wlodek.piekut
22.01.08, 08:31
PRAWDA O IN VITRO - "Wybrane", a nie "przyjęte"
Rozmowa z Beatą Rusiecką, psychologiem terapeutą
Niepłodność ma wiele przyczyn. Czy wśród nich można wyodrębnić
również psychiczne?
- Tak, jeśli przyjmiemy, że człowiek jest jednością psychofizyczną.
Dysfunkcje ciała związane są ze stanami psychiki. Trudno ocenić, czy
jednego pokolenia. Zawsze też dajemy miejsce na tajemnicę - czynnik
wyższy, którego nie sposób tłumaczyć stanem psychicznym czy
somatycznym. Niezależnie od tego obserwujemy wzrost ilości problemów
związanych z niepłodnością. Znamienne jest, że Światowa Organizacja
Zdrowia (WHO) potraktowała problem niepłodności jako problem
społeczny, właśnie w czasach, w których dobiegają nas echa dyskusji,
czy osoby niepełnosprawne, nieuleczalnie chore lub starsze albo
niektóre dzieci powinny istnieć. Prowadzi to do tego, że tracimy
pewność, czy my sami mamy prawo istnieć. Powoduje to głębokie
zranienia, sięgające nawet sfery ciała. Takie zranienie może stać
się również przyczyną niepłodności.
Dlaczego ten lęk wpływa na ciało?
- Ciało reaguje na to, co przeżywamy, a przez swoje dysfunkcje
informuje o zaburzeniach sfery emocjonalnej. Można więc też spojrzeć
na chorobę, na niedomagania somatyczne, np. na niemożność poczęcia
dziecka, z pewnym zrozumieniem - takim, że ciało chce coś
powiedzieć. Można by się zapytać, co ono mówi.
O czym ono mówi? Czy o lęku przed własnym istnieniem, czy również
przed istnieniem przyszłego potomstwa?
- Spójrzmy na psychikę ludzką jak na lodową górę. Nad powierzchnią
wody widnieje tylko jej wierzchołek, a cała potęga i potencjał
spoczywają pod powierzchnią lodowatej wody. Tak więc na szczycie
owej góry stoi człowiek narzekający na niemożność poczęcia dziecka i
to jest to, co widzimy na zewnątrz - ból rodzica i przeżywane
nieszczęście z powodu braku potomstwa. Jednak jeśli ktoś odważy się
poznać siebie, czyli zejść do tych części nas samych, które nie
zawsze sobie uświadamiamy, tak jak do lodowatej wody oceanu i
zagłębić się w sferę problemu niepłodności - to być może odkryje tak
naprawdę swoją niechęć do istnienia własnego lub do tego, żeby dać
to istnienie komu innemu, albo lęk przed tym.
Czy technika in vitro ma wpływ na rozwój poczętych w ten sposób
dzieci?
- Niestety, nie prowadzi się badań nad rozwojem dzieci poczętych in
vitro. Natomiast obserwacje kliniczne wskazują, że dzieci, które
podczas metody in vitro zostały "wybrane" do tego, by żyć, mają
takie same problemy jak te, które uniknęły aborcji. Zadają sobie
przez całe życie pytania: "Czy rzeczywiście to ja powinienem
żyć?", "Czy mam do tego prawo?". Powoduje to zamęt wokół własnego
istnienia i wynikający z tego cały kompleks problemów psychicznych,
począwszy od tego, że te osoby nie wiedzą, czy mają prawo się
rozwijać, kochać, a kończąc na tym, że w każdej chwili mogą umrzeć,
np. jeśli staną się mało wartościowe i użyteczne. Skoro rodzice lub
lekarz wybrali je do życia, to wydaje się im, że ci sami ludzie mogą
zadecydować o tym, kiedy mają umrzeć. I odwrotnie - mogą chcieć same
decydować o życiu kolejnego pokolenia.
Dzieciom z Zespołem Osoby Ocalonej trudno jest ukształtować swoją
tożsamość. Mogą być niepewne, kim naprawdę są i po co istnieją. Z
badań wynika, że osoby te z jednej strony obawiają się śmierci, a z
drugiej spodziewają się, iż umrą śmiercią nagłą. Są przekonane, że
ich życie nie będzie sukcesem i że będzie bardzo ciężkie. Wierzą, że
ostatecznie spotka je jakaś nagła zagłada, a ich życie będzie pasmem
udręk i ciężarów.
Skąd wiemy o takich problemach osób ocalonych?
- Zakrojone na szeroką skalę badania przeprowadzone przez psychiatrę
dziecięcego i psychologa klinicznego prof. Philipa Neya, związanego
m.in. z takimi uniwersytetami jak The University of British
Columbia, McGill University, University of London, The University of
Illinois. Profesor Ney prowadził zajęcia oraz treningi
psychoterapeutyczne, a także badania naukowe na ten temat. Wyniki
badań nad osobami ocalonymi od aborcji potwierdziły obserwacje
klinicystów z całego świata, skupionych w stowarzyszeniu terapeutów,
zajmujących się problematyką przemocy, zaniedbania i strat dziecka.
Okazało się, że głównym problemem osób ocalonych od aborcji jest
wina egzystencjalna: "Czy na pewno to ja powinienem istnieć, czy
może ktoś inny?".
Czy może Pani rozwinąć ten wątek?
- Osobę ocaloną trapi ogromna złość z tego powodu, że jest
dzieckiem "wybranym", aby żyć (przez lekarza czy rodzica), a
nie "przyjętym" jako "taki, jaki jestem". To "wybraństwo" powoduje
patologiczny rozwój więzi między rodzicami a dziećmi, wynikający z
niezrozumiałego i nieświadomego lęku przed rodzicami. Dzieci te np.
nie lubią się przytulać do rodziców, ale są zbyt silnie z nimi
związane. Z jednej strony chcą zadowolić swoich rodziców, z drugiej
czują do nich wstręt i niechęć, bojąc się, że mogłyby stracić życie.
Przypuszczają, że rodzice mogą również zadecydować o ich śmierci.
Będąc dziećmi, a następnie ludźmi dorosłymi, boją się śmierci, a
jednocześnie ryzykują ją na każdym kroku, poruszając się na krawędzi
ryzyka, by rozwikłać konflikt i przekonać się, czy rzeczywiście boją
się śmierci.
Czy te problemy dotyczą jedynie osób, które wiedzą, w jaki sposób
zostały poczęte, czy także tych, które nie mają pojęcia, w jaki
sposób przyszły na świat?
- Takiej prawdy nie da się ukryć - wcześniej czy później osoby takie
dowiadują się np., że były poczęte poza organizmem matki. Ponadto
niezależnie od wiedzy świadomej dzieci te mają przeczucie, że coś z
ich poczęciem "było nie tak". Często sygnałem do zadawania pytań są
sny - nawiedzają je realistyczne obrazy mordu na ich rodzeństwie. Na
przykład śnią, że ich rodzeństwo zginęło w katastrofie. Często
dziecko takie zaczyna szukać rodzeństwa, którego nie zna, a za
którym tęskni.
Wcześniej Pani nadmieniła, że badania na temat psychicznych skutków
okołoporodowych strat dziecka nie są mile widziane, np. nie są
dotowane przez państwa zachodnie. Dlaczego tak się dzieje?
- Nasze społeczeństwo chce b yć skuteczne i ta skuteczność jest
mierzona na krótki dystans. W związku z tym nie chcemy zadawać sobie
pytań, jakie są skutki długofalowe np. zapłodnienia pozaustrojowego.
Moim zdaniem, psychologiczny powód tego jest taki, że gdybyśmy
zaczęli wnikać pod powierzchnię wody, idąc w dół góry lodowej, to
moglibyśmy poznać wiele niewygodnych i niebezpiecznych dla
współczesnego świata informacji. Wiedza ta mogłaby nas zmusić, żeby
coś zmienić w życiu, a na to już niekoniecznie mamy ochotę. Tak więc
niedociekanie jest po prostu łatwiejsze. Również jeżeli sami mamy
swój udział w tym, że stracone zostało dziecko, tym bardziej trudno
uznać, że był to błąd.
Czy w swojej praktyce spotkała Pani osoby, których niepłodność
została wyleczona dzięki terapii psychologicznej?
- Nie jest jeszcze modne, że pary zgłaszają się na terapię tylko z
tego powodu. Jednak osoby niepłodne przychodzą na terapię, ponieważ
z jednej strony chcą zmian w życiu na lepsze, także jeśli chodzi o
przyjęcie tego, że nie mają własnych dzieci. Z drugiej strony - znam
osoby, które będąc niepłodne, w trakcie pracy nad sobą, przyjęcia
swojego istnienia, poczęły dziecko. Znam przypadki, gdy skuteczna
okazywała się modlitwa.
Dziękuję za rozmowę. Łucja Pietraszun