Dodaj do ulubionych

macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jazdy

22.07.04, 20:58
a przedewszstkim z egzaminu .bo mi sie wlasnie przypomnialo ale niechce pisac
pierwszy .to moga byc odczucia subiektywne
Obserwuj wątek
    • lemuriza Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 22.07.04, 21:19
      pewnie że mamy, całkiem świeże, bo ja mam prawo jazdy 3 lata z kawałkiem,
      prawie 4:).
      Przede wszystkim to nie miałabym tego dokumentu gdyby nie moi cudowni znajomi -
      Agnieszka ( która pierwsza zrobiła prawo jazdy i pozwoliła mi uwierzyć, ze mnie
      się też może udać) i jej mąż, który wtedy był instruktorem i tylko to sprawiło,
      że zapisałam się na kurs.
      Był cierpliwy i nie krzyczał:).
      Zdawałam 3 razy. Przed pierwszym egzaminem opanowała mnie jakaś dziwna niemoc i
      nie mogłam przejechać łuku do tyłu. To był koszmar - coś co wcześniej robiłam
      bez problemu nagle stało się barierą nie do przejścia. dwa razy oblałam ten
      element i nagle przed trzecim egzaminem wszytsko wróciło do normy.
      Przejechałam plac, wsiadłam do samochodu i wyjechaliśmy na miasto.
      Wszytsko było ok, egzaminator spokojny i nagle przy wjeździe na ulicę Okrężna,
      katastrofa, naprzeciw jedzie jakiś samochód, Okrężna wąska i ... wjechałam w
      krawężnik.
      Pan egzmainator powiedział: zaliczam Pani ten egzamin ale na drugi raz jak nie
      jest Pani pewna czy się zmieści lepiej się zatrzymać.
      Wysiadałam z auta i szłam płacząc z radości.
      Idę Okrężną , jedzie "L", a w niej mój nieoceniony instruktor. Pyta u kogo
      zdawałam. Mówię, że nie wiem, Pan siwy, mały, korpulentny. A on: to był Fenrych!
      Dobrze, że nie wiedziałam!
      A potem , zaraz po ezgaminie jechaliśmy ze slavem na urlop, a ja całą drogę
      powtarzałam: zdałam, zdałam. I tak było do końca dnia, spacerowaliśmy po
      Zakopanem a ja wciąż swoje: zdałam, zdałam!
      Zaden egzamin nie dostarczył mi tyle radości.
      • lemuriza Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 22.07.04, 21:20
        na podstawie sowich doświadczeń to myślę, że ludzie często przesadzają
        opowiadając niestworozne historie.
        Mam wrażenie, ze cięzko im się przyznać, ze po prostu zawalili.
        ale może się mylę?
        • 1gomez Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 22.07.04, 21:44
          mysle ze duzo robia nerwy ,wpada sie w panike reaguje sie emocjonalnie.ale
          poczekajmy na wiecej wpisow.
          • qwerty.tarnow O kursie 22.07.04, 22:18
            Kurs bardzo fajny. Na pierwszej jeździe o mało 2 stłuczek nie spowodowałem
            (jednego skrzyżowania nie zauważyłem, bo lało i nie znałem okolicy i szyby były
            zaparowane; a potem na żółtych migających światłach chciałem przejechać - se
            myślę: nie czerwone, to można ;-) Ale potem już dobrze. I dopiero na ostatniej
            jeździe: egzamin wewnętrzy w firmie był obciach: zapalałem malucha bez
            wciśnięcia sprzęgła. Ale go poderwało! Hehe Dobrze, że inne auta stały trochę
            dalej. No i prawdę mówiąc, to koperty słynnej polonezem to się nigdy porządnie
            nie nauczyłem. Jazdy Cinquecento też były śmieszne: przyzywczajony byłem do
            malucha - a tam pedał gazu wciska się twardo do podłogi, a w tym ciekusiu to
            był podwieszony i jeszcze taki miękki, że za chiny nie dało się go wyczuć. I
            jeździłem: raz tak, raz siak. To mi gasł, to wył. Ale to tylko dwie godziny. Na
            szczęście. I jeszcze co pachołków naprzewracałem na placu. Żadnym innym autem w
            życiu tyle nie poszło. Jakiś taki śmiszny był do skręcania. A mnie jeszcze
            instruktor postraszył: za przwrócony pachołek - piwo. Na szczęście nie
            wyegzekwował. Zresztą nie mógł by - niepełnoletni byłem. :-P A rozpijać
            małolatów nie wolno! :-D
            Poza tym kurs był miły. Testy to za trzecim rozwiązywaniem całej serii (a było
            ich 20 zestawów) przechodziłem bezbłędnie. Tak, że to nie był problem.
            • qwerty.tarnow O egzaminie 22.07.04, 22:34
              A egzamin też 3 razy. Z tym, że tak mi się udały terminy że w ciągu 1,5
              miesiąca je zdawałem. Egzamin 1 już w tydzień po zakończeniu kursu, poprawka po
              2 tygodniach, ostatni po miesiącu. Na wolne terminy natrafiłem.
              Za pierwszym podejściem dostałem na placu takiego poloneza-trupa, że się na
              pedale sprzęgła nie dało położyć buta, tylko koniuszkiem palców trzeba było
              operować (bo coś tam było domontowane, jakieś śruby). Na to jeszcze
              zdenerwowanie. No to noga drgała, wyczucia zero. I gasł non-stop. Ale nic mi na
              to nie mówili. Wywalili mnie za brak zapiętych pasów na placu. Teoretycznie
              mógłbym się kłócić: to nie droga publiczna, więc nie muszę. Gość mnie się
              zapytał nawet czy mam pozwolenie na jazdę bez pasów. Mogłem powiedzieć, że mam.
              Ale nie przy sobie. I bym sobie może coś załatwił. Albo się później martwił co
              z tym zrobić. No, ale to były dywagacje już po fakcie. Na miejscu zwyciężyła
              uczciwość (głupota?).
              Drugi raz: przy wejściu na plac zobaczyłem mego ostatniego oprawcę -
              egzaminował innych, ale to już źle podziałało. Plac spoko był: egzaminator
              nawet nie patrzył. Przepuścił większość. Dopiero na mieście. Ja jeździłem
              pierwszy. Ponad pół godziny. Najlepiej: egzaminator miał opuszczoną szybę i
              łokieć za oknem, ja jadę, w pewnym momencie trafiłem w większą kał€że na
              poboczu; fala trysnęła w górę. Jak gość szybko okno zamykał! Hehehe (dobrze mu
              tak). Męczył mnie i męczył. W końcu zamęczył na Nowej - tam jest
              jednokierunkowa, a ja na jej końcu ustawiłem się do skrętu w lewo na środku. No
              i po zawodach. (Też bym się mógł może kłócić, bo to akurat niewielkie
              przewinienie, a na pewno żadne wykroczenie). Potem na tym samym skrzyżowaniu w
              3 minuty 2 osoby kolejne oblał. I sam pokazał "jak się jeździ". Na Słonecznej:
              najpierw przekroczył prędkość, a potem udawał, że hamuje silnikiem (i tak nie
              zdążył i musiał się posiłkować pilnie i ostro hamulcem, bo by do świateł się
              nie zatrzymał). No i dowiedziałem się że jakbym jeździł, to by na ulicach były
              korki. Strasznie się tym przejąłem. :-P
              Trzeci raz: spokojnie. Plac niby pilnowany, ale też na luźno. Kopertę raz
              zrobiłem dobrze, ale gość nie widział i kazał powtórzyć, ale jak powtórzyłem to
              się nie patrzył, więc pojechałem dalej. Ale machnął ręką. Przed wyjazdem na
              miasto zapytałem gościa grzecznie, czy by sam pasów nie zapiął. Uśmiechnął się
              i powiedział, że ma zwolnienie (od mamy? ;-D ). A potem już spokojnie. I tak
              zostałem kierowcą.
              • lubona Re: O egzaminie 22.07.04, 23:14
                Tak czytam te Wasze wpisy i myślę, że chyba ja miałam ogromnego farta. Zdałam
                za pierwszym razem. Jednak od razu się przyznam, że było to wieeele lat temu,
                kiedy jeszcze nie było żadnych jazd po placu. Zdawałam w Tarnowie. Zdawało nas
                dwie, ja druga. Koleżanka musiała przejechać po jakichś ulicach, cofać, stawać
                na ulicy pod górkę. Kiedy ja usiadłam za kierownicą, było już póżno i ciemno
                ( chyba był listopad)oraz robiła się potworna mgła. Kazano mi przejechać
                właściwie prostą ulicą, ale widać było, że egzaminatorowi sie zaczyna spieszyć.
                Potem jeszcze miałam podjechać pod wyjazd z jakiejś bramy i wjechać do niej
                tyłem. Podjechałam pod bramę, a za mną stanął jakiś samochód. Na zewnatrz już
                padało, było zimno i coraz większa mgła. Egazminator stwierdził, że poczekamy
                aż ten samochód odjedzie, ale tamten stanął na dłużej. Po jakimś czasie kazał
                mi pojechać dalej i właściwie to cały egzamin. Nie obawiajcie się jednak, nie
                mam samochodu, więc nie stanowię zagrożenia na drodze.
              • teklat Re: O egzaminie 22.07.04, 23:19
                Witajcie w klubie... Ja też za trzecim razem (mój mąz za czwartym, hehehe!)...
                Robiłam kurs w 1988 roku. To były czasy, gdy na rózne rzeczy w Polsce sie
                polowało, a mój instruktor był wielkim łowczym. Tak więc nader często zdarzało
                mi się czekać w samochodzie pod sklepem z atrakcyjnymi towarami, bo właśnie cos
                był wypatrzył... Wiedziałam, że cofanie idzie mi bardzo źle, dlatego wykupiłam
                dodatkowe jazdy, ale na żadnej z nich nie udało mi się trafić na w miarę pusty
                plac manewrowy... Nadszedł mój dzień egzaminu - a ja dalej nie bardzo
                wiedziałam, jak to działa: czy kręcąc kierownicą w lewo pojadę tyłem w lewo,
                czy w prawo... Za drugim razem byłam już o wiele lepsza w tej dziedzinie, bo
                trochę trenowałam z kumplem na dziko. Ale w trakcie mojego egzaminacyjnego
                cofania na placu manewrowym pojawiły sie kolejno: traktor, motocykl i jeszcze
                jeden samochód... Ja sie kompletnie pogubiłam, bo czekając aż te pojazdy
                wyjadą, zapomniałam już, jak mam skręconą kierownicę... Za trzecim razem jakoś
                poszło...
                Pamiętam jeszcze, że znajomi mi poradzili, że robi sie dobre wrażenie, gdy sie
                instruktorowi podaruje jakąś flaszkę albo kawę... Ja sie z tą paczką kawy
                woziłam na jazdach przez miesiąc... w końcu któregoś dnia ukradkiem ją
                zostawiłam w aucie po skończonej jeździe:))
    • tradycja1 Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 22.07.04, 23:52
      Ze mna to supelnie inna historia bo ja prawo jazdy robilam w USA a w Polsce mi
      tylko je przepisali na Polskie gosciu zapytal o dwa znaki tylko , jazdy nie
      bylo.

      W USA za to wygladalo to tak.
      Dostalam ksiazeczke do nauki teorii po polsku, przeczytalam raz i poszlam na
      egzamin- test, tez po polsku.
      Test zdalam bo innaczej chyba sie nie da, odpowiedzi do pytan sa oczywiste.
      Jak ma si zdana teorie to mozna juz jezdzic autem pod okiem osoby ktora prawo
      jazdy juz ma, wiec tato zabral mnie kilka razy na cmentarz by pojezdzic po
      alejkach potem wyjechalam na miasto a za kilka dni pojechalam bez prawa jazdy
      na egzamin.Babeczka-egzaminiatorka wsiadla do auta i kazala mi jechac trasa od
      lat wszystkim znana kto tylko zdawal w tej lokalizacji prawo jazdy.
      Nie musialam parkowac ani nic tylko jazda przed siebie i tyle.
      Potem dala mi jakas karteczka z ktra weszlam do budynku zaplacilam 5$ i zrobili
      mi zdjecie poczym dostalam plastikowe prawko.


      • qwerty.tarnow Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 00:16
        Hmmm, dość specyficzne miejsce miałaś do nauki tej jazdy. W razie czego to
        ewentualni przechodnie mieliby blisko... :-PPP
        • tradycja1 Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 00:57
          Hihi no tak wyszlo, mieszkalam wtedy blisko cmentarza, teraz zreszta tez.
          Do tego "pod latarnia najciemniej" i bylo tak naprwde bezpiecznie...szerokie
          alejki zerowy ruch.
          • qwerty.tarnow Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 01:00
            No, no, no, cmentarz, do tego jakieś latarnie. Co za dzielnica? ;-D
    • msorys Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 07:18
      hehe.. moj egzamin byl ciekawy o tyle, ze o malo nie oblalbym za zbyt wolna
      jazde...Generalnie duzo jezdzilem przed egzaminem, a poniewaz preferuje
      dynamiczna jazde, moj instruktor ciagle narzekal, ze obleje, bo uwala mnie za
      brawure..I tylko u pana Cz. moglbym zdac.. i oczywiscie na egzaminie trafilem
      na pana Cz. , testy ok, plac ok, jedziemy na miasto..Marcin dziczy ile wlezie i
      ile mozna w miescie, skrecamy pod majorem w strone zenitu, zaczyna sie
      ograniczenie do 40 wiec zwalniamy do 50 :)), niestety nie zauwazylem , ze zjazd
      przed zenitem odwoluje to ograniczenie wiec dalej jade 50, no i zatrzymaly nas
      swiatla, no i uslyszalem litanie, ze jakbym tak przez cala polske jechal za
      soba, ze nalezy jezdzic z predkoscia jaka jest dopuszczalna, o ile tylko
      pozwalaja warunki, i ze musze na kolejnych swiatlach zdazyc na zielonym, ktore
      sie juz pali od dluzszej chwili :)) wiec sprint.... zdalem :))

      bylo to, juz zerkam na prawo jazdy, w listopadzie 99 roku

      teraz juz chyba nie zdalbym :))
    • msorys Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 07:18
      hehe.. moj egzamin byl ciekawy o tyle, ze o malo nie oblalbym za zbyt wolna
      jazde...Generalnie duzo jezdzilem przed egzaminem, a poniewaz preferuje
      dynamiczna jazde, moj instruktor ciagle narzekal, ze obleje, bo uwala mnie za
      brawure..I tylko u pana Cz. moglbym zdac.. i oczywiscie na egzaminie trafilem
      na pana Cz. , testy ok, plac ok, jedziemy na miasto..Marcin dziczy ile wlezie i
      ile mozna w miescie, skrecamy pod majorem w strone zenitu, zaczyna sie
      ograniczenie do 40 wiec zwalniamy do 50 :)), niestety nie zauwazylem , ze zjazd
      przed zenitem odwoluje to ograniczenie wiec dalej jade 50, no i zatrzymaly nas
      swiatla, no i uslyszalem litanie, ze jakbym tak przez cala polske jechal za
      soba, ze nalezy jezdzic z predkoscia jaka jest dopuszczalna, o ile tylko
      pozwalaja warunki, i ze musze na kolejnych swiatlach zdazyc na zielonym, ktore
      sie juz pali od dluzszej chwili :)) wiec sprint.... zdalem :))

      bylo to, juz zerkam na prawo jazdy, w listopadzie 99 roku

      teraz juz chyba nie zdalbym :))
      • lobuzek1 Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 17:02
        Ja zdałem w 1999 r. za pierwszym razem. Pamiętam, walczyłem na placu i mieście
        nieco wytyranym Lanosem. Ale było OK.
        • qwerty.tarnow Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 17:05
          Q-rde. Szczęściarze. ;-P
          • lobuzek1 Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 18:59
            Prawda jest taka, że człowiek uczy się jeździć dopiero po kursie, kiedy po raz
            pierwszy wsiada za kółko bez instruktora. A zdając za pierwszym razem
            przynajmniej kasę się zaoszczędziło.
            • qwerty.tarnow Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 19:14
              To fakt. Jazda samemu, to zupełnie coś innego niż z osobą obok, która czuwa i
              kontroluje. Tak samo pierwszy wyjazd gdzieś dalej, to też przeżycie. Bo wkoło
              domu jeździć, to mały problem.
              • lemuriza Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 19:47
                no tak ... mój pierwszy wyjazd. Zapytajcie slava, do dziś wspomina. Nie mogłam
                zmienić biegów i tak strasznie przeklinałam, że k... nie będe jeździć tym p...
                samochodem.
                Tak naprawdę to moje umiejętności były do kitu, a i do dziś nie są rewelacyjne.
                No ale najważniejsze, że jeżdżę:)
                • qwerty.tarnow Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 21:33
                  To może jak będziesz wyjeżdżać na drogę, to daj wcześniej znać na forum. Ot,
                  tak żebyśmy wiedzieli i mieli świadomość. :-PPP
                  • lemuriza Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 23.07.04, 23:50
                    Aż tak źle to nie jest:)
                    • lemuriza Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 24.07.04, 12:16
                      chociaż jedno starcie z Zukiem miałam... nie do końca moja wina to była, ale na
                      pewno mogłam zachować sie rozsądniej:)
                      • teklat Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 24.07.04, 20:37
                        My w ciągu 14 lat jeżdżenia i dwóch samochodów - mieliśmy po jednej stłuczce na
                        łebka - obie nie z naszej winy... Obie spowodowali kierowcy-panowie. Jakoś mam
                        wrażenie, że chyba jednak kobiety sa lepszymi kierowcami (wiem, ze wkładam kij
                        w mrowisko, ale co mi tam :))))))))))))
                        • qwerty.tarnow Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 24.07.04, 23:41
                          No statystycznie to pań za kierownicą jest mniej, więc i mniej wypadków
                          powodują. :-PPP
                        • dziejas Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 27.07.04, 22:27
                          temat trudny, jednak nalezaloby ustalic pojecie 'dobry' kierowca. inaczej
                          trudno oceniac. a stluczki sa dla ludzi. stluczek nie ma tylko ten kto nie
                          jezdzi.
    • dziejas Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 26.07.04, 22:09
      taaa... podczas kursu mialem pierwsza w zyciu stluczke ze mna w roli
      prowadzacego :)
      • qwerty.tarnow Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 26.07.04, 22:13
        Ale jak widzę, obeszło się chyba bez ofiar (bo jesteś tu z nami).
        • dziejas Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 27.07.04, 22:24
          bez ofiar. odbylo sie na malej predkosci... jednak policja byla. nie spisali
          moich 'zeznan' od razu i kilka dni pozniej przyjechali po mnie do domu. przez
          kilka sasiedzi patrzyli na mnie jak na kryminaliste :)
          • qwerty.tarnow Re: macie jakies wspomnienia z kursu na prawo jaz 27.07.04, 22:59
            W firmie gdzie ja się uczyłem, to był gdzieś z rok wcześniej przypadek, że
            kursant spowodował wypadek, w wyniku czego instruktor zmarł - ale na zawał
            serca.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka