marian.kaluski
02.05.08, 07:59
Z osobistego dzienniczka
30 kwietnia 2008. Dzisiaj są moje imieniny. Żona i dzieci biorą
mnie wieczorem do wspaniałej chińskiej restauracji na Ballarat Road,
tej, którą najlepiej lubię. Już wiem, że poproszę o swoją ulubioną
kaczkę po pekińsku. A robią ją tak samo, jak zrobili nam w Pekinie w
1995 roku. Palce lizać.
Nigdy nie otrzymałem na imieniny tak wspaniałych prezentów jak w
tym roku. Wczoraj przyszły egzemplarze autorskie mojego CD-ROM,
mojej pierwszej e-book: „Śladami Polaków po świecie”, którą wydało
Polonicum Machindex Institut w Szwajcarii. A więc rzecz została
zrealizowana. To wielki mój sukces jako autora. No i wkroczyłem w
nowoczesność. Pomimo robienia przez moich kochanych wrogów
wszystkiego co było możliwe, co podłość i zawiść ludzka mogły
wymyśleć, aby tego CD nie było. Bo już w XV wieku Jan Długosz pisał
w swej „Historii Polski”, że cechą Polaków (raczej podłych
Poljaczków) jest BEZINTERESOWNA ZAWIŚĆ. Teraz te podłe karły mogą
pocałować mnie gdzieś! Oczywiście teraz będą bojkotować CD, z tym,
że ten bojkot to będzie bojkot tylko w ich mniemaniu. Ci, na których
oni mają iluzoryczny wpływ, to i tak by nie kupili „Śladami Polaków
po świecie”, nawet gdyby moi wrogowie błagali swoich ludzi o jego
kupno. Ciemna i chytra masa głupich i zawistnych Poljaczków (bo nie
Polaków!) ucieka od takich rzeczy jak diabeł od święconej wody.
Pomimo poprzednich bojkotów WSZYSTKIE moje książki (16) zostały
rozsprzedane i dzisiaj można je zdobyć jedynie w antykwariatach, po
wyśrubowanych cenach. Jeden antykwariat australijski, który ogłasza
się w Internecie żąda za moją broszurę o Polakach w Maitland aż 40
dolarów (!), podczas gdy książeczka kosztowała 5 dolarów. Sprzedamy
także i CD. Bez niczyjej łaski i wbrew bojkotom. Bo dobry towar
idzie. Tym bardziej, że moja e-book ma poparcie szeregu historyków
Polonii.
Wczoraj również zrealizowałem dwa zamówienia dla Kraju, każde
wartości kilku tysięcy dolarów. A dzisiaj, w dniu imienin, nadeszło
honorarium od wydawcy mojej książki (...). Co prawda tylko 800
dolarów, ale przecież żaden pieniądz nie śmierdzi.
No i otrzymałem jeszcze jeden prezent, którego w ogóle się nie
spodziewałem. Redaktor portalu PAP „Polonia dla Polonii” Czesław
Dondziłło wyzwolił mnie z harówki, która ostatnio zaczęła mnie
męczyć: od bezustannego pisania moich bardzo obszernych artykułów o
Polakach na świecie. Teraz będę je pisał tylko wtedy, kiedy będę
miał na to ochotę. Nie macie pojęcia jak wolnym człowiekiem się
poczułem. Gdybym mieszkał w Warszawie to za to postawiłbym
Redaktorowi kielicha lub dwa kielichy najlepszej wódki. Dużo mu
zawdzięczam i zawsze będę mu za to wdzięczny. Nawet gdyby usunął
mnie (ale mnie nie usuwa!) z grona współpracowników.
Druk moich artykułów o Polakach na świecie w „Polonia dla
Polonii” był mi na rękę w początkowym okresie mojej ponad
czteroletniej współpracy z tym portalem. Korzyść miałem ja, ale i
red. Dondziłło i „Polonia dla Polonii”. Wszak został nagrodzony za
najlepszy portal polonijny i sam napisał do mnie, że była w tym i
moja zasługa.
Faktem jest jednak i to, że od dłuższego czasu to nie „Polonia
dla Polonii” robiła mi łaskę, ale ja jej. Uważałem, że muszę
odpłacić dobrem za okazane mi dobro. Mieli ciekawy materiał prawie
każdego tygodnia – za bzdurno. Typowo po polsku nie płacono mi
żadnego honorarium. Nie zdobywano się nawet na jakiś skromny
grzecznościowy prezent, chociaż czysty dochód PAP w ubiegłym roku
zamknął się sumą 2,5 mln zł. Takie zachowanie się zniechęca do
współpracy, tym bardziej, że w środowiesku dziennikarskim wiadomo,
że żaden redaktor nie szanuje współpracownika, który pisze mu za
bzdurno. Red. Dondziłło zamiast cieszyć się, że wyszła maja pierwsza
e-book, z niewiadomych mi powodów strasznie się rozsierdził. Po
prostu nie może się pogodzić z istnieniem mojego CD. Czy chciał mieć
wyłączność na moje artykuły? – Zapomniał jednak, że wyłączność idzie
z zapłatą.
Co tam jednak „Polonia dla Polonii” i wszystkie inne duperele.
Ważniejszym jest to, że zaraz idziemy do restauracji i będę opychał
się swoją ulubioną kaczką po pekińsku.
W życiu ludzkim liczy się tylko przyjemność jaką los nam zsyła
czy jaką sobie możemy stworzyć czy zafundować. Żyjemy na tym świecie
tylko raz i z tego życia należy brać przyjemności całą garścią, a na
przeciwności i wrogów wypinać tyłek. Aby znali swoje miejsce.
Marian Kałuski, Australia