skiperko
12.06.09, 14:26
W wypowiedziach tego pana jest tyle naiwnej egzaltacji, że robi się
nie tylko śmieszno-żałośnie, ale i mdło. Niemała w tym zasługa pani
dziennikarki, która swoimi pytaniami podkręca tę uroczą atmosferę.
Jeśli bohater wywiadu w swoich bankowych czasach miał w sobie tyle
gorliwości co obecnie, to nic dziwnego, że zrobił tak błyskotliwą
karierę. Zrezygnował z niej, bo przecież lepiej być żarliwym
kapłanem sztuki niż sfrustrowanym lokajem wielkiego kapitału.
Zwłaszcza wtedy, gdy mimo tak rewolucyjnej zmiany we własnym życiu
(i mimo kryzysu !) wciąż ma się ten kapitał po swojej stronie
(kapitał finansowy, ludzki, towarzyski, emocjonalno-miłosny,
ojcowski i jaki tam jeszcze).
Zazdrość mnie zżera? No pewnie. Ale może nie dałbym jej dojść do
głosu, gdyby Wyborcza nie poraziła mnie dwustronicowym wywiadem z
panem Dawczakiem-Dębickim.