wscieklyuklad
25.07.15, 19:43
kontratakują.
Abep. Nycz już nie ma ochoty odprawiać mszy za Szanownego Pana Prezydenta Bron-Coma.
Najprawdopodobniej czuje bezwarunkowy lęk przed odorem siarki, jaki buchnąłby z ust w/w w trakcie (eks)-komunikanty.
Trudno byłoby także o błyskawiczną reakcję, gdyby ustępującemu ze stolca spode fraka wypadł nagle ogon, lub też w przypadku zranienia Świętej Dłoni w wyniku otarcia o szatański różek.
Jako, że przykład naśladowania godzien zawsze idzie z wyżyn, więc dzisiejszy solenizant łojciec Krzysztof, połowę 2- min. homilii mszalnej poświęcił na dyskredytację metody in vitro.
Obok błogosławieństwa nowego życia, uważny ten obserwator dostrzegł także cień cmentarza - ten ma pęcznieć w wyniku wylewania zamrożonych dzieci do rynsztoka (to cytat).
Kandydatki do omawianej terapii (średnia wieku ok. 70-tki), wyrazem twarzy wyrażała pełną aprobatę dla treści homilii.
Siedząca obok kilkuletnia dziewczynka, po słowie cytowanym, wtuliła się w ramiona ojca, na kolanach którego siedziała i z mocno przerażonym buziakiem szeptem o coś intensywnie pytała.
Ponieważ od małego byłem uczony przez zwyrodnialców socjalistycznych trudnej sztuki podsłuchacji, udało mi się wyłowić z tłumaczeń (równie dyskretnych głośnością), iż łojciec nie ma na myśli dziewczynki, tylko kogoś zupełnie innego.
W tej sytuacji homilię uznaliśmy z Sorell za niezwykle cenny wkład w życie parafii.
Zdania nie zmieniła nawet wspomniana na innym wątku ulewa, gdyż na szczęście wzięliśmy ze sobą umbrellę.
Aby także być trendy, wypowiedź solenizanta zatytułowaliśmy "Umbrii et orbi".