Dodaj do ulubionych

Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy ...

    • malinowskir Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 27.11.07, 19:28
      Polski system nauki jest chory. Mozna o tym wiele napisac.
      Nawet nie chodzi mi o wiek pracownikow naukowych, wiekszym problemem
      jest kompletny brak zainteresowana nauka. W Polsce nie ma naukowcow,
      sa jedynie pracownicy naukowi.
      Oczywiscie na pewno sa wyjatki.
      Podsumowujac:
      PRECZ Z PRACOWNIKAMI NAUKOWYMI !!!
      A na koniec jeszcze kolejna malo popularna wypowiedz:
      ROZDETA ADMINISTRACJA, KTORA KRADNIE PIENIADZE - WON !!!
    • grba Luluś Dorn posłużył się 27.11.07, 19:29
      słowem wymyślonym przez Sołżenicyna "oбразованщина" - wykształciuch
      na opisanie pewnego zjawiska. Jaka to była obraza...
      • qrdebela re: Dorn posłużył się 27.11.07, 20:26
        bedac w Polsce przez kilka miesiecy nie moglem nadziwic sie jak duzo
        nienawisci ze strony polskich naukowcow w tym profesorow przenikalo
        zycie codzienne i polityke, wszystko co bylo zrobione w okresie
        ostatnich 2ch lat bylo wysmiewane i wyszydzane "przez ludzi nauki i
        dziennikarzy", powiedzialbym wyksztalciuchow, coz oni zrobili????...
        czy pomogli w jakis sposob tym mlodym naukowcom???, chyba nie
        bardzo, dla nich najwazniejsze bylo zeby lustracja sie nie odbyla i
        zachowac status quo, kolko wzajemnej adoracji psia krew, dbali tylko
        o wlasne stolki i swoich znajomych,
        wydaje mi sie teraz, ze jednak Dorn mial racje, wyksztalciuchy
        zakichane wezcie sie do roboty panowie profesorowie to was od
        stolkow oderwac nie mozna, pomozcie mlodym ludziom,
        a tam, "to jak wolanie na puszczy";
        oni tylko soba sa zajeci i swoja madroscia i jedyna prawda, a prawda
        jest tylko po ich stronie,
        teraz beda czekali na cud Tuska, coraz mocniej trzymajac sie swoich
        stolkow i posadek,
        • bumcykcyk2 Re: 27.11.07, 21:28
          Ujadają i szczekają najgłośniej ci z zagranicy. Czyżby dlatego, że muszą tam
          ciężko harować? Trochę nie fair jest ściganie plagiatów i dogryzanie kolegom w
          Polsce w wymiarze wieczornego hobby pracownika placówki w USA czy Kanadzie.
          Obecny system nauki polskiej jest beznadziejny, ale o jego zmianę powinno
          walczyć się na miejscu. Poza tym te niby forpoczty "nowego" też często są
          przeżarte układami wzajemnej adoracji np. Fundacja na rzecz Nauki Polskiej. Nie
          tylko "frustraci" ją krytykują...
          • malinowskir Re: 27.11.07, 22:08
            No tak, dobrze by bylo "na miejscu" wszystko zmieniac, jest tylko
            maly problem: mlody naukowiec nie ma do tego zadnych praw i jego
            rola w polskiej rzeczywistosci naukowej sprowadza sie do bycia
            petentem. I moze by wszystko bylo ok, bo moze to specyfika kultury
            tak jak np. w Japonii, tyle ze ten profesor z Japonii co to mu
            reszta robi herbate nie zyje jedynie faktem bycia profesorem ale
            rowniez stara sie o finansowanie projektow i jest caly czas
            zorientowany w aktualnym stanie nauki.
            Ale i tak najwiekszy problem to administracja i glupie przepisy badz
            ich brak, tyle ze to nie tylko w nauce. Wszystko tak marnie dziala w
            Polsce.
            No i jeszcze po co polski naukowiec ma publikowac - u nas nie ma
            zadnej presji.
            W naukach technicznych bedzie nam bardzo trudno - Polska to biedny
            kraj a do tego skrepowany roznymi dziwnymi zaleznosciami.
            Zauwazam tez brak instytucji, ktore pomagaja naukowcom przebrnoc
            przez rozne formale aspekty ubiegania sie o rozne fundusze w UE.
            Nawet w USA jest tzw. Pani Lusia ktora ma takie rzeczy w malym
            paluszku (albo w duzym, bo to w koncu Pani Lusia) i naukowcy maja
            duze wsparcie instytucji, w ktorej pracuja.
            A wspomniana przez kogos polska zawisc wynika pewnie z biedy i calej
            tej beznadziejnej sytuacji.
            Ja bym powiedzial, ze sa w Polsce dobre osrodki i naukowcy tez sa
            (jak wszedzie) tyle, ze system jest demoralizujacy.
            • raffenator Co jest zlego w komentowaniu zza granicy?! 27.11.07, 23:02
              Po pierwsze chcialem pogratulowac panu Czarkowi odwagi. Tez kiedys napisalem
              poniekad podobny artykul do G. Wyborczej i pamietam jaka wybuchla burza w moim
              miescie, zwlaszcza na rodzimej uczelni. Ale nie o tym chcialem teraz napisac.

              To, co chcialem powiedziec, to to iz nie rozumiem, co jest zlego w komentowaniu
              spraw/produktywnej krytyce zza granicy? Przeciez cala idea nauki jest taka, ze w
              ciagu kariery sie przebywa w roznych osrodkach naukowych swiata, oddzialywujac z
              roznymi naukowcami, uczac sie roznych podejsc do problemow/zagadnien, nabywajac
              wiedzy, doswiadczenia, sprawnosci intelektualnej, itp. Jezeli Polak chce byc
              naukowcem z najwyzszej polki, to nieuniknionym jest krotszy lub dluzszy pobyt za
              granica tak, aby moze i kiedys wrocic i przyczynic sie do wzrostu poziomu
              Polskiej Nauki. Smiem twierdzic, ze osoba przebywajaca cale zycie w jednym
              osrodku nigdy nie bedzie tak wartosciowa naukowo, co podobna choc z
              doswiadczeniem miedzynarodowym.

              W zwiazku z powyzszym chcialem zwrocic uwage pana profesora Urbanczyka,
              Jedrzejczaka, oraz innych osob, takze na tym forum, ktore uwazaja, ze
              przebywajac za granica nie ma sie prawa do krytyki, na nastepujaca rzecz. Krzyk
              naukowcow zza granicy (bo to naprawde nie jest pierwszy taki list) swiadczy
              dobitnie o tym, iz jest wiele osob, ktore by chetnie wrocilo i poswiecilo czesto
              lepsze zarobki i warunki za granica kosztem pracy naukowej w Polsce, gdyby
              warunki tutaj pozwalaly na prace na (przynajmniej) europejskim poziomie. W tym
              celu nie tylko potrzebny jest powrot mlodych do kraju, ale takze szereg spraw,
              ktore wypunktowal w jednym ze swoich postow pan Wojcik.

              Z drugiej strony rozumiem poniekad oburzenie osob, ktore zdecydowaly sie zostac
              w Polsce - wszak byc moze zrobily cos bardziej wartosciowego. Ale powiedzmy
              sobie szczerze - w obecnej sytuacji kilka ambitnych, mlodych pracownikow
              naukowych sytuacji do gory nogami nie obroci. Potrzebna jest reforma systemu! A
              podpisanie sie nazwiskiem na liscie wzywajacym do tych reform jest jak dla mnie
              oznakiem patriotyzmu; moze nie az herbertowskiego heroizmu, ale jednak.
              • dalatata Re: Co jest zlego w komentowaniu zza granicy?! 27.11.07, 23:11
                mozna dodac, ze skoro nam, naukowcom za granica, zalezy na tym, zeby
                komentowac zycie naukowe polskie, to moze warto nas posluchac.
                znacznej czesci z nas powiodlo sie 'na zachodzie'. publikujemy w
                dobrych miedzynarodowych czasopismach, dostajemy granty, publikujemy
                ksiazki. mamy tez doswiadczenie systemow naukowych, do ktorych
                polska nauka powinna dazyc.
                • malcom.janus Re: Co jest zlego w komentowaniu zza granicy?! 28.11.07, 12:07
                  Zgadzam sie.
                  Nalezy jednak zwrocic uwage, ze beneficjentom tego status quo nie spieszno do zmian.
                  Z drugiej strony wygodniej jest nie podwazac pewnych "jedynych prawdziwych
                  prawd", ktore sa chetnie propagowane w kraju, jak np. ze Polscy informatycy i sa
                  jednymi z najlepszych na swiecie odnosza niesamowite sukcesy.
                  W rzeczywistosci jest zupelnie inaczej, choc na pewno potencjal ludzki i talent
                  jest, ale rozmienia sie przez polski system nauczania na drobne.
              • andrexp Re: Co jest zlego w komentowaniu zza granicy?! 28.11.07, 01:19
                odwagi to raczej Pan sam sobie gratuluje, bo co innego krytykowac
                będąc na miejscu, w kraju a co innego z zagranicy, jak to robi pan
                Wójcik...
    • guru133 O czym my tu rozmawiamy, jeżeli rząd ( na 28.11.07, 00:31
      szczęście już miniony) rekomenduje Unii Europejskiej dofinansowanie działań
      hochsztaplera Rydzyka zamiast preferować uczelnie mające poważny dorobek naukowy.
    • xnw4 ciekawe 28.11.07, 03:17
      Ciekawe, jak jestem na konferencji i
      spotykam mlodszych wiekiem lub starszych
      stopniem naukowym kolegow z Polski
      (nota bene spotykam ich coraz wiecej, wystarczy
      zreszta spojrzec na listy uczestnikow wiekszych zjazdow),
      jakos niekiedy trudno sie rozmawia. Ciagle, jakby ta plakietka
      z nazwa zagranicznej uczelni czyms razila.
      Takie to jakies dziwne, podobnie jak wypowiedzi
      wobec dr Wojcika.
      • grzes-1231 Narzekanie 28.11.07, 06:12
        Myślę, ze niesprawiedliwe jest wrzucanie wszystkich polskich naukowców do
        jednego worka. Sa w Polsce naukowcy - na rożnych szczeblach - którzy coś robią
        i chcą coś zmieniać.

        Teraz musiałaby nastąpić długa i szczegółowa analiza okoliczności polskiej
        nauki. Polski system nauki wymaga rewolucji. Ale chce zwrocic uwage, ze dalkei
        od doskonalosci jest system hiszpanski, grecki, wloski, francuski, niemiecki i
        wielu innych krajow europejskich.... Osobiscie uwazam ze system brytyjski
        wyroznia sie bardzo pozytywnie. (mam doswiadczneie z 1szej reki). Pytanie czy
        chcemy rownac do tych gorszych czy do lepszych.

        Mysle ze dla osob, ktore naprawde chca popchnac nauke do przodu, wyjazd do UK
        czy USA, czy instytucji badawczych (nie uniwersytetow) w innych krajach jest
        jedyna mozliwoscia.
        • proteasom od autora odnosnie naukowco w Polsce 28.11.07, 15:26
          Oczywiscie, ze sie z tym zgadzam, sa wciaz w Poslce swietni
          naukowcy, ktorzy z roznych przyczyn (chocby rodzinnych) nie
          wyjechali an stale. Sa wokol nich oazy gdzie mozna uprawiac nauke,
          choc czesto jest to bardzo trudne, nie z powodow finansowych, lecz z
          powodu torpedowania takich klujacych oczy oaz przez adminsitracje
          uczelni z jednej strony, a przez wiekszosc miernych "kolegow" z
          drugiej. O stropniu torpedowania nauki przez administarcje niech
          swiadczy chociaz to, co wiem z z pierwszej reki od kolegi
          pracujancego na "renomowanej" polskiej uczelni: na dostarczenie
          zamowionej lodowki czeka sie 9 miesiecy, na dostarczenie
          plastikowych pipet czy odczynnikow czeka sie 3 miesiace. Nie musze
          dodawac, ze w USA,w Niemczech czy we Francji (pracowalem tam
          wszedzie,wiec wiem) zamowienie sklada sie faksem lub internetem i
          dostaje sie w ciagu 1-2 dni. Juz chociazby ten przyklad ilustruje,
          ze polskiej nauce nie pomoze wpompowianie wiekszej ilosci pieniedzy,
          lecz potzrebne sa zmiany systemowe.
          Te wciaz istneijace oazy nauki w Polsce powinny dostac zastrzyk
          finansowy i wsparcie. Z nich wlasnie powinna rekrutowac sie nowa
          kadra kierownicza, ktora zmieni rzeczy na lepsze.
          Profesor Jedrzejczak zareprezentowal siebie jako patriote, ktory
          odrzucil propozycje pracy zagranica i trwa na placowce w kraju (jak
          ten za przeproszeneim Slimak) pracujac za pol-darmo niczym dr Judym.
          Tymczasem, wiekszosc naukowcow to sa normalni ludzie ktorzy maja
          rodziny i chca normalnei zyc. Naukowiec to nie jest zakonnik, ktory
          slubowal ubostwo. Choc w "normalnym swiecie" (do ktorego RP wciaz
          sie nie zalicza) naukowcy akademiccy nie zarabiaja kokosow
          (oczywiscie ci co maja wiele patentow i/lub sa bardzo wazni i znani
          to zarabiaja duzo pieniedzy), to jednak zarabiaja wiecej od
          sprzataczek, gornikow, stolarzy, policjantow itp. Jak pracowalem w
          Polsce, to choc mialem zycie "uslane rozami" (jak zauwazyl prof
          Jedrzejczak) to wciaz brakowalo mi pieniedzy, bylem w dlugach, nie
          mielismy pieniedzy na nic, dziury w budzecie latalismy tym co sie
          zarobilo na stypendium plus tym co dali nam rodzice lub tesciowie.
          Jak dostalem nagrode rektorska, to moglem splacic debet na karcie. W
          nastepnym miesiacu juz zaciagalem nowy. Jak dlugo mozna bylo zyc w
          takich warunkach i zarabiac mneij niz sprzataczka?
          pozdrawiam,

          Czarek Wojcik
    • irrcia Dlaczego się nie starałam 28.11.07, 08:04
      Jestem matematykiem. Do podstawowej pracy naukowej potrzebuję
      papieru, długopisu, komputera jako maszyny do pisania. Grant 100
      tys. Euro (a to minimalna kwota) to jest abstrakcyjna kwota dla
      matematyka! Nikt z moich znajomych młodych naukowców z mojej
      dziedziny z innych krajów (Niemcy, Francja, Czechy, Węgry) też się
      nie starał. Gdyby proponowano grant 20 tys. Euro na 5 lat to bym o
      nie walczyła, jak lwica i prawdopodobieństwo sukcesu byłoby spore.
      Wniosek o 100 tys. to byłoby w moim wykonaniu "science-fiction". A
      pewnie są dziedziny, gdzie górna granica 400.tys. nie wystarczy
      na "waciki" do badań. W Brukseli wymyślono kwotę 100.-400. tys (skąd
      takie widełki?) i w ten sposób odsiano kilka dziedzin nauki.

      Druga sprawa - w ogłoszeniu o tych grantach jest informacja, że
      odrzucenie wniosku na początkowych etapach ("z przyczyn
      merytorycznych"?) uniemożliwia staranie się przez kilka następnych
      lat o te fundusze! To była pierwsza edycja i poinformowano nas o
      tych grantach na 2-3 tygodnie przed terminem złożenia wniosku. Żeby
      wymyślić coś, co zakwalifikuje się dalej, potrzebowałabym znacznie
      więcej czasu m.in. na konsultacje ze znajomymi z zagranicy - choć
      dalej uważam kwotę za abstrakcyjną.
      • ford.ka Re: Dlaczego się nie starałem 28.11.07, 10:06
        Jestem filologiem - obcym, wiec bez wyjazdu nic sie nie da zrobic,
        wszystkich ksiazek sobie nie sprowadze, a zajmuje sie krajem, ktory
        nie daje kasy, bo uwaza, ze jest swietny i obcych badaczy mu nie
        potrzeba. Do szczescia wystarczy mi 20 tys zlotych na 2-3 lata
        (wiem, bo koncze grant z s.p. KBN). Za 100 tys euro moge sobie kupic
        dom - bedzie miejsce na ksiazki ;)
        Ale pewnie "arts" byly w ogole wykluczone, bo forsa jest
        dla "naukowcow" - tyle, ze zeby moc dalej uczyc tlumaczy i
        nauczycieli jezyka jakos tez musze zrobic habilke...
        • enzo0 Re: Dlaczego się nie starałem 28.11.07, 16:35

          > Ale pewnie "arts" byly w ogole wykluczone, bo forsa jest
          > dla "naukowcow" - tyle, ze zeby moc dalej uczyc tlumaczy i
          > nauczycieli jezyka jakos tez musze zrobic habilke...

          Była sekcja Social Sciences & Humanities (SH) więc niw wiem na co narzekasz. Co
          do 100 tys Euro rocznie. Zbudżetuj sobie pensję na zachodnim poziomie :)

          Enzo
    • nikifor_krynicki Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 28.11.07, 08:19
      Zacytuję, nic dodać nic ująć.
      "Niestety, Polska jest pustkowiem naukowym także z wielu innych
      powodów, jak choćby brak wspierania najzdolniejszych naukowców na
      rodzimych uczelniach, nepotyzm i kumoterstwo, niewydolny system
      zamówień i administracji, anachroniczny system habilitacji i
      belwederskich profesur itp."
    • malcom.janus Skonczmy z mitem super-informatykow 28.11.07, 08:55
      Nie rozumiem dlaczego w Polsce tak wychwala sie polskie uczelnie jesli chodzi o
      Informatyke.
      Prawda jest taka, ze nie maja one w dziedzinie informatyki zadnych sukcesow. W
      rankingach renomowanych instytutow (np. ACM) nie ma zadnej polskiej uczelni.

      Nie rozumiem dlaczego tak lubimy sami oklamywac siebie.
      • inzynier2 Potrzeba dobrego samopoczucia 29.11.07, 14:23
        malcom.janus napisał:
        > Nie rozumiem dlaczego tak lubimy sami oklamywac siebie.

        Poczytaj więc jakąś książke na temat psychologii szczęścia. Aby być
        zadowolonym z życia, mieć poczucie szczęścia, trzeba osiągać
        sukcesy. Mam na swoim monitorze powieszone zalecenie "Count 5
        blessing every day", w luźnym tłumaczeniu oznacza to "Każdego
        przypomnij sobie 5 pozytywnych zdarzeń". Mieszkam w Stanach. Ale w
        Polsce też mieszkają homo sapiens o tych samych potrzebach
        psychicznych. Jeśli nia mają obiektywnie potwierdzalnych sukcesów,
        to muszą przynajmniej mieć subiektywne odczucie sukcesów. W
        przeciwnym razie wpadliby w depresję i popełniali samobójstwa. Daj
        ludziom żyć!

        Kaczyńscy i Giertych uzyskali kiedyś poparcie większości Polaków
        mówiąc im jakim są wspaniałym narodem. Inne narody powinny kłaniać
        się Polakom w pas, przepraszać za złe zdarzenia z historii. Było to
        dobre dla wzrostu dobrego samopoczucia ale ignorowało fakt, że w
        innych krajach mieszkają też homo sapiens chcący mieć też dobre
        samopoczucie. Na szczęscie mamy nowy rząd, który akceptuje równe
        prawa dla wszystkich ludzi, nie forsuje ideologii "narodu wybranego".
    • olias pytanie do ludzi z przemysłu 28.11.07, 14:08
      pytanie do ludzi z przemysłu, majacy kontakt z polską nauką z racji
      wdrażania postępu technologicznego: Czy ten tekst jest dla Was
      zaskoczeniem? Czy też tylko potwierdzeniem smutnej prawdy - w Polsce
      NIE MA naukowców.
      • kwinks Oj, chyba się nie doczekasz odpowiedzi. 29.11.07, 16:37
        Ludzie z "przemysłu" tu nie zachodzą, bo nie mają czasu. A przede
        wszystkim, tylko ok. 10% polskich firm ma współpracę z "nauką".
        Małe jest więc prawdopodobieństwo, że ktoś Panu odpowie.
    • malcom.janus Dostep do zagranicznych publikacji a sprawa polska 28.11.07, 14:35
      Studiowalem na uczelni w Polsce, przenioslem sie jednak na jedna z
      uczelni niemieckich i roznica jest ... ogromna. Takze jesli idzie o
      aspekt mozliwosci rozwoju naukowego.
      Wiele jest roznic i wiele stronnic zajeloby opisowanie i
      analizowanie ich.

      Chcialbym zwrocic uwage na jeden z posrod setek waznych aspektow,
      mianowicie dostep do zagranicznych publikacji naukowych i nie mam tu
      na mysli slabego obsadzenia bibliotek. Wiele publikacji naukowych
      jest oferowanych w internecie. (IEEE, ACM, SpringerLink, etc.) I dla
      studentow uczelni zagranicznych sa one darmowe (subskrypcje wykupuje
      uniwersytet), co w Polsce jest kompletnie nie znanym faktem.

      Otoz osoba prywatna/Firma by korzystac z tych zasobow musi sporo
      placic (czasami 150 $ za artykul). Uniwersyty moga jednak wykupic
      subskrypcje za posrednictwem ktorych ich studenci maja niemal
      nieograniczony i darmowy dostep (aczkolwiek uczelnia ponosi koszty)
      i to nie tylko z kampusu do setek tysiecy publikacji naukowych z
      calego swiata, wlacznie z najswiezszymi!

      Dzieki temu moga zapoznac sie z najnowszymi rezultatami badan, a
      takze siegnac do starszych zrodel, co moze byc duza pomoca przy
      prowadzeniu wlasnych badan czy chocby pisaniu pracy magisterskiej. W
      Polsce jednak takie praktyki wydaja sie byc zupelnie nie znane
      (przynajmniej na mojej bylej uczelni)
      • itakdalej.itakdalej Nie golimy się siekierami! 29.11.07, 00:59
        malcom.janus napisał:

        > Chcialbym zwrocic uwage na jeden z posrod setek waznych aspektow,
        > mianowicie dostep do zagranicznych publikacji naukowych i nie mam
        tu
        > na mysli slabego obsadzenia bibliotek. Wiele publikacji naukowych
        > jest oferowanych w internecie. (IEEE, ACM, SpringerLink, etc.) I
        dla
        > studentow uczelni zagranicznych sa one darmowe (subskrypcje
        wykupuje
        > uniwersytet), co w Polsce jest kompletnie nie znanym faktem.

        Nie wszyscy do wszystkiego, ale do wielu czasopism mają już dostęp i
        naukowcy i studenci polskich uczelni. Sądzę, że to się będzie
        poprawiać. Również dlatego, że przy takiej ilości czasopism nie ma
        już miejsca na półkach, tak wielu osób do obsługi w bibliotekach i
        czytelniach oraz odpowiedniej ilości kserografów do odbijania i
        miejsca na nie.
        Proszę poczytać na stronach biblioteki dowolnej polskiej uczelni.
    • mentice No dobrze, a gdzie jest lista kto dostal ? 28.11.07, 16:00
      bo tabelki i slupki mnie nie interesuja ?
      • enzo0 Re: No dobrze, a gdzie jest lista kto dostal ? 28.11.07, 16:43
        mentice napisał:

        > bo tabelki i slupki mnie nie interesuja ?

        Listy nie ma bo grantów jeszcze nie przyznano. To są wyniki pierwszego etapu.

        Enzo
      • proteasom lista kto dostal 28.11.07, 17:11
        ERC nie ujawnil nazwisk finalistow do publicznej wiadomosci, jedynie
        dane statystyczne opisujace skad pochodza, jaki maja wiek, plec
        itp. . Dopiero po rozstrzygnieciu 2-go etapu konkursu, kiedy
        odpadnie polowa z 500 kandydatow, bedzie wiadomo konkretnie kto i
        ile dostal.Obiecuje trzymac reke na pulsie i napisac wtedy do GW

        Czarek Wojcik
    • br00net Moje trzy grosze. 28.11.07, 16:23
      Na uczelniach zostają debile (z drobnymi wyjątkami).
      Profesury i doktoraty, często polegają na przedstawieniu i ujęciu znanych
      faktów, w taki sposób, aby były możliwie bardzo skomplikowane i "inaczej brzmiące".
      Prace naukowe są pisane przez nieodpowiednie osoby na tematy o których mają
      tylko teoretyczne pojęcie np. osoba któa nigdy nie opiekowała i nie uczyła
      dzieci pisze o tym jak się nimi opiekować i je uczyć, albo osoba która nigdy nie
      brała udziału nawet w najmniejszym projekcie pisze o ryzyku takiego projektu.
      Podręczniki akademickie, są najczęściej pisane w taki sposób, jakby autor chciał
      maksymalnie zniechęcić do przeczytania. Często pisząc o czymś prostym, wyrażają
      to tak zagmatwanym językiem, że treść takiej wypowiedzi można zrozumieć w kilka
      różnych sposobów, wykluczając z tego oryginalną myśl.
    • nfa05 Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 28.11.07, 17:23
      Do dyskusji warto przeczytać:
      Rzeczpospolita, 23.11.2007
      Naukowcy nie wrócą
      Nie wrócą z Irlandii, USA, Kanady. Ani ze Skandynawii. Wcale nie ze
      względu na finanse. Ale dlatego, że instytucje takie jak PAN nie
      pozwolą, aby ktoś zakłócił ich błogostan – piszą publicyści
      new-arch.rp.pl/artykul/735843_Naukowcy_nie_wroca.html
      • itakdalej.itakdalej Ministrem musi być polski profesor z Zachodu 29.11.07, 00:09
        Po przeczytaniu tego artykułu tylko się utwierdzam w przekonaniu, że
        polską naukę może zreformować tylko ktoś z zewnątrz, kto zna jednak
        dobrze polskie realia. Jeśli ministrem finansów może być
        przedstawiciel Polonii z Anglii, to dlaczego nie może być ministrem
        nauki profesor z dobrej zachodniej uczelni z Polski rodem?
        • itakdalej.itakdalej Nawet mam kandydata 29.11.07, 00:38
          prof. dr hab. Cezary Wójcik.
          Jest to człowiek z solidnym dorobkiem naukowym, który wiele uwagi
          poświęca zagadnieniom zapóźnienia nauki w Polsce na tle świata oraz
          opracował koncepcję zmian. Ostatnie dwa lata zostały także w tej
          dziedzinie zmarnowane, a obecna Pani Minister jest chyba głównie
          zainteresowana wprowadzeniem płatnych studiów. Dziwne, że w bazach
          danych nic nie znalazłem o publikacjach Pani Profesor.
          • dinozaur47 Re: Nawet mam kandydata 29.11.07, 11:01
            Panie Kolego , a po co Panu ten profesor ?
            Kiedy ostatnio generał był ministrem obrony ?

            Pozdrowienia
            Dinozaur ( z Neandertalu )

            • itakdalej.itakdalej Re: Nawet mam kandydata 29.11.07, 12:04
              Niejeden polski profesor zachowuje się w stosunku do podwładnych jak
              sierżant, ale naukowcy nie tworzą struktury mundurowej, siłowej,
              mogącej obalić demokrację. W wojsku chodzi o zapewnienie kontroli
              cywilnej, która w nauce jest z definicji.
              Obawiam się, że polityk który sam nie jest naukowcem, albo jest,
              tylko ma słabą pozycję naukową, nie będzie miał wystarczającego
              autorytetu oraz kompetencji do przeprowadzenia radykalnych zmian.
              • sendivigius Re: Nawet mam kandydata 29.11.07, 17:11
                "Obawiam się, że polityk który sam nie jest naukowcem, albo jest,
                tylko ma słabą pozycję naukową, nie będzie miałwystarczającego
                autorytetu oraz kompetencji do przeprowadzenia radykalnych zmian."

                A jesli mozna trzy grosze, to ja uwazam wrecz przeciwnie. Aby
                zreformowac polska nauke to przede wszystkim trzeba chciec, czyli
                problem jest z dziedziny psychologii a nie zarzadzania.

                Tylko osoba co sama nie jest naukowcem, albo jest bylym naukowcem
                (ale bez zalu sie rozstala) i nie konkuruje do nagrody nobla moze
                smialo dzialac. Nie bedzie, bowiem, bala sie polemik, kto co odkryl,
                kto co opublikowal, czyj ogrodek jest bardziej zielony. Nie bedzie
                sie bala zarzutow z promuje swoja dziedzine ani ze faworyzuje
                starych kumpli, nie moze tez to byc osoba ktora do kazdego mowi z
                wianuszkiem tytulow i sama cierpi ze nie mowia do niej "profesor", i
                tak dalej.

                Tylko osoba niezwiazana emocjonalnie z tym srodowiskiem i nie
                planujaca dalszej kariery naukowej moze te stajnie Augiasza
                wyczyscic. Slusznie wyzej napisano ze ministrem obrony nie jest
                general.
                • nfa05 Re: Nawet mam kandydata 29.11.07, 17:21
                  sendivigius -postulat jak najbardziej na miejscu. problem w tym , że sam nie
                  ujawnił kandydatów ani nie podał metody jak takiego kandydata wypromować i
                  'usadzić' na właściwym stanowisku.
                  "przede wszystkim trzeba chciec"
                • itakdalej.itakdalej Ministrowie 29.11.07, 17:31
                  sendivigius napisał:

                  > Tylko osoba niezwiazana emocjonalnie z tym srodowiskiem i nie
                  > planujaca dalszej kariery naukowej moze te stajnie Augiasza
                  > wyczyscic. Slusznie wyzej napisano ze ministrem obrony nie jest
                  > general.

                  Trochę racji w tym jest, ale Ministerstwo Obrony jest nietypowe i
                  wolałbym go nie brać za wzór dla Ministerstwa Nauki. Ministrem
                  Sprawiedliwości jest zawsze prawnik, Zdrowia - lekarz, Finansów -
                  ekonomista, Rolnictwa - rolnik z wykształcenia / zawodu, itp..
                  Mieliśmy ostatnio eksperyment: Ministrem Edukacji był polityk -
                  Roman Giertych. Chyba mało kto uważa, że to się sprawdził.
                  Bycie spoza układów jest bardzo ważne. Dlatego moim zdaniem
                  Ministrem Nauki powinien być Polak który pracuje, jest zakorzeniony,
                  na Zachodzie i jest ponad polskim grajdołem.
                  Generalnie nie wierzę w uniwersalnych menagerów. Raczej ufam tym
                  którzy mają jakiś konkretny zawód, osiągnięcia w nim i dodatkowo,
                  doświadczenia i wykształcenie w dziedzinie zarządzania.
          • inzynier2 Polska - skansen nauki 29.11.07, 14:46
            itakdalej.itakdalej napisał:
            > Nawet mam kandydata prof. dr hab. Cezary Wójcik.
            > Jest to człowiek z solidnym dorobkiem naukowym, który wiele uwagi
            > poświęca zagadnieniom zapóźnienia nauki w Polsce na tle świata
            > oraz opracował koncepcję zmian.

            Przeczytałem przed chwilą artykuł dr Wójcika na temat potrzeb zmian
            w polskiej nauce i polskiej tytułomanii. Jest to rzeczowy artykuł, z
            którym się w 100% zgadzam. Ale zauważyłem, że i on i ja mieszkamy w
            Dallas. Osobiście mam trudność aby się porozumieć ze swoimi
            dorosłymi synami mieszkającymi w Polsce. Może jestem nadmiernym
            pesymistą ale to byłby prawdziwy cud gdyby tzw. "polska nauka"
            zaakceptowała propozycje Wójcika. Feudalizm nie poddaje się
            dobrowolnie. A większość Polaków ciągle hołduje tytułomanii. W
            efekcie ani rząd ani Sejm nie przeforsują zmian w "polskiej nauce" w
            najbliższych latach. Jestem przekonany, że potrzeba dziesiątków lat
            aby tu nastąpiła zmiana na lepsze.

            • nfa05 Re: Polska - skansen nauki 29.11.07, 16:05
              Tak sie składa, ze ja mieszkam w Polsce, mam inny punkt siedzenia
              ale podobny punkt widzenia. To co Wójcik pisze w tym tekscie
              odnosnie nauki w Polsce niezależnie pisałem już przed laty a
              nastepnie pisalismy (i nadal piszemy) sporo razem. por.
              www.nfa.alfadent.pl/infopage.php?id=18
              www.naukowcy.republika.pl/prof_dozywotni.html
              www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=444
              Jakie uniwersytety? - polemika
              www.nfa.pl/articles.php?id=113
              Józef Wieczorek & Cezary Wójcik
              Nomadyzm niemobilnych
              www.nfa.pl/articles.php?id=27
              Polska nauka w cenie ?
              www.nfa.pl/articles.php?id=13
              i in

              To nie zależy tak bardzo od obecnego miejsca zamieszkania, od wieku
              ( róznimy się z Wojcikiem o pokolenie) ani profesją (mamy całkiem
              rózne) a jednak widzimy podobnie, no i to ujawniamy co widzimy.
              Jest na pewno inny horyzont myslenia i inny punkt widzenia u istot o
              postawie wyprostowanej, żyjących z podniesioną głową i u istot
              spedzających żywot z podręczną strusiowką ( z głowa w piasku). To
              doskonale widzac np. na NFA www.nfa.pl
              Niestety zdecydowana większośc polskiego środowiska akademickiego
              wybrała zycie z podręczną strusiówką, stąd na szybkie i powazne
              zmiany nie ma co liczyć. Narzekanie na politykow też nie ma wiele
              sensu bo trzeba im podac na tacy to co mają skonsumowac a problem
              jest w tym, że politycy dostają od prof albo dania niekompletne
              (zwykle jakieś przystawki)bez deseru albo wręcz niestrawne.
              • kwinks Wielka jest zasługa Panów, ale… 29.11.07, 17:44
                Wyrwanie z zacofania nauki w Polsce nie jest pochodną ilości mniej
                lub bardziej odważnych, krytycznych głosów. Sądzę, że idzie w parze
                z budową prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego. To taka
                społeczność, która nie daje się nabrać na tytułomanię, bufonadę,
                fasadowość i inne oszukańcze szamaństwo, a zaczyna precyzyjnie
                i „do bólu” rozliczać z realnych dokonań, tak jak np. sklepikarza,
                który sprzedaje nieświeże wędliny. Ludzie tylko muszą dokładnie
                wiedzieć: ile kosztuje utrzymanie martwych ciał, typu Komitety PAN,
                ile poszło pieniędzy podatników na niezliczone profesorskie
                synekury. Jaki jest efekt np. utrzymywania Stacji PAN w Brukseli?
                Ile kosztuje rozproszenie nauki na półprywatne folwarki
                profesorskich bonzów. To jest wielkie i na pewno trudne zadanie dla
                mediów i dziennikarzy naukowych. Liczyć i pokazywać efekty i
                straty. Zamiast powielania setki razy „sensacji” typu „wino jest
                zdrowe na serce” lepiej pokazywać marnotrawstwo i blokujące młodych
                ludzi układy w nauce w Polsce. Zamiast do znudzenia trąbić o
                globalnym ociepleniu, lepiej policzyć ile podatnik traci pieniędzy
                unijnych na korzyść naszych sąsiadów np. Niemców. To może w końcu
                dotrze do ludzi, ich przedstawiciele zaproponują zmiany i jak
                zostaną wybrani to zmienią prawo i przewietrzą te mateczniki i
                refugia postsowieckich dinozaurów.
                • dalatata Re: Wielka jest zasługa Panów, ale… 29.11.07, 17:54
                  zgadzam sie z teza o spoleczenstwie obywatelskim. to bardzo wazny
                  glos, choc mam problmey z tymi profesorskimi bonzami itd.

                  bez zmainy w stosunku ludzi do spoleczenstwa, panstwa, podatkow,
                  pieniedzy podatnikow, niewiele osiagniemy.
                • nfa05 Re: Wielka jest zasługa Panów, ale… 29.11.07, 18:30
                  No to co stoi na przeszkodzie aby kwinks przystąpił do budowy społeczeństwa
                  obywatelskiego, budowy oddolnej zainicjowanej przez NFA patrz www.nfa.pl ?
                  Zapraszamy ! Innych także. Jak przyjdzie co do czego to nie ma chętnych. Były
                  inicjatywy aby podjąć projekt policzenia na co poszły pieniądze grantowe i nie
                  było chętnych . A to nie jest robota dla 1 czy 2 osób, których sie jeszcze bije
                  za to, ze cokolwiek robią nadstawiając głowę do ścięcia z czego inni chętnie
                  korzystają przy aplauzie a nawet współpracy internetowej 'gawiedzi'.
                  Liczenie i pokazywanie efektów (przez 1 osobę) proszę bardzo:
                  www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=218
                  i co z tego skoro nikt inny głowy ze strusiówki nie wychyli!
                  • kwinks Nie jestem dziennikarzem, tak jak i Panowie... 29.11.07, 20:08
                    Społeczeństwo obywatelskie? W swoim srodowisku je buduje. Ale nie
                    rzucę projektów, studentów i nie napisanych ciagle prac, aby rzucić
                    się w wir walki z ciagle dość niebezpiecznymi tyranozaurusami. To
                    zadanie dla walecznych dociekliwych i kompetentnych dziennikarzy.
                    Te nieprawidłowości muszą być w gazetach, w tv, aby zmieniły
                    mentalność zwykłych ludzi (podatników). Fantastyczna Panów
                    inicjatywa jest jednak elitarna.
                    Pozdrawiam
          • proteasom od "kandydata" 29.11.07, 18:19
            itakdalej.itakdalej napisał:

            > prof. dr hab. Cezary Wójcik.
            > Jest to człowiek z solidnym

            Jestem zaszczycony :-)) ale po pierwsze: bron Boze prosze nie pisac
            tych roznych tytulow przed moim imieniem i nazwiskiem!!! Ja wlasnie
            walcze z tylologia stosowana w polskim wydaniu. Wcale mnie nie
            lechca te tytuly.
            Po drugie, tak jak zaznaczyl dinozaur47 - na stanowisko ministra
            nauki nie potrzeba naukowca, tylko specjaliste od zarzadzania, ktory
            wie jak funkcjonuje finansowanie nauki i zarzadzanie nauki na
            zachodzie. Duzo lepszym kandydatem bylby ktos, kto pracowal np. w
            administracji uczelni amerykanskiej czy w NIH na przyklad.
            Po trzecie, jezeli juz bym sie chcial rozmarzyc, to wydaje mi sie,
            ze pierwsza rzecza jaka powinien zrobic rzad w sprawie nauki jest
            zaproszenie na kilka dni waskiego grona niezaleznych ekpertow z
            kraju i zagranicy, do ktorego moja skromna persona mogla by sie
            nadac, gdzie widzialbym zamaist ludzi z establishemntu
            profesorskiego ludzi ktorzy chca cos zrobic (choc nie zawsze sie z
            nimi zgadzam). Do takiego panelu powinni wejsc m.in. panowie
            Wieczorek, Kalisz, Zylicz, Szulc, Wroblewski, Miller, Tkacz itp.
            Takie grono mogloby w ciagu tygodnia wypracowac przy pomocy
            oddelegowanych prawnikow lan ratunkowy, sugerujacy jakie nalezy
            uczynic posuniecia ustawowe, by zreformowac polska nauke i ruszyc ja
            z posad, przystosowujac do swiatowych standardow, przy najmniejszych
            mozliwych kosztach
            pozdrawiam,

            Czarek Wojcik
            • itakdalej.itakdalej Re: od "kandydata" 29.11.07, 18:37
              > itakdalej.itakdalej napisał:
              >
              > > prof. dr hab. Cezary Wójcik.
              > > Jest to człowiek z solidnym
              >
              > Jestem zaszczycony :-)) ale po pierwsze: bron Boze prosze nie
              pisac
              > tych roznych tytulow przed moim imieniem i nazwiskiem!!! Ja
              wlasnie
              > walcze z tylologia stosowana w polskim wydaniu. Wcale mnie nie
              > lechca te tytuly.

              Na mnie też polskie tytuły nie robią wrażenia, po czym innym oceniam
              ile ktoś jest wart jako naukowiec (w dobie Internetu nie jest to
              bardzo trudne), ale dzięki temu że Pan ma tytuły Pana kandydatura
              byłaby trudniejsza do utrącenia przez polskich profesorów. Dla wielu
              z nich hab. i tytuł profesora jest największym osiągnięciem
              życiowym, a ludzi bez tego stopnia i tytułu nie zauważają, a
              przynajmniej nie szanują.

              W ogólnych specjalistów od zarządzania osobiście nie wierzę. Ale
              mogę się mylić, bo nie miałem szczęścia poznać dobrego przykładu.

              Jeśli Premier Tusk na serio chce nas upodobnić do Irlandii, to
              powinien baczną uwagę zwrócić na to, jak tam jest zorganizowana
              nauka i wyższa edukacja. Cały postęp przecież na tym się opiera.
              W kampanii wyborczej niestety nie było o tym mowy, bo zajmowały nas
              inne sprawy.

              Również pozdrawiam

              itakdalej
            • sendivigius Trzymaj sie Czarek... 29.11.07, 20:56
              ...i idz za ciosem. O wszystkim co piszesz pisalismy wielokrotnie w
              wielu miejscach. Moze wreszcie.

              sp. Carmen Sandiego
    • ewa9823 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 29.11.07, 15:01
      a to zdolnych młodych naukowców dobrali sobie starzy naukowcy
      (rodzinno przyjacielskie powiązania w tym przypadku nie zadziałały)
    • nfa05 Kandydat do kierowania reformą nauki 29.11.07, 18:52
      Niezależnym i kompetentnym kandydatem mógłby być Krzysztof Pawłowski -założyciel
      i były rektor Wyższej Szkoły Biznesu – National-Louis University w Nowym Sączu,
      w latach 1997 – 2000 przewodniczący Konferencji Rektorów Uczelni
      Niepaństwowych, przedsiębiorca Roku 2004, senator I i II kadencji.
      autor m.in. ksiązki Społeczeństwo wiedzy Szansa dla Polski. Krzysztof
      Pawłowski, Wyd. Znak 2004 www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=40
      a ostatnio artykułu

      Polska nie musi być średniakiem
      Wstrząsnąć korporacją akademicką
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=446
      ale jak zwykle osoby najwłaściwsze są pomijane ( w najlepszym przypadku)

    • nfa05 powracająca fala dyskusji 29.11.07, 20:45
      To kolejna fala dyskusji nad nauką w Polsce. Od lat. Co jakiś czas coś ktoś
      napisze, ktoś skontruje i ludziska sobie na te tematy pogadają, wyżalą się,
      wykrzyczą, aż do następnego tekstu i historia się powtarza. Konkluzji brak, a
      działalności aby było inaczej - tym bardziej.Zdaje sie o to chodzi, bo jak się
      coś pojawi konstruktywnego, to zamiast coś razem budować, albo coś lepszego
      zaproponować, dawaj za hajdawery tych co ośmielili się coś budować i niemoc
      przezwyciężać. Nauka w Polsce to polskie piekło i jak dotychczas jedynie
      salwowanie sie ucieczką najlepiej poza wielką wodę daje szanse na zaistnienie.
      Kto tego nie zrobi marny jego los.
      Były tu propozycje aby ocenić to co jest w ramach projektów, ale kto to
      zaryzykuje skoro otrzymanie na taki projekt parę groszy grozi śmiercią. Nikt
      nie wybaczy, szczególnie jeśli coś ktoś zrobi pożytecznego. Ci którzy dostają
      miliony, nic nie zrobią, mogą spać spokojnie, no może do następnego krzyku, ze
      na naukę nie dają pieniędzy, a to jest sedno sprawy.
      Jak środowisko samo sie nie weźmie w garść, nie sprecyzuje swoich
      potrzeb nie ujawni swoich dokonań i nie wymusi koniecznych zmian to nic z tego
      nie będzie, a wszyscy czekają na jakiegoś Mikołaja najlepiej zza wielkiej wody
      aby ich wybawił od wszelkiego złego i w dużym worku przywiózł (czy raczej ciągle
      przywoził) to czego potrzebują do konsumpcji.
      Takie jest nastawienie.
      Co do pieniędzy to w tym systemie nie widać, żadnych pozytywnych relacji między
      nakładami na naukę i ich rezultatami, i bez zmian systemowych dochodzi tylko do
      marnotrawstwa i tak małych środków finansowych i niemałych środków intelektualnych.
      • dalatata Re: powracająca fala dyskusji 29.11.07, 21:02
        zastanawiam sie co by mialo znaczyc wziecie sie w garsc
        srodowiska.ktore jak na moj oglad jest potwronie podzielone, zarowno
        politycznie jak i pod kazdym innym wzgledem. a niestety ostatnio
        stalo sie jeszcze bardziej takie.bardzo watpie ze jest cos takiego
        jak 'wziecie sie w garsc'.

        to taki moment w ktorym ja sobie to uswadamiam mysle, ze moja
        decyzja o wyjezdzie z Polski byla jedna z najlepszych w zyciu.i
        mowie to ze smutkiem, tak naprawde.

        i jeszcze jedno.o ile rozumiem nfa, to nawoluje do unormalnienia
        zycia akademickiego. proponowanie naukowcow na ministrow, nie jest
        unormalnieniem.ministrem powienien byc polityk.bo ma wdrazac
        polityke naukowa rzadu (nawet jesli ten rzad jej nie ma, to ma ja
        wdrazac).
        • nfa05 Re: powracająca fala dyskusji 29.11.07, 21:20
          No nie, środowisko niedawno wzięło sie w garść i to nieanonimowo aby utrzymać
          status quo tj utrzymać stawke 50 % kosztów uzyskiwania przychodu przy
          utrzymaniu niejawności przychodu naukowego ! To był wielki sukces, dowód
          wielkiej osobistej odwagi i pokazał gdzie tak naprawdę ma środowisko
          moherowego podatnika i czego oczekuje.

          Ja na 'ministra' proponuje osobę o doświadczeniu politycznym, menadżerskim i z
          normalnymi poglądami na sferę nauki. Ale środowisko takich nie chce bo jaką by
          miało z tego korzyść ?
          • dalatata Re: powracająca fala dyskusji 29.11.07, 21:33
            no tak, o forse chodzilo....
            chyba pozostane sceptyczny co do dalszych garsci.ale chcialbym sie
            mylic.

            nie kwestionuje zaslug, zalet i wszystkiego innego dobrego tego
            pana. ja jednak mieszkam w kraju gdzie ministrami sa doswiadczeni
            politycy (ktorzy bynajmniej nie maja patentu na racje). i mysle ze
            tak jest lepiej. ale moge sie mylic.
            • nfa05 Re: powracająca fala dyskusji 29.11.07, 21:40
              Oczywiście, ze tylko w sprawach zwiększenia forsy środowisko mówi
              (niemal)jednym głosem, a poza tym zdecydowana demokratyczna większość chce aby
              tak zostało jak jest !
              • dalatata Re: powracająca fala dyskusji 29.11.07, 21:49
                i wlasnie dlatego nie chodzi o srodowisko ktore ma sie wziac w gars,
                tylko o panstwowa polityke naukowa, ktorej celem powinno byc
                wydobycie nauki w Polsce z glebokiej zapasci.

                tu niestety tez jestem sceptyczny.

                ide sie napic wina. depresyjnie sie zrobilo. przepraszam!
                • nfa05 Re: powracająca fala dyskusji 30.11.07, 22:56
                  dalatata napisał "ide sie napic wina" Bardzo słuszna decyzja. To szlachetny
                  napój choć nie wszyscy od niego szlachetnieją. Ostatnio na UJ zaczęto pędzić
                  wino jagiellońskie. Serwowano go na 10 lecie KRASP. Po wypowiedziach rektorów po
                  spożyciu można sądzić że jest mocne
    • nfa05 ugryżć żubra w dupę 01.12.07, 20:08
      tekst napisany aby 'ugryźć żubra w dupę' jakby chyba określił poetycko Jarosław
      Marek Rymkiewicz, chociaż w tym przypadku chodzi raczej o ugryzienie w dupę słonia
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=447
      Oczywiście nie należy się spodziewać cudu powrotu polskich naukowców do kraju
      (Naukowcy nie wrócą „Rz”, 23.11. 2007) o ile system nauki w Polsce pozostanie
      niezmieniony.

      Swój błogostan środowisko akademickie uważa za wartość nadrzędną i samo nie
      zrobi nic aby naukowcy wracali, a zrobi wiele aby nie wracali.
      Autorzy mają rację wykazując, że nasz system jest nieprzyjazny dla potencjalnych
      noblistów, a przyjazny dla pozorantów naukowych, a nasze standardy bliższe są
      Mińska, niż Oxfordu. Środowisko akademickie, nie tylko PAN, ale i uczelniane,
      jest solidarne tylko wtedy, gdy chodzi o zachowanie systemowego status quo .

      Odważnie jedynie walczy o zwiększenie nakładów księgowanych po stronie wydatków
      na naukę i o zachowanie obecnego systemu podatków - wskaźnika 50% kosztów
      uzyskania przychodu, przy zachowaniu niejawności przychodu naukowego.

      Do walki o ujawnianie 'przychodu naukowego' finansowanego z kieszeni moherowego
      podatnika nie ma odważnych. Środowisko chowa głowę w piasek i nie widzi
      problemu, a tak na prawdę nie ma w tym interesu.

      Świetnie się czuje w swoich autonomicznych 'podręcznych strusiówkach' i
      jednocześnie na wielu posadach akademickich, autonomicznie obsadzanych w ramach
      fikcyjnych konkursów.

      Czy politycy odważą się ograniczyć tak opacznie rozumianą autonomię i zdołają
      zburzyć błogostan akademicki ? Finansowanie błogostanu nie spowoduje cudu
      gospodarczego, a jedynie zwiększy marnotrawstwo środków, które należałoby
      przeznaczyć na finansowanie nauki, tak potrzebnej dla rozwoju kraju.
      • nfa05 Blogstan akademicki 02.12.07, 16:29
        Widać tekst trafił w dziesiątke a milczenie najlepiej świadczy,
        że "Swój błogostan środowisko akademickie uważa za wartość
        nadrzędną". Nikt i nic tego blogostanu nie może zakłócić.
        • nfa05 Re: Blogstan akademicki 02.12.07, 16:31
          Dla jasności (bo zapisało sie w innym miejscu) chodzi o
          wczesniejszy post:
          tekst napisany aby 'ugryźć żubra w dupę' jakby chyba określił
          poetycko Jarosław
          Marek Rymkiewicz, chociaż w tym przypadku chodzi raczej o ugryzienie
          w dupę słonia
          www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=447
          Oczywiście nie należy się spodziewać cudu powrotu polskich naukowców
          do kraju
          (Naukowcy nie wrócą „Rz”, 23.11. 2007) o ile system nauki w Polsce
          pozostanie
          niezmieniony.

          Swój błogostan środowisko akademickie uważa za wartość nadrzędną i
          samo nie
          zrobi nic aby naukowcy wracali, a zrobi wiele aby nie wracali.
          Autorzy mają rację wykazując, że nasz system jest nieprzyjazny dla
          potencjalnych
          noblistów, a przyjazny dla pozorantów naukowych, a nasze standardy
          bliższe są
          Mińska, niż Oxfordu. Środowisko akademickie, nie tylko PAN, ale i
          uczelniane,
          jest solidarne tylko wtedy, gdy chodzi o zachowanie systemowego
          status quo .

          Odważnie jedynie walczy o zwiększenie nakładów księgowanych po
          stronie wydatków
          na naukę i o zachowanie obecnego systemu podatków - wskaźnika 50%
          kosztów
          uzyskania przychodu, przy zachowaniu niejawności przychodu
          naukowego.

          Do walki o ujawnianie 'przychodu naukowego' finansowanego z kieszeni
          moherowego
          podatnika nie ma odważnych. Środowisko chowa głowę w piasek i nie
          widzi
          problemu, a tak na prawdę nie ma w tym interesu.

          Świetnie się czuje w swoich autonomicznych 'podręcznych
          strusiówkach' i
          jednocześnie na wielu posadach akademickich, autonomicznie
          obsadzanych w ramach
          fikcyjnych konkursów.

          Czy politycy odważą się ograniczyć tak opacznie rozumianą autonomię
          i zdołają
          zburzyć błogostan akademicki ? Finansowanie błogostanu nie spowoduje
          cudu
          gospodarczego, a jedynie zwiększy marnotrawstwo środków, które
          należałoby
          przeznaczyć na finansowanie nauki, tak potrzebnej dla rozwoju kraju.
          • kwinks Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twiących 02.12.07, 17:13
            w układach starych, czy młodych. Powtarzam, marnotrawstwem w nauce
            w Polsce należy zainteresować opinie publiczną, czyli podatnika,
            który jest tu robiony w konia. Odczarować magów-profesorów i ich
            rozliczać co do darowanej im i przez nich wydanej złotówki. Ze
            środowiska to Panowie moga spodziewać sie mniej lub bardziej
            dociekliwych uwag na forum. Ci, którzy chcą coś zmienić są w
            mniejszości wśród większosci oportunistów i nieudaczników. Mam
            nadzieję, że tą dyskusję poczyta sobie szersze grono dziennikarzy i
            nowa Pani Minister. NFA jest wielka jako "położna" problemu.
            Pozdrawiam serdecznie i obiecuję machać szabelką w internecie, a w
            realu "robić swoje'.
            • nfa05 Re: Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twi 02.12.07, 18:30
              No i koło sie zamyka. Kto by śmiał ruszyć z zewnątrz to byłby krzyk na cały
              świat, ze się narusza autonomię nauki. Zresztą już był. Jak ktos jest spoza
              środowiska to znaczy w opinii broniących status quo że nie ma pojęcia, a jak
              był w środowisku i go wykluczyli bo patologie ujawniał to jest oskarżany ze się
              mści. A zatem pozostaje biadolenie na to co jest i czekanie na zbawienie.
              Niedługo ma przyjechać Mikołaj wiec może coś w worku przywiezie dla biednego
              środowiska akademickiego, coś bardziej efektywnego niż internetowa szabelka.
              • dalatata Re: Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twi 02.12.07, 20:44
                no tak, ale mam wrazenie ze pan traktuje to co mowi jako prawde
                objawiona. ja sie z Panem w duzym stopniu zgadzam, ale sa miejsca, w
                ktorych mysle ze pan nie ma racji. okopanie sie w swoich
                stanowiskach nie ma wiekszego sensu, bo nigdy do niczego nie
                doprowadzi. podobnie jak wszytkie 'postawy strusiowe' - nawet jesli
                Pan ma racje, a w tym wypadku mysle, ze Pan ma racje. taki jezyk
                niczego nie osiagnie.

                wydaje sie ze to kompromis powinien celem.przeciez nie ma
                najmniejszych szans na wporwadzenie z dnia na dzien reqwolucyjnych
                zmian powodujacych ze 3/4 powlkich naukowcow nagle okaze sie
                nieudacznikami, miernotami czy czymkowliek innym. zreszta ja nie
                sadze zeby to akurat bylo pozadane.

                a co do wymachiwania szabelka na interncie. skoro Pan ma nadzieje ze
                ministerstwo tu zaglada (ja mysle ze sesnowny minister nie moze
                sobie pozwolic na to zeby nie wiedziec co sie dzieje na forach, na
                tkorych pisze cala masa naukowcow), to moze nie jest to az tak
                bezsenowne zajecie.

                jako brytyksji pracownik naukowy, zycze panstwu kompromisu. bez
                niego bedziecie w coraz wiekszej zapasci, wszyscy wiedzac ze maja
                racje.
                • nfa05 Re: Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twi 02.12.07, 21:40
                  Rozumiem ze to do mnie bo o strusiach mowa, a to boli.To jest
                  jednak klucz. Owijanie w bawełnę nie ma sensu a ponadto ceny
                  bawełny na rynkach światowych nie sa niskie. Skoro mamy taką biedę
                  to nie zwiększajmy kosztow uzyskania przychodu! A to jest cecha
                  tzw. nauki polskiej - wyskokie koszta uzyskiwania niskiego
                  przychodu! i kosztowne dzialania na rzecz utrzymania takiego stanu
                  rzeczy.
                  Nie wiem o jakim kompromisie mowa i z kim. Mnie chodzi o jasne
                  stawianie sprawy a rewolucjonistą to ja nie jestem. To rektorzy
                  głosza prawdy objawione ze zrobili rewolucję bo utrzymali status
                  quo! Ja nie wiem czy ministerstwo tu zagląda ale wiem że zagląda na
                  www.nfa.pl takze kancelaria prezydenta, i były tego skutki
                  pozytywne ze strony ministerialno-prezydenckiej ale negatywne ze
                  strony 'reformatorow' którzy cała dzialnośc sprowadzają do
                  anonimowego wymachiwania szabelka w internecie, ale jak widza, ze
                  postulaty reform coś mogą dać - szable w dłoń i dawaj scinac głowe
                  temu kto osmiela sie opowiadac za zmianami i kogo zauwazaja na
                  górze. Jednym słowem polskie piekło i o jakim kompromisie mozna tu
                  mówić ?
                  • dalatata Re: Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twi 02.12.07, 22:45
                    nie ma bolec, tylko ma zastanowic.

                    otoz nie zgadzamy sie fundamentalnie co do tgo ze nie warto owijac w
                    bawelne! warto. bo jesli pani nazywa mnie tchorzem (to przyklad, bo
                    ja zakladam ze to nie do mnie) to ja koncze z Panem rozmowe (i albo
                    Panu tez na wymyslam, albo pomysle sobie: cham). co osiagnelismy?
                    nic.

                    nie jest Pan rewolucjonista, ale chce jak sie czyta NFA to widac ze
                    zmiany ktore proponujecie spowodowalyby zdyskwalifikowanie
                    wiekszosci pracownikow naukowych i podwazenie osiagniec reszty (ich
                    habilitacji, profesur belwederskich). realne? nie. uzyteczne? nie.
                    politycznie do przelkniecia? z cala pewnoscia nie!

                    co wiecej, zeby wprowadzic zasady oceny pracownikow naukowych na
                    zasadzie zachodniej, trzeba ich nauczyc konkurowac z nimi i dac
                    zapelcze. latwo jest powiedziec aplikujcie o granty, jesli doktor
                    przez cala swa kariere byl zalezny od swego profesura, ktory uwalal
                    jego kazdy promyczek samodzielnosci, a ksiegowa na tym
                    uniwesrystecie nie ma zielonego pojecia o wyliczeniu kosztow
                    osobowych na potrzeby grantu. ja na uniwersytecie mam cala mase
                    ludzi ktorzy sa od tego zeby dac mi zaplecze w pisaniu grantu,
                    finanse, etyka, przepisy europejskie (to dlatego mialem gran w
                    ramach FP5, nie dlatego ze jestem taki fantastycznie swietny).

                    kiedy ladnych juz pare lat temu bylem mlodym dokotratnem chcialem
                    opublikowac cos dobrym miedzynarodowym czasopismie. i poszedlem do
                    jeden bardzo swiatowej pani profesor i zpaytalem co mam zrobic. ona
                    mi powiedziala, zebym napisal i wyslal. i ja jej wtedy nie
                    uwierzylem. przeciez wiadomo ze do czasopisma musi najpierw profsor
                    polecic, bo tak opublikwoalem moje pierwsze trzy publikacje (jedyne
                    po polsku) dzisiaj sie z tego smieje, jednak to wcael nie jest
                    smieszna historia

                    i na tym (lub czyms podobnym) musi polegac ten kompromis.bez niego
                    dalej bedziemy sobie jedynie anonimowo gadac w internecie.
                    • nfa05 Re: Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twi 03.12.07, 09:01
                      "dalej bedziemy sobie jedynie anonimowo gadac w internecie"
                      rzecz polega na tym, zeby sie nie konczyło na anonimowym gadaniu w
                      internecie co sie robi od kilku juz lat i co jak wiadomo nie
                      prowadzi donikąd. Zeby coś z tego było trzeba się zorganizowac
                      nieanonimowo , opracowac projekty, ekspertyzy, opinie, plany ustaw i
                      walczyć o to u decydentow. A do tego nie ma chętnych. W taki sposob
                      zorganizowali sie rektorzy i walcza o swoje i wywalczyli sobie już
                      wiele. Tez zorganizowali sie studenci i też walczą choc nie z takim
                      powodzeniem. A pracownicy ? - zaczynaja i kończą na anonimowych
                      gadaniach w internecie i po tym ich się poznaje, bo to jest ich
                      wizytówka.
                      • dalatata Re: Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twi 03.12.07, 10:28
                        bo nie ma platfromy, na ktorej mogliby to zrobic.NFA takiej
                        platformy nie oferuje,wyraznie wystepujac jako strona.a zatem
                        narzekanie, ze pracownicy sie nie ma wiekszego sensu. co wiecej, to
                        organizowanie ma na celu przeciez wprowadzenie ostrzejszych
                        kryteriow oceny - kto przy zdrowych zmyslach sam sobie utrudni
                        zycie? tu wlasnie jest ten kompromis, o kotrym wczesniej mowilem.

                        bo nawet zakladajac ze pan walczy u decydentow, opracowuje to co
                        jest do opracowania, w rzeczywistosci bez konensusu srodowiskowego,
                        to do niczego nie doprowadzi.

                        i choc rozumiem gorycz tych zlosliwosci, ona nie doprowadzi daleko.w
                        rzeczywistosci ona glownie wyklucza rozmowcow.

                        depresyjnie zaczal sie ten dzien. wracam do artykulu....
                        • nfa05 Re: Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twi 03.12.07, 12:46
                          No to Pan potwierdza tylko moją diagnozę środowiska ktore nie chce
                          zmian i ktorego nawet nie stac na utworzenie platformy (-form) aby
                          na niej (nich) tak działać aby do czegoś dojśc.
                          Platforma NFA to jest inicjatywa nie środowiska tylko wykluczonego
                          ze środowiska jakkolwiek otwarta dla wszystkich dlatego jak mozna
                          sie zorientowac sa tam teksty całkiem odmienne od głoszonych przez
                          założyciela a linki do NFA sa nie tylko na wielu portalach całego
                          świata (ODP) ale także na portalach studenckich, doktoranckich ,
                          uczelnianych, wikipedii ( jako jeden z najważniejszych serwisow
                          akademickich) ale nie na stronach rektorskich (KRASP) gdzie
                          preferuje sie dialog wsobny i ogłasza w mediachze jest to głos
                          srodowiska akademickiego a środowisko z głowami w piasku nie
                          reaguje bo jak przy takiej pozycji mozna reagowac ?
                          -----------
                          Inne opinie o NFA:

                          NFA w opiniach
                          "Oczywiście działalność NFA jest absolutnie konieczna . Jako
                          człowiek, który doświadczył patologi polskiej edukacji uważam portal
                          za jedyną, oazę racjonalnego myślenia na temat edukacji wyższej. Z
                          niecierpliwością czekam na każdy artykuł, który uświadamia moją
                          osobę, że nie tylko ja pragnę zmian w szkolnictwie wyższym"
                          Tulicki Jarosław
                          ------------------
                          bognajanke.salon24.pl/9823,index.html
                          Tylko na NFA można poznać całą prawdę, jak to bywało i bywa we
                          wspomnianym środowisku. Tak, NFA można przyrównać do działalności
                          NGP. Pozdrawiam

                          2007-03-29 17:56Venissa11589
                          -----------------------------------
                          bognajanke.salon24.pl/9823,index.html
                          Zawsze uważałem zresztą, że NFA jest dla polskiej nauki tym, czym
                          Niezależna Gazeta Polska dla polskiego dziennikarstwa: perłą
                          najwyższych standardów.
                          2007-03-29 17:50Janusz Marek023
                          ------------
                          Dzień dobry!
                          Bardzo się cieszę z istnienia NFA, ponieważ podzielam (w wielu
                          kwestiach) punkt widzenia organizacji. Jednak trudno nie odnieść
                          wrażenia, że większość dyskusji jest prowadzona w internecie tylko.
                          W związku z tym mam takie pytanie/sugestie: dlaczego nie
                          zorganizować debaty/otwartej dyskusji w Warszawie na temat stanu
                          wyższego szkolnictwa w Polsce z udziałem osób chroniących obecne
                          ustawodawstwo i tych, którzy chcą coś zmienić. Jestem pewien, ze
                          jeśli wydarzenie zostanie odpowiednio rozreklamowane na uczelniach
                          (e-maile do studentów, plakaty na wydziałach itp) wzbudzi to większe
                          zainteresowanie i faktycznie może (jeśli debaty na żywo będą
                          kontynuowane) wywołać dyskusje w kraju z udziałem nie tylko
                          profesury, ale i studentów i doktorantów, którzy do tej pory chowali
                          głowę w piasek.
                          Pozdrowienia!
                          Andrzej Nowojewski, Oxford
                          November 02, 2006 1:36 AM
                          --------------------------
                          Fajna strona, potrzebna i zauważajaca patologie. Wiele z opisywanych
                          patologii odczułem na własnej skórze a do pracy wchodzę bocznym
                          wejsciem.
                          Pozdrawiam

                          Wojtek
                          Stypendysta FNP
                          Stypendysta Polityki

                          5.05.2006
                          ========================

                          Gratulacje: NFA - instytutem Misesa w edukacji i nauce
                          Mon, 19 Jun 2006 18:48:30
                          karol
                          • dalatata Re: Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twi 03.12.07, 14:54
                            alez ja nie kwestionuje przydatnosci czy 'perlistosci' NFA. bardzo
                            dobrze ze istnieje.i moge jeszcze pogratulowac. ale co z tego?

                            co do diagnozy: tak: srodowisko nie chce zmian, jednak mysle ze
                            idzie Pan na latwizne diagnozujac ich etiologie jako 'glowy w
                            piasku' (z tego nic nie wynika zreszta i co najwyzej wyklucza, jak
                            mowilem). bez skupienia sie na procesie nauczania studentow,
                            szkolenia doktorantow, zaplecza logistycznego na uczelniach,
                            niewiele sie dokona. i byc moze od tego warto zaczac.

                            bo to troche tak, jakby mnie wyslac do dzungli i kazac polowac. ale
                            ja tego nie umiem! nikt mnie tego nie nauczyl! a w okolicy nie ma
                            sklepu z dzidami! czy jest fair utyskiwanie na to, ze nie upolowalem
                            wielkiego zwierza i wymawianie ze sie boje isc na slonia, a nawet na
                            malego okapi? bardzo watpie.

                            zmiana procedur oceniania, nie mam watpliwosci ze arcywazna, jest,
                            mysle, nierealna krotko czy srednioterminowo - za duzy opor. i moze
                            warto zaczac od 'pracy od podstaw'. pozytywizm, nie romantyzm!imoze
                            powwoli powoli beda powstawac nowe standardy, ktore w pewnym
                            momencie stana sie mainstreamem. czesc z nich mam nadzieje zostanie
                            tez wymuszona przez standardy z zewnatrz.
                            • nfa05 Re: Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twi 03.12.07, 15:41
                              "bez skupienia sie na procesie nauczania studentow,
                              szkolenia doktorantow, zaplecza logistycznego na uczelniach,
                              niewiele sie dokona. i byc moze od tego warto zaczac. "
                              Alez prosze sie zapozac z kontekstem NFA. Ja od takiej
                              pozytywistycznej pracy zacząłem, uformowałem w krótkim czasie
                              niezłych naukowców, obecnie już prof i to mnie wykluczyło ze
                              środowiska przy wspołpracy wychowanków, którzy znakomicie
                              dostosowali się do panującego systemu. Nie ulega wątpliwosci, że zło
                              tkwi w systemie , który każdą owocną pracę organiczną zniweczy i nie
                              przebaczy tym którzy ją podjęli. Zresztą NFA to też praca u podstaw,
                              u podstaw innego niezaleznego myslenia o systemie nauki w Polsce i
                              działaniach na rzecz zmiany tego destruktywnego systemu. Nie bez
                              przyczyny NFA jest obiektem dzialań operacyjnych na rzecz
                              zakneblowania wolnego, nonkonformistycznego głosu akademickiego.
              • dalatata Re: Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twi 02.12.07, 20:55
                i jeszcze dodam, ze mysle ze to wlasnie tego kompromisu zabraknie
                wam. ze nigdy w zyciu sie nie dogadacie. bo mysl o tym, ze
                ktorakowliek ze stron moglaby ustapic, nie nawymyslac drugiej,
                postarac sie zrozumiec, traktowana jest jak totalna zdrada.

                i tak sie czasem zastanwiam czy ja moglbym wrocic do Polski. forse
                mozna juz niezla zarobic, wystarczajacy dorobek, (w tym
                ten "standard swiatowej nauki" profesure belwederska), wsytarczajaco
                duzo kontaktow zeby dalej istniec na swiecie.

                ale to wlasnie ta zajadlosc, zapieklosc, niezdolnosc do
                jakiegokolwiek kompromisu....

                wkurzylem sie (a teraz nawymyslajcie mi wszyscy)
              • kwinks Re: Zmiany musza przyjść z zewnątrz, a nie od twi 03.12.07, 00:14
                Zwyczajny rachunek ekonomiczny. Chłodna kalkulacja, co podatnik z
                tego MA? Zero emocji. Nikt wówczas nie będzie "krzyczał na cały
                świat", ani posądzał o zemstę. Życzę "biednemu środowisku
                akademickiemu" aby od Mikołaja dostało pęk grubych rózg. Umówmy
                się. Machanie szabelką ma sens jeśli na zapleczu stoi czołg
                rachunku ekonomicznego. Inaczej jest to...
    • wiktor1235 Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 02.12.07, 20:59
      Szanowni Blogowicze: niektóre wpisy adresowane do mnie dotyczyły
      problemów, których nie poruszałem, więc bardzo proszę tych Państwa,
      którzy je napisali, aby przeczytali moje wpisy. Trudno się
      ustosunkować do wszystkiego, gdyż jest tu wielkie materii
      pomieszanie. Po pierwsze jednak: komuna nie zniszczyła polskiej
      nauki. W 1945 roku w Polsce nauki nie było i nie było ani jednego
      czynnego uniwersytetu. Wszystko zostało przez komunę zbudowane w
      oparciu o nielicznych naukowców, którzy przeżyli wojnę. Jest to
      sytuacja nieporównywalna do innych krajów, w tym wspominanych tu
      Węgier, które były sojusznikiem Hitlera i nie uległy destrukcji.
      Habilitacja była mechanizmem, który uchronił odbudowę nauki od
      istotnych wpływów politycznych, gdyż stanowiła barierę dla partyjnej
      nomenklatury. W połowie lat siedemdziesiątych biorąc pod uwagę
      łączny wskaźnik cytowań Polska nauka była na 16-tym miejscu w
      świecie (dane ISI), co biorąc pod uwagę opisany punkt wyjścia było
      dość imponujące. Habilitację zrobić jest bardzo łatwo, jeśli ma się
      dorobek naukowy. Wystarczy wziąć swoją publikację w Science, ze dwie
      w JBC, jeszcze dwie w czymś słabszym, napisać kilka stron wstępu po
      polsku, spiąć to spinaczem i przedłozyć uprawnionej Radzie. Problem
      jest, jeśli z tego ma się tylko spinacz. Nie wiem skąd problem z
      angielskim? Sam byłem w Polsce promotorem pracy doktorskiej
      napisanej w języku angielskim i bronionej w tym języku. Ale trudno
      po angielsku pisać prace na temat języka polskiego np. Są w nauce
      osiągnięcia warte publikacji w języku angielskim i takie, które
      dotyczą spraw polskich. Trzeba publikować jedno i drugie (żeby było
      jasne można sprawdzić mój dorobek w PubMedzie: publikuję jako Wiktor-
      Jedrzejczak W i Jedrzejczak WW). A mam też sporo dorobku po polsku,
      którego tam nie ma. Nie jest on bezwartościowy i swoją rolę
      społeczną spełnił. Dyskusja o tym, kto powinien być w Polsce
      ministrem nauki obrazuje raczej oderwanie od rzeczywistości niż coś
      innego. Takiego ministra już w Polsce nie ma. Ostatnim był prof.
      Kleiber za rządów SLD. PiS zlikwidował to ministerstwo, a utworzył
      ministerstwo sportu. Ministerstwo mięśni zamiast ministerstwa głowy.
      A teraz mamy ciąg dalszy. Dawne ministerstwo nauki zostanie pewnie
      zredukowane do departamentu nauki w ministerstwie szkolnictwa
      wyższego i to umożliwi dalsze zmniejszenie nakładów na naukę, które
      już są zupełnie śmieszne (to jest około 0,3% dochodu narodowego, a
      pod koniec komuny było 1,5%, czyli dużo mniej niż w rozwiniętych
      krajach zachodnich gdzie jest między 2 a 3%). Ale to są procenty od
      znacznie mniejszego dochodu narodowego i w dodatku bardzo
      uszczuplane przez tzw. badania stosowane. Poza tym, mamy system
      partyjny. Wybory wygrywają partie. Ministrem zostaje ten, kto pasuje
      do układanki partyjnej a nie ten, kto się do tego najlepiej nadaje.
      O ile wiem, o obecnej nominacji zadecydowała płeć, gdyż miało być w
      rządzie pięć kobiet. I wiadomo, że rząd ma większe problemy niż
      nauka. To jest służba zdrowia i nauczyciele. nauka nie wyjdzie na
      ulicę, ani nie odejdzie od łóżek chorych, uschnie po cichu. Mało
      pieniędzy to malo laboratoriów, to mały rynek i fatalne
      zaopatrzenie, gdyż nikomu się nie opłaca utrzymywać firmy dla
      pojedynczych zamówień na miesiąc. To oznacza, nie dni czekania na
      odczynnik tylko miesiące, a w dodatku mając pieniędzy mniej tzreba
      płacić drożej. Ktoś pisał o marnotrawstwie. To jest marnotrawstwo z
      biedy. Gdyż walczy się, żeby kupić instrument, ale potem nie ma
      pieniędzy na odczynniki. Nie ma też pieniedzy na naprawy więc nie
      dopuszcza się innych, żeby nie zepsuli. Problemy biednego człowieka
      są inne niż bogatego. W Polsce trwa usychanie nauki, trwa od
      kilkunastu lat. Pan doc. Wójcik opisał dlaczego wyjechał z Polski
      (nie mógł dotrwać do pierwszego). Ale dlaczego się dziwi, że ci
      którzy zostali w tej sytuacji nie mają kiedy aplikować o europejskie
      granty? Nie mają. Jeśli nie stworzy im się lepszych warunków to nie
      będą mieli. Ale dla polityka, który przeczyta tę dyskusję wniosek
      będzie jeden. Tej sfery życia w ogóle nie ma co finansować. Nie
      dość, że zajmują się sprawami bez żadnego znaczenia. Co komu po
      jakimś proteasomie? To jeszcze się tylko kłócą. Niektórzy z Państwa
      narzekają na starych profesorów. Jako człowiek po sześcdziesiątce
      powinienem się też za takiego uważać. Ale zapominacie Państwo, że ci
      starzy profesorowie to są Wasi jedyni sojusznicy. Jedynie
      optymistyczne jest to, że jest tu bardzo duża liczba wpisów. A więc
      jest jakieś zainteresowanie. Proszę pamiętać (wężykiem docent
      wężykiem): politycy dadzą pieniądze na naukę tylko wtedy, jeśli
      nauka da im sukces polityczny. Służba zdrowia może szachować
      polityka chorymi, nauczycieli jest tylu, że moga demonstrować. A
      nauka nie ma żadnego bata na polityka, może mieć tylko marchewkę i
      to jeszcze tylko dla takich polityków, którzy lubią marchewki. A nie
      ma ich zbyt wielu. Inne problemy poruszałem w felietonach
      w "Sprawach nauki" i zachęcam do lektury. Z poważaniem, WW
      Jędrzejczak
      • dalatata Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 02.12.07, 21:11
        a ja sie z Panem zgadzam w duzym stopniu. tym bardziej jest
        potrzebny konsensus, KOMPROMIS, w srodowisku.

        najbardziej sie nie zgadzam jednak z tymi 'starymi' profesroami, o
        ktorych Pan mowi. pewnie tacy sa i znam takich. znam jednak przede
        wszystkich ludzi ktorzy nie dopusczaja 'nowych'.doswiadczeylem tego
        na wlasnej skorze. moja brytyjska pelna profesure w wieku 38 lat (5
        miedzynarodowych recenzetnow) jakos nie przekonywala moich
        dostojnych kolegow w polsce. jednym z zaprotokowlowanych
        argumentow, dla ktorych nie powienienm byl dostac profesury
        bewederskiej bylo: a po co mu druga! sojusznik? wolne zarty.

        habilitacja i profesura nadal sa traktowane w polsce jako wejscie do
        ekskluzywnego klubu, a nie jako wynik cieznkiej pracy i dobrego
        dorobku.

        i moja ocena jest taka: ze to rczej ci 'sojusznicy' stanowia
        problem, choc zrzucanie wszystko na nich, jest duzym bledem.
      • khmara Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 02.12.07, 21:53
        Szanowny Panie Profesorze,

        Tłumaczenie, że blokuje się młodym możliwość rozwoju i pracy naukowej z biedy,
        "żeby nie zepsuli", bo "nie ma pieniedzy na naprawy" ubawiło mnie bardziej niż
        historia uwiedzenia posłanki Sawickiej.
        • wiktor1235 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 02.12.07, 22:33
          Dwója z umiejętności czytania. Ja nie pisałem, że blokuje się
          młodych z biedy. Pisałem, że bieda jest problemem, a to zupełnie coś
          innego. Ja siedzę w tej chwili w Klinice (a mam 3 miesięczne dziecko)
          i pracuję. I tak pracowałem, jak byłem młody. Ale żaden młody tu ze
          mną nie siedzi. Z tym blokowaniem to nie jest tak prosto. Jak ktoś
          jest wielką indywidualnością to się nie da zablokować. To nie jest
          tak, że droga do kariery prowadzi w Polsce tylko przez jednego
          profesora i on może blokować. Jeśli się taki trafi, to trzeba szybko
          zmienić szefa. System profesur powoduje to, że wielu docentów
          gorączkowo poszukuje doktorantów, gdyż bez nich nie może zostać
          profesorami. To rozwiązanie zostało wprowadzone po to, aby "otworzyć
          system". Ale jeśli ktoś lubi być kapciowym to niech nie narzeka. A
          poza tym, część spośród tych "blokowanych" po prostu nie ma talentu
          i nic się na to nie poradzi. Mój dowódca Z WAMu mawiał "płochomu
          tancoru jajca mieszajut". Uwaga dotycząca niedostatecznego
          wykorzystywania urządzeń odnosiła się nie do "młodych" tylko do
          marnotrawstwa, gdyż w Polsce na drogich urządzeniach wykonuje się
          mniej badań niż można z w/w powodów. Nie wiem przed jaką Radą
          naukowiec pracujący zagranicą (to odpowiedź na poprzedni post) miał
          kłopoty, ale sam (jako Przewodniczący Rady Instytutu Immunologii we
          Wrocławiu) prowadziłem habilitację kolegi z Kanady i z powodzeniem.
          WW Jędrzejczak
          • dalatata Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 02.12.07, 23:01
            nie siedzi z Panem bo moze odsypia te trzy etaty, na ktorych zarabia
            tyle i Pan Profesor raczy zgarniac na jednym.

            i ja sobie mysle ze argument o 'wielkiej indywidualnosci' jest
            bardzo bardzo slaby. bo o stopniach naukowych nawet w Polsce ma
            decydowac dorobek a nie indywidualnosc. i szlag mnie trafia, ze
            kariera naukowac ma polegac na tym, zeby nie dac sie zablokowac. to
            jest straszne myslenie.

            ja staje po stronie kapciowych. blessed are the meek for they shall
            inherit the Earth.

            Prosze wybaczyc przytyk osobisty, ale bardzo bardzo nie chcialbym
            miec profsroa, ktory mysli tak jak Pan.
          • khmara Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 02.12.07, 23:52
            A ja właśnie odpoczywam po maratonie pracy w systemie 14h na dobę bez wolnych
            sobót i niedziel, choć do "starych profesorów" z całą pewnością się nie
            zaliczam. Nie, to nie zły szef zmusza do takiego wysiłku. Po prostu odrabiam
            zaległości po kilku latach blokowania wszelkich możliwości pracy naukowej.

            Owszem, finanse są problemem. Nie mam pojęcia, skąd wziąć brakujące kilka
            tysięcy PLN potrzebnych w przyszłym roku kalendarzowym. Wszystkie krajowe
            możliwości finansowania zostały już wyczerpane. Pewnie pójdzie z honorarium za
            udział w grancie europejskim. Nie, nie ja jestem kierownikiem. Kapciowym też
            nie, kierownik jest w innym kraju.

            Nie mnie oceniać, na ile jestem wielką indywidualnością, ale zapewniam Pana, że
            na określonym etapie rozwoju zablokować można każdego, a dróg ucieczki wcale nia
            ma tak wiele. Mnie się udało, inni przede mną mieli mniej szczęścia. Póki co,
            "jajca mnie nie mieszajut", ani moje, ani czyje inne, a spinaczy u nas na
            wydziale się nie używa.

            Proszę wybaczyć emocjonalny ton odpowiedzi. Na ogół staram się nie pisać o sobie
            na forach internetowych. Podaje Pan przykłady z własnego podwórka, które mają
            wykazać, że nie jest tak źle, gdyby nie te finanse, sugerując jednocześnie, że
            ten, kto uważa inaczej, jest leniwy lub mało utalentowany. Moje doświadczenia są
            całkiem inne, choć nie mam powodu, by się na swoją obecną sytuację uskarżać. Do
            prawdziwego "otwarcia systemu" i po prostu unowocześnienia całej struktury nauki
            w Polsce wiele jeszcze brakuje. Bieda jest problemem, ale z całą pewnością nie
            jedynym i nie najważniejszym. Nie mam nic przeciw "spinaczowej" habilitacji, ale
            przede wszystkim liczy się dorobek, a nie tytuł i stopień (celowo liczba
            pojedyncza). Niestety, wciąż jeszcze nie u nas.
    • titta A ja sie zapytam ilu? 03.12.07, 15:13
      Ilu jest w polsce niezaleznych naukowcow 2 do 9 lat po doktoracie?
      (W Polsce habilitacja skutecznie uniemozliwia stanie sie o te granty).
      Ilu z nich ma jakies znaczace publikacje?
      (Dla porownanie w Szwecji czlowiek chcacy sie pozniej liczyc w nauce, ma
      conajmniej 4-5 publikacji w czasie (!) doktoroatu).
      • nfa05 Re: A ja sie zapytam ilu? 03.12.07, 18:37
        Pytanie chyba winno brzmieć "Ilu jest w Polsce niezależnych
        naukowców na etatach akademickich? albo Czy jest w Polsce możliwe
        aby ktos naprawde niezalezny mógł pracować w jednostkach
        akademickich?
        Odpowiedź ???
        • dalatata Re: A ja sie zapytam ilu? 03.12.07, 18:49
          alez to jes zle postawione pytanie, bo nie ma oczywistych kryteriow
          bycia niezalezynym.nie mowiac juz o 'naprawde niezaleznym'.kazdy
          adiunkt moze sobie publikowac, ile chce, moze prowadzic grant.co nie
          znaczy ze nie ma szefow ktorzy by zzielenieli z zazdrosci po
          sukcesie, uwalajac delikwenta przy kazdej okazji.

          to co mnie irytuje to tworzenia takiego 'straw man' w postaci
          habilitacji, ktora ma byc ta wielka przeszkoda. nie jest. i jest
          glownie usprawiedliwienim.
          • nfa05 Re: A ja sie zapytam ilu? 03.12.07, 19:06
            "kazdy adiunkt moze sobie publikowac, ile chce,.." Czyżby bezkarnie?
            Zarządzenie dyr jednego z instytutow PAN sprzed ok.13lat -nakaz publikowania w
            zeszytach instytutowych ( bo sie rypnęło, że ktos publikuje poza granicami)
            Tak kryteria niezależnosci sa u nas bardzo rozciągliwe, ale na temat zniewolenia
            naukowcow i wolnej Polsce warto by było przygotować szerszy raport
            • dalatata Re: A ja sie zapytam ilu? 03.12.07, 20:21
              mysle ze slowo 'zniewolenie' jest nie na miejscu. i to ze 13 lat
              temu byla instrukcja, nawet jesli nadal funkcjonuje, nie zmienia
              tego, ze 'zniewolenie' to naduzycie. taki jezyk jest sam w sobie
              przeszkoda w osiagnieciu jakiegokolwiek postepu.
              • nfa05 Re: A ja sie zapytam ilu? 03.12.07, 21:02
                To zniewolenie jest/było przeszkoda w osiagnieciu jakiegokolwiek
                postepu. I to widać obecnie.
                • polar_bear Fasadowosc 03.12.07, 21:29
                  Polska nauka fasdowoscia stoi.
                  Naukowcy nie ucza, ale maja godziny dydaktyczne. Nie robia badan, ale pisza
                  doktoraty, habilitacje, staraja sie o profosury....
                  PL jest pewnie w szpicy 'produkcji' studentow (przeciez przedmiot dumy calej
                  Polski), doktoratow (wystarczy troche pokrecic przy przeliczaniu doktorantow i
                  juz mamy 'eksplozje talentow' i dziwolagi typu doktorant zaoczny (mowie o
                  przedmiotach scislych, eksperymentalnych) i habiliatacji. Wystarczy rzut oka na
                  liczebnosc kadry samodzielnej w czolowych uniwersytetach zeby zobaczyc ze sa one
                  wieksze niz renomowane placowki w US czy GB.
                  A efekty widzimy: mlodsi, ambitniejsi wyjezdzaja, zasiedzialym sie nie chce.
                • dalatata Uczeni wszystkich instyttutow, laczcie sie! 03.12.07, 22:55
                  ninijeszym wzruszam ramionami (moze jest jakis emotikon?).no
                  przeciez takie gadanie nie ma sensu.

                  albo inaczej: Polscy uczeni! Zerwijcie okowy zniewolenia, lancuchy
                  haibiltacji, i pietno instrukcji. Uczeni wszystkich instytutow,
                  laczcie sie! Wodzu prowadz!
                  • nfa05 Re: Uczeni wszystkich instyttutow, laczcie sie! 04.12.07, 19:52
                    HUMOR AKADEMICKI
                    www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=405

                    Kartka z historii tworzenia stowarzyszenia akademickiego na rzecz
                    reform w nauce. STOWARZYSZENIE NA RZECZ DYRDYMOLENIA INTERNETOWEGO
                    (Podsumowanie jednej z dyskusji internetowych na forum Gazety
                    Wyborczej - dyskusji poświęconej rzekomo próbie utworzenia
                    jakiegoś 'stowarzyszenia' internautów na rzecz reform w nauce,
                    05.03.2004)

                    Iternauci domagają się posumowania.

                    To mój komentarz:
                    Niestety dyskusja (dyrdymancja) niewiele wniosła pod względem
                    merytorycznym i sprowadzała sie głównie do dyrdymolenia na tematy, o
                    których dyrdymanci nie mają na ogół większego albo żadnego pojęcia i
                    nie mają ochoty i /lub kompetencji aby to pojęcie posiąść.
                    Wyjątki raczej potwierdzają jedynie regułę.
                    Daje to niewesoły obraz części środowiska rzekomo pro-
                    reformatorskiego i może służyć do ośmieszenia przez establishment,
                    który w części i tak jest bardziej pro-reformatorski od tego co się
                    na tym forum dyrdymoliło.
                    Skoro dyrdymanci nie chcą się podpisać pod tym co dyrdymolą, i nigdy
                    by tego nie dyrdymolili publicznie to widać przynajmniej, że nie
                    stracili resztek dyrdymanckiego samokrytycyzmu.
                    I to jest jeden wniosek optymistyczny.
                    Skoro jednak sądzą, że to co nardymolili może się na coś przydać tym
                    przeciwko którym dyrdymolili to jest objaw daleko zaawansowanej
                    dyrdymonii, której najlepsi dyrdymanccy lekarze nie będą w stanie
                    uleczyć.
                    Widać, że polskie piekło jest nadal środowiskiem (dyrdymowiskiem)
                    tzw. nauki polskiej i tak chyba pozostanie na zawsze bez względu czy
                    jakiekolwiek reformy zostaną przeprowadzone.
                    Ktoś kto nie chce dyrdymolić zawsze zostanie uznany za
                    niewiarygodnego bo wiarygodni z samej definicji będą tylko
                    dyrdymanci.
                    Dyrdymancja daje jednak podstawy do utworzenia STOWARZYSZENIA NA
                    RZECZ DYRDYMOLENIA INTERNETOWEGO, tylko który dyrdymant zechce sie
                    pod tym podpisać.

                    Projekt statutu stowarzyszenia:

                    Celem stowarzyszenia jest inicjowanie i podtrzymywanie dyrdymancji
                    internetowych na jakikolwiek temat

                    Członkiem Stowarzyszenia może zostać każdy dyrdymant, który
                    zobowiązuje się do dyrdymolenia internetowego w szczególności na
                    taki temat, na którym się nie zna i poznać się nie chce
                    Obowiązkiem każdego członka-dyrdymanta jest dyrdymolić jak
                    najdłużej, nigdy się nie zgadzać z tym co się samemu dyrdymoli,
                    czyli być za a nawet przeciw, lub być przeciw a nawet za.
                    DYRDYMAŁOWIE WSZYSTKICH FORÓW ŁĄCZCIE SIĘ!!!

                    KONTR-DYRDYMANCJA NIGDY NIE PRZEJDZIE!!! NICH ŻYJE I UMACANIA SIĘ
                    ODWIECZNA PRZYJAŹŃ DYRDYMAŁÓW INTERNETOWYCH !!!
    • kwinks Naukawcy się zadyrdomolą na śmierć. Hej, leczcie 04.12.07, 22:59
      kompleksy Tu na forum, wszelkie naukawe mizeroty! Tu pogadasz sobie
      z profesorem jak równy z równym, a nawet możesz Mu dordymolić. Tu
      nie trzeba żadnego stowarzyszenia, tak jak nie trzeba
      stowarzyszenia plujących w celu oczyszczenia jamy ustnej z
      zaległych zaszłości. Powiem wam nfa, czego tu trzeba. Tu trzeba
      grubego kija prostego rachunku ekonomicznego i społeczeństwa
      odpornego na szamaństwo, czyli obywatelskiego. Amen.
    • biolog45 diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni 05.12.07, 10:53
      Z niejakim opóźnieniem zapoznałem się z listem dra hab. Cezarego
      Wójcika oraz jego polemiką z prof. Wiesławem Jędrzejczakiem.
      Podzielam stanowisko dra Wójcika, natomiast nie po raz pierwszy
      zostałem zbulwersowany zachowaniem prof. Jędrzejczaka, który
      wykazuje nie od dziś niezwykłą odwagę w przekraczaniu norm
      przyzwoitości. Przerażające jest to, że czyni to człowiek bardzo w
      Polsce wpływowy, cieszący się bezkrytycznym uznaniem i poparciem
      polskich kręgów naukowych oraz najbardziej opiniotwórzczego
      dziennika, jakim jest Gazeta Wyborcza. Stwierdzam to z wielkim
      smutkiem, gdyż w przeszłości prof. Jędrzejczak wydawał się być
      rozsądnym naukowcem, dobrze wróżącym poprawie standardów polskiej
      nauki, a jego zasługi w zastosowaniu w Polsce metody transplantacji
      szpiku są bezsporne. Od jakiegoś czasu jednak jego postawa,
      przeciwstawiająca się krytyce rzeczywistych (głównie
      pozafinansowych) źródeł słabej kondycji polskiej nauki, utrwala
      szkodliwe mechanizmy.
      Aby uzasadnić moje słowa chciałbym zacytować i skomentować
      wypowiedzi prof. Jędrzejczaka, zawarte w polemice z dr. Wójcikiem, a
      także w wywiadach prasowych oraz w protokołach i nagraniach z
      posiedzeń rady naukowej Instytutu Hirszfelda, której jest
      przewodniczącym.
      Niech czytelnik sam odpowie sobie na pytanie czy wypowiedzi te oraz
      działania - często stojące w jaskrawej sprzeczności z głoszonymi
      poglądami - można pogodzić z wykreowanym na użytek medialny obrazem
      kryształowego, wybitnego i wrażliwego społecznie naukowca i lekarza,
      szczerze zatroskanego negatywnymi zjawiskami Don Kichota, który
      walczy o poprawę poziomu i dobre imię polskiej nauki i medycyny. Czy
      człowiek, który bez zażenowania przyznaje (wywiad w GW 2007), że do
      PZPR, w której był do samego końca, wstąpił dlatego, że Amerykanie
      uświadomili mu, oficerowi WP, że bez tego kroku w Polsce nie zrobi
      kariery, zasługuje na taki szacunek i kredyt zaufania jakim się go w
      naszym kraju obdarza?
      Otóż, oprócz przytoczonego powyżej, wiele mówiącego wyznania, prof.
      Jędrzejczak jest autorem wielu innych, nie mniej ”ciekawych”,
      udokumentowanych, publicznych lecz znanych tylko środowisku
      naukowemu stwierdzeń i wypowiedzi, które pozwolę sobie poniżej in
      extenso zacytować i skomentować. Zacznę od tych, które znalazły się
      w polemice z dr. Wójcikiem.
      Prof. Jędrzejczak (WJ): Postępowanie pana doc. Wójcika jest co
      najmniej dwuznaczne. Jeśli się Polska nie podoba to trzeba ją
      zmieniać w Polsce. Żaden kraj mniej rozwinięty nie stał się bardziej
      rozwinięty dlatego, że jego najzdolniejsi młodzi naukowcy wyjechali
      zagranicę i stamtąd krytykowali to, co się dzieje w Ojczyźnie.
      Mój komentarz (PK): Jest to typowy przykład demagogii mającej na
      celu odwrócenie uwagi od istoty sprawy. Nie jest bowiem ważne kto
      krytykuje lecz czego dotyczy krytyka i czy jest słuszna.
      WJ: W trakcie przewodu habilitacyjnego pan doc. Wójcik kreował się
      na odkrywcę proteasomów, co było o tyle zabawne, że one zostały
      opisane w 1979r, kiedy zapewne był w szkole podstawowej, a pierwszą
      pracę na ten temat opublikował w 1995r. Nie zwracano na to uwagi
      tylko dlatego, żeby nie utrącić młodego zdolnego człowieka. Głosując
      za Pańską habilitacją miałem nadzieję, że wyrasta lider młodego
      pokolenia naukowców.
      PK: Proszę się zastanowić, co wynika z tej wypowiedzi. Wynika
      mianowicie, że prof. Jędrzejczak albo obecnie mija się z prawdą - co
      zarzuca mu dr Wójcik - albo wtedy, kiedy głosował za habilitacją i
      upatrywał lidera naukowców w osobie, o której wiedział, że
      przypisuje sobie cudze osiągnięcia; sprzeniewierzył się misji
      promotora i etycznym zasadom selekcji kadry naukowej, co zresztą,
      jak wyniknie z dalszego ciągu mojego listu, czyni do dzisiaj. W
      jednym i drugim przypadku, jest to postępowanie niegodne, nie tylko
      profesora. Prof. Jędrzejczak nie może się tłumaczyć, że podczas
      głosowania nie wiedział o wszystkim, gdyż w innym miejscu stwierdza,
      że „akurat dobrze pamiętam co napisał Pan w swoim autoreferacie”,
      WJ: Polsce potrzeba nie pojedynczego naukowca, tylko grupy, która
      zrobi masę krytyczną, od której będzie mogło zacząć się tworzenie
      nauki na innym poziomie. Im więcej będzie dobrych naukowców tym na
      wyższym poziomie będzie ta walka i tym trudniej będzie tym, którzy
      nie poddają się międzynarodowej weryfikacji. Polsce się pomoże,
      jeśli się w niej zwiększy liczbę wybitnych młodych naukowców. Ludzie
      nauki są w sytuacji donkiszoterii i nie da się pomóc "Don Kichotom"
      wyśmiewając ich gdyż oni już tu są wyśmiewani.
      PK: Prof. Jędrzejczak nie pisze wprost kogo ma na myśli mówiąc o Don
      Kichotach. Dobrze go znając przypuszczam, że siebie, a nie, na
      przykład, mnie, mimo, że w przciwieństwie do mnie, cieszy się mocnym
      poparciem polskich władz naukowych oraz wpływowych dziennikarzy,
      którzy starają się nie dopuścić do upublicznienia kompromitujących
      go faktów i wypowiedzi stojących w rażącej sprzeczności do
      cytowanych powyżej wzniosłych sentencji. Aby nie być gołosłownym
      muszę przytoczyć fakty i zacytować wypowiedzi. Otóż, od ponad dwu
      lat prof. Jędrzejczak, ciesząc się poparciem władz PAN oraz
      Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów, a także rady naukowej
      Instytutu Immunologii, naruszając jednoznacznie sformułowane
      przepisy oraz uciekając się do szkalowania mojej osoby (za co został
      skazany prawomocnym wyrokiem sądu), próbuje doprowadzić do
      publicznej obrony pracy, przy powstawaniu której doszło do
      naruszenia podstawowych norm obowiązujacych pracowników naukowych, a
      którą to pracę przyjął bezpośrednio od nieuczciwej doktorantki, z
      pominięciem promotora i wbrew jego protestom. Dlaczego prof.
      Jędrzejczak tak postępuje? Odpowiedź znajduje się w następujących
      jego wypowiedziach towarzyszących tej sprawie. Cytuję: “Każdy będąc
      jakimś tam profesorem może uważać, że nie jest w stanie się podpisać
      pod tym, żeby dana osoba była doktorem, ale wtedy musi zorganizować
      sprawę w ten sposób, żeby ją przejął ktoś inny”, “Jeżeli mamy do
      czynienia ze studiami doktoranckimi, to jeżeli ktoś przebrnął przez
      wstępną fazę selekcji, to on te studia musi skończyć, [inaczej] mamy
      do czynienia z marnotrawstwem środków publicznych”, “Społeczeństwo
      polskie nie jest zainteresowane jaką mamy naukę”. Wypowiedzi te
      nigdy nie spotkały się z negatywną oceną żadnych gremiów
      profesorskich, a moje liczne protesty kierowane do władz trafiają do
      kosza. Czy powyższe poglądy osoby ”ze świecznika”, które nie robią
      żadnego wrażenia na ludziach odpowiedzialnych za stan polskiej
      nauki, można pogodzić z deklarowaną troską o podniesienie poziomu
      nauki w Polsce, o zatrudnianie osób „poddających się międzynarodowej
      weryfikacji“, o nie wyśmiewanie Don Kichotów, którzy, tak jak ja,
      próbują przeciwstawić się promowaniu miernoty. Mimo, że należę do
      osób, które przeszły ”międzynarodową weryfikację” (można się o tym
      łatwo przekonać zaglądając do internetu lub do tzw. listy prof.
      Pilca), prof. Jędrzejczak odnosi się do tych moich wysiłków w ten
      sposób, że aby bronić swojego dobrego imienia musiałem się zwrócić
      do sądu. Jakby tego było mało, prof. Jędrzejczak zwołuje posiedzenia
      prezydium rady naukowej, aby radzić jak przyłapana na nieuczciwości
      doktorantka powinna przepisać przedłożoną pracę, aby po usunięciu
      dyskwalifikujących ją fragmentów, mogła się nadać do ponownej oceny.
      To już jest niesłychany skandal i trzeba mieć nieograniczony tupet,
      aby jednocześnie zastanawiać się publicznie jak podnieść poziom
      polskiej nauki. Trudno o lepszą ilustrację przysłowia „Diabeł ubrał
      się w ornat i ogonem na mszę dzwoni“.
      Na zakończenie chciałbym podkreślić, że zdecydowałem się zabrać głos
      nie w celu atakowania osoby prof. Jędrzejczaka, co mi z pewnością
      zarzuci (parafrazując jego słowa mogę powiedzieć, że zwalczenie
      szkodliwej roli jednego nau
      • biolog45 Re: diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzw 05.12.07, 11:01
        Zakonczenie mojego listu zostało urwane. Ostatnie zdanie brzmi
        nastepujaco:

        Na zakończenie chciałbym podkreślić, że zdecydowałem się zabrać głos
        nie w celu atakowania osoby prof. Jędrzejczaka, co mi z pewnością
        zarzuci (parafrazując jego słowa mogę powiedzieć, że zwalczenie
        szkodliwej roli jednego naukowca nie odmieni sytuacji) lecz w celu
        zwrócenia uwagi, że jak długo tacy ludzie i takie postawy, będą
        przez środowisko naukowe oraz media popierane, a nie potępiane, tak
        długo nie ma co marzyć o zmianie na lepsze.
        Prof. dr Paweł Kisielow, Instytut Immunologii i Terapii
        Doświadczalnej im. L. Hirszfelda, Wrocław
        • nfa05 Re: diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzw 05.12.07, 22:16
          Dla takich wypowiedzi warto czasem zagladac na fora internetowe
          • dinozaur47 Re: diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzw 06.12.07, 11:27
            Szanowny Panie Kolego ,
            Masy krytycznej pan nie zbierze , bo ona po prostu zostanie wykopana po drodze .
            Dinozaurowi udało się rozpracować proces wykopywania jego skromnej ( no , jeśli
            wyłączymy gabaryty ) osoby na początku 70-tych ( najlepsze czasy wczesnego
            Gierka ). Dinozaur spisał krótko swoje przygody studenckie łącznie z uwagami na
            temat stosunku do tak modnych w Polsce egzaminów i jako надежного naukowca w
            przaśnie-siermiężnej gomułkowsko-gierkowskiej PRL , włącznie ze złożonym
            procesem dawania dyla , może je dla zainteresowanych przesłać e-mailem , do
            publikacji się nie bardzo nadają ( trudne do anonimizacji ).
            Pozdrowienia

            Dinozaur ( z Neandertalu ).
    • nfa05 Re: Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędz 08.12.07, 17:26
      "Zwiększenie nakładów rocznych na naukę i szkolnictwo wyższe nawet o
      kilkaset milionów euro nie załatwi sprawy, jeżeli nie zmieni się
      system zarządzania i finansowania sektora nauki i szkolnictwa
      wyższego. Dodatkowe pieniądze należy przyznawać nie całym uczelniom,
      lecz najlepszym wydziałom lub instytutom badawczym w wybranych przez
      państwo dziedzinach nauki kluczowych dla rozwoju Polski. W ten
      sposób okaże się, gdzie są najlepsze zespoły naukowe, a które
      powinno się zamknąć, by marnowane tam pieniądze przesunąć do tych
      najlepszych.

      W Polsce nauką i szkolnictwem wyższym rządzi korporacja profesorska.
      Ktoś powie – tak jest wszędzie. Ale w Polsce „zamknięcie”
      korporacyjne i pilnowanie interesów korporacji jest znacznie
      silniejsze niż np. w USA czy Wielkiej Brytanii. Najbardziej
      jaskrawym przykładem zamknięcia jest średni wiek naukowców, gdy
      uzyskują oni samodzielność naukową i dydaktyczną – w Polsce jest on
      o 15 – 20 lat wyższy niż w Stanach Zjednoczonych. Groźne jest to, że
      najlepsi i najambitniejsi młodzi naukowcy, zamiast czekać na
      samodzielność w Polsce, wyjadą do USA i będą tworzyć bogactwo
      narodowe.

      Środowisko akademickie pracujące w państwowych uczelniach i
      instytucjach badawczych obroniło się przed wprowadzeniem nawet
      ograniczonych form konkurencji. Zasadniczym zadaniem jest też
      zbudowanie od podstaw całego sektora transferu wiedzy, technologii,
      innowacji pomiędzy gospodarką a nauką – i współpracy obu środowisk.
      Wreszcie należałoby wstrząsnąć całym środowiskiem, aby uwierzyło, że
      nie musi skupiać się na badaniach odtworzeniowych, ale że warto
      szukać przewag konkurencyjnych w skali światowej. Do tego potrzebna
      jest jednak konsekwentna polityka państwa w obszarze nauki i
      szkolnictwa wyższego."
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=446
    • kali2007 Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 11.12.07, 16:43
      Dużo trudnych spraw. Z wieloma osobami na tym forum „chciałoby się zrobić coś razem” – to takie moje prywatne kryterium. Ale ad rem.

      Chyba wszyscy się zgadzają, że potrzebna jest „rzetelna ocena dorobku naukowego” naukowców. Ale jak to zrobić? Jak wyłowić tych „rzetelnych naukowców” – zwłaszcza w Polsce, gdzie pozoranctwo naukowe jest nagminne? A poza tym ci „rzetelni naukowcy” przecież też są zróżnicowani.

      Rozumiem zastrzeżenia wobec miar bibliometrycznych. „Naukometry” nie są idealne. Nikt nie lubi być oceniany: ani początkujący bądź słaby naukowiec (bo ma mały dorobek), ani dobry naukowiec z dużym dorobkiem (bo zazwyczaj może znaleźć osoby z jeszcze większym, albo uważa że jest „ponad” i jest to dla niego bez znaczenia). Ale czy mamy inne wyjście poza czekaniem na następne (drugie, trzecie) pokolenie? Pamiętajmy, że obecne młode pokolenie naukowców jest w Polsce formowane przez stare (konformistyczny model BMW), a to pokolenie będzie formować następne itd. Perpetuum mobile?

      Pisałem na ten temat w „Forum Akademickim” (Nr 3/2007) i na mojej stronie internetowej (www.kali.enter.net.pl/nauka.html). Uważam że byłoby celowe stosowanie bazy Web of Knowledge – mimo jej wad – do porównywania dorobku naukowców, odrębnie w każdej dyscyplinie. Sposób stosowania miar takich jak liczba publikacji w czasopismach z ‘Master Journal List’, liczba cytowań, czy indeks Hirscha jest do ustalenia, ale najpierw potrzebny jest dostęp do takiej bazy (z pełną licencją) we wszystkich polskich uczelniach, przynajmniej publicznych. To jest ważne zadanie dla Ministerstwa.

      W Internecie mamy dostęp do bezpłatnej, dobrej wyszukiwarki o przewrotnym tytule „Publish or Perish” (PoP), która wykorzystuje bazę Google Scholar i pozwala na szybkie sporządzenie listy WSZYSTKICH znalezionych w sieci publikacji danego autora (uszeregowanych według liczby cytowań) oraz wyświetla stosowne miary. To też może stanowić pewien punkt wyjścia, choć na takich listach dobre publikacje są wymieniane obok mało znaczących raportów, prezentacji konferencyjnych, itp. Można jednak łatwo zidentyfikować dorobek publikacyjny każdego naukowca.

      Na przykład, Ministerstwo może wykonać ankietyzację pracowników naukowych, poprzez zebranie z uczelni ankiet naukowców z liczbami uzyskanymi z WoK. Później te dane można przetwarzać w OPI. To daje szansę na rozpoczęcie uzdrawiania polskiej nauki. Ale najpierw potrzebny jest zakup licencji na WoK.

      Habilitacje i profesury belwederskie są zbędne, podobnie jak Centralna Komisja. Idea szczytna („sito naukowe”), ale praktyka mizerna. Nie jest to przeszkoda dla osób bez dorobku, gdy jako „dorobek” przedstawia się owe przysłowiowe „ponad sto (dwieście…) publikacji” (tylko krajowych). Jest demoralizujące, gdy taki dorobek jest następnie określany w recenzjach i w CK jako „znaczący”. Oczywiście są również dobre habilitacje, gdzie nie przepisuje się fragmentów podręczników i obcych publikacji. Jednak generalnie jest to strata czasu wynikła z długich procedur, a kłopoty powstające przy powrotach z zagranicy polskich naukowców „bez habilitacji” trzeba zaliczyć do kategorii „i smiszno i straszno”.

      Oczywiście trzeba podnieść wymagania na uzyskanie stopnia doktora. Jeśli nie wystarcza czasu na publikacje z MJL, to przynajmniej 2-3 prezentacje na międzynarodowych konferencjach, z pierwszym nazwiskiem na liście autorów. Recenzje wyłącznie spoza jednostki prowadzącej przewód. Preferencje dla pisania dysertacji anglojęzycznych i recenzentów zagranicznych. Tak się to robi m.in. w Finlandii.
    • nfa05 dla porządku 11.12.07, 18:56
      'Reakcje na tekst"Młodzi naukowcy z Polski nie dostaną pieniędzy z
      UE", czyli o tym jak diabeł ubrał się w ornat i na msze dzwoni'
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=452
      • wiktor1235 Re: dla porządku 12.12.07, 19:30
        Nie było mnie w Polsce przez ostatnie kilka dni i nie czytałem
        wpisów. Natomiast parę słów na temat mojego konfliktu z Panem
        Profesorem Kisielowem. Otóż Pan Profesor był promotorem rozprawy
        doktorskiej przed Radą Naukową Instytu Hirszfelda pewnej słuchaczki
        studium doktoranckiego, który to przewód trwał, rokrocznie Pan
        Profesor potwierdzał prawidłowość przebiegu i wystąpił o wyznaczenie
        recenzentów, aż pewnego dnia otrzymałem (jako Przewodniczący tej
        Rady) list od tejże doktorantki z załączonym maszynopisem
        odpowiadającym rozprawie doktorskiej z prośbą o interwencję, gdyż
        jej zdaniem promotor tj. prof. Kisielow odmówił zapoznania się z tą
        rozprawą i przyjęcia jej. Okazało się też, że parę miesięcy
        wcześniej prof. Kisielow zwrócił się do Dyrektora Instytutu z pismem
        rezygnującym z bycia promotorem (ale bynajmniej nie skierował
        takiego pisma do Rady Naukowej, która ten przewód prowadziła, ani
        nie wystąpił z wnioskiem o zakończenie przewodu). Następnie na
        posiedzeniach Rady profesor Kisielow wielokrotnie twierdził,
        że "pracy nie ma i nigdy nie powstała", ale też "że część
        laboratoryjna została wykonana bez zarzutu", co było sprzeczne z
        materialnym faktem przesłania pracy przez doktorantkę i jednocześnie
        na piśmie prof. Kisielow odmówił zapoznania się z tym dokumentem. Co
        miał w tej sytuacji zrobić Przewodniczący Rady, który w dodatku w
        ogóle nie znał doktorantki? Opinie wszystkich pracowników Instytutu
        o doktorantce były pozytywne, jako o osobie bardzo ciężko pracującej
        przez ostatnie kilka lat. Prof. Kisielow w trakcie tej dyskusji nie
        przedstawił żadnego argumentu na niekorzyść doktorantki.
        Przedstawiona przez nią praca była na wyższym poziomie niż większość
        znanych mi prac doktorskich w Polsce. Uważałem, że mandat społeczny
        (Przewodniczącym Rady zostaje się w wyniku tajnego głosowania)
        zobowiązuje mnie do tego, aby dać tej osobie szansę. Nie wiem i nie
        byłem w stanie ustalić, co zaszło między Promotorem a Doktorantką,
        że doszło do takiego obrotu sprawy. Z tego, co zdołałem ustalić,
        zdolności doktorantki do opisania wyników nie były zdaniem profesora
        Kisielowa wystarczające, aby mogła zostać doktorem biologii. Może
        się na ten temat wypowiedzą inni doktoranci z Instytutu? Pracownicy
        Instytutu mogli się na temat mojego postępowania w tej sprawie
        dwukrotnie wypowiedzieć w głosowaniu tajnym i przegonić mnie na
        cztery wiatry, gdyż upłynęła kadencja Rady Naukowej. Wydali jednak
        inny werdykt. Akurat w tej sprawie, starzy profesorowie stanęli w
        obronie młodego naukowca przeciwko jednemu ze swoich Kolegów. WW
        Jędrzejczak
    • wiktor1235 Młodzi naukowcy z Polski nie dostana pieniędzy .. 12.12.07, 21:52
      Prof. Kisielow poruszył też moją dyskusję z doc. Wójcikiem. Otóż
      moim zdaniem dorobek doc Wójcika w dziedzinie badań proteasomów w
      zupełności go do habilitacji kwalifikował. Każdy ten dorobek może
      sprawdzić w PubMedzie. Chodziło mi w polemice o to, że ten dorobek
      był kreowany na jeszcze większy niż był i, że Ci sami profesorwie,
      których pan doc. Wójcik mieszał z błotem nie wykorzystali tego
      przeciwko niemu, chociaż mogli. Nie gryzie się ręki, od której się
      wcześniej przyjęło zaszczyty. Natomiast, bardzo często młodzi ludzie
      przeceniają swój wkład, ale nie uważam tego bynajmniej za coś złego.
      To jest składowa motywacji do ciężkiej pracy i część pasji. Człowiek
      musi najpierw sam zobaczyć swoją gwiazdę zanim zobaczą ją inni. Ci
      którzy od początku będą nisko mierzyć nigdy nie uniosą się w górę.
      czego wszystkim ciężko pracującym życzę. WW Jędrzejczak
    • kali2007 Dorobek Jędrzejczaka i Wójcika 13.12.07, 08:52
      Program "Publish or Perish" po zaznaczeniu kategorii Biology i Medicine podaje:

      "WW Jedrzejczak": liczba wszystkich publikacji: 69
      Liczba wszystkich cytowań: 41
      Indeks Hirscha: 3 (tylko 3 publikacje były cytowane więcej niż 3-krotnie)

      Analogiczne liczby dla "C Wojcik": 102, 822, 16

      No comments


      • wiktor1235 Re: Dorobek Jędrzejczaka i Wójcika 13.12.07, 10:49
        Uprzejmie wyjaśniam Panu "Kali2007", który jeśli pisze o kimś z
        nazwiska powinien się jednak przedstawić, że z reguły publikuję jako
        Wiktor-Jedrzejczak W i proszę to sprawdzić. Z poważaniem, WW
        Jędrzejczak

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka