Dodaj do ulubionych

Nieważna habilitacja, ważne konkursy

18.04.08, 18:32
przeciez reguły gry na dzisiaj sa proste: masz dorobek naukowy ale
autentyczny a nie malowany na papierze gazetek zakladowych to masz
habilitacje nie masz dorobku to nie "zrobisz" habilitacji- cokolwiek
to znaczy-
tylko to dziala w tych Naukach
gdzie mamy poziom i wyceny podobne do swiatowych ale takie nauki np
techniczne to jakis 3 swiat ( nie darmo jak ostatnio podano w
sensie innowacyjnosci technologicznej zajmujemy przedostatnie
miejsce w Europie !!!tuz przed Albania )a juz nie powiem o takim
bagnie jak "nauki humanistyczne" czy nawet tzw 'nauki prawnicze"
(gdzie zawsze mi staje pytanie za jakie to osiagniecia naukowe
obywatel L. Kaczynski uzyskal stopien dra hablitowanego nauk
prawniczych ?? )i dlaczego te obszary biedy i
zacofania Polskiej Nauki maja zniszczyc te zdrowe tkanki jak nauki
scisle, ... ?
bo przeciez jasne jest ze w pierwszym rzedzie po zniesieniu wymogu
posiadania dorobku naukowego co formalnie w Polsce wycenia sie
poprzez potwierdzenie tego faktu w przewodzie habilitacyjnym
profesury obejma Stare Pryki bez dorobku naukowego ale za to w
ukladach ( zwlaszcza
na prowincji i w Uczelniach Prywatnych gdzie sa tlumy takich
pazernych starych doktorow bez
dorobku )a nie 'mlodzi zdolni' !!;tak sie stalo jak wprowadzono
pojecie profesora
uczelnianego; a kto zajal te "profesury dla młodych "jak nie ci
ktorzy nosili miano docentow marcowych ( dzisiaj to odpowiednik tych
kreatur ktore "kupily " sobie habilitacje za wschodnia granica albo
ci ktorzy "robili " te habilitacje 20-30 lat w pocie i nadludzkim
wysilku a teraz jak doszli nic nie robia i zajmuja miejsca
mlodym !!!;
oczywiscie w wiekszosci krajow Europy habilitacji nie ma ale jest
selekcja naturalna: np. Niemcy :na kazde zwolnione "oczko" profesora
jak sie
oglosi konkurs na to stanowisko to pojawia sie kilkuset kandydatow (
nie wiadomo skad ) a
wsrod nich sa ci Znakomi,ci ktorych nikt nie zapyta czy ma czy nie
ma
habilitacji bo po co ! jak oni maja rzeczywisty niekwestjonowany
dorobek i osiagniecia naukowe>
Zniesienie habilitacji w warunkach przezartej swoistym trybem
korupcji naukowej , nepotyzmem i terrorem
Kiepskich w Polsce doprowadzi do jeszcze wiekszych patologii niz
mamy dzisiaj i zaczna brylowac roznego rodzaju Karierowicze bez
dorobku naukowego bo to dla nich balast a nie obowiazek !!!
Czy nie lepiej zatem wrocic do tej koncepcji jak to na poczatku było
przy
profesorach uczelnianych : masz 5 lat spokoju na stanowisku
profesora po habilitacji i jak
odpowiedz na pytanie czy "zrobisz" profesure ( tzn udowodnisz ze
masz potencjał ) w najblizszym czasie
jest pozytywna to zostajesz a jak Przebablowales 15 czy 20 lat na
stanowisku profesora uczelnianego i
nic nie zrobiles w Nauce to do widzenia , szkoda czasu na Ciebie i
oczywisciwe zwolniaj miejsce dla mlodszego bo pozycja na
Uniwersytecie jest tylko dla niektorych ( ale nie starszemu !!)
Czyli : zdestabilizowac pozycje Uczelnianych Profesorow bo to sa
wlasnie pozycje zajete przez leniwe miernoty i to oni blokuja Space
dla Mlodych a nie profesorowie z nadania bo co jak co to jeszcze tak
calkiem za darmo rozdawnictwa tytułu naukowego na szczescie nie ma
chociaz tu i uwdzie jest korupcja ukladowa i zascianek koszmarny.
Problem zas zasadniczy to : jak spowodowac zeby pozycja akademicka
byla na tyle atrakcyjna zeby Konkurs byl Selekcja Pozytywna a nie
Negatywna jak mozna domniemywac w praktyce i wygrywany przez
Swojego !!

Obserwuj wątek
    • prawdziwamm Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 18.04.08, 19:26
      Generalnie zgadzam się z tezą zawartą w wypowiedzi. Niezależnie kto
      (samodzielny z habilitacją, czy młodszy pracownik nauki), każdy na
      uczelni powinien być co kilka lat poddawany ocenie i wnioski z tej
      oceny powinny skutkować albo marchewką, albo kijkiem (wyrotowaniem
      niezależnie od liczby lat spędzonych na uczelni). Tylko jak wymusić
      na komisjach, by tę zasadę wcielały w życie, przecież teraz te oceny
      są fikcyjne, co się zmieni potem. Ci sami ludzie będą je
      przeprowadzali. To po pierwsze. Po drugie, powiem jak wyglądał mój
      udział w konkursie na stanowisko profesora nadzwyczajnego. Oprócz
      mnie był drugi kandydat z dorobkiem jedna czwarta mojego. Miał
      jednak zasadniczy atut, był z układu. Podczas dyskusji stwierdzono,
      że powinien być brany pod uwagę też wiek kandydata, ja jestem młoda,
      więc (w domyśle) mogę poczekać, mogę stać się częścią układu, mogę
      wypiąć się na taki konkurs i szukać szczęścia np . w Hameryce (skoro
      jest młoda, zdolna i językowa:-) Pytam zatem. Co się zmieni? Kto
      będzie te konkursy przeprowadzał? Nagle ściągniemy Marsjan? Planom
      pani Kudryckiej brakuje spójności, są elementy do przyjęcia, są
      elementy nonsensowne. W każdym wypadku należy brać pod uwagę
      specyfikę systemu, do którego aplikuje się rozwiązania skopiowane z
      zewnątrz. Prosta sprawa: podejście do kwestii ściągania na
      egzaminach u nas i np. w Wielkiej Brytani. U nas kto ściągnie
      ten "zdolniacha i spryciula", a tam... Różnice można byłoby mnożyć.
      Generalnie system proponowany przez panią minister raczej wprowadzi
      więcej zła niż pożytku (oj może być gorzej, może).
      • ksmx Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 19.04.08, 12:44
        Proszę zauważyć jedną rzecz. Habilitacja robi dobrze przede wszystkim
        promotorowi albowiem habilitant przeważnie dopisuje profesora nad sobą.
        Oczywiście są wyjątki i nie jest to reguła ale bardzo łatwo to przeanalizować.
        To co chciałem powiedzieć to w pewnym sensie zlikwidowanie "pączkowania
        dorobku". Nikt o tym nie pisze a to takie oczywiste.
    • khmara Humanisci 18.04.08, 19:38
      Autor napisal:

      "I wreszcie kwestia różnicy w podejściu do zniesienia habilitacji pomiędzy
      humanistami a przyrodnikami. Wydaje mi się, że to wynik trudniejszej
      mierzalności dorobku humanistów."

      Dorobek humanistow nie jest mierzalny, bo humanisci nie chca go mierzyc.
      Standardem jest ksiazka habilitacyjna, ktora ma zamaskowac brak wartosciowego
      dorobku naukowego.

      Wszystko mozna zmierzyc i policzyc. W najgorszym wypadku chocby na sztuki,
      jezeli ktos nie chce mierzyc inaczej. Tak zreszta dzieje sie w tej chwili. Kazdy
      przyszly habilitant wypytuje profesorow, jaki dorobek powinien miec do
      habilitacji. Na slabych wydzialach taka wlasnie dostaje odpowiedz - nalezy
      opublikowac tyle a tyle artykulow. Na lepszych wydzialach zostanie
      poinformowany, ktore artykuly licza sie do dorobku naukowego, a gdzie nie warto
      publikowac.
      • prawdziwamm Re: Humanisci 18.04.08, 20:16
        Ilość diabełków na końcu szpilki też? A poziom głupoty? Podobno jest
        niezmierzona. A mądrość...?
        • khmara Re: Humanisci 18.04.08, 21:03
          Mam ocenic poziom zbiorowej madrosci rady? To jednak chyba nie jest mierzalne.
          Natomiast wiem, ze przechodza habilitacje, ktore nie spelniaja minimalnych
          wydzialowych kryteriow - nawet na wydzialach, na ktorych dorobek liczy sie w
          punktach za publikacje, a nie na sztuki. Przez CK tez przechodza.
          • prawdziwamm Re: Humanisci 18.04.08, 21:57
            I jaki wniosek Pan wyciąga z tego faktu? Wiem, wiem, znieść
            habilitację. CZyli, wylać dziecko z kąpielą. A może wprowadzić
            mechanizmy korygujące egzekwowanie tego, co zostało okreslone w
            przepisach (wielokrotnie były cytowane na forach)? Policzyć się
            wszystkiego nie da, a samo odwoływanie się do twardych danych może
            zaprowadzić na manowce. Ale, ale, mamy dość lekceważący stosunek do
            nauk "nie ścisłych". Może zatem w ogóle z nich zrezygnować, skoro
            tylko kłopotów przysparzają? Trochę mnie dziwi, że Pan - jak
            rozumiem - taktujący siebie jako prawdziwego uczonego z taką
            łatwością feruje wyroki: dobry - zły, biały - czarny, wszystko da
            się policzyć tylko ci głupi piszący gnioty humaniści nie chcą i
            pewnie nie potrafią tego zrobić. Być może zazdroszczę Panu tej
            pewności siebie, we mnie jej o wiele mniej. Z ukłonami.
            • khmara Re: Humanisci 18.04.08, 22:34
              prawdziwamm napisała:

              > I jaki wniosek Pan wyciąga z tego faktu? Wiem, wiem...

              > Trochę mnie dziwi, że Pan - jak
              > rozumiem - taktujący siebie jako prawdziwego uczonego...

              Troche duzo tu czytania w moich myslach. Skoro juz Pani wie i rozumie, to po co
              pytanie na samym poczatku?

              Pisze o tym, jaka jest praktyka. W kazdej dziedzinie, w humanistyce tez,
              istnieja nieformalne, dostepne dla wtajemniczonych kryteria rozmiarow dorobku
              wymaganego do habilitacji. Co stoi na przeszkodzie, by je spisac? Potrzeba
              zachowania magicznej tajemniczosci calej procedury? Potrzeba zachowania
              uznaniowosci, ktora pozwoli najslabszego przepchnac, jezeli bedzie mial
              dostatecznie mocne poparcie?

              Uwazam, ze te kryteria nalezy zobiektywizowac. To nie znaczy, ze bibliometria
              musi byc jedynym kryterium oceny dorobku. W zadnej dziedzinie, w naukach
              przyrodniczych tez, nie mozna calkowicie wyeliminowac subiektywnej oceny
              recenzenta, ale brak jakichkolwiek kryteriow oceny dorobku oznacza rowniez, ze
              nie mozna powolac recenzenta zagranicznego, bo jak mu wytlumaczyc, czego wymaga
              sie od doktora habilitowanego w Polsce?

              Reasumujac, uwazam, ze nalezy zniesc habilitacje jako praktyke korporacyjna
              otoczona niepotrzebnym ceremonialem. Pozostawic ocene dorobku. A humanisci, tak
              jak wszyscy inni, powinni sprecyzowac, co uwazaja za wymagany do awansu dorobek.

              • prawdziwamm Re: Humanisci 18.04.08, 23:32
                Póki co, w myślach nie czytam,nie mam także daru jakiegoś
                nadzwyczajnego odczuwania drugiej osoby, ale pracuję nad wewnętrznym
                rozwojem:-)Po prostu przeczytałam to, co Pan napisał wcześniej,
                myślę, że dość jasno wyłożył Pan swój punkt widzenia. Natomiast nie
                rozumiem czym miałoby się różnić to mierzenie dorobku - jak Pan
                powiada - od sytuacji obecnej (jasno wyłożone reguły i kryteria
                poparte wykładnią zwyczajową, np. wypromowany doktor:-) Jakie będą
                te najobiektywniejsze kryteria w nowym systemie? Artykuły
                opublikowane w prestiżowym piśmie? Wystarczy ich 10 czy może minimum
                miałoby być na poziomie 20? Odnoszę wrażenie, że istotą jest
                odrzucenie habilitacji, a potem niech się dzieje wola boża. Proszę
                wybaczyć, ale w konstrukcjach społecznych najpierw należy uruchomić
                wyobraźnię, przeanalizować możliwe scenariusze rozwoju sytuacji,
                poznać lepsze i słabsze strony projektu, a na końcu podejmować
                decyzję. Wydaje się, że rząd pana premiera Tuska złakniony jest
                sukcesów, chciałby poszczycić się jakimiś reformami. Dlatego
                działania nie są przemyślane, najpierw podejmowana jest decyzja, a
                później naciski, by ją zrealizować mimo braku spójnego i logicznego
                projektu. Symptomatyczne, że istota wielu wypowiedzi sprowadza się
                do próby zaklinania rzeczywistości: znosimy habilitację, a wszystko
                jakoś się ułoży. Na to niestety nakładają się interesy grup
                społecznych nieszczególnie zainteresowanych poziomem rozwoju
                polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Oczywistym jest, że władze
                szkół prywatnych dążą do zniesienia obecnych ograniczeń, a to lobby
                jest niezwykle silne. Więc my tu o habilitacjach, a istota rzeczy
                lezy zgoła gdzie indziej.
                • khmara Re: Humanisci 18.04.08, 23:57
                  W kwestii habilitacji akurat nie widze tutaj tych nieszczesc, ktore mialyby
                  nastapic. Zamiast habilitacji ma byc certyfikat. Certyfikat wedlug projektu
                  nadaje "niezalezna komisja". Od kogo niezalezna i kto ma ja powolywac, to na
                  razie nie wiadomo, ale bedzie to musialo byc doprecyzowane w projekcie ustawy.
                  Komisja ocenia dorobek, wiec odpada kolokwium habilitacyjne. Tu akurat nie widze
                  sensu upierania sie, zeby ono bylo. Trzeba tylko, zeby ktos okreslil, co jest
                  wymaganym dorobkiem w danej dyscyplinie. Nawet nie widze sensu zmieniania nazwy
                  tej procedury z habilitacji na certyfikacje.
                  • dalatata Re: Humanisci 19.04.08, 00:11
                    powdwiem dwioe rzeczy. Khmaro, w pana wypadku nawet jak by sie
                    okazalo ze habilitacja leczy raka, alzheimera,a habilitowani po
                    wodzie chodza, to i tak bylby Pan przeciwko.

                    prawdziwamm, z ktora sie zgadzam w pelni, ma sensowne argumenty.
                    jednak Pan (i wlasciwie powineienem powiedziec: i panu podboni!) nie
                    sluchacie. wyscie juz sobie wyrobili zdanie. habilitacja be! no to
                    be. bo habilitacje sa slabe i trzeba ksiazki pisac. i nikt nigdy nie
                    chce wyjasnich, dlaczego, skoro obecna ustawa nie jest wykonywana,
                    to ta nastepna juz na pewno bedzie.

                    a jeszcze na dodatek noblisci nie mogliby byc promotorami - argument
                    wazny, bo przeciez na granicach juz sa miasteczka namiotowe
                    czekajacych na reformy noblistow.....

                    a co do certyfikacji, to nawet szkoda o tym gadac, to jest
                    zneisienie habilitacji bez zniesienia habilitacji. te reformy to
                    jest
                    • khmara Re: Humanisci 19.04.08, 00:35
                      dalatata napisał:

                      > powdwiem dwioe rzeczy. Khmaro, w pana wypadku nawet jak by sie
                      > okazalo ze habilitacja leczy raka, alzheimera,a habilitowani po
                      > wodzie chodza, to i tak bylby Pan przeciwko.

                      Nawet tym bardzie przeciwko. Na szczescie po wodzie jeszcze nie chodza.


                      > a co do certyfikacji, to nawet szkoda o tym gadac, to jest
                      > zneisienie habilitacji bez zniesienia habilitacji. te reformy to
                      > jest

                      No wlasnie, to jest co? I zupelnie nie rozumiem przeciw czemu humanisci tak
                      protestuja.
                      • dalatata Re: Humanisci 19.04.08, 00:40
                        przeciwko robieniu wody z mozgu i pozoranctwu!
                        • khmara Re: Humanisci 19.04.08, 00:53
                          nie wierze! pozoranctwa to akurat w humanistyce jest najwiecej. Mozna sprawdzic
                          w Publish or Perish. Jakos niewiele z pozorowanego dorobku naukowego tam trafia.

                          Raczej protest ma na celu zachowanie obowiazujacych pozorow.
                      • jwojnar Polska nauka czegoś się boi 19.04.08, 00:51
                        Wybaczcie habilitowani i niehabilitowani, ale jako prosty magister
                        mam wrażenie, że jak ktoś mówi "zmiana", to wy
                        słyszycie "krokodyl". Studia kończyłem dawno, ale do dzisiaj kręcę
                        głową z niedowierzaniem, jak sobie niektórych moich profesorów
                        przypomnę (dorobek, morale itp.). Coś z tym zgnuśniałym bagnem
                        trzeba zrobić. A skoro sami nie umiecie tego dogadać i zmienić (a
                        może umiecie?), to zmiana musi przyjść z zewnątrz.
                        • khmara Re: Polska nauka czegoś się boi 19.04.08, 00:54
                          jwojnar napisał:

                          > że jak ktoś mówi "zmiana", to wy
                          > słyszycie "krokodyl".

                          Bardzo celne.
                          • dalatata Re: Polska nauka czegoś się boi 19.04.08, 01:03
                            tak, mozna tez dodac, ze ktos mowi 'habilitacja' a wy
                            slyszycie: 'trad, koklusz i swierzb'.

                            i to ze sa nierzetelni, niemoralni, slabi profesorowie zdecydowanie
                            nie zsotanie uleczone habilitacja. bo jedno do drugiego sie nia ma
                            nijak. to tak jak zakazac motoryzacji, bo zli mechanicy sa.

                            dobranoc.
                        • hohvar Re: Polska nauka czegoś się boi 20.04.08, 21:07
                          A w Kościele są księża-pedofile i homoseksualiści. "Coś z tym bagnem trzeba
                          zrobić." A wielu policjantów bierze w łapę. "Coś z tym bagnem trzeba zrobić." A
                          na maturze to jeden kolega ściągał. "Coś z tym bagnem trzeba zrobić." A lekarze
                          zaszywają w ciałach pacjentów narzędzi chirurgiczne. "Coś z tym bagnem trzeba
                          zrobić." A politycy kłamią nawet mają wyroki . "Coś z tym bagnem trzeba zrobić."

                          Coś jeszcze czy wystarczy taki kontekst?



                          jwojnar napisał:

                          > Wybaczcie habilitowani i niehabilitowani, Studia kończyłem dawno, ale do
                          dzisiaj kręcę
                          > głową z niedowierzaniem, jak sobie niektórych moich profesorów
                          > przypomnę (dorobek, morale itp.). Coś z tym zgnuśniałym bagnem
                          > trzeba zrobić.
                          • dalatata Re: Polska nauka czegoś się boi 20.04.08, 21:32
                            ja bym to nieco pociagnal....ksieza pedofile, zniesmy swiecenia
                            kaplanskie, policjanci biora, zniesmy stopnie w poliji, lekarze
                            biora, zniesmy specjalizacje.

                            nie doktorat lecz chec spora zrobi z ciebie profesora!
                          • khmara Re: Polska nauka czegoś się boi 20.04.08, 21:51
                            hohvar napisał:

                            > Coś jeszcze czy wystarczy taki kontekst?
                            >

                            Genialnie. Chodzi o to, zeby nic nie zmieniac, czy tylko dosadny jezyk zabolal?

                            Proponuje poczytac komentarze we wproscie:
                            www.wprost.pl/ar/128061/W-Sejmie-powstaje-klub-profesorow/
                            "Prosty lud" sie wypowiedzial w internecie.
                            • dalatata Re: Polska nauka czegoś się boi 20.04.08, 22:00
                              prosty lud rowniez linczuje, wiec moze nie zawsze warto ludem sie
                              podpierac.

                              niech sobie profesorowie zakladaja klub ile chca, ich swiete i
                              demokratyczne prawo nie? czy tez teraz profesorowie powinni sie
                              zaczac ukrywac i przepraszac ze sa, jak napisalem wczesniej, zboje
                              zielone malby i brezniewy.

                              kazdy profesor to beton nie? nie mozna miec pogladow innych nich
                              obecnie modne? czyli szybko zlikwidujmy habilitacje i koniecznie
                              wszystkich adiunktow zrobmy profesorami, bo baaaaardzo na to
                              zasluguja. a wszytkich profesorow przynajmniej wychlostac, a tych
                              najgorszych na stryczek.

                              ja mam prawo do cholery miec inne poglady niz nfa i nawet khmara.
                              uwazam ze zniesienie habilitacji jest bledem. uwazam tez ze reformy
                              kudryckiej sa pozorowane. to jest duzo zamieszania o wiecej tego
                              samego.

                              W Polsce sa potrzebne duzo radykalniejsze reformy, a habilitacja ma
                              sie do nich nijak.
                              • khmara Re: Polska nauka czegoś się boi 20.04.08, 22:07
                                dalatata napisał:

                                > prosty lud rowniez linczuje

                                prosty lud rowniez glosuje

                                > kazdy profesor to beton nie? nie mozna miec pogladow innych nich
                                > obecnie modne? czyli szybko zlikwidujmy habilitacje i koniecznie
                                > wszystkich adiunktow zrobmy profesorami, bo baaaaardzo na to
                                > zasluguja. a wszytkich profesorow przynajmniej wychlostac, a tych
                                > najgorszych na stryczek.

                                Prof. dr hab. Jozef Beton podbija internet.

                                > uwazam ze zniesienie habilitacji jest bledem. uwazam tez ze reformy
                                > kudryckiej sa pozorowane.

                                Cos z logika? Jakie zniesienie habilitacji? Przeciez juz ustalilismy, ze chodzi
                                o zmiane nazwy. Jak sie nie znosi, to czemu to jest bledem?

                                > W Polsce sa potrzebne duzo radykalniejsze reformy, a habilitacja ma
                                > sie do nich nijak.

                                Aaa, to prosze przedstawic wlasny projekt zmian. Na pewno NFA przyjmie z
                                otwartymi ramionami.
                                • dalatata Re: Polska nauka czegoś się boi 20.04.08, 22:18
                                  aaaaaaa. to to chodzi o reforme nauki, czy chodzi o wyborcow? bo ja
                                  widze to: zneisienie habilitacji to jak dowalenie jajoglowycm.
                                  super. certyfikacji to jest fudge. to jest tzw. pieprzenie kotka.

                                  ja to juz pisalem wieeeeeeeele razy. ale ok:

                                  habilitacja (bez kolokwium i wykladu) i profesury z obowiazkowymi
                                  recenzjami miedzynarodowymi. procedury odwolawcze na kazdym kroku.

                                  zniesienie pensum kadrowego.

                                  wzmocniona i kontrolowana przez NIK na ksztalt bryt. QAA tyle ze z
                                  szerszymi uprawnieniami i intrumentami dyscyplinujacymi. wglad w
                                  kazdy etap procesu.

                                  oceny instytutow a nie uczelni, moze nawet byc wedle dzisiejszej
                                  paramteryzacji (choc ja trzeba reformowac), to nie ma wiekszego
                                  znaczenia. promujace dobrych karzace zlych.

                                  podania o granty obowiazkowo po angielsku i zawsze recenzowane
                                  miedzynarowodo

                                  konkursy tez, tyle ze nie mam pojecia jak zrobic, zeby byly uczciwe.
                                  bo ja w uczciwosc i etos poslkiej nauki nie wierze.
                                  • khmara Re: Polska nauka czegoś się boi 20.04.08, 22:24
                                    Alez prosze to rozwinac, umotywowac i przeslac do pana Wieczorka. Obiecuje, ze
                                    sie ustosunkuje merytorycznie.

                                    Na razie tylko nie rozumiem, co NIK ma kontrolowac i na podstawie jakich
                                    dokumentow, ale wierze, ze ten punkt mozna dopracowac.

                                    W razie czego, moge sie nawet dopisac jako wspolautor i dopisac cos o konkursach.
                                    • dalatata Re: Polska nauka czegoś się boi 20.04.08, 22:33
                                      drogi khmaro, wypuscil mnie pan, a ja sie dalem.....chyle czolo, z
                                      pokora przyjmuje wlasna naiwnosc.

                                      wszak jak mozna dyskutowac, skoro nie mozna dyskutowac, prawda? nie
                                      da sie. habilitacje trzeba zniesc.

                                      proponowalbym, zeby Pan zmienil nicka na Katon - moze nawet
                                      Katohabil - tamten o Kartaginie, Pan moglby za kazdym razem
                                      powtarzac: a poza tym uwazam ze habilitacja winna byc zniesiona.
                                      trzeba kupic kilo ziemniakow - habilitacja, do lekarza, habilitacja,
                                      jajko na miekko - habilitacja....you get my drift :-)
                                      • khmara Re: Polska nauka czegoś się boi 20.04.08, 22:36
                                        Ceterum censeo habilitationem delendam esse.

                                        Lepiej?

                                        Czekam az ktos moja szkolna lacine poprawi, zanim umieszcze to w sygnaturce.
                                        • dalatata Re: Polska nauka czegoś się boi 20.04.08, 22:39
                                          bjutiful!
                                          a nie delenda est? ale i tak jest bjutiful.no ale jakby nie ma po co
                                          gadac dalej nie :-)
                                • prawdziwamm Re: Polska nauka czegoś się boi 21.04.08, 13:06
                                  Może zatem wprowadźmy rozwiązanie, że to lud przegłosuje Pana
                                  certyfikację (ewentualnie habilitację). Życzę powodzenia.
                            • hohvar Re: Polska nauka czegoś się boi 20.04.08, 22:03
                              Może nie genialne (będę skromny...:-) ale kontekstowo i intertekstualnie
                              uzasadnione.

                              Nie: nic nie zmieniać, ale argument, że ktoś miał do czynienia ze "złym
                              profesorem" i dlatego trzeba "coś z tym zrobić" jest wg Khmary trafny? Zmieniać,
                              zmieniać, najlepiej już w momencie poczęcia tak zmienić geny, żeby ludzkośc była
                              lepsza. Co tam jakaś polska nauka, LUDZKOSC to jest wyzwanie!

                              khmara napisał:

                              > hohvar napisał:
                              >
                              > > Coś jeszcze czy wystarczy taki kontekst?
                              > >
                              >
                              > Genialnie. Chodzi o to, zeby nic nie zmieniac, czy tylko dosadny jezyk zabolal?
                              >
                              > Proponuje poczytac komentarze we wproscie:
                              > www.wprost.pl/ar/128061/W-Sejmie-powstaje-klub-profesorow/
                              > "Prosty lud" sie wypowiedzial w internecie.
                              • khmara Re: Polska nauka czegoś się boi 21.04.08, 09:46
                                hohvar napisał:

                                > argument, że ktoś miał do czynienia ze "złym
                                > profesorem" i dlatego trzeba "coś z tym zrobić" jest wg Khmary trafny?

                                Mysle, ze ten argument jest bardziej trafny niz by to moglo wynikac z
                                retorycznej struktury dyskusji. Wiekszosc z forumowych dyskutantow zwiazanych z
                                nauka ma jakies zle doswiadczenia, choc nie wszyscy chca sie tym publicznie
                                chwalic. A jezeli skala zjawiska jest taka, ze niektorzy mowia o fali w nauce,
                                jezeli wspominaja o tym wszyscy od magistra po profesora, to to juz jest
                                dostateczny powod, by "cos z tym zrobic".
    • nfa05 Wreszcie głos rozsądku GW 18.04.08, 19:45
      Wreszcie głos rozsądku GW ! to sie odbiera niemal jak trzęsienie
      ziemi. Może zatem głos paparcia kontynuowania reformy nauki i
      szkolnictwa wyższego?
      www.nfa.alfadent.pl/news.php?id=5694
      • krysich Re: Wreszcie głos rozsądku GW 18.04.08, 23:06
        Nareszcie coś drgnie w tej skotniałej i zakurzonej strukturze
        uczelni.
        Tak, reformować.
        Wiem, że opór starszyzny będzie ogromny, ale tak naprawdę wielu
        profesorów zatrzymało się na swoim doktoracie( moje pytania na
        egzaminie doktorskim były z pracy doktorskiej cenionego
        akademika).Reszta dorobku to dopisywanie na 1 miejsca szefa przez
        magistrantów i doktorantów. Habilitacja to często igrzyska i
        wymierzanie srawiedliwości mniej pokornym i niewygodnym,
        zdolniejszym, no cóż jeszcze jeden samodzielny konkurent do
        stanowiska.
        Czas z tym skończyć!
        Przy zatrudnianiu doktora na odpowiednim stanowisku uczelnia postawi
        swoje wymagania - ustali kryteria.
      • nfao5 Re: Wreszcie głos rozsądku GW 19.04.08, 19:52
        Popieram tu nfa05!
    • malgorzata.academicus szkodliwosc habilitacji 19.04.08, 08:49
      Niezmiennie mnie dziwia wszelkie glosy w stylu: 'habilitacja nie jest problemem' dla kogos kto pracuje naukowo. Otoz tylko pozornie.
      Habilitacja w obecnym ksztalcie i przy obecnych wymogach 'samodzielnosci' i 'jednorodnosci tematycznej' jest antyrozwojowa i SZKODLIWA dla nauki polskiej.

      Sprobuje uzasadnic:
      1. wymog samodzielnej/indywidualnej pracy jest w calkowitej sprzecznosci z powstawaniem duzych grup badawczych - szczegolnie interdyscyplinarnych;

      2. 'jednorodnosc' tematyczna - najczesciej jest to tematyka bedaca kontynuacja doktoratu; nie podejmuje sie nowych challanging kierunkow badan, bo habilitacje 'trzeba' zrobic i lepszy tematyczny wrobel w garsci niz odkrywczy golab na dachu - dzieje sie to najczesciej w okresie najwiekszego potencjalu naukowego, ktory tym samym jest zmarnowany. Zamiast poszukiwan naukowych mamy zbyt czesto kontynuacje 'wytartej i pewnej' sciezki.;

      3. W PL, jak to swietnie opisal Rafal Matyja w Dzienniku, habilitacja jest rownoznaczna z MBA zarzadzania na polskich uczelniach. "Swiezy' bhabilitany jest wpuszczany w szereg obowiazkow administracyjnych na wydziale...

      Tak. Nie jest to zaden problem by te wszystkie punkty wypelnic - nawet dosc sprawnie bo poprzeczka ustawiona jest bardzo nisko.

      Problemem jest zas to, ze czas na to poswiecony jest czasem zwyczajnie ZMARNOWANYM, okresem zbyt czesto 'kunktatorstwa' tematycznego zamiast szerokiej wspolpracy i podejmowania duzych wyzwan naukowych.

      Nie mamy wiec problemu z indywidualnymi habilitacjami, ale mamy problem z poziomem polskiej nauki, w duzym stopniu bedacym efektem 'kunktatorstwa habilitacyjnego'!!!
    • yanuss Nieważna habilitacja, ważne konkursy 19.04.08, 10:15
      Jak robi sie habilitacje? Mozna dwoma sposobami, jeden to tzw. praca
      habilitacyjna oparta na publikacjach wlasnych. I drugi, cykl publikacji, wiazacy
      sie tematycznie, opisany dodatkowo. Mozna wiec powiedziec, ze jesli naukowiec
      napisalby kilkanascie nawet bardzo dobrych prac, ale z roznych dzialow swej
      dyscypliny to nie ma szans na habilitacje. On ma powielic schemat, ta metoda
      dziala najskutecznie, np. to samo napisac dla dziesieciu materialow. Doktorat to
      jeden material a habilitacja np.10. I jest cykl, jest. Wiele takich karier
      widzialem. Problem w tym, ze niczego to nie otwiera, traci sie czas na pisanie,
      na dostosowanie do prymitywnie pojetrych wymagan ustawy zamiast na szukanie
      istotnych odpowiedzi. Sadze, ze ocena publikacji powinna byc wystarczajaca, w
      koncu to one sa tym, co naukowiec zrobil najlepszego. Po co wiec dodatkowe
      komentarze czy praca habilitacyjna. Oceniajmy publikacje, oceniajmy przydatnosc
      dydaktyczna, umiejetnosc widzenia waznych problemow, wprowadzanie nowych technik
      czu idei.
    • ford.ka Opinie 19.04.08, 11:12
      Kilka opinii dla tych, co je przegapili:

      www.gazetawyborcza.pl/8,75402,5133784.html
      Zwraca uwage fakt, ze przeciwnicy sa na samym koncu ;)
      • hohvar Re: Opinie 20.04.08, 21:10
        ford.ka napisał:

        > Kilka opinii dla tych, co je przegapili:
        >
        > www.gazetawyborcza.pl/8,75402,5133784.html
        > Zwraca uwage fakt, ze przeciwnicy sa na samym koncu ;)

        Dlaczego zwraca uwagę? Że niby ma to większą moc retoryczną? Aronson juz dawno
        uzasadnił, że niekoniecznie...
    • mn7 Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 19.04.08, 12:18
      Co to takiego te "nauki prawnicze"? Owszem, nadaje się stopnie naukowe z nauk
      prawnych, ale o "naukach prawniczych" nigdy nie słyszałem.
      Słyszałem natomiast o logice, w tym o błędzie logicznym nieuzasadnionego
      uogólnienia. I o tym, że jest on dość kompromitujący.
    • ksmx Network science 19.04.08, 12:51
      Do Polskiej nauki należałoby wprowadzić nowe pojęcie: Network Science. Jako
      dokładna analogia do tzw. "network marketingu" czy też "multi-level marketingu".
      Mówiąc wprost chodzi o "pączkowanie dorobku" naukowego.
    • nfao5 Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 19.04.08, 19:50
      Popieram "grot1": zdestabilizowac pozycje Uczelnianych Profesorow bo
      to sa wlasnie pozycje zajete przez leniwe miernoty i to oni blokuja
      Space dla Mlodych a nie profesorowie z nadania bo co jak co to
      jeszcze tak calkiem za darmo rozdawnictwa tytułu naukowego na
      szczescie nie ma chociaz tu i uwdzie jest korupcja ukladowa i
      zascianek koszmarny. Problem zas zasadniczy to : jak spowodowac zeby
      pozycja akademicka byla na tyle atrakcyjna zeby Konkurs byl Selekcja
      Pozytywna a nie Negatywna jak mozna domniemywac w praktyce i
      wygrywany przez Swojego !!
    • jordanka1 Nieważna habilitacja, ważne konkursy 19.04.08, 23:58
      Cieszę się swoim dr przed nazwiskiem nieco ponad rok. Ten czas (po
      chwili odpoczynku), poza masakryczną liczbą godzin "dydaktycznych"
      zszedł mi na szukaniu nowego tematu badawczego z mysla o
      habilitacji. Nie, nie - prosze nie mysleć, że tylko chęc
      posidania "haba" przed nazwiskiem mna kieruje... Będę swoje badania
      prowadzić bez względu na to, czy habilitacje się utrzymają czy nie,
      ale praca na kolejny stopień jest ważnym czynnikiem mobilizującym.
      Jest nagrodą i zamknęciem kolejnego etapu. I niech tak zostanie!
      • dalatata Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 20.04.08, 00:25
        zycze Pani powodzenia. prosze pamietac, ze tym postem stala sie tez
        Pani komunistycznym betonem, ale zapewniam, ze jest Pani calkiem
        niezlym towarzystwie!
        • khmara Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 20.04.08, 00:55
          Drogi betonie! Jest wiele innych nagrod, na ktore pracuje sie ciezej niz na te
          pare literek przed nazwiskiem.
          • dalatata Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 20.04.08, 01:08
            ale pracowanie na habilitacje jest oczywsicie skandalem, ruja,
            porobstwem i wogle(m). a wszyscy ktorzy maja habilitacje, a w
            szczeoglnosci ci kotrzy chcieliby ja miec to zboje, krokodyle, malby
            zielone i brezniewy.
            • ford.ka Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 20.04.08, 07:48
              Jak Pan moze zyc w tej Anglii, gdzie absolutnie nikt nie pracuje nad
              habilitacja... Towarzystwo miernot i wiecznych doktorow, ktorzy nie
              maja odpowiedniej motywacji musi byc trudne do zniesienia...
              • dalatata Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 20.04.08, 12:18
                a calym szacunkiem, ja nic nie napisalem o miernotach.ja nawet nic
                nie napisalem o koniecznosci zneisienia habilitacji czy tez jej
                braku. na reszte juz mi sie nie chce odpisywac


                • nfao5 Ja mam h=35, a ty? 20.04.08, 17:50
                  Gdy sie wrzuci na PUBLISH OR PERISH: "L Keller" (tak trzeba, bowiem
                  czesto w cytatach podaje sie tylko pierwsza literke imienia,
                  to "wyskakuje": Papers: 100 Cites/paper: 70.47 h-index: 35 AWCR:
                  547.33 Citations: 7047 Cites/author: 4808.48 g-index: 82 AW-index:
                  23.40 Years: 85 Papers/author: 53.96 hc-index: 21 AWCRpA: 368.54
                  Cites/year: 82.91 Authors/paper: 2.39 hI-index: 16.12 hI,norm: 26.
                  • dalatata Re: Ja mam h=35, a ty? 20.04.08, 20:53
                    Panie Keller, nie wiem dlaczego pan to do mnie kieruje, nigdy nie
                    wypowiadalem sie na temat pana h-indeksu. jednak odpowiem panu, bo
                    tym razem nie rzuca pan inwektywami. H-index rzedu 35 maja ludzie z
                    megaklasy swiatowej. to kwalifikowaloby pana na nobliste. prosze sie
                    nie osmieszac zatem. Tak nawet na chlopski rozum, h-35 jest to po
                    prostu niemozliwe.

                    Kiedy wrzucam 'L Keller' do PoP h-index wyskakuje 70, moze mamy inne
                    wersje PoP. zakladam jednak ze to nie pan napisal Microtus
                    Population Biology....Podejrzewam tez ze to nie pan jest KL Keller
                    publikujacy w Journal of Marketing, nie jest tez pan LF Keller,
                    ekolog. SF Keller nurofizjolog to tez nie pan, jak sadze.

                    gdyby pan przeczytal to, co pan tu cytuje, to zauwazylby Pan ze PoP
                    wyrzuca 100 (!) artykulow pana autrostwa, Pan tyle w zyciu nie
                    napisal, nie mowiac juz o napisaniu ich w jakosci, ktora jest godna
                    zacytowania. Niejednemu na nazwisko Keller, a PoP nalezy umiec
                    uzywac.

                    Kiedy jednak wbijam Lech Keller, wyskakuje 8 publikacji (nie chce mi
                    sie sprawdzac pana strony, ale to tak jakos wychodzi nie?), o
                    polskiej ekonomii, o Lemie - to pan, Panie Keller. zadna z tych
                    publikacji nie jest cytowana.wszystkie te wartosci ktore pan podal
                    wynosza w pana wypadku 0.00.

                    jesli juz chce sie pan poslugiwac faktami i atakowac mnie faktami,
                    to dobrze je najpierw miec. pana h-index nie wynosi 35, on wynosi
                    0.00. nie mam zamiaru sie wypowiadac na temat tego, czy nikt nigdy
                    nie cytowal pana, nie wiem i szczerze powiedziawszy dosc malo mnie
                    interesuje to. tym razem jednak, panie Keller, pana atak 'faktami'
                    jest tylko zalosny.

                    od razu mowie, ze na inwektywy nie odpowiadam tylko z wyniosloscia
                    ignoruje.
                    • nfao5 Re: Ja mam h=35, a ty? 20.04.08, 23:33
                      dalatata napisał:

                      > Panie Keller, nie wiem dlaczego pan to do mnie kieruje, nigdy nie
                      > wypowiadalem sie na temat pana h-indeksu. jednak odpowiem panu, bo
                      > tym razem nie rzuca pan inwektywami. H-index rzedu 35 maja ludzie
                      z
                      > megaklasy swiatowej. to kwalifikowaloby pana na nobliste. prosze
                      sie
                      > nie osmieszac zatem. Tak nawet na chlopski rozum, h-35 jest to po
                      > prostu niemozliwe.
                      >
                      > Kiedy wrzucam 'L Keller' do PoP h-index wyskakuje 70, moze mamy
                      inne
                      > wersje PoP. zakladam jednak ze to nie pan napisal Microtus
                      > Population Biology....Podejrzewam tez ze to nie pan jest KL Keller
                      > publikujacy w Journal of Marketing, nie jest tez pan LF Keller,
                      > ekolog. SF Keller nurofizjolog to tez nie pan, jak sadze.
                      >
                      > gdyby pan przeczytal to, co pan tu cytuje, to zauwazylby Pan ze
                      PoP
                      > wyrzuca 100 (!) artykulow pana autrostwa, Pan tyle w zyciu nie
                      > napisal, nie mowiac juz o napisaniu ich w jakosci, ktora jest
                      godna
                      > zacytowania. Niejednemu na nazwisko Keller, a PoP nalezy umiec
                      > uzywac.
                      >
                      > Kiedy jednak wbijam Lech Keller, wyskakuje 8 publikacji (nie chce
                      mi
                      > sie sprawdzac pana strony, ale to tak jakos wychodzi nie?), o
                      > polskiej ekonomii, o Lemie - to pan, Panie Keller. zadna z tych
                      > publikacji nie jest cytowana.wszystkie te wartosci ktore pan podal
                      > wynosza w pana wypadku 0.00.
                      >
                      > jesli juz chce sie pan poslugiwac faktami i atakowac mnie faktami,
                      > to dobrze je najpierw miec. pana h-index nie wynosi 35, on wynosi
                      > 0.00. nie mam zamiaru sie wypowiadac na temat tego, czy nikt nigdy
                      > nie cytowal pana, nie wiem i szczerze powiedziawszy dosc malo mnie
                      > interesuje to. tym razem jednak, panie Keller, pana atak 'faktami'
                      > jest tylko zalosny.
                      >
                      > od razu mowie, ze na inwektywy nie odpowiadam tylko z wyniosloscia
                      > ignoruje.
                    • nfao5 Re: Ja mam h=35, a ty? 20.04.08, 23:43
                      Panie dalatata!
                      Zupelnie na zartach sie Pan nie zna. Wiec jak moze Pan pisac, ze Pan
                      w UK pracuje... Przeciez wyraznie napisalem, ze wrzucilem na 'P or
                      P' "L Keller", albowiem cytaty sa umieszczane na ogol tylko z
                      inicjalem imienia... A Pan to wzial na 100% na serio. Zluzuj sie Pan
                      wreszcie! Take it easy, MAN! ;)
                      dalatata napisał: Panie Keller, nie wiem dlaczego pan to do mnie
                      kieruje, nigdy nie wypowiadalem sie na temat pana h-indeksu. jednak
                      odpowiem panu, bo tym razem nie rzuca pan inwektywami. H-index rzedu
                      35 maja ludzie z megaklasy swiatowej. to kwalifikowaloby pana na
                      nobliste. prosze sie nie osmieszac zatem. Tak nawet na chlopski
                      rozum, h-35 jest to po prostu niemozliwe.

                      D: Kiedy wrzucam 'L Keller' do PoP h-index wyskakuje 70, moze mamy
                      inne wersje PoP.
                      - Panie Dalatata. ja szukalem tylko w mojej dziedzinie, a nie we
                      wszystkich!

                      D: zakladam jednak ze to nie pan napisal Microtus Population
                      Biology....Podejrzewam tez ze to nie pan jest KL Keller
                      ublikujacy w Journal of Marketing, nie jest tez pan LF Keller,
                      ekolog. SF Keller nurofizjolog to tez nie pan, jak sadze.
                      gdyby pan przeczytal to, co pan tu cytuje, to zauwazylby Pan ze PoP
                      wyrzuca 100 (!) artykulow pana autrostwa, Pan tyle w zyciu nie
                      napisal, nie mowiac juz o napisaniu ich w jakosci, ktora jest godna
                      zacytowania. Niejednemu na nazwisko Keller, a PoP nalezy umiec
                      uzywac.
                      - A czy ja cos innego sugerowalem? It was only a JOKE!

                      Kiedy jednak wbijam Lech Keller, wyskakuje 8 publikacji (nie chce mi
                      sie sprawdzac pana strony, ale to tak jakos wychodzi nie?), o
                      polskiej ekonomii, o Lemie - to pan, Panie Keller. zadna z tych
                      publikacji nie jest cytowana.wszystkie te wartosci ktore pan podal
                      wynosza w pana wypadku 0.00.
                      - Nie sa cytowane w bazie danych Google Search, a nie "w ogole".

                      D: jesli juz chce sie pan poslugiwac faktami i atakowac mnie
                      faktami, to dobrze je najpierw miec. pana h-index nie wynosi 35, on
                      wynosi 0.00. nie mam zamiaru sie wypowiadac na temat tego, czy nikt
                      nigdy nie cytowal pana, nie wiem i szczerze powiedziawszy dosc malo
                      mnie interesuje to. tym razem jednak, panie Keller, pana
                      atak 'faktami' jest tylko zalosny.
                      D: Zalosny to jest tutaj, Panie anonimie Dalatata, tylko panski 100%
                      brak poczucia humoru... :(

                      D: od razu mowie, ze na inwektywy nie odpowiadam tylko z
                      wyniosloscia ignoruje.
                      - Ja tylko prosze o panskie parametry, abym mogl je wrzucic na
                      Publish or Perish i na Scopus!
                      • dalatata Re: Ja mam h=35, a ty? 20.04.08, 23:50
                        aaaaa. zart! ha ha ha haha!!!!

                        to ja sie nie zorientowalem i bardzo przepraszam Pana!!!! i super ze
                        sie podzielil Pan tym zartem na innych forach i watkach. wszyscy
                        maja ubaw!

                        musi mnie jeszcze pan nauczyc szukac w swoich dziedzinach w PoP.

                        ciesze sie, ze wreszcie sie zrozumielismy. Uklony dla Pana!
                        • nfao5 Re: Ja mam h=35, a ty? 21.04.08, 00:20
                          Prosze zajrzec na NFA, gdzie sie to wszystko zaczelo...
                          • nfao5 Re: Ja mam h=35, a ty? 21.04.08, 00:34
                            Finally:
                            ...whereas for the Chemical, Biological, Physical and Medical/Health
                            sciences between 69.3% and 84.6% of the publications are in ISI
                            listed journals, for Social Sciences such as Management, History
                            Education and Arts only 4.4%-18.7% of the publications are published
                            in ISI listed journals. ISI estimates that of the 2000 new journals
                            reviewed annually only 10-12% are selected to be included in the Web
                            of Science (Testa, 2004). Archambault & Gagné (2004) found that US
                            and UK-based journals are both significantly over-represented in the
                            Web of Science...
                            www.harzing.com/resources.htm#/pop_gs.htm
        • prawdziwamm Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 21.04.08, 13:20
          Z rozmów z moimi młodszymi koleżankami i kolegami wyłania się
          następująca konkluzja: ci, którzy pracę badawczą traktują serio,
          chcą utrzymania habilitacji, pozostali niekoniecznie. Błedne zatem
          jest budowanie sztucznego podziału między samodzielnymi i młodszymi
          pracownikami nauki.
          • adept_ltd Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 21.04.08, 13:23
            otóż i to,
            ale - nie należy wyciągać z tego wniosku, co do sensowności zniesienia hab., i -
            nie można zapominać, że linia podziału ma charakter ekonomiczny (choć to nieco
            śmieszne, bo zarobki samodzielnych są również żenujące)
    • nfa05 Nieważna habilitacja, ważne konkursy 20.04.08, 08:37
      Sporo 'miernot' ze Stanford, Cambridge i okolic podpisało już apel
      aby było inaczej
      www.nfa.alfadet.pl/news.php?id=5694
      Rzecz w tym że producenci miernot krajowych robią wszystko aby
      produkcja nie uległa zmniejszeniu bo jak planu nie wyrobią to premii
      nie będzie.
    • nfajw scjentometria 20.04.08, 22:00
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=508
      Na 75 nauczycieli akademickich zatrudnionych na moim Wydziale 12
      osób (16%) nie ma żadnej publikacji, a dalszych 9 (12%) tzw.
      pracowników naukowo-dydaktycznych zaledwie jedną publikację
      wykazywaną w Scopus.....
      • dalatata Re: scjentometria 20.04.08, 22:07
        i to jest jeden z najwiekszych problemow poslkiej nauki! z tym
        trzeba walczyc a nie z habilitacja, ktora jest para w gwizdek. Tu ma
        Pan, Panie Doktorze, swoj cel!

        reforma Kudryckiej nie robi nic, zeby to zmienic.
      • nfao5 Scjentometria to jak scientologia! 20.04.08, 23:31
        Ja mam ponad 10 'hitow' w Publish or Perish, a zero w Scopus, bowiem
        Scopus indeksuje glownie tradycyjna ('hard') science i glownie USA i
        ew. "stare" UE... Oto pulapki mierzenia jakosci centymetrem...
        • dalatata Re: Scjentometria to jak scientologia! 20.04.08, 23:35
          Przeciez przed chwila mial Pan 100, a index h-35. polowa
          Chomsky'ego! PoP nie jest od wylapywania 'hitow', tylko od tego, czy
          sa cytowane, to dosc subtelna, ale zasadnicza roznica.
          • nfao5 Re: Scjentometria to jak scientologia! 20.04.08, 23:44
            Take it easy man. It was only a joke! And, by the way, what's your h?
            • dalatata Re: Scjentometria to jak scientologia! 20.04.08, 23:50
              8.
    • toja3003 A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 10:14
      A czym ma się konkretnie różnić doktor certyfikowany od doktora
      habilitowanego? Będzie ten certyfikat łatwiej czy trudniej dostać? W
      każdym przypadku wystarczy zmienić kryteria nadawania habilitacji na
      łatwiejsze lub trudniejsze i wyjdzie na to samo czyli po co ta
      zamiana etykietek?
      • hohvar Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 10:46
        wygląda na to, że ma się różnić nazwą (bo: trzeba znieść HABILITACJE) oraz
        brakiem kolokwium habilitacyjnego i wykładu. Ne wiadomo jednak, co za ciało
        będzie te certyfikaty weryfikować/nadawać/odrzucać. Należy zakładać, że będzie
        to ciało złożone z profów mających habilitację, le mogę się mylić (może będą tam
        wyłącznie niezepsuci i kreatywni doktorzy zwyczajni?). To ostatnie rozwiązanie
        jak mniemam mogłoby przyczynić się do oczyszczenia układów:-)
        • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 12:10
          Dwie sprawy (tak ogólnie - do całego wątku):

          1.kompletnym nieporozumieniem jest podział na tępych habilitowanych i
          kreatywnych doktorów, a taki podział tworzą tu niektórzy; podział ten wygląda
          raczej tak: sensowni doktorzy i habilitowani oraz ci pozostali ;-), I już to
          stwierdzenie obala główny argument przywoływany tu przez przeciwników habilitacji.
          2.jeśli istnieją jakieś patologie systemu habilitacji, to należy je usuwać (np.
          wspominana tu fala, choć przyznam, że, znając kilka uczelni, spotkałem się z nią
          tylko w wypowiedziach ludzi, którym nie tylko nie udało się napisać hab., ale
          ogólnie niewiele udało się im napisać...).
          3.będąc jednak przeciwnikiem przeliczania nauki na punkty (jest to w istocie
          nieadekwatne), uważam zarazem, że system uznaniowy - a tak obecnie jawi się
          procedura certyfikacji - jest gorszy od jednak bardziej miarodajnego systemu
          ewaluacji związanego obecnie z hab. - jednak trzeba tu zrobić coś konkretnego. I
          nie za bardzo rozumiem, dlaczego te tłumy zdolnych, kreatywnych etc. nie chcą
          tego zrobić (jeśli utrudniają im to patologie systemu, to wtedy patrz punkt 2.,
          ale znów powiem, sam się z tym nie spotkałem, pisałem książkę, a nie robiłem
          hab. i jakoś, pomimo dość kontrowersyjnych moich tez, przeszło...)

          miłego dnia i witam wszystkich, również Pana, Panie L.K.
          • hohvar Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 12:28
            adept_ltd napisał:


            > miłego dnia i witam wszystkich, również Pana, Panie L.K.

            Tfu, nie wywołujmy wilka (trolla) z lasu:-)

            Dziś w GW można przeczytac, że min. Kudrycka rozpoczęła tournee po polskich
            uczelniach (tzw. konsultacje środowiskowe chyba). No i oczywiście padł argument,
            że 10 lat temu cała Europa dyskutowała o habilitacji i w efekcie ją zniesiono. A
            my tu jesteśmy skansenem razem z Bialorusią i innymi takimi.
            No i oczywiście, że przyspieszy to kariery młodych zdolnych (po co tracić czas
            na pracę magisterską a potem "cegłę" habilitacyjną). Czyli chodzi tu nie o
            jakość, tylko prędkość. Będziemy mieli "prędką" naukę polską.
            • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:00
              oby się wyrobiła na zakrętach...
              myślę, że trzeba by tu też wrócić do staruszka Marksa, bo cała ta historia ma
              też głęboki (nie wulgaryzujący...) podtekst ekonomiczny. No ale jednak wolę, by
              na tych dwu etatach pracowali hab. - by dr mógł jeszcze powykazywać się
              kreatywnością....
          • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 12:34
            adept_ltd napisał:

            > podział ten wygląda
            > raczej tak: sensowni doktorzy i habilitowani oraz ci pozostali ;-),

            To stwierdzenie wykazuje, ze habilitacja jest procedura calkowicie zbedna,
            poniewaz nie eliminuje tych "pozostalych" z nauki. Ile mozna udoskonalac cos, co
            po prostu nie dziala?
            • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:08
              pozwolę się nie zgodzić...
              1) habilitacja nie eliminuje z nauki sensownych doktorów,
              i - to w związku wypowiedzią khmary -
              2) ogranicza ilość tych drugich... trudno więc mówić, że nie działa...
              3)pozostaje więc pytanie, jak ją udoskonalić, by eliminowała tych drugich hab. -
              myślę, że w sporej ilości przypadków wystarczyłoby zacząć przestrzegać
              przepisów, które mówią o dorobku (a więc np. pozwalamy poczekać dłużej na hab.
              tym, którzy mają wyłącznie dorobek konferencyjny... choć i tu dodam
              zastrzeżenie, że chodzi mi o ogólne ujęcie, bo i w książkach konf. są niezłe
              rzeczy, i książki konf. są różne), oraz, które mówią o samej pracy hab. (ma być
              oryginalna, odkrywcza itd., nie przyjmujemy więc kompilacji, których jedynym
              walorem jest obszerność, wyczerpanie (się).
              4. no i to, co już pisałem - bez hab. czeka nas na uczelniach, zwłaszcza
              mniejszych, władza doktorów, których jedynym dorobkiem jest rozprawa doktorska
              sprzed 20 lat,
              5. to wszystko nie powinno wykluczać takich rozwiązań, które ułatwiałyby hab. w
              okolicach 30. (sam czekałem do 35. r., by otworzyć przewód...)
              • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:22
                adept_ltd napisał:

                > 1) habilitacja nie eliminuje z nauki sensownych doktorów,

                > 2) ogranicza ilość tych drugich... trudno więc mówić, że nie działa...


                Mam watpliwosci co do prawdziwosci obydwu stwierdzen. Punkt pierwszy to temat na
                calkowicie odrebna dyskusje, bo tu wchodza doktorzy z zagranicznym dorobkiem
                oraz ewidentne patologie, wiec moze to pominmy.

                Ogranicza liczbe habilitowanych bez dorobku? Znam przypadek habilitacji w
                naukach medycznych z calkowicie makulaturowym dorobkiem (konferencyjne,
                przegladowki), ktora pozytywnie przeszla pezrz rade i przez CK, wiec o czym
                wlasciwie mowimy. W naukach humanistycznych i spolecznych przejdzie wszystko,
                pod warunkiem, ze bedzie tego dostatecznie duzo i jeszcze kilka innych warunkow
                zostanie spelnione. Jezeli faktycznie habilitacja ogranicza, to w bardzo
                nielicznych dziedzinach.
                • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:28
                  co do 1. zgoda, ale to są wyjątki i oczywiście trzeba tę kwestię sensownie
                  rozwiązać,

                  co do 2. nie ma zgody, gdyż, gdyby rzeczywiście tak było, wszyscy byliby już
                  habilitowani, prawda? sam pracuję w instytucie, gdzie większość kadry to
                  doktorzy, którzy nie robią nic, bądź symulują robienie czegoś, bądź wydaje się
                  im, że robią coś. i nie ma tu kreatywnych... - ci kończą habilitacje.
                  Zarazem, jak pisałem, są takie przypadki, jak habilitowani za nic, ale wystarczy
                  dopilnować przestrzegania przepisów, by wyeliminować takie przypadki.
                  • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:33
                    adept_ltd napisał:

                    > Zarazem, jak pisałem, są takie przypadki, jak habilitowani za nic, ale wystarcz
                    > y
                    > dopilnować przestrzegania przepisów, by wyeliminować takie przypadki.

                    Nie wystarczy, poniewaz zgodnie z przepisami ci habilitowani za nic otrzymuja
                    pozytywne recenzje. Podzial na "sensownych" i "pozostalych" nie ma nic wspolnego
                    z posiadanymi stopniami. Ci "pozostali" rowniez wystepuja w przewodach jako
                    recenzenci. Kolo sie zamyka.
                    • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:36
                      hm, to są fałszywe przesłanki dalszej poprawnej argumentacji ;-)
                      gdyż nie jest to zgodne z przepisami, proszę zajrzeć do ustawy o szkolnictwie
                      wyższym, tam - oczywiście ogólnie, ale wyraźnie - jest napisane, co może być
                      hab. i te przykłady, które tu określamy mianem patologii - nie mogą!!!
                      • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:42
                        Ustawa o tytule i stopniach. W ustawie jest jeden przymiotnik okreslajacy, co
                        moze byc habilitacja. Interpretacja tego przymiotnika zalezy calkowicie od
                        recenzenta, a sposob interpretacji zalezy od tego, kim jest recenzent. Kolo sie
                        zamknelo.

                        Art. 16.
                        Do przewodu habilitacyjnego może być dopuszczona osoba, która posiada stopień
                        doktora i uzyskała znaczny dorobek naukowy lub artystyczny, a ponadto
                        przedstawiła rozprawę habilitacyjną.

                        Art. 17.
                        1. Rozprawa habilitacyjna powinna stanowić znaczny wkład autora w rozwój
                        określonej dyscypliny naukowej lub artystycznej.
                        • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:47
                          nie zamyka się, to już jest coś, a należy to tak rozbudować, by recenzent miał
                          ograniczoną możliwość uznaniowości... (i może też by odpowiadał za to, co pisze).
                          • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 14:02
                            Jak ma odpowadac, jezeli nie musi nawet sie znac na tematyce, ktora zajmuje sie
                            habilitant?

                            Art. 20

                            Promotorem w przewodzie doktorskim oraz recenzentem rozprawy doktorskiej lub
                            habilitacyjnej w dziedzinie nauki może być osoba posiadająca tytuł naukowy
                            profesora lub stopień naukowy doktora habilitowanego w zakresie danej lub
                            pokrewnej dyscypliny naukowej
                            • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:07
                              nie widze nic zlego w tym zapisie. bo jeszcze jest tzw. common
                              sense, czyli duch ustawy. a zatem ze recenzentem pracy srubkologii
                              lewoskretnej jest srubkolog lewoskretny.

                              ja tutaj bylem recenzentem kilku prac dokotroskich i jakos nigdy nie
                              bylo problemu, zeby napisac senswona recenzje, pomimo tego, ze w
                              jednym czy dwoch przypadkach doktorat nie byl z mojej scislej
                              specjalizacji (ktora jest zreszat dosc nieokreslona :-) ). i jakos
                              systme sie nie zawalil.

                              problem w rzetelnosci, ale po co zwracac uwage na rzetelnosc, jesli
                              idzie o to, zeby zniesc habilitacje. niewazne po co, niewazne co
                              przyniesie zmiana, grunt to zniesc habilitacje i konkursy
                              wprowadzic. a beda konkursy rzetelne? a cholera wie, glownie chodzi
                              o to zeby jes wprowadzic. i habilitacje zniesc
                              • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:15
                                Litera prawa jest taka, ze nie chodzi nawet o taka sama specjalizacje, ale o
                                rozne dyscypliny. Podzial na dyscypliny jest sztywny i zatwierdzony przez rozne
                                madre gremia. Dyscyplina jest pojeciem szerszym od specjalizacji. Jezeli
                                marksista ocenia filozofa katolickiego, to jeszcze jest ta sama dyscyplina.

                                O rzetelnosci juz rozmawialismy. Jaka moze byc rzetelnosc, jezeli recenzent nie
                                zna biezacej literatury i w ogole nie rozumie, co czyta?
                                • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:21
                                  rozmawialismy. i ja juz to wlasnie napisalem. nie mam pojecia czy
                                  znalem najnowsza literature piszac recenzje. bo nie od tego jest
                                  recenzja. wytykanie autorowi ze nie przeczytal jeszcze Pimpkowskiego
                                  jest idiotyczne.

                                  a jak marksista bedzie rzetelny, to powinien spokojnie oceniac
                                  katolika. co ma piernik do wiatraka? piszac recenzje nie oczekuje
                                  tego ze autor sie bedzie zgadzal ze mna czy na odwrot. ja oceniam
                                  koherentnosc wywodu a nie linie partyjna, ktora ja wyznaczam.

                                  a argumenty typu 'nie rozumie w ogole co czyta' sa ponizej pasa.
                                  • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:24
                                    dalatata napisał:

                                    > a argumenty typu 'nie rozumie w ogole co czyta' sa ponizej pasa.

                                    Rzeczywistosc jest ponizej pasa. Mozna miec recenzenta, ktory ma zaleglosci w
                                    czytaniu siegajace 20 lat wstecz i naprawde nie rozumie, co czyta. Jezeli w
                                    ogole czyta.
                                    • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:58
                                      mozna. mozna tez nie wychodzic z domu bo cegla moze spac na glowie.
                                      mozna wiele rzeczy. my mowimy o systemie, a nie o tym, ze cos mozna,
                                      nie? bo nozna sie tez urodzic w Sudanie i glodowac.

                                      i wlasnie dlatego jest teraz 4 recenzetnow a ostateczna deczyje
                                      podejmuje rada wydzialu a nie ten jeden recenzent.

                                      ale mozna tez przestac mowic o tym ze tak ogolnie jest pod gorke,
                                      wiatr wieje w oczy a na dodatek trzeba napisac hablitacje. mozna tez
                                      sie wziac do roboty. bo ja powtarzam swoje: poza szczegolnymi
                                      wyjatkowymi wyjatkami, nie ma nikogo takiego w Polsce, kto ma
                                      znaczny dorobek (i my wszyscy wiemy tak naprawde co to jest znaczny
                                      dorobek nie?), kto nie zrobil habilitacjji. i dopoty dopoki nie
                                      zoabcze na wlasne oczy armie pokrzywdozwonych doktorow, ktorzy
                                      ruszaja z posad bryle swiata, tylko ze isch sie wstrzymuje
                                      habilitacja, nie uwierze w to.

                                      problem w Polsce nie polega na sekowaniu ludzi wybitnych (co nie
                                      znaczy ze takich jednostek nie ma), wedle mnie, polega na puszczaniu
                                      miernot. a zniesienie habilitacji to tylko poglebi.
                                      • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 18:02
                                        ale utrzymanie habilitacji w obecnej formie nie zapobiega puszczaniu miernot.
                                        miernota miernote promuje. zly pieniadz wypiera lepszy. wrocilismy do punktu wyjscia
                                        • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 18:04
                                          i dlatego trzeba ja wzmocnic, co powtarzam ciagle.

                                          ilosc miernot wygrywajacych 'konkursy' bedzie nieporowynowalnie
                                          wieksza. ide o zaklad. ale co tam....grunt to zniesc habilitacje.

                                          bez odbioru, spadam pracowac.
                                        • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 18:05
                                          powtórzę - domagajmy się respektowania przepisów, każdy z nas zna takie
                                          miernoty, ale takie same albo jeszcze większe są puszczane na doktoratach (tu
                                          wystarczy dwójka znajomych promotora recenzentów)
                        • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:00
                          wszedzie, WSZEDZIE, interpretacja zalezy od recenzenta. prosze mi
                          pokazac choc jeden uniwersytet, na ktorym nie ma takich
                          przymiotnikow w procedurach dotyczaczacyh np. profesury. czepia sie
                          Pan Khmaro, a w tym wypadku nie ma to czepianie najmniejszego sensu.

                          professor to ktos kogo do klubu wpuszcza inni profesorowie. zawsze
                          tak bylo i bedzie. problem tylko w tym, zeby bylo rzetelnie.
                          • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:08
                            Czepiam sie i bede sie czepiac. Co to jest "znaczny" dorobek i dla kogo? Nie
                            znam ogloszen o konkursie na stanowisko profesorskie w zadnym kraju, ktory nie
                            podpiera sie proteza w formie habilitacji, w ktorym wymagania stawiane
                            kandydatowi okreslalby jeden przymiotnik o znaczeniu bardziej elastycznym niz
                            guma do majtek.
                            • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:17
                              odpowiedz jest prosta: dla innych profsorow.

                              no wiec w UK te przymiotniki sa mniej wiecej takie: substantial,
                              considerable, oustanding, excellent. no ale w UK na pewno te
                              przymiotniki maja znaczenie przyszpilone jak motylek szpilka.
                              zachecam do przegladania jobs.ac.uk

                              nie masz racji khmaro, profesor to ten kogo inni profesorowoie
                              uznaja za profesora. nie ma zadnego 'jasnego kryterium'. bo nie moze
                              byc. i jakos system dziala. tylko w Polsce nie dziala.

                              a proteza habilitacyjna....no wiem, habiltacje trzab zniesc bo jest
                              be.
                              • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:21
                                Jeszcze cos tam bylo poza przymiotnikami? Nie chce mi sie w tej chwili grzebac w
                                starej poczcie, ale pamietam, ze zaproszenie do udzialu w konkursie, ktore mi
                                przyslano zawieralo opis wymagan stawianych kandydatowi na jedna strone A4.
                                • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:45
                                  a w ustawie jest cos wiecej poza przymiotnikami? blagam, khmaro, nie
                                  tymi 'argumentami'
                                  • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:53
                                    Cos nie tak z argumentami? W ustawie nic nie ma poza tym przymiotnikiem - wyzej
                                    sa skopiowane odpowiednie artykuly. Innych przepisow w tej kwestii nie ma, a w
                                    polskich ogloszeniach konkursowych pisze sie tylko - wymagany stopien dr hab.
                                    Whatever.
                                    • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 18:03
                                      nie. we wszystkich tych ogloszeniach jest to samo co w ustawie o
                                      stopniach. niczym sie to nie rozni. tyle ze w Polsce jest, a tu nie
                                      ma habilitacji, juz w USA jest odpowiednik. jednak ocena dorobku
                                      jest podobna. i jakos to dziala.a dziala bo jest rztelnie, tak
                                      ogolnie.

                                      tu nie jest rzetelnie i jeszcze dlguo nie bedzie. wlasnie dlatego
                                      nalezy wzmocnic habilitacje.
                                      • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 18:08
                                        jezeli habilitacja nie jest rzetelna ocena dorobku, to nalezy ja wzmocnic? hm,
                                        no tez ciekawa logika. moze zwiekszyc liczbe recenzentow? w koncu przy szesciu
                                        prawdopodobienstwo trafienia na niedouczonego juz i tak jest spore
                                        • nfao5 Do khmary i dalataty 21.04.08, 18:23
                                          Podajcie swe nazwiska i inicjaly, bo che was sprawdzic na Publish or
                                          Perish i na Scopusie...
                                        • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 18:24
                                          nie cierpie jak ktos probuje zrobic ze mnie kretyna.

                                          to nie 'habilitacja' nie jest rzetelna ocena. to recenzenci nie
                                          oceniaja rzetelnie, a to znaczna roznica. i wzmocneinie procesu
                                          polegajace na wgladzie w te recenzje i ocenianie recenzentow na
                                          przyklad byloby sensownym sposobem na to, zeby habilitacja mogla sie
                                          stac pprocesem w ktorym dorobek kandydata jest rzetelnie i porzadnie
                                          oceniany.

                                          jednak wiem.....najgorsze jest to ze trzeba cos na te habilitacje
                                          napisac, a po co? skoro mozna bedzie bez tego zostac profesorem. nie
                                          dorobeek lecz chec spora zrobi z ciebie profesora!
                                          • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 18:41
                                            ALE PRAWO DO OCENIANIA INNYCH DAJA TE 3 MAGICZNE LITERKI PRZED NAZWISKIEM! I nic
                                            innego poza nimi, nawet prac magisterskich zwykly doktor nie ma prawa oceniac
                                            bez specjalnego upowaznienia rady wydzialu.
                                    • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 18:04
                                      proszę wybaczyć Khmaro, ale taka logika przypomina pewnego kandydata na
                                      prezydenta Białegostoku, który wyliczając wszelkie wady, ogłosił, że jego celem
                                      jest to, by nie było nic. Myślę, że powinniśmy się domagać respektowania ustawy
                                      i będzie dobrze? - lepiej... Likwidowanie tego, co nie jest doskonałe,
                                      doprowadziłoby nas do zagłady.
                                      • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 18:39
                                        To nie zadziala, bo dalej ci sami ludzie beda recenzentami w przewodach. W
                                        jednym sie zgadzam z dalatata, choc nie wiem, czy on sie ze mna zgodzi - reformy
                                        Kudryckiej sa za malo radykalne. Zeby recenzje byly rzetelne, trzeba by
                                        weryfikacji dotychczas nadanych stopni i tytulow. A na to rzad nie pojdzie.
                                        • nfao5 Re: A czym ma się konkretnie różnić ? 21.04.08, 20:26
                                          Khmara i dalatata sa za staus quo. Oni tylko zasmiecja fora
                                          dyskusyjne, aby wsrod ich belkotu znikly glosy na temat reform... :(
                                          • adept_ltd wrócił kabareciarz keller! 21.04.08, 21:38
                                            reforma nauki wg l.k. - nadanie mu społecznie doktoratu - to uzdrowi sytuację w
                                            polskiej nauce...może by pan zmienił repertuar? to już ograne... wiem, że
                                            remisje nie są długie, ale może jednak jakaś próba nowego programu? czekam z
                                            nadzieją!
                                            • nfao5 Re: wrócił kabareciarz keller! 21.04.08, 21:47
                                              Stac cie tylko na chamskie ataki ad personam, tchorzliwy anonimie?
                                          • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić ? 21.04.08, 23:53
                                            oj panie Lesiu, czemu smutna minka? to ja juz bede za reforma dobra?
                                            co Pan Lesiu powie, to ja sie bede zgadzal, dobra?

                                            Lesia smutna minka, dla mnie zla nowinka.
                                            Z Lesiem sie zgodzimy, minke naprawimy!
                                            • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić ? 22.04.08, 00:05
                                              Lesiowi doktorat damy, niech nie skarży się do mamy.
                                              Przecież Lesia sprawa, nauki polskiej naprawa!
                                              • nfao5 Re: A czym ma się konkretnie różnić ? 22.04.08, 12:21
                                                Typowy poziom polskiego dr hab. (zdziecinnienie na skutek
                                                habilitowania sie w wieku przecietnie ponad 80 lat)... :(
                                                adept_ltd napisał:
                                                > Lesiowi doktorat damy, niech nie skarży się do mamy.
                                                > Przecież Lesia sprawa, nauki polskiej naprawa!
                                                • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić ? 22.04.08, 12:50
                                                  Koło południa Lesio wyjrzał z piaskownicy,
                                                  Ach, zakrzyknął, znów ci nędzni harcownicy,
                                                  Doktoratu nie uznają i na Lesia narzekają,
                                                  Lesio jeszcze im pokaże swój współczynnik,
                                                  W dużym rozmiarze...
                                                  • nfao5 Re: A czym ma się konkretnie różnić ? 22.04.08, 12:55
                                                    Zupelnie wam juz szajba odbila?
                                                  • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić ? 22.04.08, 13:15
                                                    Lesiu, jeśli ciebie jest dwóch (bądź większa ilość), to nie znaczy, że inni też
                                                    tak mają, jestem jeden, więc trudno pisać do mnie per wy... chyba, że to dawne
                                                    przyzwyczajenia Lesia z poprzedniego systemu, ale to tym bardziej sobie wypraszam!
                                                  • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić ? 22.04.08, 13:20
                                                    wszystkim szajba juz odbila,
                                                    cala ta nauka zgnila.
                                                    tylko Lesiu fason trzyma
                                                    nostryfikacja go nie zatrzyma!

                                                    Usmiechnij sie Lechu!
                                                  • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić ? 22.04.08, 13:30
                                                    Nie zatrzyma, nie zatrzyma - chyba tylko ostra zima
                                                    Lesio wdziewa więc onuce, doktoratu jednak ni ma.
                                                  • adept_ltd link do LechK.Show... 22.04.08, 18:50
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=77477420&wv.x=2&a=78681809
                                                  • nfao5 Re: link do LechK.Show... 22.04.08, 20:21
                                                    1. Pan Profesor Jarzębski nie odróżnia krytyki merytorycznej od
                                                    pyskówki. No cóż, to już nie ten sam Kraków, nie ten sam
                                                    uniwersytet, nie ci sami profesorowie, co dawniej...
                                                    2. Recenzja Pana Profesora Jarzębskiego liczyła dokładnie jedna
                                                    stronę. Wzbudziła ona wiec bardzo nieprzychylne komentarze na Monash
                                                    University. Musiałem się wręcz tłumaczyć, że to taki „wypadek przy
                                                    pracy”, i że większość polskich profesorów uniwersyteckich
                                                    prezentuje o wiele wyższy poziom merytoryczny i kultury osobistej
                                                    niż Prof. Jarzebski. Mam te recenzję w aktach, do wglądu, razem z
                                                    kopia jego listu z dnia 23 czerwca 2001 roku, w której tłumaczy się
                                                    m. in. słabą znajomością angielskiego i załącza rachunek za opłaty
                                                    pocztowe. Jeśli jego angielski jest (był) tak słaby, to nie powinien
                                                    on, moim zdaniem, w ogóle brać się za recenzowanie tekstu, którego
                                                    nie był w stanie zrozumieć.
                                                    3. Jedyne, co w swej recenzji zakwestionował Prof. Jarzębski to moje
                                                    krytyczne, choć marginesowe dla całości pracy, uwagi o dyktaturze
                                                    Piłsudskiego, Jerzym Giedroyciu i polskiej gospodarce po roku 1990.
                                                    - Ma, zdecydowanie negatywna, opinia o Sanacji i dyktaturze
                                                    Piłsudskiego, która doprowadziła Polskę do klęski wrześniowej,
                                                    pokrywa się dokładni np. z tym, co ostatnio napisał w „Gazecie
                                                    Wyborczej” znany polski historyk Prof. Andrzej Garlicki („Bereza,
                                                    polski obóz koncentracyjny” – „Gazeta Wyborcza” z 18 kwietnia
                                                    2008: “Więźniowie czyścili ustępy małą szmatką, a w praktyce gołymi
                                                    rękami. Przed posiłkiem nie pozwalano umyć rąk ubrudzonych kałem.
                                                    Gdy jeden z więźniów zwrócił się z taką prośbą, usłyszał: "Ty ku..
                                                    inteligencka, możesz obiad z gównem jeść". -
                                                    www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5134208.html.) Stąd Prof.
                                                    Jarzebski kompromituje się, zabierając głos na temat, o którym nie
                                                    ma zielonego pojęcia i na dodatek publicznie broniąc dyktatury,
                                                    znanej z naruszania elementarnych praw człowieka…
                                                    - Jerzy Giedroyc był postacią tragiczna, w pewnym okresie wielce
                                                    zasłużona dla polskiej kultury jako redaktor paryskiej “Kultury”,
                                                    ale to nie oznacza, ze nie był on postacią często wręcz groteskowa,
                                                    co dobrze opisał kiedyś A. Brycht – p. np. Andrzej Chąciński „Życie
                                                    Andrzeja Brychta” w „Życiu” z dnia 2001-05-17
                                                    (niniwa2.cba.pl/brycht.htm), i że miał on (Giedroyc) patent
                                                    na nieomylność, i ze nie mógł się nigdy mylić, co wręcz sugeruje
                                                    Prof. Jarzębski.
                                                    - Co do gospodarki polskiej po roku 1989 – ma krytyka reform
                                                    Balcerowicza, też zresztą marginalna dla mej rozprawy o Lemie,
                                                    oparta jest na materiałach zebranych przeze mnie podczas studiów na
                                                    Wydziale Ekonomii The University of Melbourne, które ukończyłem w
                                                    roku 1996 z tytułem Master of Arts, na podstawie, m. in. rozprawy o
                                                    upadku polskiego przemysłu w latach bezpośrednio po reformie
                                                    Balcerowicza. W krytyce Balcerowicza nie jestem zresztą odosobniony –
                                                    krytykują go nie tylko polscy ekonomiści (np. Prof. Kowalik czy
                                                    Prof. Kołodko), ale także krytykował go jeden z najwybitniejszych
                                                    amerykańskich ekonomistów XX wieku – John Kenneth Galbraith, (na
                                                    którego krytyce się zresztą wzorowałem w obu moich rozprawach) oraz
                                                    ostatnio także znany amerykański socjolog i politolog David Ost w
                                                    swej głośnej „Klęsce ‘Solidarności’”.
                                                    Tak wiec Prof. Jarzebski tylko się kompromituje zabierając
                                                    autorytatywnie głos na tematy, o których nic nie wie ponad to, co
                                                    wie przeciętny gimnazjalista.
                                                    3. Co do rzekomo niskiej jakości mojej rozprawy o Lemie:
                                                    - Posiadam inne, bardzo pozytywne recenzje tej rozprawy, w tym np.
                                                    recenzje prof. Ikina en.wikipedia.org/wiki/Van_Ikin, która,
                                                    choć została napisana w miesiąc, ma 6 stron, zawiera dokładną,
                                                    merytoryczna analizę i kończy się zdecydowana zachętą do publikacji
                                                    rozprawy w formie książkowej.
                                                    - Posiadam także pozytywna recenzję mej rozprawy doktorskiej
                                                    dokonaną przez prof. Suvina
                                                    (en.wikipedia.org/wiki/Darko_Suvin), który, jako Chorwat,
                                                    czytał Lema w oryginale, ale z powodów zdrowotnych nie był on w
                                                    stanie przekazać pełnej recenzji.
                                                    - Last but not least, części mojej rozprawy o Lemie ukazały się
                                                    drukiem w poważnych periodykach naukowych, po tzw. peer review:
                                                    - "Non-Science Fiction Prose of Stanislaw Lem," w Soviet & Post-
                                                    Soviet Review Vol. 29, No.3 (2002) –
                                                    www.arts.monash.edu.au/lcl/research/projects/popcult.php
                                                    - „Stanislaw Lem's Theory of Science Fiction: Structures and
                                                    Sociology of the Genre” w: 'Australian Slavonic and East European
                                                    Studies' Volume 17, Numbers. 1-2 of 2003 (R) a także
                                                    - „Optimistiche (utopische) Zukinftsvisionen in Lems Frühewerk”
                                                    („Optimistic [utopian] Visions of the Future in Early Works of Lem”)
                                                    w: 'Quarber Merkur' 97/98 (translated form the English language by
                                                    dr. F. Rottensteiner).

                                                    4. Wręcz żałosna i śmieszna jest też krytyka Monash University ze
                                                    strony Pana Prof. Jarzębskiego, jako iż:
                                                    - Nie ma on pojęcia o tym, że o Lemie tam pisano długo przede mną,
                                                    stąd mogłem otrzymać stypendium doktoranckie na napisanie rozprawy
                                                    na temat Lema, który już wtedy był bardzo dobrze znany w Australii
                                                    (szczególnie, iż było to w okresie, kiedy amerykańscy i brytyjscy
                                                    wydawcy opublikowali szereg książek Lema, głownie w doskonałych
                                                    tłumaczeniach Prof. M. Kandel’a).
                                                    - Monash University jest w czołówce światowej (pierwszej setce na
                                                    świecie, na ogół około miejsca 40-50, a w Australii w pierwszej
                                                    piątce), zaś Uniwersytet Jagielloński, który Pan Prof. Jarzebski
                                                    reprezentuje, jest albo nieobecny na tych rankingach, albo zalega
                                                    gdzieś na szarym końcu, w okolicy miejsca 400-500…
                                                    5. Oczywiście jest, ze wiedziałem o artykuliku Prof. Jarzębskiego
                                                    w „Pamiętniku Literackim" z roku 1983, stad, w naiwności ducha i nie
                                                    znając wówczas dobrze mafijno-zaściankowych układów na UJ,
                                                    powierzyłem mu recenzje mej rozprawy, czego do dziś dnia żałuję
                                                    (przynajmniej jestem mądry po szkodzie)…
                                                    6.Na koniec: oczywiste jest, ze Prof. Jarzebski niszczy mnie, jako
                                                    konkurenta. Dobrze wie, ze doktorat (PhD) z Monash University to
                                                    dziś o wiele więcej niż habilitacja czy nawet profesura na UJ. Stad
                                                    popiera on miernoty, które odczytują Lema tak jak on, czyli naiwnie,
                                                    bez zrozumienia kontekstu politycznego i naukowego, a zwalcza
                                                    prawdziwa konkurencje, czyli m. in. mnie. Poza tym, jako polonista,
                                                    słabo na dodatek władający angielskim, nic nie zrozumiał on z mej
                                                    analizy Lema, która była przeprowadzona metodami stosowanymi na
                                                    Zachodzie w naukach społecznych. Aby odpowiedzieć na pytania zadane
                                                    w mej rozprawie o Lemie, posłużyłem się głównie metodami stosowanymi
                                                    przez współczesne nauki społeczne (social sciences), w tym głównie
                                                    naukę ekonomii, a szczególnie ekonomię polityczną, a także metodami
                                                    stosowanymi przez tzw. europejską klasyczną szkołę w naukach
                                                    społecznych (the classical European tradition of social theorizing).
                                                    Owa szkoła (tradycja), reprezentowana przez takich myślicieli jak
                                                    Adam Smith (1723-1790), Karl Marx (1818-1883), Emile Durkheim (1858-
                                                    1917) i Max Weber (1864-1920) zakłada, iż nauki społeczne (a więc
                                                    też i teoria ekonomii) zajmują się krytyczną analizą ogólnych wzorów
                                                    (modeli) kompleksowych (zbiorowych) zmian, w ich polityczno-
                                                    ekonomicznym, społeczno-instytucjonalnym i kulturowym wymiarze. Owa
                                                    tradycja sięga do XVI wieku, kiedy to pojawiły się w Europie
                                                    początki kapitalizmu, a szczególnie szybko rozwinęła się od końca
                                                    XVIII wieku, kiedy to w Europie pojawiły się początki nowoczesnego,
                                            • nfao5 Re: A czym ma się konkretnie różnić ? 22.04.08, 12:22
                                              Tez zdziecinniales? Trzeba bylo sie habilitowac przed przejsciem na
                                              emeryture!
                    • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 16:55
                      nie wiem co to znaczy ze habilitowani za nic otrzymuja recenzje. to
                      zdanie, poza tym, mowi ze habilitacja to trad, swierzb i syfilis, 3
                      in 1, to nie ma sensu.
                      • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:19
                        Dalatata, czytaj uwaznie i nie kloc sie! Chodzilo o to, ze nierzadkie sa
                        przypadki, ze ktos odstaje habilitacje mimo braku "znacznego" dorobku naukowego.
                        Mozna napisac 80 prac. Czy z samego tego, ze jest ich 80 wynika, ze to jest
                        "znaczny" dorobek?
                        • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:23
                          ja sie kloce? khamara idziesz w zaparte.

                          wlasnie dlatego jest potrzebna rzetelna ocena. i ytle. szkoda gadac.
                          • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:28
                            Jest potrzebna rzetelna ocena, ale utrzymanie habilitacji w obecnej formie na
                            pewno nie doprowadzi nawet do powaznej dyskusji nad tym, co zrobic, zeby ta
                            ocena byla rzetelna. Jako zgrzybiali staruszkowie bedziemy dalej te dyskusje
                            ciagnac na forum, o ile w tym kraju do tego czasu bedzie jeszcze cokolwiek na
                            ksztalt nauki.
                      • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:22
                        po chwili namysłu uważam, że pojawiający się tu przeciwnicy hab. są za mało
                        radykalni, bo przecież, czyż recenzje doktoratów nie są takie same? pisane przy
                        tych samych? a magisteria, licencjaty,matury itd... więc koło się domyka,
                        zlikwidować wszelkie stopnie!
                        • hohvar Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 14:48
                          :-)
                          I to jest kwintesencja "reform".
                          Moim zdaniem równiez wystarczy przestrzeganie zapisów ustawy, w co niestety
                          włącza się tzw. czynnik ludzki. A w ustawie jest między innymi jak byk, że
                          zagraniczni recenzenci moga zarówno opiniować polskie prace na stopnie, jak i
                          promować polskich doktorów (art. 20 ust.7).
                          Zresztą, od jakiegos czasu mamy "poluzowane" kryteria hablitacji, jest 4 rec. co
                          prawda, ale rada tak ma głos ostateczny, a nie jak dawniej zaocznie wydany
                          "wyrok" tajemniczego superrecenzenta.
                          • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 15:14
                            czterech recenzetnow jest OK. jednak do mnie doszlo juz pare glosow
                            na temat przepychania habilitacji na podstawie recenzentow wybranych
                            przez rade, wbrew recenzentom CK. samo w sobie nie musi byc to
                            problemem, czasem sie tak moze zdarzyc, jednak dlatego ja uwazam ze
                            CK powinna w takich sytuacjach przypatrywac sie jak najdokladniej
                            takim przewodom.

                            choc tak ogolnie ja uwazam ze kolokwium i wyklad to jest wielka
                            szopka i nalezy z niej zrezygnowac. habilitacja powinna byc
                            rygorystyczna ocena dorobku.
                            • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 15:20
                              hm - "czynnik ludzki", o którym pisał Hohvar... chyba nie spotkałem się z hab.
                              uwaloną przez wrednych recenzentów, spotkałem się natomiast z przepychaniem tak
                              kiepskich (czasem nawet plagiatów), bo przecież habilitant to taki miły
                              człowiek... (na co pracował przez ostatnie 10 lat). Być może ukróciłoby to
                              zmienienie zasad doboru recenzentów: nie robi tego głównie szef komisji, ale
                              właśnie np. CK.
                              • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 15:26
                                absolutnie, ja to juz pisze ...ty raz: nie znam nikogo naprawde
                                wybitnego kto nie zrobil habilitacji.

                                problem jest z miernotami habilitowanymi. niestety to argument za
                                wzmocnieniem procedur, a nie zlikwidowaniem jakiejs tam bariery dla
                                tych miernot.
                                • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 15:37
                                  jako liberał (cokolwiek to znaczy...) wbrew sobie myślę, że gdyby tak
                                  kontrolować rady wydziału i po paru wpadkach odbierać im prawa do doktoryzowania
                                  i hab. - byłoby lepiej.
                                  A tak dodam - wplątaliśmy się tu w dyskusję o hab., ale problem leży obecnie
                                  chyba bardziej w doktoratach, bo to, co obecnie broni się jako doktoraty, to
                                  jeszcze jak kończyłem studia (a nie było to tak dawno), było nie do pomyślenia.
                                  • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 16:52
                                    tak, dyscyplinowanie takich wydzialow jest konieczne, bo to uraga
                                    nauce.

                                    moje zdanie co do doktoratow jest podobne: CK powinna miec wglad do
                                    wszystkiego. a nierzetelnych recenzentow karac zabraniem uprawnienie
                                    promotorskich i recenzenckich. jedna szyta recenzja i spadowa.

                                    a ogolniej, to nie system to robi, tylko my to robimy. i to my
                                    musimy znalezc sposoby na naprawe tego. zadne prawo tego nie zrobi -
                                    jak sie chce uwalic, to sie uwali, a jak sie chce puscic to sie
                                    pusci. to srodowisko wsparte przez sankcje musi sobie z tym poradzic.
                                    • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 18:39
                                      Jak chcecie walczyc o przestrzeganie obowiazujacego prawa, to nie za pomoca CK.
                                      CK jest instytucja z innego systemu i z innych czasow. Czlonkiem CK mozna byc 20
                                      lat i wiecej, tu nie ma ograniczen. CK sama sankcjonuje obecny stan rzeczy,
                                      czyli utarty zwyczaj, a nie obowiazujace prawo. Prawo sobie, CK sobie. Dopiero
                                      kontrola NIK zmusila CK do przyjecia statutu, ktory bylby zgodny z
                                      obowiazujacymi przepisami. Przeciw CK tocza sie postepowania w sadzie z kodeksu
                                      potepowania administracyjnego, bo samych recenzji zaskarzyc nie mozna. CK
                                      podlega bezposrednio premierowi, czyli nikomu i nikt oprocz NIK nie ma prawa jej
                                      kontrolowac. Czy ktos slyszal o odebraniu przez CK uprawnien do doktoryzowania
                                      lub habilitowania? Czemu CK tego nie robi, skoro ma takie prawo? Kto ma CK
                                      zmusic do czegokolwiek?

                                      Jezeli system kontroli ma byc skuteczny, to trzeba go zbudowac od podstaw.

                                      BTW Jezeli w ustawie pisze "moze", to znaczy "nie musi" i nie mozna sie domagac
                                      od kogokolwiek, by stosowal sie do zapisu, ktory nie wprowadza obligatoryjnosci.
                                      • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:01
                                        ok - to trzeba go zbudować, ale rozwiązaniem nie jest zniesienie habilitacji,
                                        choćby (poza innymi) z powodu zalewu kiepskich doktoratów, które, oczywiście,
                                        można znieść itd., o czym już wspominałem.
                                        • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:03
                                          Habilitacja jako ocena dorobku, jak proponuje dalatata, tez nie moze byc?
                                          • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:06
                                            zaraz, zaraz - ja jestem za habilitacją :-)
                                            • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:07
                                              W obecnym ksztalcie? No, jak tak, to gratuluje.
                                              • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:28
                                                jeśli ktoś zaproponuje lepszy, będę za. Powtórzę coś, co już pisałem, w obecnym
                                                kształcie fatalne jest przede wszystkim to, że przechodzą miernoty, a nie to, że
                                                młodzi kreatywni nie mają szans (moje doświadczenie jest takie, że otwarłem
                                                przewód mając 36 lat). I wspomniane tu przez kogoś procesy w NSA są głównie
                                                procesami plagiatorów, dalej walczących...
                                                • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:33
                                                  Coz, o ile dobrze pamietam z raportu, to ok. polowy procesow CK przegrywa.
                                      • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:37
                                        ja nie mam problemu z tym zeby powiedziec: stworzmy nowy urzad
                                        przestrzegania rzetelnosci w nauce. super.

                                        i napisalem juz o tym nie raz, ze CK powinna byc ostrzej i
                                        rygorystyczniej kontrolowana i jesli nie wywiazyje sie ze swych
                                        oboiwazkow karana.
                            • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 18:07
                              Zgadzam się z sugestią, że wykładu może nie być. Jestem jednak
                              przeciwna znoszeniu rozmowy podczas kolokwium. W czasie jednej z
                              obron okazało się, że doktor przygotował rozprawę, chciał ją bronić
                              w mojej dyscyplinie. Problem w tym, że w ogóle nie znał kategorii
                              naukowych z tej dyscypliny i nie rozumiał zadawanych pytań. Taka
                              sytuacja zdarza się wtedy, gdy ktoś nie uczestniczy aktywnie w życiu
                              naukowycm, dłubie swoje dzieło w piwnicy i nagle ukazuje go światu.
                              Rada Wydziału była prawie jednomyślna jak ocenić tego doktora.
                              • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 18:14
                                pozostaje też coś, co mogłoby mieć całkiem piękny wymiar (i,dodam, miewa) -
                                rytualność...
                              • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 18:24
                                Dodaję, że chodziło oczywiście o dyskusję podczas kolokwium
                                habilitacyjnego.
                              • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 18:46
                                moja kolokwium habilitacyjne (a ja jeszcze na dodatek bylem ten zza
                                granicy) bylo meczem do jednej bramki. to znaczy rada mi koniecznie
                                chciala udowodnic, ze ja nie znam najnowszej literatury polskiej w
                                szeroko pojetej mojej dziedzinie (literatura nie miala nic wspolnego
                                z rozprawa). i oczywiscie mi udowodnila, bo ja nie znalem. znam
                                glownie literature po angielsku. potem mi udowodniono, ze nie znam
                                sie na calosci lingwistyki, a szczegolnie na historii jezyka, na
                                czym sie rzeczywiscie nie znam, podobnie jak historycy jezyka nie
                                maja zielonego pojecia o mojej specjalnosci, tyle ze to oni zadawali
                                pytania.

                                ale to nie o moje doswiadczenie chodzi. ja mysle ze o stopniu
                                dokotra habilitowanego nie powienien decydowac egzamin, na ktorym
                                mozna wypasc tak czy inaczej.i sa ludzie ktorzy sie moga zaczac
                                denerwowac i sie zaciac.

                                mysle ze habilitacja powinna byc ocena dorobku i powinna sie odbywac
                                bez udzialu kandydata. choc zupelnie nie sugeruje, ze tak bylo w
                                wypadku, ktory Pani opisuje, mysle, ze na kolokwium habilitacyjnym
                                mozna wykazac wszystko, co tylko sie chce. to jest najbardziej
                                nieobliczalny element kolokwium, na ktorym na dodatek wszyscy sa
                                wlasciwie bezkarni, a kandydat ma niezwykle male szanse obrony.
                                • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:05
                                  Powiem tak: pewnie tyle opowieści i doświadczeń ile habilitacji:-)
                                  Moją wspominam bardzo dobrze. Dlaczego? Broniłam się w obcym
                                  środowisku (pewnie gdyby byli małymi ludźmi i chcieli, to by mi
                                  pokazali), przy zróżnicowanej specjalnościowo Radzie, przy
                                  znakomitym przewodniczącym (chylę czoła przed tym uczonym i
                                  organizatorem życia naukowego). Wniosek: kolokwium habilitacyjne to
                                  także sprawdzian dla Rady. Byłabym skłonna przychylić się do
                                  stanowiska, że po jednej czy dwóch wpadkach Rady, należałoby
                                  zawieszać jej kompetencje w tym zakresie. Przykład podany np. przez
                                  Pana. Podobnie na sieci podawany był przykład Łodzi.
                                  • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:16
                                    Może jeszcze jedna sprawa odnośnie wspomnianego przez Pana stresu i
                                    zacięcia się podczas kolokwium. Myślę, że tak naprawdę ten element
                                    sprawdzianu samodzielności można byłoby pominąć w sytuacji, gdyby o
                                    ten stopień ubiegały się osoby mające rzeczywisty dorobek (łącznie z
                                    aktywnym udziałem w konferencjach krajowych i zagranicznych). Wtedy
                                    znalibyśmy prezentowane tezy oraz sposób argumentacji, rzeczowość
                                    wypowiedzi w dyskusji na żywo. To są ważne rzeczy. Natomiast wielu
                                    kandydatów do tego stopnia nagle wyłazi ze swoich dotychczasowych
                                    kryjówek, nie są znani środowisku, ale mają przecież prawo o taki
                                    stopień wystąpić (mają książkę i mają określoną liczbę publikacji).
                                    Być może dlatego zdarzają się takie sytuacje, jak ta przytoczona
                                    przeze mnie. Przecież gdyby ten człowiek przeszedł, nauczałby
                                    innych, pod jego kierunkiem powstawałyby kolejne prace. Aż strach
                                    się bać.
                                    • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:31
                                      prawdziwamm napisała:

                                      > Myślę, że tak naprawdę ten element
                                      > sprawdzianu samodzielności można byłoby pominąć w sytuacji, gdyby o
                                      > ten stopień ubiegały się osoby mające rzeczywisty dorobek (łącznie z
                                      > aktywnym udziałem w konferencjach krajowych i zagranicznych). Wtedy
                                      > znalibyśmy prezentowane tezy oraz sposób argumentacji, rzeczowość
                                      > wypowiedzi w dyskusji na żywo. To są ważne rzeczy. Natomiast wielu
                                      > kandydatów do tego stopnia nagle wyłazi ze swoich dotychczasowych
                                      > kryjówek, nie są znani środowisku

                                      Chodzi o to, ze dorobek jest slaby? Jezeli tak, to po co kolokwium? Wystarcza
                                      recenzje.

                                      Czy moze jednak chodzi o to, ze przede wszystkim nie jest znany srodowisku?
                                      Czyli osoba z zagranicy ma automatycznie mniejsze szanse, bo tym bardziej nie
                                      bedzie znana srodowisku. W ten sposob pojecie "znaczny dorobek" zaweza sie do
                                      stwierdzenia, ze wielkim uczonym moze byc tylko ten, kogo ja osobiscie znam. I
                                      to jest jeden z glownych, choc nie jedyny powod, dla ktorego jestem przeciw
                                      habilitacji. Prosze wybaczyc - zascianek zasklepia sie we wlasnej skorupie.
                                      • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:39
                                        Khmaro! na litość boską, logiki nieco... bo nie wynika z komentowanej przez
                                        Ciebie wypowiedzi, co piszesz. No i napisz, co w zamian? Przecież nauka i
                                        edukacja ze swej istoty w zachodnim świecie jest hierarchiczna. Sam zdajesz się
                                        sądzić, że system uznaniowy ("na buzię) jest kiepski, więc dlaczego nie chce
                                        hab., która jednak go ogranicza, wiem - niedoskonale, ale jednak!
                                      • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:42
                                        Dyskusja jest po, by - jeśli nie jest się znanym środowisku - dać
                                        się poznać:-) Tu mogą być przynajmniej dwie możliwości: 1) Rada
                                        znajdzie się pod urokiem przekazu habilitanta (i będzie sławić jego
                                        imię w przyszłości); 2) rozpocvznie się dyskusja nad usprawnieniem
                                        procedury dopuszczania kolejnych adiunktów do kolokwium (tu ponownie
                                        kilka sytuacji z życia wziętyh...)...
                                        Wniosek: dać się poznać środowisku, publikować, uczestniczyć w
                                        konferencjach, pracować na swoje nazwisko. Na marginesie: jak to
                                        jest, że Chomsky jest znany także w innych dyscyplinach niż jego
                                        własna. A może to wyjątek potwierdzający regułę?
                                        • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:49
                                          Wniosek jest bardzo duzym uproszczeniem. Ten, kto pracuje na wlasne nazwisko za
                                          granica, ma mniejsze szanse niz ten kto "pracuje na wlasne nazwisko w kraju". To
                                          jest rekapitulacja argumentu wyrazonego w poprzednim poscie.
                                          • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:52
                                            Niekoniecznie. Czyż nie wynika z wielu postów, że za granicą są sami
                                            tytani nauki, natomiast w Polsce tylko habilitowane matołki? :-)
                                        • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:51
                                          coś tu jest na rzeczy, dyskusja!!! nie tylko na kolokwium... nie dyskutujemy,
                                          nie czytamy się, nie recenzujemy - a poklepujemy, by plecach, by nasz
                                          poklepywano. Byłem kiedyś na sesji na UW, gdzie pewien referent wygłosił tekst
                                          żywcem wzięty z innego i co? wszyscy się zachwycili, o tym, że to przepisane,
                                          wiedziały 2 osoby na 40...
                                          • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:57
                                            Czyli doceniony został autor:-) Ten właściwy. Natomiast wygłaszający
                                            wiedział jaki tekst należy sobie przywłaszczyć, nie wziął bubla.
                                            Jaki wniosek?
                                            Raczej pytanie: czy w sprawnym systemie taki człowiek powinien
                                            zostać wykluczony na dzień, na miesiąc czy na wiele lat z nauki (by
                                            dojrzał wewnętrznie)?
                                            • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:00
                                              na zawsze...
                                              • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:06
                                                Okrutny z Pana człowiek:-)
                                                • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:15
                                                  wszyscy tak mówią...
                                            • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:11
                                              zzarlo posta....

                                              plagiator powienien zostac przed wszystkim napietnowany i osadzony.

                                              padlem ofiara plagiatu w UK. choc przestepca byl wyzej w hierarchii
                                              ode mnie (wsplnym szefem byl rektor), zostal on wyrzucony z pracy (a
                                              o sprawie pisaly gazety) bez prwa do referencji, co oznaczalo smierc
                                              akademicka.

                                              dlugo jeszcze w Polsce nie beda sie takie rzeczy dzialy.
                                              • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:19
                                                no to piękny kraj... u mnie w instytucie sprawę doktoratu plagiatu zamieciono
                                                pod dywan, choć była w piśmie ogólnopolskim recenzja, a w przypadku recenzji
                                                wydawniczej jednej hab. po prostu powołano nowego recenzenta... a delikwent
                                                wykorzystał rec. oskarżającą go o plagiat do "wyczyszczenia" książki...
                                                Kiedyś rozmawiałem z Markiem Wrońskim zajmującym się w Polsce plagiatami i on
                                                podał jakąś szokującą liczbę procentową (nie pamiętam niestety jaką), jaką wg
                                                niego stanowią u nas plagiaty.
                                                • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:23
                                                  tak, tu plagiaty traktowane sa powaznie. choc musze powiedziec ze
                                                  artykul ktory poszedl do druku zostal wycofany dopiero po grozbie
                                                  wziecia sprawy do sadu. choc tylko zrobiona byla emialem, to jednak
                                                  mozliwosc ze szanujace sie wydawnictwo zostanie opisane w takim
                                                  kontekscie w mediach bylo nie do zaakceptowania.

                                                  znam podobna sprawe, w tym wyapdku ksiazke trzeba bylo skladac od
                                                  nowa, a wydawnictwo sie bardzo przerazilo procesu.
                                    • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 19:53
                                      ja rozumiem argument, tyle dla mnie jednak ocena powinien byc
                                      dorobek. znow przyklad. dostalem na kolokwium pytanie, ktorego ie
                                      zrozumialem. zaczalem bakac i jedna z spryzjajacych mi pan profsor
                                      wybawila mnie z mojej mizerii. a gdyby jej nie bylo?

                                      prosze zwrocic uwage na to 'sprzyjajaca'....

                                      mnie bardzo przeszkadza 'ulotnosc' kolokwium. w moim wypadku bylo
                                      stenografowane, ale do kat trafia protokol, ktory nie ma nic
                                      wspolnego z dyskusjami na temat trzymania rak w kieszeni....itd itd.

                                      mysle ze szczegolnie w wypadku procedur, od ktorych zaleza kariery,
                                      wszyskie ich elementy powinny byc zaskarzalne. i jesli juz ma byc
                                      kolokwium, powinno byc nagrane oficjalnie, a nagranie udostepnione
                                      zainteresowanemu. to by mialo skutek dalece dyscyplinujacy. nawet
                                      jednak nagranie nie oddaje napiecia, 'atmosfery' - bardzo trudno
                                      sie odwolywac od tego, ze polowa rady wlasnie slodzi herbatke, a
                                      potem glosuje za przyjeciem kolokwium. w moim wypadku gruap mi
                                      niesprzyjajaca wyszla na wykladzie, a po wykladzie weszla i
                                      glosowala przeciw.

                                      to sa rzeczy niedopuszczalne, niesttey od nich nie mozna sie odwolac.
                                      • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:03
                                        Rozumiem Pana punkt widzenia. Nie mam wątpliwości, że w tym wypadku
                                        na wysokości zadania nie stanęła Rada. Zgadzam się, że przebieg
                                        kolokwium powinien byc nagrywany, może filmowany, z możliwością
                                        odwołania się. Myślę, że to rozwiązałoby problem. Natomiast
                                        podtrzymuję moje stanowisko odnośnie rozmowy. Upewniają mnie w tym
                                        dośwaidczenia z różnych habilitacji. Powszechność dostępu do
                                        procedur na różnych poziomach sprzyja pojawianiu się ludzi
                                        przypadkowych skuszonych przekonaniem, że praca uczonego jest łatwa,
                                        przyjemna i przynosząca wielkie profity.
                                        • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:14
                                          wydawaloby mi sie, ze skoro uczony zostal dopuszczony do kolokwium,
                                          to nie jest juz przypadkowym czlowiekiem. jesli ma pozytywne
                                          recenzje, Rada podejmuje decyzje wbrew ocenie calego dorobku. wydaje
                                          mi sie to niesprawiedliwe.
                                          • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:33
                                            Trudno odmówić logiki rozumowania. Jednak wcześniej sam Pan
                                            przyznawał w kwestii plagiatów, że Polska rózni się choćby od
                                            Wielkiej Brytanii. W praktyce właśnie to bywa problemem, że
                                            pojawiają się ludzie przypadkowi. Na przykład jeden recenzent pisze,
                                            że dorobek "prawie zerowy", ale powiedzmy dostateczna książka, drugi
                                            z kolei, że dostateczny dorobek, negatywna ocena książki, trzeci i
                                            czwarty też wypowiadają się na granicy dopuszczenia. I co wtedy?
                                            Dopuszcza się człowieka, żeby dać mu szansę na kolokwium. Jeśli
                                            całkiem nie zawali sprawy (opiywany przeze mnie wsześniej przykład)
                                            ma dużą szansę przejść. Czasami przy dwóch negatywnych recenzjach.
                                            • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:46
                                              I w ten oto sposob opisala Pani mechanizm promowania miernot.

                                              A co by bylo, gdyby nie bylo kolokwium?

                                              Kto powinien znac sie lepiej na tematyce, jaka zajmuje sie habilitant: recenzent
                                              czy rada?

                                              W radzie 2-3 osoby zazwyczaj zajmuja sie tematyka zblizona do tematyki
                                              habilitacji. A reszta? Reszta glosuje na podstawie wrazenia, jakie zrobil
                                              habilitant, bo merytorycznie nie jest w stanie tego ocenic. Na ile
                                              popularnonaukowy ma byc wyklad habilitacyjny, zeby wiekszosc rady cokolwiek z
                                              niego zrozumiala? Zakladajac oczywiscie, ze beda chcieli sluchac, bo przeciez to
                                              nie ich dziedzina.
                                              • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:54
                                                Bez kolokwium, szanowny Panie, w ogóle nie byłoby eliminowania
                                                (mogłabym napisać: miernot, ale nie chcę) osób, które w moim
                                                przekonaniu nie powinny przekroczyć poprzeczki uprawniającej do
                                                prowadzenia i oceniania innych.
                                                • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 20:58
                                                  Druga natomiast sprawa to rzetelność recenzentów. Czasami chcą być
                                                  po prostu ludzcy i pójść komuś na rękę, a tu trzeba "okrutników".
                                                  Kto jednak zaręczy, że zespół certyfikacyjny będzie złożony z
                                                  okrutników? A jeśli będzie, czy nie odezwą się głosy, że niszczą
                                                  naszych (młodych, zdolnych, bo obawiają się konkurencji z naszej
                                                  strony)?
                                                • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 21:02
                                                  Podpisuję się pod tym!!!
                                                • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 21:03
                                                  Nie. Bez kolokwium rada musialaby zadecydowac na podstawie recenzji, a juz samo
                                                  to obligowaloby recenzenta do wystawienia JEDNOZNACZNEJ opinii.

                                                  Czy moze uwaza Pani, ze kolejne kolokwium powinno byc przed CK, zanim CK
                                                  podejmie decyzje o zarekomendowaniu kogos do tytulu proferskiego? A jezeli nie,
                                                  czy to oznacza, ze profesorem jest latwiej zostac niz doktorem habilitowanym?
                                                  Procentowo wiecej miernot przechodzi?

                                                  • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 21:11
                                                    W systemie polskim żeby zostać profesorem trzeba się napracować i
                                                    naczekać:))))). Nie mam jednak nic przeciwko temu, jeśli to ma być
                                                    kolejne sito eliminujące przypadkowe osoby, które przedarły się
                                                    przez sito habilitacji. Czasami tym sitem jest po prostu fakt, że
                                                    ktoś nie stara się uzyskać tytułu. Chcę wiedzieć, że jak już jestem
                                                    w towarzystwie ludzi mi podobnych rangą to wiem czego mogę po nich
                                                    oczekiwać. W przeciwnym razie obecna wysoka pozycja profesora
                                                    uniwersytetu...
                                                  • prawdziwamm Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 21:18
                                                    Obecnie trudniej zostać profesorem niż doktorem habilitowanym. Tak
                                                    baca powiada, ja tam nie wiem.
                                                  • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 21:43
                                                    I co ma kolokwium do rzeczy?
                                            • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 23:13
                                              tak, rozumiem dylemat. jednak nie jestem pewien czy od rozstrzygania
                                              watpliwosci jest 'przepytanie' kandydata i czy rzeczywisicie ono
                                              rozstrzyga watpliwosci recenzentow. czy rzeczwisicie taki 'egzamin'
                                              daje szanse na ogladniecie kandydata aparatu pojeciowego,
                                              metodologicznego itd itd. no wiec ja mam waptliwosci.

                                              i mysle ze od tego sa rady, komisje i recenzje, zeby podejmowac te
                                              trudne decyzje, czasem oparte wlasnie o takie 'graniczne' recenzje.
                                              wszyscy stalismy i stajemy przed takimi wyborami.
                                              • nfao5 Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 23:19
                                                Problemem sa zlosliwi i niekompetentni recenzenci, tak jak ja mialem
                                                w przypadku Jarzebskiego z UJ, ktory sie podjal recenzowania, mimo
                                                iz nie znal angielskiego na tyle dobrze, aby zrozumiec moja prace i
                                                na dodatek zupelnie nie znal zachodniej metodologii nauk
                                                spolecznych, ktora zastosowalem w mej pracy.
                                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=77477420&wv.x=2&a=78691105
                                                • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 23:26
                                                  a to ci nowa kategoria teroetyczna 'zachodnia metodologia' i to na
                                                  dodatek w Australii, ktora dalibog jest na wschodzie.

                                                  trzeba bedzie nowe podreczniki napisac: zachodnia metodologia nauk,
                                                  the Lesism, po polsku moze byc lesizm.
                                                  • nfao5 Re: A czym ma się konkretnie różnić 22.04.08, 23:37
                                                    Australia znajduje sie w kregu kultury angloaskiej, czyli dla nas
                                                    zachodniej... Podobnie jak Finlandia, lezy na wschodzie, ale kulture
                                                    ma zachodnia...
                                • nfao5 Podobnie chcial mnie "udupic" Jarzebski... 22.04.08, 20:22
                                  1. Pan Profesor Jarzębski nie odróżnia krytyki merytorycznej od
                                  pyskówki. No cóż, to już nie ten sam Kraków, nie ten sam
                                  uniwersytet, nie ci sami profesorowie, co dawniej...
                                  2. Recenzja Pana Profesora Jarzębskiego liczyła dokładnie jedna
                                  stronę. Wzbudziła ona wiec bardzo nieprzychylne komentarze na Monash
                                  University. Musiałem się wręcz tłumaczyć, że to taki „wypadek przy
                                  pracy”, i że większość polskich profesorów uniwersyteckich
                                  prezentuje o wiele wyższy poziom merytoryczny i kultury osobistej
                                  niż Prof. Jarzebski. Mam te recenzję w aktach, do wglądu, razem z
                                  kopia jego listu z dnia 23 czerwca 2001 roku, w której tłumaczy się
                                  m. in. słabą znajomością angielskiego i załącza rachunek za opłaty
                                  pocztowe. Jeśli jego angielski jest (był) tak słaby, to nie powinien
                                  on, moim zdaniem, w ogóle brać się za recenzowanie tekstu, którego
                                  nie był w stanie zrozumieć.
                                  3. Jedyne, co w swej recenzji zakwestionował Prof. Jarzębski to moje
                                  krytyczne, choć marginesowe dla całości pracy, uwagi o dyktaturze
                                  Piłsudskiego, Jerzym Giedroyciu i polskiej gospodarce po roku 1990.
                                  - Ma, zdecydowanie negatywna, opinia o Sanacji i dyktaturze
                                  Piłsudskiego, która doprowadziła Polskę do klęski wrześniowej,
                                  pokrywa się dokładni np. z tym, co ostatnio napisał w „Gazecie
                                  Wyborczej” znany polski historyk Prof. Andrzej Garlicki („Bereza,
                                  polski obóz koncentracyjny” – „Gazeta Wyborcza” z 18 kwietnia
                                  2008: “Więźniowie czyścili ustępy małą szmatką, a w praktyce gołymi
                                  rękami. Przed posiłkiem nie pozwalano umyć rąk ubrudzonych kałem.
                                  Gdy jeden z więźniów zwrócił się z taką prośbą, usłyszał: "Ty ku..
                                  inteligencka, możesz obiad z gównem jeść". -
                                  www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5134208.html.) Stąd Prof.
                                  Jarzebski kompromituje się, zabierając głos na temat, o którym nie
                                  ma zielonego pojęcia i na dodatek publicznie broniąc dyktatury,
                                  znanej z naruszania elementarnych praw człowieka…
                                  - Jerzy Giedroyc był postacią tragiczna, w pewnym okresie wielce
                                  zasłużona dla polskiej kultury jako redaktor paryskiej “Kultury”,
                                  ale to nie oznacza, ze nie był on postacią często wręcz groteskowa,
                                  co dobrze opisał kiedyś A. Brycht – p. np. Andrzej Chąciński „Życie
                                  Andrzeja Brychta” w „Życiu” z dnia 2001-05-17
                                  (niniwa2.cba.pl/brycht.htm), i że miał on (Giedroyc) patent
                                  na nieomylność, i ze nie mógł się nigdy mylić, co wręcz sugeruje
                                  Prof. Jarzębski.
                                  - Co do gospodarki polskiej po roku 1989 – ma krytyka reform
                                  Balcerowicza, też zresztą marginalna dla mej rozprawy o Lemie,
                                  oparta jest na materiałach zebranych przeze mnie podczas studiów na
                                  Wydziale Ekonomii The University of Melbourne, które ukończyłem w
                                  roku 1996 z tytułem Master of Arts, na podstawie, m. in. rozprawy o
                                  upadku polskiego przemysłu w latach bezpośrednio po reformie
                                  Balcerowicza. W krytyce Balcerowicza nie jestem zresztą odosobniony –
                                  krytykują go nie tylko polscy ekonomiści (np. Prof. Kowalik czy
                                  Prof. Kołodko), ale także krytykował go jeden z najwybitniejszych
                                  amerykańskich ekonomistów XX wieku – John Kenneth Galbraith, (na
                                  którego krytyce się zresztą wzorowałem w obu moich rozprawach) oraz
                                  ostatnio także znany amerykański socjolog i politolog David Ost w
                                  swej głośnej „Klęsce ‘Solidarności’”.
                                  Tak wiec Prof. Jarzebski tylko się kompromituje zabierając
                                  autorytatywnie głos na tematy, o których nic nie wie ponad to, co
                                  wie przeciętny gimnazjalista.
                                  3. Co do rzekomo niskiej jakości mojej rozprawy o Lemie:
                                  - Posiadam inne, bardzo pozytywne recenzje tej rozprawy, w tym np.
                                  recenzje prof. Ikina en.wikipedia.org/wiki/Van_Ikin, która,
                                  choć została napisana w miesiąc, ma 6 stron, zawiera dokładną,
                                  merytoryczna analizę i kończy się zdecydowana zachętą do publikacji
                                  rozprawy w formie książkowej.
                                  - Posiadam także pozytywna recenzję mej rozprawy doktorskiej
                                  dokonaną przez prof. Suvina
                                  (en.wikipedia.org/wiki/Darko_Suvin), który, jako Chorwat,
                                  czytał Lema w oryginale, ale z powodów zdrowotnych nie był on w
                                  stanie przekazać pełnej recenzji.
                                  - Last but not least, części mojej rozprawy o Lemie ukazały się
                                  drukiem w poważnych periodykach naukowych, po tzw. peer review:
                                  - "Non-Science Fiction Prose of Stanislaw Lem," w Soviet & Post-
                                  Soviet Review Vol. 29, No.3 (2002) –
                                  www.arts.monash.edu.au/lcl/research/projects/popcult.php
                                  - „Stanislaw Lem's Theory of Science Fiction: Structures and
                                  Sociology of the Genre” w: 'Australian Slavonic and East European
                                  Studies' Volume 17, Numbers. 1-2 of 2003 (R) a także
                                  - „Optimistiche (utopische) Zukinftsvisionen in Lems Frühewerk”
                                  („Optimistic [utopian] Visions of the Future in Early Works of Lem”)
                                  w: 'Quarber Merkur' 97/98 (translated form the English language by
                                  dr. F. Rottensteiner).

                                  4. Wręcz żałosna i śmieszna jest też krytyka Monash University ze
                                  strony Pana Prof. Jarzębskiego, jako iż:
                                  - Nie ma on pojęcia o tym, że o Lemie tam pisano długo przede mną,
                                  stąd mogłem otrzymać stypendium doktoranckie na napisanie rozprawy
                                  na temat Lema, który już wtedy był bardzo dobrze znany w Australii
                                  (szczególnie, iż było to w okresie, kiedy amerykańscy i brytyjscy
                                  wydawcy opublikowali szereg książek Lema, głownie w doskonałych
                                  tłumaczeniach Prof. M. Kandel’a).
                                  - Monash University jest w czołówce światowej (pierwszej setce na
                                  świecie, na ogół około miejsca 40-50, a w Australii w pierwszej
                                  piątce), zaś Uniwersytet Jagielloński, który Pan Prof. Jarzebski
                                  reprezentuje, jest albo nieobecny na tych rankingach, albo zalega
                                  gdzieś na szarym końcu, w okolicy miejsca 400-500…
                                  5. Oczywiście jest, ze wiedziałem o artykuliku Prof. Jarzębskiego
                                  w „Pamiętniku Literackim" z roku 1983, stad, w naiwności ducha i nie
                                  znając wówczas dobrze mafijno-zaściankowych układów na UJ,
                                  powierzyłem mu recenzje mej rozprawy, czego do dziś dnia żałuję
                                  (przynajmniej jestem mądry po szkodzie)…
                                  6.Na koniec: oczywiste jest, ze Prof. Jarzebski niszczy mnie, jako
                                  konkurenta. Dobrze wie, ze doktorat (PhD) z Monash University to
                                  dziś o wiele więcej niż habilitacja czy nawet profesura na UJ. Stad
                                  popiera on miernoty, które odczytują Lema tak jak on, czyli naiwnie,
                                  bez zrozumienia kontekstu politycznego i naukowego, a zwalcza
                                  prawdziwa konkurencje, czyli m. in. mnie. Poza tym, jako polonista,
                                  słabo na dodatek władający angielskim, nic nie zrozumiał on z mej
                                  analizy Lema, która była przeprowadzona metodami stosowanymi na
                                  Zachodzie w naukach społecznych. Aby odpowiedzieć na pytania zadane
                                  w mej rozprawie o Lemie, posłużyłem się głównie metodami stosowanymi
                                  przez współczesne nauki społeczne (social sciences), w tym głównie
                                  naukę ekonomii, a szczególnie ekonomię polityczną, a także metodami
                                  stosowanymi przez tzw. europejską klasyczną szkołę w naukach
                                  społecznych (the classical European tradition of social theorizing).
                                  Owa szkoła (tradycja), reprezentowana przez takich myślicieli jak
                                  Adam Smith (1723-1790), Karl Marx (1818-1883), Emile Durkheim (1858-
                                  1917) i Max Weber (1864-1920) zakłada, iż nauki społeczne (a więc
                                  też i teoria ekonomii) zajmują się krytyczną analizą ogólnych wzorów
                                  (modeli) kompleksowych (zbiorowych) zmian, w ich polityczno-
                                  ekonomicznym, społeczno-instytucjonalnym i kulturowym wymiarze. Owa
                                  tradycja sięga do XVI wieku, kiedy to pojawiły się w Europie
                                  początki kapitalizmu, a szczególnie szybko rozwinęła się od końca
                                  XVIII wieku, kiedy to w Europie pojawiły się początki nowoczesnego,
                                  • nfao5 Re: Podobnie chcial mnie "udupic" Jarzebski... 22.04.08, 20:24
                                    7.Na koniec: oczywiste jest, ze Prof. Jarzebski niszczy mnie, jako
                                    konkurenta. Dobrze wie, ze doktorat (PhD) z Monash University to
                                    dziś o wiele więcej niż habilitacja czy nawet profesura na UJ. Stad
                                    popiera on miernoty, które odczytują Lema tak jak on, czyli naiwnie,
                                    bez zrozumienia kontekstu politycznego i naukowego, a zwalcza
                                    prawdziwa konkurencje, czyli m. in. mnie. Poza tym, jako polonista,
                                    słabo na dodatek władający angielskim, nic nie zrozumiał on z mej
                                    analizy Lema, która była przeprowadzona metodami stosowanymi na
                                    Zachodzie w naukach społecznych. Aby odpowiedzieć na pytania zadane
                                    w mej rozprawie o Lemie, posłużyłem się głównie metodami stosowanymi
                                    przez współczesne nauki społeczne (social sciences), w tym głównie
                                    naukę ekonomii, a szczególnie ekonomię polityczną, a także metodami
                                    stosowanymi przez tzw. europejską klasyczną szkołę w naukach
                                    społecznych (the classical European tradition of social theorizing).
                                    Owa szkoła (tradycja), reprezentowana przez takich myślicieli jak
                                    Adam Smith (1723-1790), Karl Marx (1818-1883), Emile Durkheim (1858-
                                    1917) i Max Weber (1864-1920) zakłada, iż nauki społeczne (a więc
                                    też i teoria ekonomii) zajmują się krytyczną analizą ogólnych wzorów
                                    (modeli) kompleksowych (zbiorowych) zmian, w ich polityczno-
                                    ekonomicznym, społeczno-instytucjonalnym i kulturowym wymiarze („The
                                    classical European tradition of social theorising is concerned with
                                    the political economic, social institutional and culture analysis of
                                    broad patterns of complex change”. - P.W. Preston Pacific Asia in
                                    the Global System: An Introduction Malden (Massachusetts):
                                    Blackwell, 1998.) Owa tradycja sięga do XVI wieku, kiedy to pojawiły
                                    się w Europie początki kapitalizmu, a szczególnie szybko rozwinęła
                                    się od końca XVIII wieku, kiedy to w Europie pojawiły się początki
                                    nowoczesnego, industrialnego (przemysłowego) kapitalizmu (modern
                                    industrial capitalism). Oczywiście, dla polskiego humanisty pokroju
                                    J. Jarzębskiego to tyle zrozumiałe, co algebra tensorów…

                                    8. No cóż, na skutek działalności Prof. Jarzębskiego musiałem
                                    zrezygnować z zajmowania się „na cały etat” Lemem i wrócić do
                                    ekonomii, czego zresztą specjalnie nie żałuję, biorąc pod uwagę
                                    wręcz tragicznie mafijne układy na wydziałach humanistyki polskich
                                    uniwersytetów…
                                    • adept_ltd Lesiu, idź spać, późno już, dorośli rozmawiają... 22.04.08, 20:27
                                      • dalatata Re: Lesiu, idź spać, późno już, dorośli rozmawiaj 22.04.08, 20:32
                                        ten facet ma niezwykla zdolnosc zabicia kazdej dyskusji.
                                        • adept_ltd Re: Lesiu, idź spać, późno już, dorośli rozmawiaj 22.04.08, 20:39
                                          no, ale musi Pan przyznać, znawcy bibliografii też się do czegoś mogą przydać,
                                          już nie bądźmy tacy pryncypialni ;-) chociaż magisterium mu się należy...
                                          • nfao5 Oszczerstwa jarzebskiego (1) 22.04.08, 20:41
                                            1. Pan Profesor Jarzębski nie odróżnia krytyki merytorycznej od
                                            pyskówki. No cóż, to już nie ten sam Kraków, nie ten sam
                                            uniwersytet, nie ci sami profesorowie, co dawniej...

                                            2. Recenzja Pana Profesora Jarzębskiego liczyła dokładnie jedna
                                            stronę. Wzbudziła ona wiec bardzo nieprzychylne komentarze na Monash
                                            University. Musiałem się wręcz tłumaczyć, że to taki „wypadek przy
                                            pracy”, i że większość polskich profesorów uniwersyteckich
                                            prezentuje o wiele wyższy poziom merytoryczny i kultury osobistej
                                            niż Prof. Jarzebski. Mam te recenzję w aktach, do wglądu, razem z
                                            kopia jego listu z dnia 23 czerwca 2001 roku, w której tłumaczy się
                                            m. in. słabą znajomością angielskiego i załącza rachunek za opłaty
                                            pocztowe. Jeśli jego angielski jest (był) tak słaby, to nie powinien
                                            on, moim zdaniem, w ogóle brać się za recenzowanie tekstu, którego
                                            nie był w stanie zrozumieć.

                                            3. Jedyne, co w swej recenzji zakwestionował Prof. Jarzębski to moje
                                            krytyczne, choć marginesowe dla całości pracy, uwagi o dyktaturze
                                            Piłsudskiego, Jerzym Giedroyciu i polskiej gospodarce po roku 1990.
                                            - Ma, zdecydowanie negatywna, opinia o Sanacji i dyktaturze
                                            Piłsudskiego, która doprowadziła Polskę do klęski wrześniowej,
                                            pokrywa się dokładni np. z tym, co ostatnio napisał w „Gazecie
                                            Wyborczej” znany polski historyk Prof. Andrzej Garlicki („Bereza,
                                            polski obóz koncentracyjny” – „Gazeta Wyborcza” z 18 kwietnia
                                            2008: “Więźniowie czyścili ustępy małą szmatką, a w praktyce gołymi
                                            rękami. Przed posiłkiem nie pozwalano umyć rąk ubrudzonych kałem.
                                            Gdy jeden z więźniów zwrócił się z taką prośbą, usłyszał: "Ty ku..
                                            inteligencka, możesz obiad z gównem jeść". -
                                            www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5134208.html.) Stąd Prof.
                                            Jarzebski kompromituje się, zabierając głos na temat, o którym nie
                                            ma zielonego pojęcia i na dodatek publicznie broniąc dyktatury,
                                            znanej z naruszania elementarnych praw człowieka…
                                            - Jerzy Giedroyc był postacią tragiczna, w pewnym okresie wielce
                                            zasłużona dla polskiej kultury jako redaktor paryskiej “Kultury”,
                                            ale to nie oznacza, ze nie był on postacią często wręcz groteskowa,
                                            co dobrze opisał kiedyś A. Brycht – p. np. Andrzej Chąciński „Życie
                                            Andrzeja Brychta” w „Życiu” z dnia 2001-05-17
                                            (niniwa2.cba.pl/brycht.htm), i że miał on (Giedroyc) patent
                                            na nieomylność, i ze nie mógł się nigdy mylić, co wręcz sugeruje
                                            Prof. Jarzębski.
                                            - Co do gospodarki polskiej po roku 1989 – ma krytyka reform
                                            Balcerowicza, też zresztą marginalna dla mej rozprawy o Lemie,
                                            oparta jest na materiałach zebranych przeze mnie podczas studiów na
                                            Wydziale Ekonomii The University of Melbourne, które ukończyłem w
                                            roku 1996 z tytułem Master of Arts, na podstawie, m. in. rozprawy o
                                            upadku polskiego przemysłu w latach bezpośrednio po reformie
                                            Balcerowicza. W krytyce Balcerowicza nie jestem zresztą odosobniony –
                                            krytykują go nie tylko polscy ekonomiści (np. Prof. Kowalik czy
                                            Prof. Kołodko), ale także krytykował go jeden z najwybitniejszych
                                            amerykańskich ekonomistów XX wieku – John Kenneth Galbraith, (na
                                            którego krytyce się zresztą wzorowałem w obu moich rozprawach) oraz
                                            ostatnio także znany amerykański socjolog i politolog David Ost w
                                            swej głośnej „Klęsce ‘Solidarności’”.
                                            Tak wiec Prof. Jarzebski tylko się kompromituje zabierając
                                            autorytatywnie głos na tematy, o których nic nie wie ponad to, co
                                            wie przeciętny gimnazjalista.

                                            4. Co do rzekomo niskiej jakości mojej rozprawy o Lemie:
                                            - Posiadam inne, bardzo pozytywne recenzje tej rozprawy, w tym np.
                                            recenzje prof. Ikina en.wikipedia.org/wiki/Van_Ikin, która,
                                            choć została napisana w miesiąc, ma 6 stron, zawiera dokładną,
                                            merytoryczna analizę i kończy się zdecydowana zachętą do publikacji
                                            rozprawy w formie książkowej.
                                            - Posiadam także pozytywna recenzję mej rozprawy doktorskiej
                                            dokonaną przez prof. Suvina
                                            (en.wikipedia.org/wiki/Darko_Suvin), który, jako Chorwat,
                                            czytał Lema w oryginale, ale z powodów zdrowotnych nie był on w
                                            stanie przekazać pełnej recenzji.
                                            - Last but not least, części mojej rozprawy o Lemie ukazały się
                                            drukiem w poważnych periodykach naukowych, po tzw. peer review:
                                            - "Non-Science Fiction Prose of Stanislaw Lem," w Soviet & Post-
                                            Soviet Review Vol. 29, No.3 (2002) –
                                            www.arts.monash.edu.au/lcl/research/projects/popcult.php
                                            - „Stanislaw Lem's Theory of Science Fiction: Structures and
                                            Sociology of the Genre” w: 'Australian Slavonic and East European
                                            Studies' Volume 17, Numbers. 1-2 of 2003 (R) a także
                                            - „Optimistiche (utopische) Zukinftsvisionen in Lems Frühewerk”
                                            („Optimistic [utopian] Visions of the Future in Early Works of Lem”)
                                            w: 'Quarber Merkur' 97/98 (translated form the English language by
                                            dr. F. Rottensteiner).

                                            5. Wręcz żałosna i śmieszna jest też krytyka Monash University ze
                                            strony Pana Prof. Jarzębskiego, jako iż:
                                            - Nie ma on pojęcia o tym, że o Lemie tam pisano długo przede mną,
                                            stąd mogłem otrzymać stypendium doktoranckie na napisanie rozprawy
                                            na temat Lema, który już wtedy był bardzo dobrze znany w Australii
                                            (szczególnie, iż było to w okresie, kiedy amerykańscy i brytyjscy
                                            wydawcy opublikowali szereg książek Lema, głownie w doskonałych
                                            tłumaczeniach Prof. M. Kandel’a).
                                            - Monash University jest w czołówce światowej (pierwszej setce na
                                            świecie, na ogół około miejsca 40-50, a w Australii w pierwszej
                                            piątce), zaś Uniwersytet Jagielloński, który Pan Prof. Jarzebski
                                            reprezentuje, jest albo nieobecny na tych rankingach, albo zalega
                                            gdzieś na szarym końcu, w okolicy miejsca 400-500…

                                            6. Oczywiście jest, ze wiedziałem o artykuliku Prof. Jarzębskiego
                                            w „Pamiętniku Literackim" z roku 1983, stad, w naiwności ducha i nie
                                            znając wówczas dobrze mafijno-zaściankowych układów na UJ,
                                            powierzyłem mu recenzje mej rozprawy, czego do dziś dnia żałuję
                                            (przynajmniej jestem mądry po szkodzie)…
                                            • adept_ltd 186 lat później... 22.04.08, 20:44
                                              1. Pan Profesor Jarzębski nie odróżnia krytyki merytorycznej od
                                              pyskówki. No cóż, to już nie ten sam Kraków, nie ten sam
                                              uniwersytet, nie ci sami profesorowie, co dawniej...

                                              2. Recenzja Pana Profesora Jarzębskiego liczyła dokładnie jedna
                                              stronę. Wzbudziła ona wiec bardzo nieprzychylne komentarze na Monash
                                              University. Musiałem się wręcz tłumaczyć, że to taki „wypadek przy
                                              pracy”, i że większość polskich profesorów uniwersyteckich
                                              prezentuje o wiele wyższy poziom merytoryczny i kultury osobistej
                                              niż Prof. Jarzebski. Mam te recenzję w aktach, do wglądu, razem z
                                              kopia jego listu z dnia 23 czerwca 2001 roku, w której tłumaczy się
                                              m. in. słabą znajomością angielskiego i załącza rachunek za opłaty
                                              pocztowe. Jeśli jego angielski jest (był) tak słaby, to nie powinien
                                              on, moim zdaniem, w ogóle brać się za recenzowanie tekstu, którego
                                              nie był w stanie zrozumieć.

                                              3. Jedyne, co w swej recenzji zakwestionował Prof. Jarzębski to moje
                                              krytyczne, choć marginesowe dla całości pracy, uwagi o dyktaturze
                                              Piłsudskiego, Jerzym Giedroyciu i polskiej gospodarce po roku 1990.
                                              - Ma, zdecydowanie negatywna, opinia o Sanacji i dyktaturze
                                              Piłsudskiego, która doprowadziła Polskę do klęski wrześniowej,
                                              pokrywa się dokładni np. z tym, co ostatnio napisał w „Gazecie
                                              Wyborczej” znany polski historyk Prof. Andrzej Garlicki („Bereza,
                                              polski obóz koncentracyjny” – „Gazeta Wyborcza” z 18 kwietnia
                                              2008: “Więźniowie czyścili ustępy małą szmatką, a w praktyce gołymi
                                              rękami. Przed posiłkiem nie pozwalano umyć rąk ubrudzonych kałem.
                                              Gdy jeden z więźniów zwrócił się z taką prośbą, usłyszał: "Ty ku..
                                              inteligencka, możesz obiad z gównem jeść". -
                                              www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5134208.html.) Stąd Prof.
                                              Jarzebski kompromituje się, zabierając głos na temat, o którym nie
                                              ma zielonego pojęcia i na dodatek publicznie broniąc dyktatury,
                                              znanej z naruszania elementarnych praw człowieka…
                                              - Jerzy Giedroyc był postacią tragiczna, w pewnym okresie wielce
                                              zasłużona dla polskiej kultury jako redaktor paryskiej “Kultury”,
                                              ale to nie oznacza, ze nie był on postacią często wręcz groteskowa,
                                              co dobrze opisał kiedyś A. Brycht – p. np. Andrzej Chąciński „Życie
                                              Andrzeja Brychta” w „Życiu” z dnia 2001-05-17
                                              (niniwa2.cba.pl/brycht.htm), i że miał on (Giedroyc) patent
                                              na nieomylność, i ze nie mógł się nigdy mylić, co wręcz sugeruje
                                              Prof. Jarzębski.
                                              - Co do gospodarki polskiej po roku 1989 – ma krytyka reform
                                              Balcerowicza, też zresztą marginalna dla mej rozprawy o Lemie,
                                              oparta jest na materiałach zebranych przeze mnie podczas studiów na
                                              Wydziale Ekonomii The University of Melbourne, które ukończyłem w
                                              roku 1996 z tytułem Master of Arts, na podstawie, m. in. rozprawy o
                                              upadku polskiego przemysłu w latach bezpośrednio po reformie
                                              Balcerowicza. W krytyce Balcerowicza nie jestem zresztą odosobniony –
                                              krytykują go nie tylko polscy ekonomiści (np. Prof. Kowalik czy
                                              Prof. Kołodko), ale także krytykował go jeden z najwybitniejszych
                                              amerykańskich ekonomistów XX wieku – John Kenneth Galbraith, (na
                                              którego krytyce się zresztą wzorowałem w obu moich rozprawach) oraz
                                              ostatnio także znany amerykański socjolog i politolog David Ost w
                                              swej głośnej „Klęsce ‘Solidarności’”.
                                              Tak wiec Prof. Jarzebski tylko się kompromituje zabierając
                                              autorytatywnie głos na tematy, o których nic nie wie ponad to, co
                                              wie przeciętny gimnazjalista.

                                              4. Co do rzekomo niskiej jakości mojej rozprawy o Lemie:
                                              - Posiadam inne, bardzo pozytywne recenzje tej rozprawy, w tym np.
                                              recenzje prof. Ikina en.wikipedia.org/wiki/Van_Ikin, która,
                                              choć została napisana w miesiąc, ma 6 stron, zawiera dokładną,
                                              merytoryczna analizę i kończy się zdecydowana zachętą do publikacji
                                              rozprawy w formie książkowej.
                                              - Posiadam także pozytywna recenzję mej rozprawy doktorskiej
                                              dokonaną przez prof. Suvina
                                              (en.wikipedia.org/wiki/Darko_Suvin), który, jako Chorwat,
                                              czytał Lema w oryginale, ale z powodów zdrowotnych nie był on w
                                              stanie przekazać pełnej recenzji.
                                              - Last but not least, części mojej rozprawy o Lemie ukazały się
                                              drukiem w poważnych periodykach naukowych, po tzw. peer review:
                                              - "Non-Science Fiction Prose of Stanislaw Lem," w Soviet & Post-
                                              Soviet Review Vol. 29, No.3 (2002) –
                                              www.arts.monash.edu.au/lcl/research/projects/popcult.php
                                              - „Stanislaw Lem's Theory of Science Fiction: Structures and
                                              Sociology of the Genre” w: 'Australian Slavonic and East European
                                              Studies' Volume 17, Numbers. 1-2 of 2003 (R) a także
                                              - „Optimistiche (utopische) Zukinftsvisionen in Lems Frühewerk”
                                              („Optimistic [utopian] Visions of the Future in Early Works of Lem”)
                                              w: 'Quarber Merkur' 97/98 (translated form the English language by
                                              dr. F. Rottensteiner).

                                              5. Wręcz żałosna i śmieszna jest też krytyka Monash University ze
                                              strony Pana Prof. Jarzębskiego, jako iż:
                                              - Nie ma on pojęcia o tym, że o Lemie tam pisano długo przede mną,
                                              stąd mogłem otrzymać stypendium doktoranckie na napisanie rozprawy
                                              na temat Lema, który już wtedy był bardzo dobrze znany w Australii
                                              (szczególnie, iż było to w okresie, kiedy amerykańscy i brytyjscy
                                              wydawcy opublikowali szereg książek Lema, głownie w doskonałych
                                              tłumaczeniach Prof. M. Kandel’a).
                                              - Monash University jest w czołówce światowej (pierwszej setce na
                                              świecie, na ogół około miejsca 40-50, a w Australii w pierwszej
                                              piątce), zaś Uniwersytet Jagielloński, który Pan Prof. Jarzebski
                                              reprezentuje, jest albo nieobecny na tych rankingach, albo zalega
                                              gdzieś na szarym końcu, w okolicy miejsca 400-500…

                                              6. Oczywiście jest, ze wiedziałem o artykuliku Prof. Jarzębskiego
                                              w „Pamiętniku Literackim" z roku 1983, stad, w naiwności ducha i nie
                                              znając wówczas dobrze mafijno-zaściankowych układów na UJ,
                                              powierzyłem mu recenzje mej rozprawy, czego do dziś dnia żałuję
                                              (przynajmniej jestem mądry po szkodzie)…

                                              --
                                              Jam Keller (nfao5), a nie Wieczorek (nfa05).
                                              Literka "o" to nie to samo co cyfra "0".
                                          • nfao5 Oszczerstwa Jarzebskiego (2) 22.04.08, 20:41
                                            7.Na koniec: oczywiste jest, ze Prof. Jarzebski niszczy mnie, jako
                                            konkurenta. Dobrze wie, ze doktorat (PhD) z Monash University to
                                            dziś o wiele więcej niż habilitacja czy nawet profesura na UJ. Stad
                                            popiera on miernoty, które odczytują Lema tak jak on, czyli naiwnie,
                                            bez zrozumienia kontekstu politycznego i naukowego, a zwalcza
                                            prawdziwa konkurencje, czyli m. in. mnie. Poza tym, jako polonista,
                                            słabo na dodatek władający angielskim, nic nie zrozumiał on z mej
                                            analizy Lema, która była przeprowadzona metodami stosowanymi na
                                            Zachodzie w naukach społecznych. Aby odpowiedzieć na pytania zadane
                                            w mej rozprawie o Lemie, posłużyłem się głównie metodami stosowanymi
                                            przez współczesne nauki społeczne (social sciences), w tym głównie
                                            naukę ekonomii, a szczególnie ekonomię polityczną, a także metodami
                                            stosowanymi przez tzw. europejską klasyczną szkołę w naukach
                                            społecznych (the classical European tradition of social theorizing).
                                            Owa szkoła (tradycja), reprezentowana przez takich myślicieli jak
                                            Adam Smith (1723-1790), Karl Marx (1818-1883), Emile Durkheim (1858-
                                            1917) i Max Weber (1864-1920) zakłada, iż nauki społeczne (a więc
                                            też i teoria ekonomii) zajmują się krytyczną analizą ogólnych wzorów
                                            (modeli) kompleksowych (zbiorowych) zmian, w ich polityczno-
                                            ekonomicznym, społeczno-instytucjonalnym i kulturowym wymiarze („The
                                            classical European tradition of social theorising is concerned with
                                            the political economic, social institutional and culture analysis of
                                            broad patterns of complex change”. - P.W. Preston Pacific Asia in
                                            the Global System: An Introduction Malden (Massachusetts):
                                            Blackwell, 1998.) Owa tradycja sięga do XVI wieku, kiedy to pojawiły
                                            się w Europie początki kapitalizmu, a szczególnie szybko rozwinęła
                                            się od końca XVIII wieku, kiedy to w Europie pojawiły się początki
                                            nowoczesnego, industrialnego (przemysłowego) kapitalizmu (modern
                                            industrial capitalism). Oczywiście, dla polskiego humanisty pokroju
                                            J. Jarzębskiego to tyle zrozumiałe, co algebra tensorów…

                                            8. No cóż, na skutek działalności Prof. Jarzębskiego musiałem
                                            zrezygnować z zajmowania się „na cały etat” Lemem i wrócić do
                                            ekonomii, czego zresztą specjalnie nie żałuję, biorąc pod uwagę
                                            wręcz tragicznie mafijne układy na wydziałach humanistyki polskich
                                            uniwersytetów…

                                            j.jarzebski napisał: Z pewnym opóźnieniem dowiedziałem się, co na
                                            mój temat wypisuje pan Keller. Przykro mi, że muszę brać udział w
                                            tej pyskówce, ale powinienem sprosować oczywiste kłamstwa. Moja
                                            recenzja pracy doktorskiej pana Kellera liczyła 4 strony tekstu bez
                                            interlinii i zawierała cały szereg merytorycznych zarzutów. Chętnie
                                            bym ją tu zamieścił, ale umowa zobowiązuje mnie do poufności. Praca
                                            jest niewątpliwie wartościowa w części bibliograficznej i nader
                                            słaba w części interpretacyjnej. W Polsce autor miałby trudności z
                                            uzyskaniem stopnia doktora - na warunki Australii, czyli kraju,
                                            gdzie studia lemologiczne są w powijakach, można było uznać, że góra
                                            zgromadzonego materiału równoważy słabości w odczytaniach książek
                                            Lema.

                                            O politycznych aspektach prozy Lema pisałem po raz pierwszy
                                            w "Pamiętniku Literackim" 1983, z. 2, s. 83-113, o czym pan Keller,
                                            jako znawca bibliografii Lemianów, doskonale wie.
                                            Pan Keller uzna to, co piszę, oczywiście za "niszczenie
                                            konkurencji". Jak ja traktuję PRAWDZIWĄ KONKURENCJĘ, łatwo się
                                            przekonać. Ostatnio właśnie - po moich bardzo pozytywnych
                                            recenzjach - ukazały się książki o Lemie Macieja Płazy i Pawła
                                            Majewskiego. Obie te książki nieskończenie przewyższają
                                            merytorycznie to, co w swej pracy pisze pan Keller.
                                        • nfao5 A kto mnie tu wciaz atakuje? 22.04.08, 20:42
                                          I to ad personam?
                                      • nfao5 Nie popisuj sie chamstwem.... 22.04.08, 20:43
                                        ... anonimie!
                                        • adept_ltd Re: Nie popisuj sie chamstwem.... 22.04.08, 20:46
                                          przecież cię bronię, ponoć robisz niezłe bibliografie...
                                          • nfao5 Re: Nie popisuj sie chamstwem.... 22.04.08, 20:49
                                            1. Napisanie bibliografii to tez sztuka. I szkoda, ze w Polsce tak
                                            malo doceniana...
                                            2. Jesli mnie bronisz, to czemu sie przy okazji ze mnie wysmiewasz?
                                            • nfao5 Problem z niekompetentnym recenzentem 22.04.08, 20:53
                                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=78692944
                                              • adept_ltd Keller założył forum u doktorantów i gada ze sobą 22.04.08, 21:00
                                                • nfao5 Re: Keller założył forum u doktorantów 22.04.08, 21:07
                                                  Dyskutuje tam z Jarzebskim i ostrzega mlodz przed polskimi
                                                  recenzentami!
                                            • adept_ltd Re: Nie popisuj sie chamstwem.... 22.04.08, 20:55
                                              gdyż nie wierzę w logikę dwuwartościową...
                                              • nfao5 Re: Nie popisuj sie chamstwem.... 22.04.08, 21:10
                                                W logike sie nie wierzy, ja sie stosuje...
                                                • adept_ltd Lesio 22.04.08, 21:18
                                                  Lesio bibliografię składa - czy na doktorat się nada?
                                                  Zły recenzent z Polski rodem nie zrozumie, jakim złożona kodem,
                                                  Pozycja do pozycji, kamasutry bibliografii - Lesio potrafi.
                                                  • nfao5 Re: Lesio 22.04.08, 21:19
                                                    Zalosny jestes... Na poziomie Jarzebskiego... :(
                                                  • adept_ltd Re: Lesio 22.04.08, 21:24
                                                    Dziękuję, to dla mnie komplement
                                                    no Lesio, karaluchy pod poduchy...
                                                  • nfao5 Re: Lesio 22.04.08, 21:24
                                                    Zalosne... :(
                                                  • prawdziwamm Re: Lesio 22.04.08, 21:26
                                                    Podpuszcza Pan Lesia:-)
                                                  • adept_ltd Re: Lesio 22.04.08, 21:31
                                                    Nigdy w życiu, no jak coś tam kocham :-)
                                                  • nfao5 Re: Lesio 22.04.08, 21:32
                                                    Czyzbys nie kochal inaczej, tylko tak, jak ta nudna heterosexualna
                                                    wiekszosc?
                                                  • adept_ltd Re: Lesio 22.04.08, 21:35
                                                    Lesiu, ja jestem tolerancyjny, nie musisz tu wyznawać, że nudzą cię kobiety,
                                                    spokojnie, znów mylisz forum...
                                                  • nfao5 Re: Lesio 22.04.08, 21:38
                                                    Kobiety mnie nudza intelektualnie, stad, jak Starozytni Grecy i
                                                    Rzymianie, wole towrzystwo mlodzych mezczyzn (ponad 21 lat - mlodsi
                                                    sa bowiem tak samo prozni i pusci intelektualnie jak niewiasty)...
                                                  • adept_ltd Re: Lesio 22.04.08, 21:44
                                                    no, trudno...
                                                  • nfao5 Re: Lesio 22.04.08, 21:59
                                                    A co ci tak trudno?
                                                  • nfao5 Re: Lesio 22.04.08, 22:35
                                                    A jak ci na imie, abym cie tez mogl adresowac tak poufale, po
                                                    zdrobnieniu...
                                                  • nfao5 Jarzebski to 'ziutek'? 22.04.08, 22:54
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=78192806&a=78696586
                                                  • adept_ltd L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 22.04.08, 23:02
                                                    j.w. więc sepulkę, Lesiu, sepulkę
                                                  • nfao5 Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 22.04.08, 23:06
                                                    Aha, wiec milosnik prof. Jarzebskiego, czyli adept-Itd, to ziutek,
                                                    dawniej geniusz, a jeszcze dawniej andrew, leonard i wiarus... ;)
                                                  • dalatata Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 22.04.08, 23:16
                                                    Panie Lesiu, czy rzeczywiscie pan sadzi, ze jest ktokowliek kto
                                                    czyta to forum, kto bylby w stanie uznac pana za bardziej
                                                    wiarygodnego niz Jarzebskiego? no niech pan tak zatrzyma sie,
                                                    zamknie oczy i niech pan nic nam nie mowi.ale naprawde tak pan mysli?

                                                    bo ja obiecalem ze sie z panem bede zgadzal, bo mial pan smutne
                                                    liczko, ale sa granice nawet mojej checi rozchmurzenia liczka Lesia.
                                                  • nfao5 Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 22.04.08, 23:22
                                                    A czemu to ktos mialby wziac Jarzebskiego za wiarygodnego? Przeciez
                                                    to zwykly bufon, ktory nie znajac angielskiego podjal sie
                                                    recenzowania mego doktoratu, po czym po ponad roku przyslal
                                                    kompromitujaca go rezenzje na jedna strone formatu A4 i na dodatek
                                                    zupelnie nie na temat, a wiec zostala ona po prostu odrzucona przez
                                                    Rade Wydzialu jako niespelniajaca minimalnych wymogow... :(
                                                  • dalatata Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 22.04.08, 23:29
                                                    a to dlatego, ze on, w przeciwienstwie do pana, ma pokazny dorobek
                                                    naukowy. poza tym ma jeszcze te zalete ze kazdym postem nie strzela
                                                    sobie w stope, pozbawiajac sie wiarygodnosci.

                                                    usilowalem sobie pomyslec czy znam kogos mniej wiarygodnego niz
                                                    pan.i naprawde nie potrafie. pan przebija wszystkich. pewnie pan sie
                                                    obrazi na to, ze tak szczerze mowie. ale ja z dobrego serca.
                                                  • nfao5 Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 22.04.08, 23:40
                                                    Jaki ma on dorobek? Zaden. Poza Polska nikt o nim nie slyszal. I nic
                                                    dziwnego, bowiem nie zna on zadnego jezyka poza polskim...
                                                    I to co napisal o mnie, to byl stek klamstw i oszczerstw.
                                                    Skompromitowal sie na Zachodzie swa pesudorecenzja, i stad ta jego
                                                    nienawisc do mnie...
                                                  • dalatata Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 22.04.08, 23:44
                                                    niech pan zagladnie do PoP i porowna za swoim :-), Panie Lesiu. przy
                                                    pana zerze jednak kazdy dorobek to juz duzo i nietrudno wyprzedzic
                                                    nawet SLonca Australii, Lesia Wielkiego. i nawet do takiego
                                                    Jarzebskiego pan nie ma startu..... moze dlatego ze pan jeszcze nie
                                                    mial przyjemnosci byc zacytowanym. he he.

                                                    i wlasnie dlatego jest pan niewiarygodny.

                                                    bez odbioru.
                                                  • nfao5 Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 22.04.08, 23:52
                                                    PoP to nie caly swiat. Mam znacznie wiecej publikacji niz to, co
                                                    dotad zaindeksowal Google Scholar a wiec i PoP. Zreszta nawet na PoP
                                                    mam kilka publikacji. Niewiele mniej niz Jarzebski - on robil
                                                    zreszta kariere za komuny, kiedy ja musialem emigrowac i dopiero po
                                                    ponad 10 latach pobytu na emigracji moglem sobie pozwolic na
                                                    napisanie i obrone doktoratu. Ja wydawalem ksiazki, a nie kolegow,
                                                    jak Jarzebski, stad on mogl zrobic w PRLu doktorat, a ja nie...
                                                    A co do cytatow - jestem czesto cytowany - nie moja wina, ze Google
                                                    Scholar nie indeksuje wszystkiego, co napisalem i tego, gdzie mnie
                                                    cytuja... I podaj wreszcie swoje nazwisko i imie, abym mogl ciebie
                                                    sprawdzic na PoP itp. bazach danych.
                                                  • dalatata Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 22.04.08, 23:59
                                                    uprasza sie admina o zbanowanie mnie, jesli kiedykowliek jeszcze
                                                    odpowiem na posty Lecha Kellera.

                                                    wsyzstkich przepraszam. glupi, glupi, glupi jestem. znow sie dalem
                                                    wciagnac w dyskusje!!!!
                                                  • nfao5 Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 23.04.08, 00:05
                                                    W demokracji nie mozna stosowac ani autocenzury ani tez
                                                    autobanowania!
                                                  • nfao5 Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 23.04.08, 01:08
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=77477420&wv.x=2&a=78704942
                                                  • adept_ltd Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 23.04.08, 08:23
                                                    a tak ogólnie - Lesiu już po 8, wstawaj i łykaj pigułki, wczoraj chyba znowu
                                                    zapomniałeś?
                                                  • nfao5 Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 23.04.08, 11:36
                                                    Twoj poziom jest wrecz zalosny. Jak Jarzebskiego - stac cie tylko na
                                                    chamskie ataki ad personam...
                                                  • adept_ltd Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 23.04.08, 15:13
                                                    Błąd, nie widzę tu żadnej personae...
                                                  • nfao5 Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 23.04.08, 15:45
                                                    Niepotrzebnie sie wdalem w dyskusje z chamem... :(
                                                  • adept_ltd Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 23.04.08, 15:50
                                                    Lesiu, znów rozmawiałeś ze sobą? oj nieładnie...
                                                  • nfao5 Re: L.K. zapomniał, że pisał jako ziutek... 22.04.08, 23:24
                                                    PS: Z litosci Jarzebskiemu zaplacili, bo uznali ze nalezy wspomoc
                                                    kogos z biednego kraju we Wschodniej Europie, a on oczywiscie wzial
                                                    te jalmuzne... :(
                                                  • nfao5 Nierzetelni recenzenci 22.04.08, 23:36
                                                    Primo: Jarzebski nie znal angielskiego, ale sie wstydzil do tego
                                                    przyznac.
                                                    Secundo: Jarzebski nie znal tez metodologi uzywanej na Zachodzie w
                                                    naukach spolecznych.
                                                    Tertio: Pomimo primo i secundo, podjal sie on (dla zarobienia paru
                                                    AUD) recenzowania pracy napisanej w nieznanym mu jezyku i uzywajacej
                                                    nieznanej mu, i niezrozumialej dla niego, metodologii...
                                                  • adept_ltd Re: Nierzetelni recenzenci 23.04.08, 08:10
                                                    Panie Lesiu, może by tak było, gdyby nie drobny fakcik (ale z tymi jest Pan na
                                                    bakier) - że Jarzębski był profesorem na Harvardzie... i jedyne z czym się mogę
                                                    zgodzić w Pańskim bełkociku to to, że mógł nie zrozumieć tego, co Pan napisał,
                                                    ale to problem Pańskiego pisania, Lesiu, a nie Profesora Jarzębskiego.
                                                  • nfao5 Re: Nierzetelni recenzenci 23.04.08, 11:35
                                                    Byl tam najwyzej tylko na krotkim stazu. Ja pracowalem zas na etacie
                                                    na Monash i Melbourne - nie jako profesor, ale jako wykladowca.
                                                    Gdyby Jarzebski byl profesorem na Harvardzie, to by tam wciaz
                                                    siedzial. Ake ze nie zna on angielskiego, to nie mial tam sznas...
                                                  • adept_ltd Re: Nierzetelni recenzenci 23.04.08, 15:12
                                                    panie Lesiu, niech Pan już z siebie nie robi idioty, nie był na
                                                    stażu, tylko jako profesor i z propozycją stałej pracy. Lesiu -
                                                    tabletki czekają.
                                                  • nfao5 Re: Nierzetelni recenzenci 23.04.08, 15:45
                                                    Taak, na Harvardzie tylko marza, aby miec tam Jarzebskiego...
                                                    I daj sobie spokoj z tymi chamskimi "dowcipami"...
                                                  • nfao5 Re: Lesio 22.04.08, 21:31
                                                    Nietety, beton w obronie swych "Okopow Sw. Troycy" nie gardzi
                                                    atakami ad personam, czyli metodami dawno temu potepionymi przez
                                                    prof. Kotarbinskiego... :(
                                            • adept_ltd Re: Nie popisuj sie chamstwem.... 22.04.08, 20:57
                                              aaa, ceniliśmy w Polsce pisanie bibliografii do końca XVIII w., później
                                              zajęliśmy się historią literatury, następnie interpretacją itd. Nie jestem
                                              jednak zwolennikiem galopującego modernizmu...
                                              • nfao5 Re: Nie popisuj sie chamstwem.... 22.04.08, 21:09
                                                Do konca XVIII wieku to nie za bardzo bylo o czym tworzyc te
                                                bibliografie... A na Zachdodzie sztuka pisania bibliografii kwitnie,
                                                tyle, ze to jest zajecie trudne, wymagajace sporej erudycji,
                                                znajomosci jezykow obcych itp., a wiec kwalifikacji deficytowych
                                                dzis np. na UJ...
              • hohvar Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:22
                Zgadzam się z przedmówcą.
                Ja nie do końca rozumiem (to tylko figura retoryczna...:-), w czyim imieniu
                wypowiadają się reformatorzy domagający się zniesienia hab. Bo chyba nie w
                imieniu kreatywnych i twórczych doktorów? Ci bowiem sobie spokojnie poradzą i
                hab. zrobią niejako "przy okazji" rozwoju. Ale domyślam się, że są tłamszeni
                przez "rady starszych zawistnych". A czy po zniesieniu hab. nie będą tłamszeni
                przez tych samych zawistnych, tylko inaczej umocowanych (CK na przykład?).
                Światek polskiej nauki jet niewielki, znają sie wszyscy de facto, więc co za
                różnica: udupiać przy hab. czy przy certyfikacie? Nie sądzę jednak z własnego i
                znajomych doświadczenia, że jest to proceder powszechny, raczej: wyolbrzymiany
                przez tych, którzy stopnia hab. nie uzyskali z różnych powodów (a rzekome
                tłamszenie to często wymysł samoobronny).

                Nie wystarczy wymóg uzyskiwania stopni naukowych poza macierzystym ośrodkiem? I
                żadnego recenzenta ze swojego ośrodka? Wiem, światek naukowy jest mały...:-)
                • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:30
                  "Przy okazji" nie pisze sie rozprawy na stopien.

                  BTW A po co jest wymog posiadania recenzenta z wlasnej rady? Jezeli rada
                  wyznacza tylko dwoch recenzentow, to troche ten wymog mnie dziwi.
                  • adept_ltd Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:37
                    to do mnie?
                    • toja3003 nadal nie dowiedziałem się, 21.04.08, 13:42
                      czym ma się różnić „dr cert.” od „dr hab.”?
                      Nie twierdzę, że model z habilitacją to ideał ale na czym mam
                      polegać różnica między uzyskiwaniem habilitacji a
                      uzyskiwaniem „certyfikacji”? Jakie mają być kryteria? Jeśli podobne
                      to po co ta zabawa z nazwami a jeśli mają być obniżone to ze szkodą
                      dla polskiej nauki, której poziom i tak jest niski.

                      Krótko: dla doktora z dorobkiem i publikacjami wyprowadzenie z tego
                      habilitacji jest rzeczą bezproblemową i naturalną – po prostu
                      powstaje kolejna publikacja podsumowująca i wzbogacająca
                      dotychczasowy dorobek, dobry naukowiec nie ma z tym problemów.
                      Natomiast habilitacja jest problemem dla tych, którzy są słabsi, nie
                      pracują systematycznie i po doktoracie zbyt wolno się rozwijają. Czy
                      tym słabeuszom należy otwierać drogę do tytułów profesorskich w
                      drodze uzyskiwania certyfikatów?

                      I niech pan premier nie przeszadza, że nobliści czy Davies nie
                      mogliby być promotorami na polskich uczelniach. Owszem mogliby, bo
                      wystarczyłoby aby przedłożyli jedną ze swych znakomitych prac jako
                      rozprawę habilitacjną i tyle. Nie sądzę żeby jakaś uczelnia robiła
                      im wstręty, bo jeśli jest dorobek to się go przedkłada do recenzji i
                      uczelnia habilitacją to formalnie potwierdza. W czym problem? Kto
                      się boi habilitacji i dlaczego?

                      • adept_ltd Re: nadal nie dowiedziałem się, 21.04.08, 13:49
                        święte słowa!
                    • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:43
                      do hohvara
                      • hohvar Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 13:53
                        khmara napisał:

                        > do hohvara

                        nie ma wymogu, ale można wprowadzić zakaz takiego rec., to może ograniczyło
                        nieco "chów wsobny".

                        A zgadzałem się nie z khmara, tylko adeptem, jakiś post wskoczył między nas:-)
                        • toja3003 prosiłbym o odpowiedź na 21.04.08, 14:12
                          moje pytanie - jeśli ktoś konkretnie wie.
                          • hohvar Re: prosiłbym o odpowiedź na 21.04.08, 14:18
                            Ale o co chodzi? Czym się różni dr cert. od dr hab.?
                            1. NAZWA (bo trzeba znieść hablitację!) i sposobem uzyskania stopnia (brak
                            kolokwium i wykladu, nie rada wydzialu/instytutu tylko CK nadaje)
                            2. niczym więcej (jak piszą, Kudrycka mówi że to ma być stopień uprawniający do
                            promowania doktorów, czyli tak jak obecnie hab., i do zajmowania stanowisk prof.
                            na uczelniach, czyli tak jak obecnie hab.)




                            toja3003 napisał:

                            > moje pytanie - jeśli ktoś konkretnie wi


                            • toja3003 zrozumiałem i sądzę, że 21.04.08, 14:55
                              w każdym przypadku wystarczy zmienić kryteria nadawania habilitacji
                              na łatwiejsze lub trudniejsze i wyjdzie na to samo czyli po co ta
                              zamiana etykietek?

                              A może w planach jest takich ruch jak w przypadku profesorów? Kiedyś
                              byli tylko centralnie nadawani zwyczajni i nadzwyczajni a potem
                              wprowadzono uczelnianych tzw. profesorów podwórkowych czyli tylnich
                              tzn. z dodatkiem prof. nadzw. po nazwisku i z dodatkiem jakiej
                              uczelni. Może teraz w zamyśle jest pozostawienie habilitacji „dla
                              chętnych” i dodatkowo wprowadzenie tytułu „dr cert.”? Wtedy wszyscy
                              byliby zadowoleni, byłoby więcej tytułów do rozdawania i uzyskiwania
                              wsposób łatwiejszy i trudniejszy.
                  • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 16:53
                    no wiecie co! tu taka dyskusja od nowa trwa (my po prostu nie mozemy
                    bez siebie zyc :-) ), a ja musialem do pracy jechac. jakiz swiat
                    jest niesprawiedliwy!

                    no wiec, khmaro, mysle ze nie masz racji. habilitacja, w jej duchu
                    ma zapisane to 'przy okazji'. to chodzilo o pisanie ksiazki, czy
                    artykulow, ktore staja sie (tak same z siebie) habilitacja. nie
                    chodzi o 'pisanie habilitacji', wlasnie tym sie to wedlug mnie rozni
                    od dokotratu.
                    • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:04
                      No wiec, dalatato, tego "przy okazji" nie widze ani w duchu, ani w literze.
                      Gdyby cos sie stawalo tak samo z siebie habilitacja, to by bylo super, ale tak
                      nie jest. Pod tym wzgledem habilitacja jest drugim doktoratem plus dodatkowe
                      wymagania. Sama z siebie przychodzi najwyzej umiejetnosc prowadzenia wykladu -
                      jezeli ktos jest aktywny i przedstawia swoje badania na roznych konferencjach. 3
                      wyklady habilitacyjne? Prosze bardzo, chocby jutro. No przesada, do jutra nie
                      zdaze przygotowac tylu slajdow. Moze byc na piatek?
                      • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:10
                        no to szkoda. bo juz o tym pisalem nie raz. czy w Polsce sa jeszcze
                        ludzie, ktorzy sa zainsteresowani badaniami? ktorzy robia badania,
                        bo cos ich interseuje, a pisza, bo sie chca tym z kims podzielic? bo
                        jak dla mnie to przeciwnicy habilitacji glownie narzekaja ze trzeba
                        cos napisac.
                        • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:31
                          No to szkoda wielka jak stad do Gibraltaru, bo ja od dawien dawna pisze o tym,
                          ze powinien sie liczyc caloksztalt dorobku, a nie rozprawa pisana specjalnie na
                          stopien.
                          • dalatata Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 17:59
                            to porsze przeczytac ustawe o habilitacji: tam jest napisane o
                            ocenie dorobku.
                            • khmara Re: A czym ma się konkretnie różnić 21.04.08, 18:04
                              taaa? a w ktorym miejscu?
    • nfao5 Nieważna habilitacja, ważne konkursy? 21.04.08, 18:36
      W skrócie: Podanie o nostryfikację mego australijskiego dyplomu
      doktorskiego wysłałem do prof. dr hab. Tadeusza Mołdawy, Dziekana
      Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu
      Warszawskiego, ul. Krakowskie Przedmieście 3, pokój nr 20, tel./fax
      (0-22) 55 20 218 tel./fax (0-22) 826 57 91 email: wdinp@uw.edu.pl
      dnia 22 sierpnia 2007, i do dziś nie otrzymałem na nie odpowiedzi.
      Dziekan nie chce się ze mną spotkać, a jego sekretarka jest wobec
      mnie wręcz agresywna i insynuuje mi, że mój dyplom jest wręcz
      fałszywy albo otrzymany na podrzędnym uniwersytecie, a więc nie
      powinienem jej zawracać głowy oraz iż najprawdopodobniej nie mam
      nawet matury.
      Na dodatek na UW zaginęły dokumenty, które wysłałem tamże w listach
      poleconych.
      Dzisiaj, to jest w środę, 14 listopada 2007, udało mi się wreszcie
      spotkać z Dziekanem Mołdawą, ale dopiero po poinformowaniu jego
      sekretarki, że zgłosiłem mą sprawę do Pana Rzecznika. Dziekan był w
      stsounku do mnie wręcz agresywny, i powiedział mi, iż
      1. Będzie stawiać na moje drodze wszystkie możliwe przeszkody
      prawne, to jest:
      - Powoła specjalną komisję zajmującą się weryfikacją mego doktoratu
      i uczelni, która go nadała (jej wyniki można sobie łatwo wyobrazić,
      mimo iż Monash University w Melbourne, Australia, gdzie uzyskałem
      mój dyplom, jest o wiele wyżej notowany niż Uniwersytet Warszawski),
      - Zarząda, abym przetlumaczył mą rozprawę na język polski (aby
      utrudnić mi maksymalnie życie i przedłużyć okres mego oczekiwania na
      nostryfikację) oraz
      - Będzie ode mnie wymagac maksymalnych opłat, jakie są dozwolone
      przez przepisy regulujące nostryfikację.
      2. Jego zadaniem mója doktorat, choć wyraźnie jest z nauk
      politycznych, nie nadaje się do nostryfikacji na Wydziale Nauk
      Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, jako iż formalnie mam tytuł
      doktora filozofii. Zanaczam tu, iż w krajach angielskojęzycznych
      stopień doktora filozofii (Philosophiae Doctor czyli PhD) jest
      najwyższym z możliwych stopniem naukowym, i upoważnia, jak polska
      habilitacja, do objęcia stanowiska pełnego profesora, a więc jest to
      stopień równorzędny z polską habilitacją. Tak też jest np. w
      Niemczech, gdzie na stanowisko profesora wymaga się „Habilitation
      oder PhD”.
      Przypominam też, iż w rankingu “The Times Educational Supplement”,
      Monash University zajmuje 33-43 miejsce, zaś Uniwersytet Warszawski
      nie wchodzi nawet do pierwszej setki – zajmował on w roku 2006
      miejsce 326, a Monash wówczas miejsce 38
      (www.ui.ac.id/indonesia/extra/tabelqs.pdf).
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=72016465
      • adept_ltd Re:dzisiaj? 14 listopada? 21.04.08, 18:51
        a co to?
      • adept_ltd Re: 3 lata później... 21.04.08, 18:52
        • hohvar Deja vu 22.04.08, 14:53
    • chilly To może znowu "na poważnie"? 22.04.08, 19:07
      Internet sprzyja bylejakości, nie tylko w formułowaniu myśli, ale
      nawet w gramatyce i stylistyce. Dyskusja zbacza w nieoczekiwanych
      kierunkach, a 3/4 wypowiedzi pochodzi od nfa05 (wystepujacego tez
      pod innymi nickami). To może dla ostudzenia rozpalonych głów
      poczytajmy Widackiego:
      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=felietony&name=959
      • prawdziwamm Re: To może znowu "na poważnie"? 22.04.08, 19:29
        Widacki pisze rzeczowo i rozsądnie. Tylko czy ta rzeczowość i
        rozsądek dotrą do podejmujących decyzje polityczne? CZy dotrą do
        pana premiera Tuska i pani minister Kudryckiej? CZy mają świadomość,
        że część głosów w wyborach pochodziła od tych, którzy nie chcieli
        arogancji PISu?
    • nfao5 Re: Nieważna habilitacja, ważne konkursy 23.04.08, 21:45
      Link: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=78747317
      Wlasnie wrocilem ze spotkania tzw. polskich naukowcow z tzw. Pania
      Minister od tzw. Nauki & tzw. Szkolnictwa Wyzszego, ktore odbylo sie
      dzis wieczorem w redakcji warszawskiej "Polityki". Musze przyznac,
      ze milo sie zawiodlem na Pani Minister, poniewaz, choc reprezentuje
      ona bardzo niski poziom, to calkiem niezle wypadla na tle smietanki
      tzw. polskich naukowcow (glownie Uniwerytet Warszawski), ktorzy
      wypadli na tym spotkaniu wrecz tragicznie. Zarowno Pani Minister
      (niby z liberalnego PO, ale liberalnego tylko z deklaracji, a nie z
      czynow) jak i szczegolnie zabierajaca glos profesura, mysla bowiem
      wciaz w PRLowskich kategoriach centralnego planowania i rozdetej
      biurokracji. Nie widza, w jak glebokim kryzysie znajduje sie polska
      nauka, a tylko chca wiecej pieniedzy, glownie na swoje pensje. To
      tak, jakby bankrut chcial, aby dluznicy go dalej finansowali, mimo
      iz jego firma znajduje sie w stanie kopmpletnej zapasci i nie rokuje
      zadnych sznas na poprawe. Stad nie widze przyszlosci dla polskiej
      nauki - z taka Pania Minister i z takimi profesorami skonczy ona
      gorzej niz nauka w Albanii - skonczy na poziomie Burkina Faso albo
      nawet Somalii... :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka