sorel.lina
24.12.16, 13:33
Ks. Alfred Marek Wierzbicki
Homilia podczas Mszy świętej na zakończenie kadencji prezesa Trybunału Konstytucyjnego profesora Andrzeja Rzeplińskiego.
Wygłoszone w poniedziałek, 19 grudnia, w kościele oo. dominikanów przy ul. Freta w Warszawie:
Przeżywamy ostatni tydzień Adwentu. Jest on tym okresem liturgicznym, w którym modlitwa dziękczynna łączy się z tęsknotą i oczekiwaniem. Kiedy nadeszła pełnia czasu, jak mówi Pismo, Syn Boży stał się jednym z nas, urodził się jako dziecko żydowskiej matki. Realizm Wcielenia nie przestaje zdumiewać, budzi radość, której nie mogą pomniejszyć dramatyczne okoliczności narodzin Jezusa. Jest On pośród nas i dlatego oczekujemy Jego powtórnego przyjścia, aby zebrał wszystkie dobre owoce ludzkich dziejów. Czas Adwentu to czas poszukiwania pełniejszego sensu naszego życia. To czas nadziei, która nam mówi, że Bóg ocala zagrożone dobro i że warto służyć sprawom, które w oczach małodusznych, wylęknionych lub zdeprawowanych ludzi mogą wydawać się beznadziejne. Czas adwentu to czas oczyszczania naszego myślenia, to czas prostowania dróg dla Boga. (...)
Przychodzimy na dzisiejszą Mszę świętą z uczuciami wdzięczności i szacunku dla Pana Profesora Andrzeja Rzeplińskiego, w dniu w którym kończy on kadencję sędziego i prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Gromadzimy się w kręgu wspólnoty kościelnej, do której Pan Profesor należy. Warto przypomnieć, że jest on kawalerem najwyższego orderu papieskiego dla świeckich, jest członkiem Archikatedralnej Konfraterni Literackiej. Nie sposób w tym miejscu wymienić wszystkich zasług Profesora Andrzeja Rzeplińskiego, jako etyk ograniczę się do wyrazów uznania za jego wieloletnie działania na rzecz zniesienia kary śmierci.
Przychodzimy także z uczuciami niepokoju i troski o Polskę. Gdy odczuwamy głęboką niepewność o trwałość osiągnięć młodej polskiej demokracji, gdy na ulice – tu w Warszawie i w innych miastach naszego kraju – wychodzą w grudniowe mroźne noce i mgliste dni tysiące obywateli protestujących przeciw groźbie autorytaryzmu, nie zapominamy o modlitwie. Bardziej niż kiedykolwiek potrzebne jest nam teraz światło adwentu i uśmiech czułego Boga, czuwającego nad każdymi narodzinami. Nad narodzinami dzieci wszędzie na świecie – „w Aleppo i Łodzi”, jak słyszymy w najnowszej, powstałej kilka dni temu polskiej kolędzie. Nad narodzinami dziecka, będącego owocem zbiorowego obowiązku i zbiorowej troski. Dzieckiem tym jest Ojczyzna – starsza od nas wszystkich i jednocześnie dziecko naszych myśli i czynów.
Nie żyjemy tylko w mroku i nie tylko trwoga nas napełnia. Są powody do dumy z osiągnięć Polaków na przestrzeni ostatnich trzech dekad. Któż mógłby lepiej to wyrazić niż św. Jan Paweł II? Podczas wizyty w polskim parlamencie w 1999 roku powiedział „Ale nam się wydarzyło!”. Wcześniej kiedy trwało jeszcze zmaganie „Solidarności” z komunistyczną władzą, zapewniał, że mówi o nas i mówi za nas, a dziesięć lat po upadku komunizmu już nie mówi za nas, lecz w naszym i swoim imieniu ogłasza: „Ale nam się wydarzyło”. Wydarzyło się nam – bo już mamy parlament wybrany przez naród i zręby demokratycznego ustroju, dzięki któremu możemy realizować naszą wolność w służbie dobru wspólnemu. Jakiż kontrast pomiędzy parlamentem, który odwiedził Jan Paweł II a scenami rozgrywającymi się obecnie w Sejmie. Postawiono tysiące pomników Janowi Pawłowowi II, ale czy wszyscy jego czciciele zrozumieli, co mówił nam o wolności i demokratycznym państwie? (...)
Dostrzegał przełomowe przemiany, ale nie poddawał się iluzji końca historii. Wiedział, ile kosztuje wolność i rozumiał, że nie jest ona darem danym raz na zawsze. Obok radości wyrażał niepokój o kruchość demokracji, dostrzegał groźbę jej autodestrukcji.
Chodzi tu zarówno o etyczny fundament stanowionego prawa, jak i o same warunki, w których możliwe jest – dzięki pluralizmowi instytucji, uwzględniającemu trójpodział władz oraz pluralizmowi opinii – poszukiwanie prawdy i wcielanie jej w sprawiedliwe i odpowiedzialne ustawodawstwo.
Od roku mamy do czynienia nie tylko ze sporem o etyczny sens poszczególnych ustaw, lecz chodzi o sam etos demokracji. To nie jest już spór partyjny, ani spór światopoglądowy. Systematycznie niszczy się instytucje i obyczaje, dzięki którym może toczyć się sam spór. Gdy niszczy się zdolność rozpoznawania prawdy w życiu publicznym, niszczy się etyczną treść demokracji, przeobraża się ona w swe przeciwieństwo.
Siłą demokracji jest respekt dla wartości, ale same deklaracje przywiązania do nich okazują się niewystarczające, aby oddychać powietrzem wolności. Demokracja potrzebuje również autorytetów, obecności ludzi, których odwaga i mądrość sprawdzają się w czasie kryzysu, który nie jest czymś wyjątkowym, lecz raczej zjawiskiem, które zawsze może wystąpić w dramatycznych ze swej istoty dziejach społeczeństw.
Możemy mówić o szczęściu, że w obecnym momencie polskich dziejów mamy Profesora Andrzeja Rzeplińskiego. Zebrani na Eucharystii w kościele ojców dominikanów na ulicy Freta w Warszawie pragniemy wyrazić Panu wdzięczność za pełną godności, determinacji i zarazem gotowości do dialogu, obronę Konstytucji Rzeczypospolitej. Otaczamy Pana naszą modlitwą i najlepszymi życzeniami. Odchodzi Pan z Trybunału Konstytucyjnego, bo każda służba publiczna mieści się w ramach kadencji, ale jest Pan nadal potrzebny Polsce. Ad multos annos! Szczęść Boże!