lubat
10.02.09, 09:38
Pan Bóg zabrał ją, zapewne nie mogąc znieść łajdactw, popełnianych rzekomo w
Jego imieniu.
Mnie osobiście poraża piramidalne załganie, niewyobrażalny relatywizm moralny,
praktykowany - o dziwo - przede wszystkim przez KK i jego zwolenników.
Nagle wszyscy zapałali żądzą "ratowania życia" kobiety, której nigdy nie
widzieli, o której by nigdy nie usłyszeli, gdyby "obrońcy życia" sprawy nie
nagłośnili, posługując się zresztą wątpliwym chwytem, polegającym na
publikacji zdjęć pięknej, młodej i tryskającej radością kobiety. W
rzeczywistości to był już wrak człowieka, czego dowodem jest tak szybka śmierć
po odłączeniu rurki.
Jeśli ktoś widział człowieka leżącego bez przytomności choćby jeden rok, ten
wie, o czym mówię. A tu ta gehenna trwała 17 lat!!
Pisząc o relatywizmie moralnym, mam na myśli "sakralizację" śmierci wybranych
jednostek, i tak de facto już nieżywych, przy zupełnym przemilczaniu i
przechodzeniu do porządku dziennego nad śmiercią setek, a nawet tysięcy ludzi
zabijanych dla "szerzenia demokracji" w Iraku, Afganistanie i innych miejscach.
Szczytem niesmaku było wczorajsze (czy przedwczorajsze) przyjęcie w Polsce
prezydenta Palestyńczyków, którego wręcz zmuszono do zabrania głosu w sprawie
zamordowanego w Pakistanie Polaka. Czy my, Polacy, jesteśmy do tego stopnia
zdegenerowani, że nie czujemy niestosowności użalania się nad śmiercią JEDNEGO
człowieka, wobec przedstawiciela narodu, który w ostatnich dniach stracił w
bombardowaniach ok.1,5 tys. ludzi, tysiące inwalidów i całe miasto w ruinach?
Jak by się czuł Polak po Powstaniu Warszawskim, gdyby będąc gdzieś daleko od
kraju, ktoś mu zasugerował, że jego straty to pryszcz, bo tam zamordowano
okrutnie jednego człowieka?