Dodaj do ulubionych

Dobre życie, a nie dobra śmierć

26.02.09, 19:17
a ja solidaryzuję się zarówno z włoskim sądem jak i rodziną Eluany.
Pewność autora co do decydowania za innych jest porażająca.
Widziałem hospicja w Polsce, i taki komentarz w ustach medyka
zajmującego się tym tematem jest zwyczjnie niegodziwy, choć
rozumiem uwarunkowania ideologiczne, chciałbym wierzyć, że autor
byłby konsekwentny gdyby chodziło tu o jego córke.
Znam też sytuację w Holandii i w Niemczech i jestem pewny, że za
parę lat decyzja o zakończeniu własnego życia będzie wszędzie,
także w Polsce będzie dopuzczalna.
Obserwuj wątek
    • koorchee Re: Dobre życie, a nie dobra śmierć 26.02.09, 23:00
      Zycie bez logicznego kontaktu z otoczeniem to moim zdaniem nie jest
      zycie. Mysle, ze nawet jesli Eluana, czy inne tak ciezko chore osoby
      mogly w pewny sposob rozumiec co sie dzieje wokol, to nie chcialaby
      dluzej pozostac w takim stanie, co moze byc rownoznaczne z checia
      smierci. Oczywiscie sa to tylko moje domysly i proba wczucia sie w
      sytuacje takich osob. Aczkolwiek nie potrafie zrozumiec dlaczego
      wloski sad zdecydowal sie na tak okrutna forme zakonczenia zycia tej
      dziewczyny. Nie bylo innych metod, srodkow na wykonanie tego
      procesu? Skoro medycyna nie moze dac 100% pewnej odpowiedzi na
      pytanie, czy aby na pewno czlowiek w takim stanie nic nie odczuwa,
      nie mysli, to dlaczego sad godzi sie na smierc glodowa, ktora jest
      jak juz wspomniano najgorsza forma opuszczenia tego swiata? Tego nie
      potrafie zrozumiec.
    • bucibubek Dobre życie, a nie dobra śmierć 26.02.09, 23:12
      Sądzę, że istota ze stwierdzoną śmiercią mózgową, która z zewnątrz
      wygląda jak człowiek, nie jest człowiekiem, tak jak nie jest nim
      nieboszczyk, nawet jeszcze ciepły. Wiedza ludzka - w odróżnieniu od
      religijnej wiary - nie zna ani jednego przypadku zmartwychwstania.
      Stanisław Remuszko
      P.S. Uważam, że pan doktor bredzi, twierdząc, iż u kogoś, u kogo
      stwierdzono (zgodnie ze standardami) śmierć mózgową, nastąpiło
      wznowienie elektrycznej aktywności mózgu.
      • ladne_sny Re: Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 22:15
        u tej pani nie stwierdzono smierci mozgowej. ze zostala zaglodzona to
        fakt bezsporny.
    • wolnomysliciel wiecej wspolczucia, mniej ideologii 27.02.09, 01:03
      Az przykro czytac o podgladach na tak delikatna sprawe
      przedstawiciela inteligencji, od ktorej spodziewamy sie jak
      najbardziej obiektywnej oceny, a nie jednostronnego podejscia.

      Przez artykul przewijaja sie zaledwie 2 fakty, ktore skladaja sie
      na jednoznaczne potepienie smierci Eluany. Pierwszy, ze cierpiala
      straszne meki, bo przez pare dni byla bez jedzenia i picia. Po
      drugie, nie mozna bylo z pewnoscia stwierdzic ze jest nieswiadoma, a
      kilkanascie lat w spiaczce sie nie liczy, bo tylko ja utrzymywano
      przy zyciu a nie leczono.

      Nie wiem skad ten lekarz wzial pomysl ze to jest najgorszy rodzaj
      smierci i przezywa sie straszne meki("Prawdopodobnie, bo nikt z nas
      tego nie wie, nie przeżył tego."). Aha, skoro nikt tego nie przezyl
      to czego sie wypowiadasz. I czego to ma byc "prawdopodobne"?
      Prawdopodobnym jest przy rzutach moneta, ze ilosc rewersow i awersow
      bedzie podobna. Wiemy to nie tylko teoretycznie ale i praktycznie,
      bo pokazuja to setki przykladow. To jak ona sie czula, co nas czeka
      po smierci itd. mozna przypuszczac i wierzyc w rozne rzeczy ale bez
      terminow scislych, ktore sugeruja wiedze.
      I zanim wroce do glownego watku jeszcze mala dygresja. Bylem
      ciekaw jak sie czuja ludzie glodujacy wiec zrobilem eksperyment i
      nie jadlem nic przez 10 dni. I zadnego cierpienia nie bylo. Owszem,
      przez pierwsze 3 dni bylem coraz bardziej glodny i bylo to
      nieprzyjemne, ale z bolem zeba czy brzucha to nie ma porownania. W
      5 dniu te lekkie nieprzyjemnosci zniknely i procz pustki w brzuchu
      (brak sokow trawiennych) to czulem sie zupelnie normalnie. Raz nawet
      zrobilem 4 tygodniowa glodowke, ale z litrem soku codziennie by nie
      spowodowac zbyt wielkich zniszczen w organizmie. Efektem bylo ze
      przez ostatni tydzien prawie mdlalem, gdy probowalem za szybko wstac
      i bylem generalnie wycienczony, ale bolu jako takiego nie
      doswiadczylem. Rozumiem ze tu mamy do czynienia z pelnym odstawem
      (czyli bez wody tez), ale sadze, ze raczej efekt bylby podobny do
      mojej proby (tylko w kilka dni a nie tygodni) niz niewyobrazalny
      bol. Oczywiscie to tylko opinia, ale jest przynajmniej jakas do tego
      podstawa, a nie "prawdopodobnie" bazowane na niczym.

      Zreszta motyw bolu jest malo znaczacy dla naszego experta, kiedy
      to ujawnia, ze nawet gdyby w pelni ulzyc prawdopodobnemu cierpieniu,
      to i tak to nie ma znaczenia, bo to przeciez morderstwo. Nie ma tu
      znaczenia, ze ona lezala jak warzywko przez kilkanascie lat, bo
      przeciez jej nie leczono tylko zywiono. A dlaczego jej nie leczono?
      Przeciez gdyby leczono i sie nie udalo to wtedy mozna, a tak to
      morderstwo. Byc moze nie leczono, bo nie ma lekarstwa/zabiegu na
      spiaczke. Taki czlowiek albo sie obudzi albo nie. To dlaczego sie
      niektorych ludzi odczepia od aparatury? Przeciez z cala pewnoscia
      nie mozna stwierdzic ze sie go nie uratuje - przeciez medycyna
      popelnia bledy. A jesli juz wyczerpano wszystkie mozliwe sposoby
      leczenia, jaka mamy gwarancje, ze za jakis czas nowe lekarstwo czy
      zabieg sie nie pojawi, ktory moglby go ocalic, gdybysmy go nie
      odlaczyli od aparatury? Tak mozna mnozyc, gdyz pewnosci nigdy nie
      mamy i miec nie bedziemy. Dlatego nie mozna obstawiac przy slepych
      formulkach.

      Dlaczego ten lekarz tak sie przejmuje potencjalnym cierpieniem
      Eluany, a nie zwraca uwagi na realne cierpienie ludzi z
      nieuleczalnymi chorobami, ktorzy blagaja o przerwanie ich meczarni?
      Jesli taka osoba jest w pelni swiadoma, jezeli nie ma podejrzenia ze
      rodzina/otoczenie naciska, tylko wyplywa to szczerze z niemoznosci
      wytrzymania bolu, to dlaczego nie zlitowac sie nad nim?

      Wiele ludzi 'chroni' zycie takich ludzi bo, w mojej opinii, tak
      jest najlatwiej. Nie trzeba zastanawiac sie nad poszczegolna
      sytuacja, dociekac prawdy i podejmowac trudne decyzje - mozna
      zawsze, z calkowita pewnoscia mowic NIE. Eutanacji. Nie. Aborcji .
      Nie. In vitro. Nie. Zadnych wyjatkow. Dlaczego? Bo nie mozna
      zabijac. Koniec kropka.

      Nie uwazam, ze na pewno powinno sie odlaczyc Eluane od aparatury.
      Ale jestem przekonany ze jednoznacze osady w jedna czy druga strone
      nie sa dobre, gdyz to nie jest czarno biale tylko pomiedzy. I
      kierowac nami powinno dobro czlowieka a nie regulki. Nie sadze, by
      ojciec teraz sie czul swietnie po tym wszystkim. Sadze ze zrobil to
      co uwazal najlepsze dla swojej corki, bo ja kochal, ale mimo
      wszystko smutno mu z powodu calej tej sytuacji. nawet jak zdaje
      sobie sprawe ze zrobil slusznie, to nie znaczy ze bedzie sie czul z
      tym komfortowo.

      I na milosc boska, prosze nie dawac chorych porownan. Odlaczenie
      aparatury do morderstwa, lekarzy ktorzy decyduja sie o przerwaniu
      leczenia/podtrzymywania zycia do nazistow, oczywistych przypadkach
      swiadomego okrucienstwa wobec ludzi/zwierzat do czegos, o czym nie
      wiemy jak ktos czul.

      Choc akurat w tym ostatnim wypadku lekarz mial racje. Jak juz sie
      decydujemy na odlaczenie to na calosc, krotka pilka, a nie
      przeciaganie przez kilka dni. Jak nic nie czuje to bez roznicy, a
      jak ma cierpiec to skrocmy to do minimum.
    • maruda.r Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 04:42

      "Przeraża mnie, że my, społeczeństwa cywilizowane, godzimy się na to, że sąd
      skazuje na śmierć kogoś i dokonanie tego w sposób tak okrutny."

      ************************************

      A mnie przeraża, że lekarz, podobno człek inteligentny, może tak przeginać w
      interpretacji faktów.

      Czy i ja mam pobawić się w nadinterpretację i przyjąć, iż to lekarz jest
      odpowiedzialny za śmierć każdej osoby, która zeszła w trakcie operacji - jest
      zabójcą?

      Sąd nikogo nie skazał na śmierć. Te decyzję podjęła rodzina Eluany. Sąd
      rozważył i przychylił się do jej argumentacji. W imię człowieczeństwa właśnie.
      Może ten sposób był okrutny, ale to podobni bohaterowi wywiadu uniemożliwili
      zastosowanie innego bez konsekwencji prawnych dla opiekunów.


    • chrust nie zgadzam sie z kolega 27.02.09, 07:53
      Jesli Eluana dostalaby niewydolnsoci nerek i wymagalaby dializy, to
      czy zdecydowalby Pan sie dializowac, czy stwierdzil, ze bylaby
      to "terapia uporczywa"? Czy jesli wystapilby u niej nowotwor piersi
      z przerzutami, to podjalby sie Pan leczenia chemioterapia? Czy jesli
      dostalaby posocznicy, to podalby jej Pan Xigris, wiedzac ze zabiera
      Pan ten lek komus innemu?

      Moim zdaniem czesto w sytuacji czekamy na jakas terminalna chorobe,
      ktora zakonczylaby zycie takiego nieszczesnika, a kiedy taka choroba
      przychodzi, oddychamy z ulga ze to nie my musimy decydowac o losie
      pacjenta, lecz "sila wyzsza" zadecydowala za nas. Odstawienie
      zywienia jest taka sama interwencja jak niepodejmowanie dializy w
      powyzszym przypadku. Nie znamy calosci sytuacji, ale gdybym byl na
      miejscu lekarzy Eluany to prawdopodobnie tez bym odstawil zywienie i
      pozwolil tej kobiecie odejsc.
    • japolak nie dobra śmierć 27.02.09, 09:10
      Nie jestem lekarzem. Mój ojciec miał 3 zawały, potem okazało się, iż
      ma tętniaka aorty. Zgodził sie na operację, choć pożegnał się z całą
      rodziną, zbyt nie licząc by do nas wrócił. Operacja udana, lecz
      potem nie odzyskał przytomności, pojawiły sie komplikacje. W dzień
      siedziała przy nim moja mama i brat, nocami ja. Rodzina i
      pielęgniarki odwracały ciało, by masować i smarować potworne
      odleżyny. Ja też. Z gnijących palców nóg był taki smród, iż nikt
      poza mną nie odważył się ich opatrywać.
      Lekarze powiedzieli mi, iż stan zdrowia się poprawia i będą ojca
      budzić ze śpiączki farmakologicznej i bym jechał do mojej żony i
      naszego niemowlęcia. Nawet jesli z litości dla ojca i mnie okłamali -
      wybaczyłem i w przeciwieństwie do niektórych znanych nawet osób nie
      procesowałem się. Choć po 3 dniach dostałem telegram, iż tata umarł.
      Zdążyłem przyjechać, by osobiście umyć i ubrać ciało. Parę słów dla
      mnie prawdziwych nad grobem powiedziałem...
      No i noszę w portfelu kartkę, iż nie chcę uporczywej terapii gdy
      byłbym w stanie wegetatywnym. Ale organy do przeszczepów pobrać
      można.
      Kościół katolicki jest w niezręcznej sytuacji - jednym z dowodów
      świętości Karola Wojtyły, coraz bardziej schorowanego i cierpiacego,
      choć do końca przytomnego, była jego prośba o zaprzestanie
      uporczywej terapii. Jako jeden z najważniejszych ludzi na świecie
      przez najlepszych lekarzy miesiącami mogłby jeszcze przy życiu
      utrzymywany. Bez urazy za porównanie - pamiętam jeszcze Breżniewa,
      który "włączany" był na czas niektórych spotkań. Początkowo
      próbowano tłumaczyć bełkot chorego człowieka, potem i z tego
      zrezygnowano.
      Ta dziewczyna kilkanaście lat była nieprzytomna - jedynym objawem że
      ciało działa, było to, że była w stanie oddychać. Rodzina żadnego
      współczesnego jej zdjęcia nie opublikowała, choć media i publiczność
      są takie, iż miliony dolarów mogłaby zarobić, miliony widzów
      przyciągnąć na spektakl pod tytułem "umieranie". Z nagrodami za sms
      kto lepiej zgadnie dzień śmierci...
      W Polsce jakiś schorowany potwornie i biedny człowiek chyba rok temu
      poprosił o eutanazję. Nie wiem, czy "obrońcy życia" sfinansowali mu
      dalsze leki i kawałek chleba. Po śmierci Włoszki rodzina polskiego
      chłopaka, też latami nieprzytomnego, ze zdiagnolizowaną śmiercią
      mózgową o podobną zgodę poprosiła.
      Jak chrześcijanie mogą takiego życia bronić - jednocześnie domagając
      się wznowienia kary śmierci, wysyłając kapelanów
      usprawiedliwiających "naszych żołnierzyków" którzy celowo lub przez
      prypadek zabili dzieci, kobiety i mężczyzn z jakiejś irackiej wioski.
      Na tym tle bez emocji przyjmuję apel GW o zbiórkę na ratowanie przed
      rzeźnią jakiejś klaczy ze złamaną nogą...
    • madissa Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 09:18
      Moja Babcia umierała całymi miesiącami w niewyobrażalnych męczarniach. Na
      raka. Przez ostatnie miesiące brała coraz większe dawki morfiny, a mimo to
      cierpiała. Leżała w łóżku, w domu,nieprzytomna, albo przytomna, ale skupiona
      wyłącznie na bólu. A jednak, w chwilach świadomości powtarzała: "Ja jeszcze
      nie chcę umierać". Pamiętam koszmarną bezradność - naszą, rodziny w obliczu
      tego cierpienia. Gdyby kiedyś kogoś z mojej rodziny spotkało coś podobnego i
      ten ktoś powiedział: "ja chcę już umrzeć" nie zawahałabym się....

      Ale, Panie Doktorze, wcześniej, moja Babcia całymi latami - powtarzam CAŁYMI
      LATAMI (tak to pamiętam z dzieciństwa) cierpiała na straszne bóle brzucha. I
      chodziła od lekarza do lekarza. Z jednego. badania na drugie. Żaden nic nie
      znalazł. Aż było za późno. A zatem - może skup się Pan na prawidłowym leczenie
      - to wystarczy.

      Skrócenie męki czasem jest naszym, ludzkim obowiązkiem. Nie ma to nic
      wspólnego z eugeniką - każdy człowiek, nawet najbardziej poszkodowany przez
      los ma prawo do GODNEGO życia, na sponsorowanie którego my, społeczeństwo
      powinniśmy się zgodzić. Oczywiście nie jest godnym życie polegające na
      patrzeniu się przez 20 lat w sufit, bo pieniędzy starcza wyłącznie na pampersy
      i sondę do karmienia dla takiego człowieka. Ale czy złożyć się na umożliwienie
      lepszego standardu życia takiemu człowiekowi, czy na lekarstwa nowej generacji
      dla innego, chorego na nerki, bo dla obydwu nie wystarczy? Nie wiem, nie
      potrafię odpowiedzieć na to pytanie (a to jest właśnie realne pytanie, na
      które Pan Doktor powinien przynajmniej spróbować odpowiedzieć zamiast snuć
      teoretyczne rozważania o etyce).

      A'propos - czemu ta niemalże zdrowa w Pana opinii kobieta - Eluana, umarła
      zaledwie po dwóch czy trzech dniach od odstawienia pożywienia?
    • lubicz Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 10:06
      Dziękuję Panu Doktorowi za tekst i za przedstawione w nim poglądy. Ocalił Pan we
      mnie wiarę w lekarzy, w ich powołanie. Niestety, dawno już w szkołach odeszło
      się od kształcenia humanistycznego ludzi i mamy tego efekty. Ludzie zabierają
      głos w dyskusjach nie wiedząc o czym dyskutują, nie potrafiąc zdefiniować
      podstawowych pojęć którymi się posługują. Trudno więc od nich oczekiwać
      faktycznej, a nie powierzchownej czy wręcz oszukańczej empatii. Nie zrozumieją,
      że cywilizacja w której równocześnie nie można w sposób humanitarny pozbawić
      życia wielokrotnego, zwyrodniałego mordercy, a można osobę chorą (eutanazja,)pod
      oszukańczym pozorem walki o jej dobro, jest skazana na zagładę. Dzisiaj rachunek
      ekonomiczny zastąpił nam sumienie. Dobrze, że są lekarze którzy tej powszechnej
      presji jeszcze się nie poddali. lubicz@poczta.fm
    • kapitan.kirk Re: Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 10:30
      krebs06 napisał:

      > Pewność autora co do decydowania za innych jest porażająca.

      A gdzie Ty to wyczytałeś? Autor wszak kilkakrotnie i mocno
      podkreśla, że właśnie NIE MA pewności.

      > Znam też sytuację w Holandii i w Niemczech i jestem pewny, że za
      > parę lat decyzja o zakończeniu własnego życia będzie wszędzie,
      > także w Polsce będzie dopuzczalna.

      Ależ artykuł nie jest przecież o decyzji zakończenia WŁASNEGO życia
      ale o decyzji zakończenia CUDZEGO życia, podjętej przez inne osoby -
      i w tym właśnie cały problem! Doświadczenia holenderskie nie są
      poza tym bynajmniej jednoznaczne - tu dość wstrząsający artykuł z
      tygodnika, którego nie sposób raczej nazwać klerykalnym:
      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=7869

      Pzdr
    • m949 Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 11:17
      To przerażające co uważa dr Józef Bojko! Sąd i rodzina podjęli właściwą
      decyzję.Wykazali się wielką odwagą popartą myśleniem i rozumem. Gdybym była w
      podobnej sytuacji, życzyłabym sobie takiej decyzji o wiele wcześniej!!
      Niestety, dzięki ideologom - fanatycznym dobrodziejom i podporządkowanym im
      politykom ( niestety jest ich większość)moje życzenia, to marzenia. Panu
      doktorowi życzę sukcesów w pracy, zaangażowania i odwagi w eliminowaniu
      rzeczywistej patologii w naszej służbie zdrowia. Czy Pan Dr ją dostrzega??,
      może wypowiadał się w tym temacie?? Maria
    • artpiut Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 12:54
      a czy ktoś moze powiedzieć jak sie zabezpieczyc przed taką uporczywą
      terapią (np żeby po stw. śmierci wegetatywnej odłączyli mnie od
      aparatury wspomagajacej)chodzi mi o coś skutecznego prawnie, żeby
      jakiś domorosły filozof sie nie mógł długo pastwic nade mną
    • tadek-1 Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 13:37
      Za zycia Bojkow nigdy niema, natomiast zaraz po smierci zlatuja sie cale chmary.
      • jola.wisniewska Re: Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 14:59
        Skad wiesz, co Bojko robil przed smiercia Eluany, jak dzialal.
    • alexaonly Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 15:30
      panu doktorowi i innym proponuję eksperyment - sprobować kilka
      miesięcy poleżec w ekskrementach i z odleżynami.....
      • ladne_sny Re: Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 22:29
        a ta pani tak lezala, bo nie przypominam sobie? nie pisz bzdur.
    • anders76 Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 16:12
      "A śmierć z głodu i pragnienia to prawdopodobnie jeden z najgorszych rodzajów
      śmierci. Prawdopodobnie, bo nikt z nas tego nie wie, nie przeżył tego."
      Pan dr byl uorzejmy jednak czegos tam nie doczytac w trakcie swojego szkolenia i
      nie zostalo to wykryte na egzaminie specjalizacyjnym a szkoda. Ten rodzaj
      smierci jest dokladnie znany i opisany, mi.innymi przez ludzi, ktorzy zostali od
      smierci glodowej uratowani. Po kiku dniach ustepuje uczucie glodu i pojawia sie
      narastajaca apatia, sennosc, zobojetnienie.
      Poza tym chcialbym przypomniec, ze nie ma powszechnie uznanej definicji zarowno
      zycia jak i smierci. Na dzisiaj przyjmuje sie funkcje mozgu jako wyznacznik. Od
      dawna stosuje sie wstrzymanie postepowania podtrzymujacego zycie w wypadku
      utraty nadziei na polepszenie stanu pacjenta. I to wlasnie mialo miejsce.
      Czasami zatrzymuje sie aparature oddechowa, czasami stymulacje lekami, tym razem
      wstrzymano sztuczne odzywianie.
      Postepy w sztucznym podtrzymywaniu ludzkiego zycia sa olbrzymie, na dobra
      sprawe, chorymi ktorzy nie rokuja poprawy a jeszcze nie umarli mozna praktycznie
      zapelnic mase szpitali. Istnieje autentyczna potrzeba etycznej dyskusji i
      decyzji o dalszym podtrzymywaniu resztkowych funkcji zyciowych, ale nie jest to
      juz kwestia czysto medyczna a bardziej spoleczna. Nie jestem pewnie, czy lekarze
      sa do takich decyzji powolani, tym razem zadecydowal sad i dobrze, ze decyzja
      zapadla poza medycyna. Rola lekarzy zakonczyla sie w momencie deklaracji, ze
      poprawy stanu pacjentki nie bedzie.
      • jola.wisniewska Re: Dobre życie, a nie dobra śmierć 27.02.09, 18:18
        A ja mysle, ze doktor mowi o sprawie ze swojego doswiadczenia z
        pacjentami, i takiego glosu nie nalezy lekcewazyc, deprecjonowac. On
        wcale nie gra pewniaka, przeciez mowi o zrozumieniu dla ojca Eluany.
        I mowi bardzo wazna rzecz: jesl nie jestesmy pewni, co przezywa
        osoba w stanie wegetatywnym, to dzialajmy na rzecz tego, zeby zyla i
        byla pod dobra opieka.

        Taki Janusz Switaj na przyklad nie moze zyc bez respiratora (Eluana
        mogla), ma tylko to szczescie, ze moze sie kontaktowac ze swiatem.
        Ale ich sytuacja jest podobna, a Switaja nawet gorsza. Odlaczycie mu
        respirator - nie zyje w pare minut. Eluana bez wody i zywnosci mogla
        przezyc te pare dni. Switaj prosil o eutanazje, dostal wspaniala
        pomoc od wielu ludzi.

        A wiec moze tu jest sedno sprawy: zeby taki chory i jego rodzina nie
        czuli sie osamotnieni w swoich dylematach, zeby ktos zwyczajnie przy
        tym chorym posiedzial wyreczajac rodzine. Chociaz... ojcu Eluany
        zakonnice proponowaly stala pomoc przy corce. Nie skorzystal z niej -
        trudno mi to zrozumiec.
    • albrecht1 Dobre życie, a nie dobra śmierć 28.02.09, 15:17
      "W przypadkach ciężkich rozpoznanie i ostateczną decyzję o zaprzestaniu
      terapii jesteśmy w stanie podjąć w sposób wiarygodny, kiedy już od jakiegoś
      czasu trwa ciągłe leczenie"

      Wzruszające panie doktorze, choć nieprawdziwe. Bliską mi osobę odłączono od
      respiratora po... 48 godzinach od rozpoczęcia tzw. uporczywej terapii i to bez
      zgody rodziny. Co ciekawe, ordynator oddziału jeszcze za życia ratowanego
      stwierdził- Ten człowiek nie ma prawa już żyć.-
      Zatem proszę sobie tę "wiarygodność" zachować dla siebie.
    • pj.pj Łagodna kara śmierci? 26.03.09, 10:56
      Nie wiem, co pan doktor wie na temat metod wykonywania kary śmierci, ale
      porażenia prądem elektrycznym nie uznałabym za łagodne. Szkoda, że pani
      dziennikarce nie przyszło to do głowy.

      Nawiasem mówiąc wobec zwierząt, o których tu było sporo, stosuje się w
      cywilizowanych krajach właśnie tę wyjątkowo okrutną metodę (prąd elektryczny),
      podczas gdy tradycyjne u ludów pasterskich (i dlatego koszerne) wykrwawienie
      jest jedynym znanym rzeczywiście łagodnym sposobem zadawania śmierci -
      pozbawiony tlenu mózg po prostu powoli zapada w sen. Nie przypadkiem był to
      ulubiony sposób popełniania samobójstwa przez Rzymian (poza sytuacjami
      wojennymi), którzy byli bardzo praktycznym narodem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka