Dodaj do ulubionych

Wojny - "smar historii". Wodzowie wszechczasów.

05.08.13, 11:34
Historia od swych początków aż po nasze czasy spływa krwią i dźwięczy orężem. Jakkolwiek byśmy się burzyli przeciw okropnościom wojen, taka jest właśnie nasza przeszłość, bo zapewne taka jest właśnie ludzka natura. Jednakże historia widziana poprzez wodzów, armie i ich bitwy budzi pewien niedosyt. Jeśli jest w niej postęp, to tylko w technologii zabijania. Szable ustąpiły karabinom, a te rakietom samosterującym. Ten postęp pozwala utoczyć więcej krwi, którą ktoś trafnie nazwał "smarem historii". Ale czy przez tę obfitość smaru, którego tak wiele i tak okrutnie wlał w tryby dziejów miniony wiek XX, historia potoczyła się szybciej albo chociaż sensowniej?

Widziane w ten sposób dzieje ludzkości są krwawą zawieruchą, w której zawsze liczy się siła, a Bóg - jak to nader obrazowo mawiał pruski król Fryderyk, zwany Wielkim - zawsze jest po stronie silniejszych batalionów. Dlatego jeśli ktoś wierzy tylko w siłę i wytwarzany przez nią "smar historii", będzie pytać jak niegdyś Józef Stalin: "A ileż to dywizji ma rzymski papież?".

Na końcu tego opracowania znajdzie się także Dobry Wojak Szwejk, który siedzi sobie bezczelnie obok monumentalnych generałów i "zmurszałków", pyka swoją fajeczkę, popija z kufla i ich pomnikowe opowieści kwituje knajpianą facecją. On tylko pozwala mieć nadzieję, że może jednak historia toczy się nie krwią, a kołem i lepsze czasy w końcu nadejdą. On jeden każe pamiętać, że gorzki lecz sprawiedliwy śmiech jest niezawodną siłą bezsilnych.
(mat. źródłowe - Newsweek Polska Biblioteka Myśli/ J.Surdykowski)
Obserwuj wątek
    • k.karen Aleksander Wielki - Zdobywca świata 05.08.13, 11:39
      Wyruszył by podbić świat. I udało mu się. W ciągu jedenastu lat nieustannej wojaczki nie przegrał żadnej bitwy. Za sprawą wybujałej ambicji jednego Macedończyka imperializm zwyciężył demokrację a sam Aleksander III Wielki (356-323 r. p.n.e.) stał się wzorem dla pokoleń autorytarnych władców-wojowników po dziś dzień. Był nie tylko pierwszym strategiem, którego geniusz uznawał sam Napoleon, ale także wytrawnym politykiem. Świadom znaczenia propagandy, przyłożył rękę do rozpowszechniania pogłosek na temat swego boskiego pochodzenia. Wieść niesie, że jego matka, epirska królewna Olimpias, "wyznawczyni orgiastycznego kultu Dionizosa" i namiętna wielbicielka węży (hodowała je w sypialni), miała w noc przed swym ślubem sen: w jej ciało wniknął piorun, z łona zaś wystrzelił płomień, który ogarnął pożogą świat. Tuż przed wyprawą Aleksandra do Azji Olimpias w wielkim sekrecie zdradziła synowi, że to nie Filip, lecz bóg nawiedził pamiętnej nocy jej łoże... Rzecz jasna, tajemnica obiegła niebawem cały dwór. Jakkolwiek było, z pewnością nie bóg, lecz Filip dołożył wszelkich starań, aby młodemu Aleksandrowi zapewnić najlepszego wówczas w świecie preceptora. Gdy Aleksander miał trzynaście lat, tajny agent królewski w Troadzie, Arystoteles, przybył na dwór macedoński i zajął się gruntowną edukacją następcy tronu oraz grona dobranych towarzyszy (był wśród nich także Hefajstion, największa miłość przyszłego zdobywcy świata). Kiedy kilka lat później Aleksander wyruszył na podbój Azji Mniejszej, wziął ze sobą "całą rzeszę zoologów, botaników i geologów; zgromadzone przez nich materiały i informacje stały się podstawą wielu epokowych dzieł naukowych, wśród nich >Histora animalum< samego Arystotelesa".
      Pierwszą wyprawę wojenną Aleksander poprowadził jako szesnastolatek. Pod nieobecność ojca, który ruszył na Bizancjum, Aleksander sprawnie stłumił bunt Majdów na północy państwa. Nic zatem dziwnego, że podczas ekspedycji przeciw związkowi państw greckich, próbujących powstrzymać macedońską hegemonię, Filip traktował syna jak prawą rękę.
      Osiemnastoletni Aleksander odegrał zasadniczą rolę w bitwie pod Cheroneą (338 r. p.n.e.), gromiąc doborową jednostkę tebańskiej armii, sławetny Święty Zakon. Zdaje się, że ten wyczyn zmącił jasność umysłu młodego wodza. Jeszcze wiele lat później Aleksander uważał, że ojciec odebrał mu zwycięstwo w tej bitwie.
      Podobnie jak ojciec marzył o wyprawie do Azji Mniejszej. Jednakże w przeciwieństwie do Filipa jego ambicje nie ograniczały się do "wyzwolenia" tamtejszych miast greckich. Idea panhellenizmu była zasłoną dymną. Aleksander chciał się stać największym wojownikiem wszech czasów, herosem, bogiem. Na drodze do realizacji tego pragnienia stała tylko jedna osoba - ojciec. Śmierć Filipa, zamordowanego podczas uroczystości ślubnych siostry Aleksandra, przyszła doprawdy w samą porę, Ster państwa i przede wszystkim armia trafiły w silne młode ręce macedońskiego lwa. Historia podboju Azji, choć pełna widowiskowych bitew oraz błyskotliwych zwycięstw, jest nade wszystko niezwykła krwawa. Jakby przesądny Aleksander za wszelką cenę chciał nadać prawomocność ironicznym słowom Pytii, którą siła zaciągnął do wyroczni delfickiej: "Młodzieńcze, jesteś niezwyciężony". Zdobycie Halikarnasu, Tyru czy Gazy kosztowało życie i zdrowie setek wiernych żołnierzy. Obrońcy oblężonych miast, jeśli nie wycięto ich w pień, byli zwykle sprzedawani w niewolę, bowiem skarbiec Aleksandra - zwłaszcza na początku wyprawy - nieustannie świecił pustkami.
      Bezwzględność i okrucieństwo Macedończyka zarówno wobec pokonanych, jak i w stosunku do własnych podwładnych doprowadziły jego niezwyciężoną armię na skraj buntu. Szaleńcza wyprawa do Indii i powrót znad ujścia Gangesu przez pustynię do Babilonu nadwątliły jego żelazne zdrowie. Zmarł w wieku 33 lat na tajemniczą chorobę. Okoliczności śmierci każą przypuszczać, że został otruty w wyniku spisku swoich oficerów-weteranów.
      Gdy był w Koryncie, rozmawiał z cynikiem Diogenesem. Nagi filozof wygrzewał się na słońcu. Aleksander staną przed nim, Diogenes zaś spojrzał na niego niechętnie, nic nie mówiąc. Zakłopotany przedłużającą się ciszą król spytał, czy mógłby coś dla Diogenesa zrobić. "Tak - odparł filozof. - Odsuń się, zasłaniasz mi słońce". Dworacy próbowali obrócić słowa cynika w żart, Aleksander jednak powiedział: "Gdybym nie był Aleksandrem, chciałbym być Diogenesem". Szkoda, że tak się nie stało...

      cdn.
      • sorel.lina Re: Aleksander Wielki - Zdobywca świata 05.08.13, 14:58
        "Gdybym nie był Aleksandrem, chciałbym być Diogenesem". Szkoda, że tak się nie stało...

        A jednak gdyby Aleksander nie był Aleksandrem, to pewnie Europa nie byłaby Europą.
        Byłaby może perska, irańska, azjatycka...? Kto wie...?
        Aleksander Wielki, jak wszyscy znaczący protagoniści historii, jest postacią niejednoznaczną.
        Jedni widzą w nim brutalnego najeźdźcę, okupanta, uzurpatora, inni - zjednoczyciela ówczesnej oikumene, propagatora cywilizacji, wizjonera, zwolennika tolerancji dla różnorodności religijnej, obyczajowej, kulturowej... Jakim naprawdę był człowiekiem - historycy ni wiedzą.
        Wszyscy jednak zgodnie nazywają go Wielkim. A czy ktokolwiek przyznał to miano "wodzom" takim, jak Hitler czy Stalin na przykład? Choć "smar historii" zarówno ten starożytny, jak i ci dwudziestowieczni dyktatorzy, toczyli bez zahamowań i bez miary...
        • k.karen Re: Aleksander Wielki - Zdobywca świata 05.08.13, 15:41
          "Wszyscy jednak zgodnie nazywają go Wielkim. A czy ktokolwiek przyznał to miano "wodzom" takim, jak Hitler czy Stalin na przykład? Choć "smar historii" zarówno ten starożytny, jak i ci dwudziestowieczni dyktatorzy, toczyli bez zahamowań i bez miary... "

          Nie tylko Aleksandra nazywano Wielkim. Był także pruski król Fryderyk Wielki, który wcale nie był aż tak wielki, bo podbijając ogromny kawał Słowiańszczyzny, którego Prusy nie były w stanie wchłonąć i przetrawić, skazał siebie i swoich następców na tworzenie królestwa, w którym "armia posiada państwo", położył tym samym podwaliny pod przyszłe klęski nie tylko Rzeszy, ale całej Europy. Ale powoli, o Fryderyku Wielkim napiszę nieco później smile
          Hitlera i Stalina w tym opracowaniu nie będzie.
          • witekjs Re: Aleksander Wielki - Zdobywca świata 05.08.13, 16:47
            Aleksander Wielki odegrał ważna rolę w historii Europy i Azji.
            Zdobył Samarkandę, jedno z najważniejszych miast Azji centralnej i Jedwabnego Szlaku.
            To jednak kupcy, twórcy Jedwabnego Szlaku, łączącego Chiny z Europą, odegrali najważniejszą rolę w tym rejonie.

            www.youtube.com/watch?v=FKa3fzf9kLc
            pl.wikipedia.org/wiki/Jedwabny_szlak
            www.google.pl/search?q=jedwabny+szlak&client=firefox-a&hs=PXN&rls=org.mozilla:pl:official&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=ZLr_Uc29Jcv3O7_dgKgO&ved=0CDMQsAQ&biw=1920&bih=898
            • hardy1 Re: Aleksander Wielki - Zdobywca świata 05.08.13, 18:41
              Wojny smarem historii...

              Można wiele o tym dyskutować. Z jednej strony ogromne tragedie, śmierć, upadki lokalnych cywilizacji. Z drugiej - rozwój (w konsekwencji) szlaków handlowych, przenikanie się kultur...

              W minionym stuleciu dwie wojny światowe (a poprzednio wojna secesyjna), następnie zimna wojna, przyniosły jednocześnie wzrost wynalazków potrzebnych na wojnie, z których część znalazła zastosowanie w cywilnej gospodarce i dla zwykłych ludzi.

              Jedno i drugie się przenika - tragedia i postęp...
              • witekjs Re: Aleksander Wielki - Zdobywca świata 05.08.13, 19:28
                Nie ma wątpliwości, że inwazje zbrojne odgrywały ogromna rolę poznawaniu nowych terenów.
                Jednak szlaki handlowe, a z nimi rozprzestrzenianie się religii - mnisi buddyjscy oraz jezuici, mieli nie mniejszy wpływ.
                Ciekawe prace:

                Dawid Juraszek - 26 maja 2008
                Za jedwabną kurtyną

                Więcej pod adresem www.polityka.pl/swiat/analizy/256485,1,za-jedwabna-kurtyna.read#ixzz2b7HwA2iQ
                www.polityka.pl/swiat/analizy/256485,1,za-jedwabna-kurtyna.read
                Wyprawa Zhang Qiana i początki jedwabnego szlaku
                www.konflikty.pl/a,4710,Starozytnosc,Wyprawa_Zhang_Qiana_i_poczatki_jedwabnego_szlaku.html
                • witekjs Re: Aleksander Wielki - Zdobywca świata 05.08.13, 20:36
                  Treasure Seekers - The Silk Road (絲路)

                  www.youtube.com/watch?v=ivWykvYVIXQ&list=TLlRn6DPREeKY
                  • k.karen Re: Aleksander Wielki - Zdobywca świata 05.08.13, 21:57
                    Witku smile

                    Bardzo Ci dziękuję za obszerny materiał uzupełniający. Planuję krótkie opisy kilkudziesięciu ważnych postaci. Dzięki Twoim linkom, jeśli dalej zechcesz uzupełnić informacje, będzie to ogromna lekcja historii smile
                • hardy1 Re: Aleksander Wielki - Zdobywca świata 05.08.13, 23:01
                  Witku, czasem podbicie jakichś terytoriów, powodowało całkiem w innym miejscu zmianę historii.

                  Ot, zdobycie Konstantynopola przez Imperium Osmańskie w 1453 roku, odcięło Europie lądowy szlak handlowy do Indii. Sprowadzano stamtąd przyprawy korzenne i inne luksusowe dobra. Skończyły się jednocześnie zyski z tego handlu dla kupców i władców ich państw.
                  Dzięki temu genueńczykowi Kolumbowi udało się namówić króla Hiszpanii do zasponsorowania wyprawy morskiej na zachód, dookoła Ziemi, aby dopłynąć morską drogą do Indiii. (Próby szukania drogi na południe, naokoło Afryki, mieli we władaniu Portugalczycy). I...zmieniła się historia świata.
                • hardy1 Re: Aleksander Wielki - Zdobywca świata 06.08.13, 07:50
                  Dzisiaj 6 sierpnia, pamiętna tragiczna data zrzucenia pierwszej bomby atomowej na Hiroszimę...

                  I znowu sprzeczności i rozpamiętywanie - co bardziej ważne czy cenne - czy przyspieszyło to zakończenie II wojny światowej na Pacyfiku? Czy ocaliło życie tysięcy żołnierzy amerykańskich, którzy by zginęli w przypadku desantu na główne wyspy Japonii? Czy oszczędziło życie tysięcy mordowanych masowo cywilów na terenach okupowanych przez Japonię?
                  Czy też ważniejsze życie kilkudziesięciu tysięcy Japończyków, którzy zginęli w wyniku wybuchu bomby "A"?

                  Potem umiejętność rozbicia atomu wykorzystano w celach pokojowych - elektrownie, leczenie ludzi...

                  Gdyby nie wojna, nie wiadomo kiedy by to było.

                  Oto sprzeczności i pytania, wynikające z wielu wojen...
    • k.karen Kserkses, ten który zjednoczył Helladę. 05.08.13, 16:43
      O Wielkim królu perskim wiemy przede wszystkim, że najechał na Grecję podczas drugiej wojny perskiej, zwyciężył pod Termopilami, spalił Ateny i pozostawiwszy swoje wojska w Europie, sam powrócił do kraju, aby zdusić powstanie w Babilonie. Tak naprawdę, podboje na Półwyspie Peloponeskim stanowiły margines imperatorskich zainteresowań Kserksesa (517-465 r. p.n.e.). To one jednak zapisały się w historii Europy, ponieważ doprowadziły do konsolidacji skłóconych miast-państw i obudziły w Grekach świadomość odrębności etnicznej.

      Kserkses został Wielkim Królem w wieku 35 lat. Przejął pałeczkę po swym ojcu Dariuszu I ( którego imię wiąże się z najbardziej heroiczną kartą ateńskiej historii, bitwą pod Maratonem) i natychmiast bezwzględnie spacyfikował powstanie w Egipcie. Władcy imperium perskiego zwykle pozostawiali podbitym krajom sporą dozę autonomii, zwłaszcza kulturowej. Kserkses zerwał z tą tradycją. Zaprowadził w Egipcie perskie porządki. Podobnie postąpił po stłumieniu rebelii w Babilonie. Oświadczył, że " nie chce dłużej panować jako >prawowity< władca Mezopotamii, lecz jako zdobywca, który wziął do niewoli posąg Marduka, boga Babilonu, i więzi go w Suzie".

      Podjęta w roku 480 p.n.e. wyprawa do Grecji miała zatem być może charakter krucjaty cywilizacyjnej. Poprzedziły ją cztery lata gruntownych przygotowań. Aby przeprawić się najpierw do Tessali, a stamtąd do Grecji centralnej Kserkses postanowił zbudować most na Hellesponcie. Pierwsza próba była nieudana - burza, która się zerwała w nocy, zniszczyła przeprawę. Rozwścieczony Kserkses postanowił ukarać morze: rozkazał wymierzyć falom trzysta batów, napiętnować je rozpalonym żelazem i skuć kajdanami. Kara odniosła skutek - poskromione morze pozwoliło perskiej armii pokonać cieśninę. Aż do wąwozu termopilskiego Kserkses maszerował niepowstrzymany.

      Tam jednak napotkał na zacięty opór garstki obrońców (ok. 4000) pod wodzą spartańskiego króla Leonidasa. Prawdopodobnie musiałby zawrócić, gdyby nie wskazano mu dogodnego obejścia. Wzięty w dwa ognie Leonidas zdążył odesłać większość żołnierzy, sam zaś walczył do końca z 300 Spartanami i 700 Tespijczykami. Dzięki jego poświęceniu zgromadzone w pobliży greckie statki zdążyły umknąć, zając dogodną pozycję i zadać spore straty flocie perskiej. Do decydującego starcia morskiego doszło pod Salaminą, gdzie sprzymierzone greckie polis pokonały Persów. W bitwie tej niezwykłą brawurą popisała się królowa karyjska Artemizja, która uciekając, staranowała sojuszniczy statek. Ścigający ją Grecy pomyśleli, że gonią za swoją jednostką. Zawrócili, dzięki czemu Artemizja ocalała. Na wieść o tym wybiegu Kserkses zakrzyknął ponoć: " Mężowie stali się u mnie kobietami, a kobiety mężami!".

      Dalszego ciągu kampanii perskiej w Grecji Kserkses już nie oglądał. Sprzymierzone polis rozgromiły najeźdźców najpierw w bitwie pod Platejami, a później jeszcze zadały Persom poważne straty w bitwie na Samos. Ale Wielki Król w tym czasie walczył z powstaniem w Babilonie. Nigdy więcej nie próbował wyprawiać się do Grecji. Kilkanaście lat później zginął, zamordowany w wyniku intryg haremowych.

      cdn.
      • witekjs Czyngis - chan 06.08.13, 17:36

        Sławomir Leśniewski
        Imperium Czyngis-chana
        Wyjątkowy chan


        W 1227 r., w czasie wyprawy na lud Tangutów, zmarł Czyngis-chan, twórca olbrzymiego imperium mongolskiego sięgającego Europy Wschodniej. Amerykańscy genetycy twierdzą, że co najmniej 15 mln mężczyzn żyjących dziś na świecie to jego potomkowie.
        Czyngis-chan, noszący w młodości imię Temudżyn, był geniuszem i jednocześnie nieprawdopodobnym wręcz szczęściarzem. Wcześnie osierocony – ok. 1170 r. jego ojciec, dowódca jednej z licznych ord mongolskich, został podstępnie zabity. Chłopiec wówczas nie miał jeszcze dziesięciu lat, a zdołał zadbać o matkę i młodsze rodzeństwo w skrajnie trudnych warunkach. Ścigany niczym zwierzę przez wrogów i schwytany do niewoli, potrafił nie tylko zachować życie, ale po zdobyciu możnego protektora w osobie chana (władcy) Kereitów Togrula, w krwawych walkach zjednoczył wiele zwaśnionych dotychczas mongolskich plemion. W 1197 r., podczas wielkiego zjazdu (kurułtaju) możnych nad rzeką Onon, nadano mu najwyższy tytuł wielkiego chana (kagana, chana chanów) i rozpoczęło się pasmo jego zdumiewających podbojów, które przewróciły świat do góry nogami. W ciągu kilku następnych lat zwyciężył Najmanów i Tatarów (tym drugim Mongołowie zawdzięczali nazwę, pod którą weszli do historii), co oznaczało zjednoczenie mongolskich stepów. Był to jednocześnie wyrok dla ludów znacznej części Azji i Europy.

        Czyngis-chan w błyskawicznym tempie zamienił mozaikę podbitych i skonfederowanych plemion w sprawną machinę wojenną. Świetnie zorganizowane państwo z doskonale funkcjonującą administracją stało się zapleczem i podstawą dla olbrzymiej armii. Poszczególne obozy koczownicze (auły) łączono tak, aby mogły wystawić określoną liczbę żołnierzy: dziesiątki, setki, tysiące (mingany), dziesiątki tysięcy (tumeny). Funkcje dowódcze w armii, która po zjeździe nad Ononem liczyła 95 tys. żołnierzy, i jednostki gwardyjskie stały się dziedziczne i zostały połączone ze stanowiskami w administracji, uprawniającymi do sprawowania władzy sądowniczej i pobierania podatków./.../

        Więcej pod adresem www.polityka.pl/historia/1504596,1,imperium-czyngis-chana.read#ixzz2bCghJ1w0
        www.polityka.pl/historia/1504596,1,imperium-czyngis-chana.read
        Czyngis-chan - Przywódca Mongolii
        www.dndjunkie.com/civilopedia/pl-pl/LEADER_GENGHIS_KHAN.aspx
        Czyngis-chan, Temudżyn
        (ur. ok. 1155 r., zm. 1227 r.)
        www.wiking.edu.pl/article.php?id=614
        Zofia Urzykowska
        Wizerunek Czyngischana na podstawie „Tajnej historii Mongołów”
        www.azjapacyfik.pl/_vault/_article_files/1291.pdf

        pl.wikipedia.org/wiki/Czyngis-chan
        • k.karen Re: Czyngis - chan 06.08.13, 21:09
          Witku, informacje o Czyngis-chanie, które zamieściłeś są tak obszerne, że nie mam już co dodać.
          Może tylko to, że choć to zaskakujące, Czyngis-chan jest autorem stwierdzenia: "Wojna jeszcze nigdy nikomu nie przyniosła nic dobrego". Do dziś ma w Chinach i Mongolii swoich wyznawców i miejsca kultu. Jego twarz zdobi mongolskie banknoty i etykiety na butelkach wódki. W Kazachstanie można kupić papierosy nazywane jego imieniem. Na paczce znajduje się napis: Te najwyższej jakości papierosy zostały wyprodukowane dla wolnych i dumnych mieszkańców Kazachstanu, potomków wielkiego imperium Czyngis-chana, rozciągającego się od Morza Czarnego po Ocean Spokojny".
          Według "Tajnej historii Mongołów", anonimowej księgi z XIII wieku, zmarł 18 sierpnia 1227r. po upadku z konia podczas jednej z wojskowych kampanii. Miejsce jego pochówku nie jest znane.


          • witekjs Re: Czyngis - chan 07.08.13, 11:47
            Przy okazji Czyngis chana i Mongołów, warto może, w tym ciekawym wątku dodać jeszcze istotną pracę o azjatyckich nomadach w Europie, roli konia, strzemion i łuków.

            Wojna z końskiego grzbietu
            www.edulandia.pl/edukacja/1,124763,6549807,Wojna_z_konskiego_grzbietu.html?as=1

            • hardy1 Re: Czyngis - chan 16.08.13, 17:49
              Wreszcie przeczytałem artykuł pod linkiem. Wiele rzeczy jest mi znane, ale dowiedziałem się i nowych rzeczy. Dość dobry przegląd przez tysiąclecia użycia w wojn ie konnicy smile

              PS. Dodam, że w filmach historycznych z okresu imperium rzymskiego, często pokazuje się konnicę rzymska, posiadającą strzemiona. To oczywisty błąd. Strzemiona w Europie wschodniej pojawiły się w Europie dopiero w V wieku za sprawą Awarów, Hunów i innych plemion koczowniczych (jest o tym wspomniane w artykule). W Europie zachodniej powszechnie zaczęto dopiero używać dopiero pod koniec VIII wieku (Frankowie).
              • witekjs Koń, Siodło i Strzemię w historii - 1 16.08.13, 19:54
                Cieszę się bardzo, że Ciebie również zainteresowała ta praca.

                Wojna z końskiego grzbietu
                Paweł Wroński, konsultacja prof. Andrzej Ajnenkiel
                www.edulandia.pl/edukacja/1,124763,6549807,Wojna_z_konskiego_grzbietu.html?as=1
                Warto poczytać jeszcze o Awarach w Wikipedii oraz o historii Konia, Siodła i Strzemienia. Zbiór linków do tego wkrótce dorzucę.

                pl.wikipedia.org/wiki/Kaganat_Awar%C3%B3w
                en.wikipedia.org/wiki/Stirrup
                • witekjs Re: Koń, Siodło i Strzemię w historii - 2 16.08.13, 20:12

                  A Chronology of Horse, Camel and Wheel
                  DATES EVENTS
                  ca. 8000 BCE Modern speicies of camel devleops fully.
                  ca. 4000 BCE Domestication of horse
                  4000-3000 BCE Domestication of camel in SW Arabia or NE Africa
                  ca. 3500 BCE Discovery of solid, heavy wheel in Near East
                  ca. 2400 BCE Earliest image of camel in Iran
                  ca. 1800 BCE Discovery of light, spoked wheel in Near East
                  ca 1500 BCE Chariots, cheek-plates, bits.
                  ca. 1500-1000 BCE Birth of true nomadism in Eurasia
                  ca. 1200 BCE Chariots being used in China
                  ca. 1000 BCE Biblical evidence of the value of camels
                  900-700 BCE Birth of mounted archery, requiring use of saddle, stirrups and better bridles
                  800s BCE Assyrian depictions of Bactrian camels
                  ca. 100 BCE Chinese awareness of value of camel enhanced due to interactions with the Xiongnu nomads
                  ca 100 BCE-ca. 100 CE Growth of importance of Bactrian camels in Iran, Central Asia, and China on account of opening of "Silk Road"
                  7th-9th c. CE Famous T'ang glazed statues of camels

                  faculty.washington.edu/dwaugh/hist225/225chron/chrcamel.html
                  www.hyperhistory.com/online_n2/maptext_n2/barbarian.html
                  Co z tym strzemieniem?
                  Marcin Iglikowski
                  hipologia.pl/news/show/id/475

                  THE STIRRUP AND ITS EFFECT ON CHINESE MILITARY HISTORY
                  By Prof. Albert Dien
                  www.silk-road.com/artl/stirrup.shtml
                  How The Stirrup Changed Our World
                  By Dan Derby
                  www.strangehorizons.com/2001/20010924/stirrup.shtml
                  • k.karen Czyngis-chan, kamizelka kuloodporna 16.08.13, 21:08
                    Czyngis-chan był też twórcą pierwszej kamizelki kuloodpornej - każdy z jego jeźdźców miał koszulę z surowego jedwabiu, którą zakładał przed bitwą. Wódz zaobserwował, że strzała zazwyczaj nie przebija jedwabiu, lecz wciąga go w głąb rany. Dzięki temu medycy mogli łatwiej usuwać groty strzał z ciała rannego.
                    • witekjs Re: Czyngis-chan, kamizelka kuloodporna 17.08.13, 13:03
                      k.karen napisała:

                      > Czyngis-chan był też twórcą pierwszej kamizelki kuloodpornej - każdy z jego jeź
                      > dźców miał koszulę z surowego jedwabiu, którą zakładał przed bitwą. Wódz zaobse
                      > rwował, że strzała zazwyczaj nie przebija jedwabiu, lecz wciąga go w głąb rany.
                      > Dzięki temu medycy mogli łatwiej usuwać groty strzał z ciała rannego.

                      Dzień Dobry Karen smile

                      Nigdy o tym nie czytałem, a jest to bardzo interesująca informacja.
                      Myślę, że stworzyłaś bardzo ciekawe wątek.

                      Pozdrawiam. Witek
                      • k.karen Re: Czyngis-chan, kamizelka kuloodporna 18.08.13, 10:43
                        Witku, dziękuję smile ale wątek tworzymy przecież wspólnie i dlatego jest bardzo ciekawy smile
                        • witekjs ŁUK refleksyjny (azjatycki), Scytyjski krąg 26.08.13, 09:28
                          Warto poznać różncie w stosowaniu łuku, przez azjatyckich nomadów na koniach, a łuczników pieszych w Europie (Walia, Anglia).
                          Przed chwilą znalazłem bardzo ciekawe informacje, o tych istotnych różnicach.
                          I tak to Karen robi z bywalców Podwórka, znawców metod walki w historii, nie tylko Europy. smile
                          Witek
                          Łuk refleksyjny
                          Łuk refleksyjny (odwracalny) - odmiana łuku krzywego (inaczej azjatyckiego, wschodniego), rozpowszechniona wśród nomadów żyjących na Wielkim Stepie (m.in. Scytów, Sarmatów, Partów, Hunów, Awarów, Mongołów, Turków, Protobułgarów, Madziarów, Połowców, Pieczyngów, Chazarów), na Bliskim Wschodzie, w Indiach, aż po Koreę, a w krajach arabskich po Półwysep Iberyjski na zachodzie i Mali na południu./.../
                          /.../Siła naciągu łuków prostych (równikowych) zaczyna się niemal od punktu zerowego, gdyż cięciwa jest założona luźno lub tylko lekko naprężona. Tymczasem należy użyć sporo siły, aby odgiąć ramiona łuku refleksyjnego (odwracalnego) celem założenia cięciwy. A więc początkowa siła naciągu jest już znaczna. Napinając łuk refleksyjny można zauważyć, że wewnętrzne jego części po stronie rogowej są przy napinaniu ściskane, zewnętrzne zaś pasmo ścięgniste po stronie grzbietowej jest przy tym rozciągane. Azjaci wprowadzili do łuku refleksyjnego jeszcze jedno udoskonalenie. Dodano sztywne zakończenia ramion z zaczepami na cięciwę i podkładkami (wspornikami) umieszczonymi poniżej. W początkowej fazie naciągania takiego łuku działa tylko cześć cięciwy, w drugiej – odginają się zakończenia łuku zwalniając całą cięciwę. Łuk taki pracuje na zasadzie zmiennej długości cięciwy. Energia jego jest więc znacznie większa niż łuków refleksyjnych nie posiadających wspomnianych udoskonaleń. Dlatego nazywa się go łukiem retrofleksyjnym.

                          Charakterystyczne bardzo silne wygięcie końców ramion łuku ku przodowi pozwala na szybsze skrócenie cięciwy w momencie wyrzutu strzały, co bardzo przyspiesza lot i zwiększa siłę przebicia. Dlatego też strzały wyrzucone z łuków refleksyjnych lub retrofleksyjnych znacznie przekraczają donośność łuku prostego./.../
                          /.../W Polsce w XVI-XVIII w. broni tej używała jazda lekka wołoska, tatarska, kozacka(później walcząca jak pancerni), wolentarze, Kozacy zaporoscy, i czasem husaria. Uważany był też obok szabli za jeden z atrybutów szlachty.
                          pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81uk_
                          Scytyjski krąg
                          Scytyjski krąg – obok partyjskiego strzału, podstawowa forma manewru stosowana przez lekkokonnych łuczników Wielkiego Stepu m.in. Hunów, Scytów, Chazarów, Pieczyngów, Połowców, Turkutów.
                          Chodziło o to, aby jak najdłużej znajdować się poza zasięgiem broni białej przeciwnika, a jednocześnie samemu w tym czasie jak najefektywniej wykorzystać swą broń – łuk/.../
                          pl.wikipedia.org/wiki/Scytyjski_kr%C4%85g
                          • hardy1 Re: ŁUK refleksyjny (azjatycki), Scytyjski krąg 27.08.13, 08:03
                            Dopowiem "do łuku" - wynalazek krótkiego, refleksyjnego łuku, był potrzebą i właściwie skutkiem konnego życia mieszkańców stepu. Z konia ciężko by było strzelać z długiego łuku i przewozić go.
                            PS. Kiedyś oglądałem program w tivi, z zawodów w strzelaniu łuku w Mongolii. Podobno donośność ich narodowej broni wynosi aż 800 metrów.
                            • 1agfa Re: ŁUK refleksyjny (azjatycki),samurajska odmiana 07.09.13, 20:29
                              W chińskich kronikach Japończycy, czyli "wschodni barbarzyńcy", nazywani byli "Wielki Łuk". Łuki podobnych rozmiarów były rozpowszechnione i wśród Tunguzów. Łuki mierzono najwiekszą miarą przyjeta przez Ewenków - sahan (człowiek z ręką wyciągnietą do góry). Ichikawa Schichi, opierając sie na świadectwach archeologicznych uważał, że łuk japoński i jego techniczne parametry są typowe dla Azji północno wschodniej, skąd zostały przeniesione do Japonii.
                              Łucznictwo było szeroko rozpowszechnione w środowisku japońskiej arystokracji i szlachty, gdyż łuki i strzały stanowiły w średniowieczu na równi z mieczem jeden z głównych rodzajów uzbrojenia bushi i były przeznaczone do prowadzenia walki na odległość. Łuk i strzały, tak jak i miecz, samuraje uważali za świety oręż, a termin "yumiya-no michi" - "droga łuku i strzał" był synonimem zwrotu "droga samuraja" (bushido).
                              Źródła sztuki strzelania z łuku siegają w daleką przeszłość. Juz w kronikach Kojiki (712 r.) i Nihongi (720 r.) znajduja się wzmianki o mistrzach w strzelaniu z łuku.
                              • 1agfa Re: ŁUK refleksyjny (azjatycki),samurajska odmian 07.09.13, 20:53
                                (...)Do strzelania z łuku samuraje przywiązywali wielka wagę, wiele czasu poświęcali na trening z uwagi na to, że w feudalnych wojnach wielki łuk odgrywał bardzo dużą rolę.(...)
                                W początkowej fazie koncentracji łucznik skupiał uwagę na oddechu, który w strzelaniu miał jeszcze wieksze znaczenie, niż w innych rodzajach sztuk wojennych; pózniej oddech był już regulowany bez udziału świadomości. Zasada oddechu była taka sama, jak w szermierce, sumo i w innych rodzajach walki z bronią czy bez niej. Aby oddech uczynic równomiernym, wojownik siedząc ze skrzyzowanymi nogami przyjmował pozycję, przy której górna część jego ciała była wyprostowana i rozluźniona, jak podczas medytacji zen.
                                Po przygotowaniach wstepnych zaczynało sie własciwe strzelanie. (...)
                                Po odebraniu od giermka strzały i łuku, bushi wstawał ze swego miejsca i - pełen godności zajmował pozycję na linii wyjściowej. Dzieki spokojnemu rytmowi oddechu samuraj osiagał stan "spokoju ducha i ciała (dozokuri), po czym przygotowywał sie do strzału (Yugamae). Zwracał sie lewym bokiem do celu, trzymajac łuk w lewej ręce. Nogi rozstawiał na odległość równą długości strzały (ashibumi), strzałę kładł na cięciwie i przytrzymywał palcami, a sam tymczasem, całkowicie rozluźniwszy mięśnie rąk i piersi, podnosił łuk nad głową (uchiokoshi) po to, aby naciągnąć w tym położeniu cięciwę (hikitori). Oddychał w tym czasie nie pełna piersią, lecz przeponą, co pozwalało mięśniom klatki piersiowej i rąk pozostawać w stanie rozluźnienia. Po momencie poprzedzającym bezposrednio wypuszczenie strzały (kai) następował strzał (hanare). W tym momencie fizyczne i psychiczne siły samuraja były skoncentrowane - według pojęć japońskich - na "wielkim celu", tj. na dążeniu do
                                zjednoczenia się z bóstwem (...)
                                cdn
                                • 1agfa Re: ŁUK refleksyjny (azjatycki),samurajska odmian 07.09.13, 21:16
                                  Bajutsu (sztuka jazdy konnej)
                                  Niemniej interesująca jest sztuka strzelania z łuku podczas jazdy na koniu (umayumi). Po raz pierwszy o tym rodzaju łucznictwa wspomina sie w Nihongi, gdzie jest mowa o sztuce umayumi praktykowanej przez cesarzową Kogyoku (642-645).
                                  Póxniej strzelanie z grzbietu końskiego zaczęło być w źródłach historycznych nazywane yabusame. Największy rozkwit yabusame przypada na okres Kamakura, kiedy bajutsu w połaczeniu ze strzelaniem z łuku uważano za jedna ze sztuk wojennych obowiązujących samurajów.
                                  Łucznictwo konne, tak jak strzelanie z ziemi było nie tylkoi obowiązkową, ale i ulubioną konkurencją w zawodach rozgrywanych wśród samurajów. Zawody takie odbywały się zazwyczaj w społeczności bushi, kiedy łaczyli sie oni w druzyny, majace sie zmierzyć w sztuce jazdy konnej.
                                  Wielkie zawody odbywały się zazwyczaj na kręgu jeździeckim w świątyni Tsurugaoka Hachiman, znajdujacej się w mieście Kamakura (dzisiejsza prefektura Kanagawa) albo na brzegu morza, zwykle podczas świąt shintoistycznych. W charakterze kierującego zawodami wystepował sintoistyczny kapłan. Tarczę strzelniczą albo zbroję rycerska stawiano pionowo koło maneżu, a łucznik, pędząc konno po okręgu, strzelał do celu trzy razy, z dziesięciosekundowymi przerwami (...)

                                  Z ksiązki "Samuraje" Aleksandra Śpiewakowskiego, PIW
                                  cdn
                                    • hardy1 Re: ŁUK refleksyjny (azjatycki),samurajska odmian 07.09.13, 22:12
                                      Ciekawe informacje o łuku japońskim.
                                      Film dokumentalny jest długi, oglądnę go później. To coś dla mnie smile
                                    • witekjs The Samurai Archives Japanese History 08.09.13, 21:28

                                      Samurai Heraldry Gallery

                                      Kamon
                                      www.samurai-archives.com/crest1.html
                                      Flags and standards of samurai Armies
                                      forums.samurai-archives.com/viewtopic.php?t=1638&postdays=0&postorder=asc&start=0

                                      The Samurai Archives Japanese History Page

                                      www.samurai-archives.com/index.html
                                      • k.karen Agfo, Witku :) 08.09.13, 22:57
                                        Bardzo Wam dziękuję, że uzupełniacie ten wątek swoimi informacjami. Dzięki temu staje się on coraz ciekawszy i wszyscy możemy poszerzać swoją wiedzę. Moje posty to tylko lakoniczne opisy smile
                                        • witekjs Re: Agfo, Witku :) 08.09.13, 23:52
                                          k.karen napisała:

                                          > Bardzo Wam dziękuję, że uzupełniacie ten wątek swoimi informacjami. Dzięki temu
                                          > staje się on coraz ciekawszy i wszyscy możemy poszerzać swoją wiedzę. Moje po
                                          > sty to tylko lakoniczne opisy smile

                                          Miła Karen smile
                                          Nazbyt skromna jesteś w określaniu swojej roli twórcy, inicjatorki oraz inspiratora naszych wspólnych działań, w tak nieoczekiwanie przyjemnym rozwoju Twojego wątku.
                                          Ton nadają, Twoje bardzo ciekawe posty, które wpływają twórczo na czytelników, dając nam wszystkim radość, w poznawaniu nowych informacji i potrzebę porządkowania swojej wiedzy.

                                          Dziękujemy Ci i pozdrawiamy. Witek i wszyscy inni smile
    • k.karen Pyrrus. Cena zwycięstwa. 06.08.13, 21:12

      Imię tego wojowniczego króla Egiptu na zawsze zrosło się ze zwycięstwem, niestety pyrrusowym.
      Mimo że wykazywał niezwykły talent w dziedzinie taktyki, a doświadczenie wojenne łączył z dużą wiedzą teoretyczną, zwycięskie bitwy okupił niewyobrażalnie wysokimi stratami. Na tronie Epiru Pyrrus (319-272 r. p.n.e.) zasiadł jako dwunastolatek. Szybko jednak został pozbawiony królestwa. Pod skrzydłami Demetriusza, władcy Macedonii, zdobył pierwsze żołnierskie szlify. Wysłany jako zakładnik na dwór Ptolemeusza zaskarbił sobie sympatię Egipcjanina, który pomógł mu odzyskać tron.
      Ambicje imperialne uwikłały go w wojnę z Macedonią, choć w zasadzie było mu wszystko jedno, z kim walczy. Dlatego też, kiedy uwięzieni między Kartaginą a Rzymem italscy Grecy poprosili go o pomoc, wyruszył na Półwysep Apeniński z 23 tys. żołnierzy i 30 słoniami. Po dwóch zwycięskich bitwach z siłami republiki (pod Herakleją i Auskulum) został mu odział ok. 250 ludzi. Początkowe sukcesy militarne w Italii i na Sycylii Pyrrus w zawrotnym tempie zamienił na klęskę. Oblegani przez wojska kartagińskie Syrakuzańczycy entuzjastycznie powitali go jako wyzwoliciela, jednak już dwa lata później błagali bogów, by Epiriota czym prędzej powrócił tam skąd przybył. Ich prośby zostały wysłuchane. Po przegranej bitwie z wojskami republiki pod Malewentum Pyrrus w 275 r. p.n.e. wrócił na Peloponez. Trzy lata później zginął na ulicach Argos podczas kolejnej wyprawy wojennej.

      cdn.
    • k.karen Juliusz Cezar. Veni, vidi, vici. 08.08.13, 15:10
      Jego imię stało się tytułem rzymskich władców. Od niego wywodzi się także niemieckie kaiser, rosyjskie car, polskie cesarz.
      Brali go za wzór wszyscy dyktatorzy, którzy marzyli o podboju świata. Współcześni czasem naśmiewali się z jego próżności - wstydził się łysiny i starannie rozczesywał resztki kosmyków, jako dyktator zaś przyznał sobie prawo do publicznego noszenia wieńca.

      W młodości Juliusz Cezar (101-44 r. p.n.e.) zajmował się głównie romansami - nie stronił od towarzystwa chłopców - przyjęciami i zaciąganiem długów. Gdy jako namiestnik wyjeżdżał do Hiszpanii, wierzyciele nie chcieli wypuścić go z Rzymu. Wkrótce jednak powrócił z łupami. Obudziły się w nim ambicje polityka i wodza. Wraz z dowódcą legionów Pompejuszem oraz najbogatszym człowiekiem Rzymu Krassusem zawiązał tajne porozumienie, że odtąd "nic nie stanie się w Republice co by się nie podobało któremukolwiek z nich". Tak powstał pierwszy triumwirat, który faktycznie rządził państwem.

      Cezar został konsulem i skierował legiony do podboju Galii i Germanii. Wykorzystywał waśnie wśród galijskich plemion i zmuszał je do uznania zwierzchnictwa Rzymu. Sukcesy Cezara wzbudziły niepokój w senacie, który zakazał mu powrotu do Rzymu z legionami. Cezar przekroczył Rubikon, rzekę wyznaczającą granice Italii, co oznaczało wojnę domową. Bez przeszkód ruszył na Rzym. W ciągu 66 dni wyparł z Italii wojska Pompejusza i ruszył za nim w pościg. Do ostatecznego starcia doszło pod Farsalos w Grecji. Cezar stanął do bitwy mimo dwukrotnej przewagi liczebnej sił Pompejusza, ale miał ze sobą swe wierne legiony. Najpierw odparł atak wroga, a następnie poprowadził zwycięskie kontrnatarcie. W bitwie poległo 6000 żołnierzy Pompejusza i 1200 legionistów Cezara.
      Pompejuszowi udało się zbiec. U wybrzeży Egiptu zamordowali go doradcy Ptolemeusza, który toczył wojnę domową ze swoją siostrą Kleopatrą i sądził, że w ten sposób przypodoba się nowemu władcy świata. Zawiódł się, Cezar wziął stronę Kleopatry, która ryzykując życie, przedarła się nocą do jego siedziby.

      W 47 r. Cezar wyprawił się przeciw królowi Pontu, pokonał go, a swoją pięciodniową kampanię opisał w liście do senatu w trzech słowach: veni, vidi, vici. Podporządkował Rzymowi Afrykę Północną i powrócił by wymusić na senacie godność dożywotniego dyktatora. Jedynowładztwo oburzało zwolenników republiki. Cezar został zasztyletowany w sali posiedzeń senatu przez swoich przyjaciół - Kasjusza i Brutusa.
      W przeciwieństwie do wyczynów Hitlera czy Stalina jego dzieło okazało się na tyle trwałe, że Imperium Rzymskie istniało przez niemal pół tysiąclecia.

      cdn.
      • 1agfa Re: Juliusz Cezar. Veni, vidi, vici. 30.12.13, 19:02
        http://i40.tinypic.com/27y2620.jpg

        Tablica umieszczona na Forum Romanum, tuż obok miejsca gdzie z prawej strony, na wysokości w tej chwili ca 1m, jest kopułka niedużych, charakterystycznych dla ówczesnego budowania, ciemnych cegieł. Szczyt grobowca.
        Kochany i pamiętany przez Rzymian, może także innych Włochów tak, że zawsze nad tym miejscem, na wypukłym sklepieniu grobowca Cezara, ktoś kładzie świeże kwiaty i zapala znicze.
        • k.karen Re: Juliusz Cezar. Veni, vidi, vici. 30.12.13, 20:37
          Agfo, zaskoczyła mnie Twoja informacja smile Ale jak widać, nie tylko Polacy potrafią pamiętać o swoich wodzach i ich zasługach smile
          • witekjs Re: Juliusz Cezar. Veni, vidi, vici. 30.12.13, 21:51
            Myślę, że kwiaty w takim miejscu, mogą być również dowodem czci oddawanej Juliuszowi Cezarowi przez licznych turystów, rozkochanych w historii Rzymu i Juliusza Cezara również. smile

            Pozdrawiam Was i życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.
            Witek

            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,12655871,Archeolodzy_odkryli_w_Rzymie_miejsce_zabojstwa_Juliusza.html
            • k.karen Re: Juliusz Cezar. Veni, vidi, vici. 30.12.13, 22:03
              Na pewno, masz rację smile

              Witku, Tobie także wszystkiego dobrego w Nowym Roku i naszych dalszych miłych rozmów na Podwórku smile
    • k.karen Oktawian August 14.08.13, 13:30

      Stworzył imperium sięgające Dunaju i Renu, narzucił wolę Rzymu całej Europie.
      Za panowania Oktawiana Augusta (63r. p.n.e - 14r. n.e.) Imperium Rzymskie okrzepło. Zachowywano pozory republiki mimo faktycznego jedynowładztwa. August był wodzem naczelnym armii rzymskiej, którą znacznie unowocześnił. Przede wszystkim stworzył wojsko stałe, w którym służba trwała od 25 do 25 lat. Składało się z obywateli rzymskich (legiony) oraz poddanych i sprzymierzeńców (oddziały posiłkowe). Sam Oktawian nie był wybitnym wodzem ani strategiem, zawsze jednak umiał wybierać zdolnych dowódców.

      Jego armia zdobyła Germanię aż po Ren, zajęła Egipt, dokończyła podbój Hiszpanii, anektowała Galację w centrum współczesnej Turcji. Do imperium przyłączył część dzisiejszych ziem Rumunii, Bułgarii, Węgier, Jugosławii, Austrii, południowych Niemiec i Szwajcarii. Stworzone przezeń imperium dało podstawy europejskiej kulturze.
      Gdy Gajusz Oktawian, wątły, drobny chłopiec, przejął w 44r. p.n.e. spadek po swoim wuju, wielkim imperatorze Juliuszu Gajuszu Cezarze, nikt nie przypuszczał, że to właśnie on da początek nowemu światu - stabilnemu Imperium Romanum. Oktawian, Marek Antoniusz oraz Marek Emiliusz Lepidus zawiązali triumwirat i rozprawili się z zabójcami Cezara, rzecznikami republiki - Markiem Brutusem i Gajuszem Kasjuszem - w bitwie pod Filippi. Na mocy układu w Brundisium podzielili się władzą, zaś Marek Antoniusz, by przypieczętować przymierze, poślubił siostrę Oktawiana - Oktawię.

      Triumwirat nie trwał długo, wkrótce Oktawian odebrał Lepidusowi Afrykę i opanował cały zachód imperium, Marek Antoniusz władał na wschodzie. Ostateczne starcie było nieuchronne, pretekstu dostarczył sam Antoniusz, który odtrącił prawowitą małżonkę i związał się z kochanką Cezara, królową Kleopatrą. Oktawian ruszył przeciwko Antoniuszowi i Kleopatrze. Ich romans wykorzystał w wojnie propagandowej, przedstawiając go jako zdradę Rzymu. Pod Akcjum stanęli naprzeciwko siebie dwaj władcy świata. Flota Oktawiana liczyła 400 jednostek, szybkich, zwinnych i nowoczesnych. Wojska Antoniusza były zdemoralizowane i rychło poddały się wraz ze swym wodzem. Przegranemu Antoniuszowi nie pozostało nic innego, jak tylko przebić się mieczem. W kilka dni później samobójstwo popełniła Kleopatra.

      cdn.
    • ulisses-achaj Re: Wojny - "smar historii". Wodzowie wszechczasó 14.08.13, 13:39
      Temat bardzo ciekawy, Karen. Z Przyjacielem dyskutowaliśmy ostatnio o "obowiązującej" wizji polskiej historii. Obraz dosyć smutny, a nasze wnioski z tej rozmowy były mocno "obrazoburcze" smile
      • k.karen Re: Wojny - "smar historii". Wodzowie wszechczasó 14.08.13, 13:44
        Tak, Ulissesie, bardzo ciekawy a polscy wodzowie też tu będą smile
    • k.karen Hannibal. Pogromca Rzymian. 16.08.13, 12:35
      Miał zaledwie 25 lat, kiedy został naczelnym wodzem wojsk Kartaginy. Od razu zaczął udoskonalać armię i szykować się do walki z Rzymem. Wiedząc, że nie ma szans na zwycięski atak od strony morza, Hannibal (247-183 r. p.n.e.) zdecydował się na niezwykłą przeprawę przez Alpy, osłaniające imperium od północnego zachodu. W czasie II wojny punickiej (218-201 r. p.n.e.) przeprowadził armię kartagińską i 36 słoni przez góry. Choć w trakcie wędrówki stracił połowę swych wojsk i niemal wszystkie słonie bojowe, to udało mu się zaskoczyć Rzymian. Rozjuszone zwierzęta przerażały nieprzywykłych do ich widoku wrogów.

      Hannibal zadał Rzymianom kilka spektakularnych klęsk, w tym trzy szczególnie znaczące: nad Ticinus i Trebią (218 r. p.n.e.), nad Jeziorem Trazymeńskim (217r. p.n.e) i pod Kannami (216r. p.n.e.) Tę ostatnią bitwę do dziś analizuje się w akademiach wojskowych ze względu na klasyczny manewr tzw. podwójnego okrążenia, zwany później także kannanejskim. Trik Hannibala polegał na tym, że podczas walki centrum jego sił pozornie ustępowało i zaczęło się cofać. W ten sposób jego wojska utworzyły półkole wokół wroga i mogły i mogły przypuścić mocny atak ze skrzydeł. Niektórzy historycy wojskowości twierdzą, że od tej bitwy w strategii nie wymyślono już niczego nowego. Z pomysłu Hannibala skorzystał kilka lat później Scypion Afrykański w walkach z Kartaginą. Wzorował się także na nim wieki później Norman Schwarzkopf.

      Hannibal słynął z tego, że zwodził, oszukiwał, zaskakiwał wroga. Uwielbiał stwarzać iluzje. Po bitwie kazał swoim żołnierzom założyć ekwipunek pokonanych i od tej pory walczyli przebrani za Rzymian. Mówi się też, że jako pierwszy użył broni biologicznej - zalecił żołnierzom wrzucać kotły z wężami na pokłady statków wroga. Wołom podpalał rogi, żeby symulować nocny atak na Rzymian. Nikt przed nim ani po nim nie odniósł takiego sukcesu w walkach z Rzymem. Bitwa pod Kannami była jego największym sukcesem ale nie wystarczyła, aby wygrać wojnę. Jego armia była gotowa iść na Rzym, ale Hannibal nie zgodził się na to. Wiedział, że bez posiłków nie pokona Rzymian. Jeden z jego dowódców powiedział wówczas: "Hannibalu, umiesz zwyciężać, ale nie umiesz swego zwycięstwa wykorzystać". Posiłków jednak nie dostał - politycy kartagińscy wysyłali wojsko do obrony Hiszpanii i do walk na Sardynii. Hannibal otrzymał rozkaz powrotu do Kartaginy.

      Ostateczna klęska i kapitulacja Hannibala nastąpiła w Afryce, w bitwie ze Scypionem pod Zamą (302r. p.n.e.). Kartagina przyjęła ciężkie warunki pokojowe Rzymu. Hannibal początkowo sprawował urząd sufety, jednego z najważniejszych polityków w kraju. Jednak Rzymianie nieustannie domagali się jego głowy. Uciekał: schronił się w Efezie, później w Bitynii ( obecnie w Turcji). Z obawy przed wydaniem popełnił samobójstwo. Zanim wypił truciznę, powiedział podobno: " Niech teraz śmierć bezsilnego starca uwolni Rzym od strachu".

      cdn.
      • hardy1 Re: Hannibal. Pogromca Rzymian. 18.08.13, 09:30
        Cóż, gdyby Kartagina udzieliła swojemu wodzowi Hannibalowi "wsparcia logistycznego" w Italii (używając współczesnej nazwy). oraz wysłała posiłki, historia naszej części świata mogła potoczyć się inaczej. Uczylibyśmy się o sławnych przyszłych wodzach tysiącletniego imperium kartagińskiego i osiągnięciach kultury i inżynierii kartagińskiej.

        A w rzeczywistości - po zwycięstwie w III wojnie punickiej Kartaginę Rzymianie zburzyli i podobno zasypali solą, aby nic już tam nigdy nie wyrosło. Na szczęście po wieku ziemie te się odrodziły, stając się spichlerzem Rzymu.
        • k.karen Re: Hannibal. Pogromca Rzymian. 18.08.13, 10:45
          To właśnie jest przykład, Hardy, na - "chichot historii" smile
          • k.karen Re: Hannibal. Pogromca Rzymian. 18.08.13, 11:29
            Jednym z takich "chichotów historii" w Polsce jest sprawa repatriantów ze wschodu.
            Osiedlano ich na ziemiach zachodnich, ale nie dbali o gospodarstwa bo "Niemiec wróci i tak zabierze".
            Jak się okazało po latach, nie tylko że Niemiec nie wrócił, ale to Polacy zaczęli osiedlać się na ziemiach byłego DDR smile
        • witekjs Re: Hannibal. Pogromca Rzymian. 19.08.13, 10:24
          Myślę, ze podobnie jak ja, przeczytacie z zainteresowaniem, bardzo ciekawy artykuł o Fenicjanach.
          Właściwie bardzo niewiele o nich wiemy.
          Dzięki Karen musimy szukać i czytać, aby wiedzieć skąd i dlaczego pojawił się ten wielki, fenicki wódz.

          Pozdrawiam Was . Witek

          Fenicjanie - pierwsi globaliści w dziejach - Agnieszka Krzemińska
          Pierwsi globaliści
          Fenicjanom, twórcom pierwszego śródziemnomorskiego imperium gospodarczego, świat zawdzięcza pieniądze i alfabet. Mimo że pozostawili tak trwałe ślady w naszej kulturze, do dziś pozostają wielką naukową zagadką.
          Nawet jeśli była to globalizacja na miarę tamtych czasów, z dzisiejszej perspektywy wkład Fenicjan w rozwój cywilizacji miał charakter globalny. W końcu rozpropagowany przez nich w VII w. p.n.e. system monetarny, który w dziedzinie wyrażania wartości skutecznie zastąpił stosowany wcześniej system wagowy, funkcjonuje do dziś. Pieniądze i system prostych znaków odpowiadających dźwiękom mowy, łatwy do opanowania dla każdego kupca, stanowiły praktyczne udogodnienia ułatwiające gospodarczą dominację w ówczesnym świecie, ale nie bez znaczenia było też wyczucie rynku i zmysł do interesów.

          Fenicjanie podbijali świat nie korzystając z siły armii, tylko ze sprytu i intelektu. Ich sukces wzbudził zazdrość. Dlatego już 3 tys. lat temu przyczepiono im łatkę podstępnych kupców, którzy dla zysku sprzedadzą nawet przyjaciela. Złą prasę zapewnili im sąsiedzi, a pech chciał, że tylko teksty tych właśnie sąsiadów zachowały się do dziś.

          Co prawda to nie Fenicjanie wymyślili alfabet (najstarszym systemem alfabetycznym było tzw. pismo protokananejskie, powstałe ok. 1700 r. p.n.e.), ale to oni go rozpowszechnili, przyczyniając się do powstania alfabetu greckiego, hebrajskiego i arabskiego. W powstałym w XI w. p.n.e. 22-literowym alfabecie fenickim nie było samogłosek i jak przystało na Semitów słowa zapisywano od prawej do lewej. Poza tym niewiele więcej jesteśmy w stanie powiedzieć o fenickim piśmiennictwie, gdyż inskrypcje, które się zachowały, są bardzo krótkie. Czyżby ci wielcy propagatorzy alfabetu nic o sobie nie napisali?/.../

          Więcej pod adresem www.polityka.pl/historia/1524311,1,fenicjanie---pierwsi-globalisci-w-dziejach.read#ixzz2cOwzuFVU
          www.polityka.pl/historia/1524311,3,fenicjanie---pierwsi-globalisci-w-dziejach.read
          • hardy1 Re: Hannibal. Pogromca Rzymian. 19.08.13, 14:19
            Tak, Fenicjanie byli pierwszym imperium gospodarczym basenu Morza Śródziemnego. Założyli wiele osad, które później stały się niezależnymi miastami lub państwami, w tym Kartaginę.

            PS. Pisma hieroglificzne starożytnego Egiptu zawierały same spółgłoski, bez samogłosek. Dlatego wielu nazw możemy się tylko domyślać; np. bóg-Słońce w Egipcie zapisujemy: Ra lub Re.
            • witekjs Re: Hannibal. Pogromca Rzymian. 21.08.13, 10:00
              Dzień Dobry smile
              Bardzo niezwyklą postacią był Hannibal, również dlatego, że Fenicjanie nie mieli tradycji podbojów i nie mieli znanych wodzów w swojej historii.
              Dlatego uważałem, że warto to uświadomić sobie, czytając dzieje tego narodu.
              Chyba nie zdarzało się to, w innych krajach/narodach, gdzie dominowała tradycja, głównie kupiecka.

              Pozdrawiam. Witek
              • k.karen Re: Hannibal. Pogromca Rzymian. 21.08.13, 10:26
                Dzień dobry, Witku smile

                Fenicjanie i Żydzi, kupcy i pasterze. Niezwykła historia obu narodów. Mieli przecież wspólnych przodków. Żydów nie było w stanie wchłonąć żadne wielkie imperium, babilońskie, egipskie, rzymskie. Wszystkie w końcu upadły, Żydzi przetrwali.
    • k.karen Karol Wielki. Pierwszy Europejczyk. 21.08.13, 15:48
      Od jego imienia pochodzi słowo "król". Ten największy wódz średniowiecznej Europy niemal czterdzieści lat swojego panowania spędził na wyprawach wojennych. Władał całym zachodnim światem chrześcijańskim, z wyjątkiem Brytanii. Czasy jego panowania nazywa się niekiedy renesansem karolińskim. Sam wprawdzie był niepiśmienny ( choć umiał czytać), doceniał jednak wartość wykształcenia. Z jego inicjatywy powstała w Akwizgranie akademia gromadząca kwiat ówczesnej inteligencji.

      Uwielbiał kobiety. Był niezwykle oddany matce i siostrze, do córek zaś tak przywiązany, że nie godził się wydać ich za mąż. Rezolutne królewny czerpały z tej sytuacji same korzyści, Karol bowiem był ślepy na ich romanse.
      Historycy nie mogą zgodzić się co do tego, czy władca Franków, a od 800r. także cesarz rzymski Karol Wielki (724 - 814r.), był ogromnego czy raczej niskiego wzrostu. Z pewnością mógł się pochwalić potężną tuszą, jako że uciechy stołu nie były mu obce. W jego menu królowała dziczyzna, był bowiem zapalonym myśliwym. Biegłości w sztuce polowania wymagał od swoim przybocznych - ówczesna arystokracja ćwiczyła się w niej od małego.
      Mimo że Karol co roku wyruszał na nową wyprawę, nie dysponował stałą armią. Wszyscy wolni mężczyźni mieli obowiązek stawiać się w maju na rozkaz króla wraz z ekwipunkiem. Choć kary za zwłokę były surowe, na tę doroczną odprawę przybywali głównie zainteresowani - mieszkańcy terenów graniczących z terenem działań wojennych.

      Swe podboje Karol zaczął po śmierci swojego brata Karlomana (771r.), z którym dzielił władzę w królestwie. Wyruszył najpierw przeciwko Longobardom (773r.), do północnej Italii. Po błyskotliwym zwycięstwie i uwięzieniu w klasztorze Dezyderiusza, władcy Longobardów, ogłosił się ich królem. Z tej okazji 2 kwietnia 774r. odwiedził Rzym. Wizyta Karola zapadła w pamięć mieszkańcom Wiecznego Miasta. "Całując każdy stopień monumentalnych schodów wiodących do atrium bazyliki, Karol podszedł do papieża Hadriana. Podali sobie ręce i obaj doszli aż do konfesji, to znaczy grobowca z relikwiami św. Piotra" - jak podaje kronikarz.

      Następnie Karol zwrócił się przeciwko Bawarom. Po rozprawie z nimi wyruszył na Półwysep Pirenejski. Mimo klęski w wąwozie Roncesvalles (778r.) - gdzie zginął hrabia Roland - podporządkował sobie północne pogranicze i ustanowił na nim Monarchię Hiszpańską ( Gocką).
      Kolejna wyprawa unieruchomiła Karola na ponad trzydzieści lat. Misja nawrócenia Sasów i Fryzów okazała się niezwykle Trudna. Niespotykane wcześniej okrucieństwo ( rzezie jeńców, gwałty, palenie osad i upraw) mocno nadszarpnęły reputację Karola. Mimo to osiągnął swój cel: oparł Cesarstwo Rzymskie na Łabie, Sali i środkowym Dunaju.

      Na opanowanych terenach wznosił całą sieć ufortyfikowanych grodów, połączonych ze sobą oraz z terytorium Franków drogami. W ten sposób tworzył bazy wypadowe dla dalszych podbojów. Oblegając wrogi gród, Karol wykorzystywał przede wszystkim wzorowane na rzymskich machiny oblężnicze, np. katapulty.
      Wraz ze śmiercią imperatora cesarstwo stopniowo zaczęło ulegać rozpadowi, jego następcy nie dorównali mu siłą woli i rozległością horyzontów. Na ideę zjednoczonej Europy było jeszcze za wcześnie.
      Cdn.
    • k.karen Edward III - król łuczników 23.08.13, 15:17
      Król Anglii, który uczynił łuk najważniejszą bronią, a jeźdźcom kazał walczyć na piechotę. Jako wnuk Filipa Pięknego domagał się tronu francuskiego i wszczął z Francuzami wojnę stuletnią ((1337 - 1453). Dwa najwspanialsze zwycięstwa odniósł w bitwie morskiej w zatoce Sluyz oraz w słynnej bitwie pod Cresy w 1346r., gdzie przeciw blisko 40 tysiącom Francuzów wystawił raptem 12 tysięcy ludzi. Ale Edward (1312 - 77) zorganizował swoje wojska, czego nie można było powiedzieć o chaotycznie zgrupowanych Francuzach.

      Podzielił je na trzy grupy spieszonych konnych, ustawionych na przemian z łucznikami. Stworzył w ten sposób machinę wojenną o piekielnej sile - pod Crecy od angielskich strzał padło 1500 francuskich rycerzy i nieznana do dziś liczba pieszych wojowników. Edward stracił ledwie 200 ludzi. Szczęście wojenne odwróciło się od niego po epidemii dżumy, która objęła północną i zachodnią Europę; w latach 1348 - 1350 zmarło ponad 30% mieszkańców ( w niektórych rejonach nawet 60%). Czarna śmierć spowodowała w Anglii tak ogromne problemy ekonomiczne i społeczne, że gdy w 1365r. Francuzi zaatakowali Anglików, Edward stracił wszystkie wcześniejsze zdobycze.

      Cdn.
      • witekjs Edward III - król łuczników - Scytowie łucznicy 25.08.13, 15:17

        /.../ Scytowie byli nie tylko wojownikami - niektórzy uprawiali rolę, a wszyscy stworzyli wysoko rozwiniętą kulturę i uprawiali handel z miastami Hellenów. Scytowie, jako pierwsi, jeszcze przed powstaniem słynnego Jedwabnego Szlaku, połączyli Europę i Azję. Niemiecki archeolog Hermann Parzinger, najwybitniejszy poszukiwacz scytyjskich kurhanów, nazwał walecznych koczowników pierwszymi animatorami globalizacji.
        Scytowie to bardzo liczny lud pochodzenia irańskiego, podzielony na wiele plemion. Persowie nazywali ich Sakami. Nazwa pochodzi prawdopodobnie od starożytnego indoeuropejskiego słowa skuza, co znaczy łucznik, strzelec (por. angielskie to shoot - strzelać, niemieckie der Schütze - strzelec).Ojczyzną Scytów prawdopodobnie była południowa Syberia. Już w IX w. p.n.e. zaczęli się rozprzestrzeniać ku zachodowi, w poszukiwaniu wciąż nowych pastwisk dla ogromnych stad bydła i przede wszystkim koni (na każdego wojownika przypadało 10 do 20 rumaków). W VII w. p.n.e. pokonali koczowniczych Kimmeryjczyków i w pościgu za nimi wtargnęli do Azji Mniejszej. Byli groźnymi przeciwnikami upadającego imperium asyryjskiego, na kilka dziesięcioleci opanowali Armenię i północny Iran. O scytyjskiej inwazji na Palestynę tak biadał biblijny prorok Jeremiasz:

        Oto nadchodzi naród z ziemi północnej
        wielki naród powstaje z krańców ziemi.
        Łuk i miecz trzymają w ręku,
        są okrutni i bez litości.
        Ich wrzawa jest jak szum morza,
        I dosiadają koni,
        gotowi jak jeden mąż do walki
        przeciw Tobie, Córo Syjonu!
        (Jr 6,22-23)

        www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/scytowie-lucznicy-ze-stepow
      • witekjs Jak w końcu pokonano łuczników angielskich 25.08.13, 22:05
        Jak w końcu, pokonano łuczników angielskich.
        Bardzo ciekawy artykuł o długim łuku walijskim (angielskim).

        Wojskowość średniowiecza: Długi łuk walijski (angielski)

        /.../Jak widać trzeba było wiele czasu, trudu i pieniędzy by stworzyć armię której żadna siła nie potrafiła stawić czoła. Wykorzystanie łuczników uzbrojonych w długi łuk na polu walki testowano przez długi czas na polach bitew Szkocji, by w wojnie stuletniej osiągnąć apogeum swojej potęgi. Długi łuk na ponad półtora wieku dał Anglii dominującą pozycję na polach bitew Europy. Później stało się to co nieuniknione - pojawiła się nowa lepsza broń.

        Epilog

        Późnym popołudniem roku 1450 w pobliżu wioski Montigny w północnej Francji kolejny raz stanęły naprzeciw sobie wojska francuskie i angielskie. Anglicy jak zwykle wysunęli na czoło wojsk łuczników uzbrojonych w długie łuki. Jednak Francuzi nie zaatakowali, zatrzymali się około 90 metrów od angielskich pozycji i ustawili jakby wielkie, żelazne naczynia, napełnione prochem i kamieniami. Mieszaninę tą podpalono za pomocą pochodni. Nastąpiła ogłuszająca eksplozja, po której dał się słyszeć ostry świst i setki kamieni z ogromna prędkością poleciały w kierunku angielskich pozycji. W przeciągu kilku minut 3774 z 4500 łuczników leżało martwych, nie wystrzeliwszy nawet jednej strzały. Kończyło się panowanie długiego łuku.15

        rhood.fm.interia.pl/historia2.htm
        • k.karen Re: Jak w końcu pokonano łuczników angielskich 25.08.13, 22:47
          Dziękuję Witku za uzupełnienie informacji smile
          Bardzo ciekawa strona. Trochę już przeczytałam, jutro dokończę smile
          • witekjs Re: Jak w końcu pokonano łuczników angielskich 25.08.13, 23:09
            k.karen napisała:

            > Dziękuję Witku za uzupełnienie informacji smile
            > Bardzo ciekawa strona. Trochę już przeczytałam, jutro dokończę smile

            Cieszę się Karen, że Cię zainteresowało i że jeszcze tego nie czytałaś.
            Przepraszam, że nie napisałem normalnego listu, tylko przesłałem fragment tekstu i link.
            Dziękuję Ci za ten temat, bo dzięki Tobie poznałem ciekawe rzeczy o łuku oraz historii i poszukałem więcej.
            Nie wiem, czy znalazłaś w jednym z moich postów, link do wykładów profesora Ducha o kognitywistyce, którą jak Ty, również się bardzo interesuję.
            Na wszelki wypadek wysyłam.

            Pozdrawiam serdecznie. Witek

            www.is.umk.pl/~duch/Wyklady/Kog_plan.html#Mozg

            • k.karen Re: Jak w końcu pokonano łuczników angielskich 26.08.13, 09:26
              Dzień dobry, Witku smile

              Tak, czytałam te wcześniejsze linki; między innymi o "prehistorii kognitywistyki" smile

              Pozdrawiam smile
    • k.karen Joanna d'Arc 25.08.13, 21:06
      Wiejska nastolatka, która odebrała Anglikom Orlean i wpłynęła na losy wojny stuletniej.
      Choć historia Joanny była ledwie epizodem w trwających ponad 100 lat zmaganiach Anglii i Francji, był to epizod znaczący. Joanna d'Arc (1412-1431), zwana także Joanną Romee (dla przyjaciół Jehannette), urodziła się w dość zamożnej rodzinie chłopskiej w Domremy nad Mozą. Od dziecka napatrzyła się na okropności wojny.

      Miała 8 lat gdy królowa Izabella podpisała w imieniu swojego obłąkane męża Karola VI traktat w Troyes. Wydziedziczyła w nim syna Karola VII, określając go "rzekomym królewiczem" ( biorąc pod uwagę jej prowadzenie się i chorobę psychiczną męża, było to całkiem prawdopodobne). Tron Francji przypadł Henrykowi V angielskiemu a niedługo potem jego małoletniemu synowi.
      Od 13 roku życia Joanna słyszała głosy, które przypisywano św. Katarzynie, św. Małgorzacie i św. Michałowi.

      Gdy nakazały jej obronę Francji przed Anglikami, zlękła się: "Ja, biedne dziecko, mieczem władać nie umiem ani jeździć konno" - odrzekła. Jednak głosy były uparte. Nakazywały pójść z odsieczą oblężonemu Orleanowi, a potem nakłonić chwiejnego, niepewnego swych praw Karola VII, by koronował się w Reims. Posłuszna udała się do oddziałów francuskich Roberta de Baudricourta. Zażądała eskorty i widzenia się z królem. Posłuszny nakazom zdrowego rozsądku odesłał ją z kwitkiem. Po jakimś czasie przyszła znowu. Tym razem Robert de Baudricourt kazał zbadać księdzu wiarygodność jej objawień.

      Przesłuchanie wypadło korzystnie, gdyż ksiądz zgodził się wysłać ją do króla. 17-letnia Joanna ścięła włosy, przywdziała męski strój i z małą eskortą pojechała do Karola VII. Przez godzinę rozmawiała z królem na osobności. Nigdy nie zdradziła o czym. Poddano ją powtórnym, trzytygodniowym przesłuchaniom. Znamienici teologowie chcieli wiedzieć, czy jest obłąkana, a teściowa Karola VII, Jolanta, czy jest dziewicą. Radziła sobie dzielnie. Zapytana przez jednego z księży, w jakim języku przemawiają do niej głosy, odpowiedziała: "W języku francuskim, lepszym od twojego". Kiedy kazali jej uczynić cud, powiedziała, że oswobodzenie Orleanu będzie wystarczającym cudem.

      W końcu Karol postanowił jej zaufać. Dostała orszak przynależny pułkownikowi: koniuszego, dwóch paziów, heroldów, służbę, kapelana. Nie rozpoczęła walki bez uprzedzenia - poprosiła Anglików, by opuścili Francję. "Jeśli tego nie uczynicie - pisała - wkrótce przyjdzie dziewica ku zgubie waszej". Status Joanny jako osoby wojskowej nie był jasny. Dowódcy mieli jej słuchać, lecz czasami robili to, co podpowiadała im znajomość taktyki. Służba pod jej rozkazami nie była łatwa. Od żołnierzy wymagała czystości ( wygnała dziewki z obozu, na jednej połamała nawet swój miecz) i spowiedzi przed bitwą.

      W końcu oswobodzono Orlean. I rzeczywiście był to cud, zważywszy że wiek XV nie był stuleciem karności, a pojęcie dyscypliny prawie nie istniało. Stosowanie się do zasad taktyki uważano za tchórzostwo, a każda bitwa przekształcała się w rycerskie święto - wszyscy chcieli stanąć w pierwszym szeregu. Wieś o zwycięstwie świętej dziewicy wyrwała ludzi z letargu. Anglicy przestali uchodzić za niezwyciężonych. Joanna doprowadziła do koronacji Karola VII. W katedrze w Reims stała u jego boku ze sztandarem w ręku. Karol podniósł rodzinę Joanny do stanu szlacheckiego. W kolejnych bitwach Joannę opuściło szczęście. Pochwycono ją w walce o Compie'gne i sprzedano Janowi Luksemburskiemu. Miała wtedy 18 lat. Karol VII wykazał zadziwiającą powściągliwość, nikt nie słyszał, by starał się wykupić ją z niewoli za jeńców angielskich.

      Próbowała uciec, lecz została schwytana. Napastowana przez jednego ze strażników rzuciła się z wieży. Jan Luksemburski odsprzedał kłopotliwego więźnia Anglikom. Zamknięta w żelaznej klatce oczekiwała na proces. Postawiono jej 70 zarzutów. Oskarżono o świętokradztwo, bałwochwalstwo, apostazję, czary, zakłócanie spokoju, podżeganie do wojny, nieszanowanie rodziców, zapominanie o tym co przystoi niewieście. W końcu uznano, że jej wizje pochodzą od Behemmotha i wydano na nią wyrok śmierci w płomieniach, który wykonano na rynku w Rouen 30 maja 1431r. a jej szczątki wrzucono do Sekwany. Po śmierci beatyfikowana i kanonizowana stała się dla Francji symbolem walki z najeźdźcą i narodowej solidarności.

      Cdn.
    • k.karen Jan Žižka. Hetman taborytów. 27.08.13, 15:21
      Był postrachem katolickich krzyżowców cesarza Zygmunta Luksemburczyka. Pochodził z rodu szlacheckiego. W 1410 roku bił się pod Grunwaldem po stronie polsko-litewskiej. Podczas służby u króla Wacława IV stracił oko. Gdy 6 lipca 1415 roku Jan Hus spłonął na stosie, Žižka (ok. 1360-1424) stanął na czele ruchu husyckiego, który domagał się reformy Kościoła i walczył z niemiecką dominacją w Czechach. Należał do najbardziej radykalnego odłamu antypapieskich i antyniemieckich taborytów - nazwanych tak od góry Tabor, gdzie znajdował się ośrodek sekty. Charyzmatyczny Žižka przyjął w 1420 roku tytuł hetmana Taboru.

      Gdy w 1419r. zmarł król Wacław IV, husyci nie uznali następcy tronu czeskiego - cesarza Zygmunta Luksemburczyka, uosabiającego i katolicyzm, i niemiecką władzę nad Czechami. Zebrani przez Žižka husyci utworzyli armię, a sam hetman okazał się błyskotliwych strategiem. Wzniósł warownię dla swojego sztabu. Obalił radę miejską Pragi. Do powstania przystąpiły inne czeskie miasta.

      Wkrótce przeciw husytom wyruszyła pierwsza krucjata Zygmunta Luksemburczyka. Tak zaczęły się wojny husyckie (1420-1435), w czasie których Žižka prowadził czeską armię ludową od zwycięstwa do zwycięstwa nad uzbrojonymi po zęby rycerzami Niemieckiego Cesarstwa Narodu Rzymskiego. W 1420r. Žižka pokonał wojska niemieckie u stóp góry Vitkov ( dziś w obrębie Pragi), którą potem na cześć tego zwycięstwa nazwano Žižkov.

      Žižka potrafił uczynić ze swej amatorskiej armii potężną siłę. Żołnierze nie mieli broni - walczyli kosami , sierpami, toporami, siejąc grozę i śmierć. Ich dowódca załadował na wozy broń palną i przekształcił je w ruchome fortece, a później podstawowy środek transportowy dla dział. Ustawione w krąg były nie do pobicia. W bitwie w Kutnej Horze (1422r.) Žižka wykorzystał je nawet do przeprowadzenia ataku.

      Zmarł na dżumę, ale wyćwiczone przez niego wojska husyckie zdołały odeprzeć jeszcze trzy kolejne krucjaty Zygmunta Luksemburczyka. Fascynował pisarzy. Jego wojownicy pojawili się nawet w powieściach Andrzeja Sapkowskiego "Narrentum" i "Boży bojownicy".

      Cdn.

      --
      • witekjs Jan Žižka. Hetman taborytów - Husyci 01.09.13, 17:04
        Myślę, że warto przeczytać trochę o Husytach i ich reformach kościoła katolickiego .

        HUSYCI

        /.../Husyci uznawali jedynie Pismo Święte jako źródło objawienia. Odrzucali kult obrazów, sakramenty, spowiedź, ostatnie namaszczenie, naukę o przeistoczeniu, o czyśćcu, o wstawiennictwie świętych, relikwie, pokutę i wszystkie święta kościelne z wyjątkiem niedzieli./.../

        portalwiedzy.onet.pl/19084,,,,husyci,haslo.html

        /.../Husyci przyjęli jego poglądy, między innymi uznali zasadę przeznaczenia, a także twierdzenie, że Pismo Święte jest jedyną normą wiary. Ich spuściznę zachowują w pewnym stopniu różne Kościoły morawskie, rozrzucone po świecie. W roku 1920 Czechosłowacki Kościół Husycki, który ogłasza się reprezentantem tej spuścizny, zerwał jedność z Kościołem katolickim, kiedy nie przyjęto jego żądań, by wprowadzić miejscowy język do liturgii, by wybór celibatu był pozostawiony woli kapłanów i by ludzi świeckich można było dopuszczać do udziału w rządach Kościołem. /.../

        www.opoka.org.pl/slownik/ltk/husyci.html
        • witekjs Wojny Religijne w Europie 01.09.13, 18:56
          Wojny Religijne

          /.../Wojny religijne w Niemczech
          Przykładem tego typu konfliktów były już wojny husyckie (1419-1434), ale dopiero wystąpienie M. Lutra (1517) i potępienie jego nauki wzmogło kryzys, który doprowadził 1522-1523 do powstania rycerstwa pod wodzą F. von Sickingena oraz wojny chłopskiej 1525. Po stronie umiarkowanego luteranizmu opowiedziała się część książąt i miast niemieckich (Szmalkaldzki Związek).

          Protestanci zostali pokonani i zmuszeni przez cesarza Karola V do przyjęcia kompromisu wyznaniowego (tzw. augsburskie interim, 1548). Wkrótce jednak wystąpili ponownie, zmuszając Karola V do zawarcia w 1555 augsburskiego pokoju religijnego.

          Walka cesarza Rudolfa II z protestantyzmem doprowadziła na początku XVII w. do powstania dwóch wrogich ugrupowań (Unia Protestancka 1608 i Liga Katolicka 1609) oraz do wybuchu nowego konfliktu, jakim była wojna trzydziestoletnia (1618-1648).
          Wojny religijne we Francji
          Specyficzny charakter przybrały wojny religijne we Francji. Królowie francuscy popierali protestantów niemieckich, w kraju jednak stosowali wobec zwolenników protestantyzmu ostre represje.

          Za początek wojen religijnych we Francji uważa się rzeź hugonotów w Vassy (1 marca 1562). Osiągnięte porozumienie (1570 edykt gwarantujący hugonotom swobodę wyznaniową) zostało zerwane przez rzeź hugonotów dokonaną w nocy z 23 na 24 sierpnia 1572 (noc Św. Bartłomieja). Działania wojenne ogarnęły cały kraj (tzw. wojna trzech Henryków). 1598 Henryk IV wydał edykt nantejski, który, przyznając hugonotom szerokie swobody wyznaniowe, położył kres wojnom religijnym we Francji.

          1628 wydano edykt odbierający hugonotom prawo posiadania twierdz oraz przywileje gwarantujące niezależność polityczną, pozostawiający im jednak wolność wyznania (edykt łaski 1629). 1685 odwołano edykt nantejski, likwidując odrębność skupisk hugonockich./.../

          portalwiedzy.onet.pl/36142,,,,wojny_religijne,haslo.html
    • witekjs Wojna polsko-bolszewicka 1920r 04.09.13, 11:09

      Czekając na Karen, dzięki której mamy ten bardzo ciekawy wątek, chciałbym przypomnieć bardzo ciekawe opinie, dzięki komu zwyciężyli Polacy, w Wojnie polsko-bolszewickiej 1920r.
      Sprawę, jednoznacznie rozwiązuje w sierpniu, jeden z hierarchów Kościoła katolickiego...

      "Były do tej pory pewne wątpliwości co do tego, co miało decydujące znaczenie w zwycięstwie w Bitwie Warszawskiej 1920 r. Wczoraj rozwiał je arcybiskup warszawsko-praski Henryk Hoser. "W nocy z 14 na 15 sierpnia miał miejsce cud objawienia się Najświętszej Maryi Panny nad oddziałami Armii Czerwonej, wywołując popłoch w jej szeregach, co jest udokumentowane świadectwami wielu uczestników wydarzeń sprzed 93 lat"./.../

      Cały tekst: wyborcza.pl/1,75968,14446509,Historia_Polski_wedlug_abp__Hosera__Jak_Matka_Boska.html#ixzz2duciZFjK

      Niewiele wiedzieliśmy, do tej pory jak było naprawdę.

      /.../Do dziś w obiegu funkcjonują dwa wyjaśnienia, czemu właściwie udało nam się wyjść cało z opresji w 1920 r. Jedna mówi o "cudzie nad Wisłą", a więc bliżej niezrozumiałym zrządzeniu losu, które pozwoliło polskiemu wojsku odrzucić bolszewików od Wisły. Druga wersja podkreśla zasługi Józefa Piłsudskiego, który wycisnął 200 proc. potencjału z polskiej armii, bez cienia wahania wykorzystał wszystkie błędy w dowodzeniu Rosjan i zdołał zwyciężyć./.../
      /.../To praca polskich kryptologów. Mało kto pamięta, że rok przed tym starciem polskim kryptologom udało się złamać szyfry Armii Czerwonej.
      Dzięki temu nasz sztab generalny dokładnie wiedział, w jakim kierunku przemieszcza się armia gen. Michaiła Tuchaczewskiego - co z kolei znakomicie ułatwiło kontruderzenie 16 sierpnia, które przesądziło o zwycięskim dla Polski przebiegu całego starcia.

      Kto stał za tym sukcesem? Był to efekt skutecznej pracy polskiego wywiadu, którego utworzenie było oczkiem w głowie Józefa Piłsudskiego od dnia, kiedy odzyskaliśmy niepodległość. Jednak największe zasługi w tej dziedzinie zanotował porucznik Jan Kowalewski, kryptolog amator. - Jego praca stała się fundamentem pod zwycięstwo w wojnie polsko-bolszewickiej - nie ma wątpliwości w rozmowie z "Polską" Sławomir Koper, historyk, autor wielu publikacji o Polsce międzywojennej.

      Por. Kowalewski jest postacią w kraju całkowicie zapomnianą. Nie tylko dlatego, że przez cały okres PRL-u o wojnie polsko-bolszewickiej w ogóle się nie mówiło. Także po tym, jak opadła żelazna kurtyna, a 15 sierpnia stał się świętem państwowym (stosowną ustawę Sejm przyjął w 1992 r.), niemal nikt nie miał pojęcia, jak istotną pracę wykonał Kowalewski. Jego nazwisko przywrócił dopiero prof. Grzegorz Nowik, historyk z IPN. W 2004 r. opublikował on książkę "Zanim złamano Enigmę", w której dokładnie opisał zasługi Kowalewskiego i sposób, w jaki zdołał on złamać radzieckie kody. - To był efekt 20 lat pracy zespołu, który został powołany w 1990 r. przez ówczesnego wiceministra obrony narodowej, a dziś prezydenta Bronisława Komorowskiego do badania akt wojny polsko-bolszewickiej z 1920 r. Nie zaczynaliśmy od zera, tylko wznowiliśmy prace rozpoczęte przed wybuchem II wojny - opowiadał prof. Nowik cytowany przez "Gazetę Pomorską". /.../
      www.polskatimes.pl/artykul/968927,porucznik-jan-kowalewski-kryptolog-dzieki-ktoremu-wygralismy-z-bolszewikami,id,t.html
    • k.karen Saladyn. Szlachetny antychryst. 06.09.13, 12:10

      Bohater muzułmanów, dowódca dżihadu, symbol rycerskości. Był najczarniejszą postacią w jasełkach średniowiecznej Europy - ciemnoskóry antychryst, krwawy dzikus mordujący niewinnych chrześcijan. To z jego powodu wyruszyła do Jerozolimy trzecia krucjata.
      Salah ad-Din (1138-1193), zwany w kręgu łacińskim Saladynem, Kurd z Tikritu, był twórcą dynastii władającej Egiptem, Jemenem, Syrią i częścią Mezopotamii. Sam doszedł do wielkiej potęgi, podbijając kolejne ziemie, aż wreszcie otoczył Królestwo Jerozolimy założone przez krzyżowców. I czekał na pretekst, by zaatakować. Powodu dostarczyli mu sami chrześcijanie, napadając na karawanę siostry Saladyna. Sułtan ruszył ze swoim wojskiem przeciwko 300-tysięcznej armii.

      Bitwa pod Hittin była popisem strategicznych talentów Saladyna. Przetrzymał wrogów na palącym słońcu, a potem ich... podwędził, paląc na wietrze trawy i krzewy. Upał i gryzący dym dokonały większego spustoszenia niż niejeden szturm. Wtedy Saladyn uderzył całą siłą, odnosząc piorunujące zwycięstwo. Tylko garstce rycerzy udało się uciec. Saladyn wkroczył do Jerozolimy, zamieniając kościoły w meczety. Zszokowana Europa wysłała przeciwko niemu Ryszarda Lwie Serce. Obaj zasłynęli jako najwięksi wodzowie średniowiecza. Ich walki przypominały partie szachów. Żaden nie uzyskał zdecydowanej przewagi, w końcu zawarli rozejm, na mocy którego Jerozolima pozostała w rękach muzułmanów, ale chrześcijanie mogli odwiedzać święte miejsca.

      Wbrew propagandzie, Saladyn nie był krwawym dzikusem. Przewyższał swoich europejskich przeciwników pod względem cywilizacyjnym i kulturowym. Gdy zdobył Jerozolimę, pozwolił chrześcijanom opuścić miasto, a nawet wyposażył ich na drogę, chociaż muzułmańskie prawo wojenne nakazywało jeńców sprzedać w niewolę lub stracić. Gdy w Libanie oblegał jeden z chrześcijańskim zamków, zaprosił na rokowania dowódcę. Całą noc przegadali o szachach i poezji. Rano Saladyn odstąpił od oblężenia. "Nie godzi się walczyć z przyjacielem" - powiedział podobno. Kiedy król Ryszard zachorował, Saladyn wysłał mu swoich najlepszych lekarzy. W przerwach między walkami, z inicjatywy sułtana, obaj wodzowie wydawali dla siebie uczty.

      Saladyn stał się wielkim bohaterem muzułmańskiego świata, symbolem rycerskości. Prowadził świętą wojnę - dżihad - w najbardziej szlachetnej postaci. Zapewne mocno by się zdziwił, gdyby się dowiedział, że dziś za jego wiernych uczniów uważali się Saddam Husajn i Osama bin Laden, a on sam jest bohaterem wielu strategicznych gier komputerowych.

      Cdn.
      • witekjs Re: Saladyn. Szlachetny antychryst. 06.09.13, 14:57
        Dziękuję Karen smile

        Nie znałem jego, bardzo niezwykłych dziejów.
        Przed laty miałem dobrego znajomego Kurda, mieszkającego w Warszawie.

        Pozdrawiam. Witek

        Herb Kurdystanu

        upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/01/Coat_of_Arms_of_Kurdistan.svg/250px-Coat_of_Arms_of_Kurdistan.svg.png

        • k.karen Re: Saladyn. Szlachetny antychryst. 06.09.13, 15:02
          Też nie znałam, Witku smile
          Najbardziej zaskoczyła mnie jego szlachetność i strategia, której nauczył się grając w szachy smile
          Jak się dowiadujemy, także pojęcie - dżihad - miało kiedyś inne znaczenie.

          Pozdrawiam smile
          • witekjs Saladyn. Szlachetny antychryst.- Dżihat 07.09.13, 01:13
            Znałem bardzo zdolnego i pracowitego Libijczyka, który ukończył studia w Londynie, a następnie trafił do Polski.
            Nauczył się, bardzo dobrze naszego języka, zrobił specjalizację, a po kolejnych kilku latach napisał doktorat.
            W czasie jednej z rozmów powiedział mi, że Dżihat, to również, bardzo dobre poznawanie wiedzy niewiernych.
            W końcu wrócił do domu i nigdy się nie odezwał.
            Przypomniałaś mi o nim, pisząc o innym znaczeniu Dżihat.
            Poszukałem i znalazłem bardzo ciekawe informacje.
            Istnieje wielki i mały dżihat.
            "Tzw. wielki dżihad to duchowa walka z własnymi słabościami. Mały dżihad jest z kolei świętą wojną w obronie wiary".
            Nie wszyscy, nawet Arabowie wiedzą, czy akceptują istnienie wielkiego dżihat.

            Pozdrawiam. Witek

            swiat.newsweek.pl/muzulmanin-i-swieta-wojna,29666,1,1.html
            pl.danielpipes.org/1280/dzihad-i-profesorowie
    • k.karen Giuseppe Garibaldi 09.09.13, 21:02
      Wielka postać Wiosny Ludów, charyzmatyczny wódz, ojciec zjednoczonych Włoch.
      Skazany na śmierć za udział w antyaustriackim powstaniu Giuseppe Garibaldi (1807-1882) uciekł do Ameryki Południowej, gdzie walczył z dyktaturą w Brazylii i Urugwaju. Na czele legionu włoskiego zdobył magazyny w Montevideo - jego łupem padł transport czerwonych koszul dla rzeźników. Garibaldi przystroił w nie legion. Gdy w 1860r. z "tysiącem czerwonych koszul" wylądował w Sycylii, by podbić królestwo Neapolu, zakrawało to na groteskę. A jednak brawura i dowódcze talenty sprawiły, że pokonał wielokrotnie liczniejszą armię Burbonów.

      Był brawurowym i charyzmatycznym dowódcą. Jego międzynarodowe oddziały straceńców dokonywały cudów na polach bitew. Porywał tłumy płomiennymi mowami, nawołując do rewolucji, za co trafił do więzienia, wtrącony tam przez króla Wiktora Emanuela II, któremu wcześniej dwukrotnie powiększył obszar panowania. Uwolniony pod presją opinii publicznej, znowu emigrował, ale wracał, kiedy tylko nadarzała się okazja do walki o zjednoczenie Italii. I w końcu tego dokonał.

      Cdn.
    • k.karen Josip Broz-Tito. Bałkański wódz 14.09.13, 22:26
      Jugosławiański komunista, który zerwał się z łańcucha Józefowi Stalinowi.
      Marszałek Tito (1892-1980) w czasie II wojny światowej zjednoczył pod barwami komunistów różne oddziały bałkańskie, tworząc największą w Europie armię partyzancką, liczącą 670 tys. ludzi. W 1945 roku jego partyzanci, wraz z Armią Czerwoną, oswobodzili Belgrad. Do historii II wojny światowej przeszła najsłynniejsza bitwa armii Tity nad Sutjeską w maju 1943 roku.

      W 1945 roku z błogosławieństwem ZSRR stanął na czele komunistycznej Jugosławii, ale już trzy lata później doszło do zerwania Tity ze Stalinem. To wówczas sowiecki przywódca nazwał go "psem łańcuchowym imperializmu". Choć nie dał sobie narzucić stalinowskiego modelu rządów i zależności od Rosjan, sam jako prezydent Jugosławii zbudował lokalną dyktaturę.
      Naród go jednocześnie kochał i nienawidził. Wdowa, Jovanka Broz, zaraz po śmierci męża została siłą wyrzucona z rządowej wilii. Żyje do dziś - w nędzy, w rozpadającym się domu w Belgradzie.

      Cdn.
      • witekjs Ante Pavelic, Ustasze i katolicka Chorwacja 15.09.13, 14:57
        Przez dziesiątki lat, wiedzieliśmy jedynie o Tito w komunistycznej Jugosławii.
        Nie mówiło się o katolickiej Chorwacji i o tym co działo się w tym kraju w czasie wojny.
        Myślę, że warto poznać, skrajnie dramatyczne dzieje tego kraju, blisko współpracującego z hitlerowskimi Niemcami.

        Ludobójstwo w Chorwacji
        janpielgrzym.ucoz.com/publ/ludobojstwo_w_chorwacji/6-1-0-45
        historyk.republika.pl/arty/chorw.htm
        Dezintegracja Jugosławii 1945-2006
        portal.strategie.net.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=299:dezintegracja-jugosawii-1945-2006&catid=21:artykuly-historyczne&Itemid=110


        • k.karen Re: Ante Pavelic, Ustasze i katolicka Chorwacja 15.09.13, 20:35
          To bardzo powikłana historia, a błędy Tity widzimy do dzisiaj. Główny błąd, którego konsekwencji nie przewidział, to zaniechanie denazyfikacji po II wojnie światowej. Dopóki żył, trzymał twardą ręką wszystkie wchłonięte przez Jugosławię regiony. Po jego śmierci demony odżyły.

          Polecam do obejrzenia polski film ( jeśli ktoś nie oglądał) - Demony wojny wg Goi.
          • witekjs Re: Ante Pavelic, Ustasze i katolicka Chorwacja 15.09.13, 22:51
            k.karen napisała:

            > To bardzo powikłana historia, a błędy Tity widzimy do dzisiaj. Główny błąd, któ
            > rego konsekwencji nie przewidział, to zaniechanie denazyfikacji po II wojnie św
            > iatowej. Dopóki żył, trzymał twardą ręką wszystkie wchłonięte przez Jugosławię
            > regiony. Po jego śmierci demony odżyły.
            >
            > Polecam do obejrzenia polski film ( jeśli ktoś nie oglądał) - Demony wojny wg
            > Goi.

            Kto wie czy nie odegrało w tym roli i to, że ojciec Tity był Chorwatem, mama Słowenką, a wychowywali go dziadkowie ze strony mamy.
            Słoweńcy, podobnie jak Chorwaci są katolikami...
            • k.karen Re: Ante Pavelic, Ustasze i katolicka Chorwacja 15.09.13, 23:13
              Na pewno miało to na niego wpływ. Ale pamiętam czasy, kiedy zazdroszczono Jugosławianom, że żyją w kapitalizmie.
              Liczba ofiar tej wojny domowej jest przerażająca, szacuje się że nawet 200 tyś zamordowanych i około 2 miliony uchodźców.
              Straszne.

              Pozdrawiam Witku smile
              • witekjs Re: Ante Pavelic, Ustasze i katolicka Chorwacja 17.09.13, 14:56
                k.karen napisała:

                > Na pewno miało to na niego wpływ. Ale pamiętam czasy, kiedy zazdroszczono Jugos
                > ławianom, że żyją w kapitalizmie.
                > Liczba ofiar tej wojny domowej jest przerażająca, szacuje się że nawet 200 tyś
                > zamordowanych i około 2 miliony uchodźców.
                > Straszne.
                >
                > Pozdrawiam Witku smile

                Również pamiętam tamte czasy i byłem wówczas w Chorwacji /tzn.w Jugosławii/,gdzie spotkaliśmy się z niezwykle przyjaznym przyjęciem.
                Spotkałem również studentów z Chorwacji na wycieczce w Moskwie.
                Zaprzyjaźniliśmy się i zwiedzaliśmy Moskwę razem.
                W tym czasie nie wiedzieliśmy nic, o tragicznej historii katolickiej Chorwacji, w czasie wojny.
                Podane przez Ciebie liczby są zaniżone...
                Znajdziesz je na końcu artykułu o historii Chorwacji, który podaję.
                Pozdrawiam. Witek

                interia360.pl/artykul/ustasze-balkanscy-krzyzowcy-piusa-xii,52056
                • k.karen Re: Ante Pavelic, Ustasze i katolicka Chorwacja 17.09.13, 15:09
                  Witku, ale te liczby podane przeze mnie dotyczą ostatniej wojny domowej, a nie II światowej.
                  Dobrze jednak, że przypomniałeś o wcześniejszych ofiarach. Dzięki temu łatwiej można ocenić to co ostatnio działo się na Bałkanach i jakie błędy popełnił Tito, już po wojnie.

                  Pozdrawiam i zabieram się za pisanie o następnych wodzach; teraz będzie o admirałach smile
                  • witekjs Czekając na admirałów :) trochę o flocie Fenicjan 19.09.13, 21:20
                    Czekając na admirałów, trochę o flocie Fenicjan, która nie miała słynnych admirałów, ale miała niezwykłe osiągnięcia w rozwoju sztuki żeglarskiej.
                    Szukałem i znalazłem trochę, ciekawych faktów na ten temat.
                    STATKI FENICJAN
                    Fenicjanie, którzy zamieszkiwali wybrzeża dzisiejszej Syrii i północnej Palestyny uchodzą za najlepszych żeglarzy starożytnego świata. Złożyło się na to szereg powodów. Między innymi dogodne położenie geograficzne - na skrzyżowaniu dróg wiodących do dwóch wielkich i bogatych krajów: Egiptu i Babilonii.
                    Mając doskonały budulec, którego brakowało Egipcjanom i Babilończykom, Fenicjanie rozwinęli sztukę budowy okrętów i nawigację w większym stopniu niż inne, współczesne im narody.
                    Na statkach swych Fenicjanie docierali do Wysp Brytyjskich, a na wybrzeżach Morza Śródziemnego zakładali liczne kolonie, z których najsłynniejszą była Kartagina. Mieli wielką wprawę w żeglowaniu według gwiazd, znali zastosowanie kotwicy, a dzięki dalekim podróżom zdobyli doświadczenie w sposobach ładowania statku. Swe umiejętności żeglarskie oddawali na usługi innych narodów, ale wtedy zazdrośnie strzegli nabytego doświadczenia.
                    Wielki historyk grecki Herodot pisze, że w VII w. p.n.e. Fenicjanie opłynęli Afrykę. Podróż miała trwać trzy lata. Jeśli ta wzamianka jest prawdziwa, to dowodzi wielkiej odwagi żeglarzy fenickich oraz wysoko rozwiniętej sztuki żeglarskiej świata starożytnego. Wprawdzie podróż musiała odbywać się wzdłuż brzegów, niemniej jednak należało przebyć dwa oceany, które nie są tak spokojne jak Morze Śródziemne.
                    Fenickie okręty wojenne miały podobnie jak statki egipskie napęd wiosłowy oraz rejowy żagiel. Ulepszone olinowanie ułatwiało manewrowanie nim oraz regulację jego powierzchni. Z zachowanej rzeźby z VIII w. p.n.e. widać, że znane już były wówczas okręty o dwu rzędach wioseł. Wioślarze siedzieli pod pokładem, na którym znajdowali się wojownicy, osłonięci od strony burt tarczami. Rzeźbiona dziobnica miała najczęściej kształt rogu lub taranu.
                    www.zaglowce.ow.pl/typy/fenicja/

                    Fenicja. Morska potęga antyku
                    historiagospodarcza.pl/fenicja-morska-potega-antyku/#more-167
                    Fenicjanie
                    www.zgapa.pl/zgapedia/Fenicjanie.html
                    • k.karen Re: Czekając na admirałów :) trochę o flocie Feni 20.09.13, 10:35
                      Dziękuję Witku za ciekawe informacje o Fenicjanach.

                      Ps. Pierwszy z admirałów, ale właściwe dla niego określenie to pirat, pojawi się wieczorem.

                      Pozdrawiamsmile
                      • hardy1 Re: Czekając na admirałów :) trochę o flocie Feni 20.09.13, 12:46
                        Fenicjanie, naród kupców i świetnych żeglarzy, zbudowali potęgę na handlu w rejonie Morza Śródziemnego. Do zapisów umów handlowych potrzebowali uproszczonego pisma, więc ok. roku 1050 wymyślili alfabet. Skladał się z 22 spółgłosek (samogłoski odczytywano z kontekstu). Alfabetu można było nauczyć się bardzo szybko, w przeciwieństwie do poprzednich pism obrazkowych (dla porównania - obecne pismo chińskie ma aż 50.000 znaków. Przeciętny Chińczyk, w ciągu 10 lat nauki, potrafi opanować 3.000-5.000 znaków).

                        Dodam, że Fenicjan uważa się za wynalazców, oprócz alfabetu, również pieniądza i mydła.

                        PS. Starożytni Egipcjanie w swoim piśmie również nie "zapisywali" samogłosek. Dlatego ich bóg-słońce odczytujemy jako "Ra" lub "Re", Nefertete lub Nefertiti, Tutenchamon lub Tutanchamon...
    • k.karen Admirałowie i piraci/ Francis Drake 20.09.13, 15:02
      To nie przypadek, że wszystkie nowożytne mocarstwa powstały dzięki morzu i potężnej flocie. Umiejętność żeglowania i prowadzenia walki na morzu oznaczała rozwój handlu i kultury, bogactwo i kolonie, decydowanie o światowym porządku.

      Francis Drake.
      Jako korsarz kupił hiszpańskie statki; jako admirał w służbie królewskiej zmiótł z powierzchni morza Armadę.
      Najsłynniejszy korsarz XVI wieku wbrew obowiązującym wówczas zasadom sztuki wojennej postawił na okręty lżejsze, za to z potężną artylerią. Dzięki temu brytyjska flota rozgromiła hiszpańską Niezwyciężoną Armadę. Urodził się w Devonshire w 1540r. w rodzinie pastora i do końca swych dni był fanatycznym protestantem. Gdy miał sześć lat, Drake'owie przenieśli się na wybrzeże przy ujściu Tamizy. To właśnie tutaj 13-letni Francis zaciągnął się na statek, pozostawiając w domu liczne młodsze rodzeństwo i rodziców. Morze stało się dla niego źródłem utrzymania do końca życia.

      Dwukrotnie żonaty nie doczekał się potomka. U progu swej korsarskiej kariery otrzymał znaczące wsparcie ze strony królowej Elżbiety I. Zaangażował się bowiem w szalenie lukratywny handel w tzw. trójkącie handlowym. Europejskie towary płynęły na zachodni brzeg Gwinei i tam wymieniano je na niewolników. Tych z kolei wywożono do hiszpańskich kolonii w Nowym Świecie. Do Europy okręty wracały wyładowane poszukiwanymi na Starym Kontynencie towarami - cukrem, przyprawami, tytoniem. Ale monopol na handel z koloniami dzierżyła Hiszpania i prędzej czy później musiało dojść do konfliktu.

      Starcia z hiszpańskimi okrętami pchnęły Drake'a na drogę korsarstwa i nauczyły sztuki wojennej. Ponieważ brytyjska królowa popierała łupienie hiszpańskich portów i okrętów, działania Drake'a zapoczątkowały trwający kilkadziesiąt lat konflikt angielsko-hiszpański. Elżbieta I zainteresowana była nie tylko wysokimi dochodami z handlu zamorskiego, ale także osłabieniem katolickiej Hiszpanii i wsparciem protestanckich Niderlandów pozostających pod władzą Hiszpanii.
      W 1572 roku Elżbieta I wyposażyła Drake'a w specjalny list kaperski, który zezwalał mu na łupienie hiszpańskich okrętów i posiadłości. Pirat jednak musiał dzielić się z nią zdobyczą - a ta bywała niemała. Podczas wyprawy w 1573r. napadł w Peru na hiszpańską karawanę statków ze srebrem. Zasłynął też jako podróżnik. W 1577 roku wyruszył na Pacyfik, przekroczył cieśninę Magellana, opłynął przylądek Horn i posuwając się wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej ( plądrując je przy okazji), dotarł w 1588 roku do ziemi, którą nazwał Nowym Albionem - dziś jest to Kalifornia. Do Europy wrócił przez Ocean Indyjski i Przylądek Dobrej Nadziei jako pierwszy Anglik, który opłynął Ziemię. W czasie kolejnych ekspedycji królewski pirat plądrował systematycznie hiszpańskie Indie Zachodnie doprowadzając do bankructwa banki i domy kupieckie w Hiszpanii. Przewrotna taktyka Elżbiety I - sponsorowanie wypraw kaperskich - przynosiła znakomite rezultaty. W uznaniu zasług Drake'a w 1581 roku królowa przyznała mu szlachectwo.

      Mając błogosławieństwo papieża Sykstusa V i obietnicę sporej nagrody w przypadku podbicia "heretyckiej" Anglii, hiszpański monarcha Filip II rozpoczął przygotowania do wyprawy krzyżowej przeciw innowiercom. Planowano ją na rok 1587, ale Drake pokrzyżował Filipowi plany, atakując port w Kadyksie. Jak sam to opisywał - "przypalając brodę hiszpańskiego króla", zniszczył ponad 30 okrętów. W 1588 roku przeciwko Anglii wyruszyła wreszcie Niezwyciężona Armada - 130 okrętów, z czego połowę stanowiły ciężkie jednostki (ponad 700 ton). W kanale La Manche przywitało ją 197 okrętów angielskich, wśród których przeważały lekkie, 200-tonowe jednostki. Sir Francis Drake, w randze wiceadmirała, wykorzystał przy formowaniu flotylli całe swoje ogromne doświadczenie korsarskie i artyleryjskie. Angielskie okręty były łatwiejsze w manewrowaniu i dysponowały potężną siłą ognia - zamiast ogromnych, pojedynczych armat, Drake umieścił bowiem wzdłuż bocznych burt szereg mniejszych dział. Odpalone jednocześnie mogły w ciągu minuty unieszkodliwić wrogo okręt. Było to rzeczywiście, jak później opisywano, "starcie gigantów z Pigmejami". I Pigmeje zwyciężyli. ( sierpnia 1588 roku Niezwyciężona Armada poniosła klęskę. Zmuszona do ucieczki, wokół Wysp Brytyjskich zmagała się z atlantyckimi sztormami, którym ciężkie hiszpańskie okręty nie mogły dać rady. Do Hiszpanii wróciło ich zaledwie 86. Drake nie zaprzestał nękać Hiszpanów aż do śmierci w 1596 roku. Zmarł na dezynterię w trakcie kolejnej ekspedycji.

      Cdn.
      • witekjs Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 21.09.13, 19:10
        Być może nie wszyscy wiecie, że z korsarzami brytyjskimi, na Morzu Karaibskim walczyli polscy piraci.
        Byli to legioniści Napoleona wysłani tam do stłumienia powstania niewolników z Haiti.
        Losy tych legionistów były bardzo ciekawe, część z nich przeszło na stronę byłych niewolników. Ich potomkowie żyją w Haiti do tej pory.
        Część walczyła z angielska flotą, na statkach pirackich.

        Karaibscy piraci … z Polski
        kubaonline.pl/2009/05/piraci-z-polski/

        www.historycy.org/index.php?showtopic=428

        Idealiści spod trupiej bandery
        tygodnik.onet.pl/1,50774,druk.html



        • k.karen Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 21.09.13, 20:09
          Nie wiedziałam, Witku smile Dziękuję.

          Przy okazji, ten pirat Kobylański to chyba jakiś przodek tego w Argentynie? big_grin
          • witekjs Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 21.09.13, 21:39
            k.karen napisała:

            > Nie wiedziałam, Witku smile Dziękuję.
            >
            > Przy okazji, ten pirat Kobylański to chyba jakiś przodek tego w Argentynie? big_grin


            Miałem bardzo niezwykłe spotkanie z Haiti.
            Zacząłem czytać więcej o tym kraju i ludziach i pisać.

            forum.gazeta.pl/forum/w,89075,105815290,105815290,Moje_spotkanie_z_Haiti_8211_Marcel_August.html

            forum.gazeta.pl/forum/w,89075,105815290,105863120,Re_Moje_spotkanie_z_Haiti_8211_Marcel_August.html
            • k.karen Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 21.09.13, 22:33
              A mówiłam Witku, pisz wspomnienia? smile
              Przypuszczam, że masz więcej takich ciekawych opisów wydarzeń, którymi mógłbyś się z nami podzielićsmile
              • witekjs Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 22.09.13, 08:11
                Droga Karen smile
                Mam wyrzuty sumienia, że utrudniam Ci rozwinięcie Twojego tematu.
                Mam nadzieję, że mi wybaczysz i będziesz kontynuować opowieść o admirałach i czasami piratach.
                Pozdrawiam serdeczne. Witek }:-})=
                • k.karen Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 22.09.13, 20:20
                  Witku, no coś Ty smile Niepotrzebnie masz wyrzuty sumienia. Bardzo się cieszę, że dodajesz od siebie różne ciekawostki. Dzięki temu wątek jest dużo ciekawszy.

                  Pozdrawiam z uśmiechem smile
                  • witekjs Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 22.09.13, 20:56
                    k.karen napisała:

                    > Witku, no coś Ty smile Niepotrzebnie masz wyrzuty sumienia. Bardzo się cieszę, że
                    > dodajesz od siebie różne ciekawostki. Dzięki temu wątek jest dużo ciekawszy.
                    >
                    > Pozdrawiam z uśmiechem smile

                    To niezwykłe Karen, że wybierasz tematy, bliskie mi również.
                    Z dużą przyjemnością i bez trudu, dodaję tematy zbliżone i w taki sposób powstaje, chyba coś bardzo interesującego.
                    Cieszę się, że podobają Ci się moje "ciekawostki".
                    Mam nadzieję, że innym czytelnikom podoba się to również.

                    Pozdrawiam Cię serdecznie. Witek }:-})=
                    • k.karen Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 22.09.13, 21:59
                      Innym na pewno też się podobają i spodobają, zwłaszcza Agfie, który niedługo wróci smile
                      • 1agfa Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 28.09.13, 12:52
                        Niezmiernie interesujące informacje o żeglarstwie, o Drake'u - piracie i korsarzu, wspólnie przez Karen i Witka tutaj zamieszczone! Dziękuję Witkowi za linki o polskich piratach, rekrutujących się spośród uczestników mocno kontrowersyjnej wyprawy (z płk.Konopką), odprysku wojen napoleońskich, na Haiti; nie znałem pirackich konsekwencji tego smutnego epizodu.
                        O Francisie Drake'u, wyjątkowym śmiałku, wyczerpująco napisała Karen.
                        O El Draque, który "nadpalił królewską hiszpańską brodę", przyczyniając sie do niezwykłego wzrostu potęgi Wielkiej Brytanii na morzach i oceanach, wynalazcy nowej techniki bitwy w morzu.
                        Który jako drugi człowiek (po Magellanie) opłynął kulę ziemską.

                        Chyba więcej dodać nie mogę, poza linkiem o ciekawej zawartości, wraz z anegdotą.
                        Jakoby Drake powiedział: "...Spokojnie, zdązymy wypić herbatkę a potem pokonać Hiszpanów..."
                        wink
                        www.zaglowce.ow.pl/postacie/drake/
                        • 1agfa Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 28.09.13, 13:06
                          Od 1581 r Francis Drake mieszkał (a potem jego potomkowie az po rok 1946) w Buckland Abbey. We wspaniałej, będącej przeszło siedemsetletnią po-cysterską arystokratyczną siedzibie, centrum pamięci o nietuzinkowym człowieku, który niewątpliwie przyczynił sie do utworzenia podwalin pod Imperium Brytyjskie.
                          Awanturnik...i bohater.
                          zwiedzaniewyspy.blox.pl/2011/09/Buckland-Abbey-dom-Francisa-Drake.html
                          • witekjs Admirał brytyjski Horatio Nelson 04.10.13, 09:11
                            Myślę, że mówiąc o twórcach podwalin Pod Imperium Brytyjskie, nie można zapomnieć o Admirale Horatio Nelsonie.
                            W dniu 21 października 1805 na żaglowcu HMS Victory ostatecznie rozgromił połączone floty Francji i Hiszpanii w bitwie pod Trafalgarem.


                            pl.wikipedia.org/wiki/Horatio_Nelson
                            • hardy1 Re: Admirał brytyjski Horatio Nelson 04.10.13, 18:35
                              ...a sam ranny, zmarł jeszcze w trakcie bitwy.
                            • k.karen Re: Admirał brytyjski Horatio Nelson 04.10.13, 19:10
                              Witku i Hardy smile

                              Dziękuję za opiekę nad wątkiem i informacje o Horatio Nelsonie.
                              Planowałam akurat następną notkę właśnie o nim.

                              Myślę, że już będę mogła aktywnie zamieszczać dalsze opisy, sprawy realne niedługo dadzą mi urlop smile
                              • witekjs Re: Admirał brytyjski Horatio Nelson 05.10.13, 09:36
                                k.karen napisała:

                                > Witku i Hardy smile
                                >
                                > Dziękuję za opiekę nad wątkiem i informacje o Horatio Nelsonie.
                                > Planowałam akurat następną notkę właśnie o nim.
                                >
                                > Myślę, że już będę mogła aktywnie zamieszczać dalsze opisy, sprawy realne nied
                                > ługo dadzą mi urlop smile

                                Przepraszam Karen, że nie wytrzymałem jeszcze trochę i podałem krótką biografię Nelsona.
                                Mam nadzieję, że będziesz mogła napisać więcej, o tym niezwykłym admirale i kochanku smile

                                Pozdrawiam serdecznie Witek

                                www.vivarium.com.pl/k/31370/Admiral-i-kochanek.-Horatio-Nelson
                                • k.karen Re: Admirał brytyjski Horatio Nelson 05.10.13, 18:52
                                  Witku, nie przepraszaj. Cieszę się, zapewniam o tym już któryś raz, że aktywnie uzupełniasz wątek.
                                  Wszystko, co ważne o Nelsonie, już napisałeś. Dziękuję smile

                                  Pozdrawiam z uśmiechem smile
        • hardy1 Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 02.10.13, 14:46
          >Karaibscy piraci...z Polski...

          Jeden z tych wspomnianych, Izydor Borowski, który później w Persji służył w wojsku szacha, w pewien sposób przetarł drogę dla późniejszych Polaków w tamtym, muzułmańskim regionie świata.
          Przypomnę, że gen. Józef Bem, w końcówce Wiosny Ludów naczelny dowódca powstańczej armii węgierskiej, ranny w bitwie został przewieziony przez graniczny Dunaj do Imperium Osmańskiego. Został generałem tureckiego wojska i tam zmarł.

          Dopowiem, że jedynym państwem w Europie, które nigdy nie uznało rozbiorów Polski, było właśnie Imperium Osmańskie. Władze tureckie pomagały wielu Polakom, byłym powstańcom z kolejnych insurekcji. Istniała nawet ambasada Polski (mimo że państwa naszego nie było). Jest tam i dzisiaj kilka wiosek z polskimi nazwami i... potomkami (podobnie jak na Haiti).
        • witekjs Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 21.04.14, 17:36
          Życie na XVIII-wiecznym okręcie wojennym. Unikatowe akwarele Gabriela Braya [GALERIA]
          Oto unikatowa kolekcja akwareli dokumentujących życie marynarzy brytyjskiej floty wojennej w XVIII. wieku. Serię ilustracji wykonał Gabriel Bray - porucznik na okręcie HMS "Pallas". OTO GALERIA.

          www.polskatimes.pl/artykul/3403585,zycie-na-xviiiwiecznym-okrecie-wojennym-unikatowe-akwarele-gabriela-braya-galeria,id,t.html
          • hardy1 Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 21.04.14, 21:40
            Ciekawe studium postaci, ubiorów, mody, ekwipunku... prawie wszystko się zmieniło.
            Tylko, jak widzę na jednej z ilustracji, "sikanie męskie" nie zmieniło się nawet na jotę wink
          • k.karen Re: Admirałowie i piraci/ Francis Drake 22.04.14, 09:09
            Witku smile Dziękuję za uzupełnienie informacji pięknymi ilustracjami Gabriela Braya smile
          • witekjs Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 23.04.14, 09:03


            TRADYCJE MUNDURU MARYNARSKIEGO
            Dlaczego granatowy?

            Grupa oficerów angielskiej Royal Navy zdecydowała w 1745 roku o przedłożeniu petycji do Admiralicji o wprowadzenie jednolitego umundurowania na okrętach królewskiej floty. Admiralicja poprosiła autorów pomysłu o przedstawienie munduru własnego pomysłu, który był koloru granatowego z białymi wyłogami. Propozycja została zaakceptowana przez króla Jerzego II, który wprowadził ją jako obowiązującą od 1748 roku dla wszystkich oficerów. Inna ze wzmianek, mówi o kolorze niebieskim mundurów już w czasach rzymskich. Dotyczyła ona załóg szybkich łodzi żaglowych "picktae", które nosiły ww. mundury i farbowały żagle na niebiesko w celu pozostania jak najdłużej nierozpoznawalnym na tle morza w trakcie działań wojennych.
            Mundur marynarski

            Mundur marynarski został zatwierdzony dopiero w połowie XIX w Anglii i Francji. Wcześniej nie obowiązywały przepisy mundurowe, stąd też załogi wyglądały różnorodnie. Z czasem kapitanowie poszczególnych jednostek ubierali podległe im załogi w jednorodne uniformy własnych pomysłów.

            Bluza marynarska (jumper)

            Bluza marynarska pochodzi prawdopodobnie od tzw. chałatów marynarskich, noszonych w XVI i XVII przez wytrawnych żeglarzy. Pierwotnie bluza była bezkształtna, workowata, uszyta z płótna żaglowego z otworami na głowę i ręce, ale co najważniejsze - nieprzemakalna. Jedna z wersji powstania bluzy mówi o tym, że bosmani okrętowi uciekali się do porywania ludzi z lądu w celu uzupełnienia załogi. Najpierw upijano znalezionego kandydata, wyciągano go z tawerny, zakładano mu worek na głowę, który wiązano mocno wokół pasa. Po dostarczeniu na okręt, wycinano w worku otwór na głowę i ręce, aby pojmany mógł wykonywać prace pokładowe. W ten sposób powstał rodzaj bluzy marynarskiej.
            Kołnierz marynarski z trzema paskami

            Kołnierz marynarski powstał z czysto praktycznego punktu widzenia. W końcu XVII wieku marynarze nosili długie włosy, o których czystość nie dbali. Pojawił się rodzaj stałego kołnierza, który osłaniał górną część bluzy. Z czasem zaczęto wiązać włosy w warkocz, który grubo smarowano tzw. smołą sztokholmską dla nadania mu sztywności (chronił kark przed uderzeniem). Ze względu na marną jakość, smarowidło pozostawiało brudny ślad. Wprowadzono zatem drugi kołnierz ochronny, nakładany na stały kołnierz bluzy. Geneza powstania pasków na kołnierzu jest niejasna i ma wiele hipotez, zróżnicowanych pod względem pochodzenia. Trzy najważniejsze z nich to:
            " upamiętnienie trzech wielkich zwycięstw admirała Horatio NELSONA pod Trafalgarem, Kopenhagą i na Nilu - flota angielska;
            " upamiętnienie trzech wielkich zwycięstw admirała Fiodora USZAKOWA - flota rosyjska;
            " "zaliczenie" w toku służby trzech oceanów: Atlantyckiego, Spokojnego i Indyjskiego - flota francuska.
            Wiadomo na podstawie źródeł historycznych, że pod koniec XVII wieku majtkowie mieli zwyczaj naszywać na bluzach lub swetrach tasiemki w celu zaznaczenia długości stażu swojej służby. Podobnie wygląda sytuacja z marynarskim czarnym krawatem upinanym pod kołnierzem bluzy i wiązanym z przodu. Panuje opinia, iż jest to oznaka żałoby po śmierci NELSONA, a tymczasem krawat z czarnego jedwabiu noszono wcześniej w formie chustki na szyję. Niewykluczone jednak, że taką chustkę przecięto na pół (fakty takie miały miejsce w 1794 roku po śmierci dowódcy okrętu Berwick) i jedną część noszono wokół kapelusza, a drugą przypiętą do ramienia na znak pamięci o zmarłym dowódcy.
            Spodnie marynarskie

            Po 1825 roku we flocie brytyjskiej zastąpiono workowate spodnie do kolan tzw. slops, długimi spodniami marynarskimi rozszerzanymi u dołu. Ten charakterystyczny kształt miał podłoże czysto praktyczne, podyktowane specyfiką służby, wykonywaniem określonych prac na pokładzie i względami bezpieczeństwa. Często zachodziła potrzeba dobijania łodziami do brzegu, co wiązało się z koniecznością wchodzenia do wody. Brodzenie w wąskich spodniach było nieprzyjemne. W podobny sposób miało się szorowanie drewnianych pokładów, często na kolanach, stąd też dużo łatwiej było sobie poradzić, podwijając spodnie z szerokimi nogawkami. Ten krój spodni był także przydatny w przypadku wypadnięcia za burtę, ponieważ spodnie nie krępowały ruchów i w łatwy sposób można było je zdjąć w wodzie.
            Czapka marynarska

            Okrągła czapka bez daszka pochodzi od miękkiej czapki z XVII wieku i wyglansowanego kapelusza z XVIII wieku. Charakteryzowała się miękkością pierwszej i kształtem drugiego. Tego typu czapkę wprowadzono już w 1858 roku we francuskiej flocie, natomiast we flocie angielskiej dopiero w 1890 roku. Nowe nakrycie głowy było znacznie praktyczniejsze w warunkach okrętowych i przy wietrznej, morskiej pogodzie lepiej trzymało się głowy oraz dawało większe pole widzenia, zwłaszcza przy wspinaniu się na maszty. Przetrwała również czarna wstążka na otoku, na której umieszcza się nazwę okrętu lub oznakę przynależności do określonej floty w celu rozbudzenia dumy z przynależności do danej formacji czy okrętu, na którym pełni się służbę i którym można się szczycić.

            www.mw.mil.pl/index.php?akcja=tradycjemun
            pl.wikipedia.org/wiki/Mundur_wyj%C5%9Bciowy_Marynarki_Wojennej
            www.google.pl/search?q=mundury+marynarskie+XVIII+-+XIX+w&client=firefox-a&hs=jMu&rls=org.mozilla:pl:official&channel=sb&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=IEVWU9GhG4fJ4wTXloHoCg&ved=0CEIQsAQ&biw=1920&bih=918
            • 1agfa Re: Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 09.05.14, 17:09
              Tak jest, Witku smile Spodnie marynarskie musiały być szerokie u dołu dla ułatwienia pozbycia się ich, na wypadek tonięcia okrętu.
              Taka powstała tradycja i pielęgnowany przekaz w czasie, kiedy po I. Wojnie Światowej powstawała polska morska flota. Wtedy to, w najpierwszych latach, u zarania wolnej Polski porozbiorowej, każdy kandydat na marynarza musiał sam starać się o mundur. Z powagą perswadowano krawcom oszołomionym odpowiedzialnością i ważnością zlecenia ów niezwykły krój spodni - w rękach tych krawców spoczywała odpowiedzialność za życie klienta!
              Bluza z kolei musiała być mocno obcisła w talii, ale bary musiały być odpowiednio mocarne - trzeba było mieć sporo siły, aby pływać aż do nadejścia pomocy (albo nie nadchodziła...)
              Skutkowało to koniecznością egzystowania w samopomocowych trójkach: trzeba było wciskać się w bluzę na całkowitym wydechu, a dwaj pomocnicy ściągali ją szybko w dół; należało zdążyć przed zaczerpnięciem oddechu, co groziło rozerwaniem bluzy.
              Inny rodzaj bluz, wymyślony przez niechętnych takiej ustawicznej i niejako przymusowej " trójkowej wspólnocie": rozcięte po bokach, sznurowane, ściągane...ale to nie było to i degradowało właściciela do "drugiej kategorii wyglądu" .
              Ostatnią, niską bo zaledwie "trzecią kategorię wyglądu" posiadali nieszczęśnicy, którym nie udało się nakłonić krawców do wykonania tak wąskiego kroju bluzy! Szerokie i obszerne tak samo w barach jak w pasie bluzy, odbierały ich właścicielom prawo do oficjalnego, marynarskiego reprezentowania okrętu/statku.

              Przypomniałeś lekturę książek Karola Olgierda Borchardta...i nie tylko.
              cd.
              wink
              • 1agfa Re: Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 09.05.14, 17:36
                Kołnierz, opatrzony w system pętelek i tasiemek pozwalających utrzymać go niewzruszenie na właściwym miejscu sprawiał trudności przy mocowaniu - jego sprawne zakładanie wymagało wielogodzinnej nauki i treningu.
                Paski: Abukir, Kopenhaga, Trafalgar...poświęcone pamięci Admirała Nelsona (wymieniłeś także inne legendarne powody zaistnienia tych pasków - co być może).
                Także odległość pomiędzy paskami, ich grubość, stanowiła pewne wyzwanie. Jednak największym wyzwaniem była barwa kołnierza: od dyskwalifikującego właściciela (jako ucznia Szkoły Morskiej) błękitu, po szczęśliwców, którym udało się zdobyć ciemne, granatowe kołnierze z marynarki wojennej.
                Posiadacze kołnierzy błękitnych byli "niższym gatunkiem człowieka", o ksywce "błękitni chłopcy". Starano się ich tak ustawiać, aby byli jak najmniej widoczni w szeregach - niereprezentacyjni nieszczęśnicy.
                Obyczaj i angielska tradycja przysporzyły ponadto marynarskim kołnierzom dodatkową funkcję: pomagania dziewczętom w zamążpójściu. Uderzenie przez dziewczynę w marynarski kołnierz miało być po temu - jakoby - niezawodnym środkiem.
                Hm...nie zbadano wystarczająco skuteczności owego zabiegu...polscy marynarze również byli uderzani po kołnierzach, zanim odpłynęli wink
                cd.
                • 1agfa Re: Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 09.05.14, 18:02
                  I krawat..marynarski krawat, symbol żałoby po Nelsonie, obowiązkowo czarny, noszony przez wszystkich marynarzy w świecie.
                  Powstał z opasującej szyję chusty, która kiedyś była równocześnie skarbczykiem i podręcznym magazynkiem: w chuście nosiło się bowiem kapciuch z tytoniem, fajkę, pieniądze.
                  Służyła do ocierania twarzy zalanej potem podczas pracy przy rozpalonych działach, lub podczas walki wręcz.
                  W czasie, o którym wspominam jedni nosili ogromne chusty zwijane w rulon, zakładane pod kołnierzem, zawiązane w duży węzeł, a końce chowano pod bluzą, co dodatkowo nadawało wygląd bardziej atletyczny.
                  Taki " krawat" był uważany za najbliższy tradycyjnej chuście (w jego węźle po staremu trzymano "skarby").
                  Drugi rodzaj krawata, dla uniknięcia "buły" na kołnierzu spowodowanej przez chustę, uzyskiwano obcinając "plecową" część chusty i zastępując ją tasiemkami - kołnierz leżał płasko, a " klatę" można było powiększyć wkładając w węzeł krawata specjalną poduszeczkę.
                  Ostatnią kategorię, ludzi najbardziej odbijających od tradycji stanowili ci, którzy wiązali czarną jedwabną taśmę lub wstążkę - "niby krawat".

                  I tak, ze wszechstronnej chusty pozostał tylko symbol.
                  • 1zorro-bis Putin.... 09.05.14, 18:17
                    to taki ....Adolf-bis.smirk
                  • 1agfa Re: Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 09.05.14, 18:21
                    Jeszcze pozostawał problem: co robić z chustką do nosa? Nie nosiło się jej w węźle chusty na co była za duża, lecz w rękawie bluzy, toteż rękaw ów musiał być tak obcisły, aby chusteczka nie wypadała. Bo - co oczywiste - w kieszeniach spodni nie nosiło się niczego, ponieważ psułoby to ich linię.
                    W wycięciu kołnierza musiała być widoczna koszulka w paski biało-granatowe; rozmaite były te koszulki, rozmaite paski - nieprzepisowe. I czasami, w wycięciu kołnierza świadomie powiększanym, pokazywało się własne "sobole" wink
                    Najtrudniej było jednak z czapkami, z jednolitym ich doborem.
                    Angielskie usztywniane drutem, inne płaskie, przylegające. Rozmaite pokrowce na lato, z rozmaitych materiałów szyte, kiedy to idealna tzw. "czarcia skóra" była nie do zdobycia. I wstążki, czarne z czerwonym napisem "Szkoła Morska" haftowanym przez matki, dziewczyny - każdy haft inny, innej czerwieni, innego kształtu litery na wstążkach.
                    • 1agfa Re: Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 09.05.14, 18:51
                      Na koniec cytat:
                      "...Powstał problem wyeliminowania zbyt wielu odcieni mundurów przez dobranie jak najbardziej podobnych oraz kwestia dopasowania wszystkich bluz w talii. Prać, szyć, cerować, prasować - umieliśmy wszyscy bez wyjątku na piątkę. Najzdolniejsi ofiarowali się dopasować bluzy.(...)
                      Po wielu wysiłkach i kilkugodzinnym przebieraniu się zdołaliśmy wystawić pięć czwórek. To, co się nie dało w zupełności dopasować, zostało doczyszczone i doprasowane jak nigdy. Spodnie były jak brzytwy. Talie wcięte do granic wytrzymałości wciągniętego brzucha. Natomiast piersi zobowiązali się wszyscy trzymać tak wypięte, jak podczas parade alee atletów przed zapasami. W wyczyszczonych butach widać było całe słońce jak w szkłach przyćmiewających sekstantu.
                      Kapitan był zdumiony widokiem doprowadzonej do bezwzględnej elegancji dwudziestki. Ci, którzy pozostawali na burcie, cieszyli się, że ich wstążka lub ofiarowana na pocięcie koszulka przyczyniły sie do powstania TAKIEGO oddziału.(...)
                      Jęczała ziemia szwedzka pod stopami maszerującego ze "Lwowa" oddziału. Przez cały czas marszu szczęka kapitana stała na "fair" - "pogodnie". Zgodnie z danym przyrzeczeniem nikt z całej dwudziestki nie wypuszczał prawie powietrza z piersi. Zaprasowane spodnie cięły powietrze. Nikt nie zmylił nogi, nie wysunął się czy cofnął o milimetr z szeregu. Odstęp między czwórkami przez cały czas jak na paradzie starej gwardii. Nawet widok najbardziej ponętnych i pełnych zachwytu uśmiechów nie wytrącił żadnego z nas z równowagi..."

                      Tak szykowali się polscy marynarze, którym Kapitan* nakazał być ubranymi jednakowo, na spotkanie ze Sztokholmem i królem szwedzkim Gustawem Piątym. Gromko wyskandowali mu na powitanie:
                      " CZOŁEM PANIE KRÓLU!!"

                      Takie były - po Wielkiej Wojnie Białych Ludzi - polskiej marynarki początki...smile

                      * Kapitan ż.w. Mamert Stankiewicz, "Znaczy Kapitan".
                      • k.karen Re: Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 10.05.14, 21:30
                        Witku, Agfo smile

                        Dziękuję za uzupełnienie wątku bardzo cennymi i ciekawymi informacjami.
                        Zrobiła nam się, dzięki temu, wspaniała lekcja historii smile
                        • witekjs Re: Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 11.05.14, 20:05
                          Dzień Dobry smile

                          Myślę, że jeszcze warto zobaczyć jak wyglądają te mundury.

                          NAVY UNIFORMS

                          www.uniforms-4u.com/c-navy-complete-uniforms-1043.aspx
                          www.ebay.com/bhp/us-navy-uniform
                          www.google.pl/search?q=Navy+uniforms&client=firefox-a&hs=gUZ&rls=org.mozilla:pl:official&channel=sb&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=mrZvU6XQJPKf7Aanw4GACw&ved=0CDkQ7Ak&biw=1920&bih=930

                          • hardy1 Re: Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 11.05.14, 21:10
                            Mundury marynarzy (obok mundurów lotników) zawsze były i są piękne, trzeba przyznać. Trzymają szyk i fason.
                            • hardy1 Re: Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 11.05.14, 21:14
                              PS. Najbardziej podobały mi się pod linkami te "marynarki w krótkich szortach i spódniczkach" wink
                              • k.karen Re: Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 11.05.14, 21:35
                                Witku, Hardy smile

                                A mnie najbardziej podobają się te zalinkowane, białe mundury oficerskie smile
                          • witekjs Re: Admirałowie i piraci/ Mundury marynarzy 13.05.14, 11:30
                            Skoro już zachwycaliśmy się mundurami, trzeba teraz zobaczyć jak różnorodne i upiększające są mundury oraz insygnia i odznaczenia marynarki wojennej np. w USA.
                            Z jakim podziwem patrzą na nich kobiety i dzieci, które z czasem stają się marynarzami lub chociaż kolekcjonerami odznak. wink

                            www.google.pl/search?q=navy+officers+uniforms&client=firefox-a&hs=vup&rls=org.mozilla:pl:official&channel=sb&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=hONxU6rwGvP54QTgj4GADA&ved=0CC4QsAQ&biw=1920&bih=930
                            en.wikipedia.org/wiki/Military_awards_of_the_United_States_Department_of_the_Navy

                            • witekjs Admirałowie i Mundury polskich marynarzy 14.05.14, 15:07



                              www.google.pl/search?q=mundury+polskiej+marynarki+wojennej&client=firefox-a&hs=SlF&rls=org.mozilla:pl:official&channel=fflb&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=m2dzU_6xO6_y7Aazl4CIDA&ved=0CCsQsAQ&biw=1685&bih=879
                              historia.trojmiasto.pl/Skad-sie-wziely-mundury-i-stopnie-w-marynarce-n53401.html
                              • hardy1 Re: Admirałowie i Mundury polskich marynarzy 14.05.14, 17:39
                                Porównałem wygląd mundurów US Navy i Polskiej Marynarki Wojennej. Staram się być obiektywny... znaczy subiektywny mój osąd - bardziej podobają mi się mundury amerykańskie. Na ocenę pięć. Natomiast nasze też trzymają poziom - oceniam na cztery.
                                • witekjs Re: Admirałowie i Mundury Britsh Navy 14.05.14, 17:50


                                  www.google.pl/search?client=firefox-a&hs=J2c&rls=org.mozilla:pl:official&channel=sb&tbm=isch&source=univ&sa=X&ei=u45zU8XnC8Oy7Abd_oDQAg&ved=0CD8Q7Ak&biw=1920&bih=930&q=British%20navy%20uniforms
                                  www.google.pl/search?client=firefox-a&hs=3nx&rls=org.mozilla:pl:official&channel=sb&tbm=isch&source=univ&sa=X&ei=SpBzU6TxH63X7AbG7IEg&ved=0CD8Q7Ak&biw=1920&bih=930&q=British%20navy%20uniforms
                                  • witekjs Re: Admirałowie i Mundury Britsh Navy 14.05.14, 17:58
                                    Dodałem jeszcze brytyjskie mundury do porównania. smile
                                    Trzeba przyznać, że wszystkie mogą się podobać.
                                    Niezwykłe jest to, ze można znaleźć tak wiele doskonałych materiałów w Internecie.
                                    To są wspaniałe dane dla osób, które zawodowo zajmują się takimi sprawami.
                                    Również dla tych, którzy traktują to jako hobby.

                                    Pozdrawiam. Witek
      • k.karen Re: Admirałowie i piraci/ Michiel de Ruyter 02.10.13, 13:15

        Holender. Potomni okrzyknęli go admirałem wszech czasów.
        Siedemnastowiecznym marynarzom powiedzenie "płynął pod de Ruyterem" wystarczało za najlepsze referencje. Sławę wielkiemu admirałowi przyniosły trwające blisko 25 lat bitwy morskie między Niderlandami a Anglią. De Ruyter był prekursorem prowadzenia walki przez okręty uformowane w szyk liniowy, co pozwalało maksymalnie wykorzystać siłę dział. Gdy podobnie postępował przeciwnik, bitwa morska zamieniała się w długotrwały pojedynek artyleryjski między dwiema liniami wrogich okrętów.
        Michiel de Ruyter był trzykrotnie żonaty, a jego dwie pierwsze żony pozostawiły mu całe stadko dzieci, dzięki czemu stał się założycielem ogromnego rodu. Zmarł śmiertelnie raniony w bitwie pod Augustą w 1676r. Wprowadzony przez niego szyk liniowy przetrwał do początków XIX wieku.

        Cdn.
      • k.karen Re: Admirałowie i piraci/ Togo Heihachiro 05.10.13, 18:56

        Unicestwił flotę rosyjską i otworzył Japonii drogę do ekspansji w Azji.
        Pod Cuszimą w 1905 roku - w największej bitwie morskiej od czasów francusko-brytyjskiego starcia flot pod Trafalgarem równo sto lat wcześniej - Japończycy pod dowództwem admirała Togo Heihachiro (1848-1934) posłali na dno trzon rosyjskiej marynarki. Najważniejszy rywal Japonii w ekspansji na kontynencie azjatyckim został pokonany. Spektakularne i wstrząsające dla reszty świata zwycięstwo admirała Togo nad Rosjanami oznaczało, że oto Japonia dołączyła do grona światowych mocarstw. Szybka industrializacja, modernizacja i militaryzacja sprawiła, że Japonia uczestniczyła odtąd we wszystkich największych konfliktach XX wieku.

        Togo Heihachiro urodził si w rodzinie, która należała do najniższej klasy samurajów. Był to okres panowania szogunów; kraj był odizolowany od reszty świata. Dopiero amerykański admirał Matthew Perry, który w 1853 roku na czele niedużej floty pojawił się u wybrzeży Japonii, zmusił Japończyków do otwarcia portów dla amerykańskich statków handlowych. Za Perrym poszły mocarstwa europejskie. Japonia zaczęła się modernizować na nieznaną dotąd skalę. W 1868 roku na tron wstąpił cesarz Mutsuhito, obalił szogunat, rozpoczynając epokę Meidżi - oświecenia japońskiego.

        Togo, obiecujący marynarz, został wysłany na studia do Oksfordu i na staż w brytyjskiej flocie. jego angielscy koledzy, nie zwracając uwagi na niuanse narodowościowe, przezywali go "Johnny Chinaman" - Jasio Chińczyk.
        W bitwie pod Cuszimą po raz pierwszy w historii morskich bitew wykorzystano okręty nowego typu - pancerniki uzbrojone w potężne działa. Togo pokazał, jak nimi walczyć. Wkrótce po Cuszimie Brytyjczycy wyprodukowali swoje pierwsze pancerniki, Niemcy też nie pozostawali w tyle. Rozpoczął się pierwszy w historii wyścig zbrojeń. Admirał Togo został narodowym bohaterem, spadły na niego zaszczyty i tytuły. Po śmierci został obwołany bogiem. A jego flagowy okręt Mikasa trafił do suchego doku jako pomnik chwały.
        Admirał Togo stworzył także swoisty precedens: rozpoczął wojnę z Rosją od niespodziewanego ataku na główną bazę przeciwnika - Port Artur. Ten sam manewr zastosowała Japonia w 1941r. uderzając na Pearl Harbor.

        Cdn.

    • witekjs Re: Admirałowie i piraci - Admirał Uszakow 06.10.13, 13:20
      Admirał Uszakow – „wyzwoliciel i ojciec Grecji”

      "Państwowe Muzeum Wojskowe w Salonikach wkrótce będzie miało nowy eksponat: gipsowe popiersie wielkiego rosyjskiego przywódcy floty, admirała Fiodora Uszakowa. Pracę wykonał i zaprezentował w Moskwie znany rzeźbiarz Nikołaj Kuzgniecow-Muromskij. Jego zdaniem,

      to będzie posłanie narodu rosyjskiego do narodu Grecji. Admirał Uszakow to zadziwiająco harmonijna osobowość. Ojciec dla marynarzy, których niekiedy karmił za własne pieniądze, był przykładem dla wszystkich. Jego załoga nie przeklinała, nie piła i nie paliła, a na jego statkach panowała surowa dyscyplina.

      Uszakow był wielkim nowatorem floty. Spośród 43 bitew, w których brał udział, nie przegrał ani jednej i ani jeden statek pod jego dowództwem nie został utracony, ani jeden z jego marynarzy nie był wzięty do niewoli. Uszakow czynił cuda: na przykład, zdobył niedostępną twierdzę Korfu, wycieśniając z niej Francuzów. Admirał działał z zaskoczenia, naruszając wszystkie zasady panujące we flocie podchodził do przeciwnika na odległość strzału z pistoletu, stawiał swój okręt na przodowe pozycje, zajmował niebezpieczne stanowiska, zachęcając swoim męstwem pozostałych. Rzeźbiarz zauważa:

      W dzieciństwie Uszakow chodził na polowania na niedźwiedzia. Jednym słowem, był dzielny. Takim go sobie wyobrażam i takim utrwaliłem dla greckiego muzeum.

      Kiedyś miniaturę popiersia Uszakowa rzeźbiarz podarował Patriarsze Moskwy i Całej Rusi Aleksiejowi II i otrzymał błogosławieństwo na wielką pracę, co było ważne. Bowiem admirał został uznany za Prawosławną Cerkiew Rosyjską za świętego."/.../

      polish.ruvr.ru/2013_08_24/Admiral-Uszakow-wyzwoliciel-i-ojciec-Grecji/
      Fiodor Uszakow
      pl.wikipedia.org/wiki/Fiodor_Uszakow
      • k.karen Re: Admirałowie i piraci - Admirał Uszakow 07.10.13, 20:01
        Super, Witku! W notatkach, z których korzystam, nie ma Fiodora Uszakowa. A przecież z taką historią i dokonaniami zasługuje na wyróżnienie.

        Pozdrawiam i dziękuję smile
    • witekjs Admirałowie - Muzułmański admirał Chin - Zeng He 11.10.13, 10:29
      Zeng He – muzułmański admirał Chin
      /.../ Dynastia mongolska (zwana w Chinach dynastią Yuan) została zniszczona. Rozpoczęła się Dynastia Ming (1368 - 1644). Pewien muzułmański chłopiec pomógł chińskiemu księciu. Ten książę stał się Imperatorem (Cesarzem) i chłopiec dorosnął aby stać się “Admirałem Chińskiej Floty.”
      Nazywał się... Zheng He. Statki, którymi żeglował po Oceanie Indyjskim mogły płynąć tymi kilkoma, spośród tych tras, które były trasami podróży Ibn Battuty. Tymi ogromnymi statkami mógł popłynąć do Afryki Zachodniej, Mekki, Zatoki Perskiej i przez Ocean Indyjski.
      Mówiąc o pierwszych nawigatorach świata i o imionach, takich jak: Krzysztof Kolumb, czy Vasco da Gama, ma się na myśli światło Zachodu. Mało są znane nadzwyczajne czyny bohaterskie chińskiego muzułmanina Zhenga He (1371-1433) dokonane dziesiątki lat przed dwoma europejskimi podróżnikami.
      Fundacja dla Rozwoju Nauki i Cywilizacji odtwarza drogi podróży XV-wiecznego chińskiego admirała. Zheng He zalicza się być może do pierwszych podróżników tego kraju. Muzułmanin i wojownik Zheng He pomógł w przekształceniu terenu Chin i być może świata, w supermocarstwo jego czasów.
      W 1405 roku Zheng został wybrany do przeprowadzenia największej wyprawy morskiej w historii tych czasów. Przez następne 28 lat (1405-1433) dowodził siedmioma flotami które odwiedziły 37 krajów, od wybrzeży Azji Południowej do dalekich stron Afryki i Arabii. W tamtych latach Chiny posiadały od dawna największe statki czasów. W 1420 roku marynarka wojenna Mingów przerastała połączone marynarki wojenne Europy./.../
      /.../W roku 1421 chińska flota pod dowództwem admirała Zheng He dotarła do Ameryki 70 lat przed Kolumbem, do Australii 350 lat przed Cookiem, i zamknęła pętlę wokół globu 100 lat przed Magellanem - pisze Krzysztof Kowalski na łamach "Rzeczpospolitej". Statek wielkiego żeglarza będzie zrekonstruowany.
      Admirał Zheng w latach 1405 - 1423 kierował siedmioma wielkimi wyprawami oceanicznymi. Do zachodnich wybrzeży Ameryki - według wielu naukowców - miał dotrzeć w roku 1421. Ale gdy wrócił do Chin w 1423 roku, na tronie zasiadał już kolejny cesarz, który był zwolennikiem izolacjonizmu i jeszcze w XV wieku wyprawy wymazano z historii, a dorobek w dziedzinie nawigacji chińskich żeglarzy przepadł dla świata na całe stulecia.
      Europejczycy nie mieli pojęcia, że Chińczycy wynaleźli magnetyczny kompas już w VII stuleciu, a pojęciem długości geograficznej operowali blisko 400 lat przed Jamesem Cookiem.
      /.../Geografia: Sto lat przed Europejczykami opłynęli świat
      Chiński Magellan/.../
      W roku 1421 chińska flota pod dowództwem admirała Zheng He dotarła do Ameryki - 70 lat przed Kolumbem, do Australii - 350 lat przed Cookiem, i zamknęła pętlę wokół globu 100 lat przed Magellanem. Wyprawa została jednak wymazana z kart historii przez samych Chińczyków jeszcze w XV wieku. Teraz statek wielkiego żeglarza będzie zrekonstruowany. /.../
      islam.pl/artykul/179/zeng-he-muzulmanski-admiral-chin
      • witekjs Admirałowie - Muzułmański admirał Chin - Zeng He 11.10.13, 10:42
        Admirałowie - Muzułmański admirał Chin - Zeng He

        en.wikipedia.org/wiki/Zheng_He
        pl.wikipedia.org/wiki/Zheng_He

        asianhistory.about.com/od/china/p/zheng_he_bio.htm

        ngm.nationalgeographic.com/ngm/0507/feature2/

        www.china.org.cn/english/features/zhenhe/131897.htm

        www.youtube.com/watch?v=UUDYyYW6kr4
        • hardy1 Re: Admirałowie - Muzułmański admirał Chin - Zeng 11.10.13, 13:40
          Ten nasz europocentryzm...
          Mam do poczytania w wolnym czasie smile

          Tyle że chińskie odkrycia popadły w zapomnienie i nie zostały wykorzystane. Natomiast późniejsze, europejskie, zmieniły cały świat.
          Jak wiele zależy od przypadku lub... akurat rządzących i ich decyzji.
          • witekjs Admirałowie - Muzułmański admirał Chin - Zeng He 12.10.13, 10:06
            hardy1 napisał:

            > Ten nasz europocentryzm...
            > Mam do poczytania w wolnym czasie smile
            >
            > Tyle że chińskie odkrycia popadły w zapomnienie i nie zostały wykorzystane. Nat
            > omiast późniejsze, europejskie, zmieniły cały świat.
            > Jak wiele zależy od przypadku lub... akurat rządzących i ich decyzji.

            Ciekawe jest to na co zwróciłeś uwagę, że chińskie odkrycia popadały w zapomnienie.
            Było tak, nie tylko w żeglarstwie i nie tylko w czasach cesarskich.
            Poczynając od Wikipedii polskiej i angielskiej, bardzo ciekawe i zaskakujące są informacje o Admirale Zeng He i Chinach w cytowanych pracach.
            Również, powoli czytam je od kilku dni.
            Napisałem o tym Admirale, bo interesuję się Chinami i kiedyś o nim słyszałem.
            Istnieje jeszcze wielu admirałów... smile

            Pozdrawiam. Witek

            pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Admira%C5%82owie
            • k.karen Admirałowie - Isoroku Yamamoto 12.10.13, 20:38

              Uznany za boga. Zmienił bieg II wojny światowej, najpierw wygrywając w Pearl Harbor, potem przegrywając na Midway. Był jednym z pierwszych wojskowych, którzy wprowadzili do bitwy morskiej samoloty i opowiadali się za rozbudową lotniskowców. Największy bohater Japonii z czasów II wojny światowej, po śmierci obwołany bogiem, urodził się jako szósty syn ubogiego nauczyciela.

              Yamamoto (1884-1943) ukończył akademię marynarki wojennej i zdążył jeszcze wziąć udział w wojnie rosyjsko-japońskiej. Z bitwy pod Cuszimą (1905) została mu pamiątka - stracił dwa palce lewej dłoni. Jako najlepszy absolwent akademii dowództwa floty otrzymał stypendium do Harvardu. W USA nauczył się angielskiego i pokochał hazard. Amerykańską flotę pogardliwie określał jako "klub graczy w golfa i brydżystów", odczuwał jednak głęboki respekt wobec gospodarczej potęgi Stanów Zjednoczonych i silnej woli Amerykanów.

              Gdy więc w 1939 roku Yamamoto został głównodowodzącym floty japońskiej, postanowił jednym mocnym uderzeniem rzucić wroga na kolana, unicestwiając nieprzyjacielską flotę w jej własnej bazie. & grudnia 1941 roku japońskie samoloty wystartowały z lotniskowców i zniszczyły niemal wszystkie okręty w porcie Pearl Harbor. Nie wszystko jednak poszło po myśli Yamamoto - większość amerykańskich lotniskowców ocalała, ponieważ w chwili ataku przebywała poza portem.

              Yamamoto wkrótce za to zapłacił. Plan opanowania amerykańskich wysp na atolu Midway i zbudowania tam japońskiej bazy wypadowej na Pacyfiku zakończył się całkowitą klęską Japończyków. W wielkiej bitwie morskiej 2-5 czerwca 1942 roku starło się kilkaset okrętów, a decydujący cios zadały samoloty startujące z pokładów amerykańskich lotniskowców. Ich bomby i torpedy posłały na dno trzon japońskiej floty lotniskowców.
              18 czerwca 1943 roku Yamamoto udał się na inspekcję baz na Wyspach Salomona. Dowiedział się o tym wywiad US Navy i samolot z admirałem na pokładzie został zestrzelony. Informację o jego śmierci rząd japoński podał dopiero po 34 dniach.

              Cdn.
      • witekjs Admirałowie i Piraci - Bracia Barbarossa 27.12.13, 21:43

        Jan M. Długosz, POLITYKA.PL
        26 grudnia 2013

        Okrutni i potężni - dawni piraci na wodach Europy
        Barbarossa, król piratów


        Słowo „pirat” kojarzy się najczęściej z morskimi rozbójnikami napadającymi na hiszpańskie galeony na Morzu Karaibskim, a współcześnie - na wyładowane ropą tankowce w pobliżu Somalii. Tymczasem na bliższych nam wodach Morza Śródziemnego już w XVI wieku muzułmańscy piraci stali się potężną siłą.
        Jesienią 1543 roku potężna turecka flota – sto bojowych galer z trzydziestoma tysiącami marynarzy i żołnierzy na pokładach – wpłynęła do portu w Tulonie. Nie był to jednak akt agresji wobec francuskiego króla. Turecka flota, dowodzona przez straszliwego Barbarossę, udawała się na zimowe leże po wielce udanej kampanii, jaką w sojuszu z siłami Franciszka I prowadziła przeciw Karolowi V. Król Francji nie pierwszy raz korzystał z tureckiej pomocy przeciw hiszpańskiemu Habsburgowi. W roku 1536 oba państwa zawarły „bezbożny sojusz”, obiecując sobie militarne i dyplomatyczne wsparcie. Francja zyskała w ten sposób sojusznika w walce z Hiszpanią, a Wysoka Porta wbijała klin pomiędzy chrześcijańskie królestwa, osłabiając Karola V, jedynego władcę, mogącego skutecznie przeciwstawić się tureckim podbojom.

        Dla wygody tureckiej floty z Tulonu przegnano, pod groźbą kary śmierci, niemal wszystkich mieszkańców, katedrę zamieniono w meczet, a w samym mieście zorganizowano targ niewolników, gdzie handlowano tysiącami chrześcijańskich jeńców, schwytanych na wybrzeżach Italii i w zdobytej przez Turków Nicei. Jednak większą grozę niż Turcy na ulicach Tulonu i ich galery w porcie budził sam Barbarossa – osmański admirał, wicekról Algieru, zwycięzca niezliczonych bitew, okrutny nieprzyjaciel krzyża, bez wątpienia najstraszniejszy i najbardziej skuteczny pirat w dziejach świata.
        Barbarossów dwóch

        Uściślijmy na wstępie jedną rzecz – historyczny pirat Barbarossa to jeden byt złożony z dwóch braci, Arudża i Hizira, nawiasem mówiąc niemających w sobie nawet kropli tureckiej krwi. Ich ojciec, najprawdopodobniej były janczar o imieniu Jakub, otrzymał w nagrodę za służbę w armii kawałek ziemi w Mitylenie na wyspie Lesbos, zdobytej przez Turków w 1462 roku. Z jego małżeństwa z miejscową Greczynką, wdową po ortodoksyjnym księdzu (być może ofiarą represji po podbiciu Lesbos) przyszło na świat sześcioro dzieci, w tym czterech synów. Jakub trudnił się garncarstwem, wysyłając własnym stateczkiem ceramikę nawet do Konstantynopola.

        Kapitanem tej niewielkiej jednostki został Arudż, najstarszy z braci (urodzony około 1470 r.), wyróżniający się siłą i odwagą, korzystający też z nadarzających się okazji do popełniania niewielkich aktów piractwa. Jedna z takich wypraw zakończyła się spotkaniem z wielką galerą Joannitów, panujących w tym czasie niepodzielnie na wschodnich wodach Morza Śródziemnego. Arudż, ranny w czasie walki (Izaak, drugi z braci, zginął), został przykuty do wiosła. W niewoli spędził przynajmniej rok, wykupiony, lub jak chce bardziej romantyczna wersja tej historii, uwolniony z joannickiej twierdzy św. Piotra przez młodszego brata Hizira.

        Arudż, poza nieprzejednaną nienawiścią do chrześcijan, wyniósł z niewoli wyobrażenie o tym, jak powinna wyglądać wojna na morzu – rycerze Zakonu św. Jana, nie wiedząc co czynią, dawali mu jej pierwsze lekcje. Po uwolnieniu Arudż i Hizir próbowali rozpocząć karierę piracką na dobrze znanych sobie wodach. Ryzyko jednak było zbyt duże – powtórne spotkanie z Joannitami mogło skończyć się dla braci tragicznie. Podjęli więc śmiałą i słuszną decyzję, by wyruszyć na zachód. Gdzieś pomiędzy 1500 a 1504 rokiem, mając zaledwie dwie słabe galeoty, zawinęli do portu w Tunisie. Miejscowy sułtan w zamian za udział w zyskach zezwolił im stworzyć tam bazę operacyjną dla pirackiej działalności.

        Po raz pierwszy o Barbarossie świat usłyszał w 1504 roku, kiedy Arudż u wybrzeża Elby zaatakował dwie uzbrojone papieskie galery. Był to czyn świadczący o niesłychanej wręcz odwadze – galeota, zwana też pół-galerą, to mały stateczek wiosłowo-żaglowy, słabo uzbrojony, z załogą liczącą kilkudziesięciu (50-60) ludzi. W otwartej walce z wojenną galerą, pełniącą wówczas rolę ciężkiego krążownika, nie miała najmniejszych szans – salwa z dział ustawionych na przednim pomoście zmiotłaby galeotę z fal, a ustawieni na burcie arkebuzerzy bez trudu wybiliby ogniem próbującą abordażu załogę. Arudż nie miał jednak zamiaru wdawać się w otwartą walkę. Wykorzystując jako osłonę skalistą wysepkę, zaatakował znienacka, nie dając czasu załodze pierwszej galery nawet na podpalenie lontów. Abordaż był tak szybki i brutalny, że papiescy żołnierze, mający wciąż przewagę liczebną, niemal natychmiast skapitulowali. Niebawem piraci Arudża powtórzyli cały manewr wobec drugiej galery, z podobnym skutkiem. Mieszkańcy Tunisu oniemieli, widząc wprowadzane do portu La Goletta dwa wielkie okręty. A to był dopiero początek./.../

        Więcej pod adresem www.polityka.pl/historia/1565765,1,okrutni-i-potezni---dawni-piraci-na-wodach-europy.read#ixzz2oi5BrrKr


        Więcej pod adresem www.polityka.pl/historia/1565765,1,okrutni-i-potezni---dawni-piraci-na-wodach-europy.read#ixzz2oi4vMH3I


        • k.karen Re: Admirałowie i Piraci - Bracia Barbarossa 28.12.13, 15:19
          Witku, bardzo Ci dziękuję za ten interesujący artykuł smile

          Obiecuję, że po Sylwestrze będę przepisywać i zamieszczać tu dalszą część "Wodzów" smile

          Serdecznie pozdrawiam smile
    • witekjs Wojny-"smar historii"Wodzowie wszechczasów-K.Karen 17.10.13, 07:38

      forum.gazeta.pl/forum/w,92813,146222666,146222666,Wojny_smar_historii_Wodzowie_wszechczasow_.html
    • k.karen Stratedzy nowych czasów 24.10.13, 12:36
      Potworne zniszczenia i okrucieństwa walk religijnych XVII wieku zmieniły pogląd Europejczyków na sposób prowadzenia wojen. Miały być teraz i bardziej humanitarne, i bardziej ekonomiczne. Machinę wojenną wtłoczono w tryby biurokracji. A wybitni wodzowie mogli bez kłopotów poświęcić się obmyślaniu błyskotliwych strategii i skutecznej taktyki walki.
      • k.karen Napoleon Bonaparte. Bóg wojny 24.10.13, 12:38
        Od czasów Aleksandra Wielkiego i Juliusza Cezara nie było większego wodza i zwycięzcy. Był precyzyjny i błyskotliwy, potrafił z łatwością analizować sytuacje polityczne i militarne, przepełniała go wola zwycięstwa. Te przymioty sprawiły, że stał się największym i najzdolniejszym wodzem kontynentu europejskiego. Niepohamowana żądza władzy dała mu tytuł cesarza i pozwoliła opanować niemal całą Europę. Ta sama ambicja doprowadziła go do upadku.

        Napoleon Bonaparte (1768-1821) urodził się w Ajaccio na Korsyce. Jego ojciec, niezamożny szlachcic, należał do przywódców korsykańskiego ruchu niepodległościowego, ale dosyć szybko zorientował się, skąd wieje wiatr, i przeszedł na "francuską stronę". Dzięki temu awansował na wyższy szczebel drabiny społecznej i posłał swych dwóch najstarszych synów - Giuseppe i Napoleone - do prestiżowych szkół francuskich. Napoleon trafił do królewskiej szkoły wojskowej, ale nie dał się poznać jako przyszły zwycięzca. Na zakończenie szkoły uzyskał 42 lokatę na 58 uczniów. Skierowano go więc na najmniej prestiżowy posterunek: został oficerem artylerii na głębokiej prowincji.

        Przed wybuchem wielkiej rewolucji zdążył jeszcze otrzymać podpisaną przez Ludwika XVI nominację na kapitana. Wtedy też zmienił ostatecznie włoskie brzmienie imienia i nazwiska na Napoleon Bonaparte. Swoją pierwszą szansę - odbicie Tulonu z rąk admirała Nelsona -wykorzystał jednak w stu procentach, za co awansował do stopnia generała. Zaczął sympatyzować z jakobinami, czego po upadku Robespierre'a niemal nie przypłacił głową. Karierę utorował mu przewrót termidoriański i Dyrektoriat, który wezwał go do stłumienia zamieszek rojalistycznych w Paryżu. Buntownikom urządził krwawą łaźnię - idących w stronę parlamentu zmasakrował kanonadą z dział. W nagrodę otrzymał dowództwo nad armią francuską w państwach włoskich oraz najbardziej pożądaną przez stołecznych mężczyzn kobietę - Józefiną de Beauharnais.

        Pod względem taktycznym można uznać Napoleona za prekursora wojny błyskawicznej. Ponieważ jego piechota i kawaleria, wspomagane przez artylerię, współdziałały ze sobą, wygrywał z prowadzącymi wojnę manewrową armiami niemieckimi i austriackimi.
        W 1812 roku boga wojny pokonała rosyjska zima i fakt, że przeciwnicy przejęli jego pomysły taktyczne i organizacyjne. Zagłada Wielkiej Armii, która rozpoczęła się w czasie przemarszu przez zamarznięte rosyjskie pustkowia, zakończyła się w 1815 roku pod Waterloo.

        Bonaparte miał wpływ na losy niemal całej zachodniej i środkowej Europy. Rządził bezpośrednio albo przez członków swojej rodziny lub zaufanych marszałków lokowanych na tronach podbitych państw. Swe zdobycze nazwał Wielkim Cesarstwem ( Grand Empire) i usiłował budować cesarską dynastię. Rozwiódł się z Józefiną i poślubił córkę cesarza Austrii, Marię Ludwikę.
        Nie ma chyba w dziejach Europy postaci bardziej malowniczej. Trudno zliczyć przypisywane mu powiedzenia, jak to wypowiedziane podczas nieudanej próby podbicia Egiptu: "Żołnierze! Patrzy na was 40 wieków!". Polacy natomiast pamiętają o Marii Walewskiej, wielkiej (choć krótkiej) miłości cesarza, i skrupulatnie liczą karczmy, w których cesarz zatrzymał się na popas smile

        Cdn.
      • k.karen Hrabia de La Tour d'Auvergne 29.01.14, 15:11
        Hrabia zawodowiec.

        Henri da la Tour d'Auvergne, hrabia Turenne. Przeprowadził Francję przez Wojnę Trzydziestoletnią i stworzył podstawy mocarstwa Ludwika XIV.

        To właśnie jemu Francja zawdzięcza mocarstwową pozycję w nowożytnej Europie. W toku swej niemal półwiecznej kariery służył Ludwikowi XIII, regentce Annie Austriaczce i Ludwikowi XIV - Królowi Słońce.
        Pochodzenie miał hrabia Turenne pierwszorzędne. Urodził się w Sedanie w roku 1611 jako syn księcia ze starego rodu de Bouillon i Elżbiety de Nassau, córki Wilhelma Orańskiego. Nie imponował tylko siłą fizyczną, a na dodatek się jąkał. Wychowano go na protestanta i niemal do końca swojego życia pozostał wierny wyznaniu reformowanemu, co stanowiło rzadkość wśród wysokich urzędników Ludwika XIV. Wyznanie nie przeszkodziło mu także walczyć w Wojnie Trzydziestoletniej (1618-1648) po stronie katolickiej Francji przeciw protestantom.

        Turenne reprezentował nowy typ oficera i wodza, w przeciwieństwie do dawnych bohaterów, profesjonalnego i całkowicie podporządkowanego monarsze i aparatowi państwowemu. W jego armii coraz większą rolę odgrywali muszkieterowie, rażący wroga zza pleców piechoty. W bitwach wykazywał się talentem i pomysłowością. Na przykład w 1658 roku w starciu z Hiszpanami pod Dunkierką Turenne zgrał przemarsz swojego wojska z terminem przypływu, który odciął Hiszpanom możliwość ataku z jednej flanki. Turenne rzucił więc wszystkie siły na drugą flankę i rozniósł Hiszpanów. Zginęło ich blisko sześć tysięcy; sam stracił tylko 400 ludzi.

        Turenne zginął, jak przystało na wielkiego wodza, w 1675 r. trafiony odłamkiem kuli armatniej w trakcie kolejnej wojny Ludwika XIV z koalicją austriacko-prusko-hiszpańską o przywództwo w Europie. Pochowano go w katedrze St. Denis obok królów Francji. W 1800 r. Napoleon nakazał przeniesienie trumny do Paryża, do kościoła Inwalidów, gdzie dziś obaj spoczywają.



        cdn.
        • k.karen John Churchill 10.04.14, 10:14
          Wódz i dyplomata. Połączył sprzeczne interesy monarchów Europy, by położyć kres ekspansji Ludwika XIV na kontynencie.

          Wielu uważało Johna Churchilla, diuka Marlborough (1650-1722) za najwybitniejszego angielskiego wodza wszechczasów. W epoce, gdy wojna była prowadzonym metodycznie rytuałem, potrafił wykazać się inicjatywą i fantazją.

          Urodził się w ubogiej szlacheckiej rodzinie. W czasie angielskiej wojny domowej (1642-1646) Churchillowie pechowo poparli Karola I w jego walce z parlamentem i Oliverem Cromwellem. Karol I stracił głowę, a rodzina Churchillów niemal cały majątek. By zapewnić synowi przyszłość , rodzice umieścili go na dworze księcia Yorku. Poznał tam Sarę Jennings, która przyjaźniła się z córką księcia, Anną - późniejszą królową. Małżeństwo z Sarą było decydujące dla kariery Churchilla.

          Talent stratega objawił się, gdy europejskie mocarstwa gwałtownie sprzeciwiły się, by opustoszały tron hiszpański objął wnuk Ludwika XIV. Przeciwko ekspansji francuskiej Marlborough skonstruował porozumienie niderlandzko-angielsko-habsburskie. Do aliansu dołączyły państwa niemieckie, a nawet Dania. Podczas wojny o sukcesję hiszpańską odniósł wiele spektakularnych zwycięstw. Gdy jednak jego małżonka, najbliższa dama dworu królowej Anny, popadła w niełaskę, Marlborough został zdymisjonowany.

          Ponad 200 lat później ród Churchillów znów okrył się chwałą. Stało się to dzięki potomkowi księcia Marlborough- Winstonowi Churchillowi. Być może premier Churchill wzorował się na swoim słynnym przodku, doprowadzając w czasie II wojny światowej do utworzenia Wielkiej Trójki.
          • hardy1 Re: John Churchill 10.04.14, 22:24
            Możliwe, że był wybitnym wodzem. Akurat o nim praktycznie nie słyszałem.
            Chyba jednak Cromwell był wybitniejszym wodzem. To on stworzył armię "Nowego Typu", dzięki której zwyciężył w wojnie domowej Karola I.
    • witekjs Tajemnica Polskiej Husarii 09.11.13, 14:02
      Tajemnica potęgi słynnej polskiej skrzydlatej jazdy

      Polscy husarze przez prawie dwieście lat byli postrachem i Zachodu, i Wschodu.Ale bynajmniej nie za sprawą legendarnych skrzydeł ani lamparcich skór, tylko uzbrojenia, wyszkolenia i doskonałej taktyki - pisze Witold Głowacki

      www.polskatimes.pl/artykul/1038525,tajemnica-potegi-slynnej-polskiej-skrzydlatej-jazdy,id,t.html


      • k.karen Re: Tajemnica Polskiej Husarii 09.11.13, 22:38
        Witku, dziękuję że dbasz o nasz wątek. Zajrzałam na chwilę, ale wszystko przeczytam, jak czas i spiętrzone ostatnio obowiązki, pozwolą.

        Pozdrawiam smile
        • witekjs Re: Tajemnica Polskiej Husarii 10.11.13, 10:51
          Cieszę się Karen, że się odezwałaś smile
          Myślę, że warto utrzymać ten wątek. Tym bardziej, że można obecnie znaleźć wiele ciekawych materiałów.


          Husaria

          pl.wikipedia.org/wiki/Husaria
          Husaria, czyli najlepsza jazda świata

          www.national-geographic.pl/artykuly/pokaz/husaria-czyli-najlepsza-jazda-swiata/

          Media in category "Polish Winged Hussars"

          commons.wikimedia.org/wiki/Categorytongue_outolish_Winged_Hussars
          Media in category "Hussar armour"

          commons.wikimedia.org/wiki/Category:Hussar_armour
          • hardy1 Re: Tajemnica Polskiej Husarii 10.11.13, 11:36
            Tak, husaria była polską "ciężką bronią ofensywną" w wieku XVI i XVII. Była odpowiednikiem współczesnych czołgów, siłą przełamującą szyki obronne wrogiej armii..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka