Koronacja jeszcze się nie skończyła. Pod Pałacem Prezydenckim rośnie scena. Podobno z okazji rocznicy zaprzysiężenia. Podobno. Bo po tym, co ostatnio dzieje się wokół Karola Nawrockiego, trudno oprzeć się wrażeniu, że zwykła uroczystość to już zdecydowanie za mało. Przecież mamy prezydenta, który najwyraźniej nie zamierza ograniczać się do bycia głową państwa. Ambicje są znacznie większe. Pomnik żywy. Najlepiej z odpowiednim oświetleniem. Plotki z kancelarii mówią, że personel marzy podobno o chwili, w której Polacy będą mogli podejść i oddać hołd. Ręka do pocałowania, noga do ucałowania, a może od razu ukłon do ziemi. Bo po co komu zwykłe „dzień dobry”, skoro można od razu przejść do ceremoniału dworskiego?
Jeszcze tylko herold powinien wyjść przed Pałac i zawołać: „Uwaga! Nadchodzi Najjaśniejszy! Proszę zachować odpowiednią pozycję ciała i nie patrzeć bezpośrednio w oczy!” Brzmi absurdalnie? Owszem. Ale równie absurdalne jest budowanie wokół prezydenta atmosfery, w której każda okazja staje się pretekstem do pompowania jego wizerunku, a każda uroczystość zaczyna przypominać demonstrację osobistej chwały. Prezydent Rzeczypospolitej nie jest królem. Nie jest cesarzem. Nie jest pomazańcem. Nie jest też właścicielem państwa.
Jest urzędnikiem wybranym przez obywateli. I właśnie o tym warto czasem przypomnieć, szczególnie tym, którzy najwyraźniej pomylili Pałac Prezydencki z dworem królewskim. Bo kult jednostki zawsze zaczyna się niewinnie. Najpierw wielkie portrety. Potem pompatyczne uroczystości. Następnie obowiązkowe zachwyty. Później pielgrzymki pod pałac. A na końcu ktoś wpada na pomysł, żeby szkoły rozpoczynały dzień od chóralnego: „Nasz Prezydent jest wielki”. Do kompletu brakuje już tylko monet z profilem Nawrockiego i obowiązkowego portretu nad każdym telewizorem.
Może nawet powstanie specjalny podręcznik. „Nawrocki dla najmłodszych. Jak rozpoznać majestat”. Rozdział pierwszy: kiedy klaskać. Rozdział drugi: kiedy wstawać. Rozdział trzeci: jak prawidłowo całować dłoń władcy. A rozdział czwarty będzie pewnie nosił tytuł „Nie zadawaj pytań”. Tylko że Polska to nie jest prywatny folwark żadnego prezydenta. Pałac nie jest świątynią, a obywatel nie jest poddanym. Można organizować sceny, dekoracje i uroczystości. Można zapraszać orkiestry, ustawiać czerwone dywany i pompować patos do granic możliwości.
Ale jest jedna rzecz, której nie da się zbudować nawet za największe pieniądze. Autorytetu. Autorytet nie bierze się z wysokości sceny, liczby ochroniarzy ani długości przemówienia. Nie rodzi się z klękania obywateli. Tym bardziej nie powstaje wtedy, kiedy władza zaczyna sama sobie wystawiać pomniki. Autorytet trzeba sobie wypracować. A jeśli ktoś potrzebuje, żeby ludzie całowali mu ręce i buty, żeby poczuć własną wielkość, to mam dla niego bardzo prostą radę. Niech najpierw spojrzy w lustro. Tam najłatwiej znaleźć wiernego wyznawcę. I co najważniejsze, nigdy nie protestuje.
Piotrek K.