Idę przez miasto....

23.08.03, 22:54
Idę rano do pracy - na niedługim odcinku z parkingu do miejsca, gdzie
pracuję, mijam trzy żebrzące kobiety.... stoją tam codziennie, czasem jedna,
czasem dwie, czasem wszystkie. Zanim tam dojadę, na skrzyżowaniu ze
światłami młoda Cyganka z małą dziewczynką zdąży mi życzyć wszystkiego
najgorszego, bo nie sięgam do kieszeni na jej widok. Idę przez miasto -
zanim dojdę do Rynku trafiam na kolejnych ludzi, którzy potrzebują
pieniędzy - starsza pani, która prosi o wsparcie, człowiek, który z
pewnością nie ma się gdzie umyć, młodzieniec, który ma kaca i przyznaje, że
potrzebuje "na klina". A następnie ludzie z puszkami i opisami chorób
dzieci, na leczenie których zbierają pieniądze..... Przedstawiciele różnych
fundacji, sprzedawcy krzyżówek. I młoda kobieta z przedziwnym roztargnieniem
w oczach, która chce na bułkę....
Czy dajecie takim ludziom pieniądze? Komu dajecie?
    • tradycja1 Re: Idę przez miasto.... 24.08.03, 00:50
      Daje ale zadko...daje ze strachu,bo czasami sa takie sytuacje...
      Nie daje w USA,bo wiem jak wyglada tam sytuacja z praca,placa i opieka...
      W Polsce...zal mi dzieci,dzieci szczegolnie.Nigdy nie wiemy jak jest
      naprawde ,nawet jak znajoma widziala ze ten i ten to ma to i to i wyciaga z
      zebrania tyle i tyle...Daje wtedy z serca a gdzie te"grosiki"trafiaja to juz
      sprawa sumienia tego co bierze..
      Ponoc najmniej prosza Ci co najbardzije potrzebuja.
    • Gość: lobuzek Re: Idę przez miasto.... IP: *.zetosa.com.pl / 192.168.202.* 24.08.03, 10:00
      Daję takim ludziom jałmużnę, choć nie wiem, czy są naprawdę potrzebujący. Wciąż
      się słyszy, że część z tych ludzi udaje, ale to już kwestia ich sumienia. Jakoś
      nie mogę tak obojętnie przejść obok wszechogarniającej biedy.
      • teklat Re: Idę przez miasto.... 24.08.03, 14:12
        Ja przyznam się, że miewam mieszane uczucia. Czasem też daję, ale zastanawiam
        się wtedy, co załatwiam tym sposobem. Czy przypadkiem nie chodzi mi o spokój
        własnego sumienia? A jeśli tak - to czemu dałam starszej pani, a nie Cygance z
        dzieckiem? Lub chłopcu, który - jak głosi kartka, którą przypiął sobie na
        piersi - ma chorą matke? Nie mogę wspierać wszystkich, bo mnie na to
        zwyczajnie nie stać. Dokonuję więc jakichś wyborów... Czy były one właściwe? I
        znowu mam poczucie bezradności... tego wsparłam, obok drugiego przechodzę
        obojętnie. A może był w większej potrzebie?
        • Gość: gomez Re: Idę przez miasto.... IP: *.solutions.net.pl 24.08.03, 16:09
          to nasz kraj jest chory a ludzie cierpia.ciezko przejsc obojetnie obok
          ludzkiej nedzy,a z drugiej strony duzo jest naciagaczy.ja daje pieniadze
          przede wszystkim ludziom starym oni na pewno nie moga sobie sami pomoc.to
          jedno a druga zmora to sprzedawcy uliczni .duzo mnie kosztowalo zanim sie
          nauczylem odmawiac na tyle stanowczo ze rezygnuja.ostatnio zauwazylem ze
          podchodza do swoich upatrzonych ofiar z wyciagnieta reka,tez niezly
          chwyt.socjotechnika a wszystko po to aby wcisnac nieszczesnej ofiarze jakis
          produkt rodem z chin.dlaczego sluzby miejskie scigaja grajkow ulicznych ,a
          akwizytorzy moga zaczepiac ludzi bezkarnie.
          • Gość: lobuzek Re: Idę przez miasto.... IP: *.zetosa.com.pl / 192.168.202.* 27.08.03, 22:22
            Nie przepadam za ulicznymi akwizytorami i zawsze stanowczo im odmawiam. Wolę
            grajków ulicznych, bo przecież grając w jakiś sposób zarabiają na swój chleb
            lub piwo. Doceniam to, że coś robią, a nie siedzą bezproduktywnie z wyciągniętą
            ręką i z reguły coś im zawsze rzucę.
    • qwerty.tarnow Re: Idę przez miasto.... 27.08.03, 22:00
      Wolę dawać konkretną pomoc rzeczową: kupić chleb, dać coś do zjedzenia. A jak
      nie chce - znaczy że nie jest taki straznie potrzebujący.
    • milennik11 Re: Idę przez miasto.... 27.08.03, 23:38
      ...fajne spokojne forum...pzdw...
    • Gość: lemuriza Re: Idę przez miasto.... IP: *.solutions.net.pl 01.09.03, 20:08
      Daje. Nie zawsze, bo pensji by nie starczylo, ale jakos tak serce sciska... a
      juz najgorzej jak przyjda do pracy ( a czesto przychodza) i tak stana przed
      biurkiem i co...
      Daje, bo sobie mysle, ze nie wiem co mnie czeka i czy ja nie bede potrzebowala
      pomocy, a wtedy moze i ode mnie ktos sie odwroci.

