jbulicka
28.11.07, 22:29
Bardzo prosze o pomoc. Już nie wiem co mam robić. Mam 4,5 miesięczną
córeczkę. Jej pierwszy miesiąc życia był boski. ładnie jadła, ładnie spała,
książkowo przybrała na wadze. W drugim miesiącu zaczęły się problemy. Zaczęła
płakać, rzucać się i prężyć przy jedzeniu. Kilka razy zauważyła,że rączki jej
się trzęsą, ale nie tak jak niemowlakowi w tym okresie życia. Trzęsły jej się
jak "galareta". Tak jak rączki trzęsła jej się też główka.Generalnie zaczęła
być niespokojna. Po każdym posiłku ulewała, czasem godzinę po jedzeniu. Bardzo
często twarogiem.Robiła rzadkie, śluzowate kupki. Miała robiony posiew kupki,
z którego nic nie wyszło. Czas leciał a ona co raz bardziej niespokojna. Po
drugim miesiącu już mniej przybrała, ale nie na tyle,zeby się niepokoić. W
trzecim miesiącu zaczął się koszmar. Non stop płacz. Na początku myslałam,że
to kolki. Co nie znaczy,że nic nie robiłam. Miała robione wszelkie wyniki.
POza tym malutka ma powiększony lewy UKM. Do tej pory nie miała infekcji i
jest pod opieką urologa. W trzecim miesiącu przybrała już tylko 500 gram. Non
stop płacz, luźne kupki, niechęc do jedzenie a wręcz wstręt. Strasznie napieta
i niespokojna.Zabawa zamiast sprawiać jej radośc strasznie ją spina i się za
każdym razem denerwuje. Ma lekkie napięcie mięśniowe w prawej rączce, co jest
obecnie rehabilitowane. W czwartym miesiącu kontynuacja dwóch poprzednich mcy.
No i po tym miesiącu przybrała już tylko 170gram.Poza tym w ciągu 4 mca trzy
razy pojawiła się świerza krew w kale. Nieznaczna ilośc ,ale jednak. Moja
pediatra w zasadzie troszkę to zlekceważyła.Dopiero jak zwróciłam jej uwagę,że
moim zdanie malutka mało przybrała powiedział,żeby wstawić jej kleik ryżowy.
Tak zrobiłam. Po kleiku zaczęła robić kupki galaretowate, przezroczyste o
żółtym zabarwieniu. Zaprzestałam jej dawać ten kleik. Zgłosiłam się z nią na
oddział szpitalny pediatryczno-alergologiczny. Tam została dokładnie
przebadana między innymi na krew utajoną (wynik dobry). Ogólnie rzecz biorąc
wszystkie wyniki ok. lekarze w tym szpitalu uznali,że to refluks. Został
wprowadzony Alumag i debridat. nastąpiła poprawa. Zaczęła robić ładne kupki,
przestała ulewać, uspokoiła się. Co prawda zabawy nadal po jakimś czasie ją
denerwowały, ale to i tak było niebo a ziemia. ale karmienie w dalszym ciągu
wyglądało tak samo, walka.Zaczęła gaworzyć, śmiać się, po prostu sielanka.
Przez tydzień przybrała nawet 70gram ( co uważam za sukces). Po kilku dniach
od wyjścia ze szpitala zaczęła wymiotować i miała biegunkę ( rotawirus
przywieziony ze szpitala:-(). Dostała kropelki na wymioty ( niestety nazwy nie
pamiętam), po których przestała wymiotować. I co dziwne późnym popołudniem
zaczęła jeść bez krzyku, bardzo chętnie i dużo.Niestety ta sielanka trwała
tylko 2 dni. Potem zaczęło się . Każde karmienie to jeden wielki krzyk.
Nadmienię,ze ma wprowadzane już zupki. Myslałam,że jedzenie łyżeczką coś
zmieni. Niestety taka sama reakcja. Na butelkę tak samo reaguje. Strasznie się
broni przed włożeniem jej czegokolwiek do buzi. Tak jakby to sprawiało jej
niesamowity ból. No i dzisiaj byłysmy na szczepieniu. Przez tydzień przybrała
całe 15 gram. Co mam robić. Pomóżcie mi bo ja już nie mam sił.