Dodaj do ulubionych

KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII

28.11.03, 21:12
W gronie Listopisów, są Szufludkowie, którzy z różnych powodów, mieszkają
poza swoim ojczystym krajem.

Jedni są z tego powodu zadowoleni bardziej, Ktoś mniej, a jeszcze Komuś
innemu tęsknota do rodzinnych stron boleśnie doskwiera.

Może zechcecie opowiedzieć o swoich emigracyjnych losach, doświadczeniach,
słowami Tym co TU, przybliżyć Wasze emigracyjne doświadczenia, czy wrażenia
ze spotkań z kulturami odmiennymi od rodzimej.

"Co kraj to obyczaj"... opowiedzcie o obyczajach krajów, w których obecnie
żyjecie, i jak żyjecie opowiedzcie,Kto zechce, a z całą pewnością Ktoś
z zainteresowaniem chętnie to przeczyta.

A może pomożecie Komuś własne wybrać miejsce na mapie świata?
A może to decyzja z kategorii DECYZJI ŻYCIOWYCH?

Wszystkich serduszkowo pozdrawiam smile
--
prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
- może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
Obserwuj wątek
    • ellenai Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 28.11.03, 22:08
      anioouek1,przede wszystkim pragne podzekowac za zaproszenie mnie tutaj.Forum
      jest wasze jest wyjatkowe i piekne.Czuje sie zaszczycona tym ,ze moge tu
      przebywac z wamismile))))))
      Rozne sa powody emigracji, smutne,wesole,piekne,brzydkie ale emigracja jest
      wartosciowa rzecza ktora pozwala nauczyc sie wiele o sobie i innych.W pewnym
      momencie zycia podjelam taka decyzje i nie zaluje.Mimo to jednak jest
      trudno,ale to nauczylo mnie to docenic co mialam, to co bylo.Jezeli do czegos
      tesknie to tylko do tego czego juz nie ma,- do przeszloscismile))))))))ciekawa
      jestem jak inni"emigracyjni" patrza na swoje zyciesmile)))))pozdrawiamsmile)))

      --
      Prosto, dobitnie i z uczuciem-CMOK wszyskimsmile)))

      moje strony,Gorlice:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=455
      i Nowy Sacz:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=131
      zapraszam do dyskusjismile)))))
      • tradycja1 Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 28.11.03, 22:14
        Ja jestem do tego stopnia rozdarta od lat, ze do dzis nie wiem gdzie jest moje
        miejsce.Jak jestem jakis czas w USA to ciagnie mnie niemilosiernie do Polski,
        jak do niej przylatuje to poczatkowe jest jakos dziwne, potem sie oswajam i
        jest normalnie swojsko i u siebie, potem jednak dopada mnie jakas nicosc i
        uciekam do USA.Tam wszystko wydaje sie niby prostsze, minie kilka miesiecy i
        zaczne sie dusic wtedy znowu lece do kraju nad Wisla.
        I byc tu madrym?
        • kendo Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 28.11.03, 22:24
          Witajcie Dziewczatka

          Tradycje,juz poznalam

          Ellenai ,Cie witam cieplutko ciesze sie ze bedziesz chciala byc z nami

          No ja wypadlam z kraju, raczej z nieplanowanego wyjazdu.
          Ciekawie bylo wyjechac na urlop
          do obcego kraju .
          teraz teskno ,jak Tradycji
          za wszystkim ,,,,to nie zycie uslane rozami,
          zyc i jesc trzeba....
          zyje juz wiecej za granica niz w kraju.

          • ellenai Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 28.11.03, 22:34
            kendo witam ciebiesmile))) tradycje tez znam z innych forowsmile))kochana
            witajsmile))))))obie emigrantki jestesmysmile)))eh zyciesmile)) nie zaluje go ,jest
            piekne, ale w kraju nie bylam od ponad trzech lat......jak bedzie jak pojade w
            odwiedziny to sobie nie wyobrazam,bedzie to szok!!!smile)))))
            --
            Prosto, dobitnie i z uczuciem-CMOK wszyskimsmile)))

            moje strony,Gorlice:
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=455
            i Nowy Sacz:
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=131
            zapraszam do dyskusjismile)))))
            • kendo Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 28.11.03, 22:43
              Ellenai
              ja bywam w kraju 2-3 razy do roku,
              za kazdym raze widze jakies zmiany,
              czasami cos przeocze,ale cos tam zauwaze,
              przewaznie w ludzkim zachowaniu,
              w sklepach-zaopatrzenie,
              ludziska sie buduja,
              no jest inaczej niz to co pamietam,
              jak opuscilam Polske

              Ellenai a mozna wiedziec w jakim kraju mieszkasz????(jak to nie tajemnica)
              ja w Szwecj,jak sie jeszcze nie zdazylas doczytac tu w tematach,
              a w kraju mieszkalam na Dolnym Slasku
              • tradycja1 Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 28.11.03, 22:59
                Za kazdym razem jak planuje wyjazd do Polski to sobie obiecuje co ja zrobie,w
                jakie miejsca pojde....a jak juz jestem i mam to wszystko na wyciagniecie
                reki, to podchodzac do okna, mysle: eh jutro..albo pojutrze tam pojde...nie
                zawsze udaje mi sie dotrzymac sobie samej obietnicy.A potem wracam jakas
                niespelniona i mysle czy jade do domu czy dom zostawiam za soba....
                • kendo Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 28.11.03, 23:18
                  Tradycjo
                  ja tak niemam,wszedzie bym poszla a czasami niemam z kim
                  bo jezdze sama,
                  a nie zawsze samej jest dobrze gdzies isc
                  teraz na Wszystkich Swietych bylo lepiej
                  bo latem zmowilam sie ze znajomymi i bylo przyjemnie.
    • aniouek1 stuku-puku wpuście mnie do Klubu :) 28.11.03, 22:59
      i jak Was nie kochać sercem całym, duszą całą?

      Dziewczyny jesteście po prostu wspaniałe! Bardzo się cieszę, że..KLUB jest WASZ!

      A może jakieś dyżurki sobie ustalicie?
      Gdzieś jest dzionek, słońce świeci, a gdzieś księżyc snów pilnuje, wiec...

      Życzę KLUBOWI żywotności i wielu, wielu miłych gości smile)))))
      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
    • aniouek1 przyznam Wam się do czegoś... 28.11.03, 23:41
      Nie wiem właściwie dlaczego, zakładając ten watek spodziewałam się, że od tego
      gdzie teraz jesteście rozpoczniecie w KLUBIE postowanie. Ale nie...
      Tym razem pomyliłam się moim przypuszczaniem, bo... Wasza opowieść
      w szufladowym Klubie od Waszych korzeni się rozpoczyna...TU, gdzie Wasi bliscy
      czy dalsi krewni, rodzinne domy, strony, ziemia i polski kawałek nieba.
      Wiecie co? Wzruszyłyście mnie i... muszę po Nictosiową kraciastą sięgnąć.
      Dziękuję że TAKIE jesteście jak jesteście i za wzruszenia dziękuję smile
      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
      • kendo Re: Pamiętacie poczatkowy okres Waszego życia 29.11.03, 14:54
        O!!!!! temat bardzo szeroki....
        ciezko bylo na poczatku-bariera jezykowa,
        robilo sie smieszne pomylki,uczac sie zarazem nowych slow.
        Dzieci najszybciej asymiluja sie i ucza jezyka.
        Czasami dziecie moje bylo tlumaczem w sklepie.


        kultura rowniez ,tu nie mozna wpasci do kogos,
        * bo sie ma akurat ochote na ploteczki = trzeba dzwonic i sie umuwic.
        * po przyjeciu w innej szwedzkiej rodzinie
        ,gdy zostalo na stole naszego trunku,polskim zwyczajem idziemy do domu.
        Nastepnego dnia przysylaja swoje dziecie z butelka nasza bo jeszcze tam cosik
        zostalo,oni by zabrali reszte do domu.

        Przeszkadza mi w dalszym ciagu;
        ich zazdrosc
        i rywalizacja .
        brak uczuci miedzyludzkich-nie pomoga sami od siebie,tylko trzeba ich prosic i
        placic za pomoc-choc nie wszyscy tak robia,sa wyjatki.
        To jest u nich choroba nacji-sami mowia o tym.
        • aniouek1 Re: Pamiętacie poczatkowy okres Waszego życia 30.11.03, 12:07
          kendo napisała:


          > * po przyjeciu w innej szwedzkiej rodzinie
          > ,gdy zostalo na stole naszego trunku,polskim zwyczajem idziemy do domu.
          > Nastepnego dnia przysylaja swoje dziecie z butelka nasza bo jeszcze tam cosik
          > zostalo,oni by zabrali reszte do domu.

          to mnie chyba najbardziej rozbawiło wink

          > To jest u nich choroba nacji-sami mowia o tym.

          niestety... wygląda na to, że zaraźliwa dla innych... u nast też staje się
          coraz jakby bardziej zauważalna sad

          --
          prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
          - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
    • aniouek1 KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 27.04.05, 22:07
      czas najwyzszy tu odkurzyc troszku...a może Polonusy zechcą to miejsce
      w Szuflandii sobą i swoimi myślami ubranymi w słowa wypełnić?
      --
      prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
      - może...cud się zdarzy...?! smilewww.szufladalistopisow.prv.pl
    • odin-2 Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 11.03.06, 12:18
      zapraszam na forum poloni szwedzkiej :-

      www.poloniainfo.se
      wiekszosc forumowiczów to ludzie mlodzi , z szwecji i z polski,
      ludzie szukajacy pracy,kontaktu etc.-jednym slowe "mydlo & powidlo".

      Najtrudniej maja polonusi po 50-tce odpowiednie,spokojne forum znalezdz
      moze "Szuflada Listopisów" ?

      Pzdr. Wsiech
        • aniouek1 Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 12.03.06, 22:26
          Kenduniu...pewnikiem Odinek nie zapomniał o Vistuli, bo to nie do pojęcia i nie
          do wiary żeby zapomnieć o takim urokliwym, cieplutkim miejscu jakim jest
          Vistula z Vistulankami i Vistulakami.
          Wszystkiego najlepszego Kenduniu smile

          P.S.
          nie udaj żeś zazdrosna wink
          --
          prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
          - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
    • aniouek1 Chorzy na emigrację 14.03.06, 21:53
      O tym się głośno nie mówi.

      Choroby psychiczne u emigrantów mogłyby zburzyć wiele polskich mitów
      o dobrodziejstwach czekających na Zachodzie

      Pakujemy swoje życie do walizek, wierząc że czeka na nas kraj spełniających się
      marzeń. Jesteśmy w stanie zmierzyć się ze wszystkim: nowym językiem, kulturą,
      klimatem. Tylko nie z samym sobą...

      Wszyscy wjeżdżamy do nowego kraju z bagażem pełnym nadziei. I nieważne, czy
      chcemy poprawić swoją sytuację ekonomiczną, jedziemy za „głosem serca“ czy
      podejmujemy naukę na zagranicznym uniwersytecie.

      Wprawdzie już w Polsce pojawiają się pierwsze obawy, ale skutecznie je od
      siebie odganiamy. W końcu nie jesteśmy pierwsi, nie ostatni.

      Na miejscu czeka nas wiele wrażeń. Chłoniemy z ciekawością nowy świat, uczymy
      się jego reguł. Wkrótce okres pierwszej fascynacji mija.

      Uświadamiamy sobie z niepokojem, że wciąż jesteśmy „tylko“ emigrantami.

      Przypominają nam o tym nieprzychylni obcokrajowcom tubylcy, bardziej
      skomplikowane dla naszego statusu prawnego sprawy urzędowe - jak posłanie
      dziecka do szkoły, wizyta u lekarza czy zdobycie legalnej pracy.

      - Założyłam konto w banku. Pan był bardzo miły, procedury proste. Problem
      pojawił się, kiedy chciałam wybrać w Polsce pieniądze. Bankomat odmawiał
      wypłaty. Ponownie zjawiłam się u miłego pana. Wyjaśnił mi, że po pierwsze
      dopiero po pół roku od założenia konta mogę wybierać pieniądze za granicą,
      ale ponieważ Polska nie jest w Unii mój okres karencyjny trwać będzie co
      najmniej rok. Zaprotestowałam, że przecież Polska jest w Unii, na co pan odparł
      z cierpkim uśmiechem, że jeszcze nie całkiem... A przecież moje pieniądze są
      takie same jak innych. Może to głupie, ale wyszłam z banku z płaczem.
      Poczuciem, że jestem kimś drugiej kategorii, To nie była pierwsza taka myśl,
      ale chyba o jedną za dużo…- wspomina Agnieszka.
      W jej przypadku szala goryczy przepełniła się po roku mieszkania w Austrii, ale
      jak wykazują badania, pierwsze uczucie zmęczenia i zniechęcenia może pojawić
      się już po kilku tygodniach, miesiącach, czasami latach.

      – Raz na ulicy zapytałem starszego człowieka o drogę. Źle wymówiłem nazwę
      ulicy. Ten Austriak potraktował mnie jak gówniarza, zaczął krzyczeć na mnie,
      że takiej ulicy nie ma i że powinienem się nauczyć mówić, zanim otworzę „gębę“.
      Ludzie się gapili, a ja czułem, że chcę zniknąć – wspomina Romek, który
      z Polski do Austrii wyemigrował 12 lat temu. Romek już nie prosi o pomoc
      nieznajomych. Przykry incydent zaowocował tygodniami nieprzespanych nocy
      i kolejnym kursem niemieckiego. Wciąż wierzy, wbrew opinii specjalistów,
      że zdoła się wtopić w tłum.

      – Weszłam z koleżanką do sklepu z kosmetykami. Chciałam kupić dobry krem.
      Rozmawiałyśmy po polsku. Kiedy stanęłam przy jednej z półek, poczułam na
      plecach wzrok sprzedawczyni.Niemal deptała nam po piętach, udając, że tak się
      troszczy o klientki. A tak naprawdę wciąż patrzyła nam na ręce. Wyszłam ze
      sklepu bez zakupów. Całą drogę do domu czułam, jak palę się ze wstydu
      i wściekłości. W życiu niczego nie ukradłam!- denerwuje się Dorota, która
      w Wiedniu stawia dopiero pierwsze kroki.

      Po setkach sytuacji podobnych do tych, jakich doświadczyli nasi bohaterowie,
      zaczynamy powoli rozumieć, że dom, przyjaciele, rodzina - wszystko zostało
      w Polsce. I że wcale nie jesteśmy „u siebie“...

      c.d.n.
      ----
      Artykuł "Chorzy na emigrację" Anna Gołębiowska w: Polonika z 02.11.2005 10:38
      wiadomosci.onet.pl/1257184,242,1,1,kioskart.html
      • aniouek1 Emigracja - amputacja? 14.03.06, 21:58
        - Kiedy o stresie emigracyjnym mówię do amerykańskiej publiczności, staram się
        uświadomić im, czym jest stres emigranta. Mówię wówczas: wyobraźcie sobie, że
        zostaliście wybrani do sztafety w stylu klasycznym na zawody, w których bierze
        udział wasz uniwersytet. Potraficie pływać tylko żabką, i to tylko tak sobie.
        Lub, że wasze magisterium zostało zignorowane i zaproponowano wam rozpoczęcie
        studiów licencjackich. Lub, że jesteście imigrantami w Stanach Zjednoczonych,
        którzy niedawno przybyli z Polski - tłumaczy profesor Janusz Wróbel.

        Stres, o którym mówi jest zdaniem specjalistów porównywalny do utraty kogoś
        bliskiego, w przypadku emigrantów tym bliskim jest cała jego przeszłość,
        tożsamość i znany porządek świata.

        Na początku naszego emigracyjnego życia staramy się zachować dwa światy - ten
        zostawiony w Polsce i ten, do którego przybyliśmy. Próbujemy tą „ziemię
        obiecaną”- Austrię, Amerykę, Anglię...- dopasować do naszych wyobrażeń, systemu
        wartości.

        Takie rozdwojenie bywa jednak niebezpieczne. Stajemy się coraz bardziej
        sfrustrowani, bowiem obrazy, które nosimy w sobie, nijak się mają do
        otaczającej rzeczywistości.

        Tak losy jednej z polskich rodzin opisuje Krystyna Piotrowska- Breger:

        „Wiśniewscy wygrali prawo stałego pobytu na loterii wizowej pięć lat temu.
        Sprzedali mieszkanie i samochód. Przylecieli do Nowego Jorku, gdzie stanęli
        w obliczu niewyobrażalnych problemów. Standard dotychczasowego życia w Polsce
        gwałtownie się obniżył, co dotkliwie odczuła cała rodzina. Rozdrażnienie
        rodziców, czujących się winnymi zaistniałej sytuacji, tak innej od wyobrażanej
        sobie w Polsce, udzielało się dzieciom. Z kochającej i szanującej się gromadki
        stali się sześciorgiem ludzi kłócących się i obwiniających za wszystko. Pan
        Wiśniewski wracał coraz częściej do domu pijany. U jego żony wystąpiły objawy
        nerwicy wymagającej leczenia. Jedno z dzieci weszło w konflikt z prawem. Ślady
        kochającej się rodziny pozostały tylko na zdjęciach.”

        Duże rozczarowanie emigracją przeżyła również Ewa, świeżo upieczona magister
        marketingu i zarządzania, która przyjechała do Wiednia za namową austriackiego
        przyjaciela.

        – Jak każda zakochana osoba bardzo optymistycznie patrzyłam w przyszłość.
        Po pół roku bezowocnego odpowiadania na oferty pracy w moim zawodzie,
        zatrudniłam się jako sprzątaczka. Nie mogłam już dłużej wytrzymać siedzenia
        w czterech ścianach i proszenia o każdy grosz. Pojawiły się problemy.
        Mój austriacki przyjaciel jest niezadowolony z tego, co robię. Ja też nie, ale
        staram się wytrzymać. Codzienne kłótnie w domu nie pomagają. Płaczę co noc. Mam
        ochotę spakować się i wyjść.
        Tylko dokąd?... Przecież zamknęłam za sobą w Polsce drzwi...- zastanawia się
        kobieta.

        Rozczarowanie zastaną rzeczywistością to tylko jeden z elementów, które atakują
        psychikę emigranta. Jak zauważa profesor Wróbel, niebagatelną rolę odgrywają
        również problemy komunikacyjne.

        –Podczas jednej z konferencji na tematy polskie, gdy doszło do pytań
        zgłaszanych z widowni, wystąpił mężczyzna, który obwieścił sali w języku
        angielskim, że, według jego żony, gdy wypowiada się w języku polskim, wydaje
        się być inteligentnym, elokwentnym i wykształconym dżentelmenem; podczas gdy
        wypowiadając się po angielsku, stwarza on wrażenie raczej prymitywnego
        ignoranta - wspomina profesor, pokazując tym samym jak wiele możemy stracić na
        swojej osobowości, posługując się językiem, który nie do końca czujemy.

        – Na początku śmiałam się z innymi, kiedy popełniłam „językowy lapsus”. Później
        to ciągłe nabijanie się ze mnie zaczynało mnie irytować. I te ekspedientki,
        które słysząc obcy akcent, traktowały mnie jak głuchą albo niedorozwiniętą.
        W Polsce byłam bardzo „wyszczekana”, rodzina wiedziała, że załatwię wszystko
        w urzędach, sklepach, w pracy. Tu nie mam ochoty otwierać ust. Niedouczony
        pijak wychodzi na bardziej elokwentnego niż ja...- ostro stwierdza Magda, która
        przyjechała trzy lata temu do Austrii, by podreperować rodzinny budżet.
        Dziewczyna najchętniej przebywa w otoczeniu Polaków. Nie ma już ochoty na
        nawiązywanie znajomości z „tubylcami”.

        Ale czy perfekcyjna znajomość języka jest w stanie zapewnić nam łagodne
        lądowanie na nowej ziemi?

        Teresa Podemska twierdzi, że nie. „Ani płynność i znajomość języka, ani stała
        praca na stanowisku odpowiadającym kwalifikacjom i wykształceniu, ani wejście
        w nowe społeczeństwo za pomocą małżeństwa z tubylcem (co w rzeczy samej wydaje
        się być wielką premią) nie zapewniają emigrantom pomyślnego życia na emigracji
        i tym bardziej nie gwarantują bezbolesnego przejścia z jednego społeczeństwa
        w drugie”.

        Musi boleć - jednogłośnie potwierdzają eksperci. Czasami ból ten jest jednak
        nie do opanowania...
      • aniouek1 Gdy boli życie 14.03.06, 22:02
        „Najpierw emigrantom coraz bardziej obce staje się ciało; mają bóle w krzyżu,
        skurcze w mięśniach, kolki w piersiach. Miewają nieuzasadnione napady lęku,
        niepewności, obaw. Boli ich często głowa, przeziębiają się raz po raz, chorują
        na coś, o istnieniu czego dowiadują się po raz pierwszy od lekarza, który
        stawia diagnozę bez dokładnego przebadania. Nie pobiera krwi, nie osłuchuje
        klatki piersiowej, nie przepisuje żadnych lekarstw. Po wywiadzie środowiskowym
        lekarz, w zależności od danych jakie uzyskał, zaleca spokojny tryb życia, inną
        dietę, podjęcie aktywności zawodowej albo zaprzestanie niesatysfakcjonującej
        lub zbyt ciężkiej pracy. Zaleca konsultacje u psychologa lub psychiatry
        w poważniejszych przypadkach”- opisuje Podemska.

        Ból fizyczny bardzo często jest wynikiem stałego napięcia psychicznego, jakie
        towarzyszy nam w pokonywaniu trudów życia na emigracji. Często ten sygnał
        naszej duszy jest ignorowany lub źle interpretowany. Zaczynamy odwiedzać
        następnych lekarzy, po kolei oskarżając ich o dyletanctwo i niezrozumienie. -
        Przed wyjazdem byłem zdrowy jak koń. Tu posypało się wszystko. Przeziębienie
        goni przeziębienie, często mam zatrucia pokarmowe.

        Każdy wyjazd do Polski to pielgrzymka po lekarzach. Wracam obładowany lekami
        i historia znów się powtarza - opowiada Andrzej, stypendysta jednego
        z naukowych programów, który umożliwił mu zaliczenie semestru na Wiedeńskim
        Uniwersytecie. Andrzej nie myśli o wizycie u psychologa. Winą obarcza złą
        pogodę i nadmiar nauki. Wierzy, że poradzi sobie sam.

        Podobnego zdania jest Marta, chociaż ostatnio zaczyna w to wątpić. – Miałam
        wyjść po zakupy. Kiedy byłam już przy drzwiach, dopadł mnie jakiś irracjonalny
        lęk, że sobie nie poradzę. Stałam jak skamieniała, a przed oczami miałam obrazy
        tłumu przez jaki będę musiała się przecisnąć w tym sklepie. W końcu wysłałam
        sms do chłopaka, żeby zrobił zakupy, bo źle się czuję. Okłamałam go, że
        strasznie boli mnie żołądek. Chociaż nie miałam kolejnego „ataku” tego typu,
        wciąż boję się, że nadejdzie i już nie odpuści, a ja skończę w szpitalu dla
        psychicznie chorych...- zdradza swoją najskrytszą tajemnicę.

        Strach przed opuszczeniem mieszkania pojawił się również u jednej z bohaterek
        książki Krystyny Piotrowskiej- Breger. Pani Łącka wyjechała do Stanów z całą
        rodziną. Mąż od razu podjął pracę, ona miała najpierw zająć się urządzeniem
        domu i opieką nad dwójką dzieci. Kiedy wszystko układało się według planów
        i przyszedł czas na szukanie przez nią pracy, pojawił się ostry kryzys. „Coraz
        bardziej lekceważyła obowiązki domowe, zaniedbywała samą siebie, cierpiała na
        bóle głowy, których dotąd nie miała, zaczęła narzekać na bezsenność. Przestała
        jeść, bo uważała, że nie zasługuje na jedzenie. Wreszcie przestała wychodzić
        z łóżka.” Za namową męża trafiła w końcu do lekarza. Diagnoza była
        natychmiastowa- depresja.

        Depresja jest reakcją na stres, który pojawia się w wyniku intensywnego wysiłku
        fizycznego i psychicznego. Takim wysiłkiem jest organizowanie życia na
        emigracji, próba odnalezienia swojego miejsca. Każdy z nas ma inny próg
        odporności, a piętrzące się problemy, niepowodzenia po kolei pokonują kolejne
        tamy ochronne w naszej psychice.

        Dla innej bohaterki książki Ameryka to nie tak miało być powodem depresji stała
        się mało satysfakcjonująca praca. „Pani Sypniewska nie może zaakceptować faktu,
        że pracodawczynie traktują ją wyłącznie jako sprzątaczkę.
        Bierze czasem uspokajające leki, uczy się angielskiego, wraca myślami do
        warunków w Polsce. Nie lubi Ameryki, ale do Polski nie zamierza wracać.
        Przecież „wygrała los na loterii”.

        Los na loterii czy też przekleństwo?- chciałoby się zapytać. Niestety,
        pokutujące w Polsce przekonania o dobrobycie na Zachodzie czy też złotym śnie
        o Ameryce wciąż zbierają żniwo wśród słabszych psychicznie.

        Jak bowiem samemu obalić ten mit i wrócić do Polski?
        Jak dobrowolnie postawić się w roli nieudacznika, ofiary losu?

        Nie pomaga też w tym mieszkająca w Polsce rodzina, która bagatelizuje nasze
        problemy i kwituje je: „ Na pewno sobie poradzisz. Wiesz ile ludzi chciałoby
        być na twoim miejscu?”. Zapewne niewielu, ale tego mieszkający w Polsce nie
        chcą wiedzieć. Zamiast pocieszenia emigrant zostaje więc wręcz wypchany przez
        najbliższych w „krainę mlekiem i miodem płynącą”, z której najchętniej by
        uciekł, nie oglądając się za siebie. Na tym etapie przychodzi też nowa
        refleksja, że rodzina i przyjaciele z Polski już go nie rozumieją. Nie należy
        już do tamtej rzeczywistości, do tej również nie... Dla niektórych zaczyna się
        prawdziwy dramat: ”Dziewczynka większość czasu spędzała z matka. Była obecna
        przy różnych domowych czynnościach - gotowaniu, sprzątaniu, prasowaniu. Przy
        wszystkich tych i innych czynnościach towarzyszyła pani Kawkowej obsesyjna
        idea - zabić córkę. Nadawały się do tego wszystkie domowe sprzęty- sznur od
        żelazka - do jej uduszenia, nóż- do śmiertelnego ugodzenia, napuszczona do
        wanny woda- do jej utopienia. Po takim spokojnym wyjaśnieniu na jednej z sesji
        terapeutycznych, pani Kawkowa równie spokojnie stwierdziła, że nie wie,
        dlaczego dotąd tego nie zrobiła i nie wie też, dlaczego też chce to zrobić”-
        relacjonuje w swej książce Krystyna Piotrowska- Breger.
        Jak okazało się w trakcie terapii, pani Kawkowa podświadomie uznała, że
        mordując własną córkę, oszczędzi jej własnych cierpień, których doświadczała
        w obcym kraju...
        • kendo Re: Gdy boli życie 14.03.06, 22:34
          duzo w tym prawdy,
          czesto slyszalam podobne opowiadania,
          choc tu 30 lat temu bylo zupelnie inaczej,tubylcy lubili "nowych"starali sie im
          pomoc,
          oczywisie duzo zalezy od nas samych ,jakie granice wytrzymalosci psychicznej i
          fizycznej posiadamy.
          --
          Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
          nie gaś nigdy światła nadziei
          (Bob Dylan)
      • aniouek1 Walka o siebie 14.03.06, 22:04
        Być może nie doszłoby do wielu tragedii, gdyby zarówno ci wyjeżdżający, jak
        i ich najbliżsi, którzy zostają w Polsce, zdali sobie sprawę z ceny, jaką musi
        zapłacić emigrant.

        Jak ostrzega Rene Dubos w książce Człowiek, środowisko, adaptacja : „emigranci
        stają w obliczu niemal wszystkich opisywanych w psychologii trudnych sytuacji,
        od zakłócenia normalnego dotąd trybu życia, zagrożenia swej zawodowej pozycji
        w nowym kraju, po szeroko rozumianą deprywację”.

        Takie zmiany nie pozostają bez wpływu na psychikę człowieka i prowadzą nie
        tylko do depresji czy innych rodzajów psychoz, ale także rozmaitych rodzajów
        nerwic, schizofrenii.

        A czasami wystarczyłaby sumienna „spowiedź” przed terapeutą. Wyrzucenie
        z siebie nagromadzonych żali, niespełnienia i strachu. Lekarz nie tylko
        obiektywniej jest w stanie ocenić naszą sytuację, ale pomóc również przejść
        przez okres żałoby za utraconą ojczyzną i docenić to, co oferuje nam emigracja.

        - Zacząć trzeba od przyznania się przed samym sobą i najbliższymi, że problem
        istnieje. Kolejnym ważnym etapem jest zrozumienie, że dezintegracyjny proces,
        któremu jest się poddanym, a który wyraża się kryzysami tożsamości,
        porozumiewania się i systemu wartości, jest nieunikniony i normalny, a jego
        brak byłby nienaturalny.
        Następnie należy uznać, że zmiana jest możliwa, czyli problem możliwy do
        pokonania. Trzeba jednak przyjąć do wiadomości, że nie da się zmienić ani
        otaczającej nas rzeczywistości, ani ludzi, z którymi przyszło nam żyć, ale że
        możemy zmienić siebie.
        Następny krok, to pogodzenie się z tym, że dokonanie zmiany wymaga determinacji
        i cierpliwości, i polega na pozytywnym, integracyjnym przystosowaniu się do
        nowej rzeczywistości, ale bez wyrzekania się najcenniejszych dla nas duchowych
        i etycznych wartości, które ukształtowały się przed wyemigrowaniem. Istotne
        jest tu zrozumienie, że pozyskanie nowego zwykle wiąże się z utratą starego.

        Trzeba pogodzić się z tym, że nie można tortu i mieć, i go zjeść - tłumaczy
        profesor Wróbel. Nam wypada uwierzyć mu na słowo. W końcu jesteśmy emigrantami
        i wygraliśmy „los na loterii”, czyż nie?

        Cytaty w tekście pochodzą z książek: Teresy Podemskiej, „Czym naprawdę jest
        emigracja?”, prof. Janusza Wróbla, „Emigracja musi boleć”, Krystyny
        Piotrowskiej- Breger, „Ameryka to nie tak miało być”.
        ---
        Artykuł Anny Gołębiowskiej w: Polonika z 02.11.2005 10:38
        wiadomosci.onet.pl/1257184,242,1,1,kioskart.html
      • aniouek1 za miesiąc i ...kilka dni...Ktoś mi znany 16.03.06, 12:59
        po raz pierwszy wyjedzie z DOMU by ...zycie układać sobie (i nie tylko sobie)
        poza DOMEM.
        Co będzie dalej? Wróci? ...czy...polecą za nim inne ptaki z "gniazda"?
        Nie wiem.
        WIEM, że...smutno mi i niech tam...że perpektywy itd...mnie po prostu okropnie
        smutno i źle...a najbardziej przykro, że...mogę NIC sad
        --
        prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
        - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
        • kendo Re: za miesiąc i ...kilka dni...Ktoś mi znany 16.03.06, 13:35
          znam ten bol Anioueczku,
          gdy sie dzieciecia ma przy boku i nagle znikaja to boli serducho,
          nasze choc pare km od nas sie wyprowadzilo majac osiemnascie lat,powstala
          pustka straszna,przybywalo przez pare weekendow do domu na obiadki a pozniej
          coraz rzadziej pokazywalo sie w domku...przyzwyczailam sie do "pustki"
          niemniej jednak kontakt jest przez rozne komunikatory.
          zycze szczesliwosci na "obcej ziemi" bo to roznie moze byc.


          --
          Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
          nie gaś nigdy światła nadziei
          (Bob Dylan)
    • mala20033 Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 17.03.06, 01:11
      Pada sniezek..jestem teraz w kraju..ide jutro a moze dzis do ksiegarni!
      --
      ....Wiecznie spozniamy sie na wszystko,
      Na marzen i na spelnien czas,Na chwile szczescia i usciskow.Wiecznie spozniamy
      sie na wszystko...Endre Ady
      • aniouek1 witaj w DOMU Mala! 17.03.06, 07:34
        tak miło Cię widzieć. Nie wiem w którym "pokoiku" mieszkasz, czy w centralnej,
        wschodniej, zachodniej, polnocnej czy poludniowej stronie DOMU, ale...ważne,
        że jesteś i że o Szuflandii pamiętałaś.
        --
        prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
        - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
        • mala20033 Re: witaj w DOMU Mala! 17.03.06, 09:19
          Tam gdzie miasto ma dwa rynki..piekne...wiele fos..PIEKNE!
          Dzieki za tytul ksiazeczki...Cudnego Dnia,,
          --
          ....Wiecznie spozniamy sie na wszystko,
          Na marzen i na spelnien czas,Na chwile szczescia i usciskow.Wiecznie spozniamy
          sie na wszystko...Endre Ady
    • 1111zbe Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 06.02.07, 19:04
      Hej! to ja co z wlasnej woli opuscila kraj.
      Jest teskno i nostalgicznie ale jak sie powie: A....
      Mowia, ze cos za cos i dlatego wciaz szukam kontaktu z normalnymi ludzmi.
      Nasza szufladka jast dla mnie namiastka tego czego mi brak.
      Pozdrawiam wszystkich na obczyznie smile))
      • aniouek1 O! 10.03.08, 12:52
        miło Cię "Misiu" widzieć!

        --
        prosze...piszcie listy do szuflady nie czekając na odpowiedź
        - może...cud się zdarzy...?! smile www.szufladalistopisow.prv.pl
      • kendo Re: KLUB POLONIJNEJ SZUFLANDII 03.03.10, 16:26
        smile)))))))))))))))))))))))
        ech,
        wszyscy jakos na rozjazdach ostaniowink
        tradycja/mala - no One powinny sie tu troszke poudzielacwink
        ja dolacze gdy wrocesmile
        --
        *

        Vistula

        *
        gram milosci ma wieksza wartosc niz tona luksusu
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka