Dodaj do ulubionych

Czy mam oddać ojca do domu starców?

    • critic Droga Gazeto 06.11.07, 11:35
      Nauczcie się w końcu, że nie ma czegoś takiego jak domy opieki - tylko domy
      pomocy społecznej.

      Taki szczegół, ale ogólnopolski dziennik powinien zwracać na to uwagę.
      • ledzeppelin3 Re: Droga Gazeto 06.11.07, 12:08
        Tylko skrajny ignorant o wyidealizowanej, naiwnej jak u dziecka
        wizji świata może w imię "wartości rodzinnych" postponować i
        pogardxzać "dzisiejszymi czasami".
        Poczytaj don pedro choćby "Chłopów", jak traktowano ludzi starych. I
        przestań zapluwać się w imię rodziny, bo charakterystyczna dla
        naszej kultury gloryfikacja i idealizowanie rodziny przynosi więcej
        szkody, niż pozytku.
        • critic ??? 06.11.07, 13:42
          To a'propos mojego postu?
          • ledzeppelin3 Re: ??? 06.11.07, 14:53
            > To a'propos mojego postu?

            Nie, to do tajemniczego don pedra kilkanaście postów wyżej:D
      • kocianna Re: Droga Gazeto 06.11.07, 13:08
        Critic, ależ są domy opieki. Wrzuć w wyszukiwarkę. W artykule nikt nie mówi, że
        taki dom musi być państwowy...
        • critic Re: Droga Gazeto 06.11.07, 13:39
          Nie ma w naszym prawodawstwie czegoś takiego jak "dom opieki". Nieważne, czy
          jest państwowy czy prywatny - nazywa się to dom pomocy.

          Wiem, że się czepiam, ale jeśli nie zwraca się na to uwagi to później pani w
          Wiadomościach czy Faktach potrafi chlapnąć "dom opieki społecznej".

          Tak samo jak w którymś odcinku CSI tłumacz zamiast "loci" powiedział "locusów".
          Brr...
          • titta Re: Droga Gazeto 06.11.07, 15:29
            To drugie to straszny blad gramatyczny :o A dom opieki to przyjeta
            potoczna nazwa, co z tego ze wg. parawa obowiazuje inna. Czepiasz
            sie ;)
    • zielona.gumka Ci, co piszą ze nigdy... 06.11.07, 12:47
      Zdaje się, ze Ci co "nie wyobrazają sobie tego" to nie te osoby,
      które mialy cokolwiek z taką sytuacją wspolnego.
      Tylko ktoś kto to przezyl moze wiedziec o co chodzi.
      Ja, jak na razie, nie mam tego problemu, a gdybym miala - nie
      wiem... Po prostu nie wiem.
      Byl natonmiast taki przypadek w moejej rodzinie i u znajomych.
      Te osoby nie oddaly swoich rodzicow(matek z alzheimerem) do zadnego
      zakładu (pewnie mialy takie same dylematy jak pani w artykule), ale
      same teraz mówią, ze jesli one będą w takim stanie, to chcą być
      przeniesione do zakladu opieki. To chyba o czymś świadczy??

      Ludzie, ktorzy tego nie przezyli - nie zdajecie sobie sprawy jaka to
      wykańczająca sytuacja.
      Jak można tak latwo kogoś osądzac? To takie powszechne...

      Nawiasem mowiąc ja sama nie wiem co ze mną bedzie na starośc, bo mam
      dziecko niepelnosprawne(jedynaka), ktorym JA się zajmuje, a on się
      mną nie zajmie...
    • rrs Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 13:21
      Istnieje pewien sposób, który pozwala na zajmowanie się osobą chorą
      na chorobę Alzheimera. Należy jasno sobie powiedzieć, że nikt nie
      jest w stanie zrozumieć, co przeżywamy (my opiekunowie), tego nie da
      się opowiedzieć. Nie da się opowiedzieć, jak to jest, kiedy n.p.
      osoba zdrowa nie może wychodzić z domu przez kilka lat (bo osoby
      chorej nie można zostawić samej). Ale mamy przyjaciela, który może
      nas zrozumieć. Jest to właśnie osoba chora. Wtedy wszystko się
      zmienia. Przestajemy ze sobą walczyć. Osoba chora może nam wszystko
      wynagrodzić. Na przykład może mnie nazwać Ratunka. Ludzie chorzy na
      chorobę Alzheimera bardzo dużo rozumieją, więcej niż można sobie
      wyobrazić. Nawet w zaawansowanej chorobie. Dlatego nie wolno do nich
      ani przy nich mówić nic, co mogłoby ich obrazić, zdenerwować czy
      przestraszyć. Należy im wszystko bardzo wyraźnie wytłumaczyć, wiele
      razy. Wtedy nam pomogą. Należy normalnie z naszą osobą bliska
      rozmawiać, tylko nie mówić o rzeczach smutnych. Nie włączać TV, bo
      rzadko są tam programy pozbawione agresji. Lepsze jest radio i
      odpowiednia stacja albo muzyka. Ważne są leki. O tym decyduje
      lekarz, ale moim zdaniem dobre są leki przeciwdepresyjne, właśnie
      wcale nie uspokajające, oczywiście inhibitory acetylocholinoesterazy
      i dobra jest też memantyna (tylko jest bardzo droga). U innych osób
      może inne leki, ale trzeba je dobrze wybrać. Ważne jest, aby osoba
      nie była dodatkowo chora na jakąś chorobę somatyczną, n.p.
      nadciśnienie, hypo- albo hyperglikemię, nerki, płuca, pić jak
      najwięcej, krótko przechowywać żywność.
      Zaznaczam, że opiekujemy się naszą bliska osobą we dwójkę i nie
      wyobrażam sobie, że mogłabym to robić sama. Dlatego tak ważne
      byłoby, aby osoby opiekujące się chorymi na chorobę Alzheimera
      tworzyły jakieś grupy w danej dzielnicy czy mieście + wolontariusze –
      wtedy można byłoby opiekuna odciążyć choć na godzinę, aby
      mógł/mogła się choćby przespać.
      Pozdrawiam wszystkich
      R
      • mruwa9 Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia 06.11.07, 13:50
        dopoki nie doswiadczy sie takiej sytuacji na sobie i na wlasnej
        rodzinie. Na wlasnych, zaniedbanych dzieciach,chodzacych samopas, na
        mezu, ktory w pewnym momencie podziekuje za wspolprace i znajdzie
        sobie mniej zapracowana partnerke..wszyscy na tym skorzystaja.
        Wielopokoleniowe rodziny, w ktorych ludzie rodzili sie, zyli i
        umierali, nie przystaja do dzisiejszych czasow, Ja na starosc sama
        chetnie przeniose sie do domu opieki (jesli dozyje), dzieci maja
        prawo do troski o wlasne rodziny, wymaganei od nich dozywotniej nade
        mna pieki uwazam za egoizm. Wybiore dom opieki, jesli bedzie taka
        koniecznosc, wlasnie z milosci do dzieci. W takich czasach zyjemy,
        taka cywilizacje tworzymy, ze jest to obecnie optymalne wyjscie. D
        • niedobrawnuczka Re: Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia 09.11.07, 14:57
          Zgadzam się z Tobą w 100% Jestem obecnie w takiej sytuacji,opiekuję
          się babcią.Są lepsze i gorsze dni,w te gorsze często myślę o domu
          opieki dla niej,powstrzymuje mnie tylko to,że od czasu do czasu wie
          jeszcze co się z nią dzieje.Zawsze się bała szpitali,nie mówiąc juz
          o takich domach.Jeśli dojdzie do tego,będę często przy niej,ale nie
          kosztem mojej rodziny,tak jak dzieje się to teraz. Czasami jestem
          już u kresu wytrzymałości,nie wiem jak to się skończy dla mojej
          rodziny,być może się rozpadnie... Też doszłam do wniosku,że nikogo
          nie skażę na przeżywanie takiej gehenny. Na starość przeniosę się do
          domu opieki.Chciałabym zobaczyć co by napisali Ci którzy są
          przeciwni domom opieki,gdyby naprawdę znaleźli się w takiej
          sytuacji.Bez możliwości prowadzenia normalnego życia. 7 dni w
          tygodniu samotnie opiekując się kimś,rezygnując z lepszej pracy,nie
          mogąc poświęcać czasu swoim dzieciom i mężowi.Kiedy wszyscy powoli
          by się od nich odwracali,bo nigdy nie mieliby dla nich czasu.Dzień w
          dzień babrząc się w odchodach,walcząc o o to by chora
          osoba,jadła,brała leki,dała się umyć i ubrać.Nie życzę im tego,ale
          ciekawi mnie czy nie zmieniliby zdania...
    • netcon Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 15:23
      ojciec nie zyje, ale dzis, myslac o tym, nie potrafie sobie
      wyobrazic ze moja mama siedzi sama w szarym pokoju, nie ma sie do
      kogo odezwac, ze ostatnie lata spedzi w samotnosci..
    • krakuska60 Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 15:25
      Z całym wielkim szacunkiem do autorki.To zdanie "Bo ja nie wiem, czy
      będę potrafiła żyć z tym piętnem, że umarł sam, w obcym łóżku i z
      pampersem " zrobiło na mnie największe wrażenie.Mam rodziców - 77 i
      79 lat.....i BOJĘ SIĘ.Na razie są na "spowolnionym "chodzie".Nie
      wiem, jak będzie dalej ale już wiem że nigdy, przenigdy nie oddam
      żadnego z nich do takiej placówki.Nie oddam.I nikt i nic mnie nie
      przekona do zmiany decyzji.Tak juz postanowiłam.Od dawna.

    • stanley_fish Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 15:28
      Uważam, że nie ma nic złego w oddawaniu starszych ludzi pod opiekę domów
      spokojnej starości. Trzeba tylko dokonać odpowiedniego wyboru i nie kierować się
      jedynie ekonomicznymi względami. Tam mają medyczną opiekę, pielęgniarzy i
      wolontariuszy, którzy się nimi zaopiekują lepiej, niż my w domu.
    • weronikabulicz Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 16:22
      trudna decyzja, ale naprawde madre opinie - terapeutki i jezuity. trzeba
      poruszac te tematy
    • nessie-jp Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 16:22
      Moi drodzy, o czym tu w ogóle mowa? Przecież człowiek ciężko chory POWINIEN być
      pod specjalistyczną opieką 24 godziny na dobę! Nie pod niefachową opieką jednej,
      zadręczonej kobiety.

