Gość: Flyjtuch Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 16.07.02, 13:08 18. August 1922 Gründungsversammlung der oberschlesischen Großschlächter in Gleiwitz, wo die hier ansässigen Großschlächter schon lange vor der offiziellen Vereinsgründung untereinander engen Kontakt hielten und schließlich die erste oberschlesische Berufsorganisation, den “Verein der Großschlächter zu Gleiwitz und Umgebung”, ins Leben riefen. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Flyjtuch Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 16.07.02, 13:31 www.rygol.de/fg3.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Flyjtuch Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 16.07.02, 13:49 www.tt-domain.de/BILDER/xgle_gle_0001.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Flyjtuch Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 16.07.02, 16:23 www.bartko-reher-antiquitaeten.de/shop/ak/xxxdetails.php?id=33112 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Flyjtuch Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 16.07.02, 16:31 www.bartko-reher-antiquitaeten.de/shop/ak/xxxdetails.php?id=79602 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Flyjtuch Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 16.07.02, 16:41 www.bartko-reher-antiquitaeten.de/shop/ak/xxxdetails.php?id=33130 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Flyjtuch Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 17.07.02, 15:22 Je jeszcze we Starych Glywicach piyntrowy stary spichlerz(przerobiony we wXIXw. ze srogego murowanego /XVIIw./ domu)? Stouo to na lekyj gorce. Obok stou tysz parterowy dom ze XVIIIw. To wszysko bouo kedys okronzone murami z kerych sie ino fragmynty ostauy. Abo to juz pieron szczelou? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Flyjtuch Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 18.07.02, 10:02 A teroski mozno richtich cos co idzie pomaszkycic do obiodu. Jak wiycie u nos Slonsku we niydziekla je zawsze do kluskow i rolady modro kapusta(no ta warzono i prziprawiono miyndzy inkszymi i nelkami). Je ale i cosik ze modryj kapusty na beztydziyn: Bierecie mauo gowka modryj kapusty i blank ffajnie musicie jom pokroc. Teroski jom posolcie dosc ale niy za dosc i postowcie we miejscu kaj niyma ani za gorko ani zima. Teroski to tuczkym trocha posztamfujcie (abo jak mocie sioua wyciscie w ryncach a potym juzas widoukami zrobcie to fajnie leke(luzne). Terozki blank wazne - fajnie dosmakowac pieprzym i blank fajnie posiekanom cebulom. Pomiyszac i dodac kwasnyj smietany. Pycha ! Pyrsk ! PS Acha, i mie zaproscie do tisza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Flyjzuch Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 18.07.02, 10:06 A teroski mozno richtich cos co idzie pomaszkycic do obiodu. Jak wiycie u nos na Slonsku we niydziela je zawsze do kluskow i rolady modro kapusta(no ta warzono i prziprawiono miyndzy inkszymi i nelkami). Je ale i cosik ze modryj kapusty na beztydziyn: Bierecie mauo gowka modryj kapusty i blank fajnie musicie jom pokroc. Teroski jom posolcie dosc ale niy za dosc i postowcie we miejscu kaj niyma ani za gorko ani zima na pora godzin. Teroski to tuczkym trocha posztamfujcie (abo jak mocie sioua wyciscie w ryncach a potym juzas widoukami zrobcie to fajnie leke(luzne). Terozki blank wazne - fajnie dosmakowac pieprzym i blank fajnie posiekanom cebulom. Pomiyszac i dodac kwasnyj smietany. Pycha ! Pyrsk ! PS Acha, i mie zaproscie do tisza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 21.07.02, 08:53 Pyrsk ! Kero abo kery wiy(zgodnie) o kim je sam godka we tym "konsku" ? "Er war ein Mann von 60 Jahren. Das gebogene Kinn und die stahlblauen Augen, die hart und herrisch in die Welt sahen, verrieten eine unbändige Willenskraft. Seine gesamte Persönlichkeit strahlte Selbstbewußtsein und Energie aus. In diesem Körper mußten Riesenkräfte stecken. Das verriet nich nur seine gealtige Größe; das zeigten auch die Muskelwülste der Arme, die sich unter seinem leichten Wams deutlich abzeichneten. Über seine Körperkräfte kursierten nicht nur in der Stadt, sondern im ganzen oberschlesien Land viele Geschichten. Einen störrischen Bullen riß er mit den Fäusten zu Boden. Und daß er seinen Erntewagen, wenn er im Morast stecken geblieben war und von keinem Pferdegespann von der Stelle gebracht werden konnte, mit seinem anstemmenden Schultern aus den Schlammlöchern hob, war den Gleiwitzern nichts Besonders. Ob seines gerechten Sinnes stand er bei der Bürgerschaft in hohem Ansehen, war aber auch wegen seiner Unterbittlichkeit und Härte gefürchtet. Seit vielen Jahren war er Schöffe des unabhängigen Gerichtes. Sein Name ist noch heut im "Schwarzen Buch der Stadt Gleiwitz" zu finden, auch die furchtbaren Bluturteile, die er mitgefällt hat, stehen dort verzeichnet. Wenn ihn die Angeklagten auf der Schöffenbank sitzen sahen, so wußten sie, daß keine Gnade zu erwarten war. Es erging ihnen, wie dem Johann Scholtyssek, der am Freitag nach Oculi 1611 nach furchtbarer Folterung zum Galgen verurteilt wurde, weil er angeblich seinem Herrn, Andreas von Giraltowsky auf Schierakowitz, Fische aus den Teichen gestohlen haben sollte. Die übriegen Richter waren schon geneigt, dem winselnden armen Schelm, der bei der Folterung alles gestanden hatte, das Leben zu schenken. Da schlug der gewaltige Schöfe von Gleiwitz auf den Tisch: "Seit wann sind alte Weiber zu Schöffen bestellt? Es soll unparteiisch Recht gesprochen werden, wie es das Gesetz verlang". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 21.07.02, 12:26 "Da wagte keiner dem Martin Strzoda zu widersprechen. Es half auch nichts, daß sich der arme Teufel dem Richter zu Füßen warf, daß Frau und Kinder des Angeklagten jammernd um Gnade flehten. Mußte doch den Galgen besteigen, der arme, kleine Sünder, ..." "Als leidenschaftlicher Anhänger der katolischen Sache war er ein erbitterter Feind des Protestantismus. Und wenn im Gegensatz zu weiten Teilen Schlesiens die Anhänger des neuen Evangelismus in Gleiwitz keinen Fuß fassen konnten, so war das nicht zulezt dem eifernem Wirken des Gleiwitzer Ratsherrn zu danken." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 21.07.02, 12:33 i jeszcze cosik o tym Glywiczoku: "W 1587r. urodził się w Gliwicach Martin Stredonius (Marcin Strzoda) (łac. Stredonius). Wstąpił do zakonu OO. Jezuitów, został prowincjałem w Czechach. Był bardzo wykształcony, prowadził świętobliwe życie. Swą głęboką pobożność Maryjną odziedziczył od matki, która jako małego chłopca ofiarowała go Bogu podczas pielgrzymki do sanktuarium M.B. w Częstochowie. Wiadomo też, że pielgrzymował również jako prowincjał czeskiej prowincji jezuitów do Częstochowy. Śląski historiograf Henelius umieścił go w Albumie Sławnych Ślazaków. Podczas wojny 30 letniej w 1626 roku wojska Mansfelda ciągnęły przez Śląsk plądrując i rabując. W sile wielu tysięcy żołnierzy, oblegano także Gliwice. Załoga Cesarska (Śląsk należał wówczas do Austrii) - była bardzo szczupła. Głównodowodzący chciał miasto poddać, ale został przez mieszczan pojmany. Mieszczanie nie dali się zastraszyć wpadającymi pociskami i bronili się przed szturmującymi wrogami nawet widłami od siana i gnoju. Mieszkańcy stwierdzili, że się ich nie starczy do obrony, złożyli w kościele parafialnym ślubowanie, że corocznie, aż do najdalszych pokoleń odbywać będą pielgrzymkę do Matki Bożej w Częstochowie. Matce Boskiej to ślubowanie było miłe, a dla mieszczan zbawienne. Miano widzieć Maryję ponad miastem, z rozpostartym do ochrony płaszczem i swoją siłę przestraszyła wrogów zmuszając ich do ucieczki. Wnet po cudownym ocaleniu miasta 80, mieszczan pielgrzymowało do Częstochowy, gdzie 29 września 1626r. umieścili jako wotum wielki sztandar z wizerunkiem Maryi. Ten sztandar spłonął niestety w 1690r. podczas straszliwego pożaru klasztoru, ale 4 lipca 1695r. w wielkiej procesji, w której z Gliwic brało udział ponad 400 mieszczan i chłopów przyniesiono nowy okazały sztandar na którego jednej stronie umieszczono słowa z 123 psalmu o wdzięczności za ocalenie a na drugiej obraz św. Michała. Więzy Gliwic z Jasną Górą w XVII wieku musiały być wyjątkowe, na co zdaje się wskazywać fakt umieszczenia w 1682r. na odwrotnej stronie Cudownego Obrazu widoku miasta Gliwic obok jeszcze 3 tylko widoków miast: Krakowa, Torunia i Raciborza. Fakt ten został odkryty podczas konserwacji Cudownego Obrazu w 1925 - 1926r. Od 1742 roku po wojnach Śląskich, Śląsk a z nim Gliwice przeszły spod władzy austriackiej pod panowanie pruskie. Początkowo tak jak dawniej pielgrzymowano bez przeszkód, ale już kilka lat później, w 1754 roku, wyszło z gabinetu królewskiego pismo skierowane do wrocławskiego biskupa Schaffgotscha z zakazem organizowania zagranicznych pielgrzymek, z uzasadnieniem, by pruscy poddani nie zarażali się tak znamienną dla Polski wolnością i aby nie wynosili pruskich talarów za granicę do miejsc pielgrzymkowych w Polsce a zwłaszcza do Częstochowy, ale strumień pielgrzymów zdążających na Jasną Górę nigdy właściwie nie został przerwany. Świadczy o tym zapis z czasów działalności ks. dziekana Hemera w Gliwicach z 1777 roku, a także późniejsze zapisy. W roku 1795 Ks. Maciej Walenty Hoscheck, proboszcz parafii kotowsko - tworogowskiej napisał kronikę p.t. "Liber Archivialis parochiae Tworogiensis". Znajdujemy tam uwagę: "W niedzielę Zesłania Ducha świętego ranne odprawia się w Kotach, nieszpory zaś w Tworogu. Niewielu jednak przychodzi tego dnia z powodu pielgrzymek, które zwykło się urządzać do Częstochowy. Wiele przemawia za tym, że jeden ze szlaków pątniczych ze Śląska do Częstochowy prowadził przez parafię tworogowską, mianowicie przez Potępę i Żyłkę w kierunku Lublińca. W roku 1834 przybyły na Jasną Górę 24 pielgrzymki ze Śląska, a wśród nich 9 września - 40 pielgrzymów z Gliwic, 5 lipca - 90 pielgrzymów z Biskupic, 15 lipca 200 z Pyskowic. W roku 1835 pojawia się po raz pierwszy miejscowość Świerklaniec, zaś w roku 1836 Bytom, Lubliniec i Kochanowice. W latach 1888 do 1890 pielgrzymi z Gliwic przybywali zawsze na Jasną Górę 28 czerwca i było ich od 150 do 400. Gdy chodzi o udział poszczególnych miejscowości zdecydowanie prowadził Bytom, często odrębnie pielgrzymowały także Zabrze i Zaborze. Budujący jest również trwały udział w pielgrzymowaniu starych parafii z dawnego dekanatu bytomskiego, skupionych wokół Radzionkowa, a więc: Repty, Żyglin, Orzech. W wieku XX przykładowo w roku 1912 udział pielgrzymek z terenów obecnej diecezji gliwickiej zaznaczył się w sposób następujący: 7 czerwca - Bobrek 70 osób, 28 czerwca - Stare Repty 90 osób, 28 czerwca - Bytom 100 osób, 29 czerwca - Orzech 30 osób, 29 czerwca - Gliwice 70 osób. W roku 1900 odnotowano 24 pielgrzymki, a w roku 1906 ponad 20 pielgrzymek z 4104 uczestnikami. Ale wzmagały się także trudności w uzyskaniu paszportów od władz pruskich, a władze carskie poddawały Śląskich pielgrzymów surowym rewizjom na przejściach granicznychi. Naczelnik komory celnej w Herbach w wielu listach z 1907 i 1909 roku, próbował proponować klasztorowi jasnogórskiemu nabycie zarekwirowanych dewocjonali i szat liturgicznych. Pielgrzymi ze Śląska mimo szykan ze strony władz politycznych związali się z Jasną Górą w sposób trwały, a Paulini, stróżowie Jasnej Góry zachęcali innych pielgrzymów do naśladowania ich sposobu wykonywania praktyk religijnych w sanktuarium i zachowania się w Częstochowie." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty IP: *.dip.t-dialin.net 21.07.02, 12:41 kuknijcie na pozycja blank na wiyrchu. no i do Hanysa_Hansa na som dou. Pyrsk ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obroona Glywic cz.1 IP: *.dip.t-dialin.net 21.07.02, 22:52 "Schon hatten die Geschütze ihr Feuer eingestellt. Die erste Welle der Feinde hatte den Graben erreicht. Die Vermutung des Stadthauptmanns hinsichtlich der Angriffspläne des Gegners hatte sich bestätig. Wenn bei der Anzahl der Gegner der Sturm auch von allen Seiten unternomen wurde, so zeigte es sich doch bald, daß es sich hierbei nur um Täuschungsmanöver handelte. Diese Täuschung wäre ohne die Achtsamkeit des jungen Kommandanten auch sicher gelungen. Die ersten Reihen der Stürmenden hatten den Wall überstiegen und den Graben erreicht. Schon flogen Stroh- und Reisigbündel haufenweise in das Wasser, und immer noch nicht gab der Kommandant den Befehl zum Feuern." dalyj jutro. Pyrsk! Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: Glywicke maszkyty/obroona Glywic cz.1 21.07.02, 22:58 members.fortunecity.de/beno2002/glywicke/gleiw.gif Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obroona Glywic cz.1 IP: *.dip.t-dialin.net 21.07.02, 23:05 Ja, ku tymu przidymy(to je sam na wiyrchu wontku - Pieron to dou), a cuzamyn do kupy tysz to narichtujymy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obroona Glywic cz.2 IP: *.dip.t-dialin.net 22.07.02, 00:03 "Erstaunt schauten die Landsknechte des Mansfelders zu den Mauern empor. Diese Ruhe war ihnem unheimlich. Sie stach ab von dem sonst Gewohntem. Wo immer sie auch stürmten, ob in Böhmen, Welschland, Italien oder Deutschland; auf den Mauern standen die Verteidiger, schossen und schrien, was das Zeug hielt. Hier aber war kein Verteidiger zu sehen. Kein Schuß war gefallen. Doch ihre Verwunderung sollte nur von kurzer Dauer sein. Plözlich zerriß ein scharfer Kommandoton die unheimliche Stille, die auf den Mauern lastete. Kaum war er verklungen, da fegten mehr als fünfhundert Musketen und Hakenbüchsen Feuer und Tod auf die Stürmenden hinunter. Bei der geringen Entfernung und bei der Menge der Gegner war die Wirkung dieses wohlgezielten Feuers geradezu furchtbar. Fast die ganze erste Reihe der Anstürmenden wurde niedergemäht. Viele Dutzende sanken mit ihrem Weidenbündeln sterbend in den Wallgraben, dadurch noch im Tode ihre Aufgabe erfüllend." cd. bydzie juzas. Pyrsk! PS Polecom translator do tuplikowania, do tych co nic niymieckyj szprachy niy znajom. We i-necie som jakes. Kej kero abo kery jako adresa mo, to niych sam jom do. Dziynki! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.3 IP: *.dip.t-dialin.net 22.07.02, 18:21 no to dalyj jadymy z tom obronom Glywic "Mit lauten Freudenrufen quittierten die Gleiwitzer dieses erste Ergebnis ihrer Verteidigung. Doch die Freude war nur von kurzer Dauer. Ehe sie ihre Musketen und Hakenbüchsen ein zweites Mal laden und abfeuern konnten, hatten die massenhaft nachdrängenden Angreifer den Wallgraben an zwei Stellen, wenn auch nur notdürftig, ausgefüllt. Es genügte aber, um in wenigen Augenblicken Hunderten der Feinde den Übergang über den Graben zu ermöglichen. Im Nu hatten die gerade in diesen Kämpfen geschulten Landsknechte mit ihrem Beilen und Sturmböcken die Palisaden, die den Zugang zu der Mauer versperrten, beseitigt und ihre Sturmleitern an die Mauer angesetz. Und nun kletterten sie auch schon tollkühn, das Schwert oder die Hellebarde in der Faust, auf den Leitern empor. Zwar schossen nun die Verteidiger unaufhörlich in die Reihen der über den Wallgraben drängenden Feinde. Doch wieviele auch blutend niedersanken, die Zahl der Vorstürmenden wuchs von Minute zu Minute. Nun standen schon viele Hunderte an Zahl im Zwinger." cd. zas bydzie Odpowiedz Link Zgłoś
staflik Obrona Glywic cz.1-3 - po polskiemu 28.07.02, 17:26 Obrona Gliwic / cz. 1-3 Artyleria wstrzymała już ogień. Pierwsza nieprzyjacielska fala osiagnęła fosę. Przypuszczenie dowódcy miasta dotyczące planów ataku wroga, potwierdziło się. Jeśli przy tej liczbie przeciwników przedsiewzięto atak ze wszystkich stron, wkrótce było jasne, że chodzi tylko o fortel. Bez uważnego, młodego komendanta, fortel ten z pewnością też by się udał. Pierwsze szeregi atakujących przekroczyły wał i doszły do fosy. Do wody leciały już masowo wiązki słomy i chrustu, a komendant ciągle jeszcze nie dawał rozkazu strzelania. Żołnierze Mansfelda spoglądali ze zdziwieniem w górę na mury. Ta cisza budziła niepokój. Odbiegała od tego, do czego się przyzwyczaili. Wszędzie, gdzie atakowali, czy to w Czechach, Italii czy Niemczech, na murach stali obrońcy, którzy strzelali i krzyczeli ile się dało. Tutaj jednak żadnego obrońcy nie było widać. Nie padł ani jeden strzał. Ich zdziwienie miało być jednak tylko krótkotrwałe. Ten przeraźliwy spokój ciążący na murach przerwał nagle ostry ton komendanta. Ledwo co przebrzmiał, na atakujących spadły ogień i śmierć z ponad pieciuset muszkietow i hakownic. Skutek zmasowanego ognia, przy tej małej odleglości i liczbie przeciwników, był straszliwy. Prawie cała pierwsza linia atakujących została wybita. Umierąjac, dziesiątki spadały do fosy wraz z ich wiązkami z łąk, spełniając jeszcze przez śmierc swoje zadanie. Glośnymi okrzykami radości przyjęli Gliwiczanie ten pierwszy wynik ich obrony. Ale radość ta trwała tylko krótko. Zanim zdążyli ponownie załadować i wystrzelić ze swoich muszkietow i hakownic, masowo nacierąjacy napastnicy zasypali, jeśli nawet tylko prowizorycznie, fosę w dwóch miejscach. Wystarczyło to, aby w mgnieniu oka umożliwić setkom wrogów przejście przez rów. Własnie w takich walkach wyszkoleni żołnierze, szybko usunęli toporami i taranami palisady zamykające dostęp do murów i oparli o mury drabiny bojowe. Teraz wspinali się już zuchwale na drabinach do góry z mieczem lub halabardą w ręku. Obrońcy strzelali wprawdzie bez ustanku na linie przedostających się przez rów wrogów, ale choć wielu krwawiąc topiło się, liczba nacierających rosła z minuty na minutę. Teraz na międzymurzu stały ich już setki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Obrona Glywic cz.1-3 - po polskiemu IP: *.dip.t-dialin.net 28.07.02, 17:33 A tos mie sam zaskoczou, BRAVO! To miou byc drugi krok, kerych chciou robic ale piyknie dziynki za to zes sie za to chyciou. Dziynki i Pyrsk! Odpowiedz Link Zgłoś
meg_s Re: Obrona Glywic cz.1-3 - po polskiemu 28.07.02, 17:39 staflik napisał: > Obrona Gliwic / cz. 1-3 nareszcie !!!!!! - WIELKIE dzięki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Obrona Glywic cz.1-3 - po polskiemu IP: *.dip.t-dialin.net 28.07.02, 17:45 Meg, ale Ty se przeca tysz ze "szprechaniym" dobrze rady dowosz. Odpowiedz Link Zgłoś
meg_s Re: Obrona Glywic cz.1-3 - po polskiemu 28.07.02, 22:26 Gość portalu: Maszkytnik napisał(a): > Meg, ale Ty se przeca tysz ze "szprechaniym" dobrze rady dowosz. dzięki - ale w takim tempie, że już na nic innego czasu mi nie starcza ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.4 IP: *.dip.t-dialin.net 22.07.02, 19:35 "Sowie eine Sturmleiter angesetz wurde, versuchten die Verteidiger, diese umzustürzen. Und es wäre sicher keinem Feinde gelungen, die Leitern zu erklettern, wenn es sich nicht um ein so erprobtes Kriegsvolk wie das des Mansfelders gehandelt hätte. Bei jeder Sturmleiter standen drei Landsknechte. Während einer von ihnem sich anschickte, die Leiter zu erklettern, nahmen die beiden anderen mit schußfertigen Musketen daneben Aufstellung. Ihre Kugeln streckten jeden nieder, der versuchte, die Leitern umzustoßen. Als ersten erwischte es des Schmiedes Wisor Altgesellen Schymura. Er trug keine Büchse. Als einziege Waffe hielten seine schweren Fäuste den Schmiedehammer. Er hatte gleich zu Beginn des Sturmes als einer der ersten die schützende Brustwehr verlassen und erwartete auf dem Wehrgang den Feind. Als die erste Leiter gerade bei ihm angesetz wurde, warf er den Hammer beiseite, um die Leiter umzustoßen. Schon hatte er sie gefaß und hochgezogen. Der Landsknecht, der sie bestiegen hatte, fiel wie ein Mehlsack herunter. Aber in demselben Augenblick ließ der Schmiedgeselle auch schon die Leiter fahren; steil richtete er sich in der Höhe und fiel dann lautlos zurück in der Wehrgang. Der Schmied Wisor, der hinzusprang, hatte nichts anders mehr zu tun, als seinen treuen Altgesellen die Augen zu schließen. In dessen Stirn saß ein kreisrundes großes Loch, das ihm die Kugel des feindlichen Landsknechtes geschlagen. >>Verfluchte Schweine<<, knurrte der Meister, >>ich werde euch nichts schuldig bleiben<<." cd. bydzie juzas Pyrsk! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.5 IP: *.dip.t-dialin.net 23.07.02, 11:24 "Die Verteidiger zahlten ein teures Lehrgeld, ehe sie von dem Versuch, die Leitern umzustürzen, abließen. Wo nur eine Hand die Leitern anfaßte, hörte man meist in demselben Augenblick den Schrei eines Getroffenen. Aber wenigstens war dieses Lehrgeld nicht umsonst gezahlt. Sorgfältig nahmen die Verteidiger wieder Deckung. So konnten die Angreifer nun ungehindert die Leitern erklettern. Doch wehe, wenn sie mit dem Kopfüber dem Mauerrand auftauchten! Wie ein Blitz sausten Dreschflegel und Schwerter auf ihre Häupter nieder, so daß ihre Köpfe genau so schnell wieder verschwanden, wie sie gekommen. Doch, was half alle Tapferkeit bei der ungeheuren Übermacht der Feinde? Mochten auch Hunderte von ihnen niedersinken, ebensoviele Hunderte standen sofort an ihrer Stelle. Do die Verteidiger mit der Abwehr der Feinde von der Mauer nun ganz in Anspruch genommen waren, konnte der Mansfelder jetzt seine gesamte Streimacht ungehindert über Wall und Graben an die Mauern nachbringen. Es waren ihrer mehr als zehntausend. Und dieses mächtige Heer, versehen mit allen modernen Angriffswaffen, wurde angeführt von dem kühnsten und tapfersten Feldherrn der damaligen Zeit. Er stand auf einem Bagagewagen, fünfzig Meter entfernt von dem Ratiborer Tor. Seinen scharfen Augen entging nichts. Keine Blöse des Gegners, aber auch keine Schwäche der eigenen Truppen. Ununterbrochen erteilte er seine Befehle." cd. bydzie Odpowiedz Link Zgłoś
staflik obrona Glywic cz.4-5 / po polskiemu 28.07.02, 21:17 Obrona Gliwic / cz. 4-5 Jak tylko przystawiano drabinę, obrońcy próbowali ją przewrócić. I z pewnością nie udałoby się żadnemu wrogowi na nią wspiąć, gdyby nie chodziło tu o tak bojowy i walkach wypróbowany lud Mansfelda. Przy każdej drabinie stało trzech żołnierzy. Kiedy jeden szykował się do wejścia na nią, pozostali dwaj ustawiali się obok z muszkietami gotowymi do strzału. Ich kule powalały na ziemię każdego, który próbował drabinę przewrócić. Jako pierwszego kule dopadły czeladnika Schymurę od kowala Wisora. Nie nosił żadnej strzelby. Jako jedyną broń jego ciężkie ręce trzymały kowalski młot. Zaraz na początku ataku jako jeden z pierwszych wyszedł zza chroniącego go murka i oczekiwał na wroga na ganku obronnym. Kiedy pierwszą drabinę przystawiono akurat obok niego, odrzucił młot na bok, żeby drabinę przewrócić. Już chwycił ją i pociągnął do góry. Żołnierz, który się po niej wspinał, spadł na dół jak worek . Ale w tym samym momencie nasz czeladnik kowalski drabinę wypuścił; wyprostował się w górę i upadł bezgłośnie z powrotem na ganek obronny. Kowal Wisor, który zaraz doskoczył, nie miał już nic innego do zrobienia, jak tylko zamknąć swemu wiernemu czeladnikowi oczy. W czole jego była okrągła, wielka dziura, wybita przez kulę wrogiego żołnierza. >>Przeklęte świnie,<< mruczał majster, >> nie pozostanę wam w niczym dłużny<<. Obrońcy drogo zapłacili, zanim zaniechali prób przewracania drabin. Gdzie tylko jakaś ręka chwytała za drabinę, najczęściej w tym samym momencie słychać było krzyk trafionego. Ale ta nauka nie poszła przynajmniej na marne i obrońcy ostrożnie się znowu pochowali. Tak więc napastnicy mogli teraz bez przeszkód wspinać się po drabinach. Ale biada temu, kto wyłaniał się zza krawędzi muru. Jak błyskawice świstały wtedy cepy i miecze nad ich głowami, tak że głowy tak samo szybko znikały jak przyszły. Ale co pomogło to całe męstwo przy tej potwornej przewadze nieprzyjaciół ? Chociażby setki z nich się potopiło, natychmiast tyle samo stało na ich miejsce. Ponieważ obrońcy byli całkowicie zajęci obroną przed wrogiem na murach, Malenstein mógł bez przeszkód przeprowadzić wszystkie jego siły przez wał i fosę. A było ich ponad dziesięć tysięcy. I ta potężna armia wyposażona we wszystkie nowoczesne bronie, była dowodzona przez najśmielszego i najmężniejszego wodza tych czasów. Stał na wozie oddalony pięćdziesiąt metrów od bramy raciborskiej. Jego ostrym oczom nie uszło nic. Żadna słaba strona przeciwnika ani żadne słabości własnych wojsk. Bezustannie wydawał rozkazy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: obrona Glywic cz.4-5 / po polskiemu IP: *.dip.t-dialin.net 28.07.02, 21:45 SUPER! i DZIYNKI za wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obroona Glywic cz.1 IP: *.dip.t-dialin.net 23.07.02, 23:25 "Düster war sei Antlitz. Die Bürger machten ihm mehr zu schaffen, als er geglaubt. Seine Auffassung, daß das Bombardement schon den Widerstand brechen würde, hatte sich als trügerisch erwiesen. Und nun wehrten sich diese Kerle auf der Mauer wie die Teufel! Zornig stampfte er mit dem Fuße auf und wandte sich an die ihn umgebenden Offiziere: >>Habe ich feige Memmen und Weiber oder Soldaten angeworben? Ich muß die Herren bitten, den Angriff persönlich zu leiten!<< Schweigend entfernten sich die Offiziere und begaben sich zu ihren Fähnlein und Regimentern. Und nun setzte wild und erbarmungslos die neue Angriffswelle ein! Endlich war es einer Anzahl Mansfeldischer gelungen, über die Mauer zu kommen und dort Fuß zu fassen. Ein furchtbarer Kampf entspann sich. In demselben waren die waffengeübten Landsknechte den Verteidigern überlegen." dalyj bydzie juzas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.6 IP: *.dip.t-dialin.net 23.07.02, 23:26 Piyknie przepraszom! "Düster war sei Antlitz. Die Bürger machten ihm mehr zu schaffen, als er geglaubt. Seine Auffassung, daß das Bombardement schon den Widerstand brechen würde, hatte sich als trügerisch erwiesen. Und nun wehrten sich diese Kerle auf der Mauer wie die Teufel! Zornig stampfte er mit dem Fuße auf und wandte sich an die ihn umgebenden Offiziere: >>Habe ich feige Memmen und Weiber oder Soldaten angeworben? Ich muß die Herren bitten, den Angriff persönlich zu leiten!<< Schweigend entfernten sich die Offiziere und begaben sich zu ihren Fähnlein und Regimentern. Und nun setzte wild und erbarmungslos die neue Angriffswelle ein! Endlich war es einer Anzahl Mansfeldischer gelungen, über die Mauer zu kommen und dort Fuß zu fassen. Ein furchtbarer Kampf entspann sich. In demselben waren die waffengeübten Landsknechte den Verteidigern überlegen." dalyj bydzie juzas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.7 IP: *.dip.t-dialin.net 24.07.02, 11:08 "Wohl fochten die Gleiwitzer mit Mut und Todesverachtung. Doch was halfen Hämmer und Dreschflegel und all die andere altertümliche Wehr, nachdem die Feinde die Mauern erstiegen hatten und ihnen Brust an Brust gegenüberstanden. Jetzt entschieden Mut und wildes Draufgängertum nicht mehr allein. Jetzt kam es entscheidend auf die Art der Waffe und der Waffenführung an. Nicht mehr als zwölf Meter vom Turm des Ratiborer Tors entfernt, hatte eine Rotte des feindlichen Kriegsvolkes die Mauern genommen und die Verteidigung trotz tapferster Gegenwehr nieder- und kampfunfähig gemacht. Und nun drängten sie gegen den Turm vor. Wenn es ihnen gelang, an das Stadttor heranzukommen und dasselbe zu öffnen, so war die Stadt verloren. Entsetzen überfiel die Verteidiger, die aus dem weiten Rund der Mauern das Vordringen beobachtet konnten. Nun schienen alle Opfer und Tapferkeit umsonst. >>Heilige Jungfrau hilf!<< So stiegen aus Hunderten von Herzen flehende Hilferufe zum Himmel!" dalyj bydzie juzas Odpowiedz Link Zgłoś
staflik Obrona Glywic cz.6 - 7 / po polskiymu 29.07.02, 19:52 Obrona Gliwic cz. 6 – 7 Oblicze miał ponure. Mieszkańcy Gliwic stwarzali mu więcej problemów, niż przypuszczał. Jego pogląd, że już bombardowanie wystarczy, aby złamać opór, okazał się złudny. A teraz jeszcze ci mężczyźni broniący się na murze jak diabły ! Gniewnie tupnął nogą i zwrócił się do otaczających go oficerów: >> Czyż zwerbowałem tchórzliwe baby i niewiasty albo żołnierzy ? Panowie, proszę osobiście pokierować natarciem ! << Oficerowie oddalili się w milczemiu i udali do swoich chorągwi i regimentów. Teraz zaczęła się dzika, bezlitosna fala nowych ataków ! W końcu udało się pewnej liczbie żołnierzy Mansfelda przejść przez mur i umocnić tam swoje pozycje. Wywiązała się straszliwa walka, w której przeważali wyszkoleni we władaniu bronią żołnierze. Gliwiczanie walczyli wprawdzie z odwagą i pogardą dla śmierci, ale co pomogły te młoty, cepy i ta cała przestarzała broń, kiedy wrogowie wspięli się na mury i stali bezpośrednio przed nimi. Tu nie decydowały już tylko odwaga i dzika brawura. Teraz znaczenie miały rodzaj broni i umiejętność jej wykorzystania. Nie dalej jak dwanaście metrów od wieży bramy raciborskiej, jedna z nieprzyjacielskich drużyn zdobyła mury i mimo walecznego oporu, uczyniła obronę niezdolną do walki wycinając ją w pień. Teraz natarli w kierunku wieży. Jeśli doszliby do bramy miejskiej i udałoby im się ją otworzyć, miasto byłoby stracone. Obrońców, którzy w obrębie murów mogli to natarcie obserwować, ogarnęło przerażenie. Wszystkie ofiary wydawały teraz się daremne. >> Swięta dziewico, wspomóż << podniosły się z setek serc błagalne wołania o pomoc do nieba ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz. IP: *.dip.t-dialin.net 24.07.02, 12:04 "Ungestüm drängten die Feinde in der Richtung zum Turm vor. An ihrer Spitze war ein junger Lieutenant. Triumpf leuchtete aus seinen Augen! Hier vor Gleiwitz würde er sich seine Sporen verdienen und Sieg und Ruhm an seinen Namen knüpfen. Noch einige Schriette, und dann war der Turm erreicht. Hier war die Stiege angebracht, die zum Ratiborer Tore niederführte. Er würde mit seinen Leuten das Tor öffnen und die Stadt wird seinem Feldherrn gehören. Da, plötzlich wurde sein Siegeslauf gehemmt! Vor ihm stand der Stadthauptmann, Herr von Welczek, den Degen in der Faust. Schon sauste derselbe durch die Luft. Der Mansfeldische schien verloren zu sein; allein gedankenschnell warf dieser die Faust, die das Schwert führte, hoch und parierte leicht und elegant den wuchtigen Schlag. An diesem Parieren merkte der Stadthauptmann, daß er einem Meister der Fechtkunst vor sich hatte. Blitzschnell holte er zum zweiten Hieb aus. Doch auch diesen parierte der Offizier leicht und sicher. Der Kommandant wußte, daß es bei diesem Kampfe nicht nur um sein Leben oder Sterben, sondern um die Stadt ging. Er verstand etwas von der Fechtkunst. An den Höfen von Wien und Florenz hatte er den größten Meistern gegenüberstanden und von ihnen gelernt. Wenn nicht anders, dann mußte er den Gegnern mit einer Finte beikommen! Unter anderen Umständen hätte er das sicher verschmächt, aber jetzt war keine Zeit zu verlieren. Er sprang gleich nach dem zweiten Schlage einige Schritte zurück, als wollte er sich dem Kampfe entziehen. Was nun folgte, hatte er vorausgesehen und beabsichtigt. In vielen Schaukämpfen hatte er diese Finte angewandt und erprobt. Wie fast alle Gegner, fiel auch dieser darauf herein. Mit einem gewaltigen Satze sprang der Lieutnant mit erhobenem Degen auf ihn zu. Ein solcher Sprung war gegen alle Regeln der Fechtkunst und ein sicherer Hieb hierbei unmöglich. So auch in diesem Falle. Noch während der Offizier auf ihn eindrang, stand der Stadtkommandant schon wieder unbeweglich mit gespreitzten Füßen fest auf dem Boden. Sein scharfes Auge hing am Gegner, und noch ehe der fest auf seinenFüßen stand, fuhr die Klinge, von des Kommandanten sicherer Hand geführt, durch die Luft. Ein klingender Ton, und in weitem Bogen flog der Degen des Offiziers über die Mauer. Und ein zweites Mal blitzte die Klinge auf! Und als sie sich niedersenkte, glitt der tapfere Gegner zur Erde. Der Stadtkommandant hatte diesen zweiten Hieb nicht mit voller Wucht geführt. Er hatte nicht die Absicht, seinen Gegner zu töten. Er wollte ihn nur kampfunfähig machen. Mit einem leichten Hieb über den Kopf des Offiziers hatte er dies erreicht." dalyj bydzie juzas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.8 IP: *.dip.t-dialin.net 24.07.02, 12:07 "Ungestüm drängten die Feinde in der Richtung zum Turm vor. An ihrer Spitze war ein junger Lieutenant. Triumpf leuchtete aus seinen Augen! Hier vor Gleiwitz würde er sich seine Sporen verdienen und Sieg und Ruhm an seinen Namen knüpfen. Noch einige Schriette, und dann war der Turm erreicht. Hier war die Stiege angebracht, die zum Ratiborer Tore niederführte. Er würde mit seinen Leuten das Tor öffnen und die Stadt wird seinem Feldherrn gehören. Da, plötzlich wurde sein Siegeslauf gehemmt! Vor ihm stand der Stadthauptmann, Herr von Welczek, den Degen in der Faust. Schon sauste derselbe durch die Luft. Der Mansfeldische schien verloren zu sein; allein gedankenschnell warf dieser die Faust, die das Schwert führte, hoch und parierte leicht und elegant den wuchtigen Schlag. An diesem Parieren merkte der Stadthauptmann, daß er einem Meister der Fechtkunst vor sich hatte. Blitzschnell holte er zum zweiten Hieb aus. Doch auch diesen parierte der Offizier leicht und sicher. Der Kommandant wußte, daß es bei diesem Kampfe nicht nur um sein Leben oder Sterben, sondern um die Stadt ging. Er verstand etwas von der Fechtkunst. An den Höfen von Wien und Florenz hatte er den größten Meistern gegenüberstanden und von ihnen gelernt. Wenn nicht anders, dann mußte er den Gegnern mit einer Finte beikommen! Unter anderen Umständen hätte er das sicher verschmächt, aber jetzt war keine Zeit zu verlieren. Er sprang gleich nach dem zweiten Schlage einige Schritte zurück, als wollte er sich dem Kampfe entziehen. Was nun folgte, hatte er vorausgesehen und beabsichtigt. In vielen Schaukämpfen hatte er diese Finte angewandt und erprobt. Wie fast alle Gegner, fiel auch dieser darauf herein. Mit einem gewaltigen Satze sprang der Lieutnant mit erhobenem Degen auf ihn zu. Ein solcher Sprung war gegen alle Regeln der Fechtkunst und ein sicherer Hieb hierbei unmöglich. So auch in diesem Falle. Noch während der Offizier auf ihn eindrang, stand der Stadtkommandant schon wieder unbeweglich mit gespreitzten Füßen fest auf dem Boden. Sein scharfes Auge hing am Gegner, und noch ehe der fest auf seinenFüßen stand, fuhr die Klinge, von des Kommandanten sicherer Hand geführt, durch die Luft. Ein klingender Ton, und in weitem Bogen flog der Degen des Offiziers über die Mauer. Und ein zweites Mal blitzte die Klinge auf! Und als sie sich niedersenkte, glitt der tapfere Gegner zur Erde. Der Stadtkommandant hatte diesen zweiten Hieb nicht mit voller Wucht geführt. Er hatte nicht die Absicht, seinen Gegner zu töten. Er wollte ihn nur kampfunfähig machen. Mit einem leichten Hieb über den Kopf des Offiziers hatte er dies erreicht." dalyj bydzie juzas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.9 IP: *.dip.t-dialin.net 24.07.02, 13:36 "Während noch an der dem Stadtturm zu gelegenen Seite des Wehrganges der Stadtkommandant mit dem Offizier kämpfte, griff der Ratsherr Martin Strzoda, der die gefährliche Situation auf dieser Stelle der Stadtmauer erkannt hatte, die eingedrungenen Gegner von der anderen Seite des Wehrganges an. Bei der Enge des Umlaufs war er im Vorteil, da immer nur ein einziger Gegner sich gegen ihn wenden konnte. Mit seinem breiten Ritterschwert schlug er dem ersten Landsknecht die Hellebarde aus der Hand, und beim zweiten Hieb sank, zu Tode getroffen, hin. Dem nachfolgenden erging es nicht anders. Ehe er nur die Hellebarde erhoben hatte, bohrte sich das Schwert des Ratsherrn in seine Brust, so daß er mit ersterbenden Röcheln seinen hinter ihm stehenden Kameraden in die Arme fiel. Diese ließen es auf einen weiteren Kampf erst gar nicht ankommen. Graues Entsetzen war in ihren Augen zu lesen. Sie warfen ihre Hellebarden fort und baten flehentlich um ihr Leben. Sowohl der Kampf des Stadtkommandanten als der des Ratsherrn mit den Landsknechten hatte sich vor den Augen des feindlichen Heeres abgespielt. Auch die Gleiwitzer Bürger waren mit größter Sorge den Kämpfen gefolgt. Für einen Augenblick ruhte der wilde Kampfeslärm. Alles schaute gebannt zu den Männern auf, die im Wehrgang einen Kampf auf Leben und Tod ausfochten. Die Mansfelder glaubten fest an den Sieg des jungen Lieutenants, der als Fechter im ganzen Heere einen glänzenden Namen hatte." dalyj bydzie juzas Odpowiedz Link Zgłoś
staflik Obrona Glywic cz.8 - 9 po polskymu 30.07.02, 19:11 Obrona Glywic cz. 8 – 9 Wrogowie nacierali gwałtownie w kierunku wieży. Na ich czele stał młody oficer. Z jego oczu biło uczucie triumfu. Tu, w Gliwicach, zdobyłby swe pierwsze zasługi, a zwycięstwo i chwała związane zostałyby z jego nazwiskiem. Jeszcze kilka kroków i osiagnąłby wieżę, gdzie znajdowały się schody prowadzące w dół, do bramy miasta. Z jego ludźmi otwarłby bramę i miasto należałoby do jego dowódcy. Nagle ten zwycięski marsz został zahamowany! Ze szpadą w ręku stanął przed nim komendant miasta, von Welczek. Szpada zaświstała w powietrzu i oficer Mansfelda zdawał się być stracony; ale ten tylko odruchowo wzniósł rękę trzymającą miecz i odparował z lekkością i elegancją potężne uderzenie. Po tej obronie komendant miasta wiedział, że przed sobą ma mistrza sztuki szermierczej. Błyskawicznie przeszedł do drugiego uderzenia. Ale i ten atak został lekko i pewnie odparty. Komendant zdawał sobie sprawę, że w tej walce nie chodzi tylko o życie lub śmierć, ale o miasto. Znał się na fechtunku. Na dworach Wiednia i Florencji stał na przeciwko najlepszych mistrzów i od nich się uczył. Jeśli nie dało się inaczej, musiał pokonać przeciwnika podstępem. W innym przypadku gardziłby tym, ale teraz nie było już czasu do stracenia. Po drugim ataku odskoczył kilka kroków w tył, jakby chciał uniknąć walki. Co potem się zdarzyło było zamierzone i do przewidzenia. W wielu walkach pokazowych wykorzystał i wypróbował ten fortel. Jak wielu innych przeciwników także nasz młody oficer dał się przechytrzyć. Z podniesioną szpadą doskoczył wielkim susem do komendanta. Taki skok był niezgodny ze wszystkimi regułami sztuki fechtunku i uniemożliwiał pewne uderzenie. Tak było też w tym przypdku. Jeszcze gdy oficer nacierał, komendant stał już mocno obiema nogami na ziemi. Jego wzrok zawisł na przeciwniku i jeszcze zanim ten się zatrzymał, ostrze miecza prowadzone jego pewną ręką przeszyło powietrze. Zabrzęczało tylko i szpada oficera pofrunęła wysokim łukiem ponad murem. I jeszcze jeden błysk szpady. Kiedy ta opadła, dzielny przeciwnik osunął się na ziemię. Drugi raz komendant nie uderzył już z całą siłą. Nie miał zamiaru zabijać przeciwnika a chciał tylko uczynić go niezdolnym do dalszej walki. Lekkim cięciem w głowę oficera swój cel osiagnął. Podczas gdy Komendant walczył jeszcze z oficerem przy wieży miejskiej od strony ganku obronnego, rajca miejski Marcin Strzoda, który zauważył niebezpieczną sytuację w tej części obwarowania, zaatakował wdzierającego się wroga od drugiej strony. Przy małej szerokości chodnika miał tą przewagę, że każdorazowo tylko jeden z walczących mógł się przeciw niemu zwrócić. Pierwszemu wybił swym szerokim rycerskim mieczem halabardę z ręki a drugim uderzeniem położył go trupem. Następnemu też nie poszło inaczej. Zanim zdążył podnieść halabardę rajcowy miecz przebił jego pierś, tak, że z cichnącym jękiem upadł w ramiona stojących za nim kamratów. Ci zaprzestali dalszej walki. Z ich oczu można było odczytać przerażenie. Odrzucili swe halabardy i błagalnie zaczęli prosić o życie. Walki komendanta i miejskiego rajcy z żołnierzami toczyły się na oczach wrogiej armii. Również mieszkańcy Gliwic obserwowali te zmagania z największą troską. Na jedną chwilę ucichł zgiełk bitwy. Wszyscy przyglądali się zwróceni w górę ku tym mężom, którzy na ganku przy murze obronnym rozpoczęli walkę na śmierć i życie. Żołnierze Mansfelda głęboko wierzyli w zwycięstwo ich młodego oficera , który w całej armii znany był jako błyskotliwy szermierz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.10 IP: *.dip.t-dialin.net 24.07.02, 14:04 "Mit ganz anderen Gefühlen schauten die Belagerten diesem Kampfe zu. Von seinem Ausgang hing vieles, nein, beinahe alles für sie ab. Siegte der Lieutenant mit seiner Rotte, so war nicht nur das Tor auf das äußerste gefährdet, die noch größere Gefahr lag in der moralischen Wirkung, die eine solche Niederlage auslösen würde. Als nun fast zu gleicher Zeit der Lieutenant sowie seine Landsknechte die Waffen streckten mußten, brauste heller Jubel die Mauern entlang. Neuer Mut zog in die Herzen der Verteidiger; fester umkrampften ihre Fäuste die Waffen, und noch inniger wurde das Gelöbnis, die Stadt bis zum lezten Blutstropfen zu verteidigen. Bei den Mansfeldern löste das Ergebnis dieser Einzelkämpfe gleichzeitig Beschämung und Wut aus. Diese armseligen Bürger wagten es, alten in Waffen ergrauten Landsknechten, die auf allen Kriegsschauplätzen Europas Siege errungen hatten, einen solchen Widerstand zu leisten? Aufs neue erdröhnten die Landsknechrstrommeln, wilder und heißer noch als zuvor setzte der Sturm von neuem ein. Und sicher wäre den Mansfeldern bei ihrer Übermacht ein Erfolg nicht versagt geblieben, wenn den Verteidigern nicht durch die einbrechende Dunkelheit ein mächtiger Bundgenosse erstanden wäre. Gegen acht Uhr abends beendete der Mansfelder den für ihn aussichtslosen Kampf. Der Abbruch desselben wurde von den Belagerten mit Freuden begrüßt. Er gab ihnem aber keine Veranlassung, nun der wohlverdienten Ruhe zu pflegen. Der Stadtkommandant wußte, daß der Angriff am nächsten Tage mit erneuter Wucht einsetzen würde." jeszcze bydzie dalyj Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.11 IP: *.dip.t-dialin.net 24.07.02, 18:44 Jak widac piyrszy dziyn obrony Glywic mo sie ku koncowi. Mocka, bo kole 80 Glywiczokow kojfuo w tyn piyrszy dziyn. "Tiefe Sorge um das Schicksal der ihm anvertrauten Stadt verdüsterte sein Gemüt. Wohl hatte er heute den Sieg errungen; aber um welchen Preis? Achtzig Tote hatte der blutige Kampf die Verteidieger gekostet. Die doppelte Zahl war durch mehr oder minder schwere Verwundungen kampfunfähig geworden. Und die Mauer wies an einzelnen Stellen doch größere Schäden auf, als er zuerst angenommen hatte. Dieser Sachlage galt es Rechnung zu tragen. Die erste Aufgabe war, den lezten waffenfähigen Mann für den morgigen schweren Kampf heranzuholen. Daß das geschah, oblag dem Bürgermeister. Er hatte vollauf zu tun, alles für die weitere erfolgsversprechende Verteidigung vorzubereiten. Nur die ältesten Männer entließ er für die Nacht. Alle anderen aber schafften unermüdlich an der Ausbesserung der Mauern oder schleppten neues Verteidigungsmaterial, wie Steine und Sandsäcke, herbei. Eine große Ermutigung für den jungen Kommandanten war die vorzügliche Stimmung, in der sich die Verteidiger befanden. Sie glaubten zuversichtlich an den Sieg ihrer gerechten Sache. Dieser Glaube besselte auch die gesamte Bürgerschaft. Frauen und Kinder halfen mit, soweit es nur möglich war. Wer aber durch seiner Hände Arbeit nicht helfen konnte, der ging in die Pfarrkirche, wo der Vikarius in flehentlichem Gebet den Himmel um den Sieg der Gleiwitzer Waffen bestürmte." i jeszcze bydzie dalyj Odpowiedz Link Zgłoś
staflik Obrona Glywic cz. 10 - 11 po polskymu 31.07.02, 19:21 Obrona Gliwic cz. 10 - 11 Z zupełnie innymi uczuciami przyglądali się tej walce oblężeni mieszkańcy miasta. Od jej wyniku zależało wiele, a właściwie prawie wszystko. Gdyby zwyciężył oficer i jego oddziały, w niebepieczeństwie znalazłaby się nie tylko brama miejska. Jeszcze większym zagrożeniem byłaby w przypadku porażki utrata ducha walki wśród obrońców. Teraz, kiedy oficer i jego żołnierze prawie jednocześnie musieli się poddać, wybuchła wielkia radość wzdłuż murów. Nowa otucha wstąpiła w serca obrońców, dłonie jeszcze mocniej ścisnęły broń, a świadomość, iż przysięgali bronić miasta do ostatniej kropli krwi, jeszcze bardziej sie pogłębiła. Wyniki pojedynków wywołały u żołnierzy Mansfelda wstyd i jednocześnie złość. Ci nędzni mieszczanie odważyli się stawiać taki opór starym, doświadczonym żołnierzom, którzy zwyciężali na wszystkich europejskich polach walki. I znowu zabrzmiały bębny wojskowe i rozpoczął się nowy, jeszcze bardziej wściekly i gwałtowny atak. Przy tej przewadze, jaką posiadała armia Mansfelda, z pewnością zakończyłby się on sukcesem, gdyby nie pojawił się wielki sprzymierzeniec obrońców w postaci zapadającego zmroku. Około ósmej wieczorem Mansfeld zakończył więc tą bezcelową walkę. Przerwanie walki zostało przyjęte przez oblężonych z wielką radością. Nie był to jednak powód do jakże zasłużonego spokoju. Komendant miasta wiedział, że następnego dnia atak rozpocznie się z nową siłą. Głęboka troska o los powierzonego miasta zaprzątała jego umysł. Oczywiście, że dziś osiągnął zwycięstwo; ale za jaką cenę ? Krwawe walki przypłaciło życiem osiemdziesieciu obrońców. Dwa razy tyle zostało rannych i przez to niezdolnych do dalszej walki. Również obwarowania zostały w kilku miejscach poważniej uszkodzone niż początkowo zakładał. I ten stan rzeczy trzeba było teraz uwzględnić. Pierwszym zadaniem było właczyć do jutrzejszej ciężkiej bitwy wszystkich zdolnych do walki mężczyzn. Do tego, że tak się stanie, zobowiązany został burmistrz. Miał mnóstwo do zrobienia - wszystko, co niezbędne, aby przygotować się do skutecznej obrony. Tylko najstarsi mężczyźni zostali na noc zwolnieni. Wszyscy inni pracowali bezustannie przy naprawie murów albo znosili materiał obronny, jak kamienie i worki z piaskiem. Wielką otuchą dla młodego komendanta była wspaniała atmosfera wśród obrońców. Z ufnością wierzyli w zwycięstwo ich sprawiedliwej sprawy. Ta wiara natchnęła też wszystkich mieszkańców. Kobiety i dzieci pomagały, jak tylko mogły. Kto nie potrafił dać wsparcia pracą własnych rąk, szedł do kościoła, gdzie wikary w błagalnej modlitwie prosił niebo o zwycięstwo gliwickiego oręża. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.12 IP: *.dip.t-dialin.net 24.07.02, 21:09 (Die Abendandacht bei "Allen Heiligen") fragmynty: "Und nun schilderte der Pfarrverweser in begeisterten Worten, wie die Himmelsmutter sich einer reinen Jungfrau, die bald vor Gottes Thron stehen würde, geoffenbart und ihr tröstliche Gewißheit gegeben habe, daß sie die Stadt beschirmen würde." "Eine reine Seele, durch Krankheit und Leid geläutert, hat den Himmel bezwungen. Lasset uns kämpfen, daß wir dieses großen Gnadenerweises würdig werden!" a na drugi dziyn: "Wie bei dem gestriegen Kampfstand der Stadthauptmann wieder am Ausguck des großen Turmes am Ratiborer Tor und beobachtete gespannt jede Bewegung des Feindes. Auch heute hatte er seinen Leuten genaueste Verhaltungsmaßregeln gegeben: Alle haben gute Deckung zu nehmen; es wird nicht eher geschossen, bis die Gegner den Wallgraben überstiegen haben. Besonders ausführlich waren seine Anweisungen für die Frauen. Den Augenblick für ihren Einsatz hatte er genau festgelegt." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.13 IP: *.dip.t-dialin.net 25.07.02, 12:01 i dalyj ... "Gleich, als die erste Angriffswelle der Feinde heranbrauste, erkannte der Stadthauptmann, daß es dieses Mal noch schwerer und blutiger hergehen würde als am gestrigen Tage. An acht verschiedenen Stellen versuchten die Gegner, über den Wallgraben zu kommen. Kaum hatten sie ihn erreicht, da gab der Stadthauptmann den Befehl, die Musketen abzufeuern. Und wieder sank eine froße Anzahl der Angreifer tot oder verwundet in den Wallgraben. Doch größer war die Menge derer, die den Zwinger erreichten und die Leitern zum Sturm ansetzen konnten. Aber glaubten nun die Angreifer, heute beim zweiten Sturm ein leichtes Spiel zu haben, ja, eine verzweifelte und müde Verteidigung anzutreffen, so lehrte sie die Wirklichkeit, daß sie einem fruchtbaren Irrtum verfallen waren. Begeisterte, todesmutige Männer, die durch den Kampf am Tage zuvor vieles gelernt hatten, standen geduckt hinter der Brustwehr, und sobald die Feinde die Leitern erstiegen hatten, sausten Schwerter und Hämmer mit wuchtigen Schlägen auf sie hernieder. Als aber nach einer Stunde ein großer Teil der feindlichen Truppen im Zwinger stand, wurde die Lage der Verteidieger wieder sehr ernst." niydugo bydzie dalyj Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.14 IP: *.dip.t-dialin.net 25.07.02, 13:01 A te co czekajom na to jak to te glywicke kobiyty sie rada dowauy we wojnie czidziestoletniyj muszom jeszcze konsek poczekac. A tukej ... "Doch noch immer nicht gab der Kommandant den Befehl zum Einsatz der Frauen. Erst im Augenblick der Entscheidung sollten sie auf den Plan treten. Schon hatten einzelne Angreifer auf der Mauer festen Fuß gefaßt. Und wieder entspann sich ein mörderischer Kampf, Mann gegen Mann. Die Männer, die für ihre Stadt und ihre Heimat kämpften, verrichteten Wunder an Tapferkeit. Besonders der Ratsherr Martin Strzoda kämpfte wie ein Löwe. Wenn sein breites Schwert in der Luft blitzte, sank jedesmal ein Gegner zu Boden, um sich nimmer zu erheben. Der Ratsherr war schreklich anzusehen. Eine Kugel hatte seine Stirn gestreift. Gesicht und Wams waren blutüberströmt. Er ...." i tukej utna a dalyj .... "Seine Todesverachtung und seine Tapferkeit rissen auch die anderen mit. Schon war es acht Uhr geworden. Und die Mansfelder hatten noch keinen entscheidenden Erfolg zu verzeichnen. Aber die bange Frage lautete: Wie lange noch? Die Zahl der Angreifer wurde nicht geringer. Immer wieder wurden die Lücken durch frische, unverbrauchte Kräfte ausgefüllt. Ganz anders sah es bei den Verteidigern aus! Alle Männer, die eine Waffe handhaben konnten, standen auf der Mauer. Reserven waren keine mehr vorhanden. Die Lücken konnten nicht mehr aufgefüllt werden. Und noch waren sie in dem nun schon zwei Stunden lang tobenden Kampf sehr groß geworden. Die Schumacher- und die Bäckerinnung, die Schulter an Schulter kämpften, hatten bereits siebzehn Männer durch Tod oder Verwundung verloren." za niydugo bydzie juzas dalyj Pyrsk! Odpowiedz Link Zgłoś
staflik Obrona Glywic cz.12 - 14 / po polskymu 01.08.02, 19:34 Obrona Glywic cz. 12-14 Nabożeństwo wieczorne w kościele Wszystkich Swiętych (fragmenty) Teraz wikary w entuzjastycznych słowach przedstawił, jak to matka niebieska objawiła się pewnej dziewicy, która wkrótce miała stanąć przed obliczem Boga, dając jej na pocieszenie pewność, że będzie osłaniać miasto. >>Czysta dusza, przez chorobę i cierpienie uszlachetniona, zdobyła niebiosa. Walczmy więc, abyśmy stali się godni tego znaku łaski<<. ... a na drugi dzień Tak jak we wczoraj, komendant znowu stał na strażnicy przy bramie raciborskiej i obserwował każdy ruch wroga. Również dziś przekazał swoim ludziom dokładne zasady postępowania: przed wrogiem muszą się wszyscy dobrze osłaniać; nie wolno strzelać, zanim wróg nie wejdzie na wał obronny. Dla kobiet były wyjątkowo szczegółowe polecenia, w których określił dokładny moment ich wprowadzenia do walki. Zaraz, gdy rozpoczęła się pierwsza fala ataków wroga, komendant zdał sobie sprawę, że tym razem walka będzie jeszcze trudniesza i krwawsza, niż poprzedniego dnia. Nieprzyjaciele próbowali przedostać się przez wał obronny w ośmiu różnych miejscach. Ledwo go osignęli, komendant wydał rozkaz rozpoczęcia ognia z muszkietów. I znowu duża liczba napastników wpadła nieżywa lub zraniona do fosy. Ale większości udało się jednak osiągnąć miedzymurze i ustawić drabiny do szturmu. Jeśli najeźdźcy wierzyli, że dzisiaj przy drugim ataku będą mieli łatwe zadanie, że napotkają załamaną i zmęczoną obronę, to rzeczywistość pokazała, że się starszlie mylili. Pełni zapału i nieustraszenie stali mężowie, którzy poprzedniego dnia wiele się w walce nauczyli, schyleni za ochronnym murkiem. Jak tylko nieprzyjciele wdrapali się po drabinach, ze świstem spadały na nich potężne uderzenia mieczów i młotów. Kiedy jednak po godzinie większa część wrogich żołnierzy stała na dziedzińcu, sytuacja obrońców stała się znowu poważna. Komendant ciągle jeszcze nie dawał rozkazu do walki kobietom. Miały one wkroczyć na plan dopiero w decydującym momencie. Tymczasen niektórzy napastnicy umocnili już swoje pozycje na murze. I znów wywiązała się mordercza, bezpośrednia walka. Mężczyźni walczący o swoje rodzinne miasto, dokonywali prawdziwych cudów waleczności. Szczególnie rajca miejski Marcin Strzoda bił się jak lew. Za każdym razem, gdy jego szeroki miecz zabłyszczał w powietrzu, padał na ziemię któryś z wrogów, by się już nigdy nie podnieść. Rajca wyglądał strasznie. Jedna z kul drasnęła go w czoło. Twarz i odzienie spływały krwią. Ale jego pogarda dla śmierci i męstwo pociągnęły za nim innych. Była już ósma a żołnierze Mansfelda nie osiągnęli jeszcze decydującego sukcesu. Ale zatrważające pytanie brzmiało: jak długo jeszcze ? Liczba nacierających nie zmniejszała się. Powstające straty były ciągle uzupełniane przez świerze, niespożyte siły. Zupełnie inaczej wyglądało to u obrońców ! Wszyscy mężczyźni potrafiący władać bronią, stali na murach. Żadnych rezerw już nie było. Braków nie dało się wypełniać. A te były w tej już dwie godziny toczącej się bitwie bardzo duże. Cechy szewców i piekarzy , które walczyły ramię w ramię, straciły przez śmierć i rany już siedemnastu mężczyzn. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Slimok Po polskymu IP: *.dip.t-dialin.net 02.08.02, 20:00 Tera juz wiym ktos je.Czim tak dalyj. PS Intuicja abo wywiad? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.15 IP: *.dip.t-dialin.net 25.07.02, 17:35 "Auf den übrigen Mauerteilen sah es nicht besser aus. So manchem tapferen Verteidiger, der siegesfroh in den Kampf gezogen, waren die Waffen für immer aus der Hand gefallen." "Er(der Stadtkommandant-moj dopisek)sah, daß nun der Augenblick gekommen war, in dem die Frauen zeigen konnten, daß es ihnen ernst war mit ihrem Einsatz. Der Stadtkommandant gab seinem Adjutanten einen Wink. Der entfernte sich eiligen Schrittes. Kurz darauf erdröhnten die Glocken der Allerheiligenkirche. Kaum war der erste Ton verklungen, da eilten aus allen Straßen und Gassen viele humdert Frauen und ..." na dzisiej styknie jutro bydzie dalyj Pyrsk! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.16 IP: *.dip.t-dialin.net 26.07.02, 12:15 "... und Mädschen zu den Mauern. In ihren Händen trugen sie die seltsamen Behälter. Alle waren bis an den Rand mit kochendem Hirsebrei gefüllt. Mit Windeseile hatten sie die Leitern erkletert. Schon standen sie im Wehrgang, und wo immer nur eine Leiter über die Zinnen ragte oder gar ein feindlicher Kopf zu sehen war, verrichteten die Frauen fink die Arbeit. Wie ein Lavastrom ergoß sich der kochendheiße Hirsebrei auf Köpfe, Schultern und Hände der Anstürmenden, so daß sie schreiend und heulend von den Leitern herunter in den Zwinger sanken. Dieser ebenso plötzliche wie gewaltige Einsatz der vielen hundert Gleiwitzer Frauen hatte die Lage mit einem Schlage zugunsten der Belagerten verändert. Während noch vor kurzem die Sache der Gleiwitzer schier hoffnungslos schien, war nun der Sieg so gut wie sicher. Der feindlichen Kriegshaufen bemächtigte sich eine große Panik. Sie dachten an kein Stürmen und Kämpfen mehr. Alle Drohungen und Verwünschungen der Hauptleute blieben fruchtlos. Ja, selbst das Eingreifen der Obristen war umsonst. Was von den Angreifern heil und unversehrt geblieben war, rannte den Zwinger entlang, um einen Weg über den Wallgraben ins Freie zu finden. Doch noch mancher der Fliehenden mußte den Fluchtversuch mit dem Leben bezahlen. Denn von der Höhe der Mauer herab fiel unaufhörlich das Verderben auf den Feind. Alle Männer und Frauen der Stadt, die nur irgendwie die Hände rühren konnten, standen auf der Mauerzinne und schleuderten Steine, Balken und kochendes Wasser oder Brei auf die Landsknechte hinab. Bereits um zrhn Uhr war der Zwinger von Feinden gesäubert. Was sich noch dort befand, war tod, verwundet oder jämmerlich verbrannt. Ein unbeschreiblicher Jubel erfüllte die Stadt. " to niyma jeszcze koniec Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.17 IP: *.dip.t-dialin.net 26.07.02, 15:22 Ino niymyscie ize to juz szlus! Piyknie sie Glywiczonki broniouy ale ... "Mit frohem Hertzen ging der Stadthauptmann durch die Reihen der Männer und Frauen. Er fand für alle ein Wort der Anerkennung und des Dankes. Doch immer wieder verband er mit diesem Dank die Mahnung, weiterhin wachsam und kampfbereit zu bleiben. Der Stadthauptmann rechnete mit einem nochmaligen Angriff des Mansfelders. Er kannte den alten Haudegen genau und wußte, daß derselbe aus Ehrgeiz alles daransetzen würde, die Stadt doch noch zu bezwingen. Aber er sollte auch beim dritten Versuch, sie zu nehmen, auf Granit beißen. Viel Zeit würde er nicht mehr haben. Der Herzog von Friedland konnte nicht mehr fern sein. Noch einige Tage galt es auszuhalten, koste es, was es wollte! Um so schöner würde dann der endgültige Sieg sein! So traf denn der Stadthauptmann ruhig und voller Zuversicht alle Vorbereitungen zur Abwehr eines weiteren Angriffs. Doch sieses Mal mußte er all seine Autorität aufbieten, um Bürger und Soldaten zu veranlassen, auf ihren Posten zu bleiben. Sie glaubten nämlich, daß alle Gefahr beseitigt und der Sieg endgültig sei. Und diesen Sieg wollten sie feiern, wie das Brauch war bei jedem rechten Kriegsmann. Als nun aber auch der Bürgermeister der Auffassung des Stadthauptmannes beipflichtete, da fügten sie sich ein wenig enttäuscht, jedoch willig den Befehlen des Stadthaupmannes." dqalyj bydzie juzas Odpowiedz Link Zgłoś
staflik Obrona Glywic cz.15 - 17 / po polskiymu 03.08.02, 09:58 Nie lepiej wyglądało też w pozostałych częściach obwarowań. Wielu dzielnym, radującym się już na zwycięstwo obrońcom, broń wypadła z ręki na zawsze. Komendant miasta widział, że teraz nadszedł moment, kiedy kobiety mogły pokazać, iż poważnie traktują swój udział w walce. Skinął na swego adiutanta. Ten oddalił się szybkim krokiem. Wkótce potem zadudniły dzwony kościoła Wszystkich Swiętych. Ledwo co przebrzmiał pierwszy ton, ze wszystkich ulic i zaułków pośpieszyły setki kobiet i dziewcząt w kierunku murów. W ich rękach trzymały dziwne naczynia. Wszystkie one były wypełnione po brzegi wrzącą kaszką jaglaną. Błyskawicznie wdrapały się na drabiny. Już stały na ganku obronnym i gdzie tylko spoza blanku wystawała drabina albo nawet widoczna była głowa nieprzyjaciela, kobiety szybko robiły swoje. Jak strumień lawy polała się na głowy, ramiona i ręce nacierających gorąca breja, tak że krzykiem i jękiem spadali na miedzymurze.To nagłe i mocne wejście do walki setek gliwickich kobiet, zmieniło za jednym zamachem sytuację na korzyść obrońców. Jeśli jeszcze przed chwilą położenie Gliwic wydawało się być niemal beznadziejne, to teraz zwycięstwo było prawie pewne. Nieprzyjacielskim wojskiem zawładnęła wielka panika. Przestali myśleć o dalszym natarciu i walce. Nie pomogły żadne przekleństwa i groźby dowódców. Nawet interwencja wyższych oficerów była na darmo. Kto z napastników uszedł bez szwanku, biegł wzdłuż międzymurza, by znaleźć wyjście przez wały poza miasto. Ale również wielu z nich musiało tą próbę ucieczki przypłacić życiem, bo z murów nieprzerwanie spadała na wroga śmierć i zagłada.Wszyscy mężczyźni i kobiety miasta, którzy tylko potrafili poruszać rękami, stali na murze i rzucali w dół na żołnierzy kamienie, belki i wrzątek. Już o dziesiątej międzymurze było oczyszczone z wrogich wojsk. Co tam jeszcze pozostało, to zabici, ranni i żałośnie poparzeni. Miasto wypełniła nieopisana radość.Z radosnym sercem chodził komendant wśród szeregów kobiet i mężczyzn. Dla wszystkich znalazł słowo uznania i podziękowania. Ale zawsze wiązał z tym przestrogę, by pozostawać czujnym i gotowym do walki. Komendant liczył jeszcze z ponownym atakiem Mansfelda. Znał dobrze tego starego wojaka i wiedział, że ten choćby z ambicji zrobi wszystko, by miasto jednak pokonać. Ale również przy trzeciej próbie byłoby to bardzo trudne. A dużo czasu by mu nie pozostało. Książę Friedlandzki nie mógł być już daleko. Za wszelką cenę trzeba było jeszcze parę dni przetrzymać. Tym piękniejszy byłoby wtedy ostateczne zwycięstwo. Komendant przedsięwziął więc ze spokojnem i pełen ufności wszystkie przygotowania do obrony przed dalszym atakiem. Ale tym razem musiał użyć swojego autorytetu, by zmusić mieszczan i żołnierzy do pozostania na posterunkach. Wierzyli oni bowiem, że niebezpieczeństwo minęło a zwycięstwo jest ostateczne. I to zwycięstwo chcieli uczcić, jak to było w zwyczaju każdego wojownika. Ale że teraz również Burmistrz zgodził się ze zdaniem Komendanta, poddali się trochę rozczarowani, ale ochoczo jego poleceniom. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.18 IP: *.dip.t-dialin.net 27.07.02, 13:16 A take zdania usuyszou Jorgus Strzoda(syn od Martina) we lagrze od Mansfelda: "Gestern abend hat mir ein Knecht aus dem Franziskanerkloster - nachdem ich ihm genügend gezwickt hatte - verraten, daß vom Kloster aus ein unterirdischer Gang zur Stadt führt. Die klugen Gleiwitzer haben wohl das Ende des Ganges in der Stadt verschüttet. Sie haben aber nicht bedacht, daß wir vom Franziskanerkloster in einem Augenblick ungesehen bis unter die Stadtmauer gelangen und die Bresche schlagen können. Hier legen unsere Leute kunstgerecht eine Ladung Pulver, und was dann folgt, könnt Ihr Euch ja selbst ausmalen." I uciyk Jorgus i przedostou sie do miasta Glywice coby to couke opedziec i uratowac kochane miasto, familia i wszysko inksze. Szafno to, ale bou ranny i krepnou zanim go do fatrow prziniysli. A pedziou burmistrzowi przodki tak: "ZHerr Bürgermeister, das hat keinen Sinn. Mit mir geht ess zu Ende. Ich bin von drüben geflohen, um meine Heimatstadt zu warnen. Die Mansfelder haben den geheimen Gang zwischen dem Kloster und der Stadt entdeckt. - - - Unter .... der .... Stadtmauer ... legen .. sie eine Sprengladung. ... Um sechs Uhr ... wird ... sie entzündet." dalyj bydzie juzas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.18 IP: *.dip.t-dialin.net 27.07.02, 13:45 Maue dopedzynie. To z tym "das hat keinen Sinn" to sie rozuaziouo o ratowanie zycia Jorgusia. Reszta je jednoznaczno. Pozdrowiom i Pyrsk! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.19 IP: *.dip.t-dialin.net 28.07.02, 15:02 Pyrsk ! Ale ... "Jubelnd klangen die Glocken der Allerheiligenkirche am nächsten Morgen über Stadt und Land. Sieg! Sieg! kündete diesmal ihr eherner Mund. Der Feind hatte fluchtartig die Belagerung abgebrochen. Die heißgeliebte Heimat war frei! Der letzte Plan des Feindes, in die Stadtmauern mit Pulver eine Bresche zu sprengen, war elendig gescheitert. Nun wußten es alle Bürger der Stadt: Daß dieses Vorhaben mißlungen war, dankten sie dem jüngsten Strzoda, ihm, dem Verkannten und Vielgeschmächten! Er hatte sein Leben eingesetz, um die Heimat zu retten." Teuflisch schlau war der Plan der Mansfelder gewesen. Den unterirdischen Gang, der zur Stadt führte, wollten sie zur Ausführung desselben benutzen. Ungehindert hätten sie unter der Stadtmauer ihr tödliches Werk verrichtet können, wenn Georg Strzoda nicht gewesen wäre. Er überbrachte den fein eingefädelten Plan den Verteidigern der Stadt. So konnten diese noch rechtzeitig eingreifen. In einem schneidigen Handstreich hatte der Stadthauptmann mit seinen Reitern die völlig überraschten Söldner, die ihre Minierarbeit bereits begonnen hatten, verjagt und den unterirdischen Gang gänzlich verschüttet.Dem allmächtigen Gott und der allerseligsten Jungfrau, der Schutzpatronin der Stadt, sei Dank! dalyj jeszcze bydzie Pyrsk! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ballest Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.19 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 28.07.02, 22:03 Jeszcze roz co juz kiedys bylo, a znocie jej historia : www.pruvodce.info/grosgloc/gleiwitz.php Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik odpowiydz IP: *.dip.t-dialin.net 31.07.02, 06:55 www.alpenverein.de/pdf/004p_por.pdf Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Re: Glywicke maszkyty/obrona Glywic cz.20 IP: *.dip.t-dialin.net 29.07.02, 07:04 Konsek sjadymy z tematu, ale warto. "Das Fest Maria Himmelfahrt wurde von den Gleiwitzern seit altesher feierlich begangen. Nach dem Hochamt begann in der Stadt ein emsiges Leben und Treiben. Auf dem Ringe standen zahllose Buden. Sie bargen alles, was Herz eines Bürgers - des kleinen sowohl wie des großen - erfreuen konnte. Nützliche Dinge für Haus und Hof, Spielzeug und Pfefferkuchen für die Buben und Mädchen. Aus allen Dörfern der Umgebung kamen an diesem Tage die Bewohner, die Edlen und Freisassen wie die Hörigen, um mit den Gleiwitzern lustig und vergnügt zu sein. Manch harter Taler, der das ganze Jahr sorgfältig behütet worden war, sprang an diesem Tage aus den Taschen und landete unbesorgt und leichtsinnig in den großen Taschen der Krämer und Kretschmer. Einmal im Jahr mußten alle Sorgen vergessen werden! Das galt erst für das heurige Fest. Ein übermächtiger Gegner war aufs Haupt geschlagen, die Stadt befreit worden. Die Bürgerschaft war vor Tod, Verderben und Armut gerettet. Ursache genug, das schöne Fest nach Väter Weise würdig zu begehen!" A jak je dzisiej?! I w tym synsie to jeszcze niyma koniec. Jeszcze bydzie dalyj. Pyrsk! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maszkytnik Epilog IP: *.dip.t-dialin.net 29.07.02, 15:05 "Die Gleiwitzer Bürger aber haben am sechzehnten August ihr Fest gefeiert, wie noch nie zuvor. Bis spät in die Nacht hinein klang das Singen und Jauchzen der Burschen und Mädschen durch die Stadt. Aber die Gleiwitzer haben auch das Versprechen, das sie gemacht, eingelöst. Sie sind Jahr für Jahr, bei Hitze und Regen, bei Wind und Kälte, zur heiligen Gnadenstätte gepilgert. Dreihundertundvierzehn Jahre sind seit jenen kriegerischen Tagen vergangen. Die Männer und Frauen, die dieses Gelöbnis abgelegt haben, sind längst nicht mehr. Aber ihre Kinder und Kindeskinder achten das Wort und Gelöbnis der Väter. Alljährlich zur Sommerzeit rüstet das katolische Volk von Gleiwitz zur Gelöbniswallfahrt, pilgert zur heiligen Gnadenstätte Oberschlesiens, zum St. Annaberg, um im Sinne der Väter dem Herrgott zu danken, >>denn groß ist sein Erbarmen, und seine Barmherzigkeit währet von Geschlecht zu Geschlecht..." A jak je dzisiej? Odpowiedz Link Zgłoś
ballest Re: Epilog 03.08.02, 10:05 Nie wiem, bo jeszcze nie ma 16.08. ale zrob wontek, moze tysz zacznom fajrowac. Odpowiedz Link Zgłoś
staflik Re: Obrona Glywic cz 18 - 20 + Epilog/po polskymu 04.08.02, 19:16 Obrona Glywic cz. 18-20 + epilog / po polskiymu A to usłyszał Jerzy Strzoda, syn Marcina, w obozie Mansfelda: >>Pewien parobek z klasztoru franciszkanów, po tym jak go wystarczająco wytorturowałem, zdradził mi wczoraj wieczorem, że z klasztoru prowadzi podziemne przejście do miasta. Rozsądni Gliwiczanie zasypali wprawdzie jego koniec od strony miasta, ale nie pomyśleli o tym, że w jednej chwili i niezauważenie możemy się przedostać pod same mury miasta i zrobić w nich wyłom. Nasi ludzie zostawią tam tylko odpowiedni ładunek wybuchowy, a co potem nastąpi, możecie sobie wyobrazić.<< Jerzy przedostał się więc do miasta, żeby o tym opowiedzieć i uratować Gliwice i rodzinę. Udało mu się to, ale ponieważ był ranny zmarł, zanim przynieśli go do ojca. A Burmistrzowi zdążył powiedzieć: >>Panie Burmistrzu, to nie ma sensu (ratować moje życie). Umieram. Uciekłem z drugiej strony, by ostrzec moje rodzinne miasto. Mansfeld odkrył tajne przejście między klasztorem i miastem ... pod murami ... położą ... ładunek wybuchowy ... o szóstej będzie odpalony.<< Ale... Radośnie zabrzmiały następnego ranka dzwony kościoła Wszystkich Swiętych nad miastem i okolicą. Zwycięstwo ! Zwycięstwo ! ogłaszały tym razem ich spiżowe usta. Wróg przerwał w popłochu oblężenie. Ukochane miasto rodzinne było wolne ! Ostatni plan nieprzyjaciela, żeby za pomocą prochu wykonać wyłom w murze, nie udał się. Teraz wszyscy mieszczanie wiedzieli: to, iż plan ten się nie powiódł, zawdzięczali temu niedocenianemu i pogardzanemu, najmłodszemu Strzodzie ! Dla ratowania ziemi rodzinnej, poświęcił swoje życie. Diabelsko chytry był ten plan Mansfelda. Do jego realizacji chcieli wykorzystać podziemne przejście, które prowadziło do miasta. Gdyby nie Jerzy Strzoda, bez przeszkód mogliby pod murem miejskim dokonać swego śmertelnego dzieła. Przekazał on obrońcom miasta precyzyjnie ukartowany plan, tak, że mogli jeszcze zawczasu wkroczyć i zapobiec jego wykonyniu. Ostrym i niespodziewanym atakiem komendant wraz ze swoimi kawalerzystami przegonił kompletnie zaskoczonych żołnierzy, którzy rozpoczęli już podminowywanie, a podziemne przejście całkowice zasypał. Z pomocą Boga Wszechmogącego i Przenajświętszej Dziewicy, patronki miasta. *** Swięto Wniebowzięcia Najświętszej Maryji Panny było od dawien dawna obchodzone przez Glwiczan bardzo hucznie. Po sumie rozpoczynało się w mieście wielkie ożywienie i ruch. Ny rynku stały niezliczone budy ze wszystkim, co mogło uradować serca obywateli miasta - tych małych jak i dorosłych. Rzeczy przydatne w domu i gospodarstwie, zabawki i pierniki, dla chłopców i dziewcząt. W tym dniu przychodzili mieszkańcy ze wszystkich okolicznych wiosek, ci szlachetni i majętni jak i chłopi pańszczyźniani, żeby wesoło bawić się razem z Gliwiczanami. Niejeden talar, nieraz cały rok starannie strzeżony, wyskakiwał w tym dniu z kieszeni i lądował nieroztropnie i lekkomyślnie w wielkich kieszeniach kramarzy i karczmarzy. Raz w roku trzeba było wszystkie troski zapomnieć ! W szczególności dotyczyło to dzisiejszego Swięta. Pobity został potężny przeciwnik, miasto było wolne. Mieszczanie zostali uratowani przed śmiercią, zgubą i biedą. Wystarczający powód, by to piękne święto, jak to już ojcowie czynili, godnie uczcić. Mieszkańcy Gliwic obchodzili ich święto szesnastego sierpnia, jak nigdy dotąd. Do późnej nocy słychać było w mieście śpiew i zawodzenie chopców i dziewcząt. Ale Gliwiczanie spełnili też swoją obietnicę. Rok w rok, w upałach i deszczu, przy wietrze i zimnie, pielgrzymowali do świętego miejsca łaski. Od owych wojennych dni mineło już trzysta lat . Mężczyzn i kobiet, którzy złożyli to ślubowanie, dawno już nie ma. Ale ich dzieci i dzieci ich dzieci szanują słowo przysięgi ojców. Co roku w okresie letnim gotuje się katolicki lud Gliwic do ślubowanej pielgrzymki do śwętego miejsca Górnego Sląska, Góry św. Anny, by w myśl przodków dziękować Panu Bogu, >>bo wielka jest jego miłość a jego miłosierdzie trwa przez wszystkie pokolenia<<. Odpowiedz Link Zgłoś
staflik Re: Obrona Glywic - jeszcze roz w całości 04.08.02, 19:54 Obrona Gliwic Artyleria wstrzymala już ogień. Pierwsza nieprzyjacielska fala osiagnęła fosę. Przypuszczenie dowódcy miasta dotyczące planów ataku wroga, potwierdziło się. Jeśli przy tej liczbie przeciwników przedsiewzięto atak ze wszystkich stron, wkrótce było jasne, że chodzi tylko o fortel. Bez uważnego, młodego komendanta, fortel ten z pewnością też by się udał. Pierwsze szeregi atakujących przekroczyły wał i doszły do fosy. Do wody leciały już masowo wiązki słomy i chrustu, a komendant ciągle jeszcze nie dawał rozkazu strzelania. Żołnierze Mansfelda spoglądali ze zdziwieniem w górę na mury. Ten spokój był niepokojący. Odbiegał od tego, do czego się przyzwyczaili. Wszędzie, gdzie atakowali, czy to w Czechach, Italii czy Niemczech, na murach stali obrońcy, którzy strzelali i krzyczeli ile się dało. Tutaj jednak żadnego obrońcy nie było widać. Nie padł ani jeden strzał. Ich zdziwienie miało być jednak tylko krotkótrwałe. Ten przeraźliwy spokój ciążący na murach przerwał nagle ostry ton komendanta. Ledwo co przebrzmiał, na atakujących spadły ogień i śmierć z ponad pieciuset muszkietow i hakownic. Skutek zmasowanego ognia, przy tej małej odleglości i liczbie przeciwników, był straszliwy. Prawie cała pierwsza linia atakujących została wybita. Umierąjac, dziesiątki spadały do fosy wraz z ich wiazkami z łąk, spełniając jeszcze przez śmierc swoje zadanie. Glośnymi okrzykami radości przyjęli Gliwiczanie ten pierwszy wynik ich obrony. Ale radość ta trwała tylko krótko. Zanim zdążyli ponownie załadować i wystrzelić ze swoich muszkietow i hakownic, masowo nacierąjacy napastnicy zasypali, jeśli nawet tylko prowizorycznie, fosę w dwóch miejscach. Wystarczyło to, aby w mgnieniu oka umożliwić setkom wrogów przejście przez rów. Własnie w takich walkach wyszkoleni żołnierze, szybko usunęli toporami i taranami palisady zamykające dostęp do murów i oparli o mury drabiny bojowe. Teraz wspinali się już zuchwale na drabinach do góry z mieczem lub halabardą w ręku. Obrońcy strzelali wprawdzie bez ustanku na linie przedostających się przez rów wrogów, ale choć wielu krwawiąc topiło się, liczba nacierających rosła z minuty na minutę. Teraz na międzymurzu stały ich już setki. Jak tylko przystawiano drabinę, obrońcy próbowali ją przewrócić. I z pewnością nie udałoby się żadnemu wrogowi na nią wspiąć, gdyby nie chodziło tu o tak bojowy i walkach wypróbowany lud Mansfelda. Przy każdej drabinie stało trzech żołnierzy. Kiedy jeden szykował się do wejścia na nią, pozostali dwaj ustawiali się obok z muszkietami gotowymi do strzału. Ich kule powalały na ziemię każdego, który próbował drabinę przewrócić. Jako pierwszego kule dopadły czeladnika Schymurę od kowala Wisora. Nie nosił żadnej strzelby. Jako jedyną broń jego ciężkie ręce trzymały kowalski młot. Zaraz na początku ataku jako jeden z pierwszych wyszedł zza chroniącego go murka i oczekiwał na wroga na ganku obronnym. Kiedy pierwszą drabinę przystawiono akurat obok niego, odrzucił młot na bok, żeby drabinę przewrócić. Już chwycił ją i pociągnął do góry. Żołnierz, który się po niej wspinał, spadł na dół jak worek . Ale w tym samym momencie nasz czeladnik kowalski drabinę wypuścił; wyprostował się w górę i upadł bezgłośnie z powrotem na ganek obronny. Kowal Wisor, który zaraz doskoczył, nie miał już nic innego do zrobienia, jak tylko zamknąć swemu wiernemu czeladnikowi oczy. W czole jego była okrągła, wielka dziura, wybita przez kulę wrogiego żołnierza. ))Przeklęte świnie,(( mruczał majster, )) nie pozostanę wam w niczym dłużny((. Obrońcy drogo zapłacili, zanim zaniechali prób przewracania drabin. Gdzie tylko jakaś ręka chwytała za drabinę, najczęściej w tym samym momencie słychać było krzyk trafionego. Ale ta nauka przynajmniej nie poszła na marne i obrońcy ostrożnie się znowu pochowali. Tak więc napastnicy mogli teraz bez przeszkód wspinać się po drabinach. Ale biada temu, kto wyłaniał się zza krawędzi muru. Jak błyskawice świstały wtdy cepy i miecze nad ich głowami, tak że głowy tak samo szybko znikały jak przyszły. Ale co pomogło to całe męstwo przy tej potwornej przewadze nieprzyjaciół ? Chociażby setki z nich się potopiło, natychmiast tyle samo stało na ich miejsce. Ponieważ obrońcy byli całkowicie zajęci obroną przed wrogiem na murach, Malenstein mógł bez przeszkód przeprowadzić wszystkie jego siły przez wał i fosę. A było ich ponad dziesięć tysięcy. I ta potężna armia wyposażona we wszystkie nowoczesne bronie, była dowodzona przez najśmielszego i najmężniejszego wodza tych czasów. Stał na wozie oddalony pięćdziesiąt metrów od bramy raciborskiej. Jego ostrym oczom nie uszło nic. Żadna słaba strona przeciwnika ani żadne słabości własnych wojsk. Bezustannie wydawał rozkazy. Oblicze miał ponure. Mieszkańcy Gliwic stwarzali mu więcej problemów, niż przypuszczał. Jego pogląd, że już bombardowanie wystarczy, aby złamać opór, okazał się złudny. A teraz jeszcze ci mężczyźni broniący się na murze jak diabły ! Gniewnie tupnął nogą i zwrócił się do otaczających go oficerów: )) Czyż zwerbowałem tchórzliwe baby i niewiasty albo żołnierzy ? Panowie, proszę osobiście pokierować natarciem ! (( Oficerowie oddalili się w milczemiu i udali do swoich chorągwi i regimentów. Teraz zaczęła się dzika, bezlitosna fala nowych ataków ! W końcu udało się pewnej liczbie żołnierzy Mansfelda przejść przez mur i umocnić tam swoje pozycje. Wywiązała się straszliwa walka, w której przeważali wyszkoleni we władaniu bronią żołnierze. Gliwiczanie walczyli z odwagą i pogardą dla śmierci. Ale co pomogły młoty, cepy i ta cała przestarzała broń, kiedy wrogowie wspięli się na mury i stali bezpośrednio przed nimi. Tu nie decydowały już tylko odwaga i dzika brawura. Teraz znaczenie miały rodzaj broni i umiejętność jej wykorzystania. Nie dalej jak dwanaście metrów od wieży bramy raciborskiej, jedna z nieprzyjacielskich drużyn zdobyła mury i mimo walecznego oporu, uczyniła obronę niezdolną do walki wycinając ją w pień. Teraz natarli w kierunku wieży. Jeśli doszliby do bramy miejskiej i udałoby im się ją otworzyć, miasto byłoby stracone. Obrońców, którzy w obrębie murów mogli to natarcie obserwować, ogarnęło przerażenie. Wszystkie ofiary wydawały teraz się daremne. )) Swięta dziewico, wspomóż (( podniosły się z setek serc błagalne wołania o pomoc do nieba ! Wrogowie nacierali gwałtownie w kierunku wieży. Na ich czele stał młody oficer. Z jego oczu biło uczucie triumfu. Tu, w Gliwicach, zdobyłby swe pierwsze zasługi, a zwycięstwo i chwała związane zostałyby z jego nazwiskiem. Jeszcze kilka kroków i osiagnąłby wieżę, gdzie znajdowały się schody prowadzące w dół, do bramy miasta. Z jego ludźmi otwarłby bramę i miasto należałoby do jego dowódcy. Nagle ten zwycięski marsz został zahamowany! Ze szpadą w ręku stanął przed nim komendant miasta, von Welczek. Szpada zaświstała w powietrzu i oficer Mansfelda zdawał się być stracony; ale ten tylko odruchowo wzniósł rękę trzymającą miecz i odparował z lekkością i elegancją potężne uderzenie. Po tej obronie komendant miasta wiedział, że przed sobą ma mistrza sztuki szermierczej. Błyskawicznie przeszedł do drugiego uderzenia. Ale i ten atak został lekko i pewnie odparty. Komendant zdawał sobie sprawę, że w tej walce nie chodzi tylko o życie lub śmierć, ale o miasto. Znał się na fechtunku. Na dworach Wiednia i Florencji stał na przeciwko najlepszych mistrzów i od nich się uczył. Jeśli nie dało się inaczej, musiał pokonać przeciwnika podstępem. W innym przypadku gardziłby tym, ale teraz nie było już czasu do stracenia. Po drugim ataku odskoczył kilka kroków w tył, jakby chciał uniknąć walki. Co potem się zdarzyło było zamierzone i do przewidzenia. W wielu walkach pokazowych wykorzystał i wypróbował ten fortel. Jak wielu innych przeciwników tak Odpowiedz Link Zgłoś
meg_s Re: Obrona Glywic cz 18 - 20 + Epilog/po polskymu 04.08.02, 19:57 staflik napisał: > Obrona Glywic cz. 18-20 + epilog / po polskiymu WIELKIE DZIĘKI - za trud i gratulacje za "literackie" podejście :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Slimok Re: Obrona Glywic cz 18 - 20 + Epilog/po polskymu IP: *.dip.t-dialin.net 04.08.02, 20:09 Klar, co i odymie tysz! Odpowiedz Link Zgłoś
staflik Re: Obrona Glywic cz 18 - 20 + Epilog/po polskymu 04.08.02, 20:20 meg_s napisała: > staflik napisał: > > > Obrona Glywic cz. 18-20 + epilog / po polskiymu > > WIELKIE DZIĘKI - za trud i gratulacje za "literackie" podejście :-)) Z tą całością chyba nie wyszło, bo za długi tekst. Szkoda. Dziynki za tyn cudzysłów przi „literacki” ;-)). Wiym, że tumaczynie jest trocha kiepske, ale już w tytule żech napisoł, że to po polskiymu (niy po polsku) – tak mi wdycki godała moja polonistka, jak żech próbowoł coś fajnie napisać abo powiedzieć :-) Odpowiedz Link Zgłoś
meg_s Re: Obrona Glywic cz 18 - 20 + Epilog/po polskymu 04.08.02, 20:29 staflik napisał: > Dziynki za tyn cudzysłów przi „literacki” ;-)). ależ w tym nie było za grosz ironii - naprawdę, sama borykałam się z Pistulką (Szwager zaświadczy)więc moje uznanie jest naprawdę szczere Odpowiedz Link Zgłoś
staflik Re: Obrona Glywic cz 18 - 20 + Epilog/po polskymu 04.08.02, 21:26 meg_s napisała: > staflik napisał: > > > Dziynki za tyn cudzysłów przi „literacki” ;-)). > > ależ w tym nie było za grosz ironii - naprawdę, sama borykałam się z Pistulką > (Szwager zaświadczy)więc moje uznanie jest naprawdę szczere A może by tak oddać oryginalny tekst w profesjonalne ręce, żeby go kiedyś wydać po polsku ? (Wyd. Wokół nas albo nowe wyd. METAMORFOZY ??). Odpowiedz Link Zgłoś
meg_s Re: Obrona Glywic cz 18 - 20 + Epilog/po polskymu 04.08.02, 21:35 staflik napisał: > A może by tak oddać oryginalny tekst w profesjonalne ręce, żeby go kiedyś > wydać po polsku ? (Wyd. Wokół nas albo nowe wyd. METAMORFOZY ??). myślę, że chyba tego nie rozumiem??? "oddać oryginalny tekst" - tzn który oryginalny tekst? "oddać.. w profesjonalne ręce" - skąd je wziąć? "żeby go kiedyś wydać.." - za co? "nowe wyd. Metamorfozy" - to żart? - czy jest takie? Odpowiedz Link Zgłoś
staflik Re: Obrona Glywic cz 18 - 20 + Epilog/po polskymu 04.08.02, 21:57 meg_s napisała: > staflik napisał: > > > A może by tak oddać oryginalny tekst w profesjonalne ręce, żeby go kiedyś > > wydać po polsku ? (Wyd. Wokół nas albo nowe wyd. METAMORFOZY ??). > > myślę, że chyba tego nie rozumiem??? > "oddać oryginalny tekst" - tzn który oryginalny tekst? Maszkytnik chyba z czegoś to odpisał ? > "oddać.. w profesjonalne ręce" - skąd je wziąć? Nie wiem > "żeby go kiedyś wydać.." - za co? Nie wiem > "nowe wyd. Metamorfozy" - to żart? - czy jest takie? Nie ma, ale przecież pod tą nazwą coś / ktoś funkcjonuje i szuka nowych pomysłów. To tylko tak mi przyszło do głowy, więc się tym podzieliłem. O żartach nie ma mowy. Dobranoc. Odpowiedz Link Zgłoś
meg_s Re: Glywicke maszkyty 04.08.03, 01:33 szkoda by było tak wypuścić do archiwum Odpowiedz Link Zgłoś