diabollo
15.03.12, 20:15
Emma Drun Adolf Urbach Maria Czubaszek
Autor: JERZY URBAN
Czujna Dorota Kania z "Gazety Polskiej" już się kręci koło dziejów mojego rodzeństwa, wolę więc o tym opowiedzieć sam, bez bicia.
Po zdaniu rosyjskiej matury w Helsingforsie (Helsinki)moja 18-letnia wówczas matka Maria Brodacz wyjechała w październiku 1918 r. do Berlina, gdzie podjęła studia w konserwatorium w klasie fortepianu u prof. Kleckiego. Panienką opiekował się tam jej daleki niemiecki kuzyn, zaraz więc zaszła z nim w ciążę i urodziła córkę. Dziecko imieniem Emma przeszkadzało w pianistyce, a kuzyn się zmył. Zostało zatem oddane jakiejś rodzinie. Alimentował je mój dziadek, fabrykant z Łodzi. W 1938 r. Emma wyszła za mąż za Niemca sudeckiego nazwiskiem Drun, hitlerowca, obywatela Czechosłowacji. Wkrótce zginął on w lokalnej strzelaninie niemiecko-czeskiej tuż przed zajęciem przez Hitlera Sudetów. Tym samym Emma Drun, z wykształcenia pielęgniarka, stała się wdową po bohaterze narodowym III Rzeszy. Dostała dobrą pracę w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu, a pod koniec wojny kierowała kobiecą częścią obozu w Sachsenhausen. Była blockfürerką. Oczywiście jej czysto żydowskie pochodzenie już wdzieciństwie zostało starannie zamazane i zmyte wodą święconą. Emma Drun widocznie nie była przez więźniarki bardzo lubiana, ponieważ w trakcie marszu ewakuacyjnego obozu pod koniec kwietnia 1945 r. podopieczne rozszarpały ją żywcem. Opis zdarzenia znajduje się w zbiorze raportów Svenska Rőda Korset. "Żołnierze" Szwedzkiego Czerwonego Krzyża zastąpili drogę pochodowi więźniów prowadzonych przez straże pod dowództwem Maksa Delora i wówczas na oczach Szwedów doszło do barbarzyńskiego samosądu nad moją przyrodnią siostrą. Nasza matka żyła jeszcze 50 lat po jej śmierci, ale nigdy o Emmie nie wspominała.
Lato 1941 r. Miasto Lviv (dawniej Lwów) już od prawie dwóch lat należy do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej. Mój starszy brat Adolf Urbach przebywa w miejscowości letniskowej Brzuchowice na kursie dla aktywistów Komsomołu. Nagle wybucha wojna, Niemcy szybko posuwają się na wschód. Kursanci zostają od razu ewakuowani. Etapami jadą w głąb ZSRR. Moich rodziców i mnie front odcina od Adolfa. Aż do roku 1944 nie mamy o nim żadnej wiadomości. W tym czasie mój brat walczy na froncie jako "starszyna" (sierżant) wojsk NKWD. Jesienią 1944 r. odkomenderowany zostaje z armii radzieckiej do Rzeszowa, gdzie służy w polskim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego już w randze podporucznika. Rodzice i ja mieszkaliśmy wtedy w Lublinie, chwilowej stolicy, do której Adolf często przyjeżdżał służbowo i nocował wtedy u nas. W lutym 1945 r. rodzice i ja przenosimy się do Łodzi, a brat zostaje oddelegowany do Jeleniej Góry. Jest tam śledczym. Odwiedzamy go w 1946 r. Nadzoruje wypędzenie Niemców i ułatwia rodzicom nabywanie za półdarmo sreber, porcelany, pościeli itp. A może rekwiruje to tubylcom. Matka mawiała, że obkupiła się okazyjnie.
W 1954 r. Adolf Urbach (brat zachował nasze przedwojenne nazwisko) usunięty zostaje z UB i z PZPR pod zarzutem stosowania w śledztwach metod sprzecznych z prawem i socjalistyczną moralnością. Czyli za znęcanie się nad więźniami. Szczegóły utajniono. Jednak kombatanci z dywizji wileńskiej AK podobno nie lubili, gdy brat im wtykał do przełyku lufę, chociaż czynił to bronią krótką.
Adolf powołuje się na polecenia przełożonych. Odwołuje się. Do roku 1957 pracuje jako wicedyrektor fabryki wódek gatunkowych. Wiosną 57 zostaje aresztowany i skazany na 7 lat za torturowanie więźniów, niestety. Wychodzi w 1961 lub 1962 r. i dzięki dawnym znajomościom emigruje z żoną do Izraela. Odwiedzam go tam dwukrotnie. Służy w policji kryminalnej w Jaffie. Umiera jako emeryt w 1999 r. na chorobę, której hebrajskiej nazwy nikt w Polsce nie umiał przetłumaczyć. Zgodnie z powyższymi opisami mógł wyglądać ciąg dalszy dwóch kolejnych prawdziwych ciąż mojej matki Marii Urban z domu Brodacz, gdyby nie kazała sobie zrobić dwóch skrobanek. w Berlinie, w 1919 i w Łodzi w 1923 r. W rezultacie trzeciego wpadunku w 1932 r., w 1933 urodziłem się ja, ponieważ matka zaniedbała się wyskrobać. Jej niechlujstwo wyszło na złe "Solidarności". Okazało się fatalne dla opozycji antysocjalistycznej w PRL oraz Kościoła katolickiego i całego pobożnego narodu patriotów.
Dziewczyny i kobiety ? Polki! Bądźcie jak młode kartofle, zawsze dajcie się skrobać. Niech wzorem wam będzie Maria Czubaszek - wieloskróbka. Dzięki takim jak ona na świecie będzie mniej zła i wrzasków, a więcej niezepsutego powietrza.
www.nie.com.pl/art25860.htm