... z motyką na SN. Zapomnieli, że będą tam mieli do czynienia nie z "ciemnym ludem", który łatwo okpić, lecz z wytrawnymi prawnikami, którzy okpić się nie dadzą.
Jest coś kompromitującego dla obecnej ekipy rządzącej w tym, jak przebiega ponoć zaplanowany w każdym calu plan przejęcia Sądu Najwyższego. Ustawę realizującą ten cel napisał najpierw resort Zbigniewa Ziobry, ale tę zawetował rok blisko rok temu prezydent Duda. Następnie jego super eksperci prawnicy napisali własną, ponoć lepszą i skuteczniej realizującą założony z góry cel. Tyle tylko, że dziś, gdy efekty ich pracy weszły już w życie okazuje się, że górą są sędziowie Sądu Najwyższego, a I Prezes tego sądu, prof. Małgorzata Gersdorf pozostaje na swoim stanowisku. Prezydent Duda natomiast boi się wydać akty urzędowe, które ta ustawa przewiduje, gdyż wiązałyby się one z utrwaleniem dowodu jego złamania Konstytucji. Dlatego też w Pałacu Prezydenckim oraz w siedzibie PiS na ul. Nowogrodzkiej trwają gorączkowe próby opracowania planu awaryjnego, by zmienić szefową tej instytucji oraz wprowadzić do Sądu Najwyższego “swoich” sędziów.
Występujący ostatnio często w mediach prezydencki minister Paweł Mucha przekonywał dziś, że wybór nowego I Prezesa Sądu Najwyższego to jedynie kwestia czasu.
– Mam nadzieję, że te procesy będą następowały maksymalnie szybko i prezydent o to też apeluje do KRS, mając świadomość wszystkich trudności, żeby KRS pracowała bardzo szybko. O to też apeluje sędzia Johann, który jest przedstawicielem prezydenta w KRS. Wierzę w to, że KRS podoła – stwierdził Paweł Mucha
Tyle tylko, że wyznaczenie i nominacja następcy prof. Gersdorf może okazać się bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.
(...) prezydent ma dziś dwa wyjścia, oba napotykające na olbrzymie problemy. Jedno to wyznaczenie na mocy ustawy o SN osoby p.o. I prezesa spośród sędziów SN. Tyle tylko, że godna podziwu solidarność sędziów sprawiła, że takiego kandydata po prostu znaleźć nie może, bo wszyscy obecni sędziowie jednoznacznie poparli kadencje prof. Gersdorf do 2020 roku. Pozostaje zatem wyjście drugie – uzupełnienie SN “swoimi” sędziami a następnie wybór nowego I Prezesa. Pierwszy “nabór” na 44 wolne miejsca został już przez Andrzeja Dudę ogłoszony, wkrótce planowany jest jeszcze jeden, na kolejne 27 miejsc, które dadzą takim nominatom większość w 120 osobowym Sądzie Najwyższym.
I choć obsługą naborów na sędziów tej instytucji ma się zająć przejęta już przez PiS Krajowa Rada Sądownictwa, może się zdarzyć tak, że przez wiele długich miesięcy może postępowania nie zakończyć. Środowisko sędziów, skupione m.in. w stowarzyszeniu Sędziów Polskich „Iustitia” poważnie rozważa wariant blokowania tej procedury. Akcja miałaby polegać na masowym udziale sędziów w konkursach, tak aby je przedłużać, a potem zablokować przez składanie odwołań od stanowiska KRS do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Bez uzupełnienia składu SN nowego kierownictwa SN wybrać się nie uda, a blokada może dać czas europejskiemu Trybunałowi Sprawiedliwości do rozstrzygnięcia sprawy prof. Gersdorf oraz na wycofanie się władzy ze skoku na SN. Zresztą, jeśli sędziowie zrealizują ten wariant, to sprawa jej usunięcia ze stanowiska może trafić na europejską wokandę jeszcze szybciej. Sędziowie, biorący udział w naborze mogą bowiem złożyć wnioski o skierowanie przez NSA pytań prawnych do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie KRS lub SN. Wówczas problemy PiS-u tylko się nasilą.
– W razie sięgnięcia po taką metodę i do sędziów, i do opinii publicznej musiałby popłynąć jasny komunikat: nie chodzi o wyścig szczurów na stanowiska w SN, które zwolniły się w trybie niezgodnym z konstytucją. Chodzi o przedłużenie obecnej sytuacji, utrzymywanie swoistego stanu zawieszenia i uchronienie SN przed dwuwładzą – uważa sędzia Waldemar Żurek, były rzecznik KRS.
/crowdmedia/