sorel.lina
25.08.17, 18:27
Oto pisemne zobowiązanie do współpracy „na zasadzie dobrowolności” TW Wolfganga, obecnego ambasadora RP w Niemczech, Andrzeja Przyłębskiego, prywatnie męża pani prezes Trybunału Konstytucyjnego, Julii Przyłębskiej:
„Kierując się patriotycznym obowiązkiem i chcąc przyczynić się w miarę moich możliwości do utrzymania ładu i porządku w PRL i triumfu prawdy, wyrażam zgodę na udzielanie pomocy Służbie Bezpieczeństwa. Fakt ten zachowam w całkowitej tajemnicy. Będę rzetelnie i starannie relacjonował interesujące SB zdarzenia i fakty. Obieram sobie pseudonim Wolfgang” – napisał Przyłębski
A oto co decyzja IPN-u w tej sprawie:
Decyzją z dnia 25.08.2017 r. prokurator Oddziałowego Biura Lustracyjnego IPN w Krakowie uznał, że w sprawie oświadczenia złożonego przez Andrzeja Przyłębskiego nie zachodzi wątpliwość co do jego zgodności z prawdą w rozumieniu art. 52 e ustawy o IPN – KŚZpNP z 18 grudnia 1998 r. (…). Tym samym uznał, że brak podstaw do skierowania tej sprawy do sądu”.
(...)
Prokurator uznał, że w sprawie niniejszej bezspornie doszło do podpisania zobowiązania do współpracy z SB i przyjęcia przez lustrowanego pseudonimu, jednak nie występują łącznie wskazane powyżej przesłanki przesądzające o współpracy” – podało Biuro Lustracyjne IPN. Podkreśliło też, że „o tym, czy dana osoba była współpracownikiem w charakterze tajnego informatora nie decyduje ani fakt, ani forma zarejestrowania jej w ewidencji organu bezpieczeństwa państwa, lecz treść udzielonych tym organom informacji urzeczywistniających współpracę”.
Ciekawe, czy te same kryteria stosuje IPN wobec innych, np. wobec Lecha Wałęsy?
Tymczasem z dokumentów z lat 1979-80 wynika, że TW „Wolfgang” wyraził zgodę na współpracę z SB 9 czerwca 1979 r. w pokoju hotelowym w Koninie. Obecny polski ambasador w Berlinie był zarejestrowany jako TW „Wolfgang” w latach 1979-1980.
Funkcjonariusz SB tak go wówczas scharakteryzował: – „Posiada dobre dotarcie do młodzieży studenckiej z terenu UAM Poznań i cieszy się tam zaufaniem. Może być pomocny w dotarciu do grup antysocjalistycznych w tamtejszym środowisku”. Przyłębski był wtedy studentem filozofii na Wydziale Nauk Politycznych UAM. Był członkiem ZSMP. – „Twierdzi, że ustrój socjalistyczny w Polsce jest jedynym ustrojem, który może zapewnić rozwój naszego kraju” – napisał oficer SB.
Z akt SB jasno wynika, że w trakcie rozmowy werbunkowej w hotelu w Koninie Przyłębski poinformował – jakby na dobry początek – oficera SB, że wśród studentów UAM krążyły biuletyny Polskiego Porozumienia Niepodległościowego.
Powiedział oficerowi SB, że jego zdaniem kuzyn jest „zdecydowanym antykomunistą”. I poinformował, w jaki sposób – przez Berlin Zachodni i Szwecję – wyjechał on do Ameryki. Dodał, że z kartek pocztowych wynika, iż kuzyn mieszka w Nowym Jorku na Manhattanie.
No, ale to wszystko dla prokuratorów IPN-u w tym przypadku nie znaczenia, chodzi przecież o "swojego", o męża sędzi TK, Przyłebskiej!
Ech! Ot, moralność "dobrej zmiany"...