Trza jakiś nowy temat wrzucić

- warszawskie mordownie.
Za swego żywota poznałem ich trochę. Najwięcej z racji pomieszkiwania na warszawskiej Woli ich poznałem ale także na innych dzielnicach funkcjonowały mordownie i meliny. Wola Praga Czerniaków oraz szeroko pojęta Szmulowizna to kwiat warszawskiego meliniarstwa w PRL. Wódka 24 h poza tym zagrycha u co poniektórych ale też piącha w mordę się zdarzała i bez kasiory powrót do domu z poobijanym ryjem i żebrami przez miejscowych zakapiorów. Zakłady pracy to zupełnie inna bajka. Większa fabryka zawsze była otoczona wiankiem melin tudzież mordowni bo co i raz przy melinie wisiała klepsydra że ktoś zginął tragicznie. Nie pisało że z nożem w plecach albo z roztrzaskaną kopniakami głową bo kapował. Tak było przy Waryńskim przy zakładach Kasprzaka Świerczewskim czy Nowotko. Wóda wóda wóda. Lała się strumieniami i swoje żniwo tez zbierała.