wszystkich tych, którzy nie wykluczają istnienia
                                  > zjawisk leżących poza aktualnym zasięgiem poznania naukowego?

                                  1) nawet sadzac po postach w tym watku, musze przyznac ze na zdecydowanie
                                  cywilizowanym poziomie, niewielu katolikow deklaruje sie jako deisci. Ja nie
                                  watpie ze takowi istnieja, ale sam Kosciol deistyczny zdecydowanie nie jest.

                                  2) nie znajdziesz nie-oblakanego fizyka czy biologa ktorzy to wykluczaliby
                                  istnienie zjawisk _poza aktualnym zasiegiem poznania naukowego_. Odkrycie kazdej
                                  nowej planety/gwiazdy/genu jest do momentu odkrycia "poza aktualnym zasiegiem
                                  poznania naukowego". Podobnie nie jest wykluczona a priori hipoteza
                                  panspermii(zycie z kosmosu), a nawet jako czysta spekulacja istnienie
                                  kosmitow-demiurgow ktorzy np. pierwsze komorki na Ziemi 'zasiali'. To jest
                                  jednak dalekie, dalekie przedpole nauki ( a moze juz bajdurzenia SF) i nikt przy
                                  zdrowych zmyslach tozsamosci/intencji owych kosmitow nie rozwaza. Widzisz
                                  roznice z osobowym Bogiem?

                                  3) nie wiem czy dobrze odczytuje slowo 'potepianie deistow i agnostykow'. Wg
                                  strong atheism istniejace opisy bogow sa wewnetrznie sprzeczne/nieprawdopodobne.
                                  Jesli ktos jest 'agnostykiem' i nie deklaruje sie czy na Olimpie siedzi caly
                                  panteon greckich bogow z Zeusem czy tez nie siedzi, albo nie ma opinii czy
                                  Mahomet wzlecial na skrzydlatym koniu do raju to IMHO zasluguje na taka sama
                                  krytyke jak fundamentalistyczny wyznawca Zeusa. Na zdecydowanie bardziej
                                  abstrakcyjnym poziomie (bylo Cos, mialo jakis udzial w stworzenu swiata, po czym
                                  zniknelo/przenioslo sie gdzie indziej/siedzi bezczynnie z boku/lepi inne
                                  wszechswiaty) nie ma o co lamac krzesel mimo ze brzytwa pana O. w kieszeni mi
                                  sie otwiera. Zero konfliktu.
                        • scept89 Re: Ockham, Popper i zasada antropiczna 07.12.06, 19:33
                          doktor_pankracy napisał:
                          > Dziękuje za Twoje uwagi, chociaż mam wrażenie, że polemizujesz z poglądami
                          > innymi niż moje

                          Taki juz jest niestety urok slowa pisanego -> kazdy z nas wyczytuje w cudzym
                          tekscie niekoniecznie to co autor chcial przez to wyrazic.

                          1) brzytwa O. na szczescie nie jest malpia brzytwa ktora tniemy jak popadnie.
                          Oczywiscie ze nie zawsze wybieramy rozwiazanie najprostsze skoro bardziej
                          rozbudowana hipoteza konkurencyjne teoria wyjasnia wiecej faktow/pozwala na
                          wiecej falsyfikujacych ja eksperymentow.

                          Co do teorii strun (a wlasciwie hipoteza) to jest to protonauka -> czyni pewne
                          przewidywania pozwalajace ja sfalsyfikowac, nawet jesli dzisiaj nie mozemy
                          dokonac stosownych eksperymentow. To czym sie w koncu okaze nie sposob
                          powiedziec (istnieje ksiazka 'Not even wrong' rozwalajaca ponoc jej metodologie)
                          ale z sala pewnoscia jest to cos co nie opiera sie falsyfikacji a priori.

                          Nie sledzilem postepow ponizszego artykulu ale byc moze eksperymentalna
                          weryfikacjia przewidywan teorii strun nie jest az tak odlegla:
                          www.newscientist.com/article.ns?id=mg17623692.300
                          >Jak widać
                          > postęp naukowy wymaga czasem wyłamywania się z popperowskich kanonów.
                          Nie sadze zby jakakolwiek teoria w trakcie formowania musiala byc niejako na
                          pniu weryfikowalna doswiadczalnie. Big Bang jako pojecie znany jest od 1949roku,
                          odkryto promieniowanie tla odkryto w 1964 ale dopiero w 2003 dzieki satelicie
                          WMAP udalo sie wykluczyc mniej udane warianty BB.
                          en.wikipedia.org/wiki/Big_Bang
                          scept89:
                          > > Chodzi o to ze nijakich swiadectw dzialalnosci owego postulowanego boga w
                          > nauce
                          > > nie znajdujemy. Nie tylko brakuje potwierdzen ale przypadkowosc procesu
                          > > ewolucyjnego falsyfikuje takowe bunczyczne stwierdzenia jak 'na obraz i
                          > > podobienstwo'.

                          doktor_pankracy
                          > A jakiego rodzaju świadectwa istnienia Boga nas interesują? Fotografia z
                          > autografem (obyś miał racje z tą metaforą, moim zdaniem to było, niestety,
                          > serio)?

                          Poniewaz piszac 'Bog' a nie 'bog' masz zapewne na mysli
                          chrzescijanskiego/Abrahamovwego boga to sprawa jest prostsza. O ile nie
                          przejdziesz na czysty deizm Bog dziala i wplywa na materialny istniejacy swiat
                          w/g chrzescijan. Biblia to slowo Boze etc.
                          - potwierdzenie przez nauke stworzenia swiata opisnego w Genesis (jak wiesz nic
                          takiego nie nastapilo a wrecz przeciwnie)

                          - 3 nieobliczalne wspolczesnym komputerom liczby pierwsze w pismach pierwszych
                          chrzescijan. Co tam pierwszych, moga byc w wierszach o kremowkach JP2. Nie
                          uzyskane "metoda" "Bible code" tylko zwyczjnie zapisane: 12345.....

                          - pod lodem Antarktydy znajduje sie m.in Lake Vostok. Nikt sie jeszcze do niego
                          nie dowiercil (zatrzymano swidry przed przebiciem do warstwy wody). Wiekszosc z
                          biologow stawia $$$ przeciwko bananom ze znajdziemy tam nowe nieznane bakterie.
                          Sekwencja nowego, nieznanego genu nie podobnego do innych genow znanych u
                          bakterii wyspiewana przez muzeina z minaretu wystarczyla by aby nawrocic mnie na
                          Islam.

                          Moge plodzic podobne przyklady przez czas jakis, ale chyba rozumiesz o co
                          chodzi: bezsporne wyniki weryfikowalne naukowo uzyskane od osob ktore to w zaden
                          dajacy sie pomyslec sposob nie powinny ich znac (wspolczesna kosmologia i
                          genetyka u starozytnych Izraelitow np).


                          > Wyniki badań są ogólnie dostępne, a interpretacja jest w większości
                          > sprawą przekonań.

                          No coz, do jednych osob przychodza duchy w srodku nocy a innym jedynie podloga
                          skrzypi -> interpretacje nie sa jednakowe jesli o zgodnosc z logika i znana
                          wiedza nam chodzi.

                          >Ot, choćby teoria ewolucji. Można interpretować ten proces,
                          > jako przypadkowy.

                          Przypadkowe sa mutacje. Nieprzypadkowe jest dobor naturalny. Mimo
                          nie-przypadkowego doboru (ucieczka przed drapieznikiem) nie mozna przewidziec
                          czy zwiarzak wielkosci szczura-ktolika bedzie uciekal na drzewa, kopal nory,
                          skakal, wyrosna mu kolce na tylku czy dla odmiany wytworzy gruczoly
                          skunkso-podobne. Koncowy wynik napedzany przypadkowymi mutacjami jest w zasadzie
                          nieprzewidywalny.

                          >Można też wyciągnąć wniosek, że fakt stopniowego komplikowania
                          > się organizmów przypadkiem nie jest.

                          To jest temat rzeka. Speaking of which: czy bieg koryta dajmy na to rzeki
                          Meander jest przypadkowy? Masz proste prawo 'woda nie plynie do gory' ale to czy
                          dane zakole zostanie odciete zalezec moze np od opadow w gorach. Opady sa
                          przypadkowe? Czy biegiem rzeki kieruje Sila Wyzsza?

                          Zasada antropiczna zajme sie w innym czasie ;-)

                          Pozdrawiam
                          • doktor_pankracy Re: Ockham, Popper i zasada antropiczna 08.12.06, 00:44
                            > Co do teorii strun (a wlasciwie hipoteza) to jest to protonauka -> czyni pewne
                            przewidywania pozwalajace ja sfalsyfikowac, nawet jesli dzisiaj nie możemy
                            dokonac stosownych eksperymentow.

                            OK, właśnie o to mi chodzi. Nawet, jeśli nie mamy dzisiaj możliwości
                            falsyfikacji tej hipotezy (detektory neutrin: podejrzewam, że gdyby coś się w
                            nie złapało, byłoby o tym głośno) to chyba nikt nie odrzuca jej a'priori, mimo,
                            że jest tylko, jak mówisz "protonaukowa". Jest elementem gorącej, naukowej
                            debaty, ma swoich fanatycznych wyznawców i zapiekłych przeciwników.
                            Zainteresowanie hipotezami niefalsyfikowalnymi w nauce to rzadkość (może poza
                            humanistyką), ale to wynika gł. z praktycyzmu, a nie z jakichś fundamentalnych
                            dogmatów. Ciekawym przykładem jest np. sprawa dowodu tzw. Wielkiego Twierdzenia
                            Fermata. O ile się nie mylę, przez długie lata uważano, że dowód jest zbyt
                            złożony obliczeniowo, by osiągnąć go w sensownym czasie. A jednak w końcu się
                            udało – okrężną drogą. Zapewne, gdyby nie notatka Fermata - prawdopodobnie
                            błędna, ale inspirująca rzesze fanatyków - nikt nie inwestowałby w te
                            poszukiwania swojego czasu.

                            > Poniewaz piszac 'Bog' a nie 'bog' masz zapewne na mysli
                            chrzescijanskiego/Abrahamovwego boga to sprawa jest prostsza. O ile nie
                            przejdziesz na czysty deizm Bog dziala i wplywa na materialny istniejacy swiat
                            w/g chrzescijan. Biblia to slowo Boze etc.
                            - potwierdzenie przez nauke stworzenia swiata opisnego w Genesis (jak wiesz nic
                            takiego nie nastapilo a wrecz przeciwnie) […] chyba rozumiesz o co
                            chodzi: bezsporne wyniki weryfikowalne naukowo uzyskane od osob ktore to w zaden
                            dajacy sie pomyslec sposob nie powinny ich znac

                            Bóg/bóg/bogowie etc. – dla uproszenia piszę Bóg, jak w nazwie własnej, zatem z
                            dużej litery. Wydaje mi się, że głównym tematem dyskusji są tzw. „skromnie
                            wierzący”. Pojęcie dość mętnie zdefiniowane, ale raczej nie obejmujące
                            fundamentalistów traktujących przekazy dosłownie. Osobiście podejrzewam, że
                            ogromna większość osób „skromnie wierzących” wyznaje w istocie wyznaje różne
                            odmiany deizmu, okraszone przywiązaniem do pewnych form rytualnych, związanych z
                            oficjalnie wyznawaną religią. W każdym razie tylko tego rodzaju koncepcje Boga
                            można traktować jako nieweryfikowalną hipotezę, której wyznawanie nie koliduje
                            ze światopoglądem naukowym.

                            > Przypadkowe sa mutacje. Nieprzypadkowe jest dobor naturalny. […] Koncowy wynik
                            napedzany przypadkowymi mutacjami jest w zasadzie nieprzewidywalny. […] Zasada
                            antropiczna zajme sie w innym czasie ;-)

                            A jednak piszesz „_w zasadzie_ nieprzewidywalny” – co zastanawia tym bardziej,
                            że zaraz potem unikasz śliskiego temat zasady antropicznej :)
                            Każdy zbiór faktów na początku analizy ma prawo wydawać się przypadkowy, ale
                            jeśli analiza w dużej skali wykaże istnienie tendencji, pojęcie „przypadkowości”
                            należy traktować nieufnie. Fundamentalne pytanie: czy powstanie istot
                            obdarzonych świadomością jest wynikiem gry przypadków? W naszym wszechświecie
                            wszystkie parametry (stałe) fizyczne ustawione są tak, by tego rodzaju zdarzenie
                            umożliwić. Można oczywiście założyć, że równolegle istnieje nieskończona ilość
                            wszechświatów, które takich warunków nie spełniają, ale mówiąc szczerze ta
                            hipoteza jest w takim samym stopniu niefalsyfikowalna, jak hipoteza istnienia
                            Boga. Jak widać, wybór światopoglądu sprowadza się do wyboru jednaj z
                            niefalsyfikowalnych hipotez…

                            pozdrawiam.
                            • scept89 (nie)przewidywalnosc ewolucji 11.12.06, 00:00
                              S: Przypadkowe sa mutacje. Nieprzypadkowe jest dobor naturalny. […] Ko
                              S: ncowy wynik
                              S: napedzany przypadkowymi mutacjami jest w zasadzie nieprzewidywalny. […]

                              DP: A jednak piszesz „_w zasadzie_ nieprzewidywalny” – co zastan
                              DP: awia tym bardziej,
                              DP: że zaraz potem unikasz śliskiego temat zasady antropicznej :)

                              W "zasadzie nieprzewidywalny" poniewaz z tego co wiemy nie wynika ze wszystko
                              jest mozliwe. Jak do tej pory nie zaobserwowano latajacych slimakow muszlowych
                              czy malzy i watpie za za X milionow lat wyprodukowany zostanie latajacy gatunek
                              szczezuji polujacy na nietoperze. Podobnie dzisiajsze morskie rozgwiazdy czy
                              zolwie zapewne nie beda konkurowac z gepardami scigajac antylopy na sawannach.


                              > Każdy zbiór faktów na początku analizy ma prawo wydawać się przypadkowy, ale
                              > jeśli analiza w dużej skali wykaże istnienie tendencji, pojęcie „przypadk
                              > owości”
                              > należy traktować nieufnie.

                              Zalezy co masz na mysli. Jesli chodzi o kolejne generacje: rosliny,
                              roslinozercy, drapiezcy/ pasozyty, pasozyty-pasozytow to tego typu lancuchy
                              jesli sie nie myle zostaly wymodelowane w programach komputerowych symulujacych
                              ewolucje. To czy samicy gatunku X bedzie sie podobal kolorowy ogon, poroze,
                              rozbudowany dziob czy rozowe lapy jest przypadkiem.
                              To ze spokrewnione z niedzwiedziami pandy zywia sie bambusami ktore to bambusy
                              slabiutko sa trawione w ich zbyt krotkim przewodzie pokarmowym swiadczy ze
                              kluczowe ewolucyjne decyzje (a takim bylo przejscie z diety mieszanej na
                              bambusowo-mieszana) sa dokonywane ad hoc. Nie bylo zadnego trendu w celu
                              wytworzenia ssaka-bambusozercy.

                              > Fundamentalne pytanie: czy powstanie istot
                              > obdarzonych świadomością jest wynikiem gry przypadków?

                              Do czasu kiedy nie odkryjemy planety z innym inteligentnym gatunkiem jak
                              wyobrazasz sobie definitywna odpowiedz na to pytanie? Do tego czasu mozemy bawic
                              sie w proby ustalania gdzie zaczyna sie swiadomosc. Czy produkujace z galezi
                              roznorodne haczyki ptaszyska sa juz swiadome czy tez nie? Zobacz:
                              www.sciencemag.org/feature/data/crow/
                              IMHO wszelkie wyjasnienia np. dlaczego Homo a nie jakis dinozaur sa takim post
                              hoc 'just so stories'. Nie weryfikowalne hipotetyczne scenariusze.

                              Rozwazania kognitologiczne musze odlozyc jako ze pokrywa mi sie kurzem stos
                              ksiag bez przeczytania ktorych glebsza dyskusja z mojej strony bylaby malo
                              sensowna.

                              Pozdr.


                      • liliana77 do scept89: o brzytwie O.. 07.12.06, 03:41
                        scept89 napisał:
                        >... 2) brzytwa Occama stwierdza jedynie ze winnismy sie kierowac zasada
                        najbardziej
                        > ekonomicznych wyjasnien (nie mnozyc bytow poza potrzebe) a nie ze stwierdzenie
                        > 'niematerialny bog istnieje' jest poza nauka. Hipoteza ze Twoj BMW porusza
                        > sie
                        > do przodu bo popychaja go niewidoczne krasnoludki nie jest 'pozanaukowa' tylko
                        > zwyczajnie nie-ekonomiczna (postuluje istnienie dodatkowych bytow do
                        > wyjasnieni
                        > a
                        > zjawiska) i jest po prostu odrzucana.

                        Jedynym desygnatem procedury zwanej 'brzytwa Ockhama" jest rzeczona brzytwa...
                        • scept89 Re: do scept89: o brzytwie O.. 07.12.06, 13:32
                          liliana77 napisała:
                          > Jedynym desygnatem procedury zwanej 'brzytwa Ockhama" jest rzeczona brzytwa...

                          Wyjasnij prosze gawiedzi prostej jakiz to argument przedstwiasz w zdaniu owym
                          glebokim? Poza masturbacja slowem "desygnat" umysly nawykle do logicznych
                          argumentow nie wylawiaja co osiagnelas owym zdaniem.
                      • mozart Re: Occam i Popper 10.12.06, 19:09
                        3) stwierdzenia ktore sa niefalsyfikowalne, takie jak np. 'istnieja krasnale
                        > ktore zawsze potrafia sie schowac przed badaczem' mozna mnozyc w nieskonczonosc
                        > .
                        > Sa one nie tylko poza nauka, one sa w swietle nauki bezsensowne. Aby zawracac
                        > sobie glowe super-sprytnymi krasnalami musza one jakos z obserwowalnym nam
                        > swiatem oddzialywac i pozostawiac slady.
                        Oj zdziwilbys sie, zdziwilbys. Istnieja w matematyce twierdzenia, ktorych
                        prawdziwosci czy falszywosci nie da sie potwierdzic, choc wiadomo, ze sa
                        prawdziwe (tw. Gödla).
                        Wezmy przypuszczenie Goldbacha, ktore mowi, ze kazda liczba nie bedaca liczba
                        pierwsza sklada sie z z sumy 2 liczb pierwszych:
                        de.wikipedia.org/wiki/Goldbachsche_Vermutung
                        • scept89 Re: Occam i Popper 10.12.06, 20:04
                          mozart napisała:
                          > Istnieja w matematyce twierdzenia, ktorych
                          > prawdziwosci czy falszywosci nie da sie potwierdzic, choc wiadomo, ze sa
                          > prawdziwe (tw. Gödla)

                          Dzieki za Goldbacha. Dzieki temu doczytalem o samym Goedlu bo Emperors New Mind
                          zupelnie sie mi sie w mrokach pamieci rozplynal. Rzuc okiem na ograniczenia:

                          tinyurl.com/yft722
                          Nastepnie wydobadz jakowes twierdzenie fizyczne (lub biologiczne) o ktorym WIEMY
                          ze jest prawdziwe (ciekaw jestem skad? poprzez objawienie?) ale nijakiego
                          eksperymentu nawet pomyslec sie nie da ktory by owo twierdzenie potwierdzal lub
                          obalal. Powodzenia.

                          BTW, nawet wspomniane przez Ciebie przypuszczenie Goldbacha jest falsyfikowalne
                          W OKRESLONYM PRZEDZIALE:

                          1) bierzesz jakas liczbe, np 3
                          2) sprawdzasz czy sklada sie z dwoch liczb pierwszych (SKLADA SIE)
                          3) powiekszasz liczbe o 1 skaczesz do punktu 2

                          W w/w sposob potwierdzasz stosowalnosc hipotezy Goldbacha dla wszystkich liczb
                          nie wiekszych niz X (to zalezy od szybkosci i pojemnosci Twojego komputera)

                          Pozdr.

                          • mozart Re: Occam i Popper 13.12.06, 02:21
                            W 2004r Steven Hawking poddal sie, powolujac sie na tw Gödla
                            www.damtp.cam.ac.uk/strings02/dirac/hawking/
                            "In the years since 1985, we have realized that both supergravity and string
                            theory, belong to a larger structure, known as M theory.why it should be called
                            M Theory, is completely obscure. M theory, is not a theory in the usual
                            sense.Rather it is a collection of theories, that look very different, but which
                            describe the same physical situation. These theories are related by mappings, or
                            correspondences, called dualities, which imply that they are all reflections of
                            the same underlying theory. Each theory in the collection, works well in the
                            limit, like low energy, or low dilaton, in which its effective coupling is
                            small, but breaks down when the coupling is large. This means that none of the
                            theories, can predict the future of the universe, to arbitrary accuracy.for
                            that, one would need a single formulation of M-theory, that would work in all
                            situations.

                            Up to now, most people have implicitly assumed that there is an ultimate theory,
                            that we will eventually discover.Indeed, I myself have suggested we might find
                            it quite soon. However, M-theory has made me wonder if this is true.Maybe it is
                            not possible to formulate the theory of the universe in a finite number of
                            statements. This is very reminiscent of Goedel's theorem.This says that any
                            finite system of axyoms, is not sufficient to prove every result in mathematics. "
                          • mozart Re: Occam i Popper 13.12.06, 02:24
                            liczba 3 jest liczba piewsza. Tw Goldbacha niedotyczy liczb pierwszych :P
                            • scept89 Re: Occam i Popper 13.12.06, 03:44

                              mozart napisała:

                              > liczba 3 jest liczba piewsza. Tw Goldbacha niedotyczy liczb pierwszych :P

                              4(2+2) , 6(1+5), 8(2+5), 9(2+7), 12(5+7)...

                              Da sie testowac/probowac falsyfikowac?
                          • mozart Re: Occam i Popper 13.12.06, 02:33
                            > Nastepnie wydobadz jakowes twierdzenie fizyczne (lub biologiczne) o ktorym WIEM
                            > Y
                            > ze jest prawdziwe (ciekaw jestem skad? poprzez objawienie?) ale nijakiego
                            > eksperymentu nawet pomyslec sie nie da ktory by owo twierdzenie potwierdzal lub
                            > obalal. Powodzenia.

                            To sie nazywa problem intuicji w matematyce. Sproboj ja wyeliminowac z
                            matematyki. Byl nawet taki jeden, co ja usilowal wywalic (Hilbert), ale mu sie
                            nie udalo. Mozesz sprobowac, powodzenia :P

                            Jesli myslenie racjnonalne mozna zdefiniowac jako wyciaganie regul na podstawie
                            analizy statystycznej zjawisk, to istnieja (sa prawdopodobne) rowniez takie
                            zdarzenia, dla ktorych takich regul brak. Totez nie wszystko daje sie wyjasnic
                            racjonalnie.
                            • scept89 Re: Occam i Popper 13.12.06, 13:05
                              mozart napisała:

                              > > Nastepnie wydobadz jakowes twierdzenie fizyczne (lub biologiczne) o ktory
                              > m WIEM
                              > > Y
                              > > ze jest prawdziwe (ciekaw jestem skad? poprzez objawienie?) ale nijakiego
                              > > eksperymentu nawet pomyslec sie nie da ktory by owo twierdzenie potwierdz
                              > al lub
                              > > obalal. Powodzenia.
                              >
                              > To sie nazywa problem intuicji w matematyce. Sproboj ja wyeliminowac z
                              > matematyki. Byl nawet taki jeden, co ja usilowal wywalic (Hilbert), ale mu sie
                              > nie udalo. Mozesz sprobowac, powodzenia :P

                              Widze ze raduje Cie wizja wpedzania maluczkich w programy matematyczne
                              zakonczone fiaskiem zatluczone 75 lat temu lapami Goedla...

                              Jesli nie zdazyles(las) jeszcze tego zauwazyc epistemiologia nauk przyrodniczych
                              zajmujacych rozni sie cokolwiek od zasad udowadniania twierdzen w matematyce.

                              > Jesli myslenie racjnonalne mozna zdefiniowac jako wyciaganie regul na podstawie
                              > analizy statystycznej zjawisk, to istnieja (sa prawdopodobne) rowniez takie
                              > zdarzenia, dla ktorych takich regul brak.

                              To ciekawe stwierdzenie. Rozumiem ze nie chodzi Ci o zjawiska przypadkowe, takie
                              jak np rozpad pierwiastkow promieniotworczych (nie sposob przewidziec ktore to
                              jadro rozpadnie sie jako nastepne) tylko o cos bardziej dobitnego.

                              Jesli przyjmiemy:
                              - pozamatematyczny swiat rzeczywisty jest odbiciem swiata matematyki ( a
                              bynajmniej nie jest to stwierdzenie oczywiste nie tylko IMHO)
                              &
                              - w swiecie rzeczywistym Goedel takze jest stosowalny

                              => w dalszym ciagu mamy problem z okresleniem ktorez to hipotezy dotyczace
                              swiata rzeczywistego sa prawdziwe i falsyfikowalne, falszywe & F, intuicyjne(?)
                              prawdziwe lecz niefalsyfikowalne

                              Dlatego nawet jesli (z oporami..) przyjmiemy Twoje stwierdzenia i tak pozostanie
                              nam brudna szara robota odrozniania owych rodzajow, a jako zywo nie dostrzegam w
                              Twoich wypowiedziach jak tego mielibysmy dokonywac.

                              Jestes w stanie podac metode dzieki ktorej istnienie intuicyjnie
                              prawdziwego(???) niematerialnego Amona Ra jest falsyfikowalne a istnienie
                              zapewnei rownie intuicyjnie prawdziwego Allaha jest zarowno prawdziwe jak i nie
                              do wykrycia czy obalenia? Jesli nie to zamiast sprawdzonego w naukach
                              przyrodniczych zestawu narzedzi proponujesz bezuzyteczne epistemologiczna wolna
                              puszke Pandory.
                              • mozart Re: Occam i Popper 14.12.06, 16:58
                                >Widze ze raduje Cie wizja wpedzania maluczkich w programy matematyczne
                                zakonczone fiaskiem zatluczone 75 lat temu lapami Goedla...

                                Nie. Zwracam jedynie uwage, ze istnieja pewne dla nas bariery, niezalezne od
                                rowoju technicznego czy naukowego. Prawo Gödla jest tak samo fundamentalne jak
                                prawa termodynamiki. Nikt nie proboje tworzyc perpetum mobile, choc konstruujemy
                                coraz to lepsze silniki i lepiej uzytkujemy energie. To nas motywuje do
                                doskonalenia tego, co robimy. Wszelka dzialalnosc czlowieka (w sensie
                                cywilizacyjnym) nigdy nie bedzie dzielem skonczonym, dopoki cywilizacja ludzka
                                bedzie trwac. Nie nastapi zaden krach nauki, wiary, czy sztuki, bo zawsze bedzie
                                cos do nauczenia sie, zrobienia czy odkrycia.

                                >Jesli nie zdazyles(las) jeszcze tego zauwazyc epistemiologia nauk przyrodniczych
                                zajmujacych rozni sie cokolwiek od zasad udowadniania twierdzen w matematyce.

                                Tak, ale jesli uwaznie czytales wyklad Hawkinga, to wiesz, ze niemoznosc
                                rozwiazania wszystkich problemow w matematyce implikuje nierozwiazywalnosc
                                wszystkich problemow w fizyce i w nauce. Poza tym musimy sie pogodzic, ze nie
                                wszystko, co rozpatrujemy naukowo, da sie udowodnic badz obalic.

                                >To ciekawe stwierdzenie. Rozumiem ze nie chodzi Ci o zjawiska przypadkowe, takie
                                jak np rozpad pierwiastkow promieniotworczych (nie sposob przewidziec ktore to
                                jadro rozpadnie sie jako nastepne) tylko o cos bardziej dobitnego.

                                Bardziej scisle: Wszystkie badziej zlozone storzenia sa zdolne do uczenia sie
                                (dotyczy to przede wszystkim drapieznikow), bo taka umiejetnosc jest wynikiem
                                procesu ewolucji. Zwierzeta i my posiadamy zdolnosc analizy otaczajacego swiata
                                i wyciagania na tej podstawie wnioskow (oczywiscie w roznym stopniu). Podam
                                pewien interesujacy przyklad:
                                Obserwujac rowerowa, polna asfaltowa droge stwierdzilem, ze jesienia duzo lezy
                                pustych lupinek po orzechach wloskich. Pytanie: kto albo co jadlo orzechy
                                wloskie? Czlowiek raczej nie, bo rzecz obserwowalem w bardzo wielu miejscach.
                                Odpowiedz przyszla przypadkiem: wrona. Wrona wie (skad?), ze asfalt jest twardy.
                                Orzech jest tez twardy i trzeba go rozbic, wiec wrona bierze orzech i zrzuca go
                                na asfalt w nadzei, ze on peknie. Po 2-3 probach moze zebrac 2 idealnie pekniete
                                polowki i wydziobac smakowite jadro.
                                Bazujac na statystyce uczymy sie tak jezykow obcych. Posiadajac pewne podstawy
                                i zyjac za granica mozemy w pewnym momencie stwierdzic, ze rozumiemy nowe slowa
                                nie zagladajac do slownika. Dokonujemy analizy statystycznej, ktora pozwala nam
                                na analize semantyki zdan. Rzecz szczegolnie latwa, jesli korzystamy np z
                                telewizji i sluchamy wiadomosci.
                                Rozpatrzmy skrzyzowanie, przy ktorym nie stoi zadem znak drogowy. Regula RD
                                mowi, ze pojazd z prawej strony ma pierszenstwo wzgledem tego z lewej. Oto sa 4
                                pojazdy, ktore chca wjechac na skrzyzowanie i prosto je przejechac. Ktory ma
                                pierszenstwo? Wszystkie i zaden! To nie jest mozliwe do rozwiazania w ramach
                                regul RD, gdyz trzeba wyjsc z przepisow RD, aby ten problem rozwiazac. Jeden z
                                kierowcow musi zrezygnowac ze swojego pierwszenstwa, aby inni mogli skorzystac
                                ze swojego pierwszenstwa, wiec masz zdarzenie, ktore nie daje sie formalnie
                                rozwiazac, lecz czysto „na wyczucie”.
                                Inny przyklad; Skoro mamy prawo, to dlaczego wciaz potrzeba tych, ktorzy je
                                interpretuja? Jesli prawo to system regul formalnych, to dlaczego wciaz sa
                                znajdowane rozne furtki, kruczki, ktore pozwalaja nieraz na dowolna
                                interpretacje, prowadza do sprzecznosci? Czy jest to wynik wylacznie
                                nieudolnosci prawodawcow, czy moze jednak sktutek obowiazywania
                                uniwersalniejszych praw przyrody?
                                Informatyka: Istnieje tzw Halteproblem, ktory prowadzi do tego, ze mozna napisac
                                petle w programie, ktorej wykonanie bedzie prowadzic do zawieszenia sie
                                komputera. Rzecz jest o tyle istotna, ze nie sposob wykryc taki blad poslugujac
                                sie kompilatorami. Zatem nie istnieje mozliwosc stwierdzenia, czy program
                                posiada jakis krytyczny blad, bowiem sam kompilator moze byc wadliwy. Jego
                                sprawdzenie wymagaloby napisania kolejnego kompilatora sprawdzajacego poprzedni
                                kompilator i tak w nieskonczonosc. W koncu musimy przyjac „na wiare”, ze nasze
                                systemy kontrolne dzialaja OK. Takich przykladow moza mnozyc.
                                • m_16 Re: Occam i Popper 16.12.06, 14:46
                                  1. Rzecz w tym, że twierdzenie Godla, ma jeśli wierzyć, temu co o tym czytałem
                                  pewne dodatkowe zstrzeżenia, warunkujące jego konkluzję. Mówiąc jaśniej da sie
                                  skonstruować pewne niesprzeczne i uzupełne systemy aksjomatycne zawierające
                                  arytmetykę (jedynie niektóre z takich systemów są zakazane przez Godla).
                                  Szczegółów niestety nie znam, bo tak kompetentny nie jestem, ale ta informacja
                                  brzmiała chyba wiarygodnie- chociaż jej źrółem jest wikipedia (zobacz hasło
                                  twierdzenia Goedla). Jesli z twierdzenia Godla wynikać miałaby nieuchronna
                                  niepełność naszej wiedzy, to ta okoliczność wydaje się anihilować tę
                                  nieuchronność- teorie naukowe mogą zawierać arytmetykę i być zupełne. Koniec
                                  nauki- rozwiązanie wszystkich jej problemów jest więc może nadal możliwy.
                                  2. Nie jestem pewien czy Godel pokazał być może że są zdania prawdziwe i
                                  niedowodliwe w ramach środków rachunków logicznych. Raczej, że dowiedzenie
                                  prawdziwości pewnego zdania danego systemu wymaga systemu odeń bogatszego. A to
                                  jest pewna rożnica. Bo nadal można twierdzić, że sensowność i prawdziwość
                                  jakiegokolwiek zdania jest uzależniona jego dowodliwością w jakimś systemie.
                                  Zatem, nie możesz po prostu twierdzić, że skoro zdania nauki mogą być
                                  niedowodliwe w ramach nauki a mimo to prawdziwe, to nie należy być rygorystą
                                  idopuszczać sensowność zdań niedowodliwych. Musisz pokazać, ze konkretne zdanie
                                  jest niedowodliwe i prawdziwe, czyli niedowodliwe w systemie x, a dowodliwe w
                                  systemie x+1. To, że dane twierdzenie dziś bezsensowne, może się zawsze okazać
                                  sensownym jutro nie dowodzi, że już dziś mamy uważać je za sensowne.
                                • kapitalizm1 Re: Occam i Popper 17.12.06, 07:19
                                  mozart napisała:



                                  >To ciekawe stwierdzenie. Rozumiem ze nie chodzi Ci o zjawiska przypadkowe,
                                  takie
                                  jak np rozpad pierwiastkow promieniotworczych (nie sposob przewidziec ktore to
                                  jadro rozpadnie sie jako nastepne) tylko o cos bardziej dobitnego.


                                  - zjawiska przypadkowe??

                                  w swiecie materii nie ma czegos takiego jak przypadek, kazdy skutek ma swoja
                                  przyczyne,

                                  okreslenie przypadek jest slowem potocznie uzywanym gdy nie dysponujemy
                                  wystarczajaca wiedza pozwalajaca nam jednoznacznie ustalic przyczyne danego
                                  zjawiska,

                                  zwyczajowo przyjelo sie np. mowic, ze wynik rzutu kostka jest przypadkowy, choc
                                  takim oczywiscie nie jest,

                                  gdybysmy znali sile rzutu, ciezar kazdej strony kostki, dlugosc lotu, kat
                                  wyrzutu i padania itd to z latwoscia moglibysmy podac wynik tego rzutu,

                                  podobnie jest ze wszystkimi zjawiskami w swiecie fizycznym, cudow (przypadkow)
                                  niestety nie ma!

                                  sorry.
                                  • rudy013 Re: Occam i Popper 11.01.08, 17:57
                                    Poczytałbyś sobie o chaosie deterministycznym. Do nieprzewidywalności
                                    (praktyczniej, czyli matematycznej) w świecie fizyki nie trzeba nawet Heisenberga.
                              • mozart Re: Occam i Popper 14.12.06, 17:00
                                >Jesli przyjmiemy:
                                >- pozamatematyczny swiat rzeczywisty jest odbiciem swiata matematyki ( a
                                >bynajmniej nie jest to stwierdzenie oczywiste nie tylko IMHO)
                                &
                                >- w swiecie rzeczywistym Goedel takze jest stosowalny

                                >=> w dalszym ciagu mamy problem z okresleniem ktorez to hipotezy dotyczace
                                swiata rzeczywistego sa prawdziwe i falsyfikowalne, falszywe & F, intuicyjne(?)
                                prawdziwe lecz niefalsyfikowalne

                                Zgoda, dla nauki wazna jest mozliwosc falsyfikacji hipotez, lecz historia nauki
                                pokazuje, ze naukowcy odkrywaja rzeczy, trwajac nieraz w przeswiadczeniu, ze
                                takie rozwiazanie jest OK, nie majac na to dowodow. Przyklady:
                                -August Kekule i odkrycie przez niego struktury benzenu (przysnily mu sie
                                weze=>rezonans elektronowy wyjasniony 75 lat pozniej przez MK)
                                -Linus Pauling - struktura beta bialek (harmonijka papierowa)
                                -Rownanie Schrödingera (r-nie Eulera 2. stopnia, odgadniete dla funkcji falowej)
                                -STW i OTW (Einstein: podrozuje na fotonie)
                                -de Brogile (fale materii rownowazne z falami EM?)
                                Nie sa to wylacznie przypuszczenia ad hoc, lecz bazuja one na eksperymentalnych
                                przeslankach. Nie sa to tez operacje myslowe czy zalozenia, lecz gotowe
                                koncepcje, ktore tylko czekaja na weryfikacje. To ludzka kreatywnosc w nauce.


                                >Dlatego nawet jesli (z oporami..) przyjmiemy Twoje stwierdzenia i tak pozostanie
                                nam brudna szara robota odrozniania owych rodzajow, a jako zywo nie dostrzegam w
                                Twoich wypowiedziach jak tego mielibysmy dokonywac.
                                Jestes w stanie podac metode dzieki ktorej istnienie intuicyjnie
                                prawdziwego(???) niematerialnego Amona Ra jest falsyfikowalne a istnienie
                                zapewnei rownie intuicyjnie prawdziwego Allaha jest zarowno prawdziwe jak i nie
                                do wykrycia czy obalenia? Jesli nie to zamiast sprawdzonego w naukach
                                przyrodniczych zestawu narzedzi proponujesz bezuzyteczne epistemologiczna wolna
                                puszke Pandory.

                                Wyjezdzasz z religia, lecz tutaj wazniejsza jest inna rzecz: nauka bazuje na
                                modelach. Ba nasze postrzeganie swiata bazuje na modelach, czyli na pewnym
                                prawdopodobnym opisie rzeczywistosci. Prawdopodobienstwo nie oznacza nigdy
                                pewnosci. Jesli wygrasz w totka raz; powiem zes szczesciarz. Ale jesli powiesz,
                                ze wygrales 2 razy z rzedu, to zaczne sadzic, ze klamiesz. Jednak, trzeba
                                pamietac, ze dwuktrotna wygrana w totka jest b. malo, ale jednak prawdopodobna.
                                Nawet gdybys wygral b. wiele n razy, w dalszym ciagu jest prawdopodobne, ze
                                mowisz prawde, choc wielu ludzi sadziloby (slusznie?), ze klamiesz.
                                • m_16 Re: Occam i Popper 16.12.06, 14:59
                                  1. Odróżnia się kontekst odkrycia od kontekstu uzasadnienia- odkrycie w nauce
                                  może pochodzić i z powietrza, ważne jest uzasadnienie, które musi, być
                                  racjonalne i naukowe. Dopóki uzasadnienia nie ma twierdzenie albo nie jest
                                  naukowe, albo w każdym razie nie jest akceptowalne. Owszem przykłady jak teoria
                                  strun pokazują, że rozwija się teorię, jeszcze nie mająć pomysłu na jej
                                  sprawdzenie, tyle że z tego powodu włąsnie poddaje się w wątpliwość naukowość
                                  tej teorii. A nawet jej rzecznicy mówią,że ten brak pomysłów na doświadczenia
                                  weryfikujące, to kwestia tego że teoria ta wciąż tkwi w swym "okresie
                                  larwalnym". Dopóki nie ma dowodów nie ma nauki, lub przynajmniej tego o co w
                                  niej chodzi-wiedzy.
                                  2. Co z tego, że nasza wiedza jest tylko prawdopodobna? Czy ma stąd wynikać, że
                                  nie zasługuje na przyjęcie, że jest arbitralna? Byłoby to chyba samoobalające
                                  się stanowisko, bo stwierdzenie że wiedza jest prawdopodobna samo,
                                  byłoby...prawdopodobne. O jakim tu zresztą prawdopodobieństwie mowa??
                  • liliana77 do: scept89 07.12.06, 03:35
                    scept89 napisał:
                    > Moze trzymaj sie precyzyjnych stwierdzen. Pojecie "nauka" jest bardziej
                    > precyzyjne niz 'wiedza'.

                    Wezsze. Uwzglednia tylko obrobke czesci doswiadczen. Zreszta nbajbardziej
                    nienaukowym okresleniem jest samo okreslenie 'nauka'.

                    > Problem z tym twierdzeniem to to ze zaklada to co ma udowodnic.

                    Kto mowi o udowadnianiu. Mowa jest o doswiadczeniu z jego oczywistoscia.
                    Inczej wszysto mozna rozbic o kant d..

                    > Poznanie poprzez wiare jest pseudo-poznaniem niezaleznie ile zaklec wypowiesz.

                    Rozumiem, ze jest to dogmat wiary w nauke (w pewien jej typ), ale wiary
                    fideistycznej czyli nie opartej na doswiadczeniu. To bylby poczatek rozmowy z
                    daltonista o barwach teczy.

                    L.

                    • scept89 Re: do: scept89 07.12.06, 14:39

                      liliana77 napisała:

                      > scept89 napisał:
                      > > Moze trzymaj sie precyzyjnych stwierdzen. Pojecie "nauka" jest bardziej
                      > > precyzyjne niz 'wiedza'.
                      >
                      > Wezsze. Uwzglednia tylko obrobke czesci doswiadczen. Zreszta nbajbardziej
                      > nienaukowym okresleniem jest samo okreslenie 'nauka'.

                      Zarowno wezsze jak i i bardziej precyzyjne. Wiem co mi sie snilo ubieglej nocy
                      ale nie jest to wiedza falsyfikowalna, przynajmniej do czasu kiedy sypiac
                      bedziemy pod n-ta generacja PET scans ktore to sny nasze odczytywac beda. Jesli
                      nie chcemy gadulic o bajdurzeniach schizofrenikow ani o tym czy Twoje odczucie
                      rozowosci jest tozsame z moim to trzymajmy sie tego co jest weryfikowalne aka nauki.

                      >Zreszta nbajbardziej nienaukowym okresleniem jest samo okreslenie 'nauka'.
                      Sfinksujesz. Podaj wytlumaczenie co masz na mysli bo na zabawy w stylu
                      'odkrywania' po raz 1001szy iz twierdzenia meta-nauki (Occam,Popper etc.) sa
                      niefalsyfikowalne przez sama nauke szkoda czasu. Istotne jest to ze owe zasady +
                      sama nauka daja weryfikowalne rezultaty (patrz komputer na ktorym wstukujesz
                      swoje posty).

                      L: Poznanie ma dwa wymiary wiare i wiedze.
                      S: Problem z tym twierdzeniem to to ze zaklada to co ma udowodnic.
                      L: Kto mowi o udowadnianiu. Mowa jest o doswiadczeniu z jego oczywistoscia.
                      L: Inczej wszysto mozna rozbic o kant d..

                      Moje doswiadczenie jest takie ze poza nauka wykorzystuje jeszcze jako metode
                      poznania swierzbienie stopy lewej ktora to swierzbi mnie w rytm sygnalow kodu
                      Morse'a. Dzieki temu napisalem dzielo o powstaniu Wszechswiata w tomach
                      pietnastu. Udowadniac tego nie musze?

                      S: Poznanie poprzez wiare jest pseudo-poznaniem niezaleznie ile zaklec wypow
                      S: iesz.
                      L: Rozumiem, ze jest to dogmat wiary w nauke (w pewien jej typ), ale wiary
                      L: fideistycznej czyli nie opartej na doswiadczeniu.

                      Prosimy o podanie "pewnego typu" nauki w ktorej w oparciu o __doswiadczenia__
                      udowadnia sie ktorekolwiek z twierdzen religijnych. IMHO reinkarnacja i
                      wskrzeszanie winny isc na pierwszy rzut.

                      A tak na marginesie to zeslizgujesz sie z wiary w nauke. Nie bylas laskawa w
                      jakikolwiek sposob zaadresowac w jaki sposob mozna byloby twierdzenia wiary
                      rozstrzygac. Jesli wiara w Wirakocze jest rownie dobra jak w Wisznu czy
                      scjentologie to "wiara jako metoda poznania" jest belkotem.


        • fajka2 Re: moze zyjemy w innym kraju... 05.12.06, 13:26
          Przyjdzie, przyjdzie, po kopertę.
    • pastafarianka Ślepy zaułek wiary 04.12.06, 01:57
      Nie chcę nikomu odpowiadać - jeśli się zgadzam, to o czym tu gadać, a jeśli nie - naraziłabym się na śmieszność uzupełniając Dawkinsa. Chcę zwrócić się wprost do pana Hołówki: DZIĘKUJĘ! Wreszcie ktoś wspomniał o kobietach, jedynej grupie, która w całości straciła na transformacji ustrojowej. Wszyscy mamy jakieś problemy w nowej rzeczywistości, ale tylko dla kobiet przywrócono stare dobre stalinowskie prawo - zakaz przerywania ciąży. To niebywały skandal, że szermując słowem "wolność" odbiera się większości społeczeństwa podstawowe i niezbywalne prawo do własnego ciała, życia i decyzji, żeby poświęcić je dla czegoś, co nie ma nawet tyle systemu nerwowego, co kijanka. W porównaniu z tym wydaje się, że fakt, iż z moich podatków opłaca się indoktrynację dzieci w publicznych szkołach, to drobiazg. A nieprawda! Dzieci tak urabiane będą w przyszłości konserwowały istniejący system i wpisaną weń dyskryminację kobiet.
      • plarza Re: Ślepy zaułek wiary 04.12.06, 11:51
        To, co obowiązująca na naszym obszarze religia robi z kobietami to coś
        niebywałego! nadal jesteśmy w średniowieczu. Fakt, że inne religie są podobne.
        Co może być tylko dowodem na "męskie" i "zamordystyczne" pochodzenie religii
        jako takiej. Miała być narzędziem pomagającym utrzymać władzę nad masami. I
        jest. Nie do przecenienia jest kulturotwórcza rola religii, co nie zmienia
        faktu, że zdobycze nauki były dla nielicznych, tych trzymających władzę (vide -
        wykorzystywanie zaćmień słońca przez władców Egiptu).
    • benek231 No Przemek, Holowka wyprul z was parafian flaki :) 04.12.06, 04:28
      No i bardzo dobrze. Oby czesciej.

      Dawkins to w sumie bardzo taktowny gosc - znam znacznie lepszych niz on ateistow filozofow. Kilku jest
      znacznie mniej taktownych.

      Powiedz mi Przemek czego ty oczekiwales chlopcze? Ze bedzie Holowka mowil na wasz temat tak aby
      przypadkiem nie zachwiac waszego blogostanu? :)))))))
      • przemek05 Re: ? 05.12.06, 00:28
        W moim tekscie poruszylem pare spraw, wypunktowalem kilka niescislosci (tj.
        niescislosci wg mojego rozeznania), ktore zauwazylem w tekscie prof.Holowki.
        Chetnie zapoznam sie z kontrargumentami, ale gdzie one sa w Twoim tekscie? Nie
        widze ani jednego, jest tylko pokpiwanie.
        • benek231 Przemus... Sloneczko :O)) 07.12.06, 04:07
          A moze potrzebujesz jeszcze troche podrosnac, wydoroslec, wysubletniec intelektualnie, wyhodowac
          bicepsy... bo jak na razie nie bardzo chwytasz o czym tu mowa.

          Piszac:

          >>"Zupelnie niepotrzebnie uzyl autor argumentow z dziedziny ochrony zycia, a
          scislej prawa do aborcji. Przeciwnikom aborcji autor zarzuca "psucie logiki",
          jednoczesnie trudno sie doszukac w jego wywodach jakiejs spojnej teorii.>>

          Udowadniasz wlasnie to.


          Albowiem Holowka zabiera glos na temat pomieszania tego co winno byc publiczne, z tym co
          przynalezy do prywatnej i intymnej sfery. O odwroceniu proporcji mowi. Do sfery prywatej, a nie
          publicznej, winna tedy nalezec decyzja kobiety dot. jej wlasnego brzucha. A do sfery publicznej, nie
          prywatne, przynalezy zdaniem Holowki tematyka natury religijnej. Tak sie sklada, ze i ja jestem
          podobnego zdania albowiem tylko wtedy moze spoleczenstwo zaczac zdrowiec psychicznie gdy
          religijne kretynizmy poddane zostana publicznej dyskusji - w celu ich obnazenia.

          A teraz przeczytaj sobie raz jeszcze odnosny fragment - ponizej.




          Przyznaję, miała prawo podjąć taką decyzję, dostrzegam w jej postanowieniu odwagę i determinację.
          Jednak nie sądzę, by można ją było uznać za bohaterkę i by warto było jej decyzję stawiać za wzór
          innym. Rozpoczął się jednak proces beatyfikacyjny tej ofiarnej matki, co sugeruje, jakoby jej decyzja
          miała jakąś szczególną świętość lub trafność. Trudno utrzymywać taką ocenę przy jednoczesnym
          uznaniu zasady podwójnego skutku, i bez wyjaśnienia, czy kobieta podejmująca odwrotną decyzję też
          zasługiwałaby na proces beatyfikacyjny.

          Stawianie podobnych pytań traktowane jest przez "skromnie wierzących" za swoisty afront i
          impertynencję. Czy nie byłoby grzeczniej, gdybym zostawił św. Tomasza w spokoju i nie mieszał się do
          tego, kto będzie błogosławiony, skoro ta sprawa mnie w żaden sposób dotyczyć nie może? Otóż w tej
          właśnie kwestii, bardziej niż w jakiejkolwiek innej, różnią się poglądy "skromnie wierzących" i ateistów.
          "Skromnie wierzący" uważa, że jest to jego prywatna sprawa, co sądzi o Tomaszu i błogosławionych;
          publiczną sprawą jest natomiast przerywanie ciąży. Ja tymczasem sądzę odwrotnie, że sprawą prywatną
          jest to, co kobieta zrobi z płodem, który jeszcze nie ma zdolności czucia, natomiast sprawą publiczną
          jest to, co jakaś religia uznaje za dobre sformułowanie swych twierdzeń i za ich dobre uzasadnienie.
          Logika jest wspólnym dobrem i nie wolno jej psuć.

          Dlatego właśnie jestem zdania, że "skromnie wierzący", nawołując do spokoju, nawołują do hipokryzji,
          bezmyślności i szkodliwego mieszania nauki z wiarą. To ich indolencja sprawia, że kreacjonizm może
          wyglądać na teorię naukową, że "inteligentny projekt" może udawać, iż cokolwiek wyjaśnia, że religijni
          entuzjaści uznawani są za grupę, która działa w imię swobody myślenia i rozwoju wiedzy. Bliższy mi
          jest św. Tomasz i Dawkins niż Maciej Giertych i to, co w "Gazecie" napisał Jerzy Sosnowski.
          • przemek05 Re: Przemus... Sloneczko :O)) 10.12.06, 00:44
            benek231 napisał:

            > A moze potrzebujesz jeszcze troche podrosnac, wydoroslec, wysubletniec
            intelekt
            > ualnie, wyhodowac
            > bicepsy... bo jak na razie nie bardzo chwytasz o czym tu mowa.
            >
            Na impertynencje nie odpowiadam.


            >
            > Albowiem Holowka zabiera glos na temat pomieszania tego co winno byc
            publiczne,
            > z tym co
            > przynalezy do prywatnej i intymnej sfery. O odwroceniu proporcji mowi. Do
            sfery
            > prywatej, a nie
            > publicznej, winna tedy nalezec decyzja kobiety dot. jej wlasnego brzucha.

            Nie chcialem sprowadzic tematu do jalowej dyskusji o aborcji, ale Twoja wola.
            Piszesz "do sfery prywatnej...winna nalezec decyzja dot. wlasnego brzucha". Z
            czego to wynika? Z owej logiki, ktorej broni autor artykulu? (a innym zarzuca
            jej psucie). Ten poglad nie wynika z zadnej logiki, jest arbitralny, jak
            zreszta kazdy poglad na ten temat. Chyba nie musze przytaczac argumentow,
            chociazby taki, ze plod zawiera nie tylko geny matki, a wiec jest on problemem
            nie jednej ale 2 osob, co juz wykracza poza sfere scisle prywatna. Udawanie ze
            nie ma roznicy miedzy plodem a polipem, jest wlasnie naduzyciem logiki, w
            imieniu ktorej autor tu wystepuje.

            I tak jest z innymi watkami w tym artykule, jest on niespojny i niewierzacym
            wyswiadcza niedzwiedzia przysluge, co nie tylko ja zauwazylem.
            • benek231 Re: Przemus... Sloneczko :O)) 10.12.06, 03:31
              przemek05 napisał:
              Piszesz "do sfery prywatnej...winna nalezec decyzja dot. wlasnego brzucha". Z
              > czego to wynika? Z owej logiki, ktorej broni autor artykulu?

              ==
              A co powiesz na taka oto propozycje, ze wynika po prostu z przynaleznosci tegoz
              brzucha do konkretnej i (teoretycznie) suwerennej osoby(???) Lub, ze wynika z
              prywatnosci tegoz brzucha(???)

              To ty sprowadziles rozmowe do problemu aborcji a mnie usilujesz tym obciazyc.
              Mnie chodzilo o poprawne przypisanie tego co prywatne do sfery prywatnej i
              odpowiednio tego co publiczne. W odnosnym fragmencie Holowce chodzi o to samo.

              Logika poczatku i kontynuacji zycia ma sie do tego dosc luzno, albowiem my nie
              kwestionujemy poczatku zycia biologicznego od momentu podzialu komorki. My
              jedynie wychodzimy z punktu widzenia interesu kobiety, a nie interesu
              niechcianej zygoty. Nasze logiki wychodza z roznych aksjomatow. Dla was raz
              zapoczatkowane zycie jest wartoscia absolutna, i nie mozna go przerywac, podczas
              gdy naszym zdaniem w szeregu sytuacji przerywanie zycia jest dopuszczalne (a
              czasem nawet wskazane).

              Wasza "logika" wyglada tak oto: zycie ludzkie jest wartoscia nienaruszalna, a
              czlowiek rozpoczyna sie w momencie zaplodnienia. Powiedz mi tylko w ktorym
              miejscu jest ta wasza logika, bo jak na razie kontynuujecie ten sam typ dowodow
              po ktory siegaliscie przy logicznych dowodach na istnienie Boga czy Diabla. To
              co nazywasz "logika" to obracany w kolko i miedlony do znudzenia aksjomat. A
              pozniej mamy do czynienia z urawnilawka typu stalinowskiego.

              W naszej logice poczatek zycia biologicznego czlowieka nie jest kwestionowany.

              Zgodnie z nasza logika zycie biologiczne plodu jest wartoscia relatywna (wedlug
              was takze, gdy wziac pod uwage akceptowane przez prawo wyjatki w ustawie, choc
              caly czas prezentujecie rozumowanie czarno-biale) w stosunku do interesu
              kobiety. Naszym zdaniem nie wolno nikomu narzucac obowiazku chodzenia w
              niechcianej ciazy i urodzenia - a my wiemy, ze zycie obchodzi sie czesto z
              kobietami niezwykle brutalnie. Wasze prawo zygoty do zycia traktujemy z
              zyczliwoscie, niemniej 'prawo'to nie jest przez nas postrzegane jako
              'kategoryczny imperatyw' - prawo do zycia to nie nakaz zycia. To tylko prawo.

              Dla nas zbrodnia jest zmuszanie gwalconych kobiet do utrzymania ciazy i
              urodzenia. Ja wiem, na zadnym robocie kierujacym sie wylacznie logika zarzut ten
              nie zrobi najmniejszego wrazenia.

              Jak widzisz, w pewnym momencie wy pozostaliscie na poziomie logiki - kiedy my
              rozumujemy juz dialektycznie. Czlowiek i jego skomplikowane problemy to zbyt
              powazne zagadnienie by moc powierzyc je wylacznie logice (zwlaszcza waszej
              czarno-bialej). Taka prosta "logika" kieruje sie Natura a zwierzeta nie maja
              innego wyjscia jak rodzic to co zaczelo juz zyc.

              Dostrzegajac szereg sytuacji konfliktowych jestesmy zdania, interes kobiety musi
              znalezc sie w nich na pierwszym miejscu, wobec czego zycie biologiczne zygoty
              moze byc porownywalne jedynie do zawadzajacej obcej tkanki, a jej aborcje
              odpowiednio do kosmetycznego zabiegu usuniecia polipa.
              Zygota w sytuacjach konfliktowych to nie czlowiek - kobieta to czlowiek.
              • przemek05 Re: Benek2310... 10.12.06, 19:56
                Po pierwsze, nie uzywaj formy "my", "wy", chyba ze to pluralis majestatis :-),
                ale mnie nie trzeba honorowac w ten sposob. A jesli chcesz mnie w ten sposob
                wtloczyc do jakiejs grupy, to wiedz, ze ja moje poglady formuluje na wlasna
                odpowiedzialnosc, w wielu sprawach nie zgadzam sie z nauka Kosciola (przyklady:
                antykoncepcja, problem nierozerwalnosci malzenstwa).

                Co do problemu: sfera prywatna i publiczna, to brzuch prywatny, a embrion juz
                mniej, bo nosi rowniez geny ojca (dlaczego ma on byc pozbawiony jakiegokolwiek
                wplywu na los swojego potomka?), a poza tym jest odrebna istota, ktora jest lub
                stanie sie czlowiekiem, jesli sie jej w tym nie przeszkodzi i nie zajda
                nietypowe okolicznosci. A co angazuje 3 byty, nie jest sfera prywatnosci
                zadnego z nich.

                Co do problemu konfliktu wartosci i wyboru mniejszego zla, to nalezy w kazdej
                sytuacji okreslic te konkurujace wartosci. W sytuacji gdy z obu stron chodzi o
                zycie, sprawa jest oczywista. Ale jesli z jednej strony chodzi o zycie, a z
                drugiej jedynie o spowolnienie przebiegu kariery zawodowej, to dla mnie -
                sprawa jest tez oczywista. Wybralem ekstremalne przyklady - zasady
                dopuszczalnosci aborcji powinien okreslic prawodawca. Zawsze beda arbitralne i
                zawsze komus beda nie w smak. Zgadzam sie z pogladem, ze chrona zycia plodu to
                nie to samo, co ochrona zycia urodzonego juz czlowieka, ze wzgledu na zupelnie
                inna sytuacje, w jakiej sie plod znajduje (np. smierc matki oznacza
                automatycznie smierc plodu - prawodawca musi uwzglednic tego typu
                okolicznosci).

                Co do logiki, to nie ja sie na nia powoluje, ale prof Holowka. Ja jedynie
                zauwazam niezbyt logiczne elementy jego wywodu, i zglaszam je do dyskusji.
                • benek231 Przemus.... Sloneczko :O) 11.12.06, 05:45
                  Po pierwsze, nie uzywaj formy "my", "wy", chyba ze to pluralis majestatis :-),
                  ale mnie nie trzeba honorowac w ten sposob. A jesli chcesz mnie w ten sposob
                  wtloczyc do jakiejs grupy, to wiedz, ze ja moje poglady formuluje na wlasna
                  odpowiedzialnosc, w wielu sprawach nie zgadzam sie z nauka Kosciola (przyklady:
                  antykoncepcja, problem nierozerwalnosci malzenstwa).

                  Taaaa, oczywiscie :O))

                  Co do problemu: sfera prywatna i publiczna, to brzuch prywatny, a embrion juz
                  mniej, bo nosi rowniez geny ojca (dlaczego ma on byc pozbawiony jakiegokolwiek
                  wplywu na los swojego potomka?), a poza tym jest odrebna istota, ktora jest lub
                  stanie sie czlowiekiem, jesli sie jej w tym nie przeszkodzi i nie zajda
                  nietypowe okolicznosci. A co angazuje 3 byty, nie jest sfera prywatnosci
                  zadnego z nich.

                  I powiadasz, ze te durnoty wymysliles sam i bez niczyjej pomocy?

                  Co do problemu konfliktu wartosci i wyboru mniejszego zla, to nalezy w kazdej
                  sytuacji okreslic te konkurujace wartosci. W sytuacji gdy z obu stron chodzi o
                  zycie, sprawa jest oczywista. Ale jesli z jednej strony chodzi o zycie, a z
                  drugiej jedynie o spowolnienie przebiegu kariery zawodowej, to dla mnie -
                  sprawa jest tez oczywista. Wybralem ekstremalne przyklady - zasady
                  dopuszczalnosci aborcji powinien okreslic prawodawca. Zawsze beda arbitralne i
                  zawsze komus beda nie w smak. Zgadzam sie z pogladem, ze chrona zycia plodu to
                  nie to samo, co ochrona zycia urodzonego juz czlowieka, ze wzgledu na zupelnie
                  inna sytuacje, w jakiej sie plod znajduje (np. smierc matki oznacza
                  automatycznie smierc plodu - prawodawca musi uwzglednic tego typu
                  okolicznosci).

                  My (liberalowie) mamy iny poglad na ten problem (wylozylem wczesniej) niz Wy (koscielni. Dla nas
                  interes kobiety liczy sie od momentu gdy podejmuje ona decyzje o usunieciu ciazy.

                  Co do logiki, to nie ja sie na nia powoluje, ale prof Holowka. Ja jedynie
                  zauwazam niezbyt logiczne elementy jego wywodu, i zglaszam je do dyskusji.

                  On mowil o czyms zupelnie innym niz ciagle sadzisz ty (ze mowil).
                  • przemek05 Re: Przemus.... Sloneczko :O) 16.12.06, 01:12
                    Trudno polemizowac z argumentem: "I powiadasz, ze te durnoty wymysliles sam i
                    bez niczyjej pomocy?"
                    Z kolei wypowiedz "My (liberalowie) mamy inny poglad..." sklania raczej do
                    podpisania protokolu rozbieznosci niz do polemiki.

              • nonna2 Re: Benek231 16.12.06, 18:42
                Benek:
                Taka prosta "logika" kieruje sie Natura a zwierzeta nie maja
                innego wyjscia jak rodzic to co zaczelo juz zyc.

                Dostrzegajac szereg sytuacji konfliktowych jestesmy zdania, interes kobiety musi
                znalezc sie w nich na pierwszym miejscu, wobec czego zycie biologiczne zygoty
                moze byc porownywalne jedynie do zawadzajacej obcej tkanki, a jej aborcje
                odpowiednio do kosmetycznego zabiegu usuniecia polipa.
                Zygota w sytuacjach konfliktowych to nie czlowiek - kobieta to czlowiek."

                Ja też podobnie rozumuję...

                Dopisz tylko, że zwierzęta wprawdzie zmuszane są przez naturę rodzić, ale jeżeli
                nie mają warunków wychować to potomstwo zabijają!
    • toja3003 autor przyjął arbitralnie ateistyczne mity za praw 04.12.06, 09:08
      dę i stąd jego binarna logika: albo wiara albo nauka.

      Tymczasem wiara nie podlega prawom nauki choć, zdaniem JPII, „nasza cywilizacja
      potrzebuje do lotu dwóch skrzydeł: wiary i nauki; z jednym skrzydłem nie da się
      latać”. I z tym zdaniem się osobiście zgadzam.

      A tak na marginesie proste pytanko: skąd się wziął Wszechświat? Ot tak sobie,
      sam z siebie, się sprężył i wziął?! Przecież z Nicości nie może nic więcej
      powstać i tego uczy cała Nauka, więc skąd?
      • m_16 Re: autor przyjął arbitralnie ateistyczne mity za 04.12.06, 11:33
        toja3003 napisała:

        > dę i stąd jego binarna logika: albo wiara albo nauka.
        >
        > Tymczasem wiara nie podlega prawom nauki choć, zdaniem JPII, „nasza cywil
        > izacja
        > potrzebuje do lotu dwóch skrzydeł: wiary i nauki; z jednym skrzydłem nie da
        się
        >
        > latać”. I z tym zdaniem się osobiście zgadzam.
        >
        > A tak na marginesie proste pytanko: skąd się wziął Wszechświat? Ot tak sobie,
        > sam z siebie, się sprężył i wziął?! Przecież z Nicości nie może nic więcej
        > powstać i tego uczy cała Nauka, więc skąd?


        Zabawne tylko , że ów dogmat ateistyczny zwalczasz dogmatem teistycznym, bo
        póki co bynajmniej nie jest jasne dlaczego stwierdzenie JP II jest czyś lepszym
        niż dogmat.
        Co do drugiej sprawy to to dyskutowaliśmy już o niej: ja i inni twoi
        przeciwnicy, przedstawiliśmy ci swoje racje, które ty odrzuciłaś w oparciu o
        arbitralne przesłanki. Zaczynasz dyskusję tak, jakbyś miała uniwersalny dowód
        na istnienie Boga, ale gdy pojawiają się kontrowersje co do tego czy założone w
        nim pojęcia są apodyktyczne, wtedy kończysz dyskusję dokonując rejterady w
        teoriomodelowy bądż językowy relatywizm, który jest trudny do przyjęcia bo w
        ogóle uniemożliwia obiektywną odpowiedź na pytanie i przedstawienie jakiegoś
        interesującego dowodu. Niestety to nie jest poważna dyskusja. Dlatego o tej
        kwestii dyskutować więcej nie mam zamiaru, bowiem ty po prostu nie chcesz dać
        się przekonać i nie przekona cię żadne argument. Natomiast, przynajmniej na
        początku każdej dysputy występujesz jako przekonana i chcąca przekonywać
        (oraz , jeśli dyskusja ma być uczciwa i symetryczna, gotowa rewidować własne
        przekonania). Tworzy to mylne wrażenie jakobyś chciała dyskutować, w istocie
        jest to raczej nieudolna apologetyka próbująca urobić rozmówców lub ich
        sprowokować. Nie ma zatem sensu z tobą gadać, bo to nie jest poważna rozmowa,
        co można potraktować jako radę i dla innych internautów.
        • plarza Re: autor przyjął arbitralnie ateistyczne mity za 04.12.06, 11:46
          No właśnie, mam wrażenie, że Toja wie, skąd się wział Wszechświat! Słuchamy.
          • toja3003 ja nie wiem, ja wierzę a to są dwa różne wymiary. 04.12.06, 11:50
            • plarza Re: ja nie wiem, ja wierzę a to są dwa różne wymi 04.12.06, 11:53
              Toja, ok. Ale pozwól i innym zyc, tak, jak chcą, nie według Twoich reguł.
              • toja3003 oczywiście i cały czas to powtarzam: niech każdy 04.12.06, 15:11
                wierzy w to co chce, mnie w każdym razie nic do tego.
            • plarza Re: ja nie wiem, ja wierzę a to są dwa różne wymi 04.12.06, 11:53
              I ci z Tym wszechświatem. W co wierzysz w związku z tym?
              • m_16 Re: ja nie wiem, ja wierzę a to są dwa różne wymi 04.12.06, 12:39
                Ale przystępując do dyskusji zachowujesz się tak jakbyś wiedziała. I to właśnie
                jest "clue" całej sprawy. Bo nie uprzedziłaś nas, żę rozważasz pytanie o
                istnienie świata w ramach hermetrycznego dyskursu religijnego (wiara), a nie
                naukowego i filozoficznego (wiedza). Nas, a przynajmniej mnie dyskurs religijny
                nie interesuje, natomiast dwa pozostałe-tak.
              • toja3003 jestem katolikiem i to w co wierzę jest 04.12.06, 15:12
                w katechiźmie - odsyłam do źródeł, również w internecie.
                • piotr.kraczkowski Re: jestem katolikiem i to w co wierzę jest 04.12.06, 20:03
                  Holowka:
                  "Religia nie ma żadnych przesłanek do formułowania twierdzeń o faktach
                  historycznych lub przyrodniczych, i nie potrafi swych niepotrzebnych opisów
                  świata poważnie obronić. Jeśli zaczyna to robić, popada w nieodpowiedzialne
                  wieszczenie, albo w odgadywanie nieznanej przeszłości."

                  No, a jak to jest z religia zydowska i Izraelem?
                  Syjonisci-Zalozyciele Izraela byli wprawdzie ateistami,
                  a Zydzi religijni odrzucaja Izrael jako grzech
                  ( www.jewsagainstzionism.com/ ), ale juz np.
                  na forach Wybiorczej syjonisci regularnie uzasadniaja
                  zbrodnie na Palestynczykach tym, ze ich ziemia byla
                  kiedys zarabowana przez Boga Kaananitom i podarowana
                  Izraelitom, czyli ze Syjonisci maja prawo do ziemi
                  Palestynczykow, bo wg Bibli przed 2000 laty nalezala
                  ona wlasnie do Izraelitow.

                  Bez religijnego mydlenia oczu Izrael na koszt Palestynczykow
                  bylby jawna zbrodnia przeciw ludzkosci i nie moglby np.
                  liczyc na przepotezne poparcie milionow tzw. chrzescijanslich
                  syjonistow w USA:
                  www.susan-neiman.de/docs/t_christianright.html
                  The Christian Right
                  by Susan Neiman
                  Jawna stalaby sie wowczas jego prawdziwa
                  funkcja jako narzedzia Zachodu przeciw
                  arabskim wlascicielom ropy naftowej.

                  Czy autor zdal sobie sprawe, ze naraza sie
                  Wybiorczej, USA, Izraelowi i polskiej, czyli
                  proizraelskiej, racji stanu, ktore jak najbardzie
                  opieraja swe wsparcie dla Izraela na religijnym
                  uzasadnianiu zbrodni na Palestynczykach?

                  Autor przeciwstawia kreacjonizm ewolucji,
                  choc to nie jest uzasadnione:
                  Kreacjonizm jako taki zaklada, ze
                  ewolucja zostala "zastartowana przez
                  wyzsza inteligencje", a potem ewolucja jak
                  najbardziej mogla byc pozostawiona sama
                  sobie. Domaganie sie ingerencji w eowlucje
                  nie jest dla kreacjonizmu konieczne.

                  Autor konfrontuje uproszczona religijnosc
                  z wyszukanym ateizmem, a tymczasem ateizm
                  istnieje takze w formach prymitywnych.
                  Uczciwosc nakazuje by podac, ze mozna
                  wierzyc w Boga i byc laureatem Nobla w
                  dziedzinie np. fizyki.

                  Jesli z dwoch identycznych naukowcow,
                  jeden dodatkowo jest poeta, to latwo
                  zgodzimy sie, ze ten naukowiec poeta jest
                  nieco bardziej rozwiniety jako czlowiek,
                  ze ma do dyspozycji poetyczne rozumienie swiata,
                  czyli jest czym wiecej niz ten drugi, identyczny
                  uczony. Analogiocznie mozna uznac, ze jesli jeden z
                  dwoch identycznych naukowcow dodatkowo woerzy w
                  Boga, to jest wyzej rozwiniety, jego umyslowosc
                  wiecej ogarnia i jako wyzej rozwinieta pozwala
                  oczekiwac takze lepszych wynikow na polu nauki.
                  • scept89 kreacjonizm czy deizm? 04.12.06, 23:27
                    piotr.kraczkowski napisał:
                    <malo interesujace dywagacje o syjonistach> oraz:

                    > Autor przeciwstawia kreacjonizm ewolucji, choc to nie jest uzasadnione:
                    > Kreacjonizm jako taki zaklada, ze ewolucja zostala "zastartowana przez
                    > wyzsza inteligencje", a potem ewolucja jak najbardziej mogla byc pozostawiona
                    >sama sobie.

                    Widze ze pojecie o kreacjonizmie masz zerowe. Jest kilka odlamow kreacjonizmu
                    ktore to mozna sobie z wikipedi odczytac:
                    - mlodoziemski (Ziemia ma ok 600 tys lat, Giertych ze smokiem, potop etc. ->
                    dominujaca odmiana kreacjonizmu w USA)

                    - staroziemski (w zasadzie nie neguje wieku Ziemi, ale wszystjkie gatunki a w
                    zasadzie 'baraminy' stworzono osobno)

                    - Inteligentny Projekt (staroziemcy w baranich skorach -> rozwaleni w procesie
                    sadowym w Dover)

                    - ewolucyjny teizm (glownie katolicy -> ewolucja tak, ale juz nie ewolucja mozgu
                    czlowieka/moralnosci ktora to przetransplantowano nam z zewnatrz. Brak
                    przewidywan kiedy ow transplant nastapil)

                    - deizm (cos co usilujesz sprzedac jako kreacjonizm -> jednorazowe pchniecie
                    Wszechswiata/zycia na Ziemi, dalej wszystko rozwijalo sie jak ewolucja glosi.
                    Zero jakichkolwiek mozliwosci sfalsyfikowania tejze hipotezy.)

                    Tak wiec przeinaczasz sobie definicje kreacjonizmu, dodatkowo podajesz jako
                    glowny nurt cos co jest obce dominujacym w PLu katolikom.


                    > Autor konfrontuje uproszczona religijnosc
                    > z wyszukanym ateizmem, a tymczasem ateizm
                    > istnieje takze w formach prymitywnych.

                    O ile nie bawimy sie w wyciaganiem z kapelusza np Don'a Cupitta ( Christian
                    Non-realist, patrz en.wikipedia.org/wiki/Don_Cupitt)

                    to jaki zaawansowana religijnosc masz na mysli? Jakie twierdzenia teologow
                    rozwalaja jak to byles laskaw okreslic "wyszukany ateizm"? Plantinga? Nie zartuj.

                    Aha, nie ma czegos takiego jak ateizm wyszukany badz nie. Jest tylko rozna jego
                    motywacja oraz poziom intelektualny ateistow. Nie kazdy ateusz to slomiany lud
                    na wzor Chruszczowa.


                    > Jesli z dwoch identycznych naukowcow, jeden dodatkowo jest poeta, to latwo
                    > zgodzimy sie, ze ten naukowiec poeta jest nieco bardziej rozwiniety jako
                    >czlowiek, <snip>

                    A jesli osobnik religijny wierzy takze w tarota, nimfy wodne i abdukcje farmerow
                    z Srodkowego Zachodu to ma jeszcze pelniejsza osobowosc w przeciwienstwie do
                    normalnego zabitego dechami Mormona czy scjentologa?

                    Najpierw musisz udowodnic ze religia jako taka umysl rozszerza zamiast zamykac.
                    Z muzyka Mozarta czy poezja mozna to stwierdzic albo badaniami albo w najgorszym
                    razie poprzez konsensus. Co do wiary religijnej to wlasnie jest do udowodnienia.

                    BTW, wiesz ze im wyzej w hierarchi naukowej tym odsetek ateuszy jest wiekszy?



                    • tmirkowi3 Re: kreacjonizm czy deizm? 05.12.06, 06:29
                      "... wiesz ze im wyzej w hierarchi naukowej tym odsetek ateuszy jest wiekszy? ."

                      Musi musowo uklad.
        • toja3003 zauważ, że występujesz z pozycji 04.12.06, 11:49
          arbitralnej nie dopuszczającej myśli, że ktoś może mieć inne od twoich poglądy.
          Tym się różnimy. Mnie twoje poglądy nie przeszkadzają i mam prawo mieć własne.
          Operujesz argumentami pozamerytorycznymi, bo atakujesz osobę dyskutanta a nie
          poglądy. To co ja mówię jest twoim zdaniem "niepoważne". Oczywiście ty jesteś
          bardzo poważny. Ale to też jest tylko twoje subiektywne przekonanie. Ja mam
          akurat inny pogląd w tej kwestii. Strasznie cię boli, że "ja po prostu nie chcę
          dać się przekonać i nie przekona mnie żaden argument". Ależ chcę, tylko czekam
          na ten argument. Skoro go nie ma to dalej pozostaję przy własnych poglądach. I
          ręczę ci, że nie dam się sprowokować twoimi wypowiedziami, bo w sumie taki jest
          ich cel prawda?
          • m_16 Re: zauważ, że występujesz z pozycji 04.12.06, 12:36
            toja3003 napisała:

            > arbitralnej nie dopuszczającej myśli, że ktoś może mieć inne od twoich
            poglądy.
            >
            > Tym się różnimy. Mnie twoje poglądy nie przeszkadzają i mam prawo mieć
            własne.
            > Operujesz argumentami pozamerytorycznymi, bo atakujesz osobę dyskutanta a nie
            > poglądy. To co ja mówię jest twoim zdaniem "niepoważne". Oczywiście ty jesteś
            > bardzo poważny. Ale to też jest tylko twoje subiektywne przekonanie. Ja mam
            > akurat inny pogląd w tej kwestii. Strasznie cię boli, że "ja po prostu nie
            chcę
            >
            > dać się przekonać i nie przekona mnie żaden argument". Ależ chcę, tylko
            czekam
            > na ten argument. Skoro go nie ma to dalej pozostaję przy własnych poglądach.
            I
            > ręczę ci, że nie dam się sprowokować twoimi wypowiedziami, bo w sumie taki
            jest
            >
            > ich cel prawda?

            Niestety, rzecz w tym właśnie, że argumenty eliminujące twoje roszczenie do
            posiadania dowodu na istnienie Boga zostały już przedstawione przeze mnie i
            przez paru innych. A ty je zignorowałaś, nie przedstawiając odpowiedzi. Co
            najwyżej sformułowałaś swojej stanowisko w sposób niewywrotny, uniemożliwiający
            z góry dyskusję, co jednak nie świadczy bynajmniej o jego prawdziwości czy
            racjonalności. A moja krytyka twojej osoby (czy raczej twojej postawy) wspiera
            się na przywołaniu twoich praktyk, które wyszczególniłem. Arbitralna więc nie
            jest. A twierdzenie że ja cię prowokuję to typowa raczej retoryczna
            sztuczka "odwrócenia". Ja coś ci zarzucam, więc ty zarzucasz to mnie. Niestety,
            o ile twoja postawa jest prowokująca (udajesz uczestnictwo w dyskusji a nie
            przyjmujesz żadnych racji, vide argumenty "zofiofila" w dyskusji bodajże o
            Dawkinsie, o tyle ja po prostu pokazuję indolencję takich praktyk, opisując
            je. Tyle.
            • m_16 Re: zauważ, że występujesz z pozycji 04.12.06, 13:29
              By uwypuklić najważniejszą myśl tego co napisałem: ty uważasz, że "czekasz na
              argumenty"? Otóż ja myślę że nie. Gdy bowiem ktoś sformułuje swe stanowisko
              tak: "Bóg mi objawił prawdę, powiedział mi też że wszystkie argumenty i
              wątpliwości, przeciw niej są fałszywe", to jasne jest że żadne racje go nie
              przekonają, nawet jeśli on sam jakimś cudem nie widzi, że rozstrzygnął wszystko
              z góry. WEdług mnie mieszanie przez ciebie religijnego pojęcia Boga z pojęciami
              naukowymi (mieszanie dwóch heterogenicznych gier językowych skutkujące bełkotem-
              jak powiedziałby Wittgenstein), jest niedozwolone dlatego właśnie, że owo
              pojęcie Boga przesądza z góry o prawdziwości pewnych zdań, które blokują
              możliwość jakiej kolwiek racjonalnej dyskusji, podobnie jak w przypadku
              powyżej. Jak to dokładnie wygląda to ci opisałem podczas poprzedniej dyskusji
              i w mailu. Po prostu pojęcie Boga ,który nie może być odrzucony jest
              arbitralne, jeśli on jest z definicji niepodatny na wszelkie argumenty to mamy
              do tu do czynienia z arbitralnym wyłomem w racjonalnym dyskursie. Na tej
              zasadzie można powiedzieć cokolwiek stworzyć dowolne najbardziej dziwaczne i
              absurdalne pojęcie. Nawet jeśli takie pojęcie jest religijne, to i tak
              pokazywałoby to tylko, że religijnych pojęć nie należy umieszczać w
              filozoficznym dyskursie (Znów Wittgenstein).
            • toja3003 twoja postawa nazywa się w psychologii 04.12.06, 15:34
              projekcją - przypisujesz innym swoje cechy; lubisz prowokować więc mówisz, że
              to ja prowokuję. Udajesz dyskusję, wiąc stawiasz taki zarzut innym itp.

              Już w pierwszym zdaniu mówisz o "eliminowaniu mojego roszczenia do posiadania
              dowodu na istnienie Boga". Nigdzie nie twierdziłem, że mam taki dowód. Wręcz
              przeciwnie, wyraźnie pokazuję, że myślenie w kategoriach aksjomatyczno-
              dedukcyjnych (np. matematyka), bądź aposterioryczno-empirycznych (np. fizyka),
              względnie schematem: założenie, teza, dowód to wymiar nauki a niekoniecznie
              wiary. Zatem nigdy nie przyszłoby mi do głowy pisanie o tym, że posiadam "dowód
              na istnienie Boga" :)

              Myślę, że całe nieporozumienie dyskusji bierze się z próby rozumowego
              dowodzenia istnienia bądź nieistnienia Boga.

              Moja postawa jest inna; do lotu potrzebuję dwóch skrzydeł: wiary i nauki; z
              jednym skrzydłem nie da się latać.

              Dodatkowo niewiele wnosi do dyskusji atakowanie osoby terminami
              typu "niepoważny", "indolencja" itp. Ale to też tylko moje zdanie. Używaj sobie
              do woli. I tyle.
              • benek231 Czy jestes motylkiem? A moze pegazem? 04.12.06, 16:25
                toja3003 napisała:
                Moja postawa jest inna; do lotu potrzebuję dwóch skrzydeł: wiary i nauki; z
                jednym skrzydłem nie da się latać.
                ==

                Tyle, ze jest to nie tyle wykazanie istnienia Boga co zdefiniowanie twoich
                wlasnych potrzeb, w tym zakresie.
                • toja3003 no masz, kolejny chce mi koniecznie wmówić, że 04.12.06, 16:46
                  ja coś "wykazuję". Ja naprawdę nie mam zamiaru "wykazywać istnienia Boga". Ja w
                  Niego wierzę. Tyle. I takie są moje własne potrzeby w tym zakresie. Fakt. Masz
                  inne to życzę powodzenia - też dobrze.
                  • scept89 jednoskrzydly slimaczek 04.12.06, 17:10
                    Droga(i) T,

                    Ty nie masz dwoch skrzydelek. Skrzydelko racjonalno-naukowe jest w zaniku. Ty
                    jestes stworem jednoskrzydlym. Dodam ze odrobine slimakowatym:

                    Faza 1:
                    wystawiamy rozki z domku wiary zadajac pytania o Wszechswiat (zapewne nie
                    oczekujac iz wyznawca boga-slonia wyzna iz wypadl ow swiat sloniowi spod ogona
                    bo tak mu to Slon Wielki objawil we snie co konkuruje z wyznawcami JHV tylko
                    odpowiedzi fizykow naturalistow __na gruncie nauki__ )

                    Faza 2
                    chowamy rozki do skorupki jak dostaniemy lanie zaslaniajac sie ze o zapewne
                    osobiste objawienia nam chodzilo.

                    Ja np. moge sobie wierzyc w Latajacego Potwora Spagetti (objawienie takowe
                    mialem lonskiego roku np.), inny ze Zeusa widzial wczoraj. Poza psychiatryzacja
                    wypowiedzi niewiele to wnosi do rozstrzygania sporow a powtarzanie tego samego
                    po 1001x jak to czynic raczysz (skrzydelka JP2 bokiem juz wszystkim wychodza)
                    tylko o trollizmie swiadczy.

                    Wierz sobie chocby i w Manitou czy Latajacy Czajniczek ale nie mecz ludzi
                    strzelistymi aktami wiary zamiast argumentacja.



                    • toja3003 starsznie cię boli, że są ludzie wierzący 04.12.06, 17:19
                      a tobie ten wymiar jest obcy? Pogódź się z tym i nie męcz ciągle podobnymi
                      tekstami. Podziwiam, że dla ciebie otaczające nas cuda z całym Wszechświatem,
                      człowiekiem i naszą cywilizacją to tylko coś co wypadło Wielkiemu Słoniowi spod
                      ogona. Pstyrk i samo się zrobiło. Rozumiem. Fluktuacja osobliwości przestrzeni
                      połączona z kreacją i anihilacją samostwarzających się cząsteczek. Masz swoją
                      wiarę w jakże naukowy i całkowicie udowodniony ateizm, ja mam swoją wiarę w
                      Boga.

                      Tylko po co tak strasznie kombinujesz tworząc swoją własną religię?
                      W klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga” zastąpiłeś innym słowem Boga tzn.
                      mówisz „Wierzę w materię, przyczynę wszystkich rzeczy widzialnych i
                      niewidzialnych, materia prawdziwa z materii prawdziwej, światłość fotonowa ze
                      światłości fotonowej” itp.itd. W gruncie rzeczy to też wyznanie wiary tylko w
                      innym języku. I jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie
                      człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy.
                      • m_16 Re: starsznie cię boli, że są ludzie wierzący 04.12.06, 18:29
                        Tyle, że nie rozumiemy właśnie tego, że ty nasze poglądy w tych sprawach
                        nazywasz wiarą. To nie wiara, to rodzaj wiedzy, lub przynajmniej próba jej
                        osiągnięcia. Zresztą nawet nie musimy twierdzić, że na pewno znamy jakieś
                        wyjąsnienie przyczyny powstania świata. Ateizm i agnostycyzm są negatywnymi
                        stanowiskami. Drugie z nich po prostu stwierdza niewiedzę, a pierwsze
                        utrzymuje, że w obliczu niewiedzy i braku jakichś szczególnych racji,
                        sensowniej jest założyć nieistnienie Boga tak jak to robimy z całą masą innych.
                        Względnie uznać że WIEMY, że go nie ma, tak jak wiemy, że słoń nie ma rogów (a
                        może ma niewidzialne, mówię teraz,wbrew pozorom serio), że nie ma krasnoludków
                        itp., UFO itp. gruszek na wierzbie, nieśmiertelnych ludzi, elfów, rózówych
                        słoni itp. RZecz w tym, że każda z wymienionych tu rzeczy ,choć przy Bogu
                        prezentuje się zabawnie, również może (jak Bóg) istnieć w sposób "ukryty", w
                        nadprzyrodzony sposób umykając naszej wiedzy. Ale na takich zasadach nic
                        właściwie o świecie nie dałoby się powiedzieć. Ale wiedza raczej istnieje,
                        zatem te absurdalne konsekwencje "ontologicznego liberalizmu' nie mogą mieć
                        miejsca. Z tego zaś wynika że nieprawdziwy musi być i ten liberalizm,a to on
                        bywa przesłanką na rzecz dogmatyczności ateizmu.
                        • tmirkowi3 Re: starsznie cię boli, że są ludzie wierzący 05.12.06, 06:39
                          Co to znaczy , ze Bog istnieje? Czy "istnienie" moze odnosic sie do Boga? W
                          jakim sensie?
                          • m_16 Re: starsznie cię boli, że są ludzie wierzący 05.12.06, 12:39
                            tmirkowi3 napisał:

                            > Co to znaczy , ze Bog istnieje? Czy "istnienie" moze odnosic sie do Boga? W
                            > jakim sensie?




                            Musiałbyś dookreślić pytanie, bo nie do końca pojmuję. Nie (broń Boże:)) żeby
                            było bez sensu, ale może wskazywać na dość rożne sprawy i problemy. Istnienie
                            mogłoby nie przysługiwać Bogu z uwagi na jego niewyrażalność. Ale również
                            dlatego, że jego idea jest empirycznie bezsensowna. W obu wypadkach niełątwo
                            wyobrazić sobie jak możliwe byłyby zarówno ateizm jak i wiara. Chyba że wiara
                            nie jest myśleniem presuponującym istnienie tego w co się wierzy? Jak może
                            logika nie zakłada istnienia sądów, tylko o nich mówi? Ale filozofowie lubili
                            twierdzić, że jeśli o czymś możemy mówić to warunkiem tego musi być istnienie
                            tego czegoś, no chyba że wyrażamy się kontrfaktycznie, albo właśnie stwierdzamy
                            nieistnienie tego "cosia". Niełatwo orzec.
                        • toja3003 "wiedza raczej istnieje". Zgoda na "raczej". 07.12.06, 09:06
                          • m_16 raczej na "raczej istnieje":) 07.12.06, 11:42
                      • scept89 zero bolu 04.12.06, 18:56
                        toja3003 napisała:
                        >starsznie cię boli, że są ludzie wierzący a tobie ten wymiar jest obcy?

                        Mniej wiecej w takim stopniu jak 'bol' i zazdrosc do "dodatkowego wymiaru"
                        dostrzeganego tarocistow czy astrologow.

                        >Pstyrk i samo się zrobiło.
                        Rozumiem. Z mojej definicji Grumbogrdulus jest wieczny, ergo zrobic sie nie nie
                        musial dlatego to Grumbogrdulus stworzyl wszystko poza soba samym... Porazajace.

                        Wez spory kawalek miekkiej gabki, wytnij z niej ksztalt mlota, wypisz na niej
                        'petitio principi' i ilekroc przyjdzie Ci ochota wypisywac ta bzdure uzyj owego
                        mlotka walac sie w czolo.

                        Moze wtedy dojdzie do Ciebie ze najpierw zakladasz to co masz udowodnic
                        (Grumbogrdulus jest wieczny) po czym "udowadniasz" poprzez wskazywanie na
                        zalozenie.

                        > Też jest dla mnie
                        > człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy.

                        Stary chwyt retoryczny i to dodatkowo b. slaby. Brak wiary nie jest wiara. Nie
                        ma sekty akrasnalcow nie ma takze Kosciola A-UFOkow, ba, sami ateisci poza
                        odrzucaniem pojecia boga/bogow ze wzgledu na brak pozytywnych dowodow istnienia
                        tychze niewiele maja ze soba wspolnego.

                      • bantus Re: starsznie cię boli, że są ludzie wierzący 04.12.06, 19:30
                        > Tylko po co tak strasznie kombinujesz tworząc swoją własną religię?
                        > W klasycznym wyznaniu wiary „Wierzę w Boga” zastąpiłeś innym słowem
                        > Boga tzn.
                        > mówisz „Wierzę w materię, przyczynę wszystkich rzeczy widzialnych i
                        > niewidzialnych, materia prawdziwa z materii prawdziwej, światłość fotonowa ze
                        > światłości fotonowej” itp.itd. W gruncie rzeczy to też wyznanie wiary tyl
                        > ko w
                        > innym języku. I jeśli ktoś tak to rozumie to jego sprawa. Też jest dla mnie
                        > człowiekiem wierzącym, może nie zdając sobie z tego sprawy.

                        tylko co ma wiara w to, że ziemia krąży wokół słońca, po zimie przychodzi wiosna
                        itp. wspólnego w wiarą religijną?!
                        gdzie widzisz nasze instytucje wyznaniowe, świątynie, kapłanów składających
                        ofiary na ołtarzach? gdzie są nasze święte, objawione księgi? widziałeś kiedyś
                        obrzędy i oddawanie czci religijnej materii? trochę rozumu by się przydało..
                  • benek231 Spokojnie, nie rozpedzaj sie, kolego :) 04.12.06, 23:10
                    ja coś "wykazuję". Ja naprawdę nie mam zamiaru "wykazywać istnienia Boga". Ja w
                    Niego wierzę. Tyle. I takie są moje własne potrzeby w tym zakresie. Fakt. Masz
                    inne to życzę powodzenia - też dobrze.

                    Przeciez wyraznie powiedzialem wczesniej, ze w takim razie ty nie wykazujesz
                    istnienia Boga. Po prostu uznales, ze dla pelnej satysfakcji, dla zdrowia
                    psychicznego, itp. niezbedna jest ci wiara w jakies krasnale (czy tez
                    Krasnale). I ja absolutnie nie mam nic przeciwko temu - zdrowia szczescia ci
                    zycze. :O)


              • m_16 Re: twoja postawa nazywa się w psychologii 04.12.06, 17:45
                Pragnąłbym uprzejmie zauważyć, że nie bardzo widzę co dokładnie miałoby być w
                moim poście prowokacją. Ja swoje tezy jakoś uargumentowałem, przynajmniej
                próbowałem. Tym czego nie rozumiem jest próba zaczepiani przez ciebie kolejnych
                dyskutantów, na kolejnych forach, bombardowannie ich postami o identycznej
                często treści. Jeśli to co piszesz jest naukowe, mam prawo z tym polemizować,
                jeśli religijne/teologiczne, też mam prawo się sprzeciwić, w szczególności gdy
                sprawiają wrażenie czystej argumentacji. Co do domniemanych inwektyw, to
                słowa "indolencja" użyłem na określenie pewnych twoich praktyk, a nie ciebie
                bezpośrednio (to znaczna rożnica). Terminu "prowokacja" użyłem natomiast
                opcjonalnie ("urobić rozmówców bądź ich sprowokować"). Szło mi o to, że
                rozmówcy przyglądając się temu, co piszesz mogą uważać, że to dyskusja stricte
                filozoficzna (lub quasi-filozoficzna). Wtedy jednak obowiązują pewne
                standarty. Jeśli ich się nie przestrzega ( bo to np. nie jest czysto
                filozoficzna dyskusja), to mogłoby to zostać wykorzystane do jakiegoś
                manipulowania interlokutorami, do próby wpłynięcia na nich. I stąd mój
                sprzeciw.

                Natomiast, co do dowodu na istnienie Boga, to wprawdzie nie stwierdziłeś
                explicite, że taki dowód posiadasz, atoli charakter dyskusji jaki prowadziłeś
                (tzn. to że żądałaś racji dla istnienia świata, że twierdziłaś że istnienie
                Boga lepiej go wyjaśnia itp.). Wszystko to wyglądało jeśli nie na próbę dowodu,
                to w każdym razie jakiegoś rozumowania redukcyjnego (filozoficznego lub quasi-
                filozoficznego), wspierającego tezę o istnieniu Boga. Próbę, która wzbudziła
                jednak moje wątpliwości, stąd krytyka. Jeśli jednak jak rozumiem nie jest to
                ani czysta nauka ani filozofia, tylko rodzaj religijnego myślenia, to być może
                moja krytyka jest rzeczywiście niepotrzebna. Ale jak pisałem wcześniej, to co
                napisałaś nie sprawiało takiego wrażenia.
      • pastafarianka Re: autor przyjął arbitralnie ateistyczne mity za 04.12.06, 18:03
        Do której klasy chodzisz, dziecko? Znasz termin "próżnia", albo może "pole"? Poczytaj trochę, to Ci nie zaszkodzi.
    • scept89 "rozdzial" magisteriow 04.12.06, 15:24
      przemek05 napisał:
      >Jesli obszary religii i nauki
      > sa rozlaczne, to bezsensowne i zabawne jest nie tylko wciskanie argumentow
      > religijnych do nauki (np kreacjonizm, w ujeciu Giertycha-seniora), ale
      > rowniez uzywanie metodologii naukowej w obszarze religii (czego dopuszcza sie
      > autor).

      Mylisz pojecia. Nauka nie zajmuje sie pytaniami czy Hera _rzeczywiscie_ byla
      zona Zeusa albo czy Koziolek Matolek _rzeczywiscie_ byl z Pacanowa. Nie
      przeszkadza to jednak uzywania naukowych metod do okreslania od kiedy kult Hery
      i Zeusa jest rozpoznawalny w dzielach pisanych/wykopaliskach, z jakich innych
      wyznan przypowiastki o Herze mogly zostac zapozyczone, albo napisac prace
      doktorska 'Pacanow po Matolku -> wplyw powiesci Makuszynskiego na obraz miasta'.
      Upieranie sie ze nauka winna odstapic od badan np. nad pochodzeniem tekstow
      biblijnych i ich zgodnoscia z wykopaliskami jest niepowazne.

      Co wiecej sam Dawkins dal swietny przyklad jak ow 'podzial' wyglada w praktyce:

      Wyobraz sobie ze za lat 10 komus uda sie odkryc DNA Jezusa, niewazne z czego,
      zalozmy ze ze zrodla uznawanego przez wszystkich chrzescijan za prawdziwe. W
      przypadku gdyby owemu uczonemu udalo sie ustalic iz z DNA Jezusa cos jest nie
      tak (==> brak DNA ojca) wyobrazasz sobie ze papiez i wszyscy inni chrzescijanie
      na Ziemi spluneli by na wyniki, no bo przeciaz co nauce do religii? Zdajesz
      sobie chyba sprawe iz fakt ow bylby trabiony 24h na dobe i owa 'bariera'
      oddzielajaca rzekomo nauke od wiary runelaby w 1 milisekunde?

      Masz tez realny przyklad z wynikami badan wplywu modlitwy za zdrowie na ilosc
      powiklan u pacjentow kardiochirurgicznych. Badanie owo fundowane przez Templeton
      Foundation ( www.templeton.org/ ) wykazalo iz modlitwa bynajmniej nie
      pomaga co wywolalo geganie iz "wplywu modlitwy nauka badac nie moze". I znow
      pytanie retoryczne: a gdyby wyniki byly odwrotne, tzn modlitwa rzeczywiscie
      korelowalaby z mniejsza iloscia powiklan to owi gegacze przestrzegali by przed
      gloszeniem owych pozytywnych dla nich wynikow?

      To nie jest pozycja filozoficzna, to jest mentalna postawa Kalego:

      nauka popierac religie Kalego -> Kali brac wyniki i trabic je na potege

      nauka zaprzeczac twierdzeniom religii Kalego -> religia Kalego nie moze byc
      badana naukowo


      Hipoteza o istnieniu Zeusa czy krasnoludkow jest jak najbardziej hipoteza
      _potencjalnie_ testowana empirycznie. Jesli definiujemy super-krasnala jak
      takiego co to nigdy z definicji wykryty byc nie moze, ani on sam ani tez wyniki
      jego dzialan to po co nam taki krasnal? Occam sie klania.





      • przemek05 Re: "rozdzial" magisteriow 05.12.06, 01:06
        Moim skromnym zdaniem to Ty mylisz pojecia identyfikujac religie z
        religioznawstwem, ktore jest jak najbardziej dyscyplina naukowa. To zdanie
        opieram na wyjatku z Twojej wypowiedzi: "Upieranie sie ze nauka winna odstapic
        od badan np. nad pochodzeniem tekstow biblijnych i ich zgodnoscia z
        wykopaliskami jest niepowazne". Religioznawca ma prawo (i obowiazek) badac
        swiete ksiegi roznych religii i publikowac wyniki tych prac. Gdyby jednak
        wyskoczyl z teza, ze z jego analiz wynika nieistnienie Boga, to by przekroczyl
        swoje kompetencje, a mowiac wprost - wyglupilby sie.

        Co do "selektywnego" traktowania nauki przez hierarchow koscielnych, to sie
        zgadzam. Teorie "wielkiego wybuchu" zaakceptowali szybko (w 1951?) bo byla po
        ich mysli, z ewolucja poszlo wolniej i z wiekszymi oporami. Moim
        zdaniem "czepianie sie" nauki przez teologow jest niepotrzebne, nauka nigdy nie
        dostarczy dowodu na istnienie Boga, bo jest to zagadnienie wykraczajace poza
        jej obszar (podobnie nie dostarczy poprawnego dowodu nieistnienia).

        Brzytwa Ockhama nie moze byc tu koronnym argumentem, bo nawet w obszarze nauki
        nie jest tak, ze tylko najprostsze uklady istnieja w rzeczywistosci. Eliminacja
        nadmiarowych bytow pozwala na uproszczenie modelu, ale skad wiadomo, ze na
        pewno zbliza nas do prawdy?

        • scept89 falsyfikacja religii (nie demiurga) 05.12.06, 18:42
          przemek05 napisał:
          >Religioznawca ma prawo (i obowiazek) badac
          > swiete ksiegi roznych religii i publikowac wyniki tych prac. Gdyby jednak
          > wyskoczyl z teza, ze z jego analiz wynika nieistnienie Boga, to by przekroczyl
          > swoje kompetencje, a mowiac wprost - wyglupilby sie.

          Niezupelnie. Nie rozdzielasz istnienia boga-demiurga od boga okreslonej religii.

          1) studiujac jakakolwiek religie, zycie jej prorokow i bezsensownosc przewidywan
          w swiecie realnych tychze nie jest sie oczywiscie uprawnionym ze demiurg
          przypominajacy bohatera 'Non serviam' Lema nie istnieje.

          2) mozna racjonalnie odrzucic religie X jako bledna na podstawie:

          A) doglebnej znajomosci poczatkow danej religii
          Przykladem moga byc tutaj kulty cargo:
          en.wikipedia.org/wiki/Cargo_cult
          "The most famous examples of Cargo Cult behavior have been the airstrips,
          airports, and radios made out of coconuts and straw. The cult members built them
          in the belief that the structures would attract transport aircraft full of
          cargo. Believers stage "drills" and "marches" with twigs for rifles and
          military-style insignia and "USA" painted on their bodies to make them look like
          soldiers."

          Nie powiesz chyba ze wierzenia owe mozna traktowac powaznie, mimo iz istnienia
          nie-zdefiniowanyh blizej praprzodkow oczywiscie to nie obala.

          B) niskie intencje/obled zalozyciel sekty
          - Mormoni sa ponoc jedna z szybciej rosnacych religii w USA, jednak zalozyciel
          nie Joseph Smith, Jr. 'przetlumaczyl' z staroegipskiego na angielski Ksiege
          Mormona. Problem w tym ze nikt nigdy ksiegi owej nie widzial w orginale (zlote
          tablice) natomiast sam Smith nie znal staroegipskiego:

          www.geocities.com/martsego/other.html
          - scjentolodzy tez nie najgorzej przeda z grupka aktorow (Criuse et co.)
          Tworca tejze, autor powiesci sci-fi popelnil byl chyba kilka wypowiedzi
          stwierdzajacych mniej lub bardziej oglednie iz zamierza zalozyc nowa religie
          poniewaz 'this is where the money is'.

          - Heavens Gate z Marshall'em Applewhite i Bonnie Nettles
          en.wikipedia.org/wiki/Marshall_Applewhite
          en.wikipedia.org/wiki/Bonnie_Nettles
          Mysle ze zlapiesz o co mi chodzi i innych religijnych wariatow nie musze wyszukiwac.

          Co do blizszych domu religii: jesli ktos twierdzi i utrzymuje iz Stary Testament
          to slowo Boze to trudno to ogodzic ze studiami literaturoznawczymi
          wykazujacymi rozne autorstwo poszczegolnych jego czesci. Podobnie jesli Nowy
          Testament to relacje naocznych swiadkow to znow niewytlumaczalne jest ich powstanie:

          en.wikipedia.org/wiki/Synoptic_problem
          Innymi slowy cale polacie tekstu lacznie z punktacja zdaja sie byc zapozyczone
          pomiedzy trzema ewangeliami.

          Tak wiec studiujac dana religie mozna wykryc w niaj smiertelne sprzecznosci,
          problem zalozyciela, problem autorstwa swietych tekstow.
          Co pozostaje z chrzescijanstwa w ktorym poszczegolne synoptyczne ewangelie sa
          zciagniete jedna z drugiej to sam sobie odpowiedz.
          • przemek05 Re: demiurg mi wystarcza :-) 10.12.06, 01:14
            scept89 napisał:
            >Nie rozdzielasz istnienia boga-demiurga od boga okreslonej religii

            Rozrozniam i wlasnie Demiurga tu bronie - jakby Mu moja obrona byla do czego
            potrzebna :-)

            > 1) studiujac jakakolwiek religie, zycie jej prorokow i bezsensownosc
            przewidywan
            > w swiecie realnych tychze nie jest sie oczywiscie uprawnionym ze demiurg
            > przypominajacy bohatera 'Non serviam' Lema nie istnieje.

            Co prawda tego dziela Lema nie czytalem, ale sadze, ze w tym momencie niemal
            uzgodnimismy poglady.

            > Co do blizszych domu religii: jesli ktos twierdzi i utrzymuje iz Stary
            Testament
            > to slowo Boze to trudno to ogodzic ze studiami literaturoznawczymi
            > wykazujacymi rozne autorstwo poszczegolnych jego czesci.

            Alez nikt istnienia roznych autorow nie neguje. To jedynie mahometanie
            utrzymuja ze Allach dyktowal Koran slowo po slowie. Teolodzy chrzescijanscy
            chca widziec jakas ingerencje Boga w tresc Starego Testamentu, jednak bardzo
            posrednia. Ja osobiscie ograniczam sie do domniemania, ze autorzy kierowali sie
            checia poznania Boga, a wiec nie lgali w zywe oczy z niskich pobudek, tylko
            zapisywali to, co uwazali za sluszne i prawdziwe (co uwazali za sluszne, a nie
            co jest sluszne - zauwaz roznice)

            >Podobnie jesli Nowy
            > Testament to relacje naocznych swiadkow to znow niewytlumaczalne jest ich
            powstanie:

            Nie naocznych, bo ksiegi spisano wiele dziesiatkow lat po zakonczeniu
            dzialalnosci Chrystusa. Co wiecej, prawdziwymi tworcami doktryny byli ci,
            ktorzy dokonali podzialu tekstow o zyciu Jezusa na apokryfy i ksiegi swiete.
            I co z tego? Czy jest to niepodwazalny dowod tego, ze te ksiegi jedynie
            nieprawde zawieraja? Problem jest tu ten sam, jak z Demiurgiem. Mozemy uwierzyc
            w spisane zdarzenia, jak np. Zmartwychwstanie Jezusa, mozemy nie uwierzyc.
            Nasza sprawa i nasze ryzyko. Nauka nie rozwiaze tego problemu, chyba ze
            umozliwi nam cofniecie sie w przeszlosc.

            > Tak wiec studiujac dana religie mozna wykryc w niaj smiertelne sprzecznosci,
            > problem zalozyciela, problem autorstwa swietych tekstow.
            > Co pozostaje z chrzescijanstwa w ktorym poszczegolne synoptyczne ewangelie sa
            > zciagniete jedna z drugiej to sam sobie odpowiedz.

            Staralem sie to okreslic powyzej. A teolodzy sa od tego zeby doktryne
            modyfikowac i usuwac sprzecznosci. Im wiecej sprzecznosci usuna, tym blizsi
            beda Boga, takie jest moje przeswiadczenie.


            • scept89 Re: demiurg, ST & NT 12.12.06, 19:13
              przemek05 napisał:
              > Co prawda tego dziela Lema nie czytalem, ale sadze, ze w tym momencie niemal
              > uzgodnimismy poglady.

              Swietnie ;-)

              > > Co do blizszych domu religii: jesli ktos twierdzi i utrzymuje iz Stary
              > Testament
              > > to slowo Boze to trudno to ogodzic ze studiami literaturoznawczymi
              > > wykazujacymi rozne autorstwo poszczegolnych jego czesci.
              >
              > Alez nikt istnienia roznych autorow nie neguje.<> Teolodzy chrzescijanscy
              > chca widziec jakas ingerencje Boga w tresc Starego Testamentu, jednak bardzo
              > posrednia.

              1) niektorzy teolodzy chrzescijanscy (no ale fundamentalistow mozemy sobie jako
              przeciwrozumcow darowac)
              2) Hmm, posrednia powiadasz?
              a) Jak to ktos napisal dziela Szekspira sa doskonalsze od Biblii -> dlaczego
              Biblia mialaby byc bardziej wiarygodna?

              b) owo 'posrednie' autorstwo az kipi od tego co ateusze i antropolodzy wszelkich
              masci twierdzili od dawna: ludzkie korzenie religii.

              c) moje posty np. sa posrednio inspirowane poprzez 'boginke X'. Jesli napisze
              glupote to jest to moja glupota, glupota autora co nie dosc dlugo danego dnia
              przed posazkiem X wyklekiwal. Jesli przypadkiem wyciosam stwierdzenie opierajace
              sie krytyce i uplywowi czasu to oczywiscie jest ono 'inspirowane'. W chwili
              obecnej, albo i za lat 2000 nie wiadomo ktore _na pewno_ sa inspirowane a ktore
              nie sa.

              >autorzy kierowali sie
              > checia poznania Boga, a wiec nie lgali w zywe oczy z niskich pobudek, tylko
              > zapisywali to, co uwazali za sluszne i prawdziwe (co uwazali za sluszne, a nie
              > co jest sluszne - zauwaz roznice)

              dlatego tez mamy pelne prawo sadzic jako ateisci iz etyka Boga Starego
              Testamentu to "etyka" gniewnego kacyka, tak jak ja widzieli ludzie ktorzy ja
              pisali.

              > >Podobnie jesli Nowy
              > > Testament to relacje naocznych swiadkow to znow niewytlumaczalne jest ich
              > powstanie:
              >
              > Nie naocznych, bo ksiegi spisano wiele dziesiatkow lat po zakonczeniu
              > dzialalnosci Chrystusa

              Mea culpa. Wiedzialem oczywiscie ze Ewangelie nie zostaly napisane w/g bdan
              literackich przez naocznych swiadkow jednak jak widac mylnie sadzilem iz w/g KK
              i teologow sa one uwazane za naoczne. Innymi slowy Ewangelie to taki Potop albo
              Stara Basn, spisane jednak zapewne blizej zdarzen ktore zdaja sie opisywac.

              > I co z tego? Czy jest to niepodwazalny dowod tego, ze te ksiegi jedynie
              > nieprawde zawieraja?

              Nawet Harlekiny nie zawieraja jedynie nieprawdy (gatunek ludzki np. sklada sie z
              przedstawicieli dwoch plci majacych sie ku sobie). Nie mam dostatecznej wiedzy
              aby sie w nowo-testamentologie bawic ale w/g znanych mi omowien autorzy
              Ewangelii tworzyli "na matrycy" Starego Testamentu. Prorok prawdziwy musial
              spelniac przepowiednie zawarte w ST dlatego zdarzenia z zycia Jezusa dziwnym
              trafem 'spelnialy' owe przepowiednie. Zrodla historyczne n.b. prawie w calosci
              'zweryfikowany pozytywnie przez chrzescijan' milcza na temat pewnych zdarzen
              podawanych jako prawdziwe (np "rzez niewiniatek").
              Wszystko co mozemy powiedziec o NT to to ze ewangelie synoptyczne w duzym
              stopniu przepisuja jedna z drugiej oraz iz autorzy w oczywisty sposob mylnie
              opisuja _czesc_ dajacych sie zweryfikowac faktow. Ogolne wrazenie jest takie iz
              jest to fragment Kroniki Wincentego Kadłubka ze smokiem gdzie byc moze czesc
              postaci o podanych imionach istniala w rzeczywistosci.


              > A teolodzy sa od tego zeby doktryne
              > modyfikowac i usuwac sprzecznosci. Im wiecej sprzecznosci usuna, tym blizsi
              > beda Boga

              To bardzo optymistyczna IMHO interpretacja. Chcialbym wobec tego zapytac jak
              teolodzy owi przeslawni zapatruja sie na slowa JP2 uwazajacego iz podczas
              zamachu jego zycie ocalila Matka Boska Fatimska? Gdzie byla w tym czasie Matka
              Boska Czestochowska/MB z Loures/MB z Miedugorie? Czy JP2 nie wiedzial co mowil
              czy tez logika wypowiedzi papieza teolodzy sie nie zajmuja? A moze mamy bo ja
              wiem 20 MBs?

              Pozdr.
              • przemek05 Re: demiurg, ST & NT 16.12.06, 02:04
                Ta wymiana pogladow nie moze sie skonczyc inaczej, jak podpisaniem protokolu
                rozbieznosci, bo podstawowych dogmatow nie da sie obalic metodami naukowymi, i
                oczywiscie nie da sie ich potwierdzic.

                1)
                "owo 'posrednie' autorstwo az kipi od tego co ateusze i antropolodzy wszelkich
                masci twierdzili od dawna: ludzkie korzenie religii"

                Zgadzam sie z tym, ze ksiegi (w tym ST i NT) pisza ludzie a nie bogowie. Jednak
                nie stanowi to dowodu nieistnienia bogow.

                2)
                "moje posty np. sa posrednio inspirowane poprzez 'boginke X'. Jesli napisze
                glupote to jest to moja glupota, glupota autora co nie dosc dlugo danego dnia
                przed posazkiem X wyklekiwal. Jesli przypadkiem wyciosam stwierdzenie
                opierajace sie krytyce i uplywowi czasu to oczywiscie jest ono 'inspirowane'."

                Trafna uwaga lecz o niczym ona nie przesadza.

                3)
                "dlatego tez mamy pelne prawo sadzic jako ateisci iz etyka Boga Starego
                Testamentu to "etyka" gniewnego kacyka, tak jak ja widzieli ludzie ktorzy ja
                pisali."

                Nie tylko ateisci sadza, ze wizja Boga Starego Testamentu, Boga zazdrosnego i
                msciwego, nie odpowiadala koncepcji Boga jako idealu dobra i sprawiedliwosci.
                Gdyby tak bylo, wowczas Nowy Testament nie bylby do niczego potrzebny. Gdyby
                Przykazanie Milosci bylo wpisane w Stary Testament, misja Jezusa bylaby
                zbedna.

                4)
                "Prorok prawdziwy musial spelniac przepowiednie zawarte w ST dlatego zdarzenia
                z zycia Jezusa dziwnym trafem 'spelnialy' owe przepowiednie. Zrodla historyczne
                n.b. prawie w calosci 'zweryfikowany pozytywnie przez chrzescijan' milcza na
                temat pewnych zdarzen podawanych jako prawdziwe (np "rzez niewiniatek")."

                Wydarzenia "obrastaja mitem", nie sadze zeby teolodzy traktowali w kategoriach
                faktu gwiazde betlejemska itp mity odnoszace sie do narodzin Jezusa. Wszystko
                to nie jest w stanie oslabic przeslania NT, a ma ono wymiar etyczny - mam na
                mysli Przykazanie Milosci.

                5)
                "Chcialbym wobec tego zapytac jak teolodzy owi przeslawni zapatruja sie na
                slowa JP2 uwazajacego iz podczas zamachu jego zycie ocalila Matka Boska
                Fatimska? Gdzie byla w tym czasie Matka Boska Czestochowska/MB z Loures/MB z
                Miedugorie?"

                Rozwazania nt wyzszosci Matki Bozej Fatimskiej nad Czestochowska zostawmy
                pielgrzymom, majac nadzieje, ze nie pobija sie o to. :-)
                Co do cudow, to wg mojego rozeznania, katolicy maja wierzyc w cuda Jezusa (nie
                da sie ich potwierdzic ani udowodnic, ze nie mialy one miejsca ponad wszelka
                watpliwosc). Objawienie dokonalo sie za sprawa Jezusa i jest ono kompletne, nie
                wymaga uzupelnien potwierdzonych kolejnymi cudami. Wiara w cuda poznniejsze nie
                jest obowiazkowa. Papiez mogl opisywac swoje uczucia, w tym przekonanie plynace
                z wiary co do jego cudownego ocalenia w dniu zamachu.
                Martwi mnie troche to szukanie cudow jako swiadectwo swietosci - JPII byl osoba
                wybitna, zaslugujaca na najwyzszy szacunek i bedaca wzorem dla innych - czyli
                swieta, po co wiec wyszukiwac niewyjasnione przypadki wyleczen i kojarzyc je z
                osoba Papieza?
    • paberg Wiara oczami ślepca 04.12.06, 19:51
      Zaskakująco dobry artykuł. Autor, oczywiście, myli się w większości swoich tez,
      ale przynajmniej konsekwentnie stawia wiele spraw. Przykładowo ma rację, że albo
      stworzył nas rozumny Bóg (mniejsza teraz o to jak) albo mamcia Natura, bez
      udziału jakichkolwiek wyższych instancji. I ci (np. Sosnowski), którzy wmawiają
      sobie i innym, że te dwie odpowiedzi i wizje rzeczywistości mogą ze sobą zgodnie
      koegzystować "na różnych poziomach" jest zwykłą nieuczciwością.

      Droga obrony "wiary" przyjęta przez Sosnowskiego jest tym właśnie ślepym
      zaułkiem. Wobec agresji Dawkinsa czy Hołówki na nic nie zda się sztuczne
      dzielenie "obszarów" nauki i religii, bo oni nie zostawią na to żadnego miejsca.
      • przemek05 Re: Wiara oczami ślepca 05.12.06, 01:23
        paberg napisał:
        > Zaskakująco dobry artykuł.
        Moim zdaniem Dawkins o wiele lepszy. Posuniecie sie prof.Holowki do
        stwierdzenia ze Ducha Sw nie ma, bo nie wychodzi na zdjeciu, jest naduzyciem,
        chyba autor sie tu zagalopowal.

        Co do koegzystencji nauki i religii - to nazywanie tego "nieuczciwoscia" uwazam
        za niesluszne. Wszechswiat i organizmy zywe powstaly droga ewolucji i
        doszukiwanie sie "recznego sterowania z gory" tym procesem skonczy sie, predzej
        czy pozniej, kompromitacja takiej postawy. Dlaczego jednak w ogole swiat
        istnieje, jak ma sie w nim odnalezc czlowiek, jak ma odniesc sie do innych
        ludzi - te sprawy wykraczaja poza obszar nauk przyrodniczych, niech sie tymi
        problememi zajmuja filozofowie i teolodzy. Nic nie widze nieuczciwego w tym
        podziale kompetencji.
        • paberg Re: Wiara oczami ślepca 05.12.06, 15:34
          przemek05 napisał:

          > paberg napisał:
          > > Zaskakująco dobry artykuł.
          > Moim zdaniem Dawkins o wiele lepszy.

          Moim zdaniem odwrotnie, Rysio Dawkins da co najwyzej bardzo chaotyczny wywód do
          jednego wora wrzucajac "religijne zachowania" od mahometan po chrzescijan i
          okrasil to prywatna tyrada przeciw religii, bardzo plyciutka zreszta.

          > Posuniecie sie prof.Holowki do
          > stwierdzenia ze Ducha Sw nie ma, bo nie wychodzi na zdjeciu, jest naduzyciem,
          > chyba autor sie tu zagalopowal.

          A to dlaczego? Byc moze sie myli, ale Twoje goloslowne zapewnienia chyba nic tu
          nie dadza. Holowka pisze jak byly wytrawny partyjny aparatczyk z departamentu
          do walki z religia, ale wydaje mi sie, ze troche znieksztalciles jego poglad w
          tej materii. On nie napisal, ze nie ma Ducha Swietego bo nie wychodzi na
          zdjeciu, tylko to, ze dzialania Ducha Swietego zadna miara nie da sie zbadac,
          ocenic, sprawdzic, a co za tym idzie potwierdzic. A skoro tak, to stawia
          pytanie po co w ogole przywolywac Ducha Swietego w wyjasnianiu czegokolwiek?

          > Co do koegzystencji nauki i religii - to nazywanie tego "nieuczciwoscia"
          uwazam za niesluszne.

          Nie zrozumiales mnie. Religia koegzystuje z nauka od wiekow i oprocz kilku
          zgrzytow robi to calkiem niezle. Piszac o nieuczciwosci mialem na mysli
          godzenie na sile ze soba dwoch fundamentalnie sprzecznych wizji rzeczywistosci.
          Religijna i materialistyczna, ktora dla uzasadnienia swoich roszczen uzywa
          teorii ewolucji. Udawanie, ze konfliktu nie ma, tam gdzie jest, jest
          nieuczciwoscia (nie wnikam czy robione jest to swiadomie czy z niewiedzy czy
          naiwnosci).

          > Wszechswiat i organizmy zywe powstaly droga ewolucji i
          > doszukiwanie sie "recznego sterowania z gory" tym procesem skonczy sie,
          predzej czy pozniej, kompromitacja takiej postawy.

          I znowu gola teza bez uzasadnienia. Skad wiadomo czy sie skonczy? Miales jakies
          objawienie z gory? ;-) A nie pomyslales, ze kompromitacja moze skonczyc sie
          nachalne zaangazowanie sie niektorych w popieranie ewolucji, tak jak kiedys
          skonczylo sie zaangazowanie niektorych w popieranie ptolemeizmu?

          > Dlaczego jednak w ogole swiat
          > istnieje, jak ma sie w nim odnalezc czlowiek, jak ma odniesc sie do innych
          > ludzi - te sprawy wykraczaja poza obszar nauk przyrodniczych, niech sie tymi
          > problememi zajmuja filozofowie i teolodzy.

          Nieprawda. Dlaczego swiat istnieje to akurat z powodzeniem bada nauka.
          Zachowania czlowieka (w tym religijne) takze tlumaczone sa jak najbardziej
          naukowo (patrz psychologia ewolucyjna). Po drugie, to kto wytyczyl te granice
          czym nauka ma sie zajmowac, a czym nie?

          > Nic nie widze nieuczciwego w tym
          > podziale kompetencji.

          Dawkins i Holowko wytoczyli konkretne argumenty przeciw temu "podzialowi
          kompetencji". Powtarzanie bez zdania uzasadnienia, ze taki podzial jednak
          istnieje to za malo. Trzeba teraz uzasadnic, dlaczego panowie Dawkins i spolka
          jednak sie myla. No wlasnie, panie Przemku jakies pomysly w tej materii? Cos
          wiecej niz argumenty z zarliwego zapewnienia?

          Pozdrawiam
          • przemek05 Re: Wiara oczami ślepca 10.12.06, 01:44
            paberg napisał:

            > On nie napisal, ze nie ma Ducha Swietego bo nie wychodzi na
            > zdjeciu,

            Napisal "co dowodzi ze go nie ma". Potem troche rozwinal ten wywod, jednak nie
            wycofal sie z cytowanego twierdzenia.

            >tylko to, ze dzialania Ducha Swietego zadna miara nie da sie zbadac,
            > ocenic, sprawdzic, a co za tym idzie potwierdzic. A skoro tak, to stawia
            > pytanie po co w ogole przywolywac Ducha Swietego w wyjasnianiu czegokolwiek?

            W obszarze nauk przyrodniczych powolywanie sie na Ducha Sw byloby wyglupem. Ale
            w obszarze religii i filozofii...


            > Piszac o nieuczciwosci mialem na mysli
            > godzenie na sile ze soba dwoch fundamentalnie sprzecznych wizji
            rzeczywistosci.

            Dla Ciebie - sprzeczne, dla mnie - nieprzystajace.

            >
            > > Wszechswiat i organizmy zywe powstaly droga ewolucji i
            > > doszukiwanie sie "recznego sterowania z gory" tym procesem skonczy sie,
            > predzej czy pozniej, kompromitacja takiej postawy.
            >
            > I znowu gola teza bez uzasadnienia. Skad wiadomo czy sie skonczy?

            :-) Nie wiadomo. Moze sie skonczy dowodem, ze Pan Bog za tym wszystkim stoi,
            wyrazilem jedynie moj sceptycyzm wobec tego drugiego wariantu.

            >
            > Nieprawda. Dlaczego swiat istnieje to akurat z powodzeniem bada nauka.

            W wezszym sensie bada, moze odkryje jaki byl stan wszechswiata przed Wielkim
            Wybuchem i jak do niego doszlo. Filozof (w tym i teolog) ma jednak prawo
            zapytac o sens i przyczyne, moze stawiac ryzykowne kwestie, np dlaczego materia
            ma zdolnosci ewoluowania w kierunku skomplikowanych struktur, wlaczywszy w to
            istoty zywe. Przeciez wystarczyloby w niewielkim stopniu zmienic pare stalych
            fizycznych i nie powstalyby nawet gwiazdy. Czemu sa te stale takie, jakie sa?
            Zabronisz filozofom i teologom stawiania takich nienaukowych pytan?

            > Zachowania czlowieka (w tym religijne) takze tlumaczone sa jak najbardziej
            > naukowo (patrz psychologia ewolucyjna). Po drugie, to kto wytyczyl te granice
            > czym nauka ma sie zajmowac, a czym nie?

            Toc ja bardzo lubie psychologie ewolucyjna i nie odbieram jej chleba. Nauka nie
            powinna jednak stawiac pytan spoza swojego obszaru, a takim jest np pytanie o
            istnienie Boga. Nauka odpowie ze nie ma dowodu Jego istnienia i koniec dyskusji
            naukowej. Naukowej - jednak nie filozoficznej czy teologicznej.

        • benek231 Re: Wiara oczami ślepca 05.12.06, 15:41
          przemek05 napisał

          Moim zdaniem Dawkins o wiele lepszy. Posuniecie sie prof.Holowki do
          stwierdzenia ze Ducha Sw nie ma, bo nie wychodzi na zdjeciu, jest naduzyciem,
          chyba autor sie tu zagalopowal.

          ===

          Wlasnie. Poprawne rozumowanie podsuwa, ze Duch Sw. jest wlasnie dlatego, ze nie wychodzi na
          zdjeciu.
          Krasnoludki takze nie wychodza i co z tego. I tak wszyscy wiedza ze Krasnoludki istnieja.
          • przemek05 Re: ironizujesz 10.12.06, 01:52
            Istnienia Ducha Sw metodami naukowymi dowiesc sie nie da. Podobnie z Twoimi
            krasnoludkami. Czynienie z tej oczywistej konstatacji odkrycia Ameryki nie
            przynosi chluby ani prof Holowce ani jego zwolennikom.
            Kilka razy juz pisalem, ze nie ma dowodu istnienia, a Ty tak ze mna
            polemizujesz, jakbum uwazal, ze takowy jest.
    • nick.crestone Szkolne wypracowanie prof. Hołówki... 05.12.06, 02:20
      Takie wypracowanka pojawiały się w naszej szkolnej gazetce kilkadziesiąt lat
      temu, jeszcze przed maturą. Potem okazało się szybko, że życie jest bardziej
      skopmlikowane niż schematy z poradnika agitatora.

      Prof.Hołówka odgrzewa retorykę wypracowaną w komitetach partyjnych. Po co?
    • nick.crestone Na czasie - znalezione dzisiaj 05.12.06, 02:32
      Z polskich tradycji

      W Wielkim Poście dawałem rekolekcje w Oświęcimiu. Opowiedział mi wtedy
      tamtejszy dziekan i proboszcz, że przed kilku dniami przyjechał z Warszawy pan
      Boy-Żeleński z odczytem dla robotników miejscowej fabryki, zamienionej później
      na obóz koncentracyjny, pod tytułem: „Czy jest Bóg?" Na odczyt przyszło ponad
      2.000 robotników. Boy z wielką swadą „udowadniał", że Boga nie ma. Na końcu
      upojony powodzeniem wyciągnął dłoń ku niebu i zaczął bluźnić. Wreszcie powiada
      buńczucznie: „Gdyby Bóg był na niebie, nie zniósłby moich bluźnierstw, ale
      zabiłby mnie piorunem z nieba". Popatrzył tryumfalnie po sali. Nastało grobowe
      milczenie. Wtedy podszedł do niego na mównicę miejscowy kowal i mówi: „Panie,
      wobec Wszechmocnego Boga jest pan nikłym proszkiem. Na Pana wystarczy ręka
      kowala". I trzasnął tak mocno w bluźnierczą twarz, że Boy potoczył się pod
      mównicę. Wtedy dopiero sala się opamiętała. Zaczęto gwizdać i krzyczeć: „Precz
      z bluźniercą!" Musiano niefortunnego mówcę wyprowadzić tyłem, bo by go
      sromotnie robotnicy pobili.

      O. Stanisław Skudrzyk, TJ, "50 lat w zakonie"

      ojczyzna.pl/
      • nick3 Bicie zawsze przywraca właściwe reakcje. 06.12.06, 20:45
        Psychologowie wręcz twierdzą, że bez serwowania go dzieciom Bojaźń Pańska
        poważnie by w narodzie ucierpiała.

        (Wypowiedzi autorów biblijnych dotyczące wychowania dzieci zdają się
        intuicyjnie przeczuwać tę wiedzę psychologów.)
    • okont1 Ślepy zaułek wiary 05.12.06, 04:45
      Right, define the terms and then move on to apply your prejudice: Mr Holowka,
      I remember a bit more intellectual discipline when I had the chance to take the
      second year ethics course!

      Please, do consider updating yourseelf in matters of theology; John Milbank
      (now at Notthingham) and Catherine Pickstoock of Cambridge bring forth a more
      subtle discernement of the range of possibilities for practice of faith than
      that proposed by you. Then there is David B. Hart, and Graham Ward, and Conor
      Cunningham, and so many more. The gift of theological vision does not end with
      Tomasz...

      • scept89 Re: Ślepy zaułek wiary 05.12.06, 19:06
        okont1 napisał:
        <snip>
        > Please, do consider updating yourseelf in matters of theology; John Milbank
        From:
        en.wikipedia.org/wiki/Radical_orthodoxy
        "John Milbank, in particular, insists that it is wrong to acknowledge the
        autonomy of philosophy vis-a-vis theology, and much of his work criticises
        French philosophers whose work claims such autonomy."

        Yep. Soon theory of gravity will be incorporated and become a branch of
        theology. Anybody postulating that philosophy does not exist outside theology is
        deluded.



        • okont1 Re: Ślepy zaułek wiary 06.12.06, 03:07
          Learning theology from Wikipedia: would you consider studying gravity from
          Ptolemy?

          Or, speaking rhetorically - and only rhetorically, should you consider learning
          about gravity by diving off a high-rise?

          Review Peter Ramus' influence on Descartes and their subsequent impact on
          Newton. Thereafter we may return to matters of gravity.
          • scept89 cul- de-sack 06.12.06, 10:50
            Neither I nor any other atheist need to study theology to te level you (and many
            others in your line of thinking) would consider satisfactory to rise arguments
            against it. Here are few reasons why:

            1) same argument (one does not know enough about astrology, parapsychology,
            visits by aliens) is raised by quacks. Do you really think that one has to study
            astrology (obviously including the latests developments with brand new hot-shots
            in the field) to debunk it? Obviously not. It is good enough for me to simply
            relay on te inability of astrology in te past to support its claims. The fact
            that astrology (if true) would contradict everything we know about randomness on
            the atomic level, overthrow our physics and biology also helps to kick it out of
            ballpark without much ado.

            2) Original critics of Dawkins 'The God Delusion' raised exactly the same
            objection -> Dawkins is no theologian, he oversteps his area of expertise
            therefore everything what he writes must be a pile of poo. Look for Terry
            Eagleton's review i.e.
            While a critique of any field does require some knowledge of it (== basic
            tenants) we have multiple examples of succesful debunking the whole disciplines
            by outsiders. Think Popper and psychoanalysis, or Alan Sokal and postmodernism.

            3) Where is the money? How comes that there is a whole bunch of theologians
            discovering truths more advanced than St Thomas but somehow you do not get The
            Guardian with a headline: 'Ateists defeated - existence of God confirmed!'. Even
            in your post, in Eagelton vein you do not specify the statements contradicting
            the basic premise of Dawkins & Holowko: 'there are no signs of god or his
            actions in the observable world'.
            Do not be shy, show us what you got.

            Best.
            • okont1 Re: cul- de-sack 07.12.06, 05:18
              Many good points, I thank you for keeping the dialog. In fact, we do know -
              thanks to the epidemiologic and prospective experimental evidence - that
              psychoanalysis - as a 'scientific discipline', i.e. a reproducible method of
              treating affective and anxious disorders - is indeed as reliable as astrology.
              So we all respect Popper, and I accept your line of reasoning - as long as I
              may ask a follow-up question: given the good old Sausserian definition of sign
              (after all, YOU are introducing 'sign' into our dialog), what is the radiant
              gaze of Redon's Baptist, if not a visible sign of invisible Beauty?
              www.ibiblio.org/wm/paint/auth/redon/redon.st-john.jpg

              I must run to apply science, i.e. on call this week, please forgive if I can't
              reply for some time,

              best, indeed

    • darthmaciek slabiutki tekst 05.12.06, 07:43
      o ile w dwoch poprzednich dysputach o ateizmie walczylem do ostatniego postu,
      to te wypociny zdecydowanie nie sa inspirujace. Adieu.
      • benek231 Napisz lepszy, sieroto :O) 08.12.06, 15:21
        darthmaciek napisał:

        > o ile w dwoch poprzednich dysputach o ateizmie walczylem do ostatniego postu,
        > to te wypociny zdecydowanie nie sa inspirujace. Adieu.

        ===

        To niech cie mama zainspiruje zaganiajac ciebie do zmywania garow. I walcz do konca.
    • nowytor4 Ateiści najlepszy dowód na straszne skutki jakie 05.12.06, 07:53
      niesie ze sobą starość.
      Dochodząc do kresu swych dni, jeżeli jeszcze mają okazję, zaczynają olewać
      wszystkie naukowe dowody, dzięki którym byli ateistami.
      Czasami zdarza, że zaczynają wierzyć ze zwykłą pokorą, tak jak "zwykli"
      wierzący. Jednak więcej jest przypadków, gdy zapiekli ateiści pod koniec życia
      zaczynają się Bogu odgrażać.
      Tymi przypadkami ateiści w kwiecie wieku się raczej nie zajmują...
      • nick3 Dom na Skale nie taki bezpieczny... 06.12.06, 20:23
        Dysponujesz jakimś wiarygodnym materiałem dającym ci wiedzę na temat, o którym
        mówisz?

        Czy tylko powołujesz się na właściwą mądrości ludu "znajomość życia"?

        Otóż badania psychologów wskazują na to, że właśnie chrześcijanie częściej niż
        ateiści reagują lękiem i rozpaczą w sytuacji bliskości śmierci.

        Wygląda więc na to, że apologeci religii propagują fałsz rozpowszechniając
        popularny mit o pożytkach z wiary w konfrontacji ze śmiercią (mówię o tych
        pożytkach, które rzeczywiście wtedy obchodzą ludzi, a nie
        tych "nadprzyrodzonych". Zaś to, co obchodzi wtedy ludzi widać zaś właśnie z
        tego, kto jest spokojniejszy, a kto zalękniony).

        Co więcej apologeci religii nieuczciwie zastraszają swoje dzieci oraz tych,
        którzy im dają wiarę, jakoby wybór ateizmu w przeciwieństwie do wyboru religii
        prowadził do straszliwej klęski w obliczu ciężkich doświadczeń życiowych.

        I znowuż - jest to sąd nie uzasadniony niczym prócz przypowieści o Domu
        zbudowanym na skale i Domu zbudowanym na piasku.

        Jeśli idzie o dostępną obserwacji stabilność osobowości w obliczu ciężkich
        doświadczeń - jest na odwrót.

        (Co, na upartego patrząc, nie przeczy jeszcze prawdziwości religii, bo kto
        powiedział, że prawda musi być krzepiąca, albo dawać człowiekowi szczególną
        siłę)
    • gugula Ślepy zaułek wiary 05.12.06, 08:04
      Moim zdaniem rację mają Dawkins i Hołówka. Ptrawie w całości zgadzam się z
      tezami Hołówki.
    • mariuszlo Re: Ślepy zaułek wiary 05.12.06, 08:38
      Sprawa jest prosta, przez Hołówkę, Dawkinsa i im podobnych przemawia Szatan.
    • piterone Ślepy zaułek wiary 06.12.06, 11:50
      "Ale hipoteza cudu to kolejny ślepy zaułek. Kto powołuje się na cud, stwierdza
      jedynie, że nie wie, jak jakieś zjawisko zaszło, czyli mówi dokładnie to samo,
      co - w tym wypadku - nauka."
      Doświadczyłem w życiu wielu cudów i wiem skąd one pochodzą - JEZUS CHRYSTUS.
    • panna_z_polskiego_dworku Holowka przeinacza argumenty/wierzenia przeciwnika 06.12.06, 14:57

      A to jest dość poważny nietakt w każdej dyskusji...

      >To on chce przyjąć, że rację ma i Darwin, i Jan Paweł II. Zaleca, by dzieci
      >chodziły do szkoły, w której dowiadują się, że świat powstał w Wielkim Wybuchu,
      >ale tylko na lekcjach fizyki. Na lekcjach religii mają słyszeć, że Bóg
      oddzielił >światło od ciemności, wodę od lądu, i to był prawdziwy początek.

      Kreacjonizm nie jest oficjalną doktryną KK. Przynajmniej nie w ten sposób jak to
      rozumie autor. Pan Giertych nie reprezentuje KK. KK zrezygnował ze sprzeciwiania
      się teorii Darwina co zostało kilka razy powiedziane. Jeżeli KK głosi że świat
      został stworzony przez Boga to znaczy to że bóg był pierwszą przyczyną, on
      rozpoczął cały proces. Nie znaczy to że należy wierzyć słowo w słowo w to że
      ulepił człowieka z gliny a kobietę zrobił z żebra.

      A swoją aluzją do wiary w wielki wybuch tylko na lekcjach fizyki Hołówka trafił
      jak kulą w płot. KK bardzo wcześnie zaakceptował tą teorię - nawet zanim stała
      się ona obowiązująca w świecie nauki.
      • paberg Kościół a ewolucja, znowu 06.12.06, 19:48
        panna_z_polskiego_dworku napisała:

        > Kreacjonizm nie jest oficjalną doktryną KK. Przynajmniej nie w ten sposób jak to
        > rozumie autor. Pan Giertych nie reprezentuje KK. KK zrezygnował ze sprzeciwiania
        > się teorii Darwina co zostało kilka razy powiedziane.

        Nieprawda. Kościół niezmiennie głosi, że świat, życie i człowiek powstały w
        wyniku stwórczego, rozumnego działania Boga. Kościół NIGDZIE nie stwierdził, że
        ewolucja była "metodą" stwarzania świata przez Boga. Powtarzam: NIGDZIE. W
        "Katechizmie Kościoła Katolickiego" słowo ewolucja (ani jej zamienniki) nawet
        nie pada, a wielokrotnie pada nauczane de fide stwierdzenie, że Bóg rozumnie
        stworzył wszystko. Najwyższy do tej pory doktrynalny dokument Kościoła dotyczący
        (m.in.) ewolucji (encyklika "Humani Generis") stwierdza, że do ewolucji powinno
        się podchodzić z wielką ostrożnością i badać wszelkie za i przeciw. Nawet nie ma
        tam wzmianki, że wierni powinni zaakceptować ewolucję jako metodę stwarzania.

        > Jeżeli KK głosi że świat
        > został stworzony przez Boga to znaczy to że bóg był pierwszą przyczyną, on
        > rozpoczął cały proces.

        To jest antykatolicki deizm droga panienko. Kościół zaś naucza, że Bóg aktywnie
        działał i działa w stworzonym przez siebie świecie. Sugeruję KKK paragraf
        czwarty, rozdziały o stworzeniu: "Istnienie Boga Stwórcy można bowiem poznać w
        sposób pewny z Jego dzieł, dzięki światłu rozumu ludzkiego, chociaż to poznanie
        często jest zaciemnione i zniekształcone przez błąd. Dlatego wiara przychodzi,
        by umocnić i oświecić rozum w poprawnym poznaniu tej prawdy: "Przez wiarę
        poznajemy, że słowem Boga światy zostały tak stworzone, iż to, co widzimy,
        powstało nie z rzeczy widzialnych" (Hbr 11, 3). (KKK 286).
        • wielo-kropek Re: Kościół a ewolucja, znowu 06.12.06, 23:17
          No tak, takich bzdur juz dawno nie czytalem. Ateisci uznaja ze religia bywa
          piekna wzniosla i inspirujaca. Wypadaloby wiec garnac sie do niej a nie
          uciekac i to oby tylko uciekac.A zastanawiales sie ty chociaz przez moment
          dlaczego to ateisci tak mocno z religia walczyli i wciaz walcza, burzyli
          swiatynie, zabijali ksiezy a wiernych do ciupy wsadzali? Latwo tu bzdury
          pisac, bo myslec jest duzo trudniej. Wiadomo kosciol mial i ma swoje ciemne
          strony, ale to co zrobili komunisci ostatnio to przechodzi ludzkie pojecie.
          Bedac samymi wrogami narodu, wymordowali miliony niewinnych ludzi, nazywajac
          ich wlasnie wrogami narodu. Dlaczego? Bo ateista jest pusty i nie ma w nim
          czlowieczenstwa. To jest wlasnie cena o jakiej tu piszesz i koszt
          spoleczny poniesiony, nie z racji ludzi wierzacych, ale tych niewierzacych
          wlasnie.
          • doktor_pankracy Re: Kościół a ewolucja, znowu 06.12.06, 23:45
            Może Cię to zaskoczy, ale zwyrodnialcy zdarzają się zarówno wśród ateistów, jak
            i wierzących. Wrzucanie ludzi do ciasnych szufladek nie wnosi nic do dyskusji.
            Na marginesie - faszyzm czy komunizm w istocie stanowiły formacje parareligijne,
            z własną mitologią, ośrodkami kultu i ceremoniałem. W obu tych ideologiach wiara
            w apriorycznie przyjmowane prawdy zastępowała zdrowy rozsądek.
          • nonna2 Re: wielo-kropek 13.12.06, 14:59
            wielo-kropek napisał:
            Bo ateista jest pusty i nie ma w nim
            czlowieczenstwa"

            Mylisz się...To błędny i krzywdzący stereotyp.
            Ateiści nie są pozbawieni tej swoistej wrazliwośći zwanej duchowością... Mają
            zaś tę zaletę, że myślą, a nie robią żle nie dlatego, że boją się piekła jak
            katolicy - tylko dlatego, że odróżniają dobro od zła!!!
        • panna_z_polskiego_dworku Re: Kościół a ewolucja, znowu 17.12.06, 22:48
          Ja nie mówiłam że KK opowiedział się zdecydowanie po stronie ewolucji tylko że
          przestał się jej sprzeciwiać. A JPII stwierdził że ewolucja to "więcej niż
          hipoteza".
          www.ewtn.com/library/PAPALDOC/JP961022.HTM
    • senteno Re: Ślepy zaułek wiary 07.12.06, 01:33
      Hołówka - jesteś beznadziejnie żałosny. Swoją płyciznę kryjesz pod
      płaszczykiem "uczoności" i "naukowości", gdy w rzeczywistości jesteś prostym
      propagandzistą "jedynie słusznej idei".
    • janul1 W lewactwie nie ma nic pociągającego 07.12.06, 17:37
      my mamy JP II, lewactwo ma Kuronia, Modzelewskiego i im podobne istoty
      człekopodobne.
      • nick3 JPII taki sexy?:) 07.12.06, 22:57
        W sumie wolałbym spędzić godzinę w towarzystwie Kuronia niż Wojtyły.

        Po prostu jako człowiek wydaje mi się bliższy. Myślę, że miałby o wiele więcej
        indywidualnych przemyśleń czy spostrzeżeń. Rozmowa byłaby bardziej spontaniczna
        i osobista.

        Wojtyła był zakuty w kostium Głęboko Zatroskanego Autorytetu do tego stopnia,
        że nic osobistego do powiedzenia mieć nie mógł (vide "Tryptyk rzymski"
        czy "Pamięć i tożsamość").

        "Góralskie" dowcipy, całowanie dzieci, tudzież sentyment do polonii
        amerykańskiej, polskiej szynki i przedwojennych wspomnień tego nie zmienią.

        Kuroń i Modzelewski to całkiem dobre wzory osobowościowe. A poza tym warto
        żebyś wiedział, że na brak wartościowych ludzi lewica (np. polska lewica
        przedwojenna) w swojej historii nie narzeka.
        • strigoi2 Re: JPII taki sexy?:) 08.12.06, 18:37
          nick3, czy nie uwazasz ze jednak JPII niczego nie udawal, mial rzeczywisty
          szacunek do innych ludzi, i dlatego mial taka sile oddzialywania?
          (nie jestem katolikiem)
          • nick3 Re: JPII taki sexy?:) 09.12.06, 01:40
            Jestem wobec niego podejrzliwy.

            "Siła oddziaływania". Wielką miłością dzieci był też otoczony Pius XII (dostał
            przeszło 2 mln pocztówek od dzieci na temat tego, w jaki sposób powinien
            wyleczyć się z czkawki, która go trapiła.)

            Sądzę, że m. in. pustka takich tekstów JPII, jak te dwa wymienione przeze mnie,
            dowodzi że był tu jakiś fałsz.

            Także np. strategia zwalczania nielubianych idei na drodze (nieuczciwego)
            podszywania się pod nie (np. "papieski feminizm" - o tym, czy coś takiego
            istniało, każdy może sobie wyrobić zdanie czytając "Mulieris dignitatem". Obok
            niezobowiązującego wodolejstwa o "równej godności" przeczytać tam można
            podtrzymane wszystkie dawno już rozpoznane i opisane antykobiece
            przesądy. "Rola kobiety jest rolą służebną":)

            Także w wynoszonym pod niebiosa za swój rzekomy humanitaryzm tekście o
            homoseksualizmie dowiadujemy się znienacka, że przemoc wobec gejów jest reakcją
            zrozumiałą, która "nie powinna nikogo dziwić")

            Z powodu takich hopsiupasów, w których, moim zdaniem, wychodzi na jaw prawdziwe
            oblicze JPII, nick3 będzie bluźnił Wielkiemu-Autorytetowi-Moralnemu-Dla-
            Wszystkich.
            • strigoi2 Re: JPII taki sexy?:) 11.12.06, 16:32
              dzieki za odp.
              ale mi nie chodzilo o jego teksty, (bo malo kto zna cokolwiek z nich), a nawet
              nie o to co mowil do tlumow, tylko o to ze wierzyl w to co mowil, a nie
              manipulowal nimi dla jakichs swoich celow, lub dla wladzy
              i z tego mogla wynikac ta sila oddzialywania
              czyli - jak mowia - mogl miec wplyw na morale polakow gdy przyjezdzal w czasie
              komuny, i posrednio na jej obalenie
              ale czy tak bylo tego nie wiem
      • ateus77 Wolałbym spędzić 3 m-ce na bezludnej wyspie z Dodą 12.12.06, 20:33
        janul1 napisał:

        > my mamy JP II, lewactwo ma Kuronia, Modzelewskiego i im podobne istoty
        > człekopodobne.

        Wolałbym spędzić 3 m-ce na bezludnej wyspie chociazby z Dodą niż z tym waszym
        nadętym JPII.
        Bazgroły janul1 pokazują dobitnie jak szkodliwa jest religia, jakiej pogardy i
        nienawiści do człowieka uczy, o odmóżdżeniu nie wspominając. Tekst Hołówki jest
        dla religii stanowczo za łagodny.
    • scrivener a co z 'niewierzącymi skromnie' 08.12.06, 00:22
      W dotychczasowych tekstach brakuje mi jeszcze opisu jednego bytu, mianowicie
      agnostyka, czyli 'niewierzącego skromnie' - ta postawa najbardziej odpowiada mi
      bo, jak mówi Melville, nie czyni z człowieka ani wierzącego ani niewierzącego
      ale kogoś kto na obie te możliwości spogląda jednakim okiem
      • adrem63 Re: a co z 'niewierzącymi skromnie' 08.12.06, 16:10
        „Skromnie niewierzący” – pod tym określeniem mógłbym się chyba też podpisać,
        może choćby dlatego, że zdarza mi się zastanawiać nad istotą naszego
        stworzyciela i może dlatego, że wiem, że wiedza nie jest zbiorem skończonym.
        „Skromnie niewierzący” nie mieści się jak myślę w modelu „skromnie wierzącego”
        to znaczy pomiędzy „nawiedzonym wierzącym, a ateistą czyli niewierzącym, bo
        wystaje poza tamtą grupę mając jako przedmiot swoich dociekań nie Boga jak
        tamci lecz stwórcę.

        Określenie Hołówki jest nieprecyzyjne bo autor nie określił granic pisząc
        tylko, że tkwi gdzieś pośrodku pomiędzy skrajnościami. Wobec czego nie wiemy
        czy jest to jeden człowiek,
        czy jest to grupa ludzi obejmująca w zasadzie wszystkich z wyjątkiem
        granicznych. Skłaniałbym się do tej drugiej opcji bo wydaje mi się, że nie
        można trochę wierzyć, albo niezupełnie wierzyć, albo się wierzy albo nie.

        Ciekawe, ilu jest tych „skromnie wierzących” ?
        Gdyby przeprowadzono odpowiednie anonimowe przepytanie na reprezentatywnej
        grupie Polaków, wiedzielibyśmy ilu jest tych naprawdę wierzących w
        Boga „kościelnego” i życie pozagrobowe, ilu jest prawdziwych ateistów, a ilu
        agnostyków. Z tego można by wyliczyć ilu jest „skromnie wierzących”, których ja
        nazywam tradycjonalistami.
        O takim badaniu w Polsce nie słyszałem. Jeśli ktoś wie to z góry dziękuję za
        link.

        W podobnym badaniu we wschodniej części Niemiec (byłe DDR), jak dzisiaj
        usłyszałem w radio, 70% pytanych zadeklarowało się jako bezwyznaniowi.
        Słyszałem też, że tendencja do bezwyznaniowości rośnie wśród obywateli starej
        Europy.
        Myślę, że to będzie się posuwało na wschód.
        Kościół bowiem jest niezdolny do przemodelowania istoty swojej wiary, a stary
        model nie pasuje już do poziomu świadomości coraz większej ilości ludzi,
        poziomu który nieustannie wzrasta w związku z postępami nauki i ewolucją
        kultury.


        Bardzo interesujący i ciekawie napisany artykuł filozofa Jacka Hołówki.


        • nonna2 Re: a co z 'niewierzącymi skromnie' 12.12.06, 16:53
          adrem63 napisał:
          > „Skromnie niewierzący” – pod tym określeniem mógłbym się chyb
          > a też podpisać,"

          Czy "adrem"- ie... Przyjmując taką formułę nie stosujesz także ucieczki? Dla
          mnie agnostycy to swego rodzaju tchórze.Może boją się niemodnego słowa: ateista?

          Dla mnie też cenniejsze byłoby spotkanie z Jackiem Kuroniem.
          Takich ludzi o jakich pisze profesor jest wokół nas mnóstwo. Także byli oni ci
          "skromnie wierzący" wokół Kuronia i Miłosza. Pisze o tym M.G. w "Szarych madonnach":
          "A mnie się przypomniał nasz rodzinny „pejzaż”. Swoista tolerancja. Natarczywie
          przesuwają mi się przed oczyma takie obrazki:
          - Ktoś układa krzyż z kasztanów na grobie przedwojennego socjalisty
          Grzecznarowskiego.
          - Ktoś inny kładzie kwiaty na wzór krzyża na trumnie Jacka Kuronia.
          - A Miłosz, aby być „godnie” pochowany musi się kajać i określać.
          Dlaczego nie miał odwagi prostego włoskiego ogrodnika, aby być pochowany po
          świecku?"
          • adrem63 Re: a co z 'niewierzącymi skromnie' 14.12.06, 16:27
            Nie bardzo rozumiem z czego wywodzisz, że agnostyk miałby być tchórzem i w jakim
            sensie. Słowa ateista przecież nie można się bać, tym bardziej na forum GW.
            Ucieczka od czego ?
            Od przyznania, że się w gruncie rzeczy jest ateistą ?
            Być może, ale ja zgadzam się ze scrivenerem, że agnostyk lub „skromnie
            niewierzący” to ktoś poza zbiorem obejmującym wszystkich od „wierzących
            nawiedzonych” aż po ateistów włącznie.

            Nie mogę powiedzieć jednoznacznie, że wolałbym spotkać się z Kuroniem niż z
            JPII, nie umiem przewidywać ani przeszłości niedokonanej ani przyszłości, a
            szanuję obie te postaci.
    • ateus77 Dobra religia to brak religii 12.12.06, 20:24
      Hołówka niepotrzebnie mizdrzy się do wierzących dostrzegając niby dobre rzeczy
      w religii. Rozumiem, że to ukłon w stronę poprawności religijnej. Tyle, że
      dobrych rzeczy możnaby się doszukać nawet w komunizmie, co nie oznacza, że sam
      komunizm jest dobry i należy go swobodnie wyznawać.
      • kapitalizm1 Re: Dobra religia to brak religii 14.12.06, 20:42
        - materia/energia ani nie znika, ani nie powstaje z niczego,

        materia/energia zmienia tylko swoj stan - nie da sie unicestwic materii/enrgii,

        materia musi istniec PRZED pojawieniem sie swiadomosci, gdyz swiadomosc aby
        byla swiadomoscia MUSI buc swiadoma CZEGOS,

        to COS (materia) musi juz istniec!

        a wiec skoro wiemy na pewno, ze materia jest niezniszczalna/niestwarzalna i
        musi istniec przed pojawieniem sie swiadomosci, to wniosek jest prosty -
        Wszechswiat nigdy nie powstal i nigdy nie przestanie istniec, materia jest
        zawsze, tylko pod rozna postacia,

        lubimy sie zastanawiac skad wzielo sie zycie, a szczegolnie my sami, ale nic
        nie stoi na przeszkodzie zdanie sobie sprawy, ze zycie ciagle powstaje wokol
        nas,

        skoro wiemy, ze zycie nie moze istniec bez materii (ciala) i rozne formy zycia
        zawsze podlegaja ewolucji, to mozemy zalozyc, ze zycie (materia ozywiona)
        powstaje zawsze gdy jakis nieozywiony pierwiastek X polaczy sie z pierwiastkiem
        XX w odpowiednich warunkach (tlen, teperatura, wilgotnosc itp) - nastepnie
        poczekajmy pare milionow lat i ta pierwsza prymitywna forma zycia przeksztalci
        sie w bardziej skomplikowana, az do etapu pierwszych swiadomych zwierzat z
        naczelnymi i ludzmi na koncu (obecnym etapie),

        czy widzisz juz teraz, ze w swiecie nie miesca na cuda, a wrecz mozliwosc
        istnienia cudow zaprzeczalaby istnieniu Wszechswiata.

    • andrzej19552 Ślepy zaułek wiary 31.01.07, 16:26
      Wszyscy jestesmy wierzacy,tylko nie wszyscy rozumieja co "TO" jest.

      pozdrawiam
    • andrzej19552 Ślepy zaułek wiary 12.02.07, 15:58
      Wiara to nie slepy zaulek.
      Religie to slepy zaulek.
      W religiach nie ma wiary,jest tylko wyznawanie (uznanie) "prawdy gloszonej".
      Jezeli ktos uznaje "prawdy gloszone", to nie moze wierzyc.
      Ludzie religijni modla sie do uznanego Boga, jako "prawdy".
      Artykul bardzo slaby, poplatanie z pomieszaniem.

      pozdrawiam umysly
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka