laband
16.06.04, 10:53
Jak pić kwas pruski
Fragmenty artykułu
Co za ponury paradoks! Ledwie weszliśmy do Unii, a już nas straszą, że
pruscy Niemcy odbiorą domy w Opolu i na Mazurach, fabryki w Szczecinie i w
Pile, lasy nad Odrą. Ziomkostwa „wypędzonych” zgromadziły już kilkaset
tysięcy euro na wniesienie spraw do sądów. Co mogą wywojować?
MAREK OSTROWSKI
Sam już nie wiem, czy trzeba przypominać, że po wojnie Polska, wypchnięta
przez Moskwę z jednej trzeciej swego terytorium na wschodzie, przejęła na
zachodzie znaczny majątek poniemiecki: 529 tys. gospodarstw o powierzchni
7,14 mln ha, prawie 3 mln ha lasów, kopalnie, dziesiątki tysięcy
przedsiębiorstw różnych branż, słowem majątek, którego wartość wyliczano na
miliardy marek niemieckich.
Te miliardy zupełnie nie imponowały memu dziadkowi Januszowi, byłemu
sekretarzowi Sejmu Wileńskiego w 1920 r., który mówił, że odda to wszystko za
nasze rodzinne Gulbiny koło Wilna. Tego właśnie zupełnie nie rozumieją
niemieckie ziomkostwa. Polacy nie czyhali na niemiecką ziemię, a wyrażenie
Alexandra von Waldowa, „ziomka” i starego właściciela pałacu pod Gorzowem
(dawniej Landsberg): „Kradziony towar trzeba zwrócić” – głęboko mnie oburza.
Niczego nie kradliśmy, panie von Waldow. Moją matkę zaraz po studiach
medycznych rzeczywiście wysłano do pracy do Cieplic Śląskich (Bad Warmbunn),
gdzie zamieszkała w poniemieckiej aptece, ale nie chciała tam jechać. W ogóle
mało kto z Polaków chciał tam na początku jechać, a ona pojechała dlatego, że
nie miała innego domu, bo jej dawny dom zburzyli żołnierze, być może kuzyni
von Waldowa, którzy przy okazji niejednego zamordowali.
Apel von Waldowa do Polaków – o zwrot kradzionego – pochodzi z ogromnego
artykułu Rolanda Kirbacha w znanym niemieckim tygodniku „Die Zeit” (czytaj w
FORUM 23). Autor doskonale tłumaczy rację niemieckich przesiedleńców, na
przykład Klausa Glowny z dzisiejszej Łęknicy: „Dlaczego ludzie w Monachium
czy Kolonii mogą przekazywać spadki i dziedziczyć? Dlaczego mnie tego nie
wolno?”. Dlaczego to wypędzeni pokutują za niemieckie winy? „Nie może być
przecież odpowiedzialności zbiorowej!”. Na takiej zasadzie von Waldow, Glowna
i im podobni starannie przygotowują precedensowe procesy i – o ile nikt
rozsądny ich nie powstrzyma – mogą zalać polskie sądy pozwami o zwrot swoich
nieruchomości sprzed 50 lat. Mówi się już o 35 tys. takich potencjalnych
skarg.
Pozwy będą odrzucone
Rodacy, śpijcie spokojnie. Oto co się stanie. Pozew pana von Waldowa
(przepraszam resztę rodziny tego pana, wcale nie wszyscy podzielają jego
roszczenia) trafi do Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim. Nie może
trafić gdzie indziej, bo nie tylko w prawie polskim (art. 1102 kpc), ale i w
prawie prywatnym międzynarodowym przyjęto zasadę, że do rozstrzygania sporów
o nieruchomości właściwy jest sąd miejsca ich położenia.
Wyślij ten link znajomemu
1