wscieklyuklad
15.01.26, 14:12
Zaczęło się niewinnie. Śniadanie, kawa, może grzanka z awokado dla ludzi nowoczesnych albo parówka z musztardą dla tych bardziej klasycznych. A potem — bum. Zamiast prognozy pogody, mamy prognozę stanu psychicznego świata i Polski, czyli: Kaczyński przegrał z Kaliszem, Trump znów powiedział coś głupiego, a Nawrocki zawetował, bo nie zrozumiał.
BRAWO KALISZ, PREZES DOSTAŁ PO NOSIE (ZNÓW)
Jarosław Kaczyński, król prywatnych procesów i obraz urazy w ludzkiej postaci, postanowił pozwać Ryszarda Kalisza. Bo Kalisz, nie dość że z PKW, to jeszcze odważył się mieć zdanie. Na temat śmierci Barbary Skrzypek, wieloletniej współpracowniczki Kaczyńskiego, która zmarła kilka dni po przesłuchaniu w sprawie Srebrnej. Kalisz powiedział coś oczywistego: że podwładny często po przesłuchaniu dzwoni do przełożonego. I że być może Kaczyński ją „uświadomił”, co powiedziała.
Prezes wpadł w święte oburzenie. Złożył pozew, doniesienie, zawiadomienie i prawie rozkazał przywrócenie kary śmierci. Po czym… nie pojawił się na rozprawie. Może się obraził. Może zaspał. Może był zajęty szukaniem nowego premiera na Allegro.
Sąd, ku radości fanów zdrowego rozsądku, umorzył sprawę i obciążył Kaczyńskiego kosztami. Kalisz zaś wyszedł z sali sądowej jak Gajowy Marucha z polowania: z uśmiechem, spokojem i bez zadrapania.
Bielejewski