Dodaj do ulubionych

Polski przyrost naturalny

29.07.12, 18:46
Polski przyrost naturalny
Autor: TOMASZ BOROWIECKI

W Polsce rodzi się mało dzieci, bo zamiast zabijać niemowlęta, kobiety wolą nie zachodzić w ciążę.

Według demografów, polskie kobiety się opierdalają. Wydzielają bowiem z siebie średnio jedynie 1,3 dziecka. Ponieważ to za mało, władza prowadzi tzw. politykę prorodzinną. Skutkiem której samice homo sapiens z obywatelstwem polskim powinny mnożyć się niczym króliczyce.
W tym zbożnym dziele mnożenia narodu biorą też udział media. Propagują wielodzietność na przykładzie wielodzietnych matek. Nic tak bowiem nie przekona kogoś do czegoś, jak osobisty przykład.

Systematyka wieloródek

Medialne matki wielodzietne występują w dwóch kategoriach i jednej podkategorii zajmowanej przez Wiolettę W., po mężu S. Kategorię pierwszą wypełniają Danuta W. i Anna K. Drugą zaś: Jadwiga N., Kazimiera M., Wanda Ł., Jolanta K., Anna J., Agnieszka M. i Mariola Z. Ostatnio dołączyła do nich Beata C.
Danuta W. urodziła ośmioro dzieci, Anna K. ? pięcioro. Ponieważ jednak rodziły za komuny, ich macierzyństwo było otoczone opieką państwa, a szczególnie Służby Bezpieczeństwa. Monitorowała ona na bieżąco rozwój maleństw, których tatusiowie co jakiś czas trafiali do aresztów. Ponieważ mężowie obu wielodzietnych pań zostali prezydentami, można bez obawy sankcji prawnych rozwinąć litery nazwisk i pisać o Danucie Wałęsie i Annie Komorowskiej.
Niestety na dekryptaż pierwszych liter nazwiska nie mogą liczyć panie z drugiej kategorii. Rodziły bowiem (z jednym wyjątkiem) w czasach, gdy Służba Bezpieczeństwa została rozwiązana. Tym wyjątkiem jest KazimieraM., ziomalka Wałęsowej, matka sześciorga żyjących dzieci, która w latach 1976?88urodziła ponoć jeszcze troje niemowląt. Zostały one uśmiercone, a następnie zakopane w lesie przez jej męża, który nie był, jak widać, obiektem zainteresowania SB.
Jadwiga N. z Łodzi powiła pięcioro. W kwietniu 2003 r. w jej mieszkaniu znalezione zostały ciała 5-letnich chłopców, bliźniaków, i dwojga noworodków. Ukryte wszafie wplastikowych beczkach. Rodziców dzieci oskarżono o zamordowanie całej czwórki i usiłowanie zabójstwa starszej dziewczynki.
Wandę Ł. (dziewięćurodzeń) wychowującą we Wrotnowie pod Siedlcami piątkę dzieci oskarżono w roku 2000 o zamordowanie czworga noworodków. Rozłożone ciała, ukryte w garażu i na strychu, zawinięte były w koc i foliowy worek.
Jolanta K. poród przechodziła również dziewięciokrotnie. W latach 1992?1998,kiedy mieszkała w Lublinie, rodziła dzieci (czterech chłopców i dziewczynkę) w wannie i topiła je. Ciała przechowywała w domowej zamrażarce. Gdy rodzina przeniosła się do Czerniejowa pod Lublinem, kobieta przewiozła tam też ciała. Początkowo trzymała je w zamrażarce, potem przełożyła do beczki po kiszonej kapuście. Zwłoki znalazły w 2003 roku córki małżeństwa K.
Anna J. z Młynnego koło Limanowej w sierpniu 1998 r. utopiła w beczkach czwórkę swoich dzieci. Cierpiała na depresję.
Agnieszka M., mieszkanka podopolskich Chruścic, miała na porodowym liczniku szóstkę. Trójkę tuż po porodach zakopała w ziemi. Do zabójstw doszło w roku 2002, 2003 i styczniu 2010. W pierwszych dwóch przypadkach dzieci urodziły się żywe. w trzecim matka nie wiedziała, że chłopczyk urodził się martwy.
Mariola Z., 35-latkaspod Sońska, miała trójkę dzieci i męża. Gdy urodziła kolejnego syna, owinęła go w spodnie, włożyła do pieca, polała olejem napędowym i podpaliła.
Jolanta C. z Będzina na firmamencie wielodzietnych celebrytek pojawiła się za sprawą 1,5-rocznegosyna Szymona znanego bliżej jako "chłopczykz Cieszyna?. Jego zwłoki wyłowiono w tamtejszym zbiorniku wodnym i przez 2 lata usiłowano namierzyć rodziców. Bilans urodzeń Jolanty C. to osiem.

Wyjątki gatunkowe

Pora teraz na podkategorię medialną pod tytułem Wioletta Woźna, obecnie znana jako Szwak, a właściwie jako mama małej Różyczki. ("NIE?nr 37/2009). Zanim stała się sławna po tym jak sąd odebrał jej Różę, a w szpitalu ją ubezpłodniono, zaliczyła osiem porodów.
Czarnymi charakterami w sprawie Woźnej-Szwak byli sąd, pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, kurator sądowy i lekarze. Wszyscy oni bowiem uznali, że Woźna, która z pięciorgiem starszych dzieci nie utrzymywała kontaktów, wykazywała nie najmocniejszy intelekt, a w dodatku żyła wkonkubinacie z nieporadnym życiowo 63-letnimSzwakiem w rozpadającym się gospodarstwie, nie rokuje szans na właściwą opiekę nad kolejnym dzieckiem. "Wyborcza?, a za nią inne media wywołały medialną zadymę, która skończyła się tym, że rodzinę Szwaków do dziś musi utrzymywać, karmić i opierać miejscowa pomoc społeczna w wymiarze 24/24.
Sprawa Wioletty Woźnej była nauczką dla wszystkich urzędników pomocy społecznej. Wiedzieli, że nie wolno im się wpierdalać w sprawy rodzinne. Rodzina to świętość, a pojęcia takie jak rodzina niewydolna społecznie, zagrożona czy patologiczna, trzeba wygumkować z mózgu każdego, kto ma etat w MOPS.
Po aferze z ukrywaniem przez 2 lata przez Jolantę C. faktu braku syna, media, a wraz z nimi wszystkie organa kontrolne, rzuciły się na pracowników będzińskiego MOPS-u, że nieskutecznie kontroluje pozostające pod jego opieką rodziny.
Nikt nawet się nie zająknął, że tak naprawdę MOPS-y są od pomagania, czyli od rozdzielania zasiłków. Groszowych zasiłków. O pomocy w formie załatwienia mieszkań socjalnych mogą najwyżej pomarzyć, a rozwiązanie kwestii najważniejszej dla podopiecznych MOPS, czyli znalezienie komuś pracy, nie leży w ich gestii.

Po aferze z "chłopcem z Cieszyna? wystąpił nacisk na opiekę społeczną, aby zajęła się kontrolą. Ma zostać policją rodzinną, czuwać nad poczęciem, ciążą, porodem i dzieciństwem.
Czuwać to nie znaczy pomagać sąsiadom na dnie w odbiciu się od dna, lecz pilnować, czy wszyscy żyją.

Oczywiście do czasu, aż znów pojawi się jakaś Wioletta Woźna i opinia publiczna każe opiece społecznej odpierdolić się od kochającej rodziny.
Wśród niektórych zwierzątek jest tak, iż samica wie, że jak nie jest w stanie wykarmić wszystkich małych, to niektórym skraca męki egzystencji. U wielu jest tak, że gdy cienko przędą, organizm odmawia zajścia w ciążę. Obywatele III RP zorganizowani w społeczeństwo, a nawet w państwo, tym powinni się od takich zwierzątek różnić, że każda samica musi mieć świadomość, iż ma do dyspozycji wiedzę o antykoncepcji i dostęp do środków antykoncepcyjnych, o możliwości aborcji nie wspominając. A jeśli zajdzie w ciążę, to nie zostanie z potomstwem zdana tylko na siebie i prawa wolnego rynku, czyli głód i nędzę. Wałęsowa i Komorowska, gdy ich mężowie siedzieli, mogły liczyć na pomoc. Wielodzietne dzieciobójczynie - nie.

www.nie.com.pl/art26435.htm
Obserwuj wątek
    • kora3 hmmmm 30.07.12, 12:18
      Cześć o przeprzystojny Diabollo

      Powracam po długawej przerwie smile
      I pozwole sobie na garśc wink uwag do tego tekstu.

      Otóż jak pamiętam na tym forum sprawę opieki z zewnątrz nad rodzinami niezaradnymi tzw. wałkowaliśmy już dobrych parę razy. I co? I nic.

      A to głownie z paru podstawowych powodów. Pan Borowiecki słusznie poniekąd zauwaza, że eksprezydent i aktualny siedzieli sobie (za poglądy) za socrealizmu, a małżonki ich wraz z potomstwem mogły liczyć na pomoc państwa.

      Można powiedzieć, że nie jest to nieprawda, bo nie jest. W tamtym okresie co prawda państwo dziwnym trafem nie umiało sprawić, żeby dostepne na rynku były takie "luksusy" jak papier tooaletowy, czy pieluchy (nie wspomnę o wedlinie i masle np.), ale hojnie rozdzielało "socjal" na dzieci i żony nawet "reakcjonistów". Co prawda niespecjalnie coś można było na legalu kupić za ten socjal, ale był. Nikt sie specjalnie nie liczył z rozdawanym grosiwem, bi było przecie państwowe, czyli niczyje.

      Kiedyś ktoś, dalibóg kto nie pomnę, powiedział, czy napisał, że Polakom podczas "walki" o wolności w socjaliźmie, tak naprawdę chodziło o to, żeby mozna było popsioczyć na ZSRR i rzad bezkarnie i bezproblemowo kupić cukier, schab i meblościankę. I to jest prawda. Bo jakkolwiek Polacy się wolnoscią po 1989 roku zachłysnęli i wolnosciowe hasła nie schodziło nam z ust, nikt nie liczył się na serio z ceną, którą za owe wspomniane mozliwości trzeba bedzie zapłącić.
      A cena ta byłą do przewidzenia. I w owej cenie mieściło sie także to, że jesli mówimy "spadówa" socrealizmowi, to wszystkiemu , co z niósł z sobą, czyli także opiece państwa, w każdym razie w zakresie, jaki oferowała "komuna".

      No i teraz mamy: nie ma już nakazów pracy, ani obowiązku pracy, za to jest bezrobocie, rynek pracy jaki jest, stawki za pracę - jakie są. Na przykład.

      I nie mamy już kasy przydzielanej na pomoc mniej zaradnym hojnie i z tajemniczych "centralnych środków". Państwo sukcesywnie (bo nie teraz się to przecie stało) zrzucało coraz wiecej obowiazków na samorzady. A samorządy, to juz nie są jakieś tajemnicze twory i mają do dyspozycji całkiem realnie policzalną kasę, z której muszą realizować zadania włąsne gminy, a także zadania zrzucone na nie przez państwo. Tych tzw. zadań jest coraz wiecej przy coraz bardziej okrawanych pieniądzach od państwa na kolejne dokładane im cele.

      I to nie jest bynajmniej tak, że ja teraz owe samorzady, czy podległe im jednostki odpowiedzialne np. za pomoc socjalną tłumaczę. Po prostu piszę, jak jest.
      Pomijając fakt, iż zwyczajnie niektórzy urzednicy nie przykłądają sie do swej pracy, to w kwestii kasy na takie, a nie inne zadania działa tu stara zasada : "Tak krawiec kraje, jak mu materii staje". To nie jest tak, że w tych samorzadach leży kasa na kupie, a złośliwy urzednik nie chce dać np. na pomoc jakimś Kowalskim. Tej kasy nie ma, a te co jest z różnych źródeł trzeba rozparcelować i uwaga, bardzo wazne udokumentować jej przydzielenie. I dla przykładu: nie możesz np. dysponując kasą z PFRON-u, jako samorząd przydzielić jej na pomoc np. zywnościową dla osoby niepełnosprawnej, za to możesz ją dla niej przydzielić na zlikwidowanie barier architektonicznych w jej mieszkaniu.

      Nie chcę być źle zrozumiana, ale napisać taki tekst, jak pan Borowiecki jest bardzo, bardzo łatwo Diabciu. I piszę to z pozycji dziennikarza teraz: było ok, jest źle i dupa i czesć.
      Zapewne też wielu czytających ten tekst nie zwróciło uwagi na to, że autor postulując np. czym ma się zająć taki MOPS zwyczajnie się nie orientuje ani w jego zadaniach, ani w realiach.

      Wiem, zaraz bedzie, ze na pewno się orientuje itd., ale nie. Żaden MOPS, czy GOPS Diabollo nie przydziela mieszkań socjalnych. Ta jednostka jedynie opiniuje, czy też rekomenduje przydział takowego danej osobie/rodzinie na podstawie znajomości jej sytuacji bytowej.
      Pan Borowiecki napisał tak, jakby socjałki w kazdym miescie i gminie stały puste, do wyboru do koloru, a złośliwe GOPS-y i MOPS-y ich nie przydzielały potrzebującym. Tymczasem sprawa tak wcale nie wygląda Diabollo. I jakkolwiek Ty, jako Czytelnik wcale nie musisz jak wygląda wiedzieć, to dziennikarz, nawet niszowego pisma biorac sie za pisanie o tym, wiedzieć to bezwględnie wg mnie powinien.

      Mieszkań komunalnych Diabollo brakuje. Z kilku przyczyn - najgłowniejdszą jest to, ze się ich nie buduje, bo nie ma kasy. Sporo komunałek ludzie korzystając z przepisów wykupili za niewielkie stosunkowo pieniądze. W starych miastach dodatkowo nierzadko zdarza się, ze odnajduje się spadkobierca dawnego właściciela, wygrywa sprawę w sadzie i mieszkanie dotąd komunalne staje się prywatne. MAło komunałek się odzyskuje, w sensie powrotu mieszkania do puli gminy po śmierci najemcy. Samorządy walcza jak mogą z domeldowywaniem do babci, czy dziadzia wnuczat np. które po śmierci tychże jako zameldowani mają tytuł prawny do zajmowania lokalu. Za fikcyjne domeldowanie (czyli osoby, która wcale tam nie mieszka) grozi zwykle nawet wypowiedzienie umowy najmu, ale przecież gmina nie odmówi meldunku u babci samotnie wychowującej dziecko wnuczce na przykład.

      Reasumując - pomijając fakt, iż to nie MOPS "rozdaje" socjałki, czy komunałki tylko gmina (na zasadach ustalonych na poziomie uchwał z zachowaniem zbieznosci z ustawodawstwem), to tych mieszkań po prostu nie ma. I nie ma skąd ich brać! Niektóre miasta stawiają jeszcze komunałki, czy socjałki, ale na to trza kasy i czasu i stad długaśne listy oczekujacych na takie mieszkania w wiekszosci polskich miast i miasteczek - w wiekszosci kazdy taki wpis na liscie to prawdziwy dramat realnej osoby, czy rodziny.

      Podobnie sprawa przedstawia się z pracą. MOPS, czy GOPS to nie są instytucje mające komuś kolokwialnie mówiac - załatwić pracę. No, ale mogłyby, nie? Tylko, że niestety nie jest tak, że wymarzona praca "pod kazdego" jest i czeka, tylko taki niezaradny nie umie akuratnie trafić do niej, a w MOPS-ie złośliwie ukrywają przed nim drogę do tejze. Pracy brakuje, a przepisy nie pozwalają na zatrudnianie kogoś w ramach programów absolwenckich, czy prac interwencyjnych poza nimi.
      Są ramy aktywizujące bezrobtnych, trenerzy pracowniczy (to raczej w PUP-ach, niż w MOPS-ach, ale tam też sie zdradzają jakeiś akcje dla bezrobotnych), ale od tego miejsc pracy nie przybywa i udział we takim programie nikomu nie zapewni pracy.

      Tymczasem pan Borowiecki pisze tak, jakby ta praca i mieszkania lezały sobie gdziesik na skłądzie i urzednicy zwyczajnie nie chcieli tego zaproponowac potrzebującym.


      cdnsmile
      • kora3 Re: hmmmm2 30.07.12, 12:52
        I tu dochodzimy do wielodzietnych i ich problemów. Otóż Diabollo, pomijając ludzi wielodzietnych, których stac na dużą rodzinę, bo ci sie pomocą państwa nie interesują n ogół, wielodzietnych, którzy pomocy państwa potrzebują mozna podzielić na grupy.
        Pierwsza grupa to sa rodziny patologiczne z alkoholem w tle i z zyciem w zasadzie z tych dzieci. Kolejne potomstwo pojawia się w takich rodzinach wskutek całkowitego braku refleksyjności rodziców, zostaje mówiąc brutalnie "zrobione" po pijaku i jest bo jest dopóki rodzinak nie przegnie pały np. zostawiając samo na 2 dni i nie trafu jak rodzeńśtwo do dd, albo rodziny zastepczej. Druga grupa to takze rodziny patologiczne, ale patologia polega tu nie na alkoholu, czy przemocy, ale na tzw. bezradnosci zyciowej, co zwykle też przejawia sie w bezrefleksyjności w płodzeniu dzieci. Tak jakoś "znikad" pojawia się kolejne i kolejne. Rodziny naprawdę nie stac na nie, ale też zwykle niewiele, albo nic nie robi w kierunku czy to polepszenia swego bytu, czy też ograniczeniu płodności. Są to na ogół ludzie o postawie roszczeniowej, dla których oczywistoscią jest, ze skoro mają dzieci, państwo ma im dać. I daje. Tylko tyle, ile moze, a nie tyle ile by chcieli, czy naprawde potrzebowali.
        Trzecia grupa rodzin wielodzietnych to wielodzietni religijno-ideowi. Na ogół nie ma tu patologii pt. przemoc i alkoholizm, ale za to jest całkowita bezrefleksyjnośc w rozmanzaniu się.

        Trzeba powiedzieć jasno i wprost - te rodziny najczesciej radzą sobie najlepiej i zwykle ojciec rodziny pracuje, a jesli nie to pracy szuka, pracuje dorywczo itd.
        Rzecz tym, że kolejne "przyjmowanie potomstwa, którym Bóg obdarza" taką pare hojnie kończy się tak czy owak niewydolnoscią finansową takiej rodziny, bo o ile przy 5 dzieci jeszcze jakoś przedą za kasę zarobioną przez ojca tejże + zasiłki rózne, to przy 10 już nie.

        W przypadku takich ludzi nie ma rzecz jasna mowy o tym, zeby korzystali z dostepnej antykoncepcji, a tym bardziej o tym, żeby zdecydowali się na aborcję, nawet gdyby na ten moment była legalna.

        Natomiast co do pozostałych dwóch grup, trudno tu mówić o tym, że nie stać ich na antykoncepcję. Jesli bowiem ktoś jest w stanie mieć na flaszkę, to ma takze na antykoncepcję Diabollo. Tylko tu zaczyna się wybór priorytetu.
        Prawda jest taka, że w przypadku kobiet po 30, zwykle palących i pijących z takich srodowisk pastylki hormonalne nie wchodzą w gre mój drogi. Nawet gdyby były rozdawane za darmochę zupełną. Raz, ze byłyby niebezpeczne dla zdrowia takiej pani, dwa trzebaby być trzeźwą i na chodzie na tyle, żeby nie zapomnieć zażyć, a potem nie zwrócić jak się klina załatwia jabolem. Sorry za brutalnośc.

        Na to, ze zapijaczony ukochany pani takiej zaloży gumkę też bym nie liczyła, wiec pozostaje spirala. Darmowa, raz na kilka lat dostepna w ramach NFZ. Fakt, lekarze niechetnie ją pacjentkom proponują, w ramach NFZ oczywiscie, bo zakładając ją prywatnie mozna zarobić, a wiedza o tym, że jest dostepna w ramach NFZ jest niska.

        Niemniej no mozna ten rodzaj antykoncepcji (optymalny dla pań w pewnym wieku i nieplanujących już potomstwa ) mieć za darmo, albo i nie za darmo, ale nie za jakąś bajońską kwotę.

        Tylko pojmijże razem z panem Borowieckim, że wielu kobietom i parom się zwyczajnie nie chce. Żyją tak, jak żyli ich rodzice, rodzeńśtwo itd. Mieli duzo dzieci i czesc, wiec oni też mają.


        I owszem, tak - człowiek jak spłodzi dziecko i je sobie zafunduje to jest za nie, albo przynajmniej powinien być odpowiedzialny! To nie państwo ma obowiazek najpierwsze opieki nad dzieckiem, a rodzic! Państwo ma pomóc w kryzysowej sytuacji.
        Jasne, ze sytuacja, kiedy para niepracujących ludzi ma 7 dzieci jest kryzysowa, ale qrva trzeba trochę mysleć. Siedmioraczki, a nawet trojaczki się rzadko rodza. Wiekszosc dzieci przychodzi na swiat w pojedynkęsmile Wiec tacy kryzysowi rodzice siedmiorga najpierw byli rodzicami jednego, dwóch i tak po kolei. Nie zwazali na coraz trudniejszą sytuację, tylko radośnie płodzili się dalej. I to myć wina pańśtwa, bo ono zachęca "prorodzinnie"? No bez jaj. Fajnie, ze ci ludzie mają te dzieci, bo sie o los naszego społeczeństwa za pare lat lekająsmile Mają bo są albo bezmyślni (czesciej), albo oszołomieni religijnie i tyle.

        Narazając się zapewne na niechec otoczenia smile napiszę wprost: nie, naszego państwa nie stac na osławione "każdemu wg potrzeb", którego i podczas oficjalnego głoszenia tego hasłą zrezlizować się nie dało. Nie ma wiec co liczyć w najbliższym czasie, że każdemu z ans państwo da mieszkanie, załatwi pracę dobrze płatną, postawi przy kazdym psychologa, w razie jakby miał kłopoty natury emocjonalnej np., da na kazde dziecko miesiecznie po powiedzmy 5 kółek itd. Tak nie bedzie , w kazdym razie w tej dekadzie.

        Należy się z tym pogodzić i zastanowić co mozna zrobić, zeby było lepiej, a nie gorzej.
        wg mnie należy:
        - rozliczać urzedników realnie z czasu poświeconego danej osobie/rodzinie pozostającej pod opieką takich placówek, jak MOPS. Uniknie się, albo zminimalizuje sytuacje do jakich teraz dochodzi, ze urzednik ogranicza się do wypłącenia zasiłku, odfajkowania i siedzenia na de.
        - mówić, pisać i powiadamiać o tym, że wkładka wewnątrzmaciczna jest dostepna za darmo w ramach NFZ
        - wymagać od lekarzy by o tym zawiadamiali pacjentki
        (należy jednak pamietać, ze zmusić pacjentki do załozenia tejże nie mozna)
        • chickenshorts Re: hmmmm2 30.07.12, 20:16
          > Kiedyś ktoś, dalibóg kto nie pomnę, powiedział, czy napisał, że Polakom podczas
          > "walki" o wolności w socjaliźmie, tak naprawdę chodziło o to, żeby mozna było
          > popsioczyć na ZSRR i rzad bezkarnie i bezproblemowo kupić cukier, schab i meblo
          > ściankę. I to jest prawda. Bo jakkolwiek Polacy się wolnoscią po 1989 roku zach
          > łysnęli i wolnosciowe hasła nie schodziło nam z ust, nikt nie liczył się na ser
          > io z ceną, którą za owe wspomniane mozliwości trzeba bedzie zapłącić.
          > A cena ta byłą do przewidzenia. I w owej cenie mieściło sie także to, że jesli
          > mówimy "spadówa" socrealizmowi, to wszystkiemu , co z niósł z sobą, czyl
          > i także opiece państwa, w każdym razie w zakresie, jaki oferowała "komu
          > na".


          Coz, to niezwykle trudne sprawic, zeby czlowiek zrozumial problem, czy sytuacje, gdy jego pensja zalezy od jego nie-z-rozumienia tychze.

          Kapitalizm nie jest ani systemem politycznym ani programem politycznym - jest systemem gospodarczym. Kapitalizm moze byc fundamentem, na ktorym opiera sie program polityczny lewicy, np. socjal-demokratow, model szwedzki (czy, po prostu, skandynawski), albo chrzescijanskich demokratow, jak w Niemczech (moim zdaniem ideologia obu jest bardzo podobna), albo prawicy...

          Powtarzanie, ze wszyscy wlasciwie chca tego samego, a roznia sie jedynie ‘pomyslami’ jak osiagnac to cos (wolnosc, swobody obywatelskie, rowne traktowanie wobec prawa,sprawiedliwa redystrybucja ‘bogactw’, opieka socjalna, etc...) jest... nieprawda nr 1.
          Pracodawca nie chce tego samego co jego pracownik, bogatym, zyjacym z inwestycji i dywidend zalezy na czym innym niz ludziom, zyjacym z pracy i pensji, a zatrudnieni, zwlaszcza na tzw. panstwowych posadach, beda trzymac sie z dala od bezrobotnych, ich stosunek do podatkow tez bedzie inny..., etc...

          Czy kiedy tort jest niewielki, czy kiedy jest wielki - wazny jest sposob w jaki jest on krojony (i tak nie wplynie to na jego rozmiar). Zapewnianie czytelnikow, ze samorzady, lokalne wladze, Mopsy i Gopsy nie maja pieniedzy na pomoc potrzebujacym jest zwyklym Pi aRowaniem na rzecz... tychze (i status quo)... Jesli rzad wywala miliardy na utrzymanie kleru, katechetow i kapelanow, doklada do pomagania Amerykanom w ich brudnych wojnach w Afganistanie, ale nie ma na system pomocy spolecznej dla wlasnych obywateli..., hmm - taki rzad musi miec dobrych PR-owcow i przychylnych mu dziennikarzy...

          Ale pismakow (i ekonomistow, i politykow), ktorzy nas zapewniaja, ze wykluczenie, bezdomnosc czy chocby masowe bezrobocie (przy b. restrykcyjnym prawie do zasilku) to niezbedna cena za wolnosc - nalezy specjalnie re-edukowac (jak kiedys krnabrnych zolnierzy), bo to albo cynicy albo glaby bez wyobrazni, albo tchorzliwi oportunisci. A biorac pod uwage realia tego kraju, kaliber jego politykow i reprezentantow narodu - mozemy byc spokojni, ze bedzie jeszcze gorzej, mimo ze jest juz bardzo zle.
          • kora3 rozumiem twe emocje Qrczaku 31.07.12, 00:18
            a także to, że nie mieszkając w Polsce pewnie o wielu rzeczach nie masz pojecia, ale są granice. Takze dobrego smaku i rozsadku.

            Jasne, można ogólnie sobie popsioczyć i czesc, zamiast analizować cokolwiek. Jesli ktoś nie widzi róznicy miedzy samorzadem, a rzadem to no przepraszam, ale jest odporny na wiedzę.

            Zgadzam się z tym, że Polska wydaje sporo kasy na kler i ze gdyby nie wydawała, to byłoby wiecej dla potrzebujących. Tylko co z tego?

            Na razie jest jak jest i póki co zaden wybrany demokratycznie parlament, a takze zbudowany na takim wyborze rząd tego nie zmienia. Czy to prawica rzadzi, czy lewica. Faktem jest jednak, że kolejne rzady sukcesywnie zrzucają na samorzady coraz wiecej zadań: utrzymywanie szkół i przedszkoli na przykład. Kolejne rzady ochoczo podpisują podwyzki dla nauczycieli lekką ręką, ale nie mówią samorzadom skąd u licha te mają na te wyzsze pobory usankcjonowane przepisami z góry wziąc.
            Takie przykłady można mnożyć, a Ty mi piszesz, ze to rzadowy PR? A którego rzadu? Millera, czy moze Kaczyńskiego, a moze Tuska?

            Daruj sobie osobiste wycieczki - moja pensja bynajmniej nie zalezy od moich poglądów. Mało tego, ja się bardzo czesto domagam od samorzadów, by wypełniały swe zadania, pomimo, ze wiem, iż obiektywnie nie mają na to kasy. Bo zdaję sobie sprawę, ze taki szary, biedny człowiek ma mozliwosci znacznie od samorzadu mniejsze. Co innego jednak taka Justyna (nawiasem mówiac jej ojciec zginął w pozarze mieszkania i jest już całkiem sierotą, ale mieszkanie udało się wreszcie wywalczyć), a co innego wszyscy potrzebujący mieszkania w danej gminie. W tym miescie gdzie mieszkam jest lista najbardziej potrzebujących - liczy 120 nazwisk, a mieszkań komunalnych jest na ten moment 24 z czego połowa do remontu full wypas.
            Powiedz mi u licha skąd gmina ma te mieszkania dla wszystkich potrzebujących wziąc, bo ja na serio nie mam pojecia. Nie ma kasy na budowę ich, nie ma też na zakup ich na wolnym rynku, a nawet gdyby załozmy włodarz miasta chciał wykonać taki manewr, to ze wezgledu na budzet nie zgodzi sie na to rada, nawet gdyby się zgodziła nie ma na to fizycznie srodków, wiec trzebaby wziąśc kredyt co natychmiast zakwestionowałaby RIO.

            Tak, wiem, daje się na kler. Tylko, ze samorzad bracie nie ma mozliwosci odmowy dania kasy na katechete, jako na nauczyciela, bo opłącanie tychze (znaczy nauczycieli) to zadanie gminy. Dotacje kościoły rzad rozdaje centralnie, z pominieciem samorzadu, który tej kasy na oczy nie widzi i nie ma do niej dostepu, a kasa na konserwację zabytków, takze sakralnych idzie z budzetu WKZ, czyli jednostki podległej wojewodzie, zatem nie samorzadowi, tylko rzadowi.

            Pijmijże, ze ja nie usiłuję Ci pokazać, ze dobrze jest, jak jest, tylko pokazuję fakty, wcale nie uwazając, ze one są korzystne. Nie są, ale naprawde wójt, burmistrz, czy prezydent nie moze sobie dowolnie "przesuwać" w budzecie kasy. Mozesz tego nie wiedzieć, ale nie neguj rzetelnej wiedzy innych. Zdaj sobie sprawe, ze budżet gminy, czy miasta podlega kontroli i to z wielu stron. Po pierwsze podlega kontroli RADY. Jest jakiś plan budzetu i on zostaje zaakceptowany na dany rok w takim kształcie na jaki zgodzi sie rada. Kazda zmiana w tym budzecie, kazde przesuniecie srodków pomiedzy ze tak powiem resortami wymaga zgody rady w formie uchwały, a wczesniej jest opiniowana przez stosowne komisje.
            Dodatkowo subwencje na konkretne cele i środki unijne nie mogę być wykorzystane inaczej niż zgodnie z przeznaczeniem. MAsz prawo się nie orientować w tym, ale qrde, jesli załozmy misto napisze sobie projekt budowy mostu i dostanie załozmy z UE na to 50 proc. srodków a z budzetu państwa 25 proc . i ma wkłąd włąsny kolejne 25 proc. to nie ma mozliwosci wziecia kasy na most z UE i rozdania potrzebującym, z rzadówki też nie i z wkładu własnego też nie. Z tego trzeba sie skrupulatnie rozliczyć, jesli tego samorzad nie zrobi, to kazą mu oddać kase i nie ma przeproś.
            Wiec nie jest tak, ze te samorzady opływają we wszystko, a nie chcą biedakom dać mieszkania, czy wiekszego zasiłku. Zdaj sobie sprawę Qrczaku (bo pewnie sobie nie zdajesz), ze wiekszosc samorzadów w PL jest mocno zadłuzona, albo bezposrednio, albo posrednio. Czyli ma kredyty na ogromną kasę, którą sobie pozyczyła z banku za zgodą rady (ówczesnej) , albo zadłuzenie mają jednostki podległe samorzadom (najlepszy, a raczej najgorszy przykład to szpitale). I bywa tak, ze kredyt taki spłąca miasto kierowane już pzrez inną rade i innego włodrza. Ba tak bardzo czesto bywa. I co z tego? Jest kredyt, trza spłacać.

            Nie chodzi o to, ze nalezy odpuszczać samorzadom, ale trzeba patrzeć też realnie. Nie wolno im np. nie płacić katechetom, bo ci mają status nauczycieli i wcale nie od samorzadów to bynajmniej zalezało, nie wolno im brać kasy rzadowej czy unijnej na coś tam i robić z nią coś innego.

            Zmiany w temacie opłacania kleru, o których mówisz musiałyby sie dokonac na poziomie parlamentu i rzadu, a nie samorzadów, którym tylko zleca się zadania nie wskazujac skąd na serio brać na nie kasę. Wiec jasne, ze samorzady tej kasy zwykle nie mają, mają za to coraz wiecej zadań zwalanych na nie przez rzady i mają sobie z tym radzić. I bardzo czesto sobie nie radza, albo "radza" tak, ze wydzielają z tego co mają coraz mniej, bo mają coraz mniej.
      • diabollo Re: hmmmm 31.07.12, 19:38
        Witaj przepiękna Koro,

        Miło Cię znowu czytać.

        Naturalnie też mam pewne "ale".

        Mianowicie nie zauważyłem, żeby autor napisał, czy chciał napisać coś w stylu "było ok, jest źle i dupa i cześć".

        O okresie tzw. "komuny" pan Borowiecki pisze z wyraźnym sarkazem.

        Faktem natomiast jest, że dzietność zależy od pewnego minimum bezpieczeństwa socjalnego (przynajmniej na etapie cywilizacyjnym na którym znajduje się Polska), zależy też od osłon dla kobiet, aby mogły godzić pracę zawodową z byciem matką (złobki, przedszkola i takie tam).

        W żadnym z cytowanych tekstów nikt nie stawał tezy, że ośrodki pomocy mogą przydzelić komuś mieszkanie socjalne - oczywista oczywistość, że co najwyżej "mogą o tym pomarzyć".

        Pozostaje też faktem, że na śmieciówkach o jakieś minimum bezpieczeństwa socjalnego trudno, w dodatku w okresie kryzysu jest z tym bezpieczeństwem jeszcze gorzej.

        Słusznie piszesz, że obowiązek pomocy socjalnej (choć teoretycznie to przecież już hardcore i sytuacja ekstraordynaryjna jak np. bezrobocie, choroba, niezdolność pracy, etc) spadł na samorządy, które nie dostały zwiększonych środków na ten cel.

        Tak czy siak, nazwijmy to socjal nawet relatywnie do przecież biednych czasów tzw. "komuny" został dramatycznie zredukowany.
        Tak zadzałał nowy system.

        Kiedyś też myślałem, że to dobrze, ale z wiekiem i doświadczeniem nieco zmądrzałem.
        Np. w Niemczech, kraju socjalnym (który oczywiście też przeżył swoje redukcje socjalu), właśnie wydatki socjalne są nieporównywalnie większe niż w Polsce i to nie tylko konkretnych sumach, ale relatywnie do PKB i jakoś dziwnie nie osłabiają one Niemiec, wręcz przeciwnie, pozwalają lepiej wykorzystywać gospodarczy potencjał społeczny.

        Do tego w Polsce doszedły cyniczne rządy katolickiego zabobonu, calkowity zakaz przerywania ciąży, agitacja zabobonu dla "wartości rodzinnych" (agitacja święci triumfy nie tylko w PSLu), etc.

        Kobiety o zdrowych zmysłach, które akurat nie wyszły za milionerów i które nawet chcą mieć dzieci - odkładają w czasie jak najdalej decyzję o rodzeniu.

        Kobiety dysfunkcyjne, które nie potrafią kontrolować swojej płodności - jak opisanych skrajnych przypadkach - uciekają się do dzieciobójstwa, jak nie przymierzając w najgorszych czasach chrześicjańskiego zabobonu i ciemnogrodu w Europie.

        Kłaniam się nisko.
        • chickenshorts Re: hmmmm 31.07.12, 22:00
          diabollo napisał:

          > Np. w Niemczech, kraju socjalnym (który oczywiście też przeżył swoje redukcje s
          > ocjalu), właśnie wydatki socjalne są nieporównywalnie większe niż w Polsce i to
          > nie tylko konkretnych sumach, ale relatywnie do PKB i jakoś dziwnie nie osłabi
          > ają one Niemiec, wręcz przeciwnie, pozwalają lepiej wykorzystywać gospodarczy p
          > otencjał społeczny.

          nie osłabiają one Niemiec, wręcz przeciwnie, pozwalają lepiej wykorzystywać gospodarczy potencjał społeczny

          Wlasnie! Istnieje cale mnostwo dowodow na to, ze spoleczenstwa, gdzie rozziew miedzy bogatymi i biednymi jest zniwelowany do minimum, rozwijaja sie lepiej, sa szczesliwsze i generalnie lepiej prosperuja. Chocby jeden wymowny wskaznik: wsrod krajow zachodnich, panstwa tzw. socjalne, Holandia Niemcy, kraje skandynawskie maja proporcjonalnie nizsza populacje wiezienna, niz te, gdzie nierownosci sa wieksze.

          Jest jeszcze jeden element zagrozenia dla spolecznego 'well being' - ci biedni, wykluczeni, zapomniani i zostawieni bez pomocy beda szukac 'dobra poza tym zyciem' w kosciolach, glosowac albo na klerykalow, albo na faszystow, czy innych autorytarnych bandytow...
          • gaika Re: hmmmm 01.08.12, 15:13
            chickenshorts napisał:

            > Wlasnie! Istnieje cale mnostwo dowodow na to, ze spoleczenstwa, gdzie rozziew m
            > iedzy bogatymi i biednymi jest zniwelowany do minimum, rozwijaja sie lepiej, sa
            > szczesliwsze i generalnie lepiej prosperuja. Chocby jeden wymowny wskaznik: ws
            > rod krajow zachodnich, panstwa tzw. socjalne, Holandia Niemcy, kraje skandynaws
            > kie maja proporcjonalnie nizsza populacje wiezienna, niz te, gdzie nierownosci
            > sa wieksze.
            >
            > Jest jeszcze jeden element zagrozenia dla spolecznego 'well being' - ci biedni
            > , wykluczeni, zapomniani i zostawieni bez pomocy beda szukac 'dobra poza tym zy
            > ciem' w kosciolach, glosowac albo na klerykalow, albo na faszystow, czy innych
            > autorytarnych bandytow...

            Nic ująć. Może tylko dodać, że najtrudniejsza sztuka to znalezienie balansu między wsparciem a tzw. 'rozdawnictwem', a także pomocą celowaną w miejsce automatycznej. Bo się można przejechać (jak na holenderskich niepełnosprawnych, których występuje silna nadreprezentacja).
        • kora3 Re: hmmmm 31.07.12, 23:01
          No nie wiem Doabollo - to w temacie pisania p. Borowieckiego. Mam inne wrazenie - raczej takie, ze niespecjalnie się orientuje co i jak, ale wie, ze ... zreszta niewazne, spodziewałam się takiego tłumaczenia, nawet o tym wspomniałam smile

          Bardzo fajnie, że Niemców stac na socjal i bardzo niefajnie, ze nas nie, tylko wg mojej oceny naprawde trudno te kraje porównywać na serio.

          Masz rację z tym minimum bezpieczeństwa Diabollo. I masz rację ze "smieciówkami". Tylko uwazam, że stawianie tezy iż wiekszosci naszej damskiej czesci brak tego minimum i powoływanie się na "smieciówki", które zasadniczo pojawiły sie dośc niedawno na wiekszą skalę to wybacz, ale trochę naduzycie.

          Nawet wiecej niż trochę, a już śpiesze napisac dlaczego. Otóż fakt za tzw. "kiomuny" kazdy w tym niewykwalifokowany robotnik, czy robotnica mogł liczyć na prace. na wysokie w niej zarobki - już nie, na mieszkanie zakładowe czy spółdzielcze - już nie. Za to na przedszkole, czy złobek dla dzieci - owszem - tak. Mozna to nazwać minimum bezpieczeństwa, jasne. Tylko, ze tak się skłąda, że u nas ludzie najubożsi na ogół całkiem ochoczo się rozmnazają, z czego wniesc nalezy, ze albo brak im rozumu, albo mają w swoim pojeciu zapewnione poczuce minimalnego bezpieczeństwa.

          Dzietnośc u nas jest niska, bo mało dzieci mają tzw. przecietni. Ludzi b. bogatych jest u nas mało, wiec zasadniczo statystycznie bez znaczenia jest czy bedą mieć po 1 dziecku, czy po 5 np. Podobnie niewielki odsetek polskiego społeczeństwa stanowią ludzie wcale nie chcący mieć potomstwa. Większosc chce tylko ma 1-2 dzieci zwykle.

          Rodzi sie pytanie - dlaczego? Mozna oczywiscie przypisac to twym załozeniom - brak bezpieczeństwa i smieciówki. Tylko, ze to nie bedzie prawda. Mniej wiecej po tyle dzieci ma znakomita wiekszosc moich znajomych - ludzi w róznych sytuacjach materialnych i życiowych. Jasne są tacy, którzy nie mają wcale, a takze tacy mający po 5-7 ale zadna z tych grup nie stanowi wiekszosci.
          Dzietnosc u nas nie spadła wczoraj, ani nawet z "wejsciem" smieciowych umów. Spadała już dawno. I spróbujmy się temu przyjrzeć obiektywnie.
          Powiadasz, ze kobiety na rynku pracy mają źle i macierzyństwo je dyskwalifikuje? No wiesz, mało który pracodawca chce kobitkę bez doswiadczenia nijakiego, co to zaraz po studiach urodziła nie pracując i posiedziałą z dzieckiem 2 lata w domu, fakt. Ale kupa babek jest zatrudniona przed ciążą i porodem. Te mają zagwarantowany powrót do pracy, urlop macierzyński i wychowawczy. Kupa kobiet u nas jest (meżczyzn też) zatrudniona w budzetówce.
          Nie opowiadaj mi, że nauczycielka, celniczka, strażniczka graniczna, czy urzedniczka ma jakikolwiek problem w pracy w zwiazku z ciążą, albo z powrotem do pracy po niej, porodzie, macierzyńskim, czy wychowawczym, bo to ...smiesznesmile Brak bezpieczeństwa? Wywalić człowieku w Polsce z pracy w budzetówie mozna w zasadzie niemal tylko dyscyplinarnie. No i z mocy ustawy, gdy ktoś np. miał uzupełnić wykształcenie a tego nie zrobił (wtedy raczej musi pracodawca, nie tyle, ze moze).

          Teraz krótki przegląd okolicznych znanych mi ludzi. Para celnik i strażniczka graniczna - oboje wyzsze stanowiska, nie pasowi, "sztabowi" - dzieci - dwoje (18 i 7 l.)
          Para urzedniczka (sredni szczebel) i straznik graniczny (oficer w dobrym pionie) dzieci 2 (8 o 5 l.)
          Para nauczycielka (dyplomowana) i strazak (oficer, korpus wyższych) dzieci - 1 (15 l.)
          Para lekarka (2 st. specjalizacji, kierownik przychodni) i sedzia - dzieci 2 (21 i 13 l.)
          Para prokurator (niestary) i strazak (oficer wyzszy) dzieci 2 (6 3,5 r.) trzecie w drodze
          Para policjantka (podinsp.) i nauczyciel akademicki (dr hab. inż) dzieci 2 (19 i 15 l.)

          takich par mogę ci napisać z mojego włąsnego otopczenia spokojnie jeszcze klikanascie na szybko. Celowo wymieniam ludzi tylko mających zdieci i zatrudnionych tylko (oboje) w bezpiecznych miejscach i bez zadnych umów smieciowych Diabollo. Celowo nie wymieniłam tych, gdzie choć jedno, albo oboje pracują na etatach ale nie tak bezpiecznych. Wymienilam takich mających naprawde wiecej niż minimum bezpieczeństwab w kwestii zatrudnienia i na serio, jak na polskie warunki niezłych zarobków.
          No i co widzimy? Dwoje, góra troje dzieci - nie ma zagrozeń i umow smieciowych. Wiec dlaczego nie mają wiecej dzieci? Te pary materialnie stac na utrzymanie na przyzwoitym poziomie wiekszej niż mają liczby dzieci, stac je na urlopy wychowawcze pań - tudzież materialnie, ale kasa to nie wszystko Diabollo. Kobiety się teraz uczą od dziesiatków lat mają takie prawo i przyzwolenie społeczne smile i uczą sie nie tylko po
          to wszystkie by mieć jakikolwiek papierek, tylko coś w tym zyciu zawodowym zrobić.

          Pani Wałesowa w jakimś wywiadzie powiedziała o ile pamiętam, ze ona zrezygnowała z kariery zawodowej, bo chciała się poswiecić domowi, mezowi i dzieciom. Śmiech na sali, puste krzesła jak to mawiają. Z całym dla niej szacunkiem, jako byłej Pierwszej Damy, ale z jakiej to ona niby kariery zrezygnowała ?smile Sklepowej? (no jakby w miesnym to wtedy była kariera, fakt), tramwajarki, salowej, a moze pani sprzatającej? To są zasługujące jak kazde uczciwe zajecia na szacunek zawody, ale o karierze to tu trudno mowić, przyznasz.

          Wiekszosc kobiet podejmuje trudne studia (nie mówię o jakimś czymś na Koszałku Opałku) zeby coś w swoim zawodzie robić, a nie dostać kartkę z napisem "licencjat", czy "magister". Urodzenie wielu dzieci zwyczajnie przekresla im szansę na prawdziwą kariere, osiągniecie zcegoś w zawodzie. Wielu, ale nie 1,2 czy 3 czasami. Wiec chcąc mieć te dzieci mają taką ich liczbę, którą są w stanie pogodzić ze ...sobą. Ze swoimi ambicjami, pasjami marzeniami dotyczacymi takze SIEBIE nie tylko rodziny i dzieci.
          Nie kazda kobieta pracuje bo musi (ja n ten przykład obiektywnie nie musiałabym biorac pod uwagę finanse przykładowo), wiele CHCE, kocha to co robi, wiele pracy włozyło w to, by być tam, gdzie jest teraz zawodowo. A jesli któraś pani nie chce - nie musi wychodzić za milionera wcale jak sugerujesz, wystarczy związać się z gosciem, który sam jest ambitny, dobry w tym co robi (wiec prace zawsze mieć bedzie) i pasuje mu model on - w pracy, zona/partnerka - w domu.
          • diabollo Re: hmmmm 01.08.12, 20:02
            kora3 napisała:

            > Bardzo fajnie, że Niemców stac na socjal i bardzo niefajnie, ze nas nie, tylko
            > wg mojej oceny naprawde trudno te kraje porównywać na serio.

            Przepiękna Koro,

            wielkie dzięki za odpowiedź i w ogóle za merytoryczność.

            Pozwól, że odniosę się do powyższego zdania.
            Otóż to nie jest kwesta "stać" czy nie "stac".
            Pisalem wyraźnie, że nie chodzi mi same kwoty bezwzględne (na taką forsę w porównaniu do Niemiec Polski napewno nie stać) ale o wydatki na socjal w odniesienu do PKB.
            Jasne, że polski PKB jest cztery razy z okładem mniejszy niż niemiecki.

            A per capita (czyli w przeliczeniu na mordę mieszkańca) w konsekwencji dwa razy mniejszy.

            Chodzi o procent PKB wydawany na socjal - w Niemczech ok. 30%, w Polsce poniżej 20%.

            Tę dyskusję na temat patologii rozdzielania polskiego PKB można ciągnąć dalej - np. na badania naukowe...

            Na eudkację...
            Na zdrowie... (śmiesznie niskie, aż dziw, że ta nasza służba zdrowia słabo, bo słabo, krytykowana, ale przecież się kręci)

            No i na zbrojenia... (imponujące jak na podobno kraj, który "nie stać").

            Na zamorskie bezsensowne wojny, jakieś miliardy na przestarzałe myśliwce F16, i oczywiście na kato-zabobon, "odzyskiwanie" przez Katokościół majątku skarbu państwa, na powszechną agitację kato-zabobonu w szkole, etc. - na to wszystko "biedniutką" RP z GDP per capita na poziomie 20k dolców - bardzo stać.

            Polska w parametrach makroekonomicznych przestała być już dawno biednym krajem. Należy do krajów bogatych.
            Inna sprawa, że w za dużej części polskiego społeczeństwa jest stanowczo za dużo głębokiej biedy (no i w malutkiej części społeczeństwa sporego bogactwa).

            Kłaniam się nisko.
            • kora3 Ależ masz rację Diabollo 02.08.12, 19:41
              zupełną - szczególnie gdy chodzi o dotowanie kleru, zbrojenia, czy udział w wojnach. Tu pełna zgoda z Tobą.

              Ale zapodałeś tekst pana Borowieckiego i doń sie odniosłam - szczególnie w kwestii przedstawionych oczekiwań autora względem instytucji, które nawet jako zadania nie mają realizowania własnie tych potrzeb, a takze nie mają takich mozliwosci.

              Nie uwazam też za pozbawioną sensu teze, jakoby ludzie szczegolnie młodzi rezygnowali z potomstwa i odsuwali jego pojawienie sie w czasie z racji wspomnianego braku poczucia bezpieczeństwa materialnego i zawodowego.

              Rzecz w tym, że jakolwiek czesc ludzi rezygnuje z wiekszej liczby dzieci, a chcieliby wiecej tych dzieci mieć, to jest to tylko czesc właśnie.

              Mitem jest bowiem załozenie, ze kazdy kto chce mieć dzieci,. chce mieć ich zaraz całą gromadkę i jesli ktoś nie ma to pewnie z obawy o zdrowie, kasę itd. Nie. Jest całą rzesza ludzi, która zwyczajnie nie potrzebuje by spełnić się rodzicielsko mieć wiecej dzieci niż np. 1 czy dwoje.

              Tak naprawdę za czasów mego dzieciństwa np. czyli socjalizmu z jego socjalnymi zabezpieczeniami (bez sarkazmu akurat tu) takze ludzie mający 5 czy wiecej dzieci to nie była jakas norma. Trochę jedynaków z mego pokolenia jest, wiekszosc ma rodzeństwo - sztuk jeden, czasem dwiesmile Ekstremalna wielodzietnośc i za tamtych czasów nie była jakimś standardem.
    • diabollo Re: Polski przyrost naturalny 02.11.12, 19:12

      Matka z Hipolitowa mogła zamordować nawet szóstkę swoich dzieci

      mil, PAP 2012-11-02, ostatnia aktualizacja 2012-11-02 14:53:32.0

      Prokuratura Okręgowa w Łomży postawiła zarzuty wielokrotnego zabójstwa swoich nowo narodzonych dzieci 41-letniej mieszkance jednej z wsi w gminie Stawiski. Kobieta w latach 1998-2012 urodziła ośmioro dzieci, pięcioro zabiła, z jednym nie wiadomo, co się stało. Dwójka jej dzieci żyje.


      - Z dotychczasowych ustaleń wynika, że podejrzana w latach 1998-2012 urodziła ośmioro dzieci. Z tego dwójka dzieci, w wieku 10 i 7 lat, żyje. Aktualnie dzieci są w rodzinie zastępczej. Pozostałe dzieci, dwie dziewczynki i czterech chłopców, urodziły się żywe w latach: 1998, 2000, 2003, 2008, 2010 i 2012. Z naszych ustaleń wynika, że 5 z nich nie żyje. Ustalamy, co się stało z szóstym dzieckiem. W tym momencie prokuratura ma zabezpieczone zwłoki 4 dzieci - powiedziała rzeczniczka prokuratury Maria Kudyba.

      Podejrzana ukrywała ciąże

      Jak dodała Kudyba, podejrzana ma przedstawione zarzuty wielokrotnego zabójstwa. - Kobieta ukrywała swoje ciąże. Na razie jest zbyt wcześnie, aby wyjaśnić, jak kobiecie się to udało - powiedziała Kudyba.

      Prokuratura przyznała, że jedna z wersji zakłada, że nie wszystkie dzieci urodziła podejrzana - wśród zamordowanych noworodków mogą być też dzieci córki 41-latki.

      Zwłoki dzieci w stodole i na strychu

      Na początku tygodnia prokuratorzy postawili kobiecie zarzut zabójstwa dwójki jej nowo narodzonych dzieci, których szczątki odnaleziono na posesji. Podejrzana została wówczas aresztowana na trzy miesiące. Wkrótce znaleziono kolejne ciała dzieci.

      Ciała dwójki dzieci zostały znalezione w stodole, dwa znajdowały się na strychu domu, w którym mieszkała kobieta.


      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12786384,Matka_z_Hipolitowa_mogla_zamordowac_nawet_6_swoich.html
      • kora3 Koszmar 02.11.12, 20:52
        I ja osobiscie nie znajduję usprawiedliwienia dla tej pani. To znaczy nie wykluczam, ze jest wariatką, albo osobą na tyle ocieżałą umysłowo, ze nie jest w stanie rozpoznawać wagi swych czynów. Jesli nie - powinna dostać dożywocie.

        Wiem, moze sie zaraz dowiem, ze to biedna ofiara zakazu aborcji, ale ja w to nie wierzę sad
        To jest po prostu osoba albo anormalna, albo po prostu bardzo zła. Ona z rodzenia i mordowania zdieci uczyniłą standard, to nie było działąnie w szoku. Po prostu raz zabiła i nic jej za to nie było, to zabijała dalej, zamiast bodaj próbowac się zabezpieczyć przed kolejną ciąża.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka