k.karen
05.08.13, 11:34
Historia od swych początków aż po nasze czasy spływa krwią i dźwięczy orężem. Jakkolwiek byśmy się burzyli przeciw okropnościom wojen, taka jest właśnie nasza przeszłość, bo zapewne taka jest właśnie ludzka natura. Jednakże historia widziana poprzez wodzów, armie i ich bitwy budzi pewien niedosyt. Jeśli jest w niej postęp, to tylko w technologii zabijania. Szable ustąpiły karabinom, a te rakietom samosterującym. Ten postęp pozwala utoczyć więcej krwi, którą ktoś trafnie nazwał "smarem historii". Ale czy przez tę obfitość smaru, którego tak wiele i tak okrutnie wlał w tryby dziejów miniony wiek XX, historia potoczyła się szybciej albo chociaż sensowniej?
Widziane w ten sposób dzieje ludzkości są krwawą zawieruchą, w której zawsze liczy się siła, a Bóg - jak to nader obrazowo mawiał pruski król Fryderyk, zwany Wielkim - zawsze jest po stronie silniejszych batalionów. Dlatego jeśli ktoś wierzy tylko w siłę i wytwarzany przez nią "smar historii", będzie pytać jak niegdyś Józef Stalin: "A ileż to dywizji ma rzymski papież?".
Na końcu tego opracowania znajdzie się także Dobry Wojak Szwejk, który siedzi sobie bezczelnie obok monumentalnych generałów i "zmurszałków", pyka swoją fajeczkę, popija z kufla i ich pomnikowe opowieści kwituje knajpianą facecją. On tylko pozwala mieć nadzieję, że może jednak historia toczy się nie krwią, a kołem i lepsze czasy w końcu nadejdą. On jeden każe pamiętać, że gorzki lecz sprawiedliwy śmiech jest niezawodną siłą bezsilnych.
(mat. źródłowe - Newsweek Polska Biblioteka Myśli/ J.Surdykowski)