Oglądałem dziś przepiękny „spektakl”, perfekcyjnie „wyreżyserowany”, co do sekundy, każdy znał swoją rolę, funkcje, wiedział kiedy „wchodzi” i co robi. Jednak to nie był spektakl i nie był wyreżyserowany - to tradycja i jej ogromna magnetyczna siła.
Nikt nie musiał niczego wymyślać, bo tam tak jest, że przed lawetą z trumną kroczy 98 marynarzy, a za nią 40, samotny dudziarz gra swój lament... Godnym uwagi jest też fakt, że Monarchini uczestniczyła od lat w przygotowaniu tej ceremonii - choćby w doborze psalmów, czy projektowaniu karawanu. Były owszem nowe elementy, jak ten karawan, który - dla poddanych - jechał do Windsoru bocznymi drogami (dotychczas trumna transportowana była koleją z Paddington Station). Również trasy konduktów zostały przemyślane tak, by jak najwięcej poddanych mogło wziąć udział, oddać cześć, w tym służba pałacowa. To żywa tradycja.
Rekordowa, chyba w historii świata, liczba jego przywódców, którzy zdecydowali się oddać hołd Królowej (podkreślę fakt obecności Cesarza Japonii, w przypadku którego był to precedens) pozwala mi na sformułowanie zdania, że była królową świata, choć nie roztaczała nad nim swojej władzy, ale była w głowie każdego, otoczona niebywałym szacunkiem w każdym jego zakątku.
Wszystkie dzisiejsze wydarzenia przepełnione były tradycją i symbolami. Chcę powiedzieć o tym, który był dla mnie najbardziej przejmujący. My, Polacy, ale i większość narodów, tego symbolu nie rozumiemy. Powiem o co chodzi - w UK wierzy się, że monarcha jest w dwóch „osobach”, jedna osoba to ta prywatna, śmiertelna, druga to monarcha, wieczny (umarł król, niech żyje król - monarchia trwa).
Teraz o tym symbolu - w kaplicy Św. Jerzego w Windsorze, w totalnej ciszy, zdjęte z trumny zostały regalia, zaś Szambelan królewski złamał swoją laskę i złożył na trumnie. Co to oznacza? Oddzielenie osoby śmiertelnej od tej wiecznej - od tej chwili państwowa uroczystość pogrzebowa stała się tą rodzinną, prywatną i dotyczyła Pani Elżbiety Windsor, mamy, babci, prababci...
(...) z zazdrością patrzyłem na te dzisiejsze uroczystości, bo my z naszej tradycji - przez nasze losy historyczne - zostaliśmy odarci, jej pozbawieni. Żadna władza nie zdecydowała się na odbudowę pewnych tradycji (nie jestem rojalistą, nie myślę o przywróceniu monarchii, choć kilku pretendentów do tronu by się znalazło), ani na zbudowania nowej, „świeckiej” tradycji (w cudzysłowiu, bo elementów sakralnych ominąć się nie da - nie chodziło o „Misia”). Choćby każdy pogrzeb prezydenta, czy premiera jest organizowany „akcyjnie”...
Jeżeli by spytać Angola czym jest UK, odparłby zapewne, że właśnie tym, co dziś widzieliśmy - tradycją, która stanowi o tożsamości narodowej, której my zostaliśmy pozbawieni i nadal nie umiemy jej odbudować, czy na nowo zbudować...
Załączam ostatnie zdjęcie Elżbiety II, uśmiechniętej Królowej, zrobione ponoć w maju b.r., a opublikowane 21h temu na stronie
www.facebook.com/TheBritishMonarchy
Taką ją zapamiętam... R.I.P. Her Majesty...
R. Rychter