al-szamanka
07.01.10, 08:48
...a mnie coś naszło
Na małej polance, w samym środku lasu stała niewielka chatka. Obok niej,
całymi dniami, a nawet nocami, szwendał się skołtuniały kot, czarny, w
nietypowe łatki. Dniami przeraźliwie miauczał, w nocy trochę wył do księżyca,
tylko trochę, gdyż nie miał czasu, zajęty był raczej bezskutecznym polowaniem
na liniejące już ze starości nietoperze. Nad ranem i pod wieczór, drzwi chatki
otwierały się i na próg wyłaziła skurczona postać ubrana w czarnobrązowe,
pogniecione niewiadomoco i oblepiony pajęczynami stuletni kapelusz. Była to
Jędza, znana w okolicy starucha i odmieniec. Zwykle zarzucała tobołek na plecy
i wymachując kosturkiem tak, jakby wygrażała całemu światu, ruszała
podrygującym truchtem do lasu. Kot, węsząc ślad niczym gończy pies, biegł tuż
przed nią. Tego dnia jednak, przystanęła w pół drogi i pukając się pożółkłym
pazurem w pomarszczone czoło, rozskrzeczała się niepohamowanym chichotem.
Starość dawała się jej już we znaki, zapomniała wiklinowego kosza. Człapiąc
chwiejnie obeszła chatkę, kosz leżał na krzywej, zmurszałej ławeczce.
Przetarła szparki oczu, kostur wypadł z sękatej dłoni...obok ławki,
uśmiechając się szeroko, stał Chłopczyk z Zapalniczką, nieco za nim, kołysząc
się na szeroko rozstawionych nogach Poplecznik i lizusowsko uśmiechnięty Wspólnik.
-No, jak ci leci, Jędzo? - zapytał współczującym głosem Chłopczyk z Zapalniczką.
Jego towarzysze, poszturchując się, kiwali z powagą głowami.
-Sama tak tu mieszkasz - dodał - Nudno tu i trochę zimno. Kurcze, nie wiem ile
mam jeszcze gazu w zapalniczce, ale na trzy życzenia starczy. No mów babo, co
chcesz?
Podniosła groźnym ruchem kosturek i wyszczerzając na nich dwa brązowe kły,
charczała coś niezrozumiałego, spoglądali na nią z obrzydzeniem. Mówiono, że
jadła psy, kradła ziemniaki z pól i warzywa z ogródków działkowych.
Chłopczyk pstryknął zapalniczką i podpalił wiklinowy koszyk, Wspólnik i
Poplecznik zatoczyli się ze śmiechu. Jędza zawyła niczym wilk i wywijając na
oślep tobołkiem usiłowała gasić ogień. Je ślamazarne ruchy rozbawiły ich
jeszcze bardziej.
-Widzisz, złodziejko - zawołał, zdeformowanym mutacją głosem, Wspólnik - teraz
wiesz jak to jest. To i tak za mało za te wszystkie rzeczy, co nakradłaś.
Chłopaki, łapcie kota, to będzie drugie życzenie. No k...., nawet takiego
potworka złapać nie potraficie?!.
Wyrwał Chłopczykowi zapalniczkę i podpalił ławkę, z satysfakcją przyglądał się
dymiącym poduszkom. Twarz Jędzy wykrzywiła się okropnym grymasem, na pewno
chciała ich obrzucić stekiem wyzwisk, dlatego Poplecznik, chcąc temu zapobiec,
pchnął ją na ścianę chatki. Jęknęła, osunęła się z wolna na ziemię, z kącika
ust popłynęła stróżka krwi. Chłopczyk z Zapalniczką zakrztusił się śmiechem i
poklepał poufale Poplecznika po ramieniu.
-K...., ale jej pysk rozkwasiłeś - stwierdził z uznaniem - ma za swoje.
Chłopaki, pora na trzecie życzenie.
Jędza siedziała na ziemi bez ruchu, zobojętniała na wszystko. Nie drgnęła
nawet, gdy łomem rozbili szopkę, w której zwykle suszyła zioła, gdy tratowali
kwiaty w ogródku i krzaki porzeczek, nawet gdy podpalili jej małą chatkę.
Z bezbrzeżnym tylko smutkiem spoglądała jak, znudzeni widowiskiem i zajęci
beztroską rozmową, oddalali się w swoją codzienność.
Ale jak to bywa w bajkach, ich śladem podążał Grom z Jasnego Nieba....