1agfa
22.01.19, 18:42
izabelaleszczyna.natemat.pl/261611,trzeba-skonczyc-z-bezpodstawnym-oskarzaniem-innych-czyli-historii-skok-ow-cz-1
"Trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych”, czyli historii SKOK-ów cz. 1.
"..."Trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych” - powiedział Ojciec Wiśniewski. Żeby ten apel nie stał się tylko rozpaczliwym wołaniem w średniowiecznych murach Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, trzeba bronić dobrego imienia instytucji i ludzi, którzy dla doraźnych celów politycznych są oskarżani o najgorsze rzeczy. Dlatego przecież byliśmy pod sądami, dlatego też stanęliśmy w obronie zatrzymanych pracowników KNF.
Dobrze, gdy każdy mówi o tym, na czym choć trochę się zna, więc ja zostanę przy Komisji Nadzoru Finansowego.
Często powtarzany kłamliwy zarzut wobec KNF pod przewodnictwem A. Jakubiaka jest taki: KNF odpowiada za złą sytuację w sektorze, bo skoki zaczęły upadać, gdy KNF objęła je nadzorem. Ten kłamliwy zarzut stał się usprawiedliwieniem dla ataku na dobre imię Andrzeja Jakubiaka, Wojciecha Kwaśniaka i ich współpracowników.
A kto naprawdę odpowiada za fatalną sytuację sektora, szereg upadłości spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych i konieczność wypłacenia oszukanym Polakom niemal 5 mld zł z BFG, czyli z sektora finansów publicznych?
Gdy SKOK-i powstawały w latach 90., były jak kasy zapomogowo-pożyczkowe, które starsi czytelnicy doskonale pamiętają. Ot, taki pomysł na to, żeby w Polsce po bankructwie PRL, a w ślad za tym upadku większości przedsiębiorstw, obywatele mogli korzystać z wielowiekowej zdobyczy cywilizacyjnej, jaką jest zinstytucjonalizowane pożyczanie sobie pieniędzy. To były dobre złego początki. I dopóki kasy były, zgodnie z ich fundamentalnym założeniem, dedykowane jednemu zakładowi pracy, czy grupie ludzi znających się wzajemnie, dopóki aktywa kas były niewielkie, a relacje opierały się na zaufaniu pomiędzy członkami, mogły sobie funkcjonować poza nadzorem państwowym, bo były bardziej spółdzielniami, niż instytucjami finansowymi.
Ale sektor rozwijał się tak szybko, że w roku 2000 wartość depozytów złożonych w kasach wynosiła 995 mln zł, żeby w roku 2008 przekroczyć kwotę 8,6 mld zł! Prawie 9 mld zł w instytucjach, które zbierają pieniądze od jednych ludzi, żeby pożyczać je innym! Państwo, które ma obowiązek chronić pieniądze swoich obywateli i nie chce być z tektury, musiało wprowadzić nadzór! To dlatego dwa lata wcześniej, w 2006 roku, Platforma Obywatelska uznała, że pozostawienie kas poza nadzorem państwa staje się niebezpieczne dla członków kas, którzy lokowali w nich swoje oszczędności.
Czy to było działanie przeciwko komukolwiek? Nie, gdyby wtedy PiS przyjął poprawkę Platformy Obywatelskiej do ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym, nie mielibyśmy tylu ludzkich dramatów w sektorze SKOK, a afery Amber Gold mogło nie być w ogóle. ..."
(pogrubienie ostatniego akapitu moje)