Dodaj do ulubionych

starosc nie radosc

29.07.10, 00:16

jak to jest ze jedni na starosc gorzknieja i staja sie nieznosni dla
otoczenia, drudzy chocby nie wiem co sie dzialo promieniuja
usmiechami jak jakies .... niemowleta (tych jest mniej ale
widzialem), cieszace sie kazdym okreuchem zycia? Od czego to zalezy?
bo chyba nie od tego ze jednym dostaje sie od zycia i chorob mniej,
a drugim wiecej? Ostatnio otoczony jestem wlasnie starymi ludzmi, no
i sam wchodze w ten okres i widze pewna ewolucje i specyfike
zachowan roznych ludzi. Ciekawe czy to jakas genetycznie i
srodowiskowo uwarunkowana zaleznosc, czy wewnetrzna samodyscyplina.
Takie stopniowe, czasem przyspieszone rozpadanie sie ciala. A tu
trzeba ciagle trwac na mostku kapitanskim i usmiechac sie do
wszechswiata, albo zyc maskami ormalnosci, albo zglaszac pretensje
do natury, Boga, czy tych innych, niewidzialnych zielonkawych sil?
Starosc jest jednak paskudna. Na miejscu Boga puknalbym sobie w
glowe. od czasu do czasu.
Obserwuj wątek
    • karafka_do_wina Re: starosc nie radosc 29.07.10, 01:53
      to czy ktos bedzie na starosc zgorzknialy czy usmiechniety jest wypadkowa jego
      charakteru i poczucia (lub jego braku), ze jest sie szczesliwym, spelnionym. To
      zreszta dotyczy tez ludzi mlodszych, np. mozna miec 35 lat i byc
      zgorzknialo-zlosliwym.

      starosc nie radosc -generalnie chyba tak, tym bardziej trzeba sie starac zyc
      tak, aby tej radosci na starosc mialo sie jak najwiecej smile
    • maika7 Re: starosc nie radosc 31.07.10, 18:02
      > Starosc jest jednak paskudna.

      Wróciłam właśnie z niewysokich gór. W domku - nibyschronisku
      mieszkało nas kilka osób. Jednym w przypadkowych współmieszkańców
      był "Starszy Pan". Starszy Pan był chyba prawie dwa razy starszy ode
      mnie. Na pewno przekroczył juz 80-tkę. Z niewysokich gór jechał w
      Tatry, w których był pierwszy raz w 1937 roku jako dziecko.
      Wycieczki, jakie robił po niewysokich górach były porownywalne z
      tymi, na jakie ja sie wybierałam. Starszy pan był pogodnym, pelnym
      życia Człowiekiem. Pogadywalismy przy posiłkach.
      Nie wiem, co sprawiło, ze był pogodnym Starszym Panem. Pasja?
      Moze to jest klucz?

      Dzisiaj w lokalnej TV starsza Pani z błyskiem w oku opowiadała, jak
      to "trzeba sobie wymysleć na starośc cos, co pozwoli na przeżywanie
      dni z pasją". Starsza Pani wypełniała sobie czas "rękodziełami".

      Może więc faktycznie pasja?

      Dzisiaj wyjechali od nas Tesciowie - 81, 75. Przyjechali, żeby
      podczas naszej nieobecności zaopiekować sie moją Mamą (78). Trójka
      pogodnych Staruszków. Ale.. ale bez pasji (no, bez wyraźnych pasji).
      Może więc gdzie indziej jest źródło pogodności?
      • uffo Re: starosc nie radosc 01.08.10, 02:45

        pasja niewatpliwie moze byc zrodlem pogodnosci. 'Spelnianie
        pragnien...'. jak mawial Kierkegaard, '...zakorzenione jest w
        energii zycia.' Moze tez szczesliwe dziecinstwo, ktore jak mi sie
        zdaje jest inwestycja w dlugo trwajacycy optymizm zyciowy, pomimo
        pozniejszych chorob i ewentualnych niewygod. Ale moze tez i rozwoj
        wewnetrzny, ja bym sie osmielil powiedziec,rowniez duchowy (nie
        koniecznie religijny). W kazdym razie spelnianie pragnien moze chyba
        dac te przyslowiowa 'sytosc dni' jak to bylo w opowiesci o Hiobie,
        ktorego zycie nie piescilo, przynajmniej w pewnym okresie starosci,
        ale tez nagrodzilo za probe zglebiania sensu zycia, wiernosc sobie,
        walecznosc (nawet jesli ma postac calkowitego zaprzeczenia Bogu),
        szczerosc i troske o drugich.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka