Dodaj do ulubionych

Zakazane owoce

03.06.09, 19:59
Pani felieton bardzo mnie ujął swoją delikatnością w podejściu do tematu.
Opowieść o ponurym księdzu była poruszająca, ale pomyślałam sobie - wszędzie
trafi się jakiś oszołom. Wzruszyła ramionami i poszłam dalej cieszyć i trapić
tym co życie przynosi codziennie. I zapomniałabym może o całej tej historyjce,
gdyby nie wczorajsze moje wieczorne spotkanie z moją Pacjentką, kobietą
skądinąd przeuroczą, ciepłą, życzliwą całemu światu, prawą etc., którą chcę
skierować do kolegi innej specjalności na konsultację. Mimochodem wspomniałam,
że Pan Doktor zajmuje się m.in. akupunkturą. Reakcja Pani Pacjentki była
zdumiewająca - lęk, zmieszanie, etc. Gdyby nie Pani felieton myślałabym, że
chodzi o lęk przed igłami :))) Śmieję się trochę, ale tak naprawdę to uciekam
przed smutkiem. Teraz ja się boję, że kobieta nie zaufa dobremu lekarzowi, bo
jakiś oszołom zaraził ją swoim paranoicznym lękiem. Szkoda. I dziękuję jeszcze
raz za ten tekst. O tym nie można milczeć.
Obserwuj wątek
    • pyskata666 Zakazane owoce 05.06.09, 23:22
      Ale co mu te zwierzeta zawinily??? Dlaczego przywiazanie (wzajemne
      zreszta) do mojej malej kici i troska o rybki w akwarium to ma byc
      dzielo sztana?!?!
      • katerina2 Re: Zakazane owoce 06.06.09, 07:59
        No wlasnie ! Przeciez to tez stworzenia boskie...
      • ar.co Re: Zakazane owoce 06.06.09, 16:20
        Nie ma się co dziwić. Jedna ze staropolskich dewotek cieszyła się
        opinią świątobliwej i zasłużyła na pochwały swojego spowiednika, bo
        kiedy zauważyła, że przywiązała się do swojego pieska - kazała go
        utopić uznając, że tak ziemskie uczucie odsuwa ją od Boga.
        Najwyraźniej polski KK nie zmienił swoich poglądów od czasów
        kontrreformacji. Nie mogą wzywać do palenia heretyków, to
        przynajmniej zniechęcają do zwierząt.
    • azja80 Zakazane owoce 08.06.09, 09:43
      Bardzo budujące jest usłyszeć tak szczere słowa z ust katolika. Większość z nas,
      tych potwornych "niepraktykujących", zna tylko katolików zasznurowanych,
      zaszytych w uporze. Połowę szwu stanowi poczucie odpowiedzialności za nasze
      zagubione dusze, drugą połowę lęk, ze jeśli wyznają nam wady Kościoła, oddadzą
      te dusze na stracenie.
      A my te wady znamy. Nie odstręcza nas jednak ludzki błąd, ale odgórne
      przyzwolenie na ignorowanie tych błędów.
      Wiele w moim życiu przeżyłam mszy, które przyniosły mi ukojenie i radość.
      Zawsze, kiedy czuję się zagubiona - idę do kościoła. Zazwyczaj do małego,
      naprawdę starego kościółka na uboczu, gdzie jest cisza, świece i uczucie
      intymności z Bogiem. Nie chadzam na msze w niedzielę, wystraszona tłumem i
      niezdolna do modlitwy w tym tłumie. Częściowo obawiam się też
      ironiczno-złośliwej nutki (być może pychy), która pojawia się, gdy ksiądz
      opowiada zwyczajne bzdury. W mojej głowie kapłan jest wykształconym, pełnym
      wyrozumiałości pasterzem, a nie siejącym grozę wyrobnikiem normy.
      Niechby był ognistym kaznodzieją - mogłabym siłą zgody lub niezgody na jego
      słowa dyskutować z Bogiem.
      Ale klepiąc absurdalne formułki, których pochodzenia nie rozumiem i przez to nie
      umiem przyjąć na wiarę, słuchając trzaskających drzwi, jest mi po prostu smutno,
      że nie potrafię odnaleźć we Wspólnocie Katolickiej niczego wspólnego. I do
      Kościoła nie chodzę. Aż do następnego smutnego okresu, kiedy będę Boga potrzebować.

      A na koniec jedno wspaniałe zdanie, ze ślubu moich przyjaciół, które padło z ust
      młodego księdza (z bardzo ciekawym poczuciem humoru przy okazji):
      "Bóg nie jest na nas zły, kiedy postępujemy źle. Jemu jest przykro, Że możemy
      być dobrzy, ale nam się nie chce".
      Amen.
    • alba20 Zakazane owoce 08.08.09, 21:11
      Mogłabym podpisać się pod komentarzem Azji80.

      Pani Felieton świetny, ale przykre, że taka sytuacja miała miejsce podczas
      mszy za Pani Matkę.

      Rozumiem Pani znajomych. Sama nie mam już argumentów, aby zachęcić swoje
      nastolatki do chodzenia do kościoła. Już rozumieją i słyszą, gdy ksiądz nudzi
      lub bzdurzy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka