Ruiny...
Miało być o tureckiej, wakacyjnej eskapadzie. Miało być o Efezie, Pergamonie i Troi. Miało być o Asklepionie - pierwszym sanatorium.
I znów miało być o Stambule, Bursie i Pamukale.
Dziedzictwo ludzkości - nasze korzenie jak to już we wstępnym wątku sprzed tygodni określiła Sorell.
I zdać by się mogło, że starożytne ruiny staną się źródłem nie tylko turystycznych, ale i filozoficznych wynurzeń.
Kolumny dumnie sterczące ku niebu. Nadgryzione zębem czasu. Mury i brukowane uliczki. Agory i Biblioteki.
Szczęk oręża unoszący się nad bitewnym polem.
Katapulty miotające głazami w szeregi atakujących wojów.
Koń, który w swym brzuchu przyniósł podstępną śmierć przedwczesnym triumfatorom...
Resztki kanalizacyjnych rur pozwalających utrzymać miejsca w czystości.
Basen, który ponoć sam Cezar ofiarował Kleopatrze...
Jęk chorych w zbiorowych salach dozorowanych przez Galena...
I obelisk stambulskiego hipodromu - miejsce akrobatycznych popisów janczarów...
I Topkapi z kamieniem, na którym kat czynił swą powinność...
Vis a vis sułtańskiego Haremu...
Jęk umierania zmieszany ze spazmami rozkoszy...
Zderzały się pośrodku alejki - po drugiej stronie muru kuchnia szykująca potrawy dla kilku tysięcy mieszkańców pałacu.
I wreszcie starożytne teatry - tych zwiedziliśmy kilka.
I dziś pną się półkolem zachowawszy idealną akustykę. Próbowaliśmy wierszy i pieśni zachwycając się talentem budowniczych...
Niektóre zachowane w stanie prawie pierwotnym...
Inne mozolnie odrestaurowane przez bliskich omdlenia robotników skąpanych w promieniach niemiłosiernie palącego słońca...
Łyk wody mineralnej przywraca zapał odkrywcy...
Chłoniesz łapczywie kolejne obrazy...
Już po naszym powrocie ta cywilizowana Turcja - kolebka "naszości", napadła na Kurdów.
Dom obrócony w perzynę...
Metalowa krata - pogięta siłą wybuchu, wystająca spod sterty gruzów.
Gdyby zamknąć ów obraz w ramie eliminującej budynki w tle, przesłonić wspomniane pręty i na chwilę nie baczyć na ludzi, poczulibyśmy się może jak w kolejnej starożytnej ruinie...
Palące płomienie słońca...
Łyk wody wzmacniający ostrość spojrzenia...
Współczesny odeon...
Drzwi - pewnie z plastiku, z wyciętym "scenicznym" otworem, za którym skryli się lalkarze...
I grupka dzieci wsłuchanych w historię kukiełek...
Nie ma tu odeonu...
Głos aktorów nie pnie się po coraz to wyższych siedziskach...
Donośniej słychać odgłos bomb zrzucanych na kolejne dzielnice...
Może to jedyny spektakl tych dzieci...
Może spektakl ostatni...
Ruiny?
Czy barbarzyńcy są w stanie unicestwić kulturę?
Czy wandale potrafią zabić w napadniętych tęsknotę za normalnością i umiłowanie piękna?
Czy mają szansę stłamsić ciekawość życia?
Patrząc na fotografię w tym poście mimo wszystko uśmiecham się do swych myśli...
Korzenie...
Nasze i czyjekolwiek zawsze zapuszczone są w niezbywalnych wartościach cywilizacji...
Dziś te właśnie ruiny i ten teatr są Asklepionem tych dzieci...
A aktorzy są Galenem ich udręczonych dusz...