madziulec
16.09.16, 23:36
Zaraz jak to się cos nazywa? Nie, nie diabła nie pamietam. Poczekalnia?
Cos z szaleńcami? Z poczytalnymi? Dobra. Normalna jestem, mam dokumenty. Dziekuję komuś, kto wymyslał nazwę. Marketing lezy. Minus jeden. Ale to pierwsze piętro. Jeszcze tam dojdziemy.
Wrażenie nastepne: wchodze i co? echo... dosłownie. Jakiś smutny zahukany dośc pilnuje rowerów. Cos robi przy kablach przy kompie i to wszystko. Jest jeszcze jakieś pomieszczenie. Zamkniete. Przeszklone, a tam zwinięte wykładziny. Wrażenie kiepskie.
No nic. Poza tym wiatr hula.
Gdy już zchodzilismy na ławeczkach siedziały cichutko 2 panie, bo poczekalnia jest. Nieprzyjazna ta poczekalnia. strasznie.
No nic.
Idziemy do tej biblioteki. Hasał w niej prezydent. Dzieci zaczepiał. Ale nei wszystkie. Mój za stary. Właściwie pewnie oczekiwał, że rzuce mu się co najmniej na szyje i wdzięczności za budynek i te dobroc wybudowana. A ja nic..Zimno. Bo nawet dzień dobry mi nie powiedział. W końcu "sawułar wiwr" znam. Oczekiwałam czegos więcej. Bywa. No ale co ja tam wiem.
Przy okazji dowiedziałam się, że 2 pietro to sale. Jakies. Diabli wiedzą ogólnie chwilowo jakiego przeznaczenia. Bo stoja niewykorzystane.
Nie wiem chwilowo ile kosztował ten fortepian, ale 2/3 z niego stoi puste. Ekonomia wali po oczach. Jak nic.