      A poza tym jedna moja bardzo madra starsza krewna mawiala, ze " jak sie
      pomoze, to zawsze do czlowieka wroci".
      Cos na rzeczy jest, chociaz nie to mna powoduje.
      zwyczajne wspolczucie, to jest ten glówny powód, chociaz mam swiadomosc, ze
      niektorzy to zwykli naciagacze.
    • rs.rast Re: Idę przez miasto.... 02.09.03, 00:25
      A ja jak idę przez miasto - a chodzę, bo mi żal wydawać na autobus, taki skąpy
      jestem :-) - to żeby się chronić od wszelakich sprzedawców i proszących
      stosuję metodę "na sponsora", tzn. jak widzę w oddali, że ktoś na ulicy
      wyłapuje przechodniów i coś im proponuje lub o coś ich prosi, to staram się
      tak wmieszać w ludzi, by być zawsze po przeciwnej stronie osoby zaczepiającej -
      wtedy mnie się udaje przejść, a zgadnięty zostaje ten za kim mi się udało
      skryć. I może nie jest to bardzo wychowawcze takie opisywanie przeze mnie jak
      uniknąć takich zaczepek na ulicy, ale sposób jest skuteczny.

      P.S. W przypadku, gdy wyłapują dwie osoby stojące po przeciwnych stronach
      deptaka (jak np. ul. Wałowa) lub chodnika, to wówczas należy iść za dwoma
      innymi osobami - te zostaną zagadnięte, a my możemy przejść swobodnie;
      ewentualne gdy jest dwóch zatrzymujących a przed nami idzie tylko jedna osoba,
      to obejść zatrzymującego i zatrzymanego od tyłu - w ten sposób drugi
      zatrzymjący nie może do nas doskoczyć. Najtrudniej gdy ulica jest pusta.
      Jednak i na to jest sposób: przyspieszam kroku i jak błyskawica mijam
      zaczepiającego rzucając mu krótkie: "Nie", "Spieszę się", "Dziękuję"
      lub "Kiedy indziej".

      Ufff, chyba trochę namieszałem z opisem. Ale myślę, że wiadomo o co chodzi.
      I mam nadzieję że nie czytają tego osoby "z drugiej strony barykady"... ;-)))
Pełna wersja