-
Proszę Państwa, za chwilę wylądujemy na lotnisku w Monastirze. Jest godzina 21:40 czasu miejscowego, temperatura powietrza wynosi 41 stopni Celsjusza.
-
O, Boże! - jęczę -
Jak ja tu wytrzymam?!
Córka spogląda na mnie z rozbawieniem.To ona wymyśliła i zorganizowała tę podróż, to ona mnie tu zabrała.
-
Nie martw się, mamuś. Allah akhbar!
-
No tak, wiem, że Bóg jest wielki, ale...
-
Nie ma "ale", damy radę, inszallah!
A więc witaj, afrykańska ziemio! Sabah al-hir! Marhaba!
*** *** ***
Hotel lśni czystością i można powiedzieć, że zbudowany jest na plaży, na pięknej złocisto-piaszczystej plaży. Okna i balkon naszego pokoje wychodzą wprost na tę plażę, w dodatku to parter.
-
Wystarczy wyjść na balkon, przełożyć nogi przez barierkę i... już będziemy na plaży - cieszę się.
El Kantaoui - mały, urokliwy port na obrzeżach Sousse, dawnego punickiego Hadrumetum.
Miłe białe domki, niewielkie hoteliki - nasza baza na najbliższe dwa tygodnie.
*** *** ***
Zaczynamy stereotypowo: plaża, przejażdżka po morzu - krótkie chwile miłego leniuchowania, Tylko tyle, żeby się zaaklimatyzować.
Córka sporządziła roboczą mapkę tego, co chcemy zobaczyć... możemy wyruszać na podbój Tunezji!