kl-2
24.07.08, 21:48
Magistrat odetchnął, gdy się okazało, że referendum chwilowo nie
będzie, zaś jego pretorianie ruszyli do boju, aby wytropić i ukarać
niepokornych. Wina tych drugich polega na tym, że zepsuli
magistrackim dobre samopoczucie zadając kilka niewygodnych pytań. To
nie może ujść płazem, nie w Gliwicach.
Teraz magistrat w swoim ulubionym stylu opluje i spróbuje ośmieszyć
każdego, kto mógł być w sprawę referendum zamieszany. A że dokładnie
nie wiadomo, kto był zamieszany, więc lecą rykoszety. Widać, nie
bez przyczyny rzecznik magistratu ulubił sobie słowo „paranoja”.
Oto jeden przykład bełkotu i manipulowania ludzkimi opiniami:
„pewna młoda kobieta podpisała listę referendalną, gdy zadano jej
pytanie, czy jest przeciw 'rzezi drzew' w naszym mieście”
W następnej kolejności zapewne pobiegła do magistratu wyspowiadać
się panu Jarzębowskiemu z tego straszliwego czynu. No bo skąd
inaczej wiedziałby o tym?
„To, że jest to posługiwanie się kłamstwem, nie ma w tym momencie
większego znaczenia.”
No właśnie, kto posługuje się kłamstwem? Ta kobieta, która podpisała
listę czy pan Jarzębowski, który pisze baje niestworzone?