      Przez sentymentalizm i lęk przed tym, co ludzie powiedzą, niszczy się życie
      kilku osób
    • zina20 Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 16:24
      Tata chorował na raka, niestety nie udało nam się Go uratować. Nigdy
      nawet przez chwile nie pomyslałam żeby oddać tatę do domu opieki czy
      do hospicjum. Ciężko było, patrzyłam jak ucieka z Niego życie, ale
      gdyby historia się powtórzyła postąpiłabym tak samo.
      • nessie-jp Re: Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 17:06
        zina20 napisała:

        > Tata chorował na raka, niestety nie udało nam się Go uratować. Nigdy
        > nawet przez chwile nie pomyslałam żeby oddać tatę do domu opieki czy
        > do hospicjum. Ciężko było, patrzyłam jak ucieka z Niego życie, ale
        > gdyby historia się powtórzyła postąpiłabym tak samo.

        Zina, o czym ty mówisz?! Co ma wspólnego opieka nad zdrowym psychicznie, ale
        ciężko chorym fizycznie człowiekiem, z opieką nad chorym psychicznie, ale
        fizycznie silnym? Nie dostrzegasz różnicy? Czy twój tata atakował ludzi, czy
        trzeba było pilnować, żeby nie uciekł, nie odkręcił gazu, nie zrobił sobie krzywdy?
      • zina20 Re: Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 18:15
        doskonale wiem o czym mówię. tata miał raka mózgu. był jak dziecko.
        nie poznawał nikogo, trzeba było go pilnować zeby nie zrobił sobie
        krzywdy, wyrywał sobie kropówki, mówił od rzeczy, uciekał ze
        szpitala oczywiście wtedy jak mógł jeszcze chodzić.
    • echtom Moja historia i moje dylematy 06.11.07, 17:07
      Jestem "późną" jedynaczką, wychowaną w przekonaniu, że rodzice są
      najważniejsi. Wyszłam jednak za mąż i urodziłam dzieci, a nawet
      wyrwałam się na 9 lat z rodzinnego domu i miasta. W międzyczasie
      rozpadło się moje małżeństwo i zostałam sama z 3 dzieci. Potem
      wróciłam, bo rodzice stwierdzili, że już nie dają sobie sami rady.
      Niestety, mój despotyczny śp. ojciec uznał, że teraz zastąpi
      dzieciom ojca i zaczął stosować wobec wnuczek własne metody
      wychowawcze. To, plus parę innych czynników związanych ze zmianą
      środowiska, spowodowało koszmarne problemy wychowawcze, z którymi
      nie potrafię sobie teraz dać rady. Po paru latach tata zachorował -
      nie Alzheimer, tylko paraliż i demencja. Nie było tak źle, bo leżał
      niecałe pół roku. Mama była wtedy jeszcze "na chodzie", opiekowała
      się nim z pomocą moją i opiekunki (było nas stać, bo miał wysoką
      emeryturę). Po jego śmierci mama wpadła w depresję i zestarzała się
      w przerażającym tempie. Porusza się jeszcze samodzielnie i zrobi
      wszystko wokół siebie, ja tylko wychodzę z nią na zewnątrz. Myślę
      jednak z przerażeniem o dniach, kiedy przestanie wstawać z łóżka, a
      ja (z chorym kręgosłupem) zostanę jako jedyna dorosła osoba do
      opieki. Mama waży 30 kg więcej ode mnie i perspektywa dźwigania jej
      jest mało realna. Jak jednak miałabym oddać ją do domu opieki, skoro
      ojciec do końca był w domu? Najgorsze w tym wszystkim, że mam ukryty
      żal do rodziców, że związali mnie szantażem emocjonalnym i wychowali
      na swoją opiekunkę, zupełnie lekceważąc dobro własnych wnuków. Żal,
      że kazali mi wracać, zamiast usiąść razem i zastanowić się, w jaki
      sposób zorganizować im opiekę w domu. A jeszcze gorsza jest myśl, że
      choć kocham mamę, mam świadomość, że dopiero po jej śmierci będę
      naprawdę wolnym człowiekiem. Nie chciałabym, żeby moje dzieci kiedyś
      tak myślały o mnie i choć to trudne, nie będę ich przymuszać do
      opieki nade mną. Tak już jest, że dług zaciągnięty u rodziców
      spłacamy, opiekując się własnymi dziećmi i to nie rodzicom powinno
      się poświęcać całe swoje życie.
    • tango9 Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 17:49
      "zanim się przerwie srebrny sznur i stłucze się czara złota, i dzban się rozbije
      u źródła, i w studnię kołowrót złamany wpadnie" - to z księgi pewnego
      malkontenta. Przed śmiercią nie mamy szans. Jedyną naszą szansą to było
      urodzenie się. Ale nie każdemu to dano. Niestety.

      • doom_patrol a ja powiem dwie straszne rzeczy 06.11.07, 18:42
        To chyba nie do końca dobrze, że ludzie żyją tak długo.... bo
        długość życia nijak ma się do jego jakości.

        A po drugie - w książce "Nagi lunch" Williama Borroughsa opisana
        jest tak zwana "duszonka" czyli sposób radzenia sobie rodziny z
        obłoznie chorymi starymi ludźmi - zbierała się cała rodzina wokół
        łożka chorego, wszyscy brali pierzyny, poduszki, futra itd. Rzucali
        na łóżko i sami na tym wszystkim siadali - chory umierał, a wina (
        odpowiedzialność ) rozpływała się po całej rodzinie.

        Nie komentuję tego, ale kto wie...
        • echtom Re: a ja powiem dwie straszne rzeczy 06.11.07, 18:55
          No niestety - to pierwsze to skutek uboczny postępu medycyny. A przy
          takim tempie rozwoju technologii nasze pokolenie będzie już mogło
          praktycznie żyć wiecznie podłączone do rurek i monitorów.
    • loyezoo Re: Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 18:43
      Niestety nie przeczytałem wszystkich postów bo długie ale dodam coś
      od siebie w temacie jako "znawca tematu".Pracuję w domu pomocy
      społecznej.W tym domu każdy ma swój pokój z
      łazienką,sprzątaczki,opiekę medyczną 24/h,super posiłki (wiem bo sam
      korzystam)opiekunkę (jedna opiekunka ma kilka osób ale dochodzą
      wolontariusze,studenci,stażyści)Oprócz tego terapie zajeciową m.in
      dla alzheimer-ów,fizykoterapię,fizioterapię,sale gimnastyczną,dużo
      imprez np.festiwale małych form,spartakiady (wiele wyjazdowych
      oczywiście dla osób sprawnych)
      Właśnie w tym tygodniu jest występ alzheimer-ów,będą śpiewać,mówić
      wiersze etc.Tego typu terapia spowalnia chorobę,rodziny są
      zachwycone poprawą.Alzheimerzy mają tu również tylko tzw. dzienny
      pobyt.Są dowożeni i odwożeni przez nasze auta i tym sposobem rodziny
      tych osób moga normalnie pracować a my tymi ludźmi się
      zajmujemy.Niestety z tego co się orientuję to jedyny tego typu dom
      dzienny w Polsce (jeden chyba prowadzą jeszcze jakieś siostry)

      Na stałym pobycie nikt nie ma żadnych zakazów czy nakazów.Chyba że
      wraca po 22.00 to musi zgłosić bo najzwyczajniej w świecie dla
      bezpieczeństwa budynek jest zamknięty.

      Moje meritum sprawy.Jeżeli jest tak źle w domach pomocy (może widać
      nie we wszystkich)to dlaczego na pobyt stały czeka się na miejsce ok
      4 lat?? (134 miejsca)Na pobyt dzienny dla alzheimerów najmniej pół
      roku?
    • przemek05 Ksiadz i terapeutka maja duzo racji 06.11.07, 19:09
      Znalem pewnego profesora, wspanialego uczonego, autora swietnych
      wykladow. Opiekowal sie swoja zona, ktora, w miare postepu choroby,
      zachowywala sie coraz bardziej nieprzewidywalnie, np. uruchamiala
      gaz, powodowala zagrozenie pozarem i wybuchem. Profesor musial jej
      ciagle towarzyszyc, wpadal na uczelnie na krotka chwile, wkrotce nie
      mozna bylo z nim o niczym innym rozmawiac, jak o jego chorej zonie.
      Obserwowalem jego narastajace zmeczenie. Pewnego dnia - zmarl nagle,
      gdyz opiekujac sie zona, zupelnie zaniedbal wlasne zdrowie, nie
      badal sie, ignorowal symptomy wlasnej choroby.

      Tak wiec przesada w tej dziedzinie prowadzi do absurdu. Sam nie
      chcialbym byc przyczyna udreczenia moich bliskich (czy to po
      chrzescijansku, bliskich zadreczac?). Jesli opieka nade mna bedzie
      wymagala nieproporcjonalnie duzych wysilkow, sam zdecyduje o pojsciu
      do domu opieki... niech tylko bedzie na poziomie. Bylem w takim
      nieopodal Warszawy przy trasie poznanskiej, to wygodny pensjonat,
      czysty, ze wspanialym ogrodem. Moze juz wczesniej zredaguje na
      pismie odpowiednie rozporzadzenie, w razie, gdybym stracil pelnie
      swiadomosci i nie byl w stanie wydac stosownego polecenia.
    • zytamw Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 20:02
      Witam. Przeczytałam wszystkie posty ze łzami w oczach, ponieważ na
      moje barki spadł ciężar towarzyszenia w tych ciężkich chwilach moim
      obojgu rodzicom.Ojca z którym byłam bardziej związana emocjonalnie
      pożegnałam 10lat temu do ostatniej chwili byłam z Nim trzymając Go
      za rękę, umarł na raka.Ta śmierć bardzo osłabiła moja psychikę, do
      dziś bardzo to przeżywam.Wtedy nie wiedziałam o tym, że moja ciężka
      droga dopiero się zaczyna.Musiałam zaopiekować się 75letnią matką
      mimo że była wtedy zupełnie sprawna fizycznie.Mój brat zabierał mamę
      czasami na niedzielny obiad lub na święta po czym wracała do domu
      bez grosza przy duszy.Takie święta kosztowały ją półroczną emeryture
      (wszystkie koszty związane z utrzymaniem mamy pokrywałam z własnej
      kieszeni).Taka sytuacja trwała przez 5lat, kiedy to ze względu na
      pogorszenie się stanu zdrowia mamy jak również mojej sytuacji
      finansowej, musiałam przejąc emeryturę mamy na jej utrzymanie.Od tej
      chwili mój brat,a ukochany syn mamy odwiedził ją 2-krotnie mimo że
      mieszka 4kilometry od nas, nie mówiąc już o tym że skończyło się
      zabieranie mamy chociażby na jeden dzień.Siostra natomiast uważa, że
      pracując przez cały tydzień w niedzielę ma prawo odpocząc. tak więc
      na rodzinę nie mogę liczyć. Mama zawsze była osobą trudną we
      współżyciu, nigdy nie mogłyśmy dojść do porozumienia. Zawsze
      uważała, że cokolwiek zrobiłam to było źle i nigdy nie dane było mi
      odczuć miłości i czułości matczynej.Jednak dla niej mając 36lat
      zrezygnowałam z własnego życia aby zapewnić jej opiekę, ciepło i
      spokojną starość.Myślałam że na starość spokornieje, ale niestety do
      tego nieciekawego charakteru doszła cukrzyca,demencja, Parkinson i
      schizofrenia, która przez wiele lat nie była zdiagnozowana.W tej
      chwili mama nadal jest w miarę sprawna fizycznie, ale często potyka
      się i przewraca a ja boję się, że się połamie.Nie potrafi usiedzieć
      na miejscu przez pięć minut bez przerwy chodzi, chodzi nie tylko po
      domu ale także po ulicy( niewielka wioska, mały ruch uliczny)i nigdy
      nie wiem czy nie zapomni jak wrócić do domu.Nie mogę zabrać jej
      klucza bo wtedy staje się agresywna, życzy mi wszystkiego co
      najgorsze łącznie z tym "żebym zdechła".Kiedy muszę wyjechać po
      zakupy, na poczte lub do banku nigdy nie wiem co zastanę po
      powrocie.Ciągle myślę o tym ,że muszę wszystko załatwić bardzo
      szybko i wracać do domu, a nie zawsze to się udaje.Kiedyś spóźniłam
      się pół godziny i nie podałam posiłku o stałej godzinie, to mama
      poszła do sąsiadki po jedzenie.Zawsze są kłótnie kiedy trzeba ją
      umyć,przewietrzyć mieszkanie, posprzątać, nie pozwala dotykac swoich
      rzeczy bo twierdzi że ją okradam,nie mówiąc już o tym co robi z
      ubrudzonymi majtkami. Prowadzimy z mężem niewielką działalność
      gospodarczą w związku z czym mąż jest cały dzień poza domem,kiedyś
      pomagała mi 17-letnia córka zawsze na wekendy wracała z internatu do
      domu żebym ja mogła wyjśc z domu i odpocząć, ale teraz mieszka i
      pracuje(nawet w niedzielę) w mieście a my mieszkamy w wiosce
      oddalonej 50kilometrów od tego miasta, więc na jej pomoc też nie
      mogę liczyć.Jestem z mamą na okrągło sama. Wytrzymałam już 10lat nie
      wiem jak długo jeszcze wytrzymam.Lekarz rodzinny wysłał mnie do
      psychologa, a psycholog do psychiatry u którego jeszcze nie byłam i
      boję sie pójść, bo jeśli przypisze mi jakieś silne leki to jak będę
      wtedy funkcjonować? Jestem wykończona nie tyle fizycznie co
      psychicznie.Jeśli ktoś wie jak wybrnąć z takiej sytuacji to bardzo
      proszę o radę, jestem już u kresu wytrzymałości psychicznej.
      • rrs Re: Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 21:00
        Droga Zyto, przede wszystkim poszukaj dobrego psychiatry dla swojej
        Mamy. Zdaje mi się, że ma w ogóle źle ustawione leki. Lekarzy, który
        znaliby się na chorobie Alzheimera jest bardzo mało, spróbuj
        poszukać przez www.alzheimer.pl/, tam można zadać pytanie
        n.p. gdzie jest najbliższa placówka specjalistyczna. Pojedź tam
        najpierw sama. Może któryś z lekarzy zechce zobaczyć Twoją Mamę.
        Poza tym może jest coś, co Twoja Mama lubi czy lubiła, może jakiś
        rodzaj muzyki, może n.p. nagranie choćby nabożeństwa, albo Trylogii,
        albo Mniszkówny, cokolwiek. To mogłoby ją trochę uspokoić. Może
        lubiła coś robić. A może zgodziłaby się Ci w czymś pomóc, n.p.
        obieranie ziemniaków itp. Ja mówię zawsze, że musimy sobie pomagać,
        bo ja nie dam rady zrobić wszystkiego.
        Druga sprawa to czy nie dałabyś rady wynająć opiekunkę choćby nawet
        na 3-4 godz. tygodniowo? To dużo daje. Można gdzieś wyjść, czy
        pojechać i nie myśleć wciąż o tym samym. Dobrze działa także
        sprawianie sobie czasem jakichś całkiem drobnych przyjemności.
        Pozdrawiam ciepło
        R
    • stedo Ci co nie przeżyli... 06.11.07, 21:41
      nie wiedzą, nie są w stanie wyobrazić sobie co to znaczy opieka nad osobą chorą
      psychicznie/np. na chorobę Alzheimera/,która jest sprawna,zdrowa fizycznie a
      żyje jak roślina-jest takie stadium tej choroby.Nie potrafi się ubrać/ale
      rozebrać ni stąd ni zowąd, owszem/,umyć,załatwić potrzeby fizjologiczne w
      toalecie,jeść samodzielnie/bo nie wie że to co jest na talerzu to jedzenie i
      trzeba to wziąć do ręki-nie mówiąc o użyciu sztućców- i włożyć do ust- bo nie
      wie że ma usta/ spać/bo jest noc a łóżko do tego służy/ nie poznaje najbliższych
      osób,jest agresywna,stanowi zagrożenie dla siebie i otoczenia.Jakiekolwiek
      porównania z chorobą fizyczną czy opieką nad dziećmi mają się tutaj nijak.Ja
      opiekowałam się matką chorą na Alzheimera przez 8 lat.Przez pierwszych 5 lat
      dopóki jeszcze kojarzyła że tu gdzie mieszka to jest jej dom a osoby które widzi
      to jej dzieci miało to jakiś sens/byłam ja, w weekendy siostra, prywatna
      opiekunka,sporadycznie brat bo mieszkał w innym mieście/Jak straciła całkowicie
      świadomość,nikogo nie poznawała,nie wiedziała jak się nazywa,w końcu straciła
      zdolność mówienia/tylko niezrozumiałe dżwięki wydawała/ z ciężkim sercem
      uznaliśmy że to nie ma sensu.Znależliśmy odpowiedni dom opieki prowadzony przez
      siostry loretanki - opieka 24h, 2 os.pokoje z łazienkami,czysto, pielęgniarka
      przez 24h.Mieszkała tam 2 lata nie zdając sobie sprawy -umarła mając 85 lat na
      zapalenie płuc/wiosenna infekcja grypowa,która przeszła w zapalenie
      płuc/Oczywiście każda tego typu sytuacja przebiega w sposób indywidualny, ale
      generalnie uważam że osoby w takim stanie mają lepszą opiekę w takich
      domach/jeśli są odpowiednio prowadzone/ niż w domach rodzinnych.Rodzina nie jest
      w stanie zapewnić w domu opieki, to ponad siły,pomijając względy psychologiczne
      Zgadzam się ze wszystkimi którzy tu opisywali swoje historie.Tak to wygląda.Ja
      też nie chcę aby moje dzieci tak się ze mną męczyły. Gdyby do tego miało dojść
      wolałabym póść do domu opieki.A ten don pedro to jakiś dzikus mentalny bez krzty
      empatii a jego wywody to pseudo filozoficzno- moralny bełkot.
      • echtom Re: Ci co nie przeżyli... 06.11.07, 22:18
        Właśnie, dla mnie też sens opieki w domu kończy się w momencie, gdy
        chory przestaje poznawać ów dom i domowników.
        A Don Pedro budzi moją agresję, bo nie cierpię, gdy do
        ustanawiania "norm moralnych" biorą się teoretycy, którzy nie mają
        pojęcia o realnym życiu. Tak jak w sprawie aborcji najwięcej do
        powiedzenia mają księża i stare panny.
        • jussi10 Re: Ci co nie przeżyli... 06.11.07, 23:24
          Przyznam,że nie przeczytałam wszystkich wypowiedzi ale z wieloma tezami nie mogę
          się zgodzić--np z taką która odbiera prawo głosu tym którzy nie przeżyli takiej
          sytuacji i inni twierdzą,że nie mają o niej zielonego pojęcia.Moje poglądy nie
          mają nic wspólnego z religią,jestem ateistką ale jedno wiem nie oddałabym moich
          rodziców i to nie jest dla mnie żaden heroizm--tak jak oni mnie w
          biedzie,chorobach,znoju nie oddali- tak jakich także nie oddam--a kryterium,że
          sens opieki kończy się wtedy kiedy chory przestaje poznawać domowników jest nie
          jest na miejscu --jak oddawałam moje 7 dniowe dziecko, chore na zapalenie płuc
          do szpitala,na początku lat 90-tych gdzie nie było mowy o pozostaniu z nim to
          rozpadałam się 1000 kawałków za drzwiami oddziału dziecięcego.Choć ono nie
          rozpoznawało domowników,pewnie mnie ledwo kojarzyło;-)ale wiedziałam,że to nie
          jest miejsce dla dla niego.
          Ok-przyjmuję atak-i argumenty "g...no"wiesz nic nie przeżyłaś-nie zabieraj głosu!
          Tylko wiem,że są rodziny samotne matki,ojcowie którzy wychowują chore
          dzieci,przewlekle chore--i to też jest katorżnicza praca ale tak to już jest.i
          tu nie chodzi o historię,normy moralne,bóg wie co jeszcze...
          • nessie-jp Re: Ci co nie przeżyli... 06.11.07, 23:29
            Jussi - argument o "niepoznawaniu własnego domu" dotyczy tylko tego, że taka
            osoba nie będzie już cierpieć z powodu opuszczenia swojego mieszkania, swojego
            pokoju. Nie chodzi przecież o to, że jak ktoś nie poznaje, to go wyrzucamy. Nie
            - ale JESLI jest tak, że ta osoba wymaga specjalistycznej czy po prostu
            nieustannej opieki, to warto się zastanowić, po co zostawiać ją w domu. Tylko po
            to, żeby samemu poczuć się lepiej? Argument sentymentalny - że będzie tęskniła
            za domem - tu nie ma po prostu zastosowania.

            No i jeszcze jedna sprawa. Pamiętaj, że choroby starości są najczęściej
            nieuleczalne i postępujące. Jak myślisz, czy kobieta ważąca 55kg będzie w stanie
            podnieść i umyć 70-kilogramowego mężczyznę? Zmienić mu pampersa?
          • echtom Re: Ci co nie przeżyli... 07.11.07, 08:26
            Ci, co nie przeżyli, mają prawo się wypowiadać, ale z p o k o r ą,
            nie autorytatywnie.
    • rrs Czy mam oddać ojca do domu starców? 06.11.07, 23:08
      Życie człowieka składa się z dzieciństwa, młodości, wieku średniego
      i starości. Żaden z tych okresów nie jest czymś gorszym i osoba w
      żadnym wieku nie jest gorsza od osoby w innym wieku.
      Osoby chore na chorobę Alzheimera to ludzie. Można się z nimi
      porozumieć. Można wtedy zobaczyć, że są dzielni, że walczą. Nie
      potrafią nam powiedzieć, co czują. Tylko krzyczą. Ale czasem zdarza
      się, że powiedzą "Ja wiem".
      Myślę, że potrzeba więcej informacji na temat tej choroby, więcej
      specjalistycznych przychodni, wiekszej pomocy dla opiekunów. Wtedy
      nie będzie to ponad siły, tak jak dla jednej osoby.

    • w.zboralski Ch. Alzheimera nie nadaje się do opieki w domu!!! 06.11.07, 23:26
      Ludzie, zacznijcie logicznie myśleć: to 24 godziny na dobe opieki
      przez 7 dni w tygodniu! Żadna rodzina tego nie wyrobi a w końcu
      albo dziadek wypada z okna albo zabija innych gazem! W zamkniętym
      ośrodku ma szansę na spokojną śmierć a nie na gwałtowne zejście w
      jakimś dramatycznym wypadku, nago rozjechany na ulicy w nocy, bo
      córka ze zmęczenia usnęła a dziadek poszedł w miasto nago o 2 w
      nocy! Na pewno śmierć w pampersie w obcym łóżku jest lepsza od
      tego, prawda? A poza tym on już nie jest tym kim był przed chorobą -
      nie ma w nim już żadnych relacji do członków rodziny!
      • jussi10 Re: Ch. Alzheimera nie nadaje się do opieki w dom 06.11.07, 23:33
        Boże chroń mnie od takiej logiki...Powtarzasz jakieś brednie-już nie poproszę
        Cię o statystyki odnośnie wypadków z udziałem chorych na Alzheimera--ale powiedz
        skąd dysponujesz taką ponurą wiedzą--ja wychowywałam przez ost 3 lata małe
        dziecko sama i chciałabym zobaczyć Twoją minę o Waszą reakcję gdybym nagle
        ogłosiła,że nie mogę się nim zająć bo już jestem tak zmęczona (a byłam
        nieraz),że padam na twarz i dla jego dobra,żeby sobie czegoś nie zrobił jak usnę
        nad talerzem oddam go do domu opieki nad dziećmi.
        • iluminacja256 Re: Ch. Alzheimera nie nadaje się do opieki w dom 07.11.07, 00:55
          A czy to dziecko wazyło 80 kg , podczas gdy ty wazyłaś 50? Czy mycie tego
          dziecka, polegało na 2 godzinnym tłumaczeniu, ze teraz sie umyjemy,
          dantejskich scenach dotarcia do mycia w domowo zrobionym brodziku( bo do wanny
          nie da rady, bo jak? )- kolejna godzina najmniej i wreszcie odprowadzaniu i w
          tym momencie - kupa, po 4 godzinach mających na celu umycie? Albo jeszcze
          inaczej - sadzamy w brodziku i idziemy na sekundę, bo ktoś puka do drzwi, a w
          tym momencie babcia wstaje i wywala sie z całej siły , uderzajac głową o scianę
          ? Albo nagle w nocy babcia coś sie przypomina i idzie do WC, po czym nadeptuje z
          całej siły psu na brzuch i depcze dalej, więc pies w odruchu obronnym ją gryzie?
          Albo nad ranem spotyka sie babcię nagą , w rogu pokoju, umazaną w odchodach - a
          przeciez do cholery kiedyś tzreba też spać. Czy małe dziecko skarzy sie sasiadom
          przez okno , z e jest bite i znienawidzone, bo własnei powstała taka wizja w
          glowie?

          Nie ma najmniejszej płaszczyzny porównania wychowywania małego dziecka i
          opieki wobec człoweika dorosłego, chorego , z demencją, otepieniem , Alzheimerem
          , często na pól bezwładnego, a do tego wazącego wiecej niz opiekun.
          • rrs Re: Ch. Alzheimera nie nadaje się do opieki w dom 07.11.07, 01:42
            Na wszystko są sposoby (jest książeczka Stowarzyszenia
            Alzheimerowskiego).
            1.Problemy z kąpielą znikną, jeśli będzie to robione regularnie,
            dość często, wtedy zajmie to 30 min. (niestety nie wiadomo, czy
            można osobę przyzwyczaić ponownie, na pewno można to kontynuować,
            jeśli się to długo robiło wcześniej).
            2.Upadki w łazience – albo poręcze zamykane, albo najlepiej zwykłe
            krzesło.
            3.Wypróżnianie – pampersy albo podkłady (moim zdaniem te ostatnie są
            lepsze),
            4.Nocne spacery – przystawić do łóżka fotele albo założyć barierkę.
            W całkowitej ostateczności dobrze dobrany przez lekarza środek
            nasenny, bardzo ostrożnie, b. małe dawki.
            5.Konfabulacje o znienawidzeniu – mówić do niej cichym głosem,
            zawsze łagodnie, z uśmiechem, wtedy nie odbierze tego jak atak.
            6.Zmiana pampersa na leżąco – po co kiedy przecież chodzi?
            7.I znów do znudzenia powtarzam, skonsultować z lekarzem leki, może
            trzeba zmienić.

    • wardog1 Czy mam oddać ojca do domu starców? 07.11.07, 01:28
      No nie, po pierwszych słowach tego artykułó, dochodzi się już do wniosku, 30 lat
      za za... za kim ? przecież w nowokapitalistycznej polsce to chyba nie jest
      zbrodnią korzystać z usług. usług w tym przypadku opieki nad rodzicem, którym
      się niema czasu samemu zająć.
      przykre to, ale czasem nieuniknione.
      • przemek05 dworu juz nie ma, ani gumna 09.11.07, 00:09
        Aurorzy wielu wypowiedzi nie zauwazyli, ze warunki zycia w ostatnich
        dekadach zmienily sie diametralnie. W czasie mojego dziecinstwa bylo
        jeszcze sporo ciotek, ciotek-babek, itp, ktore trzymaly sie rodziny,
        same nie pracowaly zawodowo i byly gotowe do swiadczenia uslug
        opiekunczych. A teraz, uklad spoleczny dworu czy gumna (jak to
        okreslono w komentowanym artykule) juz sie wyczerpal. Nastepne
        pokolenie ciotek-babek pracuje, jest "na swoim" i nie jest juz "do
        uslug". Kto wiec ma sie opiekowac osoba, ktora nie jest w stanie
        sama wstac z lozka? Dzieci, ktore pracuja zawodowo, caly dzien nie
        ma ich w domu i maja swoje potomstwo? Przeciez to nierealne - musza
        to robic wyspecjalizowane osoby za wynagrodzeniem, niezaleznie od
        tego, czy taka opieke zorganizuje sie w domu czy w osrodku dla
        seniorow.
        • ewa1125 Re: dworu juz nie ma, ani gumna 09.11.07, 15:05
          Masz racje,nikt nie zauwazyl tych,ktorzy opiekujac sie
          najblizszymi,nie pracuja,tak jak ja.Ubezpieczenie mozna miec jesli
          sie jest zarejestrowanym jako bezrobotny,ale lat pracy do emerytury
          nie przybywa.Jest opcja,ktora umozliwia zatrudnienie sie jako
          opiekun takiej osoby,ale to wydatek ok 300zl(na ubezpieczenie i
          inne) przy "zarobkach"600zl,czyli 3/4 etatu. Ten "zarobek"to to,co
          powinna nam zaplacic osoba,ktora nas zatrudnia,czyli nasz
          podopieczny.Ten wydatek 300zlotowy,tez pokrywa nasz opiekun.Od
          lekarki,ktora opiekuje sie moja babcia,slyszalam o rozwiazaniu
          szwedzkim,gdzie tym,ktorzy sie opiekuja kims z rodziny,daje sie
          zatrudnienie jak np.pielegniace srodowiskowej.Chorym opiekuje sie
          ktos bliski,ktoremu jednoczesnie liczy sie to jako prace.Moim
          zdaniem jest to w miare rozsadne rozwiazanie,bo po pierwsze nie robi
          z takiej opieki posiewcenia,a po drugie przy niewydolnym systemie
          opieki panstwowej,czy drogiej prywatnej,stwarza warunki do tego,by
          rodzina wziela na siebie te opieke.U nas niestety,duzo sie mowi o
          rodzinie,ale rozwiazan ulatwiajaccych rodzinne zycie,brak.
    • ypsilon123 Dzieci oddawane sa do przedszkola 12.11.07, 16:07
      ... i jakos nikt nie zalamuje nad tym rak. A nawet sie tlumaczy, ze
      fachowa opieka pedagogiczna, ze kontakt z rowiesnikami itd.
      Moim zdaniem, w wypadku osob starszych, wymagajacych szczegolnej
      opieki, oddanie do domu opieki jest najlepszym wyjsciem dla obu
      stron. W Polsce powstaje przeciez coraz wiecej naprawde dobrych
      domow opieki.
      Nie zawsze bowiem najwieksze oddanie i poswiecenie opiekunow
      rodzinnych jest w stanie taka opieke dac. Pomijajac juz koszty
      emocjonalne i psychiczne osoby opiekujacej sie.

      Ja osobiscie, nie chce byc na starosc ciezarem dla mojego
      potomstwa. I wiem, ze zaakceptuje przeniesienie sie do domu opieki.
      Bo dzieci rodzimy dla nich samych, a nie dla siebie.
      --
    • amator Nie oddawać,nie oddawać,zrobić wszystko co 16.01.08, 11:54
      zrobić wszystko co w Twojej mocy, by tego nie zrobić.
      Po zrobieniu czegoś takiego, nie da się żyć,wyrzuty sumienia zjedzą
      Cię jak rak.Nie za rok nie za dwa , ale Cię dopadną.O ile jesteś
      człowiekiem..........

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka