lubat
03.12.08, 11:28
"W tym ograniczonym sensie Obama dokonał być może znakomitego wyboru.
Poskromił swą główną rywalkę, umieszczając ją w miejscu, gdzie w ogóle nie
będzie mogła go krytykować. Jednocześnie odstawił na boczny tor jej męża,
stanowiącego potencjalne źródło złej prasy i kłopotów. I wreszcie oddał
politykę zagraniczną w ręce osoby, która ma silną motywację, by wykazywać się
wobec niego bezustanną lojalnością."
Jeśli to jest taka skuteczna metoda - zaprząc do swojego rydwanu
najzagorzalszych przeciwników - to dziwię się, że w pałacu naszego Pana
Prezydęta nie ma ani jednego napalonego PO-wiaka, a z drugiej strony w rządzie
nie ma ani jednego PiSiaka. Chociaż tu nie byłbym tak kategoryczny przy osobie
męża Autorki - Sikorskiego.
A może w Polsce nie funkcjonują powszechne na świecie zasady? Kto wie?