Dodaj do ulubionych

Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistki

    • willx Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 11:04
      Ja tylko przytoczę moją rozmowę z dziennikarzem pewnej szacownej
      gazety opinii:
      Ja: Prześlę Panu ten dokument faksem, niech pan to sobie zobaczy,
      tam jest wszystko bardzo przystępnie opisane. W sumie powinny
      przyjść 23 strony.
      Dziennikarz: 23 strony? Panie, ja tego w życiu nie przeczytam, niech
      mi pan tylko podkreśli najważniejszy fragment.
    • framp "Smutno mi Boże ..." 13.09.07, 11:18
      Straszny obraz polskiej młodzieży został tutaj nakreślony ale wiem z wielu
      innych źródeł, że niestety jest prawdziwy i za ten stan rzeczy nie należy winić
      tylko nauczycieli i rodziców, to byłoby zbyt proste i trywialne rozwiązanie
      skomplikowanego problemu. Dzisiejszy świat jest dla młodzieży i nie tylko dla
      niej, żyjemy w czasach bez wartości, szacunku dla wiedzy, w kulcie mamony,
      reklamowych błyskotek, wśród karier efektownych beztalenci potrafiących się
      rozepchać łokciami, upadku moralności i obyczajów, wśród zrelatywizowania
      wszelkich pojęć, pośpiesznego tempa życia, konkurencji wymuszającej coraz
      większą liczbę umiejętności do przyswojenia. Jak w takim świecie rozmawiać z
      młodzieżą o miłości do ojczyzny, poświęceniu, honorze i innych takich
      staradownych pojęciach, jak im tłumaczyć literaturę sprzed 100 czy więcej lat,
      skoro wszystko co ich otacza zaprzecza temu co mówi nauczyciel? Oni są na tyle
      inteligentni, że szybko orientują się czego dzisiaj warto się uczyć a czego nie,
      oczywiście informatyki, języków, prawo jazdy zrobić, kurs grafiki komputerowej
      albo webmastering - TO jest wiedza, którą uważają za pożyteczną i mają rację.
      Oczywiście, bez znajomości literatury, nawyku czytania będą tylko
      "wykształciuchami", ograniczonymi fachowcami od danej dziedziny a nie prawdziwą
      inteligencją, ale ponieważ ta w tym kraju wogóle nie jest potrzebna i nawet rząd
      daje to wszystkim do zrozumienia, więc czego tu żałować? Smutno tylko, że nawet
      zdolne i ciekawe wiedzy jednostki w końcu nasiąkają takim sposobem myślenia i
      postępują podobnie, bo przecież kto z dzisiejszej młodzieży chce iść na
      polonistykę czy historię, przecież ani pracy dobrej nie ma po tym ani w UK czy
      Ireland do niczego się nie przyda ...
      • jorad67 Re: "Smutno mi Boże ..." 13.09.07, 11:35
        Ale zauważ, że ten problem dotyczy właściwie tylko szkół publicznych, w
        nielicznych jeszcze ale istniejących liceach prywatnych jest już zupełnie inna
        młodzież, jak rodzice płacą cieżki grosz i wymagają za to odpowiedniego poziomu
        nauczania, to okazuje się, że i nauczyciele są lepsi, bardziej kreatywni,
        niesfrustrowani, i uczniów daje się jednak tego i owego nauczyć poza zajęciami z
        informtyki i angielskiego. Po prostu w publicznych szkołach poziom wyznacza
        najgorsza miernota, jest równanie w dół, syndrom oddolnej świadomości zbiorowej,
        marazm, bieda i niechciejstwo. Należy zacząć wspierać powstawanie szkół
        prywatnych i społecznych, jak będzie ich więcej to coraz więcej rodziców będzie
        mogło olać taką szkołę jak opisana w artykule i takich nauczycieli i iść tam,
        gdzie jednak czegoś ich dzieci nauczą. I innej drogi nie widzę, problemy
        polskiej szkoły, podobnie jak problemy służby zdrowia, przerastają obecnie
        rządzących i ich następców pewnie też (jeżeli wogóle będą jacyś następcy w tych
        wyborach).
        • onufry.zagloba Szkoly prywatne to inna sprawa. 13.09.07, 12:10
          Po pierwsze: w tych rodzinach wyksztalcenie MUSI byc wartoscia,
          skoro rodzic jest sklonny za nie placic. A po drugie: jego mlode od
          najmlodszych lat nasiaka tymi domowymi wartosciami i pozniej uczyc
          sie mu latwiej, ma jednak wpojona silna motywacje...
        • bdx65 płacę, więc wymagam piątek i szóstek 13.09.07, 17:06
          jorad67 napisał:

          > Ale zauważ, że ten problem dotyczy właściwie tylko szkół
          publicznych, w
          > nielicznych jeszcze ale istniejących liceach prywatnych jest już
          zupełnie inna
          > młodzież, jak rodzice płacą cieżki grosz i wymagają za to
          odpowiedniego poziomu
          > nauczania,

          ...................................

          wymagają także najlepszych ocen, ale nie od swoich pociech, od
          nauczycieli
          przecież za to płacą
        • heretic_969 Re: "Smutno mi Boże ..." 14.09.07, 04:13
          W rankingu najlepszych liceów w Polsce ("Perspektywy") 90% jest państwowych.
          Poziom szkoły zależy przede wszystkim od tego, kto do niej trafia. Jak szkoła
          państwowa może dokonywać selekcji, jej poziom nie odstaje od szkoły prywatnej.
          Szkoły prywatne mają o tyle lepiej, że z tego powodu, że są płatne, trafiają do
          nich dzieci z bogatszych, lepiej wykształconych rodzin. Za to dzieci
          bezrobotnych, nisko wykwalifikowanych roboli, dzieci z patologicznych domów
          praktycznie wyłącznie trafiają do szkół publicznych. I to jest podstawowy problem.
      • onufry.zagloba Coz, to wasza, doroslych, wina:) Ow ksztalt 13.09.07, 12:07
        dzisiejszego swiata (Nb. mowisz jak kazdy emeryt w dziejach
        ludzkosci). Min. winien temu wasz polski system plac: gdy ciec na
        bramie uniwersytetu ma wyzsza place, nizli mlody pracownik naukowy w
        tymze uniwersytecie, to o motywacjach do nauki nalezy zapomniec...
        A co sie tyczy pracy w Irlandii: z rok temu Trinity College, stara i
        bardzo prestizowa uczelnia w Dublinie, poszukiwal wlasnie historyka
        z Europy Centralnej na etat badawczy. I dziwilo mnie, ze polski
        historyk w owym czasie organizowal strajk w Tesco, zamiast sie do
        Trinity zglosic. A moze i kiepski byl z niego historyk:)
        Nb. Z tego co wiem, to pracuja we wspomnianej uczelni i polscy
        polonisci. W UK - ze wzgledu na skale panstwa - podobnych "fuch"
        jest wiecej, niemniej trzeba dosc dobrze wladac jezykiem miejscowym
        i - co tu kryc - miec juz jakies "uczone" osiagniecia.
        • kyyriad a co nas obchodzi co jest w UK? 13.09.07, 12:14
          i dlaczego z UK wypowiadasz się o polskiej szkole? i jeszcze sprzedajesz dobre
          rady dla wszystkich i od ręki: gdzie w Anglii mają pracować polscy historycy,
          jak powinien wyglądać system oświaty, płac, jak w ogóle my ciemni polacy
          powinniśmy się urządzić w swoim kraju, który tobie udało się szczęśliwie
          opuścić? Nie ma angielskiech for dyskusyjnych, gdzie mógłbyś rozwinąć skrzydła i
          poduczyć anglikow? Bo tutaj tylko zamulasz dyskusję swoimi megalomańskimi wpisami.
          • onufry.zagloba Coz, twoja wola - widac wolisz na saksy do UK 13.09.07, 12:23
            jezdzic nizli Anglikow na saksach w Polsce przyjmowac...Swoja droga
            Irlandczykom to ostatnie sie udalo.
            A madry czlowiek cos umie tylko z jednego powodu - ze gotow sie
            uczyc nawet od samego diabla!
            Kompleksy z ciebie wylaza. Wylacznie kompleksy, pokrywane nieudolnie
            smieszna i nadeta jak balonik megalomania narodowa. Sympatyk PiSuaru
            czy Wszapolska?
            • kyyriad wyobraź sobie, że naukowiec 13.09.07, 12:33
              A wiedzę ze swojej dziedzinę jeżdżę zdobywać do USA bo Anglia pod tym względem
              to zaścianek. Poza tym członek SLD z czego jestem dumny, bo mam lewicowe
              tradycje od pokoleń (i nie komunistyczne bynajmniej). I na dodatek dumny z faktu
              bycia Polakiem w przeciwieństwie ciebie - zachwyconego jak przybysz z dżungli
              wszystkim co jest w UK. Dlaczego mielibyśmy brać pod uwagę w tej dyskusji głos
              jakiegoś belfra z pięciorzędnej uczelni gdzieś na wyspach? To w tobie kompleksy
              aż buzują i dlatego ilość twoich wpisów jest aż absurdalna - chyba nie masz nic
              innego do roboty i tylko tutaj ktoś cię wogóle bierze na poważnie?
              • onufry.zagloba Ja sie na Wyspach urodzilem i nie widze powodu 13.09.07, 13:10
                dla ktorego, wzorem Polakow, mialbym na swoj wlasny kraj pluc:)
                • nospam-net więc co cię obchodzi polska szkoła? 13.09.07, 14:33
                  i po co nam twoje zbawienne rady dla polskiej edukacji, której w ogóle nie
                  znasz? pouczasz tutaj wszystkich, w chamski sposób natrząsasz się z polskiej
                  mentalności, więc proszę cię - opuść ten portal, podyskutuj o edukacji
                  angielskiej albo jeszcze lepeij - nigeryskiej, daj buszmenom swoje przemyślenia,
                  niech się nauczą jak edukować bo z polską poradzimy sobie bez twojego udziału.
                  • onufry.zagloba Poki Polska nie wyjdzie z Unii (co nam Boze daj!) 13.09.07, 15:14
                    to polskie problemy sa - niestety - problemami calej Europy,
                    szczegolnie zas Wyspiarzy. Sadze, ze podawanie przykladow jest tu
                    zbyteczne:) Teraz juz wiesz, czemu mnie to obchodzi - nie chce
                    wypijac waszego piwa.
                    • nospam-net Re: Poki Polska nie wyjdzie z Unii (co nam Boze d 13.09.07, 15:26
                      nie sądzę aby anglikom zależało na znajomości literatury polskiej czy nawet
                      światowej u polskich kafelkarzy czy kelnerów pracujących na Wyspach wiec twoja
                      troska jest co najmniej zbędna. To nawet lepiej z waszego punktu widzenia żeby
                      polak był głupi i niewykształcony, bo przecież - pomijając lekarzy - potrzeba
                      tam pracowników niewykwalifikowanych do prac pogardzanych przez tubylców, do
                      których tylko "polinglisz" wystarczy. a z wzorów angielskich skorzystać raczej
                      nie mamy szans, bo i mentalność i kultura inna i zamożność polskiej skoły i MEN
                      też zupełnie z innego świata. Więc po co sobie nami głowę zawracasz?
                      • onufry.zagloba Mylisz sie: bez cudzoziemcow nauka UK zginie.Link: 13.09.07, 23:05
                        wiadomosci.onet.pl/1605353,28350,wiadomosceu.html
                        A wam radze wybic sobie z glowy, ze UK poszukuje
                        niewykwalifikowanych, bo...pod fantanna na Victorii juz miejsca nie
                        ma, a organizacje charytatywne nie nadazaja z odstawianiem do kraju
                        polskich pretendentow do "zmywaka".
        • flamengista co prawda, to prawda 13.09.07, 13:41
          Ale tak było i w PRL. Sprzątaczka zarabiała niewiele mniej od profesora.

          Problem w tym, żeby nie podwyższać automatycznie pensji "za tytuł", ale tą
          stopniową podwyżkę płac warunkować również realnymi osiągnięciami naukowymi i
          dydaktycznymi.

          PS. jeszcze większy dramat jest przecież z lekarzami...
      • dobraenergia Re: "Smutno mi Boże ..." 13.09.07, 13:55
        Sedno leży gdzie indziej i mniemam, że "grupy trzymające władzę" są z tego
        bardzo zadowolone. Przeczytałem wszystkie wcześniejsze komentarze - w najlepszym
        przypadku zawierają rozpoznawane objawy z podaniem sposobu na ich usunięcie.
        Dokładnie to tak jak we współczesnej "pseudomedycynie" - w której jesteśmy
        bombardowani reklamami - "kup lekarstwo "X".
        Ono cię cudownie zaraz uzdrowi".
        Diagnoza choroby oświatowej jest następująca.

        System edukacji ma wypuścić jak najwięcej osób z papierkiem, ale z
        umiejętnościami bardzo wąsko wyspecjalizowanymi.
        Użyję przykładu inżyniera serwisującego skomplikowane maszyny do druku
        cyfrowego. Oni umieją tylko wymienić gotowe moduły, najczęściej tylko wtedy, gdy
        program komputerowy postawi sam im diagnozę, co należy wymienić.
        Podobnie jest w innych specjalnościach. Np. w bankach - za starych komuszych
        czasów ludzie pracujący w banku mieli wiedzę jak funkcjonuje cały system i do
        czego ma to zastosowanie.
        (Choć oczywiście te banki nie miały nic wspólnego z gospodarką rynkową).
        Dziś - tzw. doradca klienta - nie ma pojęcia choćby o tym, co to jest procent
        składany. I najczęściej pcha klienta w "maliny",
        bo on ma tylko sprzedać produkt.
        I tu dochodzimy do sedna.
        Władzom banku pracownik, który wie za dużo jest niewygodny i niepotrzebny.
        Analogicznie - ta sama zasada dotyczy ogółu społeczeństwa.
        Już w tej chwili większość społeczeństw (nie tylko w Polsce) - jest totalnie
        ogłupiona. Dobrowolnie stali się niewolnikami.
        Zadanie przeciętnego człowieka brzmi:
        PRACUJ TAK, JAK CI KAżą, O NIC NIE PYTAJ (czyli jak się swego czasu mówiło:
        "ruki pa szwam")
        A PRZEDE WSZYSTKIM KUPUJ, KUPUJ, KUPUJ. Co - to już my ci powiemy, bo my wiemy
        lepiej co jest ci potrzebne.
        Że towarem jest gówienko w sreberku - nieważne, nie myśl tylko kupuj. (Znaczy -
        wydawaj pieniądze).
        A czemu waszym zdaniem służy pseudowspółzawodnictwo pod hasłem:
        "bądź trendy".
        Pod tym pojęciem jest przede wszystkim wymóg by mieć to, tamto i owamto.
        A wąska grupa, która tym kieruje tylko zaciera łapki i śmieje się w kułak, że
        idioci kupują te "gówna w sreberkach".

        DOKŁADNIE!!!

        Człowieku - obudź się, bo zginiesz.

        Produktem takiej edukacji (wszędzie) ma być szara masa ludzi, których własnym
        życzeniem jest nie myśleć.

        Powiem tyle, można to zmienić. Jest spora grupa ludzi, którzy wiedzą jak to
        osiągnąć. I tej grupie chce się to robić.
        Oczywiście - jest to praca na lata.
        Mam propozycję, jeżeli będzie ktoś zainteresowany rzeczywistym działaniem -
        proszę napisać. Myślę, że na początek moglibyśmy utworzyć prywatne forum.
        W zanadrzu jest znacznie więcej, ale najpierw zobaczmy, czy będzie jakiś odzew.
        Pozdrawiam wszystkich
      • nospam-net Re: "Smutno mi Boże ..." 13.09.07, 15:11
        Niestety, polskie programy nauczania są przeładowane wszelkimi mądrościami od
        zarania dziejów i jakby naprawde poważnie traktować wszystkie zalecenia, to
        nawet roczników statystycznych uczniowie powinni się uczyć na pamieć, bo
        niezbędna jest im wiedza ile ton stali wytopiono w Indiach w 1989 r. Nawet
        osławiona lista lektur zawiera pozycje skompromitowane albo z przesłaniami
        zupełnie nieaktualnymi w dzisiejszym świecie. Ponadto polska szkoła przekazuje
        fałszywy obraz świata, przekłamuje rzeczywistość, bronzuje bohaterów, o których
        skądinąd wiadomo, że był głupi i zły ale przecież Polak!, a pomija lub
        zniekształca ludzi istotnych dla dobrego zrozumienia obecnego świata. Po za tym
        dziś encykliki JP II są traktowane jak dzieła naukowe a nauka religii jako
        element nauczania bardziej potrzebny niż wf czy plastyka. Więc to, że uczniowie
        nie chcą się uczyć tego wszystkiego, świadczy tylko o tym, że mają instynkt
        samoobronny i ignorują treści zbedne, wyłapują falsz i truizmy i zachowują
        zdrowe podejście do swoich belfrów.
      • gobi03 co Poeta miał na myśli?? 14.09.07, 08:06

        • gobi03 Re: co Poeta miał na myśli?? - przepraszam 14.09.07, 08:19
          Piszesz
          "Dzisiejszy świat jest dla młodzieży i nie tylko
          dla niej, żyjemy w czasach bez wartości, szacunku
          dla wiedzy, w kulcie mamony, reklamowych błyskotek,
          wśród karier efektownych beztalenci potrafiących się
          rozepchać łokciami, upadku moralności i obyczajów,
          wśród zrelatywizowania wszelkich pojęć, pośpiesznego
          tempa życia, konkurencji wymuszającej coraz większą
          liczbę umiejętności do przyswojenia."
          I co masz na myśli?? 50 wyrazów, 395 znaków - a gdzie
          jest sens?

          "Jak w takim świecie rozmawiać z młodzieżą o miłości
          do ojczyzny" - jak najbardziej racjonalnie: Ojczyzna
          to odziedziczona własność, to miejsce na ziemi które
          nam sie należy i o które musimy dbać, bo jest _nasze_.

          "bez znajomości literatury, nawyku czytania będą tylko
          >>wykształciuchami<<" - to nieprawda. Obecne szkolnictwo
          faworyzuje uczniów szybko czytających, w odróżnieniu
          od środków społecznej komunikacji, w których mają
          możliwość zaangażować inne zdolności, oglądając,
          słuchając, uczestnicząc i tworząc. Literatura przemawia
          do nielicznych. Szkoła jest instytucją zatęchłą.

          -
    • precesja kolejny nieprawdziwy list w GW 13.09.07, 11:19
      kolejny nieprawdziwy list w GW. Sztuczność bije po oczach.
    • mal49 34 osoby w klasie? - 13.09.07, 11:37
      - ależ tak było od niepamiętnych czasów!
      Obawiam się, że to kolejny tekst na zamówienie trzęsących się ze strachu przed
      niżem demograficznym.
      Może pani polonistka powinna iść do biblioteki, najlepiej szkolnej, bo tam ma
      gwarantowane nicnierobienie.
      • lucasbielenda Re: 34 osoby w klasie? - 13.09.07, 12:14
        34 ale ma problemy, jak ja chodziłem do LO nie tak dawno bo 4-5 lat temu to
        klasy były grubo ponad 40+ (moja była 45 osób) dzisiaj połowa kończy studia i
        zaczynają karierę. Nie dało się ?????
    • buzka_only Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 11:54
      Też mi martylologia licealisty... Nie przypominam sobie, aby ktoś
      rozczulał się nademną w szkole, że czegoś mogę nie zdążyć
      przeczytać, przygotować... Skąd ta tolerancja i wyrozumiałość? Gdyby
      ktoś pytał mój rocznik, czy ma ochotę zaliczyś kilka lektur więcej,
      to od razu wybuchły by protesty. Prawdziwy problem, to nie lektury,
      jakie nalezy przeczytać, tylko np. konieczność noszenia podręczników
      w tornistrach, niewystarczająca ilość lekicji wf (brak zaplecza)
      etc.
    • alajka7 Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 11:54
      To prawda, że dzieci coraz słabiej czytają. Będąc w podstawówce
      byłem ministrantem, na 16 osób było nas dupuszczonych do czytania
      dwunastu. W miejscowości gdzie teraz mieszkam, też jest obecnie 16
      ministrantów, a czytania odczytuje tylko trzech, z tego dwóch robi
      to średnio.
    • mika68 Lepiej serwować "Pisma i myśli" Lenina, Marksa,Mao 13.09.07, 12:02
      po co faszerować młodzież chorym patriotyzmem, "faszyzującymi
      pismami Jana Pawła II, cuchnącymi starym zdewociałym katolicyzmem"

      W GWnie już cytują polonistkę, która pisuje dla do NIE i FiM, a
      zaraz zaczną cytować "Bzdety i nity" i myśli działaczy
      Antyracjonalnej Partii Ustępu- sRacja":)))
    • maloud Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 12:09
      Nikt nic nie czyta.Nawet jak czyta, to nie rozumie.Jeśli czyta i rozumie, to
      zaraz zapomina.
    • flamengista znieść obowiązek szkolny - natychmiast! 13.09.07, 12:17
      Obowiązek szkolny był dobry w czasach, gdy dyskryminowano kobiety, a w
      środowiskach wiejskich chłop wolał puścić chłopaka do pracy w gospodarstwie, niż
      wysłać do szkoły.

      Teraz rozsądni ludzie znają wartość wykształcenia. Ale tylko DOBREGO
      wykształcenia, nie POZOROWANEGO!!!

      Tekst jest arcyciekawy, ale niezbyt zaskakujący. To, co pani od polskiego pisze
      o swoich uczniach, ja przerabiam z jej ex-uczniami na studiach. Pytam się - po
      co? Dlaczego ci ludzie mają skończyć szkołę średnią i zdać maturę? I jeszcze co
      oni robią na studiach?

      Polski system edukacyjny - od podstawówki po studia doktoranckie (o zgrozo!) z
      intensywnego stał się ekstensywny. Za te zmiany wszyscy za chwilę drogo
      zapłacimy. Kiepskimi urzędnikami, nauczycielami, pracownikami banków etc.
      Wszyscy ci absolwenci w końcu dostają jakąś pracę. Niestety, nawet ci którzy
      nadają się jedynie do kopania rowów.
      • kyyriad Re: znieść obowiązek szkolny - natychmiast! 13.09.07, 12:26
        Jako doktorant w pełni potwierdzam, że opisywany problem dotyczy nawet studiów
        doktoranckich, na które przyjmowane są osoby mierne, bez jakichkolwiek
        predyspozycji do pracy naukowej, bez pomysłu na swoją karierę, takich, co nie
        mieli nic innego do roboty w życiu, więc się doktoruzują! Tematy doktoratów
        rozdzielają profesorowie wedle swoch zapotrzebowań do publikacji nowych książek
        czy artykułów, profesorowie zresztą i cała kadra naukowa dawno przestała
        przystawać do światowego poziomu wiedzy, dokształcać im się nie chce, więc na
        doktoraty biorą nie najzdolniejszych ale takich, którzy bez sprzeciwu odwała za
        nich (nieodpłatnie lub kiepsko płatnie) zajęcia ze studentami albo nużące żmudne
        badania aby oni w tym czasie mogli sobie w zaciszu gabinetów grać w kulki (fakt
        autentyczny!). Jeżeli coś się w tym układzie nie zmieni to przyszłość polskiej
        nauki widzę ... nie, wcale jej nie widzę!
      • onufry.zagloba CO robia na studiach? Coz, tu akurat 13.09.07, 12:27
        zglos reklamacje do kolegow ze swej uczelnianej komisji
        egzaminacyjnej:)
        • flamengista hahaha;) 13.09.07, 12:38
          I kogo będziemy uczyć?

          Niedawno miałem taką sytuację: przyjęto studentów na drugi stopień studiów
          (magisterskie), ale ponieważ było mało kandydatów trafili tam też ci, którzy
          mieli spore zaległości - nie mieli wielu przedmiotów z poziomu pierwszego
          (licencjat).

          Trafili więc m.in. do mnie studenci z tzw. "różnic programowych". Dzwonię do
          dziekanatu, pytając co z nimi zrobić. Naiwny myślałem, że powinienem odbyć z
          nimi zajęcia, a potem przeprowadzić zaliczenie i egzamin.

          Polecono mi podać im zakres materiału, z którego miałem ich odpytać. Czyli
          miałem firmować fikcję, podpisać się pod zaliczeniem z przedmiotu, na który ci
          ludzie wogóle nie uczęszczali. Ale to jeszcze nie wszystko.

          Na końcu rozmowy pani konspiracyjnie dodała: "ale proszę pana, żeby pan nie był
          zbyt surowy dla nich. jak ich pan obleje, to koledzy nie będą mieli kogo uczyć".

          Piękne, prawda? I co tu robić?

          Ja po prostu oddzielam dydaktykę od badań, dydaktykę muszę robić, a badania
          chcę. I tam się realizuję.
          • kyyriad Re: hahaha;) 13.09.07, 12:53
            "Ja po prostu oddzielam dydaktykę od badań, dydaktykę muszę robić, a badania
            chcę. I tam się realizuję."
            Wybacz ale jak ktoś został nauczycielem akademickim to jego pierwszoplanowym
            obowiązkiem w pracy uczelnianej jest nauczanie studentów, po to tam jest,
            badania naukowe, jeżeli kogoś tylko to interesuje można robić sobie w innych
            miejscach, zatrudnić się w firmie badawczej, bo na uczelni ... się uczy! Wiem,
            że dla polskich "naukowców" to bardzo dziwne, bo dla nich wykłady to tylko
            chałtura do odrobienia, wykładają wedle jednego podręcznika sprzed 20 lat albo
            dają doktorantowi broszurkę do przeczytania i wysyłają na ćwiczenia do ludzi,
            którzy często pracując w branży i widząc "przygotowanie" do zajęć, śmieją się do
            rospuku. I dziwisz się, że niedługo nie będziesz miał kogo uczyć z takim
            podejściem? Studenci wiedzą już, gdzie warto studiować, jakich wykładów słuchać,
            a gdzie tylko "przepychają" i "zaliczają", bo uczyć tak naprawdę nie ma kto. Po
            doktoratach mało kto wogóle chce na uczelni zostać, przynajmniej na mojej, bo
            widząc co tu się dzieje, nikt nie chce z czymś takim wiązać swojej przyszłości.
            I znowu zostają najgorsi, co się nigdzie więcej nie wkrecili i zasilają grono
            "pedagogów". Ale są już uczelnie ikierunki, o które studenci się zabijają, więc
            można inaczej. I z tą nadzieją ...
            • flamengista tłumaczę 13.09.07, 13:06
              Hmmm...

              Jestem pracownikiem naukowo-dydaktycznym, więc mam zarówno obowiązek prowadzenia
              zajęć ze studentami, jak i prowadzenia badań naukowych i robienia kolejnych
              stopni (doktor, dr hab., profesor).

              Gdybym był jedynie nauczycielem akademickim, np. wykładowcą - było by tak jak
              piszesz.

              Bardzo się dziwię, że wysuwasz tak daleko idące wnioski n/t moich zajęć na
              podstawie jednego posta;)

              Nie martw się, moje zajęcia są bardzo wysoko oceniane przez studentów w
              ankietach (anonimowych). Rocznie czytam parę książek, do tego kilkanaście
              artykułów tylko do poszerzenia wiedzy potrzebnej do zajęć dydaktycznych (ironia
              losu polega na tym, że badania prowadzę z czegoś zupełnie innego).

              Pisząc o odpuszczaniu dydaktyki, miałem na myśli jedynie wysokość poprzeczki
              ustawianej dla moich studentów. Już dawno przestałem mieć w tej kwestii wielkie
              ambicje. Moich ćwiczeń nie zdaje ok 5% studentów, gdybym się na prawdę
              przejmował powinno to być 25% dwój w pierwszym terminie. Ale z doświadczenia
              wiem, że to nic nie zmieni bo te 25% będzie chodziło do mnie do skutku, biorąc
              mnie "na zmęczenie", marnując mój czas, a co gorsza pisząc skargi do szefa
              zakładu czy dziekana.
              • kyyriad To miło 13.09.07, 13:23
                że twoje wykłady są ok i ja bynajmniej nie adresuję tego co napisałem
                personalnie do ciebie, raczej uzewnętrzniam tutaj swoją frustrację systemem
                polskiej nauki. A co do pracowników naukowo - dydaktycznych. Są tacy, co wyżej
                dr nie podskakują do końca życia i też uczą, są tacy co żadnych badań czy prac
                naukowych nie prowadzą i też uczą. A najwięcej jest "ciułaczy" dorobku naukowego
                polegającego na zbieraniu lipnych publikacji w jakichś branżowych pisemkach 100
                sztuk nakładu, przerabianiu tego samego tekstu pieć razy i publikowaniu w innym
                medium, podczepianiu się pod prace innych (np. doktorantów), "figurowaniu" w
                jakich badaniach, grantach czy opracowaniach robionych przez ludzi do czarnej
                roboty itp. Statystycznt polski profesor (bez uogólniania, bo przecież są i
                wybitni) jest tak zajęty zarabianiem kasy, że tzw. dydaktyka to dla niego
                uciążliwa konieczność, bo wykłada w 5 pseudouczelniach na prowincji i nie ma
                czasu aby coś o swojej dziedzinie nowego przeczytać, a żeby jeszze studentom o
                tym powiedzieć to już wogóle kosmos, bo jak mówić skoro jego wiedza zatrzymała
                się 10 lat temu? Ale ma literki przed nazwiskiem, więc jeszcze długo bedzie
                zrażał studentów do studiowania swojego kierunku. I taka jest rzeczywistość a
                obserwuję ją na pierwszej technicznej uczelni tego kraju, wiec co się dzieje
                gdzie indziej?
                Z wysokością poprzeczki zgoda - wiem, że jest tak jak piszesz, ale czy to jest
                przyczyna czy skutek? oto jest pytanie!
                • flamengista Re: To miło 13.09.07, 13:37
                  Skoro tak:
                  > raczej uzewnętrzniam tutaj swoją frustrację systemem
                  > polskiej nauki.
                  to uzewnętrzniaj ją tu:
                  forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16566
                  i tu:
                  nfa.pl/
                  Każdy głos w dyskusji się przyda;)

                  Twoja diagnoza polskiej nauki, choć może zbyt pobieżna i pesymistyczna jest w
                  dużej mierze prawidłowa.

                  Ale moim zdaniem sprawa jest prosta. Lata komunizmu robią swoje. Potrzeba będzie
                  jeszcze co najmniej 20 lat, by wszystko wróciło do normy.

                  Jeszcze kilka uwag.

                  1. Moja uczelnia nie jest idealna, ale jest dosyć solidna jak na polskie
                  warunki. I przynajmniej u nas czasy, że ktoś robił doktorat i nic więcej, się
                  skończyły. Teraz trzeba zrobiś habilitację;) A to już spore wyzwanie, mimo wszystko.

                  2. Pierwsza uczelnia techniczna? Cóż, mój dobry kolega pracuje na takowej;) Jako
                  asystent. I powiem szczerze, że poziom mają bardzo wysoki. On żadnej opisówki do
                  publikacji nie da, same artykuły do czasopism LF. No, ale to specyficzna
                  dyscyplina - matematyka. Nie wiem, co robią np. eksperci od odlewnictwa...

                  3. Boom na szkolnictwo wyższe, szczególnie prywatne po 1989 dodatkowo pogorszył
                  kondycję nauki polskiej. Ograniczani, kontrolowani i spauperyzowani profesorowie
                  z okresu PRL-u mogli wreszcie zacząć zarabiać duże pieniądze. I nic dziwnego, że
                  z tego skorzystali - kosztem rozwoju naukowego.

                  Pzdr
                  • kyyriad Re: To miło 13.09.07, 14:03
                    Na forumy dla doktarantów i nfa zaglądam, owszem :)
                    Z tym co napisałeś w zasadzie się zgadzam, zmiany w polskiej nauce muszą odbywać
                    się pokoleniowo, podobnie zresztą jak w służbie zdrowia czy administracji, po
                    prostu muszą wymrzeć ludzie o mentalności człowieka postsowieckiego. Na PW są
                    instytuty lepsze i gorsze, są nawet całkiem dobre (mechatronika, informatyka,
                    choć MIM UW jednak lepszy) ale to ma mały wpływ na obraz całości. Są też dobrzy
                    wykładowcy, wybitnie uczeni, sam masz szczęście być doktorantem akurat takiego,
                    który mimo zbliżającej się osiemdziesiątki jest luminarzem swojej dziedziny na
                    światową skalę, lata po świecie z wykładami i nie sprzedaje studentom kitu. I
                    jest też trochę "świeżej krwi", której coś się chce robić i przykładają się do
                    wykładów, nie robią pseudopublikacji i nie dają się naginać do starych układów
                    (mniemam, że pewnie do takich należysz). A boom na szkolnictwo i zarobki
                    profesorów? Ja się nawet im nie dziwię, to nawet dobrze, że wreszcie przestali
                    podjeżdżać pod uczelnie starymi maluchami i chodzić w dziurawych butach,
                    przecież to jednak elita, głupio gdy byle kafelkarz ma wiecej kasy niż dużego
                    formatu uczony. Ale trzeba to jednak ucywilizować, bo dramatycznie spada ranga
                    wyższego wykształcenia. Ale może rzeczywiście dyplomy będą weryfikować
                    pracodawcy (już to robią) i znów rynek zrobi swoj. Pzdr. Miło było podyskutować :)
          • onufry.zagloba No to serdecznie wspolczuje. 13.09.07, 13:13
            Jedyna nadzieja, ze za twa i kolegow meke odplaci nieukom
            pracodawca:)))
            • flamengista ano odpłaci 13.09.07, 13:25
              I to im z resztą sam uczciwie mówię. Kiepscy i bez znajomości i tak skończą na
              zmywaku w Anglii, z dyplomem wyższej uczelni czy bez. Tylko pracowici znajdą
              zawód odpowiadający ich wykształceniu.

              Studia to nie szkoła. Nie mam obowiązku stać z batem nad głową i egzekwować od
              dorosłych przecież ludzi wiedzę. Ja mam im pomóc, być ich PARTNEREM w studiowaniu.

              Jak ktoś chce się uczyć, to jestem pomocny. Jak ktoś nie chce - nic na siłę. W
              końcu wymęczy dst w drugim terminie.

              Szkoda mi tylko, że tacy ludzie de facto marnują najlepsze lata swojego życia,
              robiąc to na co nie mają tak naprawdę ochoty. Po co studiują i do tego po co
              studiują ten konkretny kierunek, jeśli to ich w ogóle nie interesuje?
    • dante_waw Skostnialy system 13.09.07, 12:22
      Mature napisalem 10 lat temu, w ciagu calego liceum nie poswiecilem
      na lektury ani minuty (wcale nie znaczy ze wcale nie czytalem
      ksiazek), wszystko mozna bylo napisac na podstawie brykow.

      Jezeli nauczyciel j. polskiego zadaje przez cale swoje zawodowe
      zycie te same pytania: "dlaczego wielkim poetą byl?", "watki
      mesjanistyczne w..." itp. to wcale sie nie dziwie ze licealistow nie
      interesuja te ARCYNUDNE arcydzieła.

      Młodzież zyje czyms innym i dobrze ze nawet ta nauczycielka to
      zauwazyla niestety literatura lekturowa nie nadaza za mlodzieza,
      szczesliwie nasza kinematografia popelnila juz wszystkie lektury.

      P.S. Chcialbym nadmienic ze mnie rowniez dot problem romantyzmu,
      material do przerobienia tez przyprawial mnie o konwulsje zoladka.
    • ml130676 Moja prawda o polskiej szkole: była uczennica 13.09.07, 12:42
      Skończyłam jedno z renomowanych liceum w Warszawie. Było to 10 lat
      temu. Z 4 lat męki w tej szkole pamiętam, że humaniści
      bez "smykałki" matematyczno-fizycznej mieli, brzydko mówiąc,
      przegwizdane. Nasza matematyczka to był chodzący postrach. Mała,
      ostrzyżona na pazia, ale ze stalowymi jajami, że się znowu brzydko
      wyrażę. Nabawiłam się przez nią nerwicy, w tym, tak modnej dziś
      anoreksji z przejściem w bulimię. Dziś pewnie moja matka poszłaby do
      dyrektora i zrobiła siwy dym lub możnaby się nawet pokusić o donos w
      sprawie znęcania. Baba była okrutna, do tego zdarzały jej się
      tzw. "chamówy" polegające na tym, że brała kogoś do odpowiedzi
      wiedząc bardzo dobrze, że akurat wyszedł ze szpitala po wypadku,
      albo jest po chorobie. Mojej klasie urządziła "jesień
      średniowiecza", kiedy kilka osób brało udział w tzw. wymianie
      uczniowskiej z jedną z niemieckich szkół. Mieliśmy wtedy oficjalną
      zgodę na opuszczenie lekcji od wychowawcy klasy, ale nie chcieliśmy
      opuścić całego dnia i wpadliśmy na koniec na matematykę, a ta małpa
      to wykorzystała wiedząc, że nie mamy pojęcia o przerabianym
      materiale, bo od 3 dni nie było nas na lekcjach. Z radością wstawiła
      nam pały. Do dziś na jej myśl ogarnia mnie niechęć, a nawet
      nienawiść, bo zepsuła mi, nazwijmy to, młodość. Nie potrafiła dobrze
      tłumaczyć tematów, nie była chętna do odpytywania celem poprawienia
      oceny, nie było mowy, żeby w jakiejkolwiek sprawie dojść z nią do
      porozumienia. To były czasy! Zero tolerancji, wywyższanie się
      zakompleksionego babsztyla, stosunki jak w carskim wojsku, po prostu
      koszmar. No i poklepywanie po główkach tych zdolnych z jednoczesnym
      komentarzem w stronę tych, co matematyka za nic w świecie nie mogła
      trafić do ich głów, jakimi to są leniami itp. Ona nawet podliczając
      średnią lubiła zrobić komuś na złość, bo się jej akurat w danej
      chwili naraził. Lubiła stosować chwyty z serii "pokażę ci, jak mogę
      cię udupić". Co ciekawe, jej prymusi na ogół byli kompletnymi
      imbecylami z przedmiotów humanistycznych, często nie potrafiącymi
      poprawnie mówić po polsku, ale, z niewiadomych dla mnie przyczyn,
      przepuszczano ich z klasy do klasy z polskiego, no bo tacy
      uzdolnieni z przedmiotów ścisłych. Właściwie tylko jeden polonista,
      do tego dyrektor, nie nawidził tej praktyki i był postrachem,
      niestety dla wąskiej grupy osób, które uczył. Z tego, co pamiętam,
      we wszystkich klasach było tak, że humaniści przeżywali katusze na
      fizyce (pamiętam siwego pana w okularach, który uwielbiał mówić do
      mniej zdolnych dziewcząt, że powinny zostać przedszkolankami, a nie
      zabierać tlen innym, tym zdolniejszym)i matematyce. Nie słyszało się
      jednak o tym, żeby ktoś nie zdał z polskiego. Nie wiem, czy tak jest
      do dziś, wiem natomiast, że w technikach matura z polskiego to też
      była wielka lipa. Wiem, bo zdawał ją mój były mąż, który potem
      skończył studia, a do dziś nie ma pojęcia, kto to jest Szymborska, o
      czym było "Ferdydurke", po co w ogóle jest teatr, muzeum. Jest to
      cudowny przykład na to, jak człowiek z wyższym wykształceniem może
      nie mieć pojęcia o historii, literaturze, a nawet bieżących
      wydarzeniach w swoim kraju, bo interesują go tylko cyferki,
      komputery etc. No i żeby było śmieszniej, jest urzędnikiem w służbie
      publicznej, a nie potrafi napisać eseju, czy choćby streszczenia
      bajki o Misiu Uszatku. Pomyślicie, wredna suka, bo wyżywa się
      kosztem swojego ex. Może. Ale czy to jest normalne, że takich ludzi
      przepuszcza się przez kolejne szczeble edukacji? Tyle się mówi, że
      matura z polskiego jest najważniejsza, tyle się chrzani o
      patriotyzmie itd. Wydaje mi się, że mój były to nie wyjątek. Do tego
      jego drugą żoną jest polonistka. Ciekawe, o czym gadają przy
      śniadaniu? Aaa, ona pewnie musiała opanować za wszelką cenę
      przedmioty ścisłe, więc jakieś tam pojęcie w tym temacie ma.


      • flamengista wszystko bardzo pięknie 13.09.07, 13:21
        twoja relacja ze szkoły niewiele się różni od moich wspomnień, z podobnego
        okresu. Tyle że liceum (renomowane, a jakże) było w Krakowie.

        Ale brakło mi tutaj podsumowania i wniosków. Napisałaś, jak było kiedyś. Czy to
        znaczy, że teraz jest dobrze?

        Moim zdaniem nie. Szukając sposobu na reformę edukacji, wprowadzono zmiany nie
        tam, gdzie trzeba. Program liceum pozostał niemal ten sam, a nauka w nim
        skrócona do lat 3. Owszem, jeszcze 10 lat temu to nauczyciele mogli wszystko, a
        uczeń nic (no, raczej niewiele).

        Ale teraz przesadzono w drugą stronę. Nawet solidny, uczciwy, pracowity i
        lubiący swój zawód nauczyciel ma bardzo niewielkie możliwości, gdy trafi na
        fatalnych uczniów. Wcześniej miał instrumenty pozwalające na zdyscyplinowanie
        niesfornej grupy. Teraz nawet bandyty nie może wyrzucić - nie tylko ze szkoły,
        ale i z klasy jak ten robi bydło.

        Coś tu jest nie tak i trzeba coś z tym fantem zrobić. Coraz mniej rozsądnych
        absolwentów uczelni pedagogicznych ma ochotę na pracę w zawodzie, mając w
        pamięci filmik z Torunia o nauczycielu, któremu klasa wsadziła kubeł ze
        śmieciami na głowę.
        • tege No to dla kontrastu moja wersja 13.09.07, 20:09
          Liceum kończyłem w 2002 roku, mocą idiotycznej decyzji Łybackiej, starą maturą
          (choć byłem (i jestem) gorącym zwolennikiem nowej ale wówczas okazało się, że
          jeśli chciałbym zdawać nową, to musiałbym jechać do innej miejscowości (tak mało
          było chętnych w mojej)).

          Z jednej strony było to tak niedawno ale już wtedy z zaniepokojeniem
          obserwowałem roczniki uczęszczające do gimnazjum - zupełnie inne wychowanie,
          inny poziom kultury, często zero pomysłu na życie, zero zainteresowań, a masa
          pogardy i braku szacunku dla starszych.

          Kończyłem prywatne liceum w mojej rodzinnej miejscowości (niespełna 40 tys.
          mieszkańców). Ze względu na niewielką liczbę uczniów można było samemu wybierać
          dodatkowe godziny przedmiotów, którymi się interesowało. Ponadto miałem więcej
          niż w publicznych liceach godzin języków obcych w tygodniu (angielskiego - 6,
          niemieckiego - 4).
          Chodziłem na fakultety z matmy, fizy i chemii (przedmioty, które w obecnych
          rocznikach licealistów budzą zgrozę i powodują odruchy wymiotne). Miałem
          fantastyczną matematyczkę (nielubianą oczywiście przez 90% uczniów) i fizyka
          starej daty, który powinien był już wówczas być na emeryturze ale przekazywanie
          wiedzy było jego pasją, więc miałem przyjemność mieć z nim zajęcia. Większość z
          pozostałych nauczycieli też była w miarę normalna, chociaż czasem miałem
          niektórych naprawdę dość. Zdarzało się np, że jedna nauczycielka potrafiła
          postawić jednej osobie na jednej lekcji trzy buty wiedząc doskonale, że pytana
          osoba nie ma szans dobrze odpowiedzieć. Ale NIGDY nauczyciele ci nie spotkali
          się ze strony mojej klasy z takim chamstwem, z jakim nauczyciele spotykają się
          obecnie praktycznie na każdym szczeblu edukacji. Wzajemnie się szanowaliśmy,
          pomimo wyczuwalnej niechęci pomiędzy niektórymi jednostkami. Dlatego też ogólnie
          okres szkoły średniej wspominam dobrze. Były co prawda zgrzyty, jak np. zbyt
          małe zaangażowanie nauczycieli w nauczanie niektórych przedmiotów lub zbyt mała
          liczba uczniów w szkole ale generalnie nie było źle.
          Obecnie ukończyłem informatykę na jednej z czołowych uczelni technicznych w
          kraju i kończę finanse i rachunkowość przedsiębiorstw na uczelni ekonomicznej. Z
          przerażeniem jednak patrzę na gimnazjalistów i licealistów. Większość sprawia
          wrażenie niezainteresowanych kompletnie niczym. Skąd w nich tyle agresji, braku
          szacunku do innych? Ich rodzice to pokolenie mniej więcej 40-latków czyli ludzi,
          którzy dorastali w latach osiemdziesiątych. Czy oni są przyczyną? Wiecznie
          zapracowani, mało czasu dla rodziny, ignorowanie problemów dzieci, a nawet
          czasem nieumiejętność nawiązania jakiejkolwiek rozmowy z nimi? To może być
          przyczyna. Nie zwalajcie więc winy tylko na nauczycieli, bo winę ponoszą moim
          zdaniem głównie rodzice, którzy kwestionują pozycję nauczycieli w szkole
          ("chroniąc biedne dzieci" przed "nadmiarem" informacji) jednocześnie pokazując
          dzieciakom, że sami mogą ją kwestionować. To jest problem bardzo złożony ale
          niepokoi to, jak ci ludzie będą funkcjonować w dorosłym życiu.
          Oczywiście parę spraw mogłem niesłusznie zgeneralizować ale w tak krótkiej
          wypowiedzi nie zawsze można dokładnie zawrzeć cały przekaz ;].

          Pzdr!

          btw, idźcie głosować, to nie boli, a żenujące rządy PiS'u mogą nas boleć przez
          następne lata... ;]
          • flamengista czemu tak się dzieje? może dlatego, że... 14.09.07, 08:51
            mamy właśnie epokę kompletnego zidiocenia komputerowego.

            Widzę to niestety i w mojej rodzinie. Ja komputer miałem wydzielany a czas gry
            kontrolowany. I znałem umiar, oprócz komputera miałem też książki i co ważne -
            większość wolnego czasu spędzałem jednak na kopaniu piłki.

            Obecnie boiska szkolne świecą pustkami, dzieciaki mają własne komputery przy
            których siedzą przyklejone przez cały wolny czas. I oczywiście wcale nie
            przeglądają artykułów z Foreign Affairs w internecie;) Łupią w głupawe gry,
            korzystają z komunikatora internetowego, ściągają filmiki i mp3.

            Rodzice wolą pójść na łatwiznę, bo dzieciak za komputerem teoretycznie mniej
            rozrabia. Może i tak, ale przez to robi się głupszy.

            Moi studenci mają poważne problemy z poprawnym wyrażeniem swoich myśli po
            polsku, ze skonstruowaniem złożonego logicznego zdania. Na kolokwiach czy przy
            zadanych pracach pisemnych wychodzi straszna ignorancja jeśli chodzi o gramatykę
            i składnię. Poziom przekazu w niektórych przypadkach przypomina końcówkę starej
            podstawówki (obecnie gimnazjum).

            To nie tylko wina szkoły czy rodziców. W końcu moje pokolenie (rocznik 79)
            masowo czytało książki DLA PRZYJEMNOŚCI. Owszem, głównie głupawe dziełka
            Cusslera czy Ludluma. Ale zawsze książki. Teraz czytanie książek staje się coraz
            rzadsze. Stąd nie dziwię się frustracji tej nauczycielki - przekonanie klasy do
            przeczytania kilku książek w ciągu semestru to wielka sztuka!
            • eryk2 Re: czemu tak się dzieje? może dlatego, że... 14.09.07, 23:05
              > Moi studenci mają poważne problemy z poprawnym wyrażeniem swoich
              myśli po
              > polsku, ze skonstruowaniem złożonego logicznego zdania. Na
              kolokwiach czy przy
              > zadanych pracach pisemnych wychodzi straszna ignorancja jeśli
              chodzi o gramatyk
              > ę
              > i składnię. Poziom przekazu w niektórych przypadkach przypomina
              końcówkę starej
              > podstawówki (obecnie gimnazjum).

              1. Fragment widzianego przeze mnie kolokwium (studentka I roku
              filologii):
              ZADANIE: Podaj definicję liryki jako rodzaju literackiego.
              ODPOWIEDŹ STUDENTKI: Liryka jest gatunkiem literackim.

              2. Zasłyszane od znajomej pani wykładowcy (odpowiedź studenta
              filologii II roku na egzaminie z literatury powszechnej): "To jest
              książka o takiej kobiecie, która mieszkała w małym mieście". Pytanie
              brzmiało "Proszę przeanalizować omawianą na zajęciach powieść
              Flauberta".

              3. Prywatna szkoła wyższa, 2002. Politologia (I, może II rok).
              Pytanie: kto jest liderem jakiejś partii lewicowej w Polsce? Cisza.
              Jeden jest premierem, drugi - wicepremierem. Cisza. A może pan
              słyszał o wicepremierze - winiety, autostrady? Cisza. A kto jest
              teraz premierem państwa polskiego, szefem rządu? Odpowiedź: Nie
              wiem. Pytanie: Jak to pan nie wie? Bo ja się polityką nie interesuję.
      • nikodem_73 Re: Moja prawda o polskiej szkole: była uczennica 13.09.07, 14:20
        Wybacz, ale to co napisałaś wygląda właśnie na żale ex-żony. W dodatku z
        włączoną projekcją na lata szkolne. Zapewne to zbieg okoliczności, że Twój ex to
        "umysł ścisły po technikum", a Ty zaś to "humanista po renomowanym liceum".
        Oczywiście "umysły ścisłe" to "imbecyle z przedmiotów humanistycznych", zaś
        "humaniści" to "przeżywali katusze na fizyce i matematyce". Pełen obiektywizm.

        I na koniec - pani "humanistko" - co oznacza słowo "nawidził"? Jestem "imbecylem
        po technikum" i gdzież mi do absolwentki renomowanego liceum. Po prostu nie znam
        takiego słowa. Nawet w połączeniu "nie nawidził".

        I na marginesie - "Ferdydurke" jest nudne. Parę niezłych pomysłów obleczonych w
        koszmarnie nudną formę. Szymborska jest pretensjonalna (choć trafiają jej się
        lepsze kawałki). Miłosz także (no tego Litwina nie trawię). Herbert tak
        patetyczny i wzniosły, że można go czytać wyłącznie na akademiach ku czci. Gdzie
        w szkole znajdziesz w większych dawkach Stachurę? Gałczyńskiego? Tuwima? A!
        Zapomniałem - oni nie są teraz modni. Nie dostali nobla, ani minister edukacji
        nie chce ich wyrzucić z kanonu.

        Naprawdę można pisać o rzeczach ważnych nie zanudzając czytelnika na śmierć. A
        jak chce się "poszpanować" erudycją to zawsze można pospacerować z "Ulissesem"
        pod pachą. Młodych nie zainteresuje "Proces" - prędzej zainteresowali by się
        "Raportem Mniejszości". I nie oszukujmy się - niektóre lektury są po prostu
        NIESTRAWNE. Nie da się przyrównać warsztatu autora "Rozmów z katem" z kunsztem
        "Mistrza i Małgorzaty".

        Poza tym - ta CHORA maniera CZYTANIA utworów scenicznych. Kto to wymyślił? Dla
        mnie to równie sensowne jak analiza językowa wiersza. Sensu to nie ma za to w
        doskonały sposób może zniechęcić do ZROZUMIENIA co autor chciał przekazać. Daj
        uczniom do przeczytania scenariusz "Pulp Fiction" - zobaczysz ilu z nich będzie
        później chętnych do oglądnięcia filmu (nie chodzi mi o to, że "Pulp Fiction" to
        arcydzieło - jest po prostu popularny).
        • ziutap1 Re: Moja prawda o polskiej szkole: była uczennica 14.09.07, 11:08
          nie chcę się wymądrzać, ale słowo "nawidził" jest obecne w
          literaturze staropolskiej, a już na pewno można je spotkać w
          stylizacjach u Sienkiewicza np. "a jeślim waszmościankę bardziej
          nawidząc jakoby należało w konfuzję wprawił, niech mi to będzie
          poczytane za afekt szczery i gorący." To nie jest cytat tylko
          przykład. We wspólczesnej polszczyźnie utrzymał sie tylko
          antonim "nienawidzić". To zwykły archaizm.
    • matrek Zenujaca "polonistka" 13.09.07, 12:45
      jesli "poloniatska" pisze takie rzeczy o Obronie Sokratesa" - klasycznym dziele
      Platona, to jacy ludzie ksztaltuja poziom intelektualny polskiej mlodzierzy....
      • madame_diablik przyganiał kocioł... 13.09.07, 15:08
        matrek napisał:

        > jesli "poloniatska" pisze takie rzeczy o Obronie Sokratesa" -
        klasycznym dziele
        > Platona, to jacy ludzie ksztaltuja poziom intelektualny polskiej
        mlodzierzy....
        >

        hmmm... przyganiał kocioł garnkowi... :-/
    • pani.zemsta Onufry,nie zgrzałeś się nieco?!obserwuję pobieżnie 13.09.07, 12:57
      tę batalię na posty i zastanawiam się czy w ogóle śpisz.y
      Teletubisie owszem,żeby mieć siłę zdzierać skórkę z kameleonów,a nie
      szarpać się o różnych porach.
    • bloody_rabbit "ćwiczyć z ortografii, czy czytać lektury?" 13.09.07, 13:03
      Co za idiotyczne pytanie. Przecież czytanie książek wdrukowuje człowiekowi
      zasady pisowni do łba.
      • matrek Re: "ćwiczyć z ortografii, czy czytać lektury?" 13.09.07, 13:33
        bloody_rabbit napisał:

        > Co za idiotyczne pytanie. Przecież czytanie książek wdrukowuje człowiekowi
        > zasady pisowni do łba.
        >


        Idioteyczne takze z innego powodu - brak czytelnictwa produkuje impotentow
        intelektualnych.
    • patrycja2222 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 13:04
      Lenie, nieuki i matoły. Szczera prawda. Przez 4 lata średniej nie
      przeczytałam 3 lektur: Potopu, Rozmów z katem i Pamiętnika z
      powstania warszawskiego. I mówiłam polonistce wprost: nie dam rady,
      nie przemawia do mnie. A ona to zrozumiała. Pamiętam lekcję, na
      którą trzeba było mieć przeczytanego Hamleta. Byłam jedyną, która
      przeczytała. Reszta dostała pały. Na następną lekcję KAŻDY miał
      przeczytane. Chłopi, Noce i dnie, Lalka, Ludzie bezdomni - czytałam,
      nawet jak się nie podobało, bo na jakiej podstawie powiedzieć, że to
      do bani? Na podstawie okładki? Żeby wyrażać opinię, wypadałoby
      przeczytać. Romantyzmu nie znosiłam, podobnie jak poezji w każdym
      wydaniu. Ale nie znosiłam bo PRZECZYTAŁAM, a nie dlatego, że 5 osób
      powiedziało, że bzdurne toto i nudne, błeee. I żeby nie było: maturę
      zdawałam nie 50 lat temu, tylko 8 (słownie: osiem).
    • uzaz ...każdy kulturalny człowiek... 13.09.07, 13:09
      to niebezpieczeństwo dla panujących. I w Polsce i gdzie indziej polityka pracuje
      usilnie nad redukcją poziomu intelektualnego. Człowiek kulturalny to ktoś z
      wiedzą literacką i historyczną, to ktoś z ciekawością świata zewnętrznego i z
      umiejętnością robienia porównań.
      Polityce potrzebni są głupi wyborcy, podatni na działanie paciorków i perkalu,
      niezdolni do abstrakcyjnego myślenia. Edukacja to proces szkolenia w konkretnej
      specjalności, chwilowo przydatnej gospodarce.
      Dzisiejsza społeczna kompetencja to zdolność do konsumpcji a nie do refleksji.
      A poza tym dzieci poddane są atakom niezliczonej ilości bodzców, o którym się
      nam nawet nie śniło i nie mają już w głowach wolnego miejsca. Instynkt
      samozachowawczy eliminuje słabsze impulsy, przebija się to co jest dobitniej
      prezentowane ( dlatego np. sprzedawcy jarmarczni krzyczą ).
      Upolitycznienie systemu oświaty to zwykłe przestępstwo, czy to w hitleryzmie,
      czy w komunizmie czy też w innych formach. których nie nazwę. Tu nie chodzi w
      ogóle o oświatę lub kulturę - to produkcja
      głupich, posłusznych idiotów w swoim fachu.
    • te_rence Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 13:10
      Ostatnio rozmawiałem z pewną świeżą studentką... w rozmowie stwierdziła z
      rozbrajającą szczerością, że w liceum nie przeczytała żadnej lektury.
      Najbardziej wkurzyło mnie to, że powiedziała to bez cienia zażenowania. Dla mnie
      to powód by był do wstydu dla niej powód chyba do dumy jaka jest sprytna i
      zaradna bo ma 4 z języka polskiego mimo to. Żenada!
      Takie coś powinno się piętnować i wyśmiewać!
      Prostactwo i buractwo w natarciu...
      O tempora, o mores!

      Nikt nic nie czyta.... a jak przeczyta to nie zrozumie... a jak zrozumie to i
      tak zapomni...
      • marcin.brzezinski Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 13:18
        Zgadzam się z Tobą, ale myślę że warto się przyjrzeć przyczynom
        takiego stanu rzeczy.
        Uważam że statystycznie ludzie teraz dojrzewają dopiero po 30-tce
        albo i później. 15-sto, 20-sto latki to jeszcze mentalnie dzieci.
        Wychowanie młodzieży legło w gruzach - dzieciaki dorastają
        pozostawione same sobie, więc mamy młodzież o mentalności
        przedszkolaków.

        MB
    • pynky Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 13:14
      toć ci GE ma misję na czołówce taki wołający o pomstę list, a parę linijek
      nizej, link, nie wiem czy zauważyliście, bardziej poczytne rady
      "nie dostałeś się na studia nic straconego":)
    • 7eki Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 13:25
      Nie przeczytałem w LO prawie żadnej lektury (poza "Mistrzem i Małgorzatą i
      "Zbrodnią i Karą") . Korzystałem tylko ze ściągawek i streszczeń, w których
      zawarte były główne myśli i słowa kluczowe dotyczące danego tematu. Wybrałem
      maturę rozszerzoną dlatego, że nie musiałem się na nią uczyć całego materiału,
      który przerabialiśmy przez 3 lata)(chodziłem do klasy o profilu mat-inf-fiz) i
      zdałem ją na 60%. Ustną na 100%... Mowa oczywiście o języku polskim. Nie cierpię
      tego wciskania patriotyzmu(który nie ma żadnego moralnego uzasadnienia) na siłę.
      Większość z tych książek jest po prostu nudna. Na książkę trzeba poświęcić zbyt
      dużo czasu. Dlatego z reguły ludzie czytają tylko to co lubią. Denerwuje mnie
      też to, że nauczyciele języka polskiego uważają siebie za bóg[jestem ateistą
      dlatego z małej litery ;)] wie kogo... Wiedzą za dużo o tych wszystkich
      książkach i myślą, że my też mamy ochotę to wiedzieć. Zdenerwowało mnie również
      podejście nauczycieli do ucznia. Do mojej klasy chodziła dziewczyna która bardzo
      dużo czytała. Miała prawdziwie humanistyczny umysł. Nie dostała na koniec nawet
      oceny bardzo dobrej... Nie mogę tego zrozumieć... Kryteria oceniania z języka
      polskiego są źle określone. Szkoda mi na to słów... Tak swoją drogą to nie mam
      żadnych problemów z dykcją czy czytaniem. Dorobiłem się tego nie poprzez
      czytanie książek, tylko artykułów w gazetach i prasy naukowej, która jest dużo
      ciekawsza od tych wszystkich przestarzałych, nudnych jak flaki z olejem lektur
      szkolnych...
      • marcin.brzezinski Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 17:25
        Kiedyś (ze 20 lat temu) Kazik śpiewał "konsument mówi że jje aby
        jeść, konsument pli aby pleść".
        Powodzenia.
    • senny Romantyzm 13.09.07, 13:26
      Ja też rzygałem przy romantyzmie, a minęło już trochę lat. Za rozprawkę o bohaterze romantycznym dostałem pałę z wykrzyknikiem, a nauczyciel od "jedynej słusznej interpretacji" o mało nie wykorkował na serce. I bynajmniej nie dlatego, że niczego nie czytam. Jak tego bełkotu można dalej uczyć?
    • alaluk Polska literatura jest nudna, niestety 13.09.07, 13:30
      A może zamiast polskiej, nudnej i mało popularnej gdzie indziej
      literatury - wprowadzić lektury z listy światowej? Taki przeglądzik,
      np 100 najsławniejszych tytułow?
      • marcin.brzezinski Re: Polska literatura jest nudna, niestety 13.09.07, 17:22
        Mam wrażenie że owa literatura zagraniczna myli Ci się z literaturą
        rozrywkową. Jeżeli zaś chodzi o tę drugą to myśle że polscy autorzy
        nie są wcale gorsi od swoich zagranicznych kolegów.

        MB
        • nikodem_73 Re: Polska literatura jest nudna, niestety 13.09.07, 18:51
          Mhm... Podaj mi polską książkę (z kanonu lektur) na miarę "Na zachodzie bez
          zmian", "Paragraf 22", "Mistrz i Małgorzata", "Lolita", "Grona gniewu", "Imię
          róży", "Buszujący w zbożu". Osobiście do tego grona byłbym skłonny zaliczyć
          "Potop" (generalnie cokolwiek z trylogii) i "Quo vadis". Ale nie jestem pewien
          czy nie byłoby to spowodowane moim sienkiewiczofilstwem.

          Inna sprawa, że ciężko byłoby znaleźć wartościową literaturę amerykańską z
          czasów naszego romantyzmu (przynajmniej nic mi się ad hoc nie kojarzy). Powstaje
          tylko pytanie - czy to jest nauka języka polskiego, czy historii literatury?

          Osobiście mam wrażenie, że osoby układające program do nauki języka polskiego po
          prostu układają go chcąc uzupełnić lekcje historii. Serio!

          Sądzę, że lepszym pomysłem niż czytanie i analizowanie dzieł zebranych
          Shakespeare'a byłoby wysłanie uczniów na nie do teatru + pogadanie sobie o nich.
          Zamiast tłoczyć w głowy "Lalkę" (Bosz... jak można było takie coś napisać?) dać
          młodym do przeczytania "Mechaniczną pomarańczę" (chociaż to może za trudne -
          własny język, te sprawy), albo opowiadania Twaina (no ten pisał lekko). Chodzi o
          to aby oni CZYTALI. Cokolwiek co operuje na więcej niż tysiącu słów.
        • alaluk Re: Polska literatura jest nudna, niestety 13.09.07, 21:03
          Chyba chcesz mnie obrazić! Wcale nie mam myśli literatury
          rozrywkowej, tylko PRAWDZIWA literaturę, kanon światowy po prostu.
          Tak od początku, od starożytnej Grecji (Homer jest do czytania,
          szczególnie w tłum. prozą Parandowskiego, a przy tym jest ciekawy),
          poprzez Dantego, Petrarkę, Szekspira, Goethego, Austen, siostry
          Bronte, Dickensa, Dumasa, Hugo, Balzaka, Flauberta, Zolę, Manna,
          Bułhakowa, aż po Tolkiena, Marqueza, Llosę, Cortazara... To jest
          poziom światowy i ponadczasowy. My, niestety, nic takiego jak w/w
          osoby nie potrafiliśmy napisać w naszym języku trudnym i pięknym.
          Był taki jeden, Jan Potocki się nazywał, ale pisał po francusku 200
          lat temu. Odkryli go surrealiści, funkcjonuje w obiegu europejskim,
          ale kto go zna w Polsce?
          Literatura rozrywkowa takoż kiepściutka w naszym wydaniu, może za
          wyjątkiem Sienkiewicza, bo się zapatrzył na schematy westernowe. Nie
          mamy się czym chwalić raczej. Dlaczego więc nasi uczniowie muszą
          tłuc te nudne i w sumie mało ważne na tle światowej literatury
          teksty??? Dlaczego nauczyciele muszą czytać do orzygania te "Lalki"
          i "Chłopów"??? Można oczywiście potraktować czytanie wieszczów
          naszych jako kształcenie patriotyczne na przykład, ale na co to
          komu?
          Na studiach polonistycznych musiałam przeczytać kilkaset tekstów z
          dawnej literatury polskiej i strasznie to było nużące. Poszłam na te
          studia, bo lubiłam czytać książki, a chciałam się nauczyć je pisać.
          O słodka naiwności moja!
          • nikodem_73 Re: Polska literatura jest nudna, niestety 14.09.07, 01:26
            Ha! A powiedz mi dlaczego nie wymieniłaś Conrada? Fakt, że po "Jądro ciemności"
            sięgnąłem dopiero jak się dowiedziałem, że "Czas apokalipsy" to adaptacja, ale
            jak dla mnie gość wymiata.

            A z lekkich i nieszkolnych gatunków to polecam Pilipiuka. Kapitalne czytadła
            gość produkuje.
            • ziutap1 Re: Polska literatura jest nudna, niestety 14.09.07, 11:19
              Zupełnie się nie zgadzam. Dziwię się, że ktoś kto ma ucho do
              literatury może nie lubić Reymonta. Można wybrzydzać na
              Sienkiewicza, ale Chłopi to w warstwie fabularnej i językowej
              arcydzieło, Ziemia Obiecana i mistrzowsko pokazane klimaty językowe,
              psychologia i dramat z najwyższej półki. Nie ma chyba bardziej
              zasłużonego laureata Nobla w polskiej kulturze (naukowcy to trochę
              inna bajka). Inna sprawa, że czytająć Chłopów w szkole na czas
              trudno się lekturą delektować.
              Dziwi mnie tylko, że osoby tak sceptycznie nastawione do literatury
              idą na studia polonistyczne. A o uroku studiowanego przedmiotu muszą
              ich przekonywać dyletanci w necie.
              • alaluk Re: Polska literatura jest nudna, niestety 16.09.07, 09:43
                Na studia polonistyczne poszłam nie z milości do literatury
                POLSKIEJ, tylko do czytania książek w sensie ogólnym. Gdybym
                miala "za komuny" warunki, aby dobrze nauczyć się do matury
                angielskiego, z pewnością poszłabym na anglistykę, bo najbardziej
                lubię brytyjskie klimaty w prozie (wierszy generalnie nie czytam,
                bom bardzo mało poetycka jest:). Niestety, studia polonistyczne były
                dla mnie ogromnym rozczaroweniem...
            • alaluk Re: Polska literatura jest nudna, niestety 16.09.07, 09:38
              Za Conradem akurat nie przepadam, ale nie wymienilam też wielu
              innych godnych uwagi, np Stendhala, czy Thakerey'a.
              Natomiast z "nieszkolnych" autorów poleciłam młodzieży Agathę
              Christie. Nikt tak jak ona nie uczy logicznego myslenia!
    • ugenwillla Trzeba prawdziwej reformy edukacji 13.09.07, 13:38
      a nie tylko pozornych działań typu tuczenie albo indoktrynowanie listy lektur,
      hece z religią w szkole albo wprowadzenie mundurków. Trzeba od nowa skonstruować
      programy szkolne aby nie były przeładowane treściami, które się już dawno
      zdezaktualizowały i tylko niepotrzebnie zabierają czas, w którym można by
      nauczyć czegoś istotnego dla współczesnego świata, chociażby trochę współczesnej
      literatury, choćby jakiego żyjącego noblistę czy inne formy literackie, np.
      reportaż (Kapuściński?), przecież dzisiaj to ogromnie ważna forma wyrażania
      myśli i poglądów. Ale jak najważniejsze jest nauczenie młodzieży archaicznego
      patriotyzmu i jedynie słusznej religii, to o czym tu mówić, komu zależy na
      jakichś rzeczywistych zmianach? Nawet na spotkania ze ZNP minister edukacji się
      nie fatykuje, bo po co mu opinia fachowców, on ma wytyczne z góry (o. Rydzyk?) i
      wie czego trzeba w Polsce uczyć.
      • kyyriad Niestety masz rację 13.09.07, 14:22
        Wszyscy pamiętamy ze szkoły nudne piłowanie "co poeta miał na myśli?" A kogo to
        dzisiaj obchodzi co miał na mysli i czy wogóle coś myslał? Co tak naprawdę może
        dać dzisiejszemu uczniowi czytanie 600 stronic "Nad Niemnem" czy "Potopu". Czy
        nie można tego streścić, wybrać przykłady, urywki, czytać problemowoi zaoszędzić
        uczniom trochę czasu na rozmowę o dzisiejszych trendach literackich, lepiej
        opisujących dzisiejszą rzeczywistość? W polskiej szkole nikt się niczego nie
        dowie o tym, co aktualnie się na świecie pisze i czyta, nikt nie pozwoli uczniom
        odkryć swoich własnych upodobań literackich, nikt się nie zainteresuje co oni
        tak naprawdę czytają i dlaczego akurat to?
        Do tego potrzeba jednak autentycznej reformy programów a nie tylko
        populistycznych zagrywek pod elektorat wyborczy.
      • nospam-net Re: Trzeba prawdziwej reformy edukacji 13.09.07, 14:47
        trzeba jeszcze podnieść płace do poziomu, od którego ludziom chce się pracować a
        nie tylko spędzać czas w pracy. trzeba wprowadzić monitoring do szkół i klas, bo
        to pozwoli na zwiekszenie bezpieczeństwa i nauczycieli i uczniów i wyeliminuje
        odzywki "ty suko". trzeba zacząć uczyć umiejętności i praktyki, a nie odpytywać
        z dat i wzorów, których nikt po maturzy nie pamięta. trzeba zrobić milion
        rzeczy, ale w służbie zdrowia czy administracji też trzeba i co? i nic. a wobec
        notowań przedwyborczych PiS to jeszcze na długie lata możemy zapomnieć o
        prawdziwych reformach, będą tylko telecyrki i telegierki.
        • nikodem_73 Re: Trzeba prawdziwej reformy edukacji 13.09.07, 19:03
          Monitoring do klas? Ty się aby dobrze czujesz? Z takimi poglądami to w sumie
          raczej powinieneś popierać PiS - oni lubią takie rozwiązania.
    • diddla88 Re: Moja prawda o polskiej szkole. 13.09.07, 13:40
      41-osobowa klasa humanistyczna. 7 chłopaków. Mimo, że było nas tak
      dużo, nauczycielka nie miała z nami problemów. Z zasady wszyscy
      czytali książki. Tylko czasem zdarzały sie jakieś wyjatki. Tak samo
      jak z nieprzygotowaniem na lekcje. Może po prostu chcieliśmy się
      uczyć polskiego (dodam, że wiele osób jest teraz studentami
      filologii polskiej), ale może zależało to od nauczycielki. Miło jest
      słyszeć koteczku to, koteńku tamto. Dostać buziaka w czółko za
      dobrze napisane wypracowanie lub 5 za napisanie notatek z wiersza
      albo książki. Nie było klasówek z lektur. Z epok przez 3 lata było
      tylko 5 opisówek. A wypracowań 2 lub 3 na rok, bo trudno jest
      sprawdzać tyle prac, ucząc jeszcze inne klasy. A maturę napisaliśmy
      najlepiej z całej szkoły.

      Może problem tkwi w głowach pań polonistek, które nie mają ochoty
      przychodzić do szkoły i stąd nieumiejętność ogarniecia klasy i
      niechęć do nauki uczniów. Dziwi mnie takie podejście, bo nawet na
      ustnej maturze każda polonistka w mojej szkole chętnie słuchała
      tego, co uczeń miał do powiedzenia, a plansze i plakaty rozchodziły
      się jak świeże bułeczki żeby wykorzystać je na lekcjach.

      Więcej wiary w uczniów życzę wszystkim polonistom i polonistkom, do
      których za 5 lat prawdopodobnie też dołącze ;)
      • maaac Re: Moja prawda o polskiej szkole. 13.09.07, 14:38
        Błąd logiczny przenoszenia własnych doświadczeń na całą populację
        polskich uczniów. Szansa na to, że w klasie humanistycznej będą
        ludzie z awersją do nauki polskiego jest znacznie mniejsza niż w
        klasie o innym profilu czy wręcz bezprofilowej. Chyba że klasa była
        utworzona ze "spadów" o najniższej uzyskanej punktacji w trakcie
        procedury rekrutacyjnej.
        Chciałbym się raczej dowiedzieć jak wyglądały lekcje przedmiotów
        ścisłych w twojej klasie - czy tez były takie piękne? A może ich
        nienawidziliście? A może nauczyciel zakładał, że i tak nie lubicie
        jego przedmiotu i wyraźnie wam odpuszczał?

        Oczywiście istnieje - nawet dość pokaźna ilość nauczycieli
        polonistyki, dla których uczenie nie stanowi przyjemności z
        definicji, a dzieci im przeszkadzają w miłym spedzaniu czasu.
        Jednak istnieje też spora grupa uczniów którym nie pomoże i
        najlepszy nauczyciel oraz inna grupa, która mogła by sie uczyć
        polskiego znacznie lepiej gdyby warunki w szkole były dostosowane do
        ich potrzeb.
    • majgul Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 13:56
      Moja mama pracowała w podstawówce i gimnazjum jako bibliotekarka,
      więc znam z jej opowiadań problem z czytaniem wśród dzieciaków.
      Dlatego nie dziwię się, że w liceum nie potrafią czytać, skoro nie
      czytają od najmłodszych lat. Ale za to wszyscy mają komórki - ślą
      sms-y - i namiętnie strzelają do przeciwnika w najnowszej wersji gry
      komputerowej. Współczuję nauczycielom, jestem 10 lat starsza od
      obecnych licealistów, a czuję jakby dzieliła nas luka pokoleniowa.
      Moje podejście do nauki było inne - polonistka
      potrafiła "zaczarować" mnie. Nie zawsze - nie bedę ściemniać:) Ale
      jak ona prowadziła lekcję o Panu Tadeuszu - nie ma porównania z
      lekcją w podstawówce (obecnym gimnazjum). A romantyzm, proza
      wojenna - Boże do tej pory wzruszam się...Ale jak już wspomniałam,
      ja jestem córką bibliotekarki - bakcyla wyssałam z mlekiem matki:)Za
      to nienawidziłam przedmiotów ścisłych. Czekam na wypowiedź
      nauczyciela fizyki, który uczy w klasie humanistycznej:)
      • diddla88 Re: Fizyka okiem humanistki 13.09.07, 14:06
        co prawda nie jestem nauczycielem fizyki i tylko rok starsza od
        obecnych maturzystów, ale przeczytałam każdą lekturę (no, oprócz "w
        pustyni i w puszczy" w podstawówce) i jeszcze wiecej ksiazek.
        Najlepsze jest 20-lecie i lit. wojenna. Am.

        Ale nie o tym. Fizyka w naszej kalsie wyglądała tak: dziewczynki
        zakładały bluzki z dekoltami przed pójściem do sora i można było
        nawet 5 wydębic z referatu, albo 2 z klasówki, jak brakowało 1
        punktu. Sama miałam 4 na koniec roku dzięki uprzejmosci jednej z
        koleżanek, bo sama nie mogłam prosić o ocene w zwiazku z tym, ze
        byłam akurat w Czechach. W tej chwili już nie bardzo pamiętam nawet
        wzór na gestość. Ale znowu w gimnazjum miałam nauczycielkę od fizyki
        po klasie humanistycznej. I wtedy faktycznie sie uczyłam. Więc cuda
        sie zdarzaja :)

        • maaac Re: Fizyka okiem humanistki 13.09.07, 14:42
          No i mam odpowiedź na watpliwości z mojego poprzedniego postu. Było
          dokładnie tak jak myślałem. Jak mniemam to tez była wina "złego
          nauczyciela", a nie "oporu materii" twojej i szanownych kolezanek?
          A może jednak zakres programowy fizyki dla humanistów powinien być
          bardziej dostosowanyc do ich potrzeb i możliwości, i nie ma w tym
          winy, ani nauczyciela, ani uczniów tylko zbyt pełnego dobrych chęci
          ministerstwa nie potrafiacego dostosować programu do mozliwości
          szkół i uczniów?
      • dobraenergia Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 14:08
        Powtarzam post, bo zanim go napisałem pojawiło się dużo nowych.
        A ponieważ część osób czyta tylko końcowe, wklejam go ponownie.

        Sedno sprawy leży gdzie indziej i mniemam, że "grupy trzymające władzę" są z tego
        bardzo zadowolone. Przeczytałem wszystkie wcześniejsze komentarze - w najlepszym
        przypadku zawierają rozpoznawane objawy z podaniem sposobu na ich usunięcie.
        Dokładnie to tak jak we współczesnej "pseudomedycynie" - w której jesteśmy
        bombardowani reklamami - "kup lekarstwo "X".
        Ono cię cudownie zaraz uzdrowi".
        Diagnoza choroby oświatowej jest następująca.

        System edukacji ma wypuścić jak najwięcej osób z papierkiem, ale z
        umiejętnościami bardzo wąsko wyspecjalizowanymi.
        Użyję przykładu inżyniera serwisującego skomplikowane maszyny do druku
        cyfrowego. Oni umieją tylko wymienić gotowe moduły, najczęściej tylko wtedy, gdy
        program komputerowy postawi sam im diagnozę, co należy wymienić.
        Podobnie jest w innych specjalnościach. Np. w bankach - za starych komuszych
        czasów ludzie pracujący w banku mieli wiedzę jak funkcjonuje cały system i do
        czego ma to zastosowanie.
        (Choć oczywiście te banki nie miały nic wspólnego z gospodarką rynkową).
        Dziś - tzw. doradca klienta - nie ma pojęcia choćby o tym, co to jest procent
        składany. I najczęściej pcha klienta w "maliny",
        bo on ma tylko sprzedać produkt.
        I tu dochodzimy do sedna.
        Władzom banku pracownik, który wie za dużo jest niewygodny i niepotrzebny.
        Analogicznie - ta sama zasada dotyczy ogółu społeczeństwa.
        Już w tej chwili większość społeczeństw (nie tylko w Polsce) - jest totalnie
        ogłupiona. Dobrowolnie stali się niewolnikami.
        Zadanie przeciętnego człowieka brzmi:
        PRACUJ TAK, JAK CI KAżą, O NIC NIE PYTAJ (czyli jak się swego czasu mówiło:
        "ruki pa szwam")
        A PRZEDE WSZYSTKIM KUPUJ, KUPUJ, KUPUJ. Co - to już my ci powiemy, bo my wiemy
        lepiej co jest ci potrzebne.
        Że towarem jest gówienko w sreberku - nieważne, nie myśl tylko kupuj. (Znaczy -
        wydawaj pieniądze).
        A czemu waszym zdaniem służy pseudowspółzawodnictwo pod hasłem:
        "bądź trendy".
        Pod tym pojęciem jest przede wszystkim wymóg by mieć to, tamto i owamto.
        A wąska grupa, która tym kieruje tylko zaciera łapki i śmieje się w kułak, że
        idioci kupują te "gówna w sreberkach".

        DOKŁADNIE!!!

        Człowieku - obudź się, bo zginiesz.

        Produktem takiej edukacji (wszędzie) ma być szara masa ludzi, których własnym
        życzeniem jest nie myśleć.

        Powiem tyle, można to zmienić. Jest spora grupa ludzi, którzy wiedzą jak to
        osiągnąć. I tej grupie chce się to robić.
        Oczywiście - jest to praca na lata.
        Mam propozycję, jeżeli będzie ktoś zainteresowany rzeczywistym działaniem -
        proszę napisać. Myślę, że na początek moglibyśmy utworzyć prywatne forum.
        W zanadrzu jest znacznie więcej, ale najpierw zobaczmy, czy będzie jakiś odzew.
        Pozdrawiam wszystkich
    • dobraenergia Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 14:09
      Sedno leży gdzie indziej i mniemam, że "grupy trzymające władzę" są z tego
      bardzo zadowolone. Przeczytałem wszystkie wcześniejsze komentarze - w najlepszym
      przypadku zawierają rozpoznawane objawy z podaniem sposobu na ich usunięcie.
      Dokładnie to tak jak we współczesnej "pseudomedycynie" - w której jesteśmy
      bombardowani reklamami - "kup lekarstwo "X".
      Ono cię cudownie zaraz uzdrowi".
      Diagnoza choroby oświatowej jest następująca.

      System edukacji ma wypuścić jak najwięcej osób z papierkiem, ale z
      umiejętnościami bardzo wąsko wyspecjalizowanymi.
      Użyję przykładu inżyniera serwisującego skomplikowane maszyny do druku
      cyfrowego. Oni umieją tylko wymienić gotowe moduły, najczęściej tylko wtedy, gdy
      program komputerowy postawi sam im diagnozę, co należy wymienić.
      Podobnie jest w innych specjalnościach. Np. w bankach - za starych komuszych
      czasów ludzie pracujący w banku mieli wiedzę jak funkcjonuje cały system i do
      czego ma to zastosowanie.
      (Choć oczywiście te banki nie miały nic wspólnego z gospodarką rynkową).
      Dziś - tzw. doradca klienta - nie ma pojęcia choćby o tym, co to jest procent
      składany. I najczęściej pcha klienta w "maliny",
      bo on ma tylko sprzedać produkt.
      I tu dochodzimy do sedna.
      Władzom banku pracownik, który wie za dużo jest niewygodny i niepotrzebny.
      Analogicznie - ta sama zasada dotyczy ogółu społeczeństwa.
      Już w tej chwili większość społeczeństw (nie tylko w Polsce) - jest totalnie
      ogłupiona. Dobrowolnie stali się niewolnikami.
      Zadanie przeciętnego człowieka brzmi:
      PRACUJ TAK, JAK CI KAżą, O NIC NIE PYTAJ (czyli jak się swego czasu mówiło:
      "ruki pa szwam")
      A PRZEDE WSZYSTKIM KUPUJ, KUPUJ, KUPUJ. Co - to już my ci powiemy, bo my wiemy
      lepiej co jest ci potrzebne.
      Że towarem jest gówienko w sreberku - nieważne, nie myśl tylko kupuj. (Znaczy -
      wydawaj pieniądze).
      A czemu waszym zdaniem służy pseudowspółzawodnictwo pod hasłem:
      "bądź trendy".
      Pod tym pojęciem jest przede wszystkim wymóg by mieć to, tamto i owamto.
      A wąska grupa, która tym kieruje tylko zaciera łapki i śmieje się w kułak, że
      idioci kupują te "gówna w sreberkach".

      DOKŁADNIE!!!

      Człowieku - obudź się, bo zginiesz.

      Produktem takiej edukacji (wszędzie) ma być szara masa ludzi, których własnym
      życzeniem jest nie myśleć.

      Powiem tyle, można to zmienić. Jest spora grupa ludzi, którzy wiedzą jak to
      osiągnąć. I tej grupie chce się to robić.
      Oczywiście - jest to praca na lata.
      Mam propozycję, jeżeli będzie ktoś zainteresowany rzeczywistym działaniem -
      proszę napisać. Myślę, że na początek moglibyśmy utworzyć prywatne forum.
      W zanadrzu jest znacznie więcej, ale najpierw zobaczmy, czy będzie jakiś odzew.
      Pozdrawiam wszystkich

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka