Dzisiaj pojechałam do pracy rowerem, tylko dlatego, aby po sześciu godzinach móc wracać nieco naokoło, aby móc zajrzeć w moje ulubione zakątki. Mam takie miejsce nad potokiem, już na obrzeżach miasta, gdzie mogę być pewna, iż nikt nie przeszkodzi mi w moich dumaniach. Zasiadam zwykle na ciepłym od słońca kamieniu, za moimi plecami obszerna polana, a na niej parę olbrzymich, dawno zapomnianych drzew czereśniowych. Nigdy nie odmawiam sobie skosztowania ich owoców, są drobne, niepozorne, lecz zdumiewają nieprawdopodobnym smakiem dzikości i ciekawą nutą goryczy, być może goryczy opuszczenia. W trawie, świerszcze z powodzeniem imitują śródziemnomorski flair, z przeciwległego brzegu obojętnie spogląda na mnie zaspana kaczka, woda, obijając się o zielono omszałe kamienie, bełkocze uspokajająco. W takich chwilach chce się trwać bez końca, gdyż są jak święto, gdyż są jak głaskanie duszy.
Zanurzyłam dłoń w wodzie, wczułam się w jej rozradowany nurt i przepuszczając miedzy palcami rozmigotane krople, przekazywałam im moje posłannictwo dobrego. Może tak, jak ciepły lód u Vonneguta, zainfekuję nim wszystkie wody, bo przecież każda kropla powracając milionokrotnie tu, czy tam, ma w sobie potężną i odwieczną moc kształtowania świata.
I przypomniałam sobie moją dawną fascynację zdjęciami Masaru Emoto, zdjęciami kryształów zamrożonej wody; pięknych pod wpływem pozytywnych procesów emocjonalnych, brzydkich i chaotycznych, gdy wibracja ładunku emocjonalnego była identyczną z wibracją nienawiści, strachu i agresji.
Czy widzieliście fotografie tych kryształów i co o nich sądzicie?
Czy ktoś z Was ma ochotę zanurzyć dłoń w strumyku i w ten sposób przekazać światu cześć swojej energii?
Może uczynimy go lepszym....
Piękny kryształ
Brzydki kryształ złych emocji
A to moja ręka, którą przekazywałam wodzie informacje...jeżeli dobrze się przyjrzycie, to zobaczycie na niej parę kropli z mojego potoku