grgkh
07.10.11, 13:37
Podczas poprzednich kampanii wyborczych jakoś bardziej się emocjonowałem. Teraz podchodzę do tego zdarzenia spokojnie. Rozważyłem, że MUSZĘ pójść zagłosować, a także to, na kogo, żeby ze względu na przyjęte przeze mnie kryterium dołożyć się do głosów tych, którzy myślą podobnie do mnie. Niekoniecznie musimy wygrać, ale wybory traktuję jako opowiedzenie się za pewną opcją. Gdyby nas było większość, a wybrani przez nas (to są tylko ludzie, którzy mają własny mózg i samodzielnie podejmują decyzje) zrobili to, czego ja chciałbym (nie wiem, czy to w ogóle jest możliwe), to sukces byłby stuprocentowy. Ale w życiu tak nie jest.
W demokracji decydują ogólne, mało doskonałe procedury. A o skutku po wyborach zadecyduje mnóstwo czynników, na które nie mamy wpływu, jak choćby kryzys, którego nikt niemal nie kontroluje. Ale głosować trzeba. Idźmy sami i zachęcajmy innych do pójścia.
Ja o sobie mogę powiedzieć, że na pewno będę głosował na ludzi Palikota.