bimbus18
06.07.09, 11:58
Skundlenie i serwilizm prozachodnich palantów wobec USA dają właściwie im jeszcze zabierać głos w imieniu Rosji?
Dlaczego ten babsztyl nawet słowem nie zająknie się o rosyjskiej racji stanu, roli - podobno jej - kraju we współczesnym świecie i rosyjskich interesach?
Jeśli szukać przyczyn całkowitej marginalizacji tych palantów na rosyjskiej scenie politycznej od wielu, wielu już lat, to poczesne miejsce mają w tym ich amerykańskie poglądy.
Rozbrojenie jest nawet według tego babska najważniejsze, ale próżno od niej oczekiwać stanowiska na temat ciągłego nakręcania przez jankesów od czasów zakończenia zimnej wojny spirali zbrojeń, ciągłego przybliżania się militarnych struktur NATO ku granicom Rosji, tarczy antyrakietowej, zbrodniczych poczynaniach reżimu Sukinszwilego, antyrosyjskiej polityki prowadzonej przez Juszczenkę na Ukrainie i nacjonalistycze reżimy w państwach bałtyckich.
Surrealistyczne brednie o „sukcesach” państw bałtyckich, Ukrainy, Gruzji – teraz już nawet Białorusi, którą to już nawet widzi w NATO (sic!) – dowodzą, że ta baba niezbyt orientuje się, na jakim właściwie świecie żyje.
Czy to jest to zewnętrzne środowisko właściwe dla Rosji?
To babsko powinno się zastanowić w wolnej chwili, czy z takimi poglądami można zaistnieć na tamtejszej scenie politycznej. Nawet w demokracji ludzie nie mają obowiązku głosować na głupców, bydlaków i zdrajców.
Jedyną nadzieję pokłada to babsko w naciskach zewnętrznych na Rosję – w końcu przy tak kretyńskich poglądach można zrozumieć, że tylko jakaś zewnętrzna siła (jak kiedyś Lenina) może ich wynieść na powierzchnię życia politycznego w Rosji. Oni sami od dziesięcioleci już nie są zdolni do tego.
Używanie pojęć demokracja, prawa człowieka, wolność jako wytrychów dla osiągnięcia swoich celów ma dość ograniczoną skuteczność.
Czy nie pora to wreszcie zrozumieć?