wscieklyuklad
20.06.20, 12:02
Odręczne podpisy sędziów trafiły do osoby nieuprawnionej. Po publikacji Onetu sędziowie piszą skargę ws. wycieku danych
Magdalena Gałczyńska 19.06.2020
Na początku czerwca Onet ujawnił nowe fakty ws. byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka, który miał przekazać osobie prywatnej chronione dane oraz dokumenty z odręcznymi podpisami sędziów z Łodzi. Ci dziś reagują i piszą skargę do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. - Taki wyciek danych może być bardzo niebezpieczny. Znając autentyczny wzór podpisu sędziego ktoś może sobie fabrykować dowolne wyroki - mówi Onetowi sędzia Grzegorz Gała z łódzkiego SO.
Sędziowie chcą, by PUODO wszczął postępowanie dot. wycieku ich danych
Podkreślają, że konieczne może się okazać także zawiadomienie prokuratury
Dokumenty wraz z listą podpisów trafiły do Emilii Szmydt, która odegrała jedną z głównych ról w aferze hejterskiej, którą opisał w zeszłym roku Onet
- Ujawnienie osobie publicznej autentycznego podpisu sędziego może także być niebezpieczne dla samych sędziów - podkreśla sędzia Grzegorz Gała
Pod listem-skargą do PUODO, który został wysłany dziś podpisało się 10 z 15 sędziów obecnych na Kolegium apelacji łódzkiej w czerwcu 2018 r. Domagają się od Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych "zbadania sprawy wycieku naszych danych osobowych, w tym autentycznych podpisów sędziów oraz podjęcie stosownych działań w ramach ustawowych uprawnień, a w razie potrzeby także powiadomienie organów ścigania".
Wszystko dlatego, że - jak ujawniliśmy kilka tygodni temu w Onecie - ówczesny wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak w lipcu 2018 r. miał przekazać osobie prywatnej dokumenty z łódzkiego sądu. Były wśród nich odręczne podpisy sędziów, które Piebiak otrzymał na drodze służbowej, w związku z wykonywaną funkcją. Papiery trafiły do opisywanej przez nas w tekstach o aferze hejterskiej kobiecie, Emilii Szmydt.
Zaś przekazanie osobie postronnej wzorów odręcznych podpisów sędziów mogło okazać się fatalne w skutkach. - Przede wszystkim jest to wyjątkowo niebezpieczne dla porządku powszechnego. Znając autentyczny wzór podpisu sędziego możliwe staje się sfabrykowanie dowolnego orzeczenia - mówi Onetowi jeden z sygnatariuszy listu do PUODO sędzia Grzegorz Gała z łódzkiego Sądu Okręgowego. - Przecież od strony technicznej wyrok sądu to nic innego jak wydruk komputerowy opatrzony odręcznym podpisem sędziego. Łatwo więc wyobrazić sobie sytuację, że ktoś mógłby po prostu sfabrykować sobie dowolną ilość dowolnych wyroków i podłożyć je do akt na przykład podczas wizyty w sądowej czytelni - opisuje. - Można sobie produkować wyroki, podmieniać autentyczne orzeczenia na podrobione... Konsekwencje takich działań mogłyby okazać się wyjątkowo groźne - podkreśla sędzia Gała.
Jak mówi, ujawnienie osobie prywatnej, postronnej wzorów autentycznych podpisów sędziów może zagrozić także samym sędziom. - Przecież my wypełniamy jawne dla wszystkich oświadczenia majątkowe, w których podajemy nasze dane wrażliwe, informacje o oszczędnościach, kredytach czy lokalizacji posiadanych nieruchomości. Także rodzaj i markę samochodu. Ktoś znający mój odręczny podpis mógłby na przykład sfingować fikcyjną sprzedaż tego samochodu, lub zalegalizować jakiś skradziony... Innych możliwości wolę nie wymieniać - podkreśla sędzia Gała. - Odręczny podpis jest dobrem osobistym, bardzo cennym. Dlatego opisana przez Onet sytuacja, w której mogło dojść do wycieku naszych danych i ujawnienie tego procederu w Ministerstwie Sprawiedliwości podważa nasze zaufanie do przełożonego, jakim jest Ministerstwo. Bo jeśli przesyłane drogą służbową dokumenty mogą wyciekać do osób prywatnych, to jaka jest gwarancja, że wszystko, co trafia do resortu z sądów będzie w nim bezpieczne?
Łódzcy sędziowie w liście do PUODO podkreślają, że wszystkie okoliczności tego wycieku danych muszą zostać dogłębnie zbadane. - To tym bardziej konieczne, że osoba, która mogła za ten wyciek odpowiadać, czyli były wiceminister Łukasz Piebiak sam nie odpowiedział dyscyplinarnie za swoje działania. Wręcz przeciwnie. Jak wynika z nie potwierdzonych jeszcze oficjalnie informacji Piebiak ma trafić do podległego Ministerstwu Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, gdzie ma zajmować się strategicznym planowaniem. Zaś innych sędziów rzecznicy dyscyplinarni ścigają bez wahania za znacznie drobniejsze przewinienia. Bywa, że nie rzeczywiste, a wyimaginowane. - mówi sędzia Gała. - To był jeden z powodów, dla których zdecydowaliśmy się zażądać od PUODO wszczęcia odpowiedniego postępowania - kwituje.
Jak to się zaczęło, czyli łańcuszek mailowy wiceministra Piebiaka
List-skarga sędziów z Łodzi kierowana do PUODO dot. sytuacji z lipca 2018 r. Jak ujawniliśmy kilka tygodni temu w Onecie, właśnie wtedy protokół z Kolegium apelacji łódzkiej z 18 czerwca oraz protokoły ze Zgromadzenia sędziów apelacji łódzkiej z 25 i 26 czerwca 2018 r. oraz protokoły z odbywających się w tych samych dniach posiedzeń komisji skrutacyjnej trafiły na oficjalną, ministerialną skrzynkę mailową ówczesnego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka. Dlaczego dostał te dokumenty? Otóż podczas Zgromadzenia apelacji łódzkiej, na którym opiniowano kandydatów do sędziowskiego awansu, wśród blisko 80 głosujących osób były dwie, które mogły nie wyłączyć się z głosowania, choć miały powiązania rodzinne z kandydatami do awansu.
Sami zainteresowani sędziowie zapewnili członków Zgromadzenia, że nie brali udziału w głosowaniu - które było i do dziś pozostaje niejawne. Obie te osoby miały w związku z tym wszczęte postępowania dyscyplinarne. Wcześniej jednak zostały napiętnowane w państwowych mediach. Jak do tego doszło?
30 lipca 2018 r. o godzinie 10.46 sekretarka z Wydziału Prezydialno-Protokolarnego w Biurze Ministra Sprawiedliwości przesłała Łukaszowi Piebiakowi plik dokumentów dot. zgromadzenia sędziów apelacji łódzkiej.
W pliku dokumentów, które dostał Łukasz Piebiak znalazły się listy obecności z odręcznymi podpisami sędziów oraz listy kandydatów do zaopiniowania. Dokumenty trafiły na oficjalny adres e-mail ówczesnego wiceministra: lukasz.piebiak@ms.gov.pl. Godzinę później wspomniany plik dokumentów zostaje przesłany z adresu: lukasz.piebiak@ms.gov.pl na adres: l.piebiak@gmail.com.
Z kolei z tego konta dokumenty te trafiły do osoby prywatnej - opisywanej przez nas w serii tekstów o aferze hejterskiej kobiety Emilii Szmydt - na jej prywatny adres: emilia.m.k@wp.pl. Do przesłania dokumentów doszło 31 lipca 2018 r. o godzinie 10.04. Drugą osobą, do której trafiły dokumenty był ktoś posługujący się adresem: arkadiusz.cichocki@interia.pl.
cdn