Dodaj do ulubionych

Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto!

16.04.14, 20:00
Witajcie,
Swoją historię opisywałam w innym wątku. Tu chcę natomiast napisać o refleksjach, które mnie nawiedziły po lekturze forum, Waszych wypowiedzi i dyskusjach dotyczących podejścia do leczenia Hashimoto (i nie tylko) z koleżanką, która mieszka w Londynie. Nie choruje na Hashimoto, ale ma astmę.

Ponieważ niedługo wyjeżdżam (może nawet na stałe) do Anglii - moje obawy koncentrują się na dostępności do badań, konsultacji, recept itp. Jestem przerażona, bo od 5.04 biorę tyroksynę. To moje "początki" z hashi, leczeniem, badaniami, dobieraniem dawki itp. Już wiem, że w UK jest z tym bardzo trudno. Że tzw. General Practitioner rzadko zleca badania, że badanie TSH wykonuje się raz do roku, że o ft3 i ft4 można zapomnieć, że endokrynolog, to marzenie albo duży wydatek, itp. itd. I że dziewczyny przyjeżdżają do Polski - na badania, na konsultację, po recepty, po leki.

Zastanawiam się, z czego to wynika. I tu pokuszę się o zacytowanie fragmentu maila od mojej angielskiej koleżanki:

"a nie lepiej by było poczekać z tym hormonem i przyjechać tutaj i zobaczyć, co lekarze powiedzą? Tu lekarze zapisują o wiele mniej lekarstw, niż w Polsce. Ja mam astmę - w Polsce wszyscy chcieli mnie leczyć sterydami. Brałam je przez miesiąc i czułam się po nich tragicznie. Całe ciało mi dygotało, utyłam 5 kg przez miesiąc, straciłam formę na rok, a moja astma raczej się przez ten czas pogorszyła, zamiast polepszyć. Odstawiłam sama, choć lekarka mi surowo wzbraniała. Lekarze twierdzą, że steryd jest konieczny nawet przy niezbyt zaawansowanej astmie, bo astma może się bardzo szybko rozwinąć i trzeba ją kontrolować od początku. Na szczęście miałam koleżankę, która ma bardzo zaawansowaną astmę i jest na lekach od wielu lat. Ona jest od nich absolutnie uzależniona i odstawienie jest niemożliwe. Nie chcę tego dla siebie. Sterydy są straszliwe i potwornie rujnują zdrowie.

Tu poszłam do lekarza, zrobił mi spirometrię i powiedział, że mam bardzo dobry wynik (w Polsce też miałam bardzo dobry wynik spirometrii!), więc nie muszę brać żadnych leków! Zapisał mi pompkę na wypadek ataku i zalecił zwracać uwagę, czy stan się nie pogarsza.

Tu nawet na grypę nie zapisują żadnych leków. W każdej przychodni można przeczytać ulotki - "jeśli jesteś zaziębiony lub masz grypę - nie musisz przychodzić do lekarza. Odpoczywaj i pij dużo płynów. Jeśli objawy nie ustąpią w ciągu dwóch tygodni, wtedy zapraszamy. Możesz też udać się po poradę do apteki." Kilka razy byłam u lekarza z podopiecznymi z powodu wirusów zaziębienia i nigdy nic nie dostawali. Ok, Eva raz dostała syrop na kaszel.

Bardzo bym uważała z lekami, które uzależniają i które trzeba brać do końca życia. Lekarze często kooperują z firmami farmaceutycznymi, są zapraszani na "spa-konferencje", dostają prezenty itd., więc chętnie zapisują ich leki.

Jeśli tylko istnieje możliwość niebrania leku, to go nie biorę. Chemia zawsze jest szkodliwa. I raczej uważam, że polscy lekarze są skorumpowani, niż brytyjscy niedouczeni. Jeśli lekarze w UK twierdzą, że dziewczyny są zdrowe, a jednak chcą brać leki, to może mają hipochondrię? Polscy lekarze bardzo chętnie pomogą, jeśli chodzi o zapisywanie pigułek.

Jeśli nie jest to coś, co Ci bardzo przeszkadza w tej chwili, radziłabym Ci skorzystać z tutejszej służby zdrowia, która wydaje mi się po prostu lepsza.


Hmm... Cóż, za mało wiem na ten temat, żeby polemizować z koleżanką. Zastanawia mnie jednak ten problem: z czego wynika taka rozbieżność w podejściu do leczenia tu i tam? Jakie macie zdanie na temat tego, co pisze moja koleżanka? Gdzie leży problem? Dlaczego w UK nie można normalnie poddać się leczeniu, z całą gamą badań co kilka tygodni? Czy to my, Polki, jesteśmy hipochondryczkami?

Bardzo jestem ciekawa Waszego zdania, zwłaszcza opartego na doświadczeniach.
Obserwuj wątek
    • mama_dorota Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 16.04.14, 20:45
      Opisze ci przypadek mojej siostry, mozliwe, ze sie powtarzam. Od lat nadwaga, wrecz otylosc, potem ciaza, dziecko wieku 3 miesiecy wyraznie nie rozwija sie prawidlowo, nie trzyma glowki, nie siada, chyba nie widzi. Objechali z nim Polske, byla rehabilitacja i nic. W wieku 1 rok 3 mce nadal tylko lezy, krztusi sie, dostaje zapalenia pluc, umiera ... Po roku nastepna ciaza i poronienie. To wszystko w Polsce. Niby zdrowa kobieta. Wyjezdza do Anglii, potem u mnie diagnoza Hashimoto i mysl, ze moze u niej tez. Strzal w 10-ke. Tarczycy ma 1/3, przeciwciala w tysiacach, wyniki hormonow w normie. Wg polskiej endo szalejace Hashimoto i 'o rety! przeciez ona w zasadzie nie ma tarczycy!'. Dostaje recepte. Badania robila w Polsce gdy przyjechala na urlop. Jej lekarz ogolny w UK byl bardzo pomocny i zlecal wszystkie badania, o ktore prosila, ale endo widzac te badania powiedzial, ze to wszystko nic nie znaczy, przwciwciala tak wysokie i niemal brak tarczycy to nic, to, ze objawy przeszly, to przypadek, a nie hormon z tabletki, ale skoro tak jej zalezy, to zgadza sie na to, by ogolny wypisywal recepty. Siostrze coraz lepiej, do endo znow idzie w Polsce, zachodzi w ciaze i rodzi zdrowe dziecko.
      Byla tu jeszcze dziewczyna z UK, ktorej nie chcieli badac nic poza TSH i nie mogla nic zbadac prywatnie. W koncu jak udalo jej sie przekonac pielegniarke, to lab czesci badan nie wykonal. W Polsce najwyzej bez laski zaplacisz i zbadasz ci chcesz.

      Co do twojej kolezanki, to rozumiem obawy przed sterydami i tez bym ich unikala. Nie znam sie na astmie, ale niedoczynnosci tarczycy sie nie leczy, tylko tabletka jakby zastepuje tarczyce, ktora sobie nie radzi. Mozesz zrezygnowac z tanletek do konca zycia, ale to samo nie przechodzi.

      Na pewno tak jak w Polsce, tak i w Anglii sa dobrzy i zli lekarze. Tam na plus jest to, ze ogolny moze wypisac caly panel tarczycowy, jesli zechce, a polski tylko tsh. Ale w Polsce nie musisz prosic o badania, tylko placisz i robisz. Latwiej znalezc dobrego endo, bo wiesz jak szukac. Moja siostra nie znalazla. Ale z diagnoza z Polski raczej cie nie odesla. I leki tam sa za darmo.

      Co do grypy, to nikt mi jeszcze na nia lekow nie wypisywal, tylko witamine c i cos na goraczke. W Anglii nawet angine zazwyczaj lecza paracetamolem. Wiem to z kilku niezalexnych zrodel. Czy to brak wiedzy? Moze nie, ale ja wolalabym antybiotyk.
    • pindzia.lindzia Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 16.04.14, 21:15
      Ja doświadczenia nie mam, ale lecząc się na ChAD (którego nie mam smile obejrzałam film o tejże chorobie autorstwa niejakiego Stephena Fry, best frienda dr Housa. Jak się domyślacie, Pan jest Anglikiem. Przy pierwszej próbie samobójczej lekarz zalecił mu... wyjazd na wakacje i spacery po plaży. Do momentu ukończenia filmu Stephen nie podjął żadnego leczenia, a lekarze całą decyzję pozostawili jemu. Dodam, że gość miewał ataki zakupocholizmu w czasie "górek", ale dołki trwały tylko paręnaście dni. Był też uzależniony od narkotyków, ale ten wątek nie był rozwijany w filmie. W Fry już dawno byłby na licie...i na rencie.

      Stephen rozmawiał też z niesamowitą neurochirurg z ChADem, która samymi kwasami Omega-3 w mega dawce i różnymi poznawczo-behawioralnymi sposobami opanowała chorobę, chociaż kiedyś miewała nawet halucynacje (już tłumaczę, w ChADzie to hardcore, który przytrafia się tylko w "najcięższych i najbardziej nieuleczalnych typach choroby", przynajmniej tak się mówi w Polsce) i była w psychiatryku, gdzie nie wolno było mieć nawet własnej szczoteczki do zębów.

      Dla kontrastu, Fry poleciał do Stanów. A tam nadpobudliwy dzieciak z wielką kasetką leków i generalnie leczenie wszystkim wszystkiego.

      Niestety, patrząc po sobie, mojej TŻ, moich znajomych i wpisach na różnych forach, Polska coraz szybciej dogania USA. Gdyby jeszcze szła za tym rzetelna diagnostyka, to byłoby świetnie. Ale mnie niedoczynność i Hashi zdiagnozowano przez przypadek, chociaż w wynikach była jak byk i to pewnie ona spowodowała cały ten syf. Ale oni nie, dowalili mi lit (który niszczy tarczycę). Kurde, gdyby to było USA, to mogłabym ich chociaż pozwać wink Chociaż z drugiej strony informacje o leczeniu alternatywnymi sposobami (suplementacja) dostarczają mi właśnie amerykańskie strony. Ale ta skrajność narodziła się właśnie z lekomanii lekarzy.

      Ja ogromnie żałuję, że rozpoczęłam leczenie psychiatryczne, bo leki nie dość, że nie pomagają, to jak próbuję z nich zejść, robi się jeszcze gorzej. Czyli dno ma jeszcze swoje głębsze dno.

      Sama teraz mam przykład, moja babcia od jakiegoś czasu źle sypia, ma podwyższone ciśnienie i straszne skurcze w nocy, aż musi wstawać. Miała złamaną nogę, ma osteoporozę i powtarzające się zapalenia pęcherza. Zasugerowałam, że to tężyczka utajona, ale babcia to olewa, bo dla niej "za drogo". Dzielnie łazi na NFZ. Lekarka zapisała jej najpierw, 50 mg magnezu, potem chyba 75 mg! Przy takich dolegliwościach! Ja kupiłam babci cytrynian magnezu 400 mg, babcia się skrzywiła, że "amerykańskie z internetu, pewnie podróba", ale po paru tygodniach pomogło, chociaż wciąż są skurcze, ale już nie 5 ze wstawaniem, tylko jeden na leżąco. Poszła kolejny raz do lekarza i dostała... lek na rozluźnienie mięśni! "Bo skurcze są zawsze od kręgosłupa lędźwiowego" - mówi lekarka. Kurde, a gdzie prześwietlenie?! Moja babcia ma problem z kręgosłupem tylko jak ją przewieje, ale to raczej nerki czy korzonki, tak to ma pewnie lepszy kręgosłup niż ja! Żadnych bóli, nic. A babcia dalej wierzy w NFZ, łazi po lekarzach i tylko narzeka, że "coraz więcej na leki wydaje i coraz bardziej chora jest". Z jej ostrogami podobna historia.

      Z drugiej strony słyszałam, że w UK aż przeginają, bo wszystko leczą paracetamolem. A może Polacy to lekomani? Czy w ogóle w jakimś kraju jest w sam raz z tym leczeniem?
    • kociubinska_hermenegilda Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 16.04.14, 21:58
      Pewnie różnie bywa, różnie można trafić. Osobiście jestem jak najgorszego zdania o angielskiej służbie zdrowia. Mieszkałam w Anglii dwa lata, mąż pracował w tamtejszej służbie zdrowia. Niemożność dostania.się do specjalisty była megawkurzajaca. Fakt, że rozmawia się tam wyłącznie z GP, bez kontaktu ze specjalistami, męczył. Jak GP Cię dalej nie pokieruje, to będziesz u niego leczyć wszystkie choroby. Sam GP niekoniecznie jest internista, może mieć dowolną specjalizację. Poszłam też kiedyś do ginekologa, który jak się okazało, tak naprawdę był urologiem. Znajomy polski internista pracował tam jako psychiatra. Przykłady mogłabym mnożyć. Dodatkowo straszliwie drazniace jest to, że pacjenta traktują tam jak idiote. Kiedy dostałam zapalenia pęcherza z krwiomoczem, miałam robione badanie moczu. Z opisu, który dostałam, dowiedziałam się, że we moczu stwierdzono... krew. Itp itd. Ja się leczylam w Polsce, mimo że mąż ratownik medyczny pracujący w angielskim nhs znał tamte struktury. Generalnie nie polecam. Zawsze może być jednak tak, że Ty trafisz dobrze i będziesz zadowolona z tamtejszej opieki medycznej.
    • ola_dom Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 10:17
      Ja akurat jestem z tych, co "lekarstwa" biorą tylko wtedy, jak naprawdę muszą.
      Nie mam tu na myśli suplementów, bo tych się za bardzo nie boję, ale np. antybiotyku nie tknęłam już niemal 20 lat.

      Grypę i tym podobne też skutecznie leczę na własną rękę i to nie Gripeksem, tylko mniej chemicznymi środkami.

      Ale akurat tyroksynę traktuję trochę tak, jak insulinę dla cukrzyka - mój organizm jej nie produkuje, więc muszę ją uzupełniać. To w zasadzie nie jest lek, tylko uzupełnienie substancji, której w moim organizmie brakuje, a inaczej nie da się jej uzupełnić, więc nie mam tutaj za wielkiego wyboru, skoro chcę funkcjonować jak człowiek.
      Nie brakuje mojemu organizmowi antybiotyku, paracetamolu, czy aspiryny. Ale tyroksyny - tak.

      A co do służby zdrowia w U.K. (podobne historie słyszałam także o Holandii) - zmroziła mnie informacja, że możesz tam całe życie przeżyć nie idąc nigdy do ginekologa... Znajoma mojej mamy (starsza naówczas pani) dopiero jak poważnie zachorowała, dostała się do ginekologa - oczywiście na skierowanie. Niestety było już za późno i ostatecznie umarła na raka narządów rodnych.
      Podobną historię słyszałam od mojej koleżanki, która wyemigrowała do Holandii - ale ponieważ jest raczej mitomanką uznałam, że znowu koloryzuje. Ale potem niejednokrotnie czytałam, że tak to właśnie wygląda - dopóki "wyniki masz w normie", to praktycznie nie masz szans na spotkanie z innym lekarzem niż ogólny rodzinny.
      Coś w tym jest, że dziewczyny przyjeżdżają z obu krajów diagnozować się w Polsce...

      Oczywiście - znamy aż za dobrze polskich lekarzy...
      Od dziecka pamiętam, jak po wizycie w przychodni szłam z mamą do apteki i mama podając receptę mówiła "poproszę bez antybiotyku" - przez lata byłam przekonana, że to zwyczajowa formułka, jaką się mówi w aptece:
      - dzień dobry, poproszę bez antybiotyku.
      Teraz na szczęście akurat z antybiotykami się trochę opamiętują i nie dają na kaszlnięcie, kichnięcie i pierdnięcie, zauważyłam wręcz, że lekarze mówili mi, że "nie widzą konieczności podania antybiotyku" w taki sposób, jakby mi się tłumaczyli, dlaczego go nie przepisują....
      Ale ze sterydami już tak kolorowo nie jest, ładują cudowne sterydki na wszystko już niemowlętom.

      Nie twierdzę, że w Polsce jest kolorowo - bo nie jest. Ale jestem zszokowana tym, jak jest np. w U.K., bo spodziewałabym się, że jednak jest o niebo lepiej. A tu klops...
      Idealnie byłoby wypośrodkować - więc może to opcja dla tych, którzy będą trochę jedną nogą tu, a drugą tu? smile
      Badania i diagnostyka w Polsce, a nieprzesadzanie z chemicznymi lekami w Anglii.
      • kromka Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 13:02
        ola_dom napisała:

        > Ja akurat jestem z tych, co "lekarstwa" biorą tylko wtedy, jak naprawdę muszą.
        > Nie mam tu na myśli suplementów, bo tych się za bardzo nie boję, ale np. antybi
        > otyku nie tknęłam już niemal 20 lat.
        Ja też! smile Pomijając fakt, że bardzo rzadko choruję (czytaj: przeziębiam się).


        > A co do służby zdrowia w U.K. (podobne historie słyszałam także o Holandii) - z
        > mroziła mnie informacja, że możesz tam całe życie przeżyć nie idąc nigdy do gin
        > ekologa... Znajoma mojej mamy (starsza naówczas pani) dopiero jak poważnie zach
        > orowała, dostała się do ginekologa - oczywiście na skierowanie. Niestety było j
        > uż za późno i ostatecznie umarła na raka narządów rodnych.
        > Podobną historię słyszałam od mojej koleżanki, która wyemigrowała do Holandii -
        > ale ponieważ jest raczej mitomanką uznałam, że znowu koloryzuje. Ale potem nie
        > jednokrotnie czytałam, że tak to właśnie wygląda - dopóki "wyniki masz w normie
        > ", to praktycznie nie masz szans na spotkanie z innym lekarzem niż ogólny rodzi
        > nny.
        > Coś w tym jest, że dziewczyny przyjeżdżają z obu krajów diagnozować się w Polsc
        > e...
        I to jest dla mnie przerażające!


        > Nie twierdzę, że w Polsce jest kolorowo - bo nie jest. Ale jestem zszokowana ty
        > m, jak jest np. w U.K., bo spodziewałabym się, że jednak jest o niebo lepiej. A
        > tu klops...
        > Idealnie byłoby wypośrodkować - więc może to opcja dla tych, którzy będą trochę
        > jedną nogą tu, a drugą tu? smile
        > Badania i diagnostyka w Polsce, a nieprzesadzanie z chemicznymi lekami w Anglii
        No tak, ale co w przypadku jeśli ja będę tam dwiema nogami, dawka tyroksyny jest jeszcze nieustalona na stałe, nie znam swojego organizmu, choroby, hormon biorę od 5.04 i powinnam robić badania i chodzić na konsultację co kilka tygodni? Przecież nie będę co 1,5 miesiąca przylatywać w tym celu do Polski, nie wspominając o kosztach... uncertain
        • mama_dorota Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 13:37
          Dlatego właśnie powinnaś nauczyć się jak twój organizm reaguje na niedoczynność, z czasem będziesz musiała poznać, jak reaguje, gdy tyroksyny jest za dużo, a wtedy będziesz wiedziała, kiedy robić badania.

          Tak jak pisałam, moim zdaniem, gdy masz z Polski diagnozę, to inaczej cię potraktują, niż wtedy, gdy diagnozy dopiero potrzebujesz. Moja siostra sobie radzi, badania GP jej zleca wg potrzeb, a zmieniła miejsce zamieszkania 2x i w nowych jest tak samo, tylko z endo było kiepsko, czyli tam byłby problem z diagnozą.

          Trochę mam wrażenie, że sprawa chorób tarczycy w Polsce mocno się w ostatnich 20 latach zmienia i niekoniecznie dotyczy to UK. Ktoś na forum cytował słowa swojego lekarza, że kiedyś ludzie częściej chorowali na nadczynność tarczycy, rzadko na niedoczynność. Kiedyś częste było wole, teraz to wielka rzadkość. Moja lekarka ogólna, która z leczeniem Hashi też nieźle sobie radzi twierdzi, że kiedyś na niedoczynność chorowały niemal wyłącznie kobiety, a teraz to ona sama ma kilku pacjentów płci męskiej z tym problemem. Możliwe, że to z powodu Czarnobyla, a ten problem UK nie dotknął tak mocno, jak Polski.

          Badania to kluczowa sprawa w naszej sytuacji. Cukrzyk ma tę wygodę, że sam sobie glukometrem zbada co trzeba nie wychodząc z domu. My tego komfortu nie mamy. No i insulina w pewien sposób działa od ręki, tyroksyna potrzebuje czasu.
          • kromka Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 13:48
            mama_dorota napisała:

            > Dlatego właśnie powinnaś nauczyć się jak twój organizm reaguje na niedoczynność
            > , z czasem będziesz musiała poznać, jak reaguje, gdy tyroksyny jest za dużo, a
            > wtedy będziesz wiedziała, kiedy robić badania.

            Nie wiem, czy zdążę przed wyjazdem z tą nauką. Wyjazd tuż tuż, maj - czerwiec. Ostatnia (=druga w życiu u niej) wizyta u endo - pod koniec maja.



            > Tak jak pisałam, moim zdaniem, gdy masz z Polski diagnozę, to inaczej cię potra
            > ktują, niż wtedy, gdy diagnozy dopiero potrzebujesz.

            Uwierzą mi na słowo? Dadzą bez problemu skierowanie na TSH, FT3, FT4 i inne badania?


            > Moja siostra sobie radzi,
            > badania GP jej zleca wg potrzeb, a zmieniła miejsce zamieszkania 2x i w nowych
            > jest tak samo, tylko z endo było kiepsko, czyli tam byłby problem z diagnozą.

            GP zleca jej wszystkie badania?
            • mama_dorota Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 13:58
              Spokojnie. Rób sobie test co tydzień, a sama zobaczysz, że dasz radę.
              Myślę, że byłaby potrzebna recepta na euthyrox. Może jakieś zaświadczenie, ale nie powiem, czy musi być przetłumaczone. Weź, co dadzą.

              Mój tata - cukrzyk insulinozależny, nie musiał mieć nic z Polski, gdy tam pojechał i przez dymiący wulkan w Islandii musiał opóźnić powrót. Wypisali receptę i insulinę dostał. Siostra miała tylko receptę. Na wszelki wypadek przed wyjazdem poproś endo o dużą ilość euthyroxu w różnych dawkach - koniecznie 25, ale i choćby 50 na przykład. Nie wiem dokładnie jak to było z pierwszą receptą w Anglii, bo jak pojechała i zapas się kończył, a wizyta u endo się opóźniała, to wysyłałam jej listek pocztą. Moja lekarka ogólna, którą poprosiłam o receptę, była pomocna. Ale po tej wizycie u endo chyba już zawsze wypisywał recepty GP. Badania wszystkie on jej robił, łącznie z przeciwciałami, choć te akurat nie były potrzebne, bo są przydatne tylko do diagnozy, ale ona nie wiedziała i wypisywał.
            • princess_yo_yo Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 17:24
              akurat system wymiany informacji miedzy gp I specjalistami jest duzo lepszy niz w pl - takie mam wrazenie.
              gp moze zlecic kazde badanie krwi o ile sa do tego podstawy, wiec jesli jestes juz na tyroksynie to nie widze problemu z tym zeby gp nie wypisal ci tej samej dawki I nie kontynuowal leczenia. prawdopodobnie nie bedzie potrzebowal papierow ale akurat badania bedzie robil lokalnie zeby sprawdzic co sie dzieje I dopiero wtedy bedzie wypisywal recepty na dluzsze okresy. moje badania krwi sa zawsze robione w klinice specjalistycznej bo tam sie odbywa akurat moje leczenie, gp wypisuje o co poprosze mailem, szpitalne apteki wydaja tylko jedno opakowanie lekow ktore sa dostepne w regularnych aptekach, to jest akurat drazniace wink
              ogolnie wszystkie badania krwi sa zazwyczaj dyktowane zestawem symptomow.
          • pindzia.lindzia Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 14:25
            A może chodzi o jod? W końcu od jakiegoś czasu sól jest jodowana i tym, którzy mieli samą niedoczynność, jod zapobiegł wolom, a nam, autoimmunologicznym, dokopał sad
            • mama_dorota Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 14:29
              pindzia.lindzia napisała:

              > A może chodzi o jod? W końcu od jakiegoś czasu sól jest jodowana i tym, którzy
              > mieli samą niedoczynność, jod zapobiegł wolom, a nam, autoimmunologicznym, doko
              > pał sad

              Też możliwe. Różne są hipotezy, także ta ze skażeniem środowiska i przez to żywności. Nie wiem jak to jest z jodowaniem soli w UK, a chodziło mi o wskazanie różnic.

              Czytałam też, że od czasu jodowania soli tarczyce nie muszą już być takiej wielkości, jak kiedyś i dlatego na polskich stronach tematycznych nie ma dolnej granicy normy na objętość, tylko górna. Te, które podajemy na forum pochodzą z książki "Jak żyć z Hashimoto". Lekarze podchodzą do małych tarczyc bardzo różnie. Moją 11,5 ml radiolog określiła jako za małą.
    • mama_dorota Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 14:43
      Rozmawiałam przed chwilą z siostrą. Wzięła z Polski wyniki badań, na których jak wół były wysokie przeciwciała, GP na tej podstawie wysłał ją do endo, a u endo tak jak pisałam, uparła się, a on stwierdził, że jak chce, to niech sobie bierze tyroksynę. GP wypisuje badania, do endo już więcej nie poszła. Wiem, że raz jeszcze w Polsce była, przed ciążą.
      • kromka Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 15:13
        A GP oprócz skierowań na badania (wszystkie? TSH, FT3, FT4 i inne?) wypisuje też recepty na Eurythox?
        • kromka Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 15:14
          Skąd siostra wie, jaką dawkę brać? Nie konsultuje się w ogóle z endo?
          • procesor Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 15:44
            kromka napisała:
            > Skąd siostra wie, jaką dawkę brać? Nie konsultuje się w ogóle z endo?

            sądzisz że endo mają jakieś czarodziejskie moce?
            patrzy sie na wynik, na samopoczucie i dotychczasową dawkę i ustala sie ile brać
            ja z moim endo - Polska - zawsze dyskutuję wysokość dawki
            to MOJE zdrowie i MOJE życie
            i na pewno ja wiem lepiej jak sie czuję
            jak i inne Hashimotki

            spora część z nas samodzielnie reguluje sobie dawkę
          • mama_dorota Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 20:39
            GP wypisuje recepty. Dawke on ustala, ale ona zglasza swoje uwagi. Zreszta dawke ustala lekarz, a polyka pacjent. Jak to powiedzial hepatolog mojej mamy po kuracji interferonowej na wzw c "to pani sie leczyla, ja pani tych zastrzykow nie robilem, tylko pani osobiscie".
    • princess_yo_yo Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 17.04.14, 17:16
      mi akurat system pt evidence based medicine bardzo odpowiada I to w kazdym przypadku. co prawda moze to wynikac z tego ze mam swietnego endokrynologa wlacznie z jego numerem komorki w razie potrzeby ale nie jestem pod tym wzgledem jedyna podejrzewam.
      chociaz pewnie jesli ma sie tylko problem z tarczyca kwestia spotkania takiego lekarza moze byc mniej prawdopodobna. z zasady jak wszedzie, im lepsza dzielnica tym lepsza obsada gabinetow gp I im wiekszy osrodek tym lepsi specjalisci ale to jest akurat cos co dotyczy wszystkich publicznych systemow.
    • kociubinska_hermenegilda Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 18.04.14, 08:06
      Przyszła mi jeszcze jedna rzecz do głowy. Zwróć uwagę na zmiany w swoim samopoczuciu, jak już tam będziesz. To jest jednak inny klimat, inne powietrze. Ja np. w Anglii nie miałam alergii, w Polsce muszę brać cezerę. Nie wiem, jak to może być z tarczyca /wtedy jeszcze jej nie leczylam/, wyspe otacza morze, jodu pewnie w powietrzu jest sporo. W każdym razie obserwuj się pod tym kątem. smile
      • kromka Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 19.04.14, 00:57
        Troszkę nie na temat, a troszkę jak najbardziej:
        Wróciłam właśnie od mojego ginekologa, gdzie dostałam dodatkową lekcję poglądową nt. systemu opieki zdrowotnej w UK. Jego kolega ze szpitala konsultuje w Manchester. Oto, co opowiadał: Za cholerę nie mógł się przyzwyczaić do gabinetów ginekologicznych, gdzie zamiast fotela ginekologicznego jest leżanka, a badanie wykonuje się palpacyjnie. Badanie piersi? Można być posądzonym o molestowanie seksualne. Cytologia? Położna wykonuje... albo nie. Ja jestem po histeroskopii, poszłam więc na badanie kontrolne po miesiącu. Tam, żeby mieć taką wizytę, musi się coś dziać - krwawienie lub inne niepokojące objawy. Badanie usg tv podczas wizyty? Utopia. Statystyki wyraźnie pokazują, że tamtejszy system powoduje wyższą umieralność: noworodki, ciąże, kobiece choroby onkologiczne - to wszystko wygląda strasznie. Oczywiście zdarzają się super ośrodki z super lekarzami ale nie każdy ma do nich dostęp i mało kogo stać. Mój ginekolog dziś miał dwie wizyty dziewczyn, które przyjechały na badania: jedna z Paryża, druga z Dublina.... Kobiety przyjeżdżają tu leczyć się, rodzić...

        To tylko relacja. Nieco zatrważająca, ale pewnie prawdziwa.
        Cóż, pozostaje tylko mieć nadzieję, że "jakoś to będzie"...... uncertain
        • mama_dorota Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 19.04.14, 15:44
          Moja siostra przeszla cala ciaze tam i nie narzekala. I miala w tym czasie dentyste za darmo oraz wszelkie potrzebne leki. Mozliwe, ze bardziej na nia uwazali.
          • niskoenergetyczna Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 19.04.14, 18:14
            Moja przyjaciółka nie miała takiego szczęścia. Opieka nad ciężarnymi/ ciążą nie jest mocną stroną w UK.. Ciążę prowadzi położna i zazwyczaj nie widzi ona potrzeby wykonywania dodatkowych badań. W przypadku mojej przyjaciółki dopiero badania wykonane prywatnie w Polsce ujawniły szereg powikłań i nieprawidłowości w rozwoju płodu. Pomimo tego, że szpital brytyjski miał bardzo szczegółowe wyniki badań z Polski, do porodu nie wezwano lekarza - pomimo złożonych wad serca dziecka, innych wad genetycznych oraz nieprawidłowego ułożenia, poród odbierała położna. Po kilkunastu godzinach męczarni mojej przyjaciółki i błagań o lekarza i cesarskie cięcie, położna użyła własnej metody przyspieszenia porodu: intensywnie ugniatanie brzucha.. Rezultat? Poza bardzo poważnymi wadami genetycznymi dziecko ma porażenie mózgowe i do końca życia w wózku inwalidzkim. Szpital przyznał się do winy i wypłacił duże odszkodowanie.. Niestety nie jest to odosobniony przypadek.
            Inny przypadek: znajomy przeszedł zawał serca i tego samego dnia znalazł się w szpitalu, po dwóch dniach został wypisany do domu z jednym zaleceniem: w razie bólu zażyć paracetamol.
            Wiem, że oba przypadki nie dotyczą hashimoto, ale jeśli tak się tam ignoruje ciążę zagrożoną i zawał serca, to jak jest z hashimoto?
            • bisiek10 Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 19.04.14, 23:12
              Moj porod odbieral lekarz ( sorry lekarka) Jak sie z ciaza zaczelo cos dziac na drugi dzien bylam juz w szpitalu.Badania krwi za ktore sie placi w pl mialam za darmo.Leki, dentysta za darmo przez okres ciazy i prawie rok po porodzie. Leki na niedoczynnosc sa darmowe.Powiedzcie mi czy leczac sie tylko i wylacznie na nfz w Pl bedziecie miec wiecej badan,usg w ciazy, itd itp niz na nhs w UK? Bedziecie miec darmowe badania tarczycy? Wszystkie? Naprawde z tego co tu czytam wynika ze w uk populacja wymiera...
              • bisiek10 Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 19.04.14, 23:26
                I jakos wierzyc mi sie nie chce ze dziewczyny z UK lataja rodzic do PL...
              • princess_yo_yo Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 20.04.14, 12:10
                to jest dosc poplularny mit, kontekst diagnozowania sie w pl kiedy sie mieszka za granica jest zwlaszcza znamienny. zazwyczaj dotyczy specyficznej czesci emigracji wink

                jak napisalam wyzej, leczenie w uk jest duzo bardziej podparte badaniami naukowymi i to pacjent jest glownym decydentem. zwlaszcza w przypadku leczenia specjalistycznego.
                akurat to ze leczenie specjalistyczne wdraza gp na podstawie korespondencji ze specjalista jest bardzo sensownym systemem.
                • pies_z_laki_2 Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 20.04.14, 22:26
                  > akurat to ze leczenie specjalistyczne wdraza gp na podstawie korespondencji ze
                  > specjalista jest bardzo sensownym systemem.

                  Tylko najpierw dostań się do tego specjalisty... trzeba się przedrzeć przez internistę, który ze wszystkim sobie daje radę i nie widzi potrzeby konsultacji ze specjalistą... i to tyle.
                  • mama_dorota Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 20.04.14, 22:45
                    W Pl tez takim niemalo.
                    • kromka Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 20.04.14, 23:32
                      mama_dorota napisała:

                      > W Pl tez takim niemalo.

                      Chyba jednak w Polsce specjalista jest o wiele łatwiej dostępny a internista nie ma prawa leczyć "wszystkiego"...
                      • bisiek10 Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 20.04.14, 23:51
                        >>Chyba jednak w Polsce specjalista jest o wiele łatwiej dostępny<
                        Panstwowo??? Ja problemow z dostaniem sie do endo i kardiologa na nhs nie mialam Jedna wizyta u gp.Wypisal skierowanie, przyszedl list z data wizyty do kardiologa a do endo dzwonili i ze mna ustalali date.Tak samo jak echo serca i holtera.Wyniki badan tarczycowych sa przesylane do endo a ten jak trzeba bylo zmienic dawke leku ( mam Gravesa) informowal mojego gp a on mnie.Lub moglam sama zadzwonic do konsultanta zapytac o wyniki.Po kazdej wizycie u endo dostaje list z raportem.Taki sam list dostaje moj gp.Internista nie leczy wszystkiego.Jak widac jestem przykladem ze kieruje tez do specjalisty.

                        • kromka Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 21.04.14, 01:05
                          bisiek10 napisała:

                          > >>Chyba jednak w Polsce specjalista jest o wiele łatwiej dostępny<
                          > Panstwowo??? Ja problemow z dostaniem sie do endo i kardiologa na nhs nie mia
                          > lam Jedna wizyta u gp.Wypisal skierowanie, przyszedl list z data wizyty do kard
                          > iologa a do endo dzwonili i ze mna ustalali date.Tak samo jak echo serca i holt
                          > era.Wyniki badan tarczycowych sa przesylane do endo a ten jak trzeba bylo zmie
                          > nic dawke leku ( mam Gravesa) informowal mojego gp a on mnie.Lub moglam sama za
                          > dzwonic do konsultanta zapytac o wyniki.Po kazdej wizycie u endo dostaje list z
                          > raportem.Taki sam list dostaje moj gp.Internista nie leczy wszystkiego.Jak wid
                          > ac jestem przykladem ze kieruje tez do specjalisty.

                          Cóż, dla mnie ten swoisty "łańcuszek" bez bezpośredniego kontaktu ze specjalistą wydaje się dość... irytujący.

                          Ale muszę sprostować swoją wypowiedź: miałam na myśli to, że skierowanie do specjalisty w Polsce jest łatwiej dostępne. Jeśli chodzi o państwowy system opieki - rzeczywiście tu zaczynają się schody z oczekiwaniem, z terminami. Przeoczyłam ten szczegół, bo od 11 lat leczę się głównie prywatnie.
                          • bisiek10 Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 21.04.14, 01:22


                            No wlasnie tu tkwi problem.W pl wiekszy procent pacjentow leczy sie prywatnie.I to juz jest tak powszechne ze przyjezdzajac do uk sa b zawiedzeni ze tu niby trudniej=gorzej.I zaczyna sie krytyka.Bo jak tak mozna przeciez to straszne .A tak naprawde zapominaja ze w pl na nfz lepiej nie jest.Ale jesli ktos chce miec w uk dostep do lekarzy "z ulicy" to tez jest mozliwosc. Jest kupa prywatnych klinik i labow.Wiec jak kogos stac to takie miejsca stoja baaardzo szeroko otwarte smile A kontakt ze specjalistami jest jesli jest potrzeba.Jesli sa zlecone badania specjalistyczne przez gp i wychodza nie tak jak trzeba, on juz dalej oddaje pacjenta w rece specjalisty w danej dziedzinie.


                          • princess_yo_yo Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 21.04.14, 11:22
                            ale to jest zaden problem w uk tez jest system prywatnej opieki zdrowotnej, bedziesz sie mogla leczyc prywatnie. co prawda standard evidence based medicine i clinical guidance na tejze opartej dziala wszedzie. wykup ubezpieczenie prywatne i nie bedziesz musiala widywac gp zbyc czesto.
                            dawka tyroksyny moze byc calkiem sprawnie regulowana przez samego pacjenta wiec to czy bedziesz podejmowac decyzje z gp czy z endo jest chyba malo istotne.
                            akurat system tego jak nhs ustala priorytety jest dosc sensowny, tym sposobem skomplikowane i trudne przypadki maja nieograniczony dostep do specjalistycznych teamow, i np recepte w naglym wypadku wypisze ci ktos z lekarzy w klinice nie koniecznie twoj prowadzacy.
                            • kromka No, to jestem w Londynie.... Breaking news! :) 28.08.14, 15:21
                              Zakończyłam proces rejestracji w Health Medical centre i odbyłam spotkania - kolejno: z Health Care Assistant (zmierzył mnie, zważył, zmierzył ciśnienie, zbadał próbkę moczu na zawartość jakichś bakterii, wypytał o historię chorób w rodznie z pominięciem chorób onkologicznych, o moje choroby, leki itp. i kazał umówić się do GP) i GP.

                              Wizyta u GP - pierwsze starcie:
                              Miałam ze sobą leki, które biorę, nie tylko endokrynologiczne. I tu... niepotrzebnie wspomniałam o leku na poprawę krążenia krwi w mózgu i poległam, bo zapytał po co je biorę. Nie byłam przygotowana na opowiadanie o wynikach specjalistycznych testów neuropsychologicznych i innych neurologicznych badań, które przechodziłam w PL. Nie umiałabym mu tego wyjaśnić po polsku, ale uznał, że nie umiem tego zrobić po angielsku, zatem ktoś z Polski powinien przetłumaczyć mi całą dokumentację, żeby on wiedział, o co chodzi. Podkreśliłam, że akurat ten problem jest mało istotny.

                              Powiedziałam, że ważne jest dla mnie Hashimoto, że biorę Euthyrox w dawce 75. Zdziwił się, bo w UK ten lek jest produkowany jedynie w dawkach: 50 i 100.

                              Powiedziałam również, że biorę leki na serce, na nadciśnienie - i tu też zdziwienie, bo podczas badania ciśnienie miałam prawidłowe smile

                              Dał mi skierowanie na różne badania krwi ale oznaczenia są inne niż w PL - nie widzę tam TSH ani innych badań endokrynologicznych. Może skróty inaczej się nazywają?

                              I ciekawostka: mam ze sobą 11 ampułek witaminy B12 (zastrzyki domięśniowe), przepisane przez endo w PL. Najwyższy czas na drugi zastrzyk (minęły ponad 2 miesiące a miałam brać co 4-5 tygodni) więc pokazałam mu opakowanie i zapytałam o możliwość zatrzyku. Spytał, czy robię je sama, powiedziałam że nie. Na to on - dopisał do skierowania badanie na zawartość witamny B12 i stwierdził, że jeśli wynik będzie zły, przepisze mi ichniejsze, angielskie zastrzyki, te są polskie i mi ich nie zaaplikują. Ha! Wynik pewnie nie będzie zły, bo w PL miałam go wprawdzie w dolnej części normy ale jednak w normie (228 pg/ml przy normie 211-911). Mimo to dostałam w PL zastrzyki.

                              Umówiłam się do niego (niestety do tego samego GP) za ponad 2 tygodnie.

                              Myślałam, żeby aplikować sobie sama te zastrzyki, ale trochę się obawiam (czytałam o wstrząsach, zatorach, paraliżach jako ew. powikłaniach...).

                              Cholera jasna! Co robić?


                              • mama_dorota Re: No, to jestem w Londynie.... Breaking news! : 29.08.14, 08:27
                                Co do pielęgniarki, to zapisz ogłoszenie na jakimś tamtejszym forum ogłoszeniowym dla Polaków, a pewnie jakąś znajdziesz.

                                O ile mi wiadomo hormony w Polsce i w Anglii oznaczane są tak samo, przecież używamy skrótów od nazw angielskich.

                                Co robić? Nie zniechęcać się. Zrób co możesz, a w razie potrzeby będziesz się wspierać pomocą z Polski.
    • gemowa Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 29.08.14, 10:14
      A ja z kolei mam inną refleksję: regularnie na forach dot. zdrowia pojawiają się osoby które wyśmiewają polską służbę zdrowia i lekarzy, bo "ja mieszkam za granicą i u nas wszystko jest lepiej, a wy Polaczki siedźcie sobie w waszej Polsce i się męczcie". Do tego rozmówca rzuca garść obcojęzycznych nazw badań i specjalności lekarskich.
      Zastanawia mnie w takim razie jak jest naprawdę: czy leczenie za granicą naprawdę jest na tak rewelacyjnym poziomie czy wręcz przeciwnie?
      • mama_dorota Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 29.08.14, 10:33
        Akurat na tym forum mamy inne spostrzeżenia, ale te dotyczące leczenia endokrynologicznego. Nasze wnioski pochodzą zarówno z osobistych kontaktów z tamtejszymi Polakami, jak i z wypowiedzi mieszkających za granica forumowiczów.

        Mojej siostrze w Anglii też się wydawało, że ma tam świetną opieką, bo lekarz z marszu ją przebadał "szeroko", badania i leki miała za darmo. Jak zaczęła się leczyć z niedoczynności tarczycy, to zdanie zmieniła. W jednym miejscu zamieszkania było nawet nieźle, bo lekarz zostawił jej wolną rękę i sama sobie dobierała dawkę, ale w obecnym miejscu lekarz bada tylko TSH, które ona ciągle ma za niskie, przy współistniejących objawach niedoczynności (np. miesiąc temu czuła się jak przed leczeniem), a euthyrox za darmo, ale reglamentowany - co miesiąc ilość na miesiąc w dawce wypisanej przez GP. Wspomagam ją swoim, bo mnie nikt nie wylicza, a koszt wiadomo - znikomy.
        • princess_yo_yo Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 01.09.14, 18:37
          wystarczy poprosic o wypisanie recepty wczesniej niz w cyklu 1-2 miesiecznym.
          lekarz nie moze ci odmowic wypisania lekow ktorych ci zabraklo a sa ci niezbedne do zycia. ja to zalatwiam mailem do przychodni. plus przedluzenia recept przez apteke.
          kiedy apteka sie zajmuje twoimi lekami to beda wydawane tylko w takiej ilosci jak jest przepisana i dokladnie w dawkowych ilosciach.
          • kromka Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 02.09.14, 01:42
            Ok, ale... jak wytłumaczyć GP, że mimo że przy badaniu ciśnienie miałam prawidłowe - biorę od dłuższego czasu leki obniżające ciśnienie oraz od lat lek na obniżenie pulsu? Jak mu to wytłumaczyć skoro "wszystko jest ok"?...

            • mama_dorota Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 02.09.14, 08:15
              Ale jak to ostatecznie wyszło? On ci odmówił wypisania lekarstw, czy zawiesił temat do czasu otrzymania wyników badań? Może niepotrzebnie się martwisz?
              • kromka Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 05.09.14, 13:14
                Nie prosiłam o leki, bo na razie mam zapas z Polski.
                Martwię się "na zapas", żeby w razie czego nie zostać z ręką w nocniku.
            • ola_dom Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 02.09.14, 09:52
              kromka napisała:

              > Ok, ale... jak wytłumaczyć GP, że mimo że przy badaniu ciśnienie miałam prawidłowe - biorę od
              > dłuższego czasu leki obniżające ciśnienie

              Że dlatego masz prawidłowe ciśnienie, bo bierzesz regularnie leki obniżające ciśnienie - i one tak właśnie działają.
              W końcu po to się je bierze, jakby...wink
            • princess_yo_yo Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 02.09.14, 10:12
              zapytaj czy lekarz radzi ci odstawic te leki? przeciez nic takiego chyba nie powiedzial? akurat w pl nadprzpisuje sie leki co jest po czesci efektem rozwinietego marketingu farmaceutykow i repow medycznych.
              przedyskutuj sprawe na nastepnej wizycie.
              • mama_dorota Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 02.09.14, 11:10
                Dokładnie tak to może wyglądać. Wiele jest przypadków leczenia skutków zamiast przyczyny. Podobnie u ciebie przyczyną nadciśnienia może być niedoczynność. To się całkiem często zdarza.
                • kromka Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 03.09.14, 14:04
                  Może być przyczyną, owszem. Co nie zmienia faktu, że sam Euthyrox w tym wypadku nie wystarczy.

                  Nie sugerował odstawienia, ale czy wystarczy mu sama informacja, że je biorę od lat i dlatego potrzebuję?
      • ola_dom Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 29.08.14, 10:43
        gemowa napisała:

        > A ja z kolei mam inną refleksję: regularnie na forach dot. zdrowia pojawiają się osoby które
        > wyśmiewają polską służbę zdrowia i lekarzy, bo "ja mieszkam za granicą i u nas wszystko jest
        > lepiej, a wy Polaczki siedźcie sobie w waszej Polsce i się męczcie".

        Takie postacie pojawiają się nie tylko na forach dotyczących zdrowia, tylko generalnie wszędzie. Co ciekawe - często są to osoby, które wcale nie mieszkają za granicą, ale "dobrze wiedzą, że tam na pewno jest lepiej, a to tylko w Polsce taki syf!".
        A jak już widzę z kilku forów - akurat z leczeniem za granicą jest bardzo różnie i dużo zależy od tego, za którą granicą kto się leczy.
        Anglia akurat nie stoi za wysoko w rankingu, podobnie Holandia (co mnie akurat bardzo dziwi), a akurat Niemcy są chwalone za opiekę medyczną.

        Natomiast coś w tym jest, że emigranci często przyjeżdżają do Polski się diagnozować, a czasem też leczyć.
        Pewnie - idealnie nie jest, ale bywa także o wiele gorzej.
      • pies_z_laki_2 Re: Polska vs. Anglia: leczenie Hashimoto! 29.08.14, 11:26
        Różnice w podejściu do służby zdrowia na forach w necie mogą brać się z dwóch tematów:
        - piszą to zawodowi mąciciele, nie znam nazwy zawodu, ale teraz mamy dla odmiany zalew rusolubów / ukrainofobów, pewnie się przerzucili na tematy czysto polityczne, zamiast hejtować Polskę pośrednio...
        - opinie dotyczą podstawowej opieki medycznej versus opieka rozszerzona opłacana dodatkowo.
        • kromka No, to jestem w Londynie.... Breaking news! :) 29.08.14, 13:38
          Co do diagnozowania się w Polsce: mój landlord (Polak od 60 lat mieszkający w UK) stwierdził, że "Polacy, to hipochondrycy". Jego znajoma, Polka, (teraz cytuję): "mimo że tu miała świetną i darmową opiekę medyczną poleciała do Polski, gdzie zrobiła sobie wszystkie badania które były jej potrzebne, zadłużając się na bardzo, bardzo dużo pieniędzy."

          Co do mnie - byłam psychicznie przygotowana na szok, więc nie jestem zdziwiona. Wiedziałam, że pacjenta traktuje się tu jak debila. W Polsce naprawdę ludzie są nieźle wyedukowani w aspekcie swoich chorób (my, Hashimotki zapewne w tym przodujemy). Jednak przeraża mnie ta sytuacja, bo zamierzam tu mieszkać, żyć i wszystko ok, dopóki coś złego nie zacznie się dziać. A z moją przeszłością chorobową jest to niestety bardziej prawdopodobne. Oby nie, jestem dobrej myśli.

          Co do badań - dostałam skierowanie na:
          FBC (FBR) - hemoglobina?
          B12 / Folate (B12F) - uf, wiadomo smile
          Ferritin (FERR) - jw.
          U & E & Creatinine (UE) - jw.
          LFT (LFT) - to mi wygląda na jakąś próbę wątrobową
          Glucose Fasting (GLUF) - jakieś badanie na cukrzycę?
          HDL Cholesterol (Fasting) (HDLC) - wiadomo
          Uric Acid (UR) - pewnie kwas moczowy we krwi
          TFT (TFT) - "A TFT panel typically includes thyroid hormones such as thyroid-stimulating hormone (TSH, thyrotropin) and thyroxine (T4), and triiodothyronine (T3) depending on local laboratory policy" - a zatem wygląda mi to na trójkę tarczycową.
          HbA1C (GLHB) - to pewnie hemoglobina glikowana
          Gastric Pariental Antibody - to rozszyfrowałam jako jakieś przeciwciała, które utrudniają wchłanianie witaminy B12 i prowadzą do anemii
          Thyroid Antibodies - przeciwciała tarczycowe, ale czy chodzi o ATPO?

          Taki link znalazłam:
          www.nhs.uk/Conditions/Thyroid-under-active/Pages/Diagnosis.aspx
          Czego się obawiam: wyników tarczycowych w normie, oczywiście oprócz przeciwciał. Jeśli GP zobaczy że TSH, ft3 i ft4 są "w normie", to może nie raczy uznać mnie za osobę z niedoczynnością i Hashi mimo wysokich przeciwciał? No, ale nie martwmy się na zapas.

          Na wyniki badań czeka się... tydzień. I nie odbiera się ich osobości - dostaje je mój GP. Nawet nie wiem, czy je w ogóle zobaczę. To jest chore! Chcę je mieć wydrukowane!

          Jesoo, trzymajcie mnie.......... wink
          • mama_dorota Re: No, to jestem w Londynie.... Breaking news! : 29.08.14, 13:59
            Jednej mojej siostrze miły lekarz pozwalał sobie wyniki przepisywać smile. Druga twierdzi, że ich nie zobaczy.

            Czasem trzeba powędrować od jednego do drugiego albo użyć informacji w internecie, aby znaleźć tego pomocnego. W sumie u nas też mało kto trafia od razu na właściwego endo. Sama wiesz ...
            • niskoenergetyczna Re: No, to jestem w Londynie.... Breaking news! : 29.08.14, 15:44
              Odnoszę wrażenie, że wszędzie na świecie chore/chorzy na niedoczynność tarczycy muszą ostro walczyć ze służbą zdrowia. W UK chyba to jednak szczególnie trudna walka, bo niedawno trafiłam na wystąpienie dwóch pań z petycją o zmianę w podejściu do diagnozowania i leczenia chorób tarczycy i nadnerczy przed parlamentem szkockim www.youtube.com/watch?v=CVXvYrJJ5dU Panie dość chaotycznie przedstawiają problem, jak na wystąpienie przez parlamentem, ale z tego co mówią wynika, że lekarzom w UK za przepisywanie T3 NHS może zawiesić prawo do wykonywania zawodu, bo to niezgodne z odgórnymi wytycznymisad.
          • majenkir Re: 29.08.14, 17:28
            kromka napisała:
            > Na wyniki badań czeka się... tydzień. I nie odbiera się ich osobości - dostaje
            > je mój GP. Nawet nie wiem, czy je w ogóle zobaczę. To jest chore! Chcę je mieć
            > wydrukowane!


            Ja jestem w Stanach i tu jest podobnie - laboratorium wysyla wyniki do lekarza zlecajacego badanie, ale zawsze moge poprosic o kopie dla siebie. Wyniki przysylane sa poczta, nigdy nikt nie robil problemu. Moze warto sprobowac?

            Fasting glucose to poziom cukru we krwi na czczo robiony w kierunku diagnozy cukrzycy.
            Na tych innych sie nie znam wink.
            • mama_dorota Re: 29.08.14, 18:13
              > Wyniki przysy
              > lane sa poczta, nigdy nikt nie robil problemu. Moze warto sprobowac?

              Odnośnie dyskusji o tym jak to źle jest w Polsce - jakby komuś się wydawało, że w Polska jest krajem III świata, to u nas rano idzie się do labu, a wyniki odczytuje samodzielnie przez internet o 15:00, a w niektórych labach nawet 2 godziny po pobraniu.
              • djpa Re: 29.08.14, 18:24
                Albo nawet można iść do lab o 13:00, gdy jest tam pusto (mi tak pasuje najbardziej, bo biorę tyroksynę wieczorem) i przed 16:00 mam wyniki przez internet big_grin
                • kromka Re: 31.08.14, 14:07
                  O 13confused Internet? To chyba prywatnie smile
                  Poruszam tu temat leczenia zgodnie z brytyjskim NHS.
                  • mama_dorota Re: 31.08.14, 21:40
                    Wyniki przez internet ściągam już z każdych badań - prywatnie, z tych zwykłego ZOZu i w ramach abonamentu medycznego. Badania po południu robiłam tylko prywatnie, najpóźniej u mnie można przyjść na pobranie o 14:15.
          • pies_z_laki_2 Re: No, to jestem w Londynie.... Breaking news! : 31.08.14, 01:01
            > (my, Hashimotki zapewne w tym przodujemy).

            O nie... lepsi są od nas chorzy na odkleszczówki smile A jeszcze lepsi chorzy na choroby rzadkie...
            Ale to różnie bywa, bo są Hashimotki leczące się lat naście i zupełnie bez rozeznania co lekarz mówi i robi (a tsh koło 7-9... ), bo to lekarz ma się znać... I czasem nagle taką sierotkę oświeci, że to jej zdrowie i energia, że trzeba o siebie zawalczyć... albo chociaż się zainteresować... eh...
          • bisiek10 Re: No, to jestem w Londynie.... Breaking news! : 01.09.14, 10:04
            Mozesz poprosic o wydruk.Jesli nie kekarza to recepcjonistke.Czasem trzeba doplacic funta do puszki na jakies cele szczytne smile
            Fbc full blood count- morfologia. Masz zlecony caly panel tarczycowy i ft3 jezeli pozostale wyjda zle( o tym czy zrobic to badanie czy nie czesto decyduje lab) Glukoza i cholesterol byl zlecony na czczo.Powinni Ci pow przy robieniu apoitmentu na pobranie krwi od ktorej nie powinnas jesc.Najcz to 12 godz..I przeciwciala tak chodzi o antyTpo. Sporo Ci zlecil mimo wszystko.I nie dziel skory na niedzwiedziu.Moze trafilas na GP dla ktorego norma nie oznacza ze jest ok.Tacy tez sie trafiaja wbrew pozorom.Badania sa najczesciej juz po 2-3 dniach.Dzwon do przychodni na recepcje i dopytuj.
            • kromka Re: No, to jestem w Londynie.... Breaking news! : 05.09.14, 13:16
              bisiek10 napisała:

              > Masz zlecony caly panel tarczycowy i ft3 jeze
              > li pozostale wyjda zle( o tym czy zrobic to badanie czy nie czesto decyduje lab


              Hahaha, to znaczy, że w przypadku TSH "w normie" - laboratorium może zdecydować że nie zrobi ft3 i ft4? Przecież wiadomo, że TSH mam w normie, zawsze miałam!

              • bisiek10 Re: No, to jestem w Londynie.... Breaking news! : 05.09.14, 21:39
                Ft4 zrobi bez wzgledu na wartosc Tsh.Niestety ft3 nie koniecznie.Tak mi tlumaczyl moj konsultant endo.Nie wiem jakimi wartosciami granicznymi sie kieruja.Ja zawsze na skierowaniu mialam zaznaczone ze ft3 tez ma byc do badania.Chociaz raz mi sie zdazylo ze tsh bylo ponizej 2 i ft3 nie zrobili.Przy tsh powyzej 2 dochodzace do 3 juz ft3 bylo wykonane.Ja mam gravesa ale dla labu to nie ma znaczenia mysle.
                • bisiek10 Re: No, to jestem w Londynie.... Breaking news! : 05.09.14, 21:57
                  Poza tym na skierowaniu masz napisane ze to zalezy od zasad lokalnego labu.Wiec moze trafisz na lab , ktory robi cala trojke bez wzgledu na wartosci pozostalych smile A jesli nie zrobia a bardzo Ci bedzie na tym zalezec to pozostaje polskie laboratorium na Wembley smile
                  • princess_yo_yo Re: No, to jestem w Londynie.... Breaking news! : 06.09.14, 10:53
                    u mnie jest robiony panel tarczycowy w calosci wiec jak najbardziej jest to mozliwe zwlaszcza w przypadku pierszego badania danego pacjenta. zalezy jakie zasady ma dany trust ale akurat bardziej bym sie skupila na racjonalnej dyskusji z lekarzem i ustawienia sobie celu poprawy samopoczucia. panika bez powodu w niczym nie pomaga.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka