Dodaj do ulubionych

o Warszawiakach :-((( smutne

12.08.03, 09:28
kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1129168&KAT=239
i wszystko jest jasne.....
Obserwuj wątek
    • wonsz Dawno, dawno temu... 12.08.03, 10:33
      Szukalem w Warszawie ulicy Pieknej. Wiedzialem, ze jestem juz blisko, ale mapy
      nie mialem i postanowilem zassssiegnac jezyka. Na dzwadziescia kilka
      zapytanych osob zadna nie wiedziala, wszyscy odpowiadali, ze "ja
      przyjezdny/a". Do tej pory zastanawiam sie, czy mialem takiego pecha czy
      faktycznie warszawiak to w Warszawie unikat. Ostatecznie bladzac trafilem do
      celu, ale zastanawia mnie to do dzisiaj...

      K.
      • ja_nek Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 11:10
        wonsz napisał:

        > Szukalem w Warszawie ulicy Pieknej. Wiedzialem, ze jestem juz blisko, ale
        mapy
        > nie mialem i postanowilem zassssiegnac jezyka. Na dzwadziescia kilka
        > zapytanych osob zadna nie wiedziala, wszyscy odpowiadali, ze "ja
        > przyjezdny/a". Do tej pory zastanawiam sie, czy mialem takiego pecha czy
        > faktycznie warszawiak to w Warszawie unikat. Ostatecznie bladzac trafilem do
        > celu, ale zastanawia mnie to do dzisiaj...

        Jako Warszawiak powiem, że problem z ulicą Piękną bierze się z tego, że jest to
        ulica "łamana". Przed wojną szła ukośnie w stosunku do dzisiejszego Placu
        Konstytuacji, teraz już prostopadle. Owocuje to tym, że nagle się kończy i
        zaczyna dalej, ale nie na tej samej "wysokości".
        Potwierdza to położenie jednej ze starych kamienic, która również stoi ukośnie,
        zale zostałą schowana za socjalistycznym budownictwem.
        Podobny problem jest z Koszykową

        Pozdrawiam
        janek
        • wonsz Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 11:14
          ja_nek napisał:

          > Jako Warszawiak powiem, że problem z ulicą Piękną bierze się z tego, że jest
          > to
          >
          > ulica "łamana".

          Wlasnie dlatego mialem klopoty z nawigacja! :)

          Ale Ty wiesz, a tamto stado nawet nie zastanawialo sie nad odpowiedzia. Oni
          wszyscy byli przejazdem.

          K.
          • gal_ja Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 11:31
            wonsz napisał:

            > Ale Ty wiesz, a tamto stado nawet nie zastanawialo sie nad odpowiedzia. Oni
            > wszyscy byli przejazdem.

            "Bycie przejazdem" albo "nie stąd" to najczęstsza forma zbycia natrętnego
            jegomościa z prowincji, który zawraca głowę spieszącemu się obywatelowi miasta
            stołecznego. :)

            W większości krajów mieszkańcy stolicy uważani są przez resztę za niezbyt
            sympatycznych i co najmniej aroganckich ludzi. Widocznie tak być musi.:))

            Kiedyś mijałem na ulicy (w Warszawie) grupkę młodzieży idącą z przeciwka,
            kiedy byli na mojej wysokości doleciało do mnie pytanie jednego z nich do
            koleżanki; "Ale to było w Warszawie, czy w Polsce???"

            :)))))))

            Może tu jest jedno ze żródeł niechęci do Warszawiaków...


            Pzdr.
            Gal



            • malen_a Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 12:15
              a mnie sie wydaje, ze tak nie reaguja normalni warszawiacy, a ludzie, ktorzy tu
              przyjechali z mniejszego miasta z wielkimi kompleksami i teraz sobie "odbijaja"
              probujac swoje kompleksy przeniesc na innych spoza
                • malen_a Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 12:53
                  gal_ja napisał:

                  > To całkiem możliwe ale trudne do udowodnienia:). Należałoby jednak
                  zdefiniować
                  > najpierw "normalnego Warszawiaka". Masz jakąś propozycję?
                  >
                  > Pzdr.
                  > Gal
                  -------------------------------
                  no nie za bardzo, daleka jestem od tworzenia jakich kolwiek definicji; trudno
                  jest uchwycic ta granice, bo nie mozna przeciez mowic o "pokoleniowym
                  pochodzeniu" lub "uwarszawieniu przez zasiedzenie" :-))
                  • gal_ja Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 13:09
                    malen_a napisała:


                    > no nie za bardzo, daleka jestem od tworzenia jakich kolwiek definicji;
                    trudno
                    > jest uchwycic ta granice, bo nie mozna przeciez mowic o "pokoleniowym
                    > pochodzeniu" lub "uwarszawieniu przez zasiedzenie" :-))

                    Mniej więcej o to mi chodziło:)
                    Warszawiakiem jest określany każdy, kto w tym mieście mieszka - od dwóch lat
                    lub piętnastu pokoleń.

                    W tym artykule od którego zaczęłaś wątek, przewijają się opinie, które
                    funkcjonują "w Polsce" z jakiegoś powodu. Czy jest to skutkiem
                    prowincjonalnych kompleksów mieszkańców reszty kraju? Prawdę mówiąc wątpię.
                    Jak każdy stereotyp, tak i obraz standardowego Warszawiaka opiera się
                    przynajmniej w części na własnych obserwacjach i doświadczeniach ludzi
                    z "prowincji", a jakie one są - można było przeczytać.

                    Pzdr.
                    Gal
            • wonsz Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 12:19
              gal_ja napisał:

              > "Bycie przejazdem" albo "nie stąd" to najczęstsza forma zbycia natrętnego
              > jegomościa z prowincji, który zawraca głowę spieszącemu się obywatelowi
              miasta
              > stołecznego. :)

              Tak? U mnie na prowincji mowia, ze w Warszawie wszyscy jezdza Lanciami. :)

              Oni nie wygladali na mieszkancow jakiegokolwiek miasta...

              K.
              • gal_ja Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 12:51
                wonsz napisał:

                >
                > Tak? U mnie na prowincji mowia, ze w Warszawie wszyscy jezdza Lanciami. :)

                Nie wszyscy. Tylko od ciecia w górę.:)

                >
                > Oni nie wygladali na mieszkancow jakiegokolwiek miasta...
                >

                Nie szata zdobi człowieka:) Pozory mylą:)
                To Ty na Dworcu Centralnym się o drogę pytałeś?

                Gal
                • wonsz Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 12:58
                  gal_ja napisał:

                  >> Nie szata zdobi człowieka:) Pozory mylą:)

                  Ja nie po szacie sadze. Ja nie sadze. Takie tylko odnioslem wrazenie.

                  > To Ty na Dworcu Centralnym się o drogę pytałeś?

                  Nie, z tego cudnego budynku pryskam tak szybko jak mozliwe. Stalem na Pieknej,
                  niedaleko siedziby centertela, ktorej szukalem. I tam pytalem. Zniechecony
                  brakiem rezultatow zrobilem maly rekonesans i okazalo sie, ze jestem na
                  miejscu :)

                  K.
                  • gal_ja Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 13:19
                    wonsz napisał:



                    > Nie, z tego cudnego budynku pryskam tak szybko jak mozliwe. Stalem na
                    Pieknej,
                    > niedaleko siedziby centertela, ktorej szukalem. I tam pytalem. Zniechecony
                    > brakiem rezultatow zrobilem maly rekonesans i okazalo sie, ze jestem na
                    > miejscu :)

                    Można to więc tłumaczyć tylko wyjątkowym pechem - centrum Warszawy... i
                    żadnego Warszawiaka w pobliżu:). Rachunek prawdopodobieństwa powinien się
                    spalić ze wstydu:)

                    Gal

                    • wo_bi Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 14:00
                      gal_ja napisał:

                      > Można to więc tłumaczyć tylko wyjątkowym pechem - centrum Warszawy... i
                      > żadnego Warszawiaka w pobliżu:). Rachunek prawdopodobieństwa powinien się
                      > spalić ze wstydu:)
                      >
                      > Gal
                      -----------------------------------
                      A ja wychodze z zalozenia, ze juz nie ma prawdziwych warszawiakow... dawno
                      wygineli. Teraz sa tylko "warszawiacy".

                      byly "warszawiak" ;)
                        • wo_bi Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 14:09
                          gal_ja napisał:

                          > To coś tak jak z Cyganami; "Dziś prawdziwych..."
                          > ;)))
                          >
                          > Pzdr.
                          > Gal
                          Cos w tym stylu.

                          Jestem "warszawiakiem" z trzeciego pokolenia. Hmm mieszkajacym teraz w bliskiej okolicy... Ale w miescie tez dzialajacym na wyobraznie... ;) I czesto zastanawiam sie, co powiedziec: mieszkam w warszawie czy pruszkowie? Za jedno i drugie moge oberwac ;)
                          • gal_ja Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 14:19
                            wo_bi napisał:

                            >
                            > Jestem "warszawiakiem" z trzeciego pokolenia. Hmm mieszkajacym teraz w
                            bliskiej
                            > okolicy... Ale w miescie tez dzialajacym na wyobraznie... ;) I czesto
                            zastanaw
                            > iam sie, co powiedziec: mieszkam w warszawie czy pruszkowie? Za jedno i
                            drugie
                            > moge oberwac ;)

                            :)))

                            Musisz przyjąć "elastyczne" podejście do tego tematu i stosować wersję
                            odpowiednią do rozmówcy - Jak "łysy" to rzucić mimochodem "Bo u nas w
                            Pruszkowie...":)
                            hmm, choć on może być z Wołomina i wtedy krewa...
                            Nie masz dobrego rozwiązania. Jedyne wyjście - przeprowadzić się do Krakowa:)

                            Pzdr.
                            Gal

                            Pzdr.
                            Gal
                            • wo_bi Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 14:30
                              gal_ja napisał:

                              > :)))
                              >
                              > Musisz przyjąć "elastyczne" podejście do tego tematu i stosować wersję
                              > odpowiednią do rozmówcy - Jak "łysy" to rzucić mimochodem "Bo u nas w
                              > Pruszkowie...":)
                              > hmm, choć on może być z Wołomina i wtedy krewa...
                              > Nie masz dobrego rozwiązania. Jedyne wyjście - przeprowadzić się do Krakowa:)
                              >
                              > Pzdr.
                              > Gal
                              ---------------------
                              Znam takich co "elastyczne" rozwiazania stosowali. Ja na szczescie ta wycieczke ominalem. Nio i takim lysym nie spodobalo sie, rzucone mimochodem "u nas w pruszkowa...". Znajomi dokladnie poznali uklad budynku pogotowia w Zakopanem oraz caly personel medyczny. ;) W koncu, po skopaniu pruszkowiaka, w oczach znajomych zyskuje sie pare punktow wiecej.

                              A co do Krakowa, mnie raczej ciagnie do Gdanska. Jesli moglbym wybierac,to tam chcialbym na dobre zapuscic korzenie. ;)
                              • gal_ja Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 14:48
                                wo_bi napisał:

                                > Znam takich co "elastyczne" rozwiazania stosowali. Ja na szczescie ta
                                wycieczke
                                > ominalem. Nio i takim lysym nie spodobalo sie, rzucone mimochodem "u nas w
                                pru
                                > szkowa...". Znajomi dokladnie poznali uklad budynku pogotowia w Zakopanem
                                oraz
                                > caly personel medyczny. ;) W koncu, po skopaniu pruszkowiaka, w oczach
                                znajomyc
                                > h zyskuje sie pare punktow wiecej.

                                Z łysymi generalnie człowiek ostrożny być powinien. Znajomość geografii nie
                                jest ich mocną stroną i Pruszków, Warszawa... eech, co za różnica - "wp****ol
                                zawsze dać można".:))

                                >
                                > A co do Krakowa, mnie raczej ciagnie do Gdanska. Jesli moglbym wybierac,to
                                tam
                                > chcialbym na dobre zapuscic korzenie. ;)

                                Miód na serce moje lejesz:), bo ja, choć na zesłaniu w Warszawie od lat, to z
                                Gdańska pochodzę i chętnie bym tam wrócił:)

                                Pzdr.
                                Gal
                                • betty-bt Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 14:54
                                  gal_ja napisał:


                                  > > A co do Krakowa, mnie raczej ciagnie do Gdanska. Jesli moglbym wybierac,to
                                  >
                                  > tam
                                  > > chcialbym na dobre zapuscic korzenie. ;)
                                  >
                                  > Miód na serce moje lejesz:), bo ja, choć na zesłaniu w Warszawie od lat, to z
                                  > Gdańska pochodzę i chętnie bym tam wrócił:)
                                  >

                                  chodzcie wszyscy do gdanska! to i ja wroce :(

                                • wo_bi Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 17:22
                                  gal_ja napisał:

                                  > Miód na serce moje lejesz:), bo ja, choć na zesłaniu w Warszawie od lat, to
                                  z
                                  > Gdańska pochodzę i chętnie bym tam wrócił:)
                                  >
                                  > Pzdr.
                                  > Gal
                                  ------------------------------------
                                  no baaa w koncu to jedno z najpiekniejszych miast w Polsce :)
        • lolyta Re: Dawno, dawno temu... 12.08.03, 15:42
          Jako nie-warszawianka powiem, ze to nie byl problem z ulica Piekna, ja sie
          spotkalam z takim samym podejsciem kiedy jako nastolatka pojechalam do Warszawy
          obejrzec "Arsenal" i chcialam jeszcze zajrzec co w Zachecie - wiedzialam ze jak
          bede szla dlugo i prosto to dojde, ale ze ja sie wszedzie gubie to kolega z
          ktorym szlam mi nie wierzyl i kazdego napotkanego przechodnia pytal, czy ta
          ulica dojdziemy do Zachety - no chyba to jest jednak dosc charakterystyczne
          miejsce w stolicy i ktos to powinien wiedziec, a tu kazdy, nawet nie
          zatrzymujac sie, odpowiadal "nie wiem" i pedzil dalej. Zdumiewajace. niemozliwe
          ze to byli sami turysci, bo to byl wrzesien, niemozliwe, ze wszyscy mieli
          chandre, bo dzien przecudny, cos takiego spotkalo mnie tylko w Warszawie. Innym
          razem szukalam wlasnie Pieknej, to znaczy z mapy wiedzialam ze ona blisko
          centrum i w najwyzej 25 minut dojde piechota, tez jakos nikt nie wiedzial gdzie
          to, jeden zapytany taksowkarz w okolicach Palacu Kultury byl mnie gotow tam
          podwiezc za jedyne 35 zlotych. Ja jakos nigdy nic personalnie do zadnego
          Warszawiaka nie mialam, no ale kurcze mam wrazenie ze mieszkancy -
          niekoniecznie wszyscy - tego miasta jednak sobie zapracowuja na taka opinie,
          jaka Warszawiacy maja.
          • anahella Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 16:03
            Powiem tak: ilekroc ktos mnie pyta o droge a ja moge pomoc
            to pomagam. Jak nie wiem to mowie "nie wiem", jak wiem to
            pokazuje droge. Wydaje mi sie

            Co do Zachety. No niestety lud tu prosty i po wystawach
            sie nie wloczy:> Pewnie wielu Warszawiakow nie wie co to
            Zacheta a nieliczni kojarza to z miejscem zabojstwa
            jakiegos prezydenta. Tak samo jakbys spytala o Muzeum
            Niepodleglosci (dawne Muzeum Lenina). Ciekawa jestem czy
            ktos z tu obecnych wie?

            Ale chyba jednak cos w tym jest. Ja mam taka manie, ze nie
            pojade do obcego miasta bez planu. Uwazam ze nie wypada
            zaczepiac ludzi na ulicy, i chyba stad takie podejscie u
            nas: "zaczepia mnie, moze chce mi cos sprzedac albo
            okrasc?"
            • lolyta Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 16:07
              Ja tez zazwyczaj plan mam, ale ja jestem wyjatkowy antytalent w znajdowaniu
              drogi. W czwartej klasie liceum, jesli byla mgla, potrafilam zabladzic po
              drodze do szkoly. I jakos ile razy jestem zmuszona skonfrontowac moje
              wyobrazenia o obranej drodze z rzeczywistoscia, spotykam sie ze albo mi ktos
              droge pokaze, albo - z inicjatywy zapytanego - zostane odprowadzona p[rzez
              niego na miejsce czy odwieziona samochodem. Ale to jest zawsze w innych
              miastach.
              • anahella Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 16:14
                lolyta napisała:

                > albo - z inicjatywy zapytanego - zostane odprowadzona p[rzez
                > niego na miejsce czy odwieziona samochodem. Ale to jest zawsze w innych
                > miastach.

                Widzisz, a ja ma opory w zaczepianiu ludzi. Nie lubie
                przeszkadzac, oni maja swoje sprawy, gdzies sie spiesza.
                Wiec stad zapewne ten warszawski chlod
                • lolyta Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 16:33
                  Widzisz, ja nie kazdego zaczepiam. Sa ludzie, na ktorych popatrzysz i wiesz, ze
                  sie odniosa z zyczliwoscia. sa tacy, do ktorych nawet nie bede probowac
                  podchodzic, chyba ze sytuacja jest naprawde ekstremalna, typu jestem sama na
                  przejsciu granicznym w srodku Europy o 11 wieczorem. Zreszta sama jestem czesto
                  zaczepiana, pytana o droge, wtedy jesli ja znam i mam chwile czasu to wole
                  delikwenta podprowadzic albo wsadzic we wlasciwy srodek komunikacji bo z
                  wytlumaczeniem kierunku mialabym klopoty. Zdarza mi sie - co lepsze - ze w
                  jakims obcym miejscu jestem pytana, czy sie nie zgubilam (i na ogol to prawda,
                  jakos to po mnie widac), w czasach nastoletnich i studenckich nawiazalam wiele
                  znajomosci w ten sposob, ktore zaowocowaly pisywaniem do siebie kartek itp. No
                  moze jest tak ze okreslony rodzaj ludzi, ktory wzajemnie wyczuwa swoich
                  przedstawicieli, dopuszcza takie zachowania i uwaza za normalne w obie strony
                  (czyli pytac i byc pytanym), a w Warszawie, no coz, wszyscy sa zabiegani i ten
                  gatunek ludzi jest na wymarciu.
              • wo_bi Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 17:30
                lolyta napisała:
                W czwartej klasie liceum, jesli byla mgla, potrafilam zabladzic po
                > drodze do szkoly.
                --------------------------
                Przepraszam za moja uszczypliwosc, ale musialem. Rozumiem, ze rzadko
                pojawialas sie w szkole, skoro mialas problemy z trafieniem do niej w czasie
                mgly. ;)
            • raszefka Zawsze mam plan ze sobą 12.08.03, 16:19
              A obawa przed warszawiakami kilka lat temu kazała mi uczyć się drogi po mieście
              na pamięć w czasie 2 godzin podróży do stolycy. Wstydziłam się rozłożyć plan na
              ulicy :))))


              Mniej na temat, bo o małym prowincjonalnym miasteczku: kiedy przyjezdny wujek
              pytał o drogę do mojego domu, to połowa ludzi w tramwaju twierdziła, że ulicy,
              na której mieszkam - nie ma, a druga połowa, że nie ma tam bloków!
            • gal_ja Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 16:19
              anahella napisała:

              > i chyba stad takie podejscie u
              > nas: "zaczepia mnie, moze chce mi cos sprzedac albo
              > okrasc?"


              I o to chyba tu chodzi - o podejście do ludzi:)
              Przy całej świadomości, że świat nie składa się wyłącznie z naszych
              przyjaciół, czy nie lepiej zakładać, że człowiek który zwraca się do nas z
              prośbą, nie jest naszym wrogiem?

              Pzdr.
              Gal
              • anahella Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 16:29
                gal_ja napisał:

                > anahella napisała:
                >
                > > i chyba stad takie podejscie u
                > > nas: "zaczepia mnie, moze chce mi cos sprzedac albo
                > > okrasc?"
                >
                >
                > I o to chyba tu chodzi - o podejście do ludzi:)
                > Przy całej świadomości, że świat nie składa się wyłącznie z naszych
                > przyjaciół, czy nie lepiej zakładać, że człowiek który zwraca się do nas z
                > prośbą, nie jest naszym wrogiem?


                Ja tak zakladam:) Ale uwierz mi: bylam wielokrotnie
                okradziona, nagabywana i zaczepiana w sposob niemily.
                Warszawa to straszna zbieranina, z czego kupe tu swirow,
                bandytow i lobuzow. To plus moje zalozneie ze swiat sklada
                sie tylko z ludzi zyczliwych pewnie dalo taki efekt, ze co
                jakis czas moj portfel ladowal w cudzej kieszeni:(
                • lolyta Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 16:36
                  anahella napisała:

                  To plus moje zalozneie ze swiat sklada
                  > sie tylko z ludzi zyczliwych pewnie dalo taki efekt, ze co
                  > jakis czas moj portfel ladowal w cudzej kieszeni:(
                  >

                  Hm, ja kilka razy w zyciu zgubilam portfel. Zawsze ktos mi go przynosil do domu
                  lub do szkoly zanim sie zorientowalam ze go zgubilam. Z jednym wyjatkiem, kiedy
                  faktycznie zostalam okradziona, W Warszawie. (nie wiem, czy przez Warszawiaka
                  czy przyjezdnego).
                  • anahella Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 17:42
                    lolyta napisała:


                    > faktycznie zostalam okradziona, W Warszawie. (nie wiem, czy przez Warszawiaka
                    > czy przyjezdnego).

                    I sama widzisz. Teraz nie co sie dziwic ze ludzie nie
                    lubia jak obcy zaczepia.

                    Wielokrotnie bylam okradziona, naciagnieta itp. jednak
                    wiele razy zdarzylo mi sie zostawic portfel na biurku w
                    pracy. Zawsze sprzataczka chowala mi do szuflady
                    zostawiajac o tym dyskretna informacje. Wiec nie wiem jak
                    to jest. Moze po prostu u nas jest tego wiecej bo mamy 2
                    miliony mieszkancow, ludzie sa ciut bogatsi a to - wiadomo
                    przyciaga zlodziei?
                    • lolyta Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 17:55
                      anahella napisała:

                      > lolyta napisała:
                      >
                      >
                      > > faktycznie zostalam okradziona, W Warszawie. (nie wiem, czy przez Warszawi
                      > aka
                      > > czy przyjezdnego).
                      >
                      > I sama widzisz. Teraz nie co sie dziwic ze ludzie nie
                      > lubia jak obcy zaczepia.

                      To nie bylo <<teraz>. To bylo jakies 17-18 lat temu, kiedy jeszcze Warszawa nie
                      byla kojarzona z takim bogactwem bo wszyscy mieli mniej wiecej "po rowno". I
                      nikogo nie zaczepialam - zniknela mi kurtka od ktorej na moment odwrocilam
                      oczy.
                • gal_ja Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 17:22
                  anahella napisała:

                  >
                  > Ja tak zakladam:) Ale uwierz mi: bylam wielokrotnie
                  > okradziona, nagabywana i zaczepiana w sposob niemily.
                  > Warszawa to straszna zbieranina, z czego kupe tu swirow,
                  > bandytow i lobuzow. To plus moje zalozneie ze swiat sklada
                  > sie tylko z ludzi zyczliwych pewnie dalo taki efekt, ze co
                  > jakis czas moj portfel ladowal w cudzej kieszeni:(
                  >

                  Niedawno gdzieś (skleroza) czytałem o "upadku zaufania społecznego" w Polsce i
                  o konsekwencjach jakie to rodzi. Ludzie czują się zagrożeni, oszukiwani,
                  bronią się więc nieufnością. Może zagrożenia największe są w Warszawie, więc i
                  lęki najsilniejsze? Tylko, że później życie wśród tak nieufnych ludzi staje
                  się niezbyt przyjemne.

                  Całe licealno-studenckie czasy podróżowałem autostopem. W Polsce i po całej
                  Europie. Na wylocie autostrady z Berlina Zachodniego do Hannoweru, w miejscu w
                  którym autostopowicze się zbierali, była tablica wystawiona bodajże przez
                  Policję berlińską z napisem w stylu "POLICJA OSTRZEGA! Podróżowanie autostopem
                  jest przygodą, sposobem na poznanie świata i ludzi ble,ble,ble .... niemniej
                  Policja ostrzega, że nie wszyscy kierowcy zabierający autostopowiczów mają
                  wobec nich uczciwe zamiary...ble,ble,ble" pod tym tekstem były wypisane po
                  kolei lata i przy każdym roku piktogramy "ludzików" odpowiadające liczbie
                  autostopowiczów zamordowanych w danym roku przez podwożących. Bieżący rok był
                  opatrzony znakiem zapytania. Nie przepadałem za tą tablicą... Któregoś roku,
                  na dole tablicy (pod piktogramami) zauważyłem dopisek flamastrem "WIR LEBEN
                  NOCH..." :))))
                  Dotąd mam gdzieś zdjęcie pod tą tablicą "z dopiskiem" i staram się na codzień
                  nie zapominać życiowego optymizmu tej osoby.


                  Nie jestem kruchą kobietą (wręcz przeciwnie:)), więc nie obawiam się raczej,
                  że ktoś mi wyrwie torebkę na ulicy, co wpływa niewątpliwie na mój punkt
                  widzenia;) ale myślę, że przesadzamy nieco z lękiem przed zagrożeniami jakie
                  ten świat niesie w codziennych kontaktach z ludźmi. Zwłaszcza w Warszawie:)

                  Pzdr.
                  Gal
                  • anahella Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 17:49
                    gal_ja napisał:

                    > Któregoś roku, na dole tablicy (pod piktogramami)
                    > zauważyłem dopisek flamastrem "WIR LEBEN
                    > NOCH..." :))))

                    a co to znaczy?

                    > ale myślę, że przesadzamy nieco z lękiem przed
                    > zagrożeniami jakie
                    > ten świat niesie w codziennych kontaktach z ludźmi.
                    > Zwłaszcza w Warszawie:)

                    Nie chce robic z siebie osoby chorej na zlodziejofobie, bo
                    oczywiscie taka nie jestem. Ja tylko chce udowodnic, ze tu
                    jest bandyteria i ludzie sie boja. No niestety tak jest.
                    Im wieksze miasto tym wieksza przestepczosc. Do tego zanik
                    zwiazkow miedzyludzkich i masz to co masz. Podobnie jest w
                    Paryzu czy Lyonie. Tam tez nikt nic nie wiem, kazdy sie
                    boi. Po prostu uroki zycia w metropolii.
                    • lolyta Re: Czerwieniac sie za wszystkich Warszawiakow 12.08.03, 18:15
                      anahella napisała:

                      > Im wieksze miasto tym wieksza przestepczosc. Do tego zanik
                      > zwiazkow miedzyludzkich i masz to co masz. Podobnie jest w
                      > Paryzu czy Lyonie. Tam tez nikt nic nie wiem, kazdy sie
                      > boi. Po prostu uroki zycia w metropolii.

                      No wlasnie nie do konca, znaczy pewnie z przestepczoscia jako taka to prawda,
                      ale w innych metropoliach - Londyn, Nowy Jork, Wieden, Praga, berlin, Monachium
                      - ludzie sa bardziej interaktywni, niejeden raz wyprawa do miasta (samotna lub
                      w dwu-trzy osobowym towarzystwie) konczyla sie dla mnie jakas nowa znajomoscia,
                      nieraz zdarzylo mi sie nocowac u nowo poznanej na ulicy osoby, samej tez mi sie
                      zdarzylo komus noclegu udzielic, nikt nikogo nie usilowal gwalcic ani okradac,
                      no ludzie nie dajmy sie zwariowac ze wszyscy tylko patrza jak tu komus dokopac.
                      No chyba ze tak jest wlasnie w Warszawie, ale mam nadzieje, ze mimo wszystko
                      nie jest tam az tak zle - w koncu jakby nie bylo jest to jakas wizytowka
                      naszego kraju.
          • summa Jeszcze a propos pytania o drogę 12.08.03, 18:50
            W Warszawie często bywałam w latach 80-tych (służbowo lub towarzysko) i zawsze
            wpadałam do centrum na zakupy - jak wiadomo w owych czasach różnica w
            zaopatrzeniu między stolicą a prowincją była dość spora. I notorycznie nie
            mozna się było nikogo dopytac o drogę, ale wtedy chyba w centrum dominowali
            przyjezdni, zwłaszcza przed południem - tacy delegacyjni lub "zaopatrzeniowi".
            Ja po jakims czasie opanowałam topografię, ale często i mnie ktoś zahaczał z
            pytaniem o drogę :)
            • ja_nek Re: Jeszcze a propos pytania o drogę 12.08.03, 22:49
              Jako mieszkający w Warszawie notorycznie jestem nagabywany: "niech pan da 5
              złotych na paliwo, skończyła się właśnie benzyna, nie mam jak dojechać do
              domu" albo "potrezbuję 6 zł na bilet do......" albo "pożycz 2 złote na piwo".

              Czasem rzeczywiście śpieszę się i pytającemu o drogę mówię "nie wiem". Ale też
              jest to duże miasto i nie wszystko potrafię wytłumaczyć.

              Pozdrawiam
              janek
    • malen_a Re: o Warszawiakach :-((( smutne 14.08.03, 10:49
      pomna Waszych przykrych doswiadczen z Warszawiakami dzis na pytanie "jak
      dojechac do dworca zachodniego" pojechalam z dziewczyna kilka przystankow
      autobusem a potem wsadzilam do nastepnego autobusu i pomachalam lapka na
      pozegnanie :-))) chyba juz nikt ni nie zarzuci, ze nie pomagam
      • gal_ja Re: o Warszawiakach :-((( smutne 14.08.03, 11:28
        malen_a napisała:

        > pomna Waszych przykrych doswiadczen z Warszawiakami dzis na pytanie "jak
        > dojechac do dworca zachodniego" pojechalam z dziewczyna kilka przystankow
        > autobusem a potem wsadzilam do nastepnego autobusu i pomachalam lapka na
        > pozegnanie :-))) chyba juz nikt ni nie zarzuci, ze nie pomagam

        I tak to Internet zmienia obyczaje na lepsze:)) I za jakiś czas, cała Polska
        będzie mówiła; "Jacy czarujący, uprzejmi i pomocni ludzie w tej Warszawie
        mieszkają. Żeby to u nas tacy byli..."
        :)))

        Pzdr.
        Gal
        • malen_a Re: o Warszawiakach :-((( smutne 14.08.03, 11:49
          gal_ja napisał:

          > malen_a napisała:
          >
          > > pomna Waszych przykrych doswiadczen z Warszawiakami dzis na pytanie "jak
          > > dojechac do dworca zachodniego" pojechalam z dziewczyna kilka przystankow
          > > autobusem a potem wsadzilam do nastepnego autobusu i pomachalam lapka na
          > > pozegnanie :-))) chyba juz nikt ni nie zarzuci, ze nie pomagam
          >
          > I tak to Internet zmienia obyczaje na lepsze:)) I za jakiś czas, cała Polska
          > będzie mówiła; "Jacy czarujący, uprzejmi i pomocni ludzie w tej Warszawie
          > mieszkają. Żeby to u nas tacy byli..."
          > :)))
          >
          > Pzdr.
          > Gal


          ------------

          mam nadzieje, ze juz niebawem tak bedzie, tylko wiecej Warszawiakow powinno
          czytac DEKAMERON :-)
      • summa Re: o Warszawiakach :-((( smutne 14.08.03, 13:23
        Oooo, Malena, jestem pod wrażeniem!!! To Ci się chwali!

        malen_a napisała:

        > pomna Waszych przykrych doswiadczen z Warszawiakami dzis na pytanie "jak
        > dojechac do dworca zachodniego" pojechalam z dziewczyna kilka przystankow
        > autobusem a potem wsadzilam do nastepnego autobusu i pomachalam lapka na
        > pozegnanie :-))) chyba juz nikt ni nie zarzuci, ze nie pomagam
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka