wscieklyuklad
17.04.16, 13:15
Dobry obyczaj kazał, aby po kolacji
biesiadnicy czas dali miłej konwersacji,
tedy wszyscy siadają wygodnie na sofach.
- Czekam na chwilę taką, chwilę taką kocham,
kiedy pełny żołądek zapomniał o głodzie.
Jakiż temat dziś ruszym? Może być o modzie? -
Sędzia wstępnie zagaja wzorem gospodarza.
- Moda już oklepana, nie warto powtarzać,
jako i o zwyczajach, czy aury kaprysach.
Mogę dzisiaj napomknąć o pięknie cyprysa,
pinii woni lub kolcach lokalnej akacji.
Hrabia wtrąca. - Ach waćpań znowuż nie ma racji -
Telimena przerywa wśród wyraźnych dąsów.
- Dość mam zieleni krzewów i dość róży pąsów!
A choć natura rozmów wdzięcznym jest tematem,
ja lubię o niej prawić jeno późnym latem,
kiedy zboża na polach kosi wprawny żeniec,
a pasterka ze wrzosów żmudnie plecie wieniec.
Teraz jest wczesna wiosna i dopiero pąki
z drzew nieśmiało wystają i szare wciąż łąki.
Szkoda czas trwonić tedy na gadkę o florze.
- Jakież treścią rozważań będą dary Boże? -
Wojski w słowo jej wpada przejęty nadzieją.
- Proponuję o łowach waszmość dobrodziejom!
Na te można wyruszać bez względu na pory.
Jest-li pośród nas tutaj, ktoś nad wyraz skory
do swych przewag wspomnienia, podarunków losu?
Cisza wciąż? Czy doprawdy nikt nie weźmie głosu,
by się chwalić zdobyczą, przywołać nagonkę,
charty, co w ślad za zwierzem przemierzały łąkę,
aby wreszcie do gardła przyskoczyć szarakom?
- Widzę, że się zanosi na rzecz byle jaką -
Podkomorzy się wtrąca - Przecież ledwie w piątek
prawiliśmy o łowach. Może na początek
dyskutujmy o sprawach związanych z rządami?
Kto z acanów podzieli się swemi sądami?
cdn.