quant34
03.02.09, 11:57
Nie ma się co dziwić dlaczego ludzie wykształceni uważają się za mniej
szczęśliwych w obecnym ustroju. Przyczyną jest paradoksalnie to, że w obecnym
ustroju, w przeciwieństwie do poprzedniego, traktowani są jako elita. Za
czasów PRL elita była klasa robotnicza, od inteligencji niewiele wymagano,
niewiele się z nią liczono, co przekładało się na mniejsze obciążenie stresem.
Obecnie ludzie wykształceni niosą na swoich barkach całą społeczno-gospodarczą
rzeczywistość. Robotnik, który pracował ciężko za PRLu, nie może obecnie
pracować dużo ciężej bo ludzki organizm ma jakieś granice obciążenia, ale
statystyczny człowiek pracujący głową za czasów poprzedniego ustroju niewiele
się musiał wysilać, a obecnie obciążony jest w znacznie większym stopniu.
Zdecydowanie mniej się zmieniło w życiu ludzi niewykształconych, może poza
bezrobociem, większą możliwością zarabiania za granicą czy mniejszą szansą na
wynagrodzenie za nic (słynne PRLowskie powiedzonko brzmiało "czy się stoi czy
się leży, dwa patole się należy", teraz kogoś, kto tak twierdzi wywala się na
bruk). Natomiast w życiu ludzi wykształconych zmieniło się prawie wszystko.
Owszem, mają większe możliwości, ale pracują więcej, czasu mają mniej, więcej
stresu, większy udział w wyścigu szczurów itp. Szczęśliwszy jest zawsze ten,
kto ma mniej trosk i mniej do stracenia dlatego paradoksalnie to właśnie
pogardzana przez ustrój PRLu inteligencja była w tamtym czasie szczęśliwsza.