wscieklyuklad
18.08.24, 09:53
PREZYDENTURA NA SIŁĘ? PiS-OWSKIE MARZENIA I PROBLEMY Z KANDYDUJĄCYMI CIENIAMI
W polityce, szczególnie tej spod znaku Prawo i Sprawiedliwość, mamy do czynienia z rozgrywką przypominającą starożytną tragedię grecką, choć bez antycznych bohaterów. Główni gracze tej farsy walczą o najwyższy urząd w państwie, a jednocześnie zmagają się z własnymi ambicjami, frustracjami i – co najbardziej interesujące – z samym sobą. A wszystko to pod czujnym okiem Mistrza Marionetek, Jarosława Kaczyńskiego, który z nieco przerażającą zręcznością kieruje swoimi lalkami.
Kto więc z PiS-u ma szansę na zdobycie prezydenckiego tronu? No cóż, sondaże wskazują, że PiS ma poważny problem. Wyobraźmy sobie sytuację: partia, która rzekomo ma monopol na patriotyzm i moralność, nagle odkrywa, że w jej szeregach brakuje odpowiedniego kandydata. Wyniki sondażu przeprowadzonego przez SW Research dla „Wprost” są jak zimny prysznic – 50,4% respondentów nie ma pojęcia, kto powinien być kandydatem! Czyżby partia pełna samozwańczych zbawicieli narodu straciła swój błysk?
Wśród tych, którzy jednak zostali wymienieni, na czoło wysuwa się Mateusz Morawiecki, choć zaledwie 14% badanych wskazało na niego. To tak, jakby w restauracji Michelin ktoś wybrał najtańsze danie z menu i stwierdził, że "no, w sumie może być". Jeszcze gorzej wypada Patryk Jaki z wynikiem 8,9%. Można by pomyśleć, że Jaki nieco przesadził z PR-owym makijażem, skoro tak niewielu chciałoby go widzieć na prezydenckim stołku.
Najbardziej rozczarowujący wydaje się być brak poparcia dla Beaty Szydło – tylko 4,5% respondentów. Czyżby była premierka, kiedyś uwielbiana za swój "swojski" styl, została zdegradowana do roli wspomnienia z dawnych lat? Mariusz Błaszczak, z kolei, z wynikiem 4,1% też nie rozbudza narodowej wyobraźni. Może gdyby częściej występował w telewizji z bardziej zdecydowanym grymasem na twarzy, coś by się ruszyło?
Jarosław Kaczyński, jak wiadomo, nie chce jednak namaścić Morawieckiego. Przecież to byłby niemal polityczny samobój, gdyby okazało się, że premier zdobywa tak duże poparcie, że zaczyna się o niego obawiać sam Prezes. A co, jeśli Morawiecki przegra, ale uzyska na tyle dobry wynik, że w przyszłości mógłby zawalczyć o przywództwo w partii? Kaczyński nie ryzykuje – woli kandydata, który będzie dobrze wyglądał na zdjęciach, ale raczej nie ma aspiracji do przejęcia władzy nad całą partią.
I tu wracamy do Tobiasza Bocheńskiego, który z dumą ogłosił, że jest „jedną z osób, które są brane pod uwagę”. To takie wzniosłe, a jednocześnie komicznie tragiczne – być kandydatem z listy rezerwowej, z której wszyscy inni już odpadli. Bocheński, jak już wspomniano, nie zdobył serc warszawiaków ani Europejczyków, ale teraz być może marzy o tym, by zadowolić wyborców na skalę krajową. Cóż, marzenia są piękne, zwłaszcza gdy rzeczywistość zdaje się mówić coś zupełnie innego.
PiS ma więc poważny problem – niby ma w swoich szeregach całą plejadę polityków, ale żaden z nich nie wydaje się być gotowy, by z pełnym przekonaniem ruszyć na podbój Belwederu. Wybory prezydenckie to poważna sprawa, ale patrząc na aktualne "gwiazdy" PiS-u, można odnieść wrażenie, że to raczej casting do kolejnego odcinka „Tańca z Gwiazdami”, gdzie największym wyzwaniem jest unikanie politycznych potknięć.
Zatem kto zostanie tą odważną, a jednocześnie niezbyt błyskotliwą marionetką, którą Kaczyński wypuści na front? Czas pokaże. Jednak z takimi wynikami i takim zapleczem kadrowym, PiS może się znaleźć w sytuacji, w której kandydat nie tylko nie wygra, ale nawet nie wzbudzi większego entuzjazmu. A to, jak na standardy tej partii, już poważna katastrofa.
I tak oto, z przymrużeniem oka, czekamy na kolejną odsłonę tej PiS-owskiej telenoweli. Przyszłość może być fascynująca, o ile mamy odpowiednie poczucie humoru.
z neciszcza