Dodaj do ulubionych

Mamy prawo do ks. Twardowskiego

22.02.08, 18:03
"wieszcz" wieszczem, znamienitosci znamienitosciami, ale jesli olano prawa autorskie spadkobiercy, to sprawa jest jasna.

teraz zapewne owa kobieta stanie sie chlopcem do bicia przez roznych nawiedzencow, chetnie przywlaszczajacych sobie cudze dobra - powolujac sie na jakies metne gowna typu "narod", "spoleczenstwo", "wspolne dobro". a na sprzedazy ktos zarabia...
Obserwuj wątek
    • stachporaj Macie prawo? JAKIE PRAWO? Kaduka? 23.02.08, 00:49
      Panstwo nie macie zadnego prawa do wydawania czy kupowania
      bezprawnie wydanych ksiazek ks. Twardowskiego. To prawo nalezy do
      spadkobiercy/spadkobiercow.
      Ks Twardowski zostal juz nikczemnie pozbawiony prawa do pochowku
      tak, gdzie chcial byc pochowany, bo Glemp chcial miec ozdobke do
      swej pie...ej Swiatyni Bozej "Opacznosci". Odwalcie sie zatem od
      spuscizny po Zmarlym Poecie. To hanba zeby wypisywac takie dyrdymaly
      majac jakies tytuly naukowe.
      • bwv1004 Re: Macie prawo? ? 23.02.08, 00:54
        Ale zawsze mogą się ponasmiewać z cudzej znajomości
        gramatyki "zostało żądanie wycofania z księgarń (!) książki "

        Chyba jednak niesłusznie:
        księgar•nia -r•ni, -r•nię; -r•ni (a. -rń): księgarnia wysyłkowa,
        księgarnia U Trzech Panów; ale: Księgarnia Naukowa [83]

        so.pwn.pl/lista.php?co=ksi%EAgarnia
      • dalatata prawo kaduka 24.02.08, 02:15
        w pelni sie zgadzam. zal mi ze spadkobierczyni nie uznaje za
        stosowne wydac spuscizmy po poecie, ale to jej prawo. i to jest jej
        swiete prawo. koniec kropka, nie ma o czym gadac specjalnie.

        nawiasem mowiac kazdy z podpisanych autorow alarm wielki by
        podniosl, gdyby ich dziela wydano bez ich zgody.
        • maruda.r Re: prawo kaduka 25.02.08, 09:04
          dalatata napisał:

          > w pelni sie zgadzam. zal mi ze spadkobierczyni nie uznaje za
          > stosowne wydac spuscizmy po poecie, ale to jej prawo.

          *******************************

          No właśnie nie. Przynajmniej, jeżeli weźmiemy pod uwagę interes społeczny.
          Spadkobiercy mają prawo do godziwego wynagrodzenia bądź zadośćuczynienia, ale
          nie do dowolnego zarządzania czymś, co stało się elementem kultury, a więc
          dobrem społecznym.

          Sprzeciwiam się takiej koncepcji prawa autorskiego, która daje spadkobiercy
          pełnię praw autorskich, a abstrahującego od faktu, że spadkobierca nie jest
          współtwórcą.

          • dalatata Re: prawo kaduka 26.02.08, 01:38
            Marudo drogi, nawet jesli to co napisales ma sens i ja sie zgadzam w
            kateogirach moralno-symbolicznych, to chcesz wprowadzic precedens
            niebezpieczny. Czy w interesie spolecznym lezy zatem zmueszenie
            autroa zeby publikowal co napisal?

            bo sprzeciwiasz sie dlatego, bo to spadkobierca a nie autor. a
            dlaczego? autor ma prawo przekazac swa wlasnosc komu chce. i
            dlaczego nie przyjac ze Twardowski sprawe przemyslal i zaufal
            spadkobierczyni swoje sprawy doczesne. a moze ja prosil, zeby listy
            sie nie ukazaly? nie wiemmy.

            prawem kaduka, marudo, z r czy bez r, chcesz ingerowac w cudza
            wlasnosc
    • raj001 Mamy prawo do ks. Twardowskiego 23.02.08, 01:59
      Zapraszam do przeczytania mojego komentarza:
      www.ap.krakow.pl/~raj/notka.php3?id=71
      • stachporaj Re: Mamy prawo do ks. Twardowskiego 23.02.08, 12:44
        Przeczytalem Twoj komentarz i jest on zwyczajnie niemadry i
        demagogiczny, napisany stylem propagandy, gdzie znalazly sie takie
        kwalifikatory jak "niejaka pani XY", "zachlannosc pani XY". Prawa
        autorskie sa taka sama wlasnoscoa jak twoja kanapa, telewizor czy
        zdjecie slubne na scianie. Nikt nie ma prawa twierdzic, ze naleza do
        wszystkich, skoro naleza do ciebie. Prawa autorskie naleza do tej
        pani, ktorej zostaly przekazane. A prawa do Kubusia naleza do
        Dusbeya, skoro zostraly wykupione. Gdyby Milne byl Amerykaninem, 60
        po jego smierci stalyby sie wlasnoscia publiczna, bo takie jest
        prawo w Ameryce. A tymczasem trzeba bulic. I bardzo dobrze, inaczej
        Mis Puchatek reklamowalby kondony i srodki do czyszczenia kibli.
        • raj001 Re: Mamy prawo do ks. Twardowskiego 24.02.08, 02:08
          > Prawa
          > autorskie sa taka sama wlasnoscoa jak twoja kanapa, telewizor czy
          > zdjecie slubne na scianie.

          Otóż właśnie NIE są.
          Przekonanie, jakie powyżej wyraziłeś, jest klasycznym mitem, który zwolennicy
          tzw. "własności intelektualnej" usiłują wepchnąc ludziom do mózgów, i jak widac,
          w wielu przypadkach im się to udaje.
          "Własnośc intelektualna" nie jest tym samym, co własność rzeczy materialnych z
          prostego powodu, na który propagatorzy tejże "własności" każą nam zamykać oczy i
          udawać, że on nie istnieje: diametralnie innej natury informacji od natury dóbr
          materialnych. Prawa autorskie są tylko pewną konwencją ustanowioną przez
          społeczeństwo. Przywilejem, który przez społeczeństwo został pewnym grupom
          nadany - pod pewnymi warunkami, o których te grupy juz dawno w swojej dumie i
          pysze zapomniały - i przez społeczeństwo może zostać odebrany, na co chyba już
          przyszła pora. Nie są niczym oczywistym i danym raz na zawsze. Na mojej stronie
          o prawach autorskich: www.ap.krakow.pl/~raj/p_prawa.php3 znajdziesz
          szereg linków do bardzo dogłębnych analiz tego, czym są, dlaczego istnieją i
          czemu służą prawa autorskie... Radzę poczytać.

          > Gdyby Milne byl Amerykaninem, 60
          > po jego smierci stalyby sie wlasnoscia publiczna, bo takie jest
          > prawo w Ameryce.

          Zapewne nie wiesz, że ten okres, pod wpływem lobbingu koncernów medialnych, był
          juz wielokrotnie przedłużany, po to żeby przypadkiem Myszka Miki nie przeszła do
          domeny publicznej... Też to znajdziesz w tekstach, do których linki sa u mnie...

          > A tymczasem trzeba bulic. I bardzo dobrze, inaczej
          > Mis Puchatek reklamowalby kondony i srodki do czyszczenia kibli.

          Czy ty w ogóle przeczytałeś ze zrozumieniem tekst Lipszyca?
          Nie chodzi o to, że "trzeba bulić", tylko ze Disney W OGÓLE nie pozwala nikomu
          na wykorzystywanie postaci Kubusia, za żadne pieniądze! A to, co sam Disney z
          tym Kubusiem zrobił, niewiele się różni właśnie od zaangażowania go do
          czyszczenia kibli. Pamietaj, że Disney posiada tylko prawa autorskie MAJĄTKOWE
          do Kubusia, a nie prawa OSOBISTE, które są niezbywalne i należą wyłącznie do
          (nieżyjącego już) autora. Oznacza to, że Disney NIE MA PRAWA do zniekształcania
          sensu i treści tego, co napisał Milne, a ciągle to robi, łamiąc właśnie prawo
          autorskie, i to tę jego ważniejszą z punktu widzenia kulturowego część - te,
          która chroni prawo autora do decydowania o kształcie swojego dzieła. Koncerny
          takie jak Disney mają te prawa gdzieś, bo nie wiążą sie one z kasą...
          • dalatata Re: Mamy prawo do ks. Twardowskiego 24.02.08, 02:18
            a coz to za nowe prawa?! prawa autorskie sa takimi samymi prawami
            jak kazde inne. i kazdy autor podpisujac kontrakt z wydawca,
            podpisuje kontrakt w jaki sposob jego wlasnosc bedzie upublicznione.

            i wlasnie to oznnacza fraza All rights reserved. to nie jest
            napisane, zeby bylo fajnie. gdy napisze pan ksiazke i ja wyda,
            nagle zmieni pan zdanie na temat praw autorskich - zapewniam.

            a pana kommentarz z odnosnikami do 'niejakiej' pani.... jest tylko
            smutny.
            • nick3 Czy każda umowa obowiązuje??? 24.02.08, 02:55

              To jest podstawowe wierzenie wyznawców rynku:)

              Że każdy podpisany papier obowiązuje.

              (Pamiętasz "Kupca weneckiego"?:)


              Tymczasem do rozstrzygnięcia kwestii, do czego można się prawomocnie
              zobowiązać, musi przecież wkroczyć prawo.


              Nigdzie też państwo nie gwarantuje automatycznego ścigania tych,
              którzy w twoim mniemaniu naruszą twoją "własność".


              Może być państwo, gdzie nie wolno przechodzić przez łąkę chłopa,
              jeśli ci chłop nie pozwoli.

              A może być państwo, gdzie chłopu nie wolno ci w tym przeszkadzać.

              Inaczej pojęta własność łąki i tyle.


              Podobnie może w jakimś kraju prawo ścigać kogoś, kto wydrukuje twój
              doktorat pod swoim nazwiskiem, ale już np. puszczać twoją piosenkę
              przez radio - wolno bez pytania cię o zgodę.

              To wszystko kwestia prawa państwowego.

              (Oczywiście, może ono być bardziej lub mniej zgodne z panującym w
              danym kraju poczuciem sprawiedliwości i wspólnego pożytku.)


              Własność po prostu nie jest stanem naturalnym, lecz - tak jak np.
              znaczenie słowa - zjawiskiem społecznym.
              • maruda.r Re: Czy każda umowa obowiązuje??? 25.02.08, 09:10
                nick3 napisał:

                > Własność po prostu nie jest stanem naturalnym, lecz - tak jak np.
                > znaczenie słowa - zjawiskiem społecznym.

                *********************************

                Koncepcja własności, w istocie, ewoluuje. Ewoluując, opiera się na różnych
                tradycjach, które, wbrew obiegowym opiniom, wcale nie są tożsame i różnie w
                różnych kulturach wyglądały.

            • raj001 Re: Mamy prawo do ks. Twardowskiego 25.02.08, 22:45
              > gdy napisze pan ksiazke i ja wyda,
              > nagle zmieni pan zdanie na temat praw autorskich - zapewniam.

              To tak zerknij sobie na moją stronę, ile artykułów w różnych gazetach napisałem,
              a nie ma tam wszystkich, bo nie miałem czasu ich wstawić na sieć, książke mam na
              koncie już trzy i sporo oprogramowania.
              To tak gwoli ścisłości.
              • dalatata Re: Mamy prawo do ks. Twardowskiego 26.02.08, 01:40
                bardzo mi milo. widzocznie roznimy sie w stosunku do naszych
                tworczosci. ja uwazam ze moje ksiazki sa moje. i koniec. i nie ma
                negocjacji.

                raj001 napisał:

                > > gdy napisze pan ksiazke i ja wyda,
                > > nagle zmieni pan zdanie na temat praw autorskich - zapewniam.
                >
                > To tak zerknij sobie na moją stronę, ile artykułów w różnych
                gazetach napisałem
                > ,
                > a nie ma tam wszystkich, bo nie miałem czasu ich wstawić na sieć,
                książke mam n
                > a
                > koncie już trzy i sporo oprogramowania.
                > To tak gwoli ścisłości.
                • raj001 Re: Mamy prawo do ks. Twardowskiego 26.02.08, 02:46
                  > ja uwazam ze moje ksiazki sa moje. i koniec. i nie ma
                  > negocjacji.

                  A ja mam na to taka odpowiedz - jezeli ktos uwaza, ze jego
                  ksiazki/artykuly/programy/muzyka/filmy sa tylko jego, to niech je trzyma w
                  szufladzie i nigdy nikomu nie udostepnia. Wtedy faktycznie beda tylko jego.
                  A jezeli udostepnia, to juz przestaje to byc tylko jego. I jeszcze raz powtarzam
                  - spoleczenstwo dalo mu prawo do tego, zeby na tym zarabial, ale pod pewnymi
                  warunkami, i spoleczenstwo moze mu to prawo odebrac, jezeli bedzie go naduzywal.
                  Wszelka *publikowana* tworczosc ma w pierwszym rzedzie sluzyc tym, ktorzy sa jej
                  odbiorcami, dopiero w drugim rzedzie zarobkowi autora. To autor w ostatecznym
                  rozrachunku jest dla odbiorcow, nie odbiorcy dla autora - nigdy nie powinien o
                  tym zapominac. I dlatego autor nie moze sie zbytnio "szarogesic". A juz tym
                  bardziej ktos, kto nawet autorem nie jest, a tylko wykupil badz w inny sposob
                  wszedl w posiadanie majatkowych (wylacznie majatkowych!) praw do dziela.
                  • fanfan07 Re: Mamy prawo do ks. Twardowskiego 26.02.08, 03:07
                    > A ja mam na to taka odpowiedz - jezeli ktos uwaza, ze jego
                    > ksiazki/artykuly/programy/muzyka/filmy sa tylko jego, to niech je trzyma w
                    > szufladzie i nigdy nikomu nie udostepnia. Wtedy faktycznie beda tylko jego.
                    > A jezeli udostepnia, to juz przestaje to byc tylko jego. I jeszcze raz powtarza

                    Chwila, chwila, ale dlaczego ktoś INNY ma się wzbogacać na MOJEJ twórczości? Tu nie chodzi o to, że pójdziesz do biblioteki i poczytasz dzieła poety, ale o pośredników, którzy samozwańczo drukują dzieła autora i przecież nie rozdają za darmo...

                    Tu chodzi o ZYSK jaki pośrednicy czerpią z bezprawnego rozpowszechniania twórczości.

                    Mówisz, że twoje publikacje są w internecie - fajnie. A teraz załóżmy, że ktoś BEZ TWOJEJ ZGODY kopiuje wszystkie artykuły i zaczyna wydawać w poczytnym czasopiśmie za 19.90 PLN z masą reklam w środku. Po roku okazuje się, że wydawnictwo wzbogaciło się o kilka milionów złotych głównie dzięki twoim utworom, dla których ludzie w ogóle kupowali to pismo (z czego ani ty, ani twoi spadkobiercy nie widzicie złotówki). Dalej byłbyś tak wielkoduszny?
                    • nick3 A właściwie dlaczego nie! 26.02.08, 03:31
                      Proszę, jeśli oczywiście uznasz to za stosowne, o poważną odpowiedź.



                      "INNY", "MOJEJ", "BEZ TWOJEJ ZGODY"

                      Do jakich ludzkich potrzeb się odwołujesz?


                      Jest dla mnie zrozumiałe, że nikt nie powinien rościć sobie praw
                      autorskich do moich utworów. Nikt nie powinien ich podpisywać nie
                      moim nazwiskiem.


                      Ale dlaczego nie miałby ktoś na moim tekście skorzystać, O ILE - nie
                      zmniejszałoby to mojej korzyści?


                      (A nawet i gdyby ją zmniejszało - też nie jest dla mnie oczywiste,
                      czy mam prawo do MAKSYMALNEGO MOŻLIWEGO zysku ze swojego utworu!)


                      Uważam, że "prywatność", czyli pozbawienie innych możliwości
                      użytkowania przedmiotu "mojego", jest dopuszczalna tylko w wypadku,
                      gdy owo cudze użytkowanie zakłócałoby moje możliwości osiągnięcia
                      pożytku z używania tegoż przedmiotu.


                      W zakresie, w którym taka kolizja jest niemożliwa, własność prywatna
                      nie powinna być umożliwiana.


                      (Przychodzą mi do głowy takie rzeczy jak grodzenie rzek (dużych),
                      czy coś w tym rodzaju - co widziałem na Zachodzie).


                      Mielibyśmy tu do czynienia z klasycznym "psem ogrodnika":)


                      Naprawdę nie przesadzajmy w naszej kulturze z 'drutem kolczastym'.
                      On psuje krajobraz. Międzyludzki.


                    • raj001 Re: Mamy prawo do ks. Twardowskiego 04.03.08, 22:37
                      > Chwila, chwila, ale dlaczego ktoś INNY ma się wzbogacać na MOJEJ twórczości?
                      [...]
                      > Tu chodzi o ZYSK jaki pośrednicy czerpią z bezprawnego rozpowszechniania twórczości.

                      Wydaje mi się, że nie o tym aspekcie była mowa w kwestii Twardowskiego. Z tego co wiem, ta pani w ogóle zabrania wykorzystywania jego twórczości. Do dyskusji na temat ewentualnego wynagrodzenia w ogóle nie dochodzi. W szczególności zabroniła wykonywac piosenki do tekstów Twardowskiego zespołowi, który - jak rozumiem - działał niekomercyjnie.
                      Ja oczywiście wyraźnie rozróżniam rozpowszechnianie niekomercyjne od komercyjnego i nigdzie nie powiedziałem, że zgadzam się na zarabianie na cudzej twórczości. Wręcz przeciwnie, na mojej stronie, do której już podawałem linka w jednym z poprzednich postów: www.ap.krakow.pl/~raj/p_prawa.php3 wyraźnie napisałem, że jestem przeciwko prawdziwemu *piractwu*, czyli właśnie zarabianiu na cudzej twórczości. Ale jeżeli ktoś nie robi tego dla zysku, to jestem zdecydowanie przeciwko zabranianiu mu tylko na takiej podstawie, że to "moje" (a w tym konkretnym przypadku nawet nie jej, ona tylko odziedziczyła prawa, a twórczośc jest rzeczą bardzo osobistą i o ile sam autor być może ewentualnie mógłby zabronić rozpowszechniania swoich dzieł, to już spadkobierca - uważam - nie ma do tego moralnego prawa, nie on to stworzył, nie jemu decydowac o losie tego czegoś; to jest inaczej niż z rzeczami materialnymi)
    • stachporaj Protestyjcie do Watykanu 24.02.08, 11:56
      Prawa autorskie do CALEJ spuscizny po papiezu Janie Pawle II (odkad
      zostal papiezem) ma Watykan, a nie jacys "my". Dlaczego nikt nie
      kaze Watykanowi tych praw sie wyrzec? To proste. Bo Watykan jest
      potezny, a "niejaka" pani z prawami po Twardowskim nie i mozna jej
      zarzycac zachlannosc i ja zniewazax, jak uczynil to na swej stronie
      jeden z internautow. Zas gdyby jakies grono publicznie zarzucilo
      zachlannosc Benedyktowi czy Watykanowi, natychmiast okazaloby sie,
      ze sa to Zydzi lub inne "sily antykatolickie".
      • dalatata Re: Protestyjcie do Watykanu 24.02.08, 11:57
        stachporaj: bardzo dobry komentarz
      • raj001 Re: Protestyjcie do Watykanu 25.02.08, 22:59
        > Dlaczego nikt nie
        > kaze Watykanowi tych praw sie wyrzec? To proste. Bo Watykan jest
        > potezny, a "niejaka" pani z prawami po Twardowskim nie i mozna jej
        > zarzycac zachlannosc i ja zniewazax, jak uczynil to na swej stronie
        > jeden z internautow. Zas gdyby jakies grono publicznie zarzucilo
        > zachlannosc Benedyktowi czy Watykanowi, natychmiast okazaloby sie,
        > ze sa to Zydzi lub inne "sily antykatolickie".

        Po pierwsze - bardzo prosze, odnos sie konkretnie do mnie, a nie pisz "jeden z
        internautów", i nie pisz do mnie w liczbie mnogiej ("protestujcie", "grono",
        "siły"), bo poglądy, które wyrażam na swojej stronie, są MOIMI poglądami i nie
        życzę sobie być utożsamiany z żadnymi "gronami" czy "siłami". Zanim mnie
        wsadzisz do jakiejkolwiek "szufladki" przeczytaj DOKŁADNIE WSZYSTKIE moje
        wypowiedzi na mojej stronie. Wtedy będziesz mógł cokolwiek powiedzieć na mój
        temat. Śmieszy mnie, jak ludzie, którzy są w Internecie najprawdopodobniej
        zaledwie kilka lat (bo tak mi się wydaje z twojego stylu pisania) skłonni są po
        jednej wypowiedzi osądzać tych, którzy są w tym Internecie lat kilkanaście i
        tysiące wypowiedzi na różnych forach już napisali...
        Nie obchodzi mnie, co by się okazało, gdyby jakieś "grono" coś zaczęło zarzucać
        Watykanowi. Nie jestem katolikiem, Watykan mnie obchodzi tyle co nic i gdyby sie
        okazało, że Watykan robi NIEWŁASCIWY użytek ze swoich praw (podkreślam -
        niewłaściwy, bo to co robi ta pani jest jak najbardziej użytkiem niewłaściwym -
        zakazywanie w ogóle publikacji), to miałbym o tym takie samo zdanie, i tak samo
        wyraziłbym je publicznie, jak o Disneyu czy o pani A.I. Swoją drogą, ciekawe
        dlaczego zauważyłeś tylko to, że "czepiam" się owej pani, a że w analogicznie
        złośliwym tonie pisze też o "potężnym" (prawie jak Watytkan, a może bardziej...?
        ;)) Disneyu, który podobnie zakazuje Kubusia Puchatka (podkreślam, nie chodzi o
        to że żąda kasy, tylko że ZAKAZUJE!), jak również "dokopuję" szanownemu gronu
        profesorskiemu, które dopiero teraz obudziło się z ręką w nocniku, że coś złego
        się dzieje z dostępem do kultury, to jakoś ci umknęło? Czytanie ze zrozumieniem
        się kłania...
    • dipis2 Mamy prawo do ks. Twardowskiego 25.02.08, 04:19
      Kto jest właścicielem listu, z prawnego punktu widzenia, adresat czy
      nadawca?